2013.04.17 Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 2:3

Z Historia Wisły

2013.04.17, Puchar Polski, 1/2 finału, Kraków, Stadion miejski im. Henryka Reymana, 18:30, środa, 18°C
Wisła Kraków 2:3 (1:1) Śląsk Wrocław
widzów: 11.189
sędzia: Paweł Raczkowski z Warszawy
Bramki

Cezary Wilk 27'

Ivica Iliev 68'

0:1
1:1
1:2
2:2
2:3
23' Dalibor Stevanović

54' Waldemar Sobota

80' Sebastian Mila
Wisła Kraków
4-5-1
Sergei Pareiko
Marko Jovanović
Radosław Sobolewski
Osman Chávez
Gordan Bunoza
Emmanuel Sarki
Michał Chrapek Grafika:Zmiana.PNG (81' Łukasz Burliga)
Grafika:Zk.jpg Cezary Wilk
Łukasz Garguła
Patryk Małecki Grafika:Zmiana.PNG (63' Kamil Kosowski)
Rafał Boguski Grafika:Zmiana.PNG (63' Ivica Iliev)

trener: Tomasz Kulawik
Śląsk Wrocław
4-5-1
Rafał Gikiewicz
Krzysztof Ostrowski
Marcin Kowalczyk
Adam Kokoszka Grafika:Zk.jpg
Mariusz Pawelec
Waldemar Sobota
Dalibor Stevanović Grafika:Zk.jpg Grafika:Zmiana.PNG (84' Rok Elsner)
Przemysław Kaźmierczak Grafika:Zk.jpg
Sebastian Mila
Piotr Ćwielong Grafika:Zmiana.PNG (75' Sylwester Patejuk)
Éric Mouloungui Grafika:Zmiana.PNG (67' Mateusz Cetnarski)

trener: Stanislav Levý

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy.
Bilet meczowy.
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]
[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

[Foto: Grzegorz Migdał /wislakrakow.com]

Spis treści

Przed pierwszym gwizdkiem

Tomasz Kulawik przed rewanżem ze Śląskiem

- Obydwa mecze ze Śląskiem, mecz z Legią, to są najważniejsze dla nas spotkania, to one decydują o przyszłości Wisły i nasi zawodnicy wiedzą o tym - powiedział przed czekającym nas w środowy wieczór rewanżem 1/2 finału Pucharu Polski - właśnie ze Śląskiem Wrocław - trener Wisły, Tomasz Kulawik.

Co na pewno istotne, przed tym jakże ważnym spotkaniem z wrocławianami, trener może liczyć na szerszą kadrę. Choć decyzje o ewentualnej grze kontuzjowanych - Emmanuela Sarkiego i Arkadiusza Głowackiego - zapadną dopiero w ostatniej chwili.

- Na dziś czekamy odnośnie decyzji o Sarkim, będziemy czekać do ostatniej chwil. Tak samo z Arkiem Głowackim. Do treningów wrócili Ivica Iliev i Marko Jovanović, więc na bardzo ważny mecz ze Śląskiem mamy więcej osób do dyspozycji - przyznał trener.

Kulawik liczy oczywiście, że wiślacy zagrają w środę tak, jak wymaga od tego sytuacja.

- Poza meczem z Lechią i pierwszą połową ze Śląskiem było kilka takich, w których nie graliśmy złej piłki. Prowadziliśmy grę i potwierdziło się to w 100% meczu z Legią i myślę, że tak będzie dalej - stwierdził opiekun wiślaków.

Taktyka i skład w dużej jednak mierze będzie zależała od tego, czy do gry zdolny będzie "Głowa".

- Mamy już ustaloną taktykę, jeśli nie będzie Arka, kwestią jak zagramy w tyłach jest tylko to, czy do nas dołączy i nam pomoże, czy też będzie to jego dłuższa rekonwalescencja - powiedział Kulawik, który - co ciekawe - swoim piłkarzom pokazywał do oglądania przede wszystkim mecz z Legią.

- Pokazywałem im Legię. Mecz ze Śląskiem też oglądaliśmy, ale myślę, że dla nich skuteczniejszą adrenaliną jest oglądanie spotkania z Legią - powiedział trener.

Oczywistym jest fakt, że w środowej potyczce - Wisła przede wszystkim będzie musiała uważać na stałe fragmenty gry. O co Kulawik został zapytany.

- Już przed pierwszym meczem zwracaliśmy uwagę na stałe fragmenty gry Śląska i to, że Mila ma dobrze wyważoną nogę. Pokazał to we Wrocławiu. Cały czas o tym rozmawiamy, żeby nie faulować w głupi sposób. Wiadomo, że nie unikniemy fauli, ale ważne, aby nie robić tego w głupi sposób i nie dawać alternatywy do rozegrania stałego fragmentu - stwierdził "Kula".

Ważna dla naszych piłkarzy będzie też atmosfera meczu. Ta z soboty, kiedy na naszym stadionie zjawiło się prawie 25 tysięcy widzów, solidnie wszystkich wiślaków uskrzydliła, co przyznał Kulawik.

- Wiadomo że kibice uskrzydlili zawodników, dali im poczucie, że mają o co walczyć. Oni jednak już wcześniej wywiązali się z tych założeń, gdy graliśmy także na wyjazdach. Potrafili kreować i grać w piłkę. Tutaj było tylko potwierdzenie tego, że przy lepszym dopingu mogą grać jeszcze lepiej - zakończył trener "Białej Gwiazdy".


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Przed nami najważniejszy mecz sezonu. Wisła gra ze Śląskiem o finał Pucharu Polski

Po bardzo negatywnych emocjach, które towarzyszyły ligowemu spotkaniu z Legią, przed nami bez wątpienia najważniejszy mecz tego sezonu! Podopieczni Tomasza Kulawika zagrają na własnym stadionie rewanżową potyczkę 1/2 finału Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław i jej wynik może mieć kolosalne znaczenie dla tego, co wydarzyć się może w najbliższych miesiącach przy Reymonta.

Dla wiślaków droga do Europy wiedzie bowiem w tym sezonie wyłącznie przez rozgrywki krajowego pucharu, a po porażce w pierwszym meczu ze Śląskiem 1-2, w środowy wieczór nasi piłkarze nie mają tak naprawdę innego wyjścia, jak pokonać zaprzyjaźnionych wrocławian.

Łatwe to nie będzie, bo choć Śląsk ma wciąż - poza Pucharem Polski - szansę awansu do europejskich pucharów z ligi (zajmuje aktualnie trzecie, czyli premiowane miejsce w tabeli), a co za tym idzie, ma dodatkową "furtkę", którą może dla siebie otworzyć - to na pewno awansu do dalszej pucharowej rywalizacji na krajowych boiskach nikomu nie odda. Tym bardziej, że dla Sebastiana Mili i spółki Puchar Polski to w praktyce jedyne trofeum, które wrocławianie mogą w bieżącym sezonie wywalczyć. Szanse na obronę mistrzowskiego tytułu ma bowiem Śląsk już pomału wyłącznie matematyczne, traci bowiem na osiem kolejek przed końcem sezonu, do liderującej Legii, aż 13 punktów.

Zapowiada nam się więc wieczór solidnych emocji oraz mamy nadzieję niezłe widowisko. Śląsk pokazał bowiem w I połowie wrocławskiego meczu półfinałowego, że potrafi grać nie tylko efektywnie, ale także efektownie. Wiślacy z kolei lepsi byli w II części wspomnianej potyczki, a do tego zagrali całkiem niezły mecz w miniony weekend przeciwko Legii. Co zwłaszcza w tym drugim przykładzie pokazało, że jednak potrafią.

Mamy również nadzieję, że potrafić będziecie także i Wy - kibice, tak aby stadion przy Reymonta znów solidnie się zapełnił. Obecność fanów uskrzydliła bowiem wiślaków w sobotę, gdy zagrali z Legią. Liczymy, że pomożecie im również w środę!

Do zobaczenia więc przy Reymonta!


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Boguski: Zdobyć trofeum

Data publikacji: 16-04-2013 16:44


„Obecnie to dla nas najważniejszy mecz” – nie ukrywa napastnik Białej Gwiazdy, Rafał Boguski. Wiele wskazuje na to, że to właśnie on najczęściej powinien zagrażać bramce strzeżonej przez bramkarza wrocławian.

„Chcemy w przyszłym sezonie zaprezentować się w rozgrywkach europejskich, to naturalne. Chcemy jednak także zdobyć choć jedno trofeum i takim niewątpliwie może stać się Puchar Polski” – stwierdza popularny „Boguś”.

Rafał jednak wie, że przed Wiślakami niełatwe zadanie: „Wiadomo, że to Śląsk Wrocław po pierwszym spotkaniu jest w lepszej sytuacji. Wrocławianie mają bowiem bramkę przewagi, co prawdopodobnie będzie miało wpływ na ich grę. Śląsk może spokojnie czekać na to, jak my zagramy na boisku i w dogodnych chwilach groźnie kontratakować. Zapewniam jednak, że zrobimy wszystko, aby awansować do finału” – przekonuje.

Boguskiego, jak sam przyznaje, nie interesuje fakt, że jest to mecz przyjaźni na trybunach. „Na murawie będzie przeciwnik, skupiamy się tylko i wyłącznie na tym, że Śląsk to drużyna, która stoi na przeszkodzie w dążeniu do celu, jakim jest zdobycie pucharu. Chcemy, nawet musimy być lepsi!” – kończy.

MM

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Relacje z meczu

Koniec marzeń o europejskich pucharach - Wisła odpada z PP

eŁPe / WislaLive.pl

W rewanżowym, półfinałowym meczu Pucharu Polski Wisła Kraków przegrała na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław 2:3 i nie wystąpi w finale tych rozgrywek.

Pierwszą stuprocentową akcję Wiślacy przeprowadzili w 16. minucie, kiedy to Sarki z prawego skrzydła dośrodkował piłkę pod nogi Małeckiego, ten wycofał na ósmy metr do Garguły, ale futbolówka po strzale pomocnika Wisły trafiła wprost w bramkarza Śląska. Pierwszy kwadrans spotkania był w wykonaniu obu ekip niemrawy – brakowało składnych akcji i co najważniejsze strzałów na bramkę. Niemiłosiernie obijany przez gości był Rafał Boguski, który przegrywał większość pojedynków „ramię w ramię”. Popularny „Boguś” nie był jednak wystarczająco dobrze rozgrzany, gdyż na sekundy przed pierwszym gwizdkiem sędziego zastąpił nagle niedysponowanego Daniela Sikorskiego.

Chociaż to Wiślacy sprawiali na boisku lepsze wrażenie, to jednak jako pierwsi ze zdobytej bramki cieszyli się podopieczni trenera Levego. W 22. minucie Mila dośrodkował futbolówkę z rzutu wolnego, a pozostawiony bez opieki w polu karnym Stevanowić dał prowadzenie swojej drużynie.

„Biała Gwiazda” na stratę gola odpowiedziała błyskawicznie. Cezary Wilk zdecydował się na strzał sprzed pola karnego i nie dał szans zasłoniętemu Rafałowi Gikiewiczowi. W 33. minucie niewiele pomylił się Boguski, który otrzymał świetne, prostopadłe podanie z głębi pola.

Pod koniec pierwszej połowy Śląsk dwukrotnie zagroził bramce Pareiki. Najpierw dogodną sytuację zmarnował Mouloungui, a następnie znakomitą interwencją po strzale głową Ćwielonga popisał się estoński golkiper Wisły. Kapitalnej parady Pareice pozazdrościł Gikiewicz, który w 45. minucie uchronił swój zespół przed stratą bramki. Lepiej w tej sytuacji mógł się również zachować Boguski, który trafił wprost w bramkarza z Wrocławia.

Dziewięć minut po zmianie stron Pareiko po raz drugi w tym meczu musiał wyciągać piłkę z siatki. Mila przedłużył głową podanie od Moulounguiego i w sytuacji sam na sam z Pareiką znalazł się Sobota, który bez problemów umieścił piłkę w bramce. Chwilę później mogło być już 3:1 dla Śląska, ale swoją wysoką formę kolejny raz potwierdził bramkarz Wisły.

W 68. minucie do wyrównania doprowadził Iliev, który w kapitalny sposób posłał piłkę tuż przy lewym słupku bramkarza. Wiślacy rzucili się do ataku i ostrzeliwali bramkę Śląska. Kiedy wydawało się, że Wisła jest w stanie strzelić kolejnego gola - na dziesięć minut przed końcem meczu otrzymała nokautujący cios. Mila w polu karnym przełożył piłkę na lewą nogę i przepięknym strzałem pokonał Pareikę.

Wisła odpadła z Pucharu Polski i żegna się z marzeniami o grze w europejskich pucharach.


Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 2:3 (1:1)

Bramki: dla Wisły - Wilk (27.), Iliev (69.), dla Śląska - Stevanović (22.), Sobota (54.), Mila (80.)

Źródło: wislalive.pl

Puchar Polski nie dla wiślaków! Wisła - Śląsk 2-3

Krakowska Wisła nie zdobędzie w bieżącym sezonie żadnych laurów. Do kiepskich wyników w lidze - doszło dziś pożegnanie się z Pucharem Polski. Wybił go nam z głowy wrocławski Śląsk, który po wygranej u siebie 2-1, dziś wygrał również, tyle że 3-2.

Tak jak można się było spodziewać - Śląsk zaczął mecz z Wisłą cofnięty i nastawiony na kontry. Wisła zaś z tak ustawionymi wrocławianami radziła sobie kiepsko. Nic więc dziwnego, że dwie pierwsze akcje należały do gości. Przemysław Kaźmierczak uderzył jednak sprzed pola karnego obok bramki, podobnie przeleciała główka Dalibora Stevanovicia i pierwszy kwadrans meczu był za nami.

W 16. minucie wreszcie pokazała się jednak Wisła. Po dośrodkowaniu Emmanuela Sarkiego piłkę przejął Patryk Małecki i odegrał do Łukasza Garguły. Ten nie zdołał jednak pokonać Rafała Gikiewicza, a powinien.

Był to natomiast sygnał, bo Wisła ruszyła do kolejnych bardziej zdecydowanych ataków, ale Małecki z jednej strony i Marko Jovanović z drugiej - wywalczyli tylko rzuty rożne. Więcej było z nimi jednak kłopotu, niż pożytku, bo po drugim goście wyszli z groźną kontrą i tylko dzięki wyjściu Sergeia Pareiki, który wyłapał dośrodkowanie Érica Moulounguiego, nie było 0-1.

Niestety co się odwlecze… O grze Śląska wiadomo jedno. Ze stałych fragmentów gry strzelają najwięcej bramek. No i tak samo było dziś. Sebastian Mila wrzucił, piłki nikt nie przeciął, a Stevanović pewnie pokonał bezradnego Pareikę i od 23. minuty przegrywaliśmy w dwumeczu już 1-3.

Wiślacy odpowiedzieli jednak szybko. Sarki wrzucił z prawej strony, a do odbitej przez obrońców futbolówki dopadł Cezary Wilk i plasowanym strzałem pokonał Gikiewicza. Jak się jednak okazało, sędzia nie powinien uznać tej bramki, bo na pozycji spalonej przed bramkarzem Śląska stał "Mały". Gol został jednak uznany i Wisła poszła za ciosem. Świetną szansę wypracował sobie Boguski, ale uderzył nieznacznie obok długiego słupka.

To jednak nie był koniec emocji w I połowie, bo w 39 minucie w roli głównej wystąpił Pareiko. I to dwukrotnie. Najpierw świetnie wyszedł i na rzut rożny zdołał odbić uderzenie Moulounguiego, który był z nim "oko w oko". Po chwili i wspomnianym kornerze - kapitalną paradą odbił strzał Piotra Ćwielonga.

Wisła powinna mimo to zejść do szatni prowadząc. W 45. minucie po ładnej klepce i zgraniu Garguły - sam na sam z Gikiewiczem był Boguski, ale trafił prosto w niego.

Zła passa "Bogusia" trwała też po przerwie. Zaraz na początku II części wyszedł z Małeckim we dwóch na jednego obrońcę, ale spróbował zakończyć wszystko sam, strzelił, a ta próba powodzenia nie mogła przynieść. Zaraz potem akcji nie zakończył też "Mały", który szukał w polu karnym podania, zamiast strzelać. Wciąż było więc 1-1.

Niestety dla wiślaków - nie na długo. W 54. minucie błąd naszej obrony wykorzystał Waldemar Sobota, który nie zmarnował sytuacji sam na sam z Pareiką i było 1-2. W tym momencie do awansu potrzebowaliśmy aż trzech bramek! Co więcej - w 57. minucie mogło być już kompletnie po meczu, ale Pareiko nie dał się pokonać Mili.

Sześć minut później trener Tomasz Kulawik dokonał aż dwóch zmian. Wygwizdanego przez kibiców Boguskiego oraz niespodziewanie chyba Małeckiego - zastąpili Ivica Iliev i Kamil Kosowski. I "Kosa" zaraz po wejściu miał okazje egzekwować rzut wolny, ale uderzył zbyt lekko, aby pokonać bramkarza Śląska.

Co nie udało się Kosowskiemu - udało się Ilievowi. Serb kapitalnie ograł obrońcę Śląska i huknął "po długim" - nie do obrony. Od 68. minuty było więc 2-2 i wiślacy mieli jeszcze ponad 20 minut, aby powalczyć o awans.

Niestety nie był on wiślakom pisany, bo w kolejnych minutach nie zagrażali bramce gości, a co dla nas najgorsze - kropkę nad i w tej rywalizacji postawił Mila, w 80. minucie. Uderzył równie ładnie jak Iliev i przegrywaliśmy 2-3. Po tej stracie wiślacy stracili już do reszty animusz i do końca spotkania na murawie działo się już niewiele, choć wynik mógł jeszcze podwyższyć Mateusz Cetnarski, tyle że nie trafił na pustą bramkę.

Tak kończy się nasza pucharowa przygoda i nadzieja na grę w europucharach w przyszłym sezonie. Wybił nam ją Śląsk, który był skuteczniejszy i zasłużenie awansował do finału Pucharu Polski, gdzie zmierzy się z Legią Warszawa.

Wrocławianom życzymy oczywiście w nim sukcesu i zdobycia tego trofeum. Wiślacy zaś, cóż - na dziś muszą uzbierać jeszcze kilka punktów, aby nie oglądać się za siebie w tabeli, gdzie mocno rozpędzone gra Podbeskidzie... Z drugiej zaś strony - to zdanie dla optymistów - do czwartego miejsca, które może być premiowane grą w kwalifikacjach Ligi Europy - tracimy na dziś tylko siedem punktów. W ośmiu meczach to strata do odrobienia. Tyle, że trzeba grać i strzelać, a to wiślakom wychodzi niestety wciąż rzadziej, niż częściej...

Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Najważniejszy mecz sezonu przegrany.. Wisła - Śląsk 2:3

Wisła Kraków przegrała dzisiaj rewanżowe spotkanie półfinału Polski ze Śląskiem Wrocław 2:2. Jak powiedział na przedmeczowej konferencji Tomasz Kulawik był to "mecz o przyszłość'. W związku z porażką Białej Gwiazdy prawdopodobnie po raz pierwszy od zainwestowania Bogusława Cupiała zabraknie drugi rok z rzędu w europejskich pucharach. Bramki dla Wisły strzelili Wilk i Iliev. Po dobrym wejściu z Legią Warszawa w składzie Wisły mieli pojawić się od pierwszej minuty Emmanuel Sarki oraz Daniel Sikorski. Jednak ten drugi nie rozpoczął spotkania, ze względu na uraz w trakcie rozgrzewki. Do pierwszej "11" wrócił Marko Jovanović.

W 13 minucie po rożnym egzekwowanym przez Milę groźny strzał głową oddał Mouloungui. W 16 minucie Sarki pomknął prawą stroną, dośrodkował do Małeckiego, który odegrał do Garguły. Niestety będący na 10 metrze "Guła" uderzył tak, że Gikiewicz złapał piłkę bez problemu. W 23 minucie bramkę dla Śląska po dośrodkowaniu z wolnego zdobył Stevanović.

Wisła wyrównała po 4 minutach. Mocno zza pola karnego uderzył Wilk i zdobył gola. W 32 minucie omal do siatki nie trafił Boguski. Dobre prostopadłe podanie Małeckiego przyjął Boguski, minął obrońcę i uderzył kilka centymetrów obok słupka bramki strzeżonej przez Gikiewicza. Po 6 minutach w sytuacji sam na sam z Pareiko znalazł się Mouloungui, ale nie zdołał pokonać bramkarza Wisły. Po chwili z daleka z woleja strzelił Ćwielong, jednak Estończyk wyciągnął się i końcami palców wybił piłkę. W 45 minucie kilka szybkich zagrań na pierwszy kontakt i Boguski stanął "oko w oko" z Gikiewiczem, ale strzelił prosto w niego.

W pierwszej ciekawej akcji drugiej połowy bramkę dla Śląska zdobył Sobota. Skrzydłowy gości nie pomylił się w sytuacji sam na sam z Pareiko. Po chwili Estończykowi udało się uratować Wisłę przed stratą gola. Zatrzymał Milę w sytuacji sam na sam. W 68 minucie Wisła znów wyrównała. Garguła odegrał do Ilieva, który pięknym strzałem po długim rogu pokonał Gikiewicza. W 80 minucie Śląsk po raz kolejny wyszedł na prowadzenie. Atakujący zawodnicy Wisły nie wrócili i goście będąc w przewadze zdobyli bramkę. Mila pewnym strzałem w okienko pokonał Pareiko. W 86 minucie Śląsk powinien podwyższyć - Cetnarski znalazł się przed prawie pustą bramką, ale nie trafił w jej światło.

Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 2:3 (1:1)

0:1 Stevanović 23'

1:1 Wilk 27'

1:2 Sobota 54'

2:2 Iliev 68'

2:3 Mila 80'

Wisła Kraków: Pareiko- Bunoza, Sobolewski, Chavez, Jovanović- Chrapek (80 min. Burliga), Wilk- Małecki (63 min. Kosowski), Garguła, Sarki- Boguski (63 min. Iliev)

Śląsk Wrocław: Gikiewicz- Pawelec, Kokoszka, Kowalczyk, Ostrowski- Kaźmierczak, Stevanović (84 min. Elsner)- Ćwielong (75 min. Patejuk), Mila, Sobota- Mouloungui (67 min. Cetnarski)

TSW.com.pl

Autor: Witek

Źródło: tsw.com.pl

Przegrana ze Śląskiem

Wpisany przez Krzysztof

środa, 17 kwietnia 2013 21:48


11189 kibiców zasiadło w środowy wieczór na Reymonta by dopingować Białą Gwiazdę w półfinale Pucharu Polski licząc na odrobienie strat z Wrocławia i grę w finale, w którym czeka już Legia.

Przy okazji byłaby to doskonała okazja do rewanżu po ostatnim ligowym meczu. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego kontuzję zgłosił desygnowany do gry od pierwszej minuty Daniel Sikorski. W jego miejsce na boisku pojawił się Rafał Boguski.

Przez pierwszy kwadrans gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Senne tempo uśpiło obrońców Śląska i w 16. minucie Garguła znajduję się w sytuacji sam na sam z bramkarzem WKS-u ale oddaje piłkę podaniem wprost w bramkarza. Pierwsza zemsta ze strony wrocławian przyszła 5 minut później - Mila z rzutu wolnego i doskonałe podanie na bramkę zamienia Dalibor Stevanović. 0:1. 27. min – dośrodkowanie Sarkiego z prawej strony boiska i obrońca Śląska wybija piłkę, do której dopada przed polem karnym Czarek Wilk i strzela pod interweniującym Gikiewiczem. 1 :1. Nadzieje na korzystny wynik przy R22 odżywają. 33. minuta – Boguski po prostopadłej piłce od Małeckiego w sytuacji sam na sam strzela tuż obok słupka. Pierwsza szansa na rehabilitację z meczu z Legią doskonale zmarnowana. W 38. minucie slalom Soboty między obrońcami Wisły, kolejnych zawodników mijał jak tyczki. Na szczęście w porę został przyblokowany. Po chwili doskonale podanie w pole karne dostaje Eric ale w 100% sytuacji niezdecydowanie napastnika i Pareiko w sytuacji sam na sam broni ratując Białą Gwiazdę przed utratą bramki. Tuż przed przerwą w doskonałej okazji znalazł się ponownie Rafał Boguski. Bardzo ładna kombinacyjna akcja Wiślaków, po której Boguski znalazł się na 7 metrze i miał przed sobą tylko bramkarza i mnóstwo czasu. Jednak jego anemiczny strzał poszedł wprost w bramkarza.

Początek drugiej połowy i po raz kolejny Boguski biegł niemal od połowy boiska na bramkarza Śląska. Siły miał dużo po tym „sprincie”, bo zamiast strzelać w bramkę to próbował strącić gniazdowego. 53 minuta Boguski przegrywa Wiśle Puchar Polski i grzebie nadzieję na grę w pucharach europejskich w przyszłym sezonie potwierdzając stare piłkarskie powiedzenie, że „niewykorzystane sytuację się mszczą”. Waldemar Sobota w ładnej akcji Śląska po wyjściu na czystą pozycję umieszcza piłkę ze spokojem tuż obok bezradnego Pareiki. 1:2. 56. min. – Mila psuje doskonałą okazję będąc sam na sam z naszym bramkarzem po błędach w obronie trafiając w Pareikę. 62. min. – podwójna zmiana w zespole Białej Gwiazdy. Żegnanego gwizdami Boguskiego (który bezczelnie jeszcze próbował uciszać trybuny po swoim kolejnym katastrofalnym występie) zmienia Iliev, a za Małeckiego wchodzi Kosowski. 68min cudowny strzał, po długim rogu oddaje Ivica Iliev z narożnika pola karnego i mamy remis 2:2. W ogóle dobra zmiana trenera Kulawika (tylko o jakieś 62 za późno), po wejściu Ivicy gra Wiślaków się ożywiła a akcję ofensywne nabrały rozmachu. 80. min Sebastian Mila skopiował niemal uderzenie Ilieva, pięknym mierzonym po okienku strzałem pokonał bezradnego Pareikę. 2:3. 86. min. – wrocławianie zabawili się z obroną krakowian w dziadka i tylko braki techniczne u Cetnarskiego uchroniły przed stratą 4 bramki. Do końca meczu Śląsk się już tylko bronił i groźnie kontrował a Wisła biła głową w mur.

Źródło: skwk.pl

Po ostatnim gwizdku: Wisła 2-3 Śląsk

Wpisany przez Patrycja

środa, 17 kwietnia 2013 22:15


Po pierwszym meczu we Wrocławiu Wiślacy wciąż mieli nadzieję na awans do finału Pucharu Polski. Rewanżowe spotkanie pokazało jednak, że to Śląsk w tym dwumeczu był drużyną lepszą.

Przez pierwszy kwadrans żaden z rywalizujących ze sobą zespołów nie ruszył zdecydowanie do ataku, chociaż Wisła potrzebowała gola, aby myśleć o awansie. Jednak to goście pierwsi oddawali strzały, najpierw Przemysław Kaźmierczak próbował uderzać z dystansu, natomiast Dalibor Stevanović główkował po dośrodkowaniu w pole karne – obydwie te próby były nieudane. Podopieczni Tomasza Kulawika pierwszą okazję do strzelenia bramki stworzyli sobie w 16. minucie gry. Emmanuel Sarki podał do Patryka Małeckiego, ten odegrał do Łukasza Garguły, jednak środkowy pomocnik będąc na świetnej pozycji posłał piłkę wprost do Rafała Gikiewicza. Zmarnowana sytuacja podziałała na Wiślaków mobilizująco i w kolejnych minutach przeprowadzili oni groźne akcje skrzydłami, najpierw próbował Małecki, następnie Marko Jovanović – obaj znów nieskutecznie. Śląsk odpowiedział kontratakiem, jednak dośrodkowanie Erica Moulounguiego padło łupem Sergeia Pareiki. W 23. minucie wiślacki bramkarz już musiał wyciągnąć piłkę z siatki. Wówczas z rzutu wolnego na głowę Stevanovicia piłkę posłał Sebastian Mila. Słoweniec nie dał szans Pareice i otworzył wynik spotkania. Na odpowiedź Białej Gwiazdy nie trzeba było czekać zbyt długo. Już 180 sekund później Sarki dośrodkował w pole karne Gikiewicza, futbolówka została wycofana, a tam dopadł do niej Wilk, który mocnym strzałem umieścił ją w bramce Śląska. Chwilę później wynik podwyższyć mógł Rafał Boguski, ale zmarnował wypracowaną sytuację. W 39. minucie meczu bardzo groźnie było znów w polu karnym Wisły. Najpierw Pareiko obronił strzał Moulounguiego, a chwilę późnie bramkarz popisał się kapitalną paradą po uderzeniu Piotra Ćwielonga. Tuż przed przerwą powinno być 2:1 dla gospodarzy. Sam na sam z Gikiewiczem wyszedł Boguski – napastnik miał wystarczająco miejsca i czasu, aby pewnie wykorzystać stuprocentową okazję, jednak zamiast to uczynić, trafił prosto w bramkarza. Po zmianie stron znów w roli głównej oglądaliśmy Boguskiego, który przejął piłkę w okolicach środka boiska, pobiegł w stronę pola karnego Śląska, a kroku dotrzymywał mu Małecki. Tracący siły Boguski zamiast odegrać do partnera, oddał fatalny strzał. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 54. minucie spotkania. Wówczas Waldemar Sobota wykorzystał błąd Gordana Bunozy próbującego złapać go na spalonym i pewnie pokonał Pareikę. Chwilę później sam na sam z golkiperem Wisły wyszedł Sebastian Mila, jednak Estończyk po raz kolejny wygrał pojedynek. W 68. minucie gry do wyrównania doprowadził Ivica Iliev. Serb popisał się indywidualną akcją i pięknym strzałem z narożnika pola karnego pokonał bezradnego Gikiewicza, dając Wiśle nadzieje na korzystny wynik dwumeczu. Zmieniło się to 10 minut przed końcem spotkania, kiedy na 3:2 dla Śląska strzelił Mila. Rozmiar porażki mógł być jeszcze większy, gdyż w 86. minucie gry przed bardzo dobrą szansą stanął Mateusz Cetnarski, jednak piłkarz nie trafił do pustej bramki. Wrocławianie wygrali zatem w Krakowie 3:2 i wywalczyli sobie awans do finału Pucharu Polski.

Tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego kontuzji nabawił się Daniel Sikorski, desygnowany przez trenera Kulawika do gry w pierwszym składzie. Przez wymuszoną zmianę od pierwszych minut zagrał Rafał Boguski, a za sprawą kontuzji Tsvetana Genkova, na ławce rezerwowych Wisły zabrakło napastników. Można rzec, że na boisku napastników również Wisła nie miała. Nieskuteczność Boguskiego w meczu przeciwko Śląskowi prawdopodobnie sięgnęła zenitu. Boguś zmarnował wszystko, co można było zmarnować - co najmniej dwie stuprocentowe okazje do zdobycia gola, w kilku innych sytuacjach mógł zachować się dużo lepiej. W ofensywie bezproduktywny był również Małecki. Ta dwójka została zmieniona w drugiej części gry przez Kosowskiego i Ilieva, którzy wnieśli nieco świeżości do poczynań Białej Gwiazdy. Pochwała należy się również Sarkiemu, który grając po raz pierwszy od początku meczu zaprezentował się równie dobrze, jak w spotkaniach, w których był jokerem.

Występ w Pucharze Polski miał być dla Wisły jedyną szansą na uratowanie aktualnego sezonu. Biała Gwiazda przegrała jednak czwarty mecz z rzędu, drugi ze Śląskiem i odpadła z rozgrywek. Śląsk Wrocław wygrał środowe spotkanie, jak i cały dwumecz, zasłużenie. Drużynie prowadzonej przez Tomasza Kulawika europejskie puchary już raczej nie grożą, gdyż z grą i (nie)skutecznością jaką pokazują piłkarze, Wisła nie ma szans na zajęcie czwartego miejsca w lidze, do którego traci aktualnie siedem punktów. Piłkarze Białej Gwiazdy powinni za to zacząć spoglądać w dół tabeli, gdzie goni ich Podbeskidzie Bielsko-Biała.

Jako pocieszenie pozostał fakt, że utrzymanie w Ekstraklasie Wiślacy mają raczej pewne, brak Pucharu Polski to też żadna nowość – w końcu ostatni raz Biała Gwiazda zdobyła go równo 10 lat temu. Teraz nie pozostaje nam już nic innego, jak trzymać kciuki za naszych pogromców - Śląsk Wrocław, którzy wciąż mogą zakończyć ten sezon z wywalczonym cennym trofeum.

Źródło: skwk.pl

Nieudana pogoń za Śląskiem

Data publikacji: 17-04-2013 20:46


Wisła Kraków, tak jak przed rokiem, pożegnała się z walką o Puchar Polski w półfinale tych rozgrywek. Białej Gwieździe nie udała się pogoń za Śląskiem Wrocław, który także przy Reymonta 22 wygrał spotkanie. Tym razem było 3:2 dla zespołu z Wrocławia.

Po pierwszym meczu, który 2:1 zwyciężył Śląsk, oczywiste było, że przy Reymonta 22 to Biała Gwiazda będzie stroną atakującą. Na natarcie Wisły musieliśmy jednak poczekać kwadrans. W 16. minucie gospodarze stworzyli sobie pierwsza stuprocentową okazję. Z prawej strony dośrodkował Sarki, zamykający akcję Małecki minął rywala i wystawił piłkę na 6. metr do nieobstawionego Garguły. „Guła” jednak, zamiast do siatki, trafił wprost w Gikiewicza. Ta sytuacja podziała jednak mobilizująco na podopiecznych trenera Kulawika. Po chwili Wisła mogła mieć szansę po kontrataku, ale Małecki tą akcję rozegrał zbyt indywidualnie. Nie minęła minuta, a z drugiej strony boiska przedarł się Jovanović, jednak jego podanie zostało wybite na rzut rożny.


Okres przewagi Białej Gwiazdy zakończył się... golem dla Śląska Wrocław. Precyzyjne podanie z rzutu wolnego od Mili wykorzystał Stevanović i strzałem głową pokonał Pareikę. Biała Gwiazda jednak natychmiast odpowiedziała. W trzy minuty po golu dla Śląska podanie z prawej strony od Sarkiego gracze gości wybili wprost pod nogi Wilka, który z 20. metrów płaskim strzałem dał Wiśle wyrównanie.

Wisła znów potrzebowała tylko gola, aby być w grze o finał Pucharu Polski. Tą bramkę mógł, a nawet powinien zdobyć Rafał Boguski w ostatniej minucie pierwszej części gry. Po szybkiej wymianie podań między Wiślakami napastnik Białej Gwiazdy uderzał z czystej pozycji z 11 metrów, ale trafił wprost w Gikiewicza. Gola pod koniec pierwszej połowy mógł strzelić też Śląsk, jednak Moulougui zmarnował sytuację sam na sam z Pareiką.

Wydawało się, że Wisła dobrze zaczęła drugą połowę. Dobrą sytuację znów miał Boguski, jednak źle wyszedł z kontratakiem i musiał uderzać z dystansu, co zresztą zrobił niecelnie. Po chwili jednak Śląsk zadał decydujący cios. Po podaniu od Mili sam na sam z Pareiką znalazł się Sobota i nie zmarnował tej okazji. W tym momencie Wisła, aby awansować, potrzebowała trzech goli. Chwilę później sytuacja Białej Gwiazdy mogła być jeszcze gorsza, ale Pareiko wybronił pojedynek sam na sam z Milą.

W ten beznadziejnej sytuacji trener Kulawik posłał na boisko ofensywnych zawodników: Kamila Kosowskiego i Ivicę Ilieva. Ten drugi w 69. minucie zdobył gola dającego remis w meczu. „Iko” po indywidualnej akcji uderzył w samo okienko bramki strzeżonej przez Gikiewicza. O ile po tym golu w sercach kibiców Białej Gwiazdy mogła się jeszcze pojawić nadzieja na awans do finału Pucharu Polski, to ostatecznie wszelkie marzenia rozwiał w 80. minucie Sebastian Mila, który, podobnie jak wcześniej Iliev, technicznym strzałem umieścił piłkę w okienku bramki rywala. Rozmiary porażki gospodarzy mogły być jeszcze wyższe, ale w 86. minucie Cetnarski, wykańczając ładną akcję Śląsk, z 6 metrów nie trafił do pustej bramki.

Wisła kończy więc tegoroczną przygodę z Pucharem Polski, a tym samym bardzo oddalają się od niej marzenia o grze w europejskich pucharach. W lidze bowiem Biała Gwiazda do miejsca premiowanego startem w tych rozgrywkach aktualnie traci dziewięć punktów.

Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 2:3 (1:1)

0:1 Stevanović 23’

1:1 Wilk 26’

1:2 Sobota 54’

2:2 Iliev 69’

2:3 Mila 80’

Pierwszy mecz: 2:1 dla Śląska. Awans: Śląsk Wrocław

Wisła Kraków: Pareiko – Jovanović, Chavez, Sobolewski, Bunoza – Wilk – Sarki, Chrapek (80’ Burliga), Garguła, Małecki (63’ Kosowski) – Boguski (63’ Iliev)

Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz – Ostrowski, Kowalczyk, Kokoszka, Pawelec – Kaźmierczak, Stevanović (84’ Elsner) – Sobota, Mila, Ćwielong (75’ Ćwielong) – Moulougui (67’ Cetnarski)

Żółte kartki: Kaźmierczak, Stevanović, Kokoszka (Śląsk), Wilk (Wisła)

Sędziował: Paweł Raczkowski

Widzów: 11189

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Minuta po minucie

Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Tomasz Kulawik: - Możemy być źli tylko na siebie

- Gratuluje Śląskowi awansu. To był dla nas jeden z najważniejszych meczów w tej rundzie i możemy być źli tylko na siebie, na to co pokazaliśmy, a przede wszystkim na te sytuacje, bo mieliśmy ich dużo, kwestią było ich wykorzystanie. Zwłaszcza tych w I połowie, bo one dawały nam szansę na dalszą kontynuację lepszej gry - powiedział po porażce ze Śląskiem Wrocław 2-3, która równała się odpadnięciem z Pucharu Polski, trener Wisły - Tomasz Kulawik.

- Muszę wziąć odpowiedzialność na siebie z tego względu, że nie weszliśmy dalej, ale jest jeszcze przed nami osiem meczów w lidze. Jutro dopiero myślę, że będą podejmowane decyzje, odnośnie zespołu, co się wydarzy - dodał Kulawik.

Decyzje kadrowe odnośnie zaś takiego, a nie innego składu, w meczu ze Śląskiem - podyktowane były przede wszystkim względami zdrowotnymi. Z tego też powodu od początku spotkania zabrakło Kamila Kosowskiego, a w meczowej osiemnastce nie było Cwetana Genkowa, który jest kontuzjowany.

- Kamil nie trenował, ani przedwczoraj, ani wczoraj. Był poobijany po ciężkim meczu z Legia i dałem szansę tym zawodnikom, którzy czuli się lepiej i byli do dyspozycji. Ivicę Ilieva trzymałem na II połowę, bo od początku miał zagrać Daniel Sikorski, gdyż pokazał, że trzeba mu dać szansę, nie udało się bo złapał kontuzję na rozgrzewce i trzeba było szybko skorygować skład - mówił "Kula".

Zapytany zaś o wczesną zmianę Patryka Małeckiego, powiedział: - Patryk nie wniósł dużo do gry, a Kamil Kosowski zagrał dobry mecz z Legią, więc wszedł wraz z Ivicą - zakończył trener Wisły.


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Stanislav Levý: - Kontrolowaliśmy ten mecz

- W kontekście tych dwóch meczów z Wisłą awansowaliśmy do finału zasłużenie. Ważne było dla nas to, że to my strzeliliśmy dziś jako pierwsi bramkę i Wisła musiała grać bardziej ofensywnie, przez co mieliśmy miejsce do kontrataków. Nasz awans do finału jest zasłużony - powiedział po wygranym meczu z Wisłą i awansie do finału Pucharu Polski, Stanislav Levý, trener Śląska Wrocław.

- Po drugiej bramce dla nas bylem spokojniejszy, choć po zmianach Wisły, wejściu Kosowskiego, mieliśmy trochę problemów. Uważam jednak, że kontrolowaliśmy ten mecz - dodał opiekun Śląska.

- To jest moje zdanie i uważam, że to nie jest dobry pomysł. W finale powinno być tylko jedno spotkanie - przyznał, zapytany o czekający Śląsk finałowy dwumecz, Levý.


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Pomeczowe wypowiedzi zawodników

Odważny Rafał Boguski

- Miałem dwie stuprocentowe sytuacje i wiadomo - powinienem co najmniej jedną wykorzystać do przerwy i pewnie mecz wyglądałby inaczej. A tak, niestety przegraliśmy - powiedział po meczu ze Śląskiem Rafał Boguski, który pomimo swojego słabego występu miał odwagę - w przeciwieństwie do kilku innych kolegów z zespołu - stanąć przed dziennikarzami i bić się w piersi.

- Oczywiście mam świadomość, że powinienem te sytuacje wykorzystać. Tak samo w poprzednim meczu z Legią, też może inaczej by to wyglądało. W ostatnim czasie skuteczność to nie jest niestety moja mocna strona. A gwizdy gdy schodziłem? Kibice mają do tego prawo i cóż ja na to mogę poradzić - mówił Boguski.

Warto wspomnieć, że pojawił się on na murawie w "trybie awaryjnym".

- Nie miałem wcześniej informacji, że wejdę. Dopiero gdy zeszliśmy z rozgrzewki okazało się, że Danielowi Sikorskiemu coś dolega i gdy wszyscy stali już w tunelu, to ja zacząłem rozgrzewkę, bo dostałem informację, że być może wejdę. I musiałem wejść z marszu trochę nie do końca rozgrzany. Raczej mi to nie posłużyło, bo nie wykorzystałem tych sytuacji - przyznał wiślak.

- Teraz musimy myśleć o zajęciu jak najlepszego miejsca. W środku tabeli jest ścisk i kilka wygranych lub przegranych spotkań od razu zmienia sytuację. Musimy myśleć o każdym kolejnym spotkaniu i w każdym walczyć o trzy punkty. Tylko to powinno nas interesować. Będziemy chcieli, aby to miejsce było jak najwyższe - zapewnił.

Zapytany zaś o to, czy po tej porażce - jutro wstanie z… kacem, powiedział: - Już dziś jest moralny kac, bo była szansa zaistnieć w europejskich pucharach. Niestety nie udało się i humory nie są najlepsze.


Dodał: AdamG

Źródło: wislaportal.pl

Michał Chrapek: - Za bardzo nastawiliśmy się na ofensywę

- Niepotrzebnie straciliśmy pierwszą bramkę, ze stałego fragmentu gry, a nie od dziś wiadomo, że w Śląsku dobrze dogrywa z nich Sebastian Mila. Nie przykryliśmy i było 0-1. Strzeliliśmy jednak bramkę kontaktową, była jeszcze szansa, by doprowadzić do dogrywki, ale dostaliśmy gola na 1-2 i choć doprowadziliśmy do remisu, to bramka na 2-3 już nas dobiła - opowiadał o meczu ze Śląskiem, Michał Chrapek.

- Dziś za bardzo nastawiliśmy się na ofensywę, zapominając o defensywie, bo praktycznie Śląsk każdą akcję wyprowadzał z kontry i tak to robili, że zawsze mieli przewagę - dodał pomocnik Wisły.

- Nie mamy pretensji do Rafała Boguskiego, stworzyliśmy kilka sytuacji, mógł je wykończyć, ale nie udało się. Szkoda tego, ale i ja sam nie jestem zadowolony ze swojej gry, jakieś przebłyski były, ale mnie to nie zadowala - przyznał wiślak.

- Nie wygraliśmy od czterech meczów, ale mam nadzieję, że przełamiemy się w Białymstoku - zakończył Chrapek.


Dodał: AdamG,

Źródło: wislaportal.pl

Cezary Wilk: - Boli spowiadanie się z tych samych rzeczy

- Przegraliśmy ważny mecz, przegraliśmy naszą jedyną furtkę do europejskich pucharów i kolejny sezon Wisła będzie pozbawiona tych rozgrywek - powiedział po brzemiennej w skutkach porażce w półfinale Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław Cezary Wilk.

- W I połowie, nawet po stracie bramki, mieliśmy sporo sytuacji i na dobrą sprawę mogła ona zakończyć się wynikiem 3-1. Było nas stać dziś na zwycięstwo i to takie, które dałoby awans, ale druga bramka dla Śląska pogrzebała nasze nadzieje - dodał wiślak.

- Boli tutaj stawać przed państwem, aby spowiadać się z tych samych rzeczy, ale cóż możemy zrobić? Nie można nam odmówić zaangażowania, bo każdy chce, każdy biega, każdy walczy, ale gdzieś tam zawsze o ten ułamek sekundy się spóźnimy, zagapimy i rywale strzelają nam bramki. Nam natomiast przychodzi to z wielkim trudem, bo każda bramka jest wywalczona, wybiegana i w konsekwencji ten wynik bardzo ciężko uratować - mówił Wilk.

- Przegraliśmy dwa bardzo znaczące spotkania - z Legią i ten rewanżowy ze Śląskiem, co na pewno nas boli i co mocno przeżywamy, ale te mecze, które zostały do końca trzeba rozegrać i to w dobrym stylu - zapowiada pomocnik "Białej Gwiazdy".


Dodał: Kamil

Źródło: wislaportal.pl

Kosowski: Awansu nie ma, więc pewnie coś się stanie...

Rozmowa z Kamilem Kosowskim, piłkarzem Wisły Kraków po przegranym meczu ze Śląskiem Wrocław.

- Zgodzi się Pan, że po porażce ze Śląskiem można mówić o końcu tej drużyny Wisły?

- Od dwóch tygodni dostaję tylko bardzo trudne pytania i jeszcze trudniej na nie odpowiedzieć. Ten mecz ostatecznie zakończył naszą przygodę z Pucharem Polski. Teraz pozostaje tylko czekać, jakie będą decyzje pana trenera, pana prezesa. My piłkarze możemy tylko o wyłącznie czekać na to, co się wydarzy.

- A jakie pańskim zdaniem powinny być te decyzje?

- To nie jest pytanie do mnie.


- Tylko jak pozbierać się na osiem meczów, które pozostały, skoro nie gracie już praktycznie o nic, a w dodatku połowy zawodników z tej drużyny może już za dwa miesiące w Wiśle nie być?

- Dlatego powiedziałem, że mamy bardzo ciężki czas i bardzo trudno coś mądrego w tym momencie powiedzieć. Sam chciałbym znać odpowiedzi na te wszystkie pytania. Zdecydowanie Wisła będzie w najbliższym czasie grała o to, żeby do końca rundy uzbierać tyle punktów, ile się da. Choć i o to będzie ciężko, bo jedziemy teraz do Białegostoku. Jedziemy tam po meczu ze Śląskiem, który wszyscy, łącznie z kibicami, bardzo mocno przeżyją. Taki jest jednak futbol. Trzeba powiedzieć, że drużyna Śląska rozegrała dwa bardzo dobre mecze. Obnażyła nasze braki. Odczuliśmy też mocno brak Arka Głowackiego. Oczywiście nie o to chodzi, że Radek Sobolewski i Osman Chavez zagrali słabo. Oni byli naszymi mocnymi punktami w tym meczu. Natomiast brak Arka sprawił, że “Sobol" musiał być przesunięty do obrony i zabrakło go w środku pola. Zabrakło nam tam człowieka, który w pewnych sytuacjach meczowych trochę uspokoi grę, a jak trzeba to ją “podostrzy".

- Mówi Pan, że to nie Pan będzie podejmował ważne decyzje. Jedna z nich należy jednak do Pana. Skoro mamy moment, że sezon jest już przegrany, to zapytam wprost, czy to ostatnie dwa miesiące pańskiej kariery?

- Sytuacja wygląda tak, jak kilka tygodni temu. Jeśli nie będę grał w Wiśle, to na pewno nie zagram już w żadnej innej drużynie.

- A czuje się Pan na siłach, żeby jeszcze na rok przedłużyć kontrakt?

- Na razie taka propozycja się nie pojawiła. Teraz mamy ciężki dzień i musiałby powiedzieć brzydko o sobie. Kilka dni temu był jednak mecz z Legią, w którym zagraliśmy wszyscy razem i ja też bardzo dobrze. Nie chciałbym dlatego składać w tym momencie deklaracji. Do końca sezonu będę starał się grać jak najlepiej. Będę dla Wisły dawał do samego końca wszystko, a w czerwcu zobaczymy co będzie dalej.

- Przyszedł Pan do Wisły, żeby dać jej impuls. W sobotę zagrał Pan bardzo dobry mecz. Jak zatem czuł się Pan, gdy w najważniejszym meczu sezonu usiadł Pan na ławce rezerwowych?

- Absolutnie odcinam się od ocen trenera. Decyzje o składzie podejmuje zdecydowanie trener. My z Ivicą byliśmy do dyspozycji trenera, a on podjął decyzję. Nie mam do szkoleniowca pretensji. Takie jest życie piłkarza. Emmanuel Sarki błysnął w meczu z Legią i w drugiej połowie spotkania we Wrocławiu, więc należała mu się gra. Daniel Sikorski strzelił bramkę z Legią, a teraz niestety doznał kontuzji na rozgrzewce. Ja bardzo chciałem grać. Każdy chciał zagrać. Niestety, nigdy nie będzie tak, że każdy z zawodników będzie zadowolony. Dlatego podkreślę jeszcze raz, nie mam pretensji do trenera. Oczywiście liczyłem na grę, ale niestety, zacząłem grać gdy przegrywaliśmy już 1:2.

- Jakie byłyby wyniki dwóch ostatnich meczów, gdybyście mieli w składzie skutecznego napastnika?

- To następne trudne pytanie. To dziennikarze mogą na nie odpowiedzieć. Teraz nie ma już o czym mówić, ale uważam, że w meczach, które przed nami powinniśmy zdecydowanie postarać się lepiej bronić przy stałych fragmentach gry. Powinniśmy też więcej po nich strzelać bramek. Do tej pory w taki sposób zdobyliśmy jednego gola, którego strzelił “Sobol" w Białymstoku.

- Nie sądzi Pan, że problemem jest również to, że nie gracie cały czas tym samym składem, tylko zmienia się on co mecz?

- Przegraliśmy mecz, więc możemy narzekać na wszystko. Gdybyśmy wygrali i doszłoby do dwumeczu z Legią, to pewnie przyszłoby na stadion 30 tysięcy ludzi. Byłoby święto. Natomiast nie wiem czy to nie zatarłoby obrazu tej drużyny. Choć z drugiej strony szkoda, bo w ten sposób uratowalibyśmy sezon. Awansu nie ma, więc pewnie teraz coś się stanie…

- To co teraz zrobić?

- Dograć sezon do końca. Być może teraz trener Kulawik będzie chciał, żeby więcej grali młodzi chłopcy, żeby ocenić ich przydatność na kolejny sezon.

- Czyli dogracie sezon z trenerem Kulawikiem?

- Na razie nie słyszałem, żeby miało stać się inaczej. Nie ma co się jednak oszukiwać, wkrótce w Wiśle będą zmiany. Ten klub potrzebuje dobrych piłkarzy. Mecz z Legią pokazał, jaki jest tutaj potencjał jeśli chodzi o kibiców. On jest bardzo duży i jak najszybciej musi wrócić wielka piłka do Krakowa.

- A kto lepiej zbuduje ten zespół, Franciszek Smuda czy Adam Nawałka?

- Poproszę o następne pytanie.

- Choć sezon wydaje się być już definitywnie przegrany, to jest też tak, że awans do europejskich pucharów może dać czwarte miejsce, do którego tracicie siedem punktów. Myśli Pan, że gdybyście grali we wszystkich meczach tak jak z Legią, to jest jeszcze szansa, żeby do tej “czwórki" wskoczyć?

- To pokazuje przede wszystkim, że ta liga nie jest mocna. Wystarczy grać z takim zaangażowaniem jak z Legią. Nawet biorąc pod uwagę błędy, które popełniliśmy w tym spotkaniu, bo one też były. Straciliśmy dwie bramki. Zapomnijmy o pomyłkach sędziego, bo Legia miała też inne sytuacje. Jednak zaangażowanie, jakie pokazaliśmy w tym meczu pozwoliłoby nam walczyć o puchary. Nie wiemy jak skończy się ten sezon. Oby jak najlepiej dla nas. Obyśmy zajęli jak najwyższą lokatę. Tylko, że teraz pojawia się pytanie, co dalej? Ani ja tego nie wiem, ani chyba nikt nie wie.

- Mówi Pan, że jeszcze nie wie czy zakończy karierę. A myśli Pan o innej roli w klubie, gdyby tak się stało?

- Nie wiem co będzie, bo nie wiem kto będzie trenerem i czy w ogóle będzie chciał kogoś takiego jak ja w składzie. A co do innej roli, to na razie nie rozmawiałem o tym ani z prezesem Bednarzem czy nawet z panem Cupiałem. Tych rozmów nie było, bo ja chcę jeszcze grać. Ale jak nie będę dawał rady, to trzeba będzie podziękować.

Rozmawiał Bartosz Karcz

Źródło: gazetakrakowska.pl

Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 2012/2013

Galeria kibicowska: