2013.05.17 Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 3:0

Z Historia Wisły

2013.05.17, Ekstraklasa, 27. kolejka, Wrocław, Stadion miejski, 20:45, piątek, 19°C
Śląsk Wrocław 3:0 (2:0) Wisła Kraków
widzów: 14.942
sędzia: Bartosz Frankowski z Torunia
Bramki
Sylwester Patejuk 2'
Łukasz Gikiewicz 45'
Łukasz Gikiewicz 55'
1:0
2:0
3:0
Śląsk Wrocław
4-5-1
Rafał Gikiewicz
Krzysztof Ostrowski Grafika:Zmiana.PNG (46' Grafika:Zk.jpg Tadeusz Socha)
Grafika:Zk.jpg Rafał Grodzicki
Adam Kokoszka
Mariusz Pawelec
Piotr Ćwielong
Marcin Kowalczyk
Dalibor Stevanović
Sebastian Mila
Sylwester Patejuk Grafika:Zmiana.PNG (90' Éric Mouloungui)
Łukasz Gikiewicz Grafika:Zmiana.PNG (86' Jakub Więzik)

trener: Stanislav Levý
Wisła Kraków
4-5-1
Michał Miśkiewicz
Paweł Stolarski
Osman Chávez
Alan Uryga
Łukasz Burliga Grafika:Zk.jpg
Emmanuel Sarki
Cezary Wilk
Michał Chrapek Grafika:Zk.jpg Grafika:Zmiana.PNG (61' Łukasz Garguła)
Rafał Boguski Grafika:Zmiana.PNG (85' Ivica Iliev)
Kamil Kosowski
Daniel Sikorski Grafika:Zk.jpg Grafika:Zmiana.PNG (61' Cwetan Genkow)

trener: Tomasz Kulawik
Strzały: 15-10
Strzały celne: 6-3
Posiadanie piłki (w %): 52-48
palone: 3-0
Rzuty rożne: 3-7
Dośrodkowania: 12-18
Faule: 21-10
Żółte kartki: 2-3

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy.
Bilet meczowy.
[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: Radosław Bełżek/wislakrakow.com]

Spis treści

Przed pierwszym gwizdkiem

Najbliższy rywal: Śląsk Wrocław

Wpisany przez Patrycja

czwartek, 16 maja 2013 10:23


Nieco ponad miesiąc temu Wisła mierzyła się ze Śląskiem w Pucharze Polski. Teraz czeka nas kolejny pojedynek pomiędzy tymi drużynami, tym razem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.

We wspomnianych meczach pucharowych wrocławianie nie dali Białej Gwieździe szans i w dwumeczu pewnie pokonali Wiślaków 5:3. W ostatnim czasie podopieczni Stanislava Levego radzą sobie jednak różnie, bowiem bardzo dobre mecze przeplatają tymi, o których woleliby jak najszybciej zapomnieć. Przykładem niezłego meczu Śląska może być rewanżowe spotkanie finału PP z Legią – drużyna z Dolnego Śląska zdominowała na wyjeździe Legionistów – na niewiele się to zdało, gdyż trofeum i tak nie zdobyła, ponosząc porażkę w pierwszym meczu. WKS pokazał jednak, że potrafi zagrać skutecznie taktycznie. Zupełnie inny obraz wciąż aktualnego Mistrza Polski przynosi jego ostatni mecz ligowy. Śląsk mierzył się w Gliwicach z tamtejszym Piastem. Było to spotkanie o trzecie miejsce i praktycznie pewny występ w eliminacjach do europejskich pucharów. Wrocławianie po kwadransie gry co prawda objęli prowadzenie, lecz następnie dali sobie wbić dwa gole. Później doprowadzili do wyrównania, grali z przewagą jednego zawodnika i wydawało się, że są na dobrej drodze do zdobycia co najmniej punktu. W ostatniej fazie spotkania piłkarzom brakowało sił, nie potrafili skutecznie zaatakować, co się zemściło – w doliczonym czasie gry stracili trzeciego gola i miejsce na podium Ekstraklasy. Tylko jedna wygrana w pięciu ostatnich kolejkach sprawiła, że aktualnie Śląsk zajmuje dopiero piątą pozycję z dorobkiem 40 punktów. Na europejskie puchary wciąż ma szansę, jednak musi wygrywać mecze i liczyć na potknięcie Piasta Gliwice i Górnika Zabrze. Mogłoby się wydawać, że w zespole Śląska w ostatnich tygodniach powinna nastąpić pewna stabilizacja – klub przedłużył kontrakt z trenerem, Stanislavem Levym. W drużynie z Wrocławia nie brakuje jednak problemów. Wiadomo o kłopotach finansowych klubu, Śląsk nie dostał w pierwszym terminie licencji UEFA, atmosfera w samej drużynie też nie jest najlepsza, widoczne są podziały pomiędzy zawodnikami. Po sezonie z WKS-em zapewne pożegna się Sebastian Mila, już rozwiązany został kontrakt z napastnikiem Cristianem Omarem Diazem. Pozbycie się Diaza nie jest dla Śląska osłabieniem – piłkarz od dłuższego czasu i tak nie grał. Aktualnie najskuteczniejszym zawodnikiem naszego najbliższego przeciwnika jest świetnie znany na R22 Piotr Ćwielong. Były Wiślak ma w tym sezonie na koncie 7 goli. Zaraz za nim jest Mila z sześcioma trafieniami i ośmioma asystami, a następny w kolejności to Waldemar Sobota – zdobywca czterech bramek i takiej samej ilości asyst.

Wisła po zaskakująco dobrym występie i wysokiej wygranej z Koroną Kielce wciąż ma matematyczne szanse na grę w europejskich pucharach. Na piątkowy mecz do kadry Białej Gwiazdy powróci Cezary Wilk. Tomasz Kulawik będzie miał spory ból głowy decydując, czy defensywny pomocnik wróci również na murawę – pod jego nieobecność w środku pola godnie zastąpił go Michał Chrapek, a Wisła grała ustawieniem z tylko jednym defensywnym pomocnikiem, Radosławem Sobolewskim. Po pauzie spowodowanej otrzymaniem czerwonej kartki zagrać będzie mógł Osman Chavez. W zespole z Reymonta wciąż nie brakuje kontuzji. Nadal niezdolny do gry jest Michał Czekaj, nie wiadomo, czy do Wrocławia pojadą Marko Jovanović, Tsvetan Genkov, Kew Jaliens, Radosław Sobolewski i Michał Szewczyk. Po raz kolejny osłabiona została wiślacka ofensywa, gdyż z powodów rodzinnych przeciwko Śląskowi nie wystąpi Patryk Małecki.

Przed piątkowym meczem Wisłę i Śląsk dzieli 6 punktów. To mało, biorąc pod uwagę jak ten sezon układał się dla obydwu klubów. Po 27. kolejce ta różnica może być jeszcze mniejsza, ale mało prawdopodobne, aby w końcówce sezonu któraś z drużyn odpuściła w walce o jak najlepsze miejsce. Początek braterskiego pojedynku został zaplanowany na godzinę 20:45. Transmisję ze spotkania przeprowadzą stacje Polsat Sport, Polsat Sport Extra i Canal+ Family HD.

Źródło: skwk.pl

Tomasz Kulawik przed meczem ze Śląskiem

- Dwa razy spotkaliśmy się już tej wiosny ze Śląskiem i choć dwukrotnie przegraliśmy, to pokazaliśmy, że potrafimy im strzelać bramki. We Wrocławiu przegraliśmy 1-2, a spokojnie mogliśmy zremisować, bo II połowę zagraliśmy bardzo dobrze i sytuacje, które stworzyliśmy - były. W drugim meczu przegraliśmy 2-3, i też pokazaliśmy, że potrafimy strzelać Śląskowi bramki. Znamy ich atuty, znamy ich dobre strony, ale też znamy ich słabe strony i te będziemy chcieli wykorzystać - powiedział przed czekającym nas meczem ligowym ze Śląskiem trener Wisły, Tomasz Kulawik.

Niestety we Wrocławiu Wisła nie zagra w optymalnym składzie, z powodu kontuzji zabraknie bowiem Radosława Sobolewskiego, a problemy rodzinne wyeliminowały z gry Patryka Małeckiego, który wyjechał z Krakowa. Trener Wisły nie zamierza natomiast zmieniać zwycięskiego składu, który ograł w miniony weekend aż 3-0 Koronę Kielce. Zanosi się więc na to, że w naszej kadrze - poza wspomnianą dwójką - wielkich roszad nie będzie.

- Wygranego składu nie powinno się zmieniać, młodzież pokazała zresztą, że warto na nią stawiać, daje sobie radę. Aby więc dobrze wyglądała przyszła runda - trzeba dać im się jak najwięcej ogrywać teraz, żeby mogli spokojnie wejść później w grę - przyznał trener Wisły.

Nie ma się co spodziewać ponadto jakichkolwiek roszad w bramce, bo po świetnym meczu z Koroną - znów stanie w niej Michał Miśkiewicz. - Nie dał mi pretekstu, żeby posadzić go na ławce - powiedział Kulawik.

Wiślaccy trenerzy, przed czekającym nas w piątkowy wieczór meczem, mają spory materiał do analiz, bo ze Śląskiem zagraliśmy niedawno wspomniane wyżej dwa spotkania w 1/2 finału Pucharu Polski. O czym opiekun wiślaków także mówił.

- Dobrze zagrał z nami wtedy Sebastian Mila, ale także na bokach - Ćwielong i Sobota - dawali mu alternatywę do tego, żeby dobrze rozgrywał piłkę. Można więc powiedzieć, że boki także mieli mocne. Musimy się do tego dobrze przygotować - stwierdził Kulawik.

- Pokazujemy, że gramy coraz lepiej i to także widać, że jesteśmy zgrani, a treningi, które ustawiamy pod taktykę - przekładamy później w meczach. Pokazaliśmy to choćby na Lechu - choć tam było dużo kontuzji i dużo grało młodzieży, a każdy się wtedy bał. Dla Stolarskiego był to sprawdzian, tak jak i dla Urygi - na pozycji defensywnego pomocnika. A także dla Chrapka, gdzie był to jego wyznacznik, co jest wart. Jest to dobra lekcja dla tych zawodników. A - tak jak mówiłem - przekładają to co się robi na treningu, na boisko - i widać, że coraz lepiej to wygląda - zakończył trener Wisły.


Dodał: AdamG, Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Do trzech razy sztuka? Wisła gra ze Śląskiem

Ze Śląskiem Wrocław piłkarze krakowskiej Wisły zagrali wiosną już dwa spotkania - w półfinale Pucharu Polski - i obydwa przegrali. To wyrzuciło nas ze starań o grę w europejskich pucharach, ale jak się okazuje - w nich zabraknąć może także wrocławian. Obydwa kluby nie dostały bowiem licencji na występy w pucharach i to bez wątpienia dla każdej z tych firm wstyd! Teraz zagrają o ligowe punkty i wypada mieć nadzieję, że podopieczni Tomasza Kulawika wyciągną wnioski i za trzecią próbą ze Śląskiem wygrają.

Smak zwycięstwa nad wrocławianami już wiślacy zaznali, zwyciężając z nimi ligowy mecz jesienią w Krakowie, zresztą w dość dramatycznych okolicznościach. Przypomnijmy, że Śląsk w 82. minucie zmarnował "jedenastkę", którą obronił Sergei Pareiko, a następnie - już w doliczonym czasie gry - gola na wagę trzech punktów zdobył dla nas Ivica Iliev. Najmocniej jednak zapamiętał ten mecz... Daniel Sikorski, z którego kibice mocno wtedy szydzili.

Od tego czasu gra Wisły niewiele wprawdzie się zmieniła, ale powiew optymizmu w postaci wejścia do naszego zespołu Pawła Stolarskiego i Alana Urygi - na pewno mamy. Swoją kolejną szansę dostanie także we Wrocławiu Michał Miśkiewicz - i miejmy nadzieję, że cała trójka swój egzamin ponownie zda.

Ponownie jak i cała reszta zespołu, w której zabraknie wprawdzie Radosława Sobolewskiego i Patryka Małeckiego, ale pozostali będą mieli okazje do tego, aby nie pozwolić wrocławianom robić, zwłaszcza po stałych fragmentach gry, z naszej obrony, szwajcarskiego sera.

Miło byłoby bowiem zakończyć bieżący sezon jak najwyżej w tabeli - i to bez względu na to wszystko co dzieje się zarówno w naszym klubie, jak i w całej polskiej piłce, w której zaledwie sześć (!) zespołów otrzymało wspomnianą we wstępie licencję na grę w rozgrywkach UEFA. To bez wątpienia stawia solidny znak zapytania pod hasłem reformy całej ligi i tego, czy jest sens dokładać jej dodatkowe mecze, za które zapłacą przede wszystkim kibice? Czy nie lepiej byłoby np. zostawić w niej tylko te zespoły, które rzeczywiście stanowią faktyczną "Ekstraklasę", a nie te, które wiążą ledwie koniec z końcem, czekając tylko na przelewy z Canal+, szydząc jednocześnie ze swoich fanów kompletnym brakiem profesjonalizmu, w czymś tak wydawałoby się oczywistym - jak poważne zarządzanie? Ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Pojedynek bez strzelb. Przed meczem Śląsk - Wisła

16. May 2013,

W piątek nadarzy się okazja, by przynajmniej w niewielkiej części zrewanżować się Śląskowi Wrocław za pucharowy dwumecz sprzed kilku tygodni. O 20:45 podopieczni Tomasza Kulawika zmierzą się aktualnymi jeszcze mistrzami Polski.


W obozie Wisły tradycyjnie sytuacja kadrowa daleka jest od ideału. Powoli do zdrowia wracają rekonwalescenci – Kew Jaliens, Marko Jovanović i Cwetan Genkow, którzy być może zostaną włączenie do kadry meczowej, a po kartkowej absencji do dyspozycji trenera będą Osman Chavez oraz Cezary Wilk. Do stolicy Dolnego Śląska nie udadzą się za to kontuzjowany Michał Czekaj, który przed kilkoma dniami przeszedł zabieg, mający problemy zdrowotne Radosław Sobolewski i Michał Szewczyk oraz Patryk Małecki. „Mały” wrócił na kilka dni do rodzinnych Suwałk w związku z osobistymi sprawami.

Po ostatnim meczu z Koroną, po którym krakowski zespół zebrał sporo pochwał, trudno spodziewać się wielu zmian w składzie. Michał Miśkiewicz zagrał bardzo dobry mecz, więc Sergei Pareiko pojedzie do Wrocławia raczej w roli widza. Obrona również spisała się dobrze, więc nie ma sensu cokolwiek w niej zmieniać. W pomocy do składu wskoczy Cezary Wilk, który najpewniej zastąpi skarżącego się na uraz „Sobola”.

Sztab szkoleniowy Wisły będzie miał za to sporo orzech do zgryzienia w związku z absencją Małeckiego – alternatywą wydaje się Ivica Iliev, jednak Serb zanotował wiosną bardzo duży zjazd formy. W ataku niepewny swojego miejsca może być Daniel Sikorski, o którym napisano już chyba wszystko, więc nie ma sensu dodawać nic więcej.

W zespole z Wrocławia ostatnio skończyło się eldorado. Podopieczni Stanislava Levego, z którym nie wiadomo dlaczego przedłużono kontrakt, zanim ten zdążył przegrać puchar Polski, podejmą Wisłę po bolesnej przegranej z Piastem Gliwice. Bramka stracona w 94 minucie, w dodatku spychająca wrocławian na czwarte miejsce, wywołała furię sympatycznego czeskiego szkoleniowca, który publicznie wykrzyczał, że nie ma drużyny lecz pozorantów.

Ciężko będzie mu po takich słowach odzyskać zaufanie piłkarzy. Dwóch z nich – Rok Elsner oraz Cristian Diaz, niegdyś mocne punkty zespołu, nie potrafią się już od dobrych paru miesięcy porozumieć z czeskim trenerem i w zasadzie są już poza zespołem. Diaz rozwiązał kontrakt, a Elsner odejdzie po sezonie. Kolejnym ciosem, jaki spadł na wrocławian w ostatnich dniach to decyzja komisji licencyjnej, która na dzień dzisiejszy nie dopuszcza zespołu Śląska do europejskich pucharów z powodu problemów finansowych. Podobna sytuacja zresztą ma miejsce w odniesieniu do Wisły.

Wisłę i Śląska oprócz przyjaźni między kibicami łączy jedno – obydwie ekipy nie mają porządnego napastnika. Boguski, Genkow, Sikorski - Gikiewicz, Więzik, Mouloungui. Zapewne zarówno trener Wisły jak i Śląska oddałby ich wszystkich za jednego, klasowego snajpera, gwarantującego przynajmniej kilkanaście bramek w sezonie. Grać trzeba jednak tym materiałem ludzkim, który aktualnie jest dostępny. Kto wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku bez strzelb, przekonamy się już jutro.

Transmisja spotkania w Canal+Family od 20:15. Mecz rozpocznie się o 20:45.


wislakrakow.com

(sum91)

Źródło: wislakrakow.com

Ze Śląskiem po raz sześćdziesiąty szósty

Data publikacji: 16-05-2013 16:15


Sześćdziesiątemu szóstemu pojedynkowi z udziałem Śląska Wrocław oraz krakowskiej Wisły towarzyszyć będzie prawdziwie przyjacielska atmosfera na trybunach. Oba zespoły muszą jednak powalczyć o komplet oczek, bowiem wiele może się jeszcze wydarzyć w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

Po udanym spotkaniu rozegranym przez mistrza Polski na inaugurację przeciwko Widzewowi Łódź, wygranym ostatecznie przez Śląsk 2:1, przyszła seria trzech z rzędu remisów. Najpierw podopieczni Stanislava Levego podzielili się punktami z Koroną Kielce, później zaś nie zdołali pokonać chorzowskiego Ruchu oraz broniącego się przed spadkiem Podbeskidzia.

Dwudziesta kolejka była potwierdzeniem słabszej dyspozycji wrocławian, którzy ulegli wiszącemu nad przepaścią PGE GKS Bełchatów, ulegając 0:1. W kolejnej potyczce Śląsk zdołał podnieść się z kolan, bowiem od 37. minuty przegrywał przed własną publicznością z Górnikiem Zabrze po bramce Nakoulmy, lecz walka do ostatniego gwizdka sędziego przyniosła ważne trzy oczka, a autorami zwycięstwa Śląska zostali Mila oraz Ćwielong.

22. i 23. seria spotkań T-Mobile Ekstraklasy to ponownie tylko dwa punkty mistrza Polski, dzięki remisom wywalczonym w rywalizacji z Polonią oraz gdańską Lechią. Na listę strzelców w meczu ze stołeczną drużyną wpisali się Kokoszka oraz Mila, a piłkę do siatki w spotkaniu z ekipą z Północy Polski wpakował Ćwielong.

Kolejna potyczka to całkowita dominacja Zagłębia Lubin, który wbił mistrzom Polski aż cztery bramki, nie tracąc żadnej. W rywalizacji z Pogonią Szczecin wrocławianom udało się rzutem na taśmę wywalczyć trzy punkty, bowiem szalę na korzyść Śląska przechylił dopiero w 85. minucie Ćwielong. Mecz w ramach ubiegłej kolejki przypominał prawdziwy horror, gdyż w Gliwicach gospodarze pojedynku wydarli zawodnikom Levego jeden punkt, zdobywając gola na wagę zwycięstwa tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra.

Śląsk Wrocław zgromadził po dwudziestu sześciu meczach 40 punktów, zajmując piątą pozycję. Mistrzowie Polski mają zatem sześć oczek więcej od Wisły i wciąż szansę na europejskich puchary.

Szkoleniowiec Białej Gwiazdy, Tomasz Kulawik, przed meczem ze Śląskiem może liczyć na wsparcie Wilka oraz Chaveza, powracających po przymusowej pauzie z powodu żółtych kartek. Istnieje prawdopodobieństwo, że w osiemnastce meczowej na piątkowy pojedynek znajdą się rekonwalescenci: Tsvetan Genkov, Marko Jovanović oraz Kew Jaliens. Pod znakiem zapytania stoi z kolei występ Radosława Sobolewskiego, zgłaszającego dolegliwości bólowe, a także Michała Szewczyka, któremu w treningach przeszkadza naciągnięty mięsień dwugłowy.

W kadrze wrocławian na pojedynek z Wisłą powinien znaleźć się golkiper gospodarzy, Marian Kelemen, a także piłkarze zmagający się w ostatnim czasie z kontuzjami: Marcin Kowalczyk i Rafał Grodzicki. Stanislav Levy nie będzie mógł natomiast skorzystać z pomocy Przemysława Kaźmierczaka, którego z rywalizacji wyklucza uraz.

Piłkarze obu drużyn mają za sobą 65 bezpośrednich pojedynków, a statystyki meczowe przemawiają na korzyść Śląska Wrocław. Mistrzowie Polski mają na swoim koncie 28 zwycięstw, o 5 więcej od Wisły ,a 14 spotkań kończyło się podziałem punktów.

W pięciu ostatnich pojedynkach ligowych dwukrotnie wygrywała Biała Gwiazda, tyle samo razy górą był Śląsk, a w zaledwie jednej potyczce padł remis. Jesienią Wisła pokonała przed własną publicznością mistrza Polski 1:0 dzięki trafieniu Ilieva.

K. Kawula

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

Tak gra Śląsk Wrocław

Data publikacji: 16-05-2013 14:47


W najbliższy piątek o godzinie 20:45 krakowska Wisła zmierzy się w meczu 27. kolejki T-Mobile Ekstraklasy z drużyną Śląska Wrocław. Wrocławianie po porażce z Piastem Gliwice spadli w tabeli na czwarte miejsce.


Strata Wisły do miejsca premiowanego rozgrywkami w europejskich pucharach nie zmalała i nadal wynosi 7 punktów, a do końca pozostały tylko cztery kolejki. Śląsk nadal nie może być pewny gry w pucharach z racji niepewnego mistrzostwa Polski Legii, na którą zagiął parol Lech. Jutro wśród kibiców mecz przyjaźni, ale na boisku piłkarze obu drużyn zapowiadają walkę o trzy punkty. Czy Wisła utrzyma wysoką dyspozycję po meczu z Koroną Kielce? Bilans dotychczasowych 65 spotkań ze Śląskiem: 28 zwycięstw Śląska, 14 remisów i 23 wygrane Wisły. Na jaki skład zespołu zdecyduje się trener Stanislav Levy, którego celem jest, by drużyna zrehabilitowała się za mecz z Piastem? Zapraszamy do wspólnej analizy aktualnej dyspozycji naszego najbliższego rywala.

Bramka: W meczu pucharowym przeciwko Legii 2 maja 2013 roku kontuzji doznał podstawowy zawodnik, jeden z najlepszych bramkarzy Polskiej Ekstraklasy, Marian Kelemen, który został zastąpiony przez Rafała Gikiewicza. Od tego momentu Gikiewicz wystąpił w dwóch meczach Ekstraklasy: z Pogonią Szczecin (1-0) oraz z Piastem Gliwice przegranym na wyjeździe 3-2. Pomimo utraty 3 bramek trudno winić za którąkolwiek z nich obecnego bramkarza Śląska. Trener Levy ma jednak nadzieję na udział Kelemena w meczu z Wisłą .

Obrona: Oficjalna strona Śląska Wrocław donosi, że w meczu przeciwko Piastowi Gliwice urazów doznali Marcin Kowalczyk oraz Rafał Grodzicki, a więc zawodnicy pierwszej jedenastki Śląska. Nie są to jednak poważne urazy, więc należy się spodziewać, że ta dwójka wyjdzie w piątek na murawę. Szczególnie uniwersalnym zawodnikiem jest Marcin Kowalczyk, jak joker, w zależności od obranej przez trenera Stanislava Levego taktyki, pojawia się albo na środku pomocy w roli defensywnego pomocnika, albo na środku obrony. Na lewej stronie tej formacji zagra Mariusz Pawelec, który- przynajmniej do meczu z Piastem Gliwice - miał w rundzie wiosennej pewne miejsce w defensywie. Jako że ostatniego występu Tadeusza Sochy nie można zaliczyć do udanych, trener prawdopodobnie powróci do wariantu z Mariuszem Pawelcem. Parę środkowych obrońców powinni stanowić Adam Kokoszka z Marcinem Kowalczykiem. Na prawej stronie obrony zagra prezentujący równą formę Krzysztof Ostrowski.

Pomoc: W ostatnim meczu przeciwko Piastowi Gliwice wrocławianie zagrali wariant z Mateuszem Cetnarskim jako napastnikiem. Jednak wymiana pozycji z Piotrem Ćwielongiem i próba zneutralizowania dosyć sprawnie działającej formacji pomocy Piasta momentami nie sprawdzała się, szczególnie w drugiej połowie. Ponadto Śląsk nie może skorzystać już w tym sezonie z Przemysława Kazimierczaka, który przeszedł operację kolana. Co zrobi w tej sytuacji Stanislav Levy, zapewne wystawi Kowalczyka w parze z Daliborem Stevanowiciem jako defensywnych pomocników. Stevanović w ostatnim meczu strzelił dwie bramki. Na lewym skrzydle zobaczymy dynamicznego Waldemara Sobotę, a po przeciwnej stronie Piotra Ćwielonga, choć z racji małego pola manewru, trener może wystawić Piotra w ataku. W środku pola rządzić i dzielić będzie jak zawsze Sebastian Mila.

Atak: Tutaj problem Stanilava Levego z każdym dniem się powiększa. W tym tygodniu kontrakt ze Śląskiem rozwiązał bowiem Cristian Omar Diaz. Przeciwko Pogoni w ataku zagrał debiutant Jakub Więzik. W odwodzie jest jeszcze Łukasz Gikiewicz, który trzykrotnie w tym sezonie wpisał się na listę strzelców. Trener Levy może ponownie spróbować wariantu z Mateuszem Cetnarskim jako „fałszywym” napastnikiem, ale czy po porażce tej opcji w Gliwicach odważy się na to w ważnym spotkaniu przeciwko Wiśle?

Łukasz Stupka

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

Źródło: wisla.krakow.pl

Relacje z meczu

Trzeci raz w tej rundzie Śląsk pokonał Wisłę

Jarek Matoga / WislaLive.pl

Śląsk grał w piłkę, a Wisła tylko obserwowała efektowne akcje i bramki mistrzów Polski Wisła Kraków po katastrofalnej grze przegrała ze Śląskiem Wrocław 0-3. Co najgorsze, Śląsk mógł i powinien wygrać to spotkanie zdecydowanie wyżej.

Piątkowe starcie Śląska Wrocław z Wisłą Kraków było trzecim spotkaniem pomiędzy tymi drużynami tej wiosny. Do tej pory dwukrotnie lepsi okazali się podopieczni Stanislava Levego. Wisła po dobrym meczu z Koroną przystępowała do tego spotkania w umiarkowanie pozytywnych nastrojach, z kolei gospodarze po kiepskim spotkaniu i porażce w Gliwicach chcieli za wszelką cenę zmazać plamę z poprzedniej kolejki.

Spotkanie rozpoczęło się dla Wisły fatalnie. W 2.minucie dwójkową akcję rozegrał ze sobą duet Patejuk-Mila. Środkowy pomocnik Śląska świetnym prostopadłym podaniem uruchomił Sylwestra Patejuka, który minął Stolarskiego i skierował futbolówkę obok interweniującego Miśkiewicza. Pierwszy kwadrans to optyczna przewaga zespołu z Wrocławia. Wiślacy atakowali i bronili się bardzo chaotycznie, co powodowało, że piłkarzom Wisły plątały się nogi w defensywie, a o konstruowaniu akcji pod bramką R. Gikiewicza nie było mowy. W 22. minucie spotkania mogło i powinno, być 2-0. Najpierw zbyt długo ze strzałem zwlekał Mila, a później po efektownym strzale z woleja w wykonaniu Ćwielonga piłka powędrowała ponad poprzeczkę.

Wisła zamiast powoli budzić się po zimnym prysznicu z drugiej minuty gry grała coraz bardziej niedbale i sennie. Na całe szczęście dla "Białej Gwiazdy" zawodnicy Śląska nie grzeszyli skutecznością. Wiśle nie wychodziła gra w ataku pozycyjnym i najlepszą okazją do zdobycia bramki należy uznać zamieszanie pod bramką Gikiewicza po rzucie wolnym, wykonywanym przez Kosowskiego.

W 45. minucie spotkania na tablicy wyników widniał rezultat 2-0. Świetną akcję pod bramką Miśkiewicza przeprowadził Ćwielong, zgrał piłkę na lewą stronę do Mili, który bez zastanowienia dograł do Ł.Gikiewicza, a napastnik Wrocławian dopełnił formalności i podwyższył prowadzenie mistrzów Polski. W przerwie spotkania Cezary Wilk mówił, że Wiśle w drugiej części gry pozostaje tylko atak. Trudno jednak było dostrzec większą determinację do gry piłkarzy Tomasza Kulawika, niż w pierwszych 45 minutach meczu. Z tonu nie spuszczali za to gracze Śląska.

W 54 minucie gry pod bramką R.Gikiewicza piłkę stracił Boguski, gospodarze błyskawicznie przeprowadzili kontrę, po której Ł.Gikiewicz zaliczył swoje drugie trafienie w meczu. Na uznanie przy tym golu zasłużył szczególnie "Pepe" Ćwielong, który popisał się fenomenalną asystą, dośrodkowując futbolówkę z prawej flanki idealnie do napastnika Śląska.

Kilka minut później indywidualną akcję przeprowadził Kosowski, a jego dynamiczny strzał wylądował tuż nad poprzeczką. Na kolejną składną akcję w wykonaniu Wisły trzeba było czekać do 75. minuty meczu. Wtedy to Genkow zagrał piłkę wzdłuż linii pola karnego, tam znalazł się Kosowski i uderzył bez przyjęcia, jednak R.Gikiewicz i tym razem nie dał się zaskoczyć, ekspediując piłkę na rzut rożny.

Ostatnie minuty gry to seryjne marnowanie szans na podwyższenie prowadzenia przez Wrocławian. Najpierw Ćwielong przegrał pojedynek z Miśkiewiczem, później źle w sytuacji "sam na sam" zachował się Kowalczyk, a dobitka Ł.Gikiewicza nie trafiła do siatki. Wisła przegrywa w pełni zasłużenie i co najważniejsze, w najmniejszym wymiarze kary. Sportowo wypadałoby oczekiwać, żeby ten sezon zakończył się jak najszybciej...


Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 3-0 (2-0)

Patejuk 2, Ł.Gikiewicz 45, 54

Wisła Kraków: Miśkiewicz - Stolarski, Chavez, Uryga, Burliga - Wilk, Chrapek (60' Garguła) - Kosowski, Boguski (84' Iliev), Sarki - Sikorski (60' Genkow)

Śląsk Wrocław: R.Gikiewicz - Ostrowski (46' Socha), Kokoszka, Grodzicki, Pawelec - Stevanović, Kowalczyk - Ćwielong, Mila, Patejuk ( 90' Mouloungui) - Ł.Gikiewicz (86' Więzik)

Źródło: wislalive.pl

"Pozoranci" pognębili Wisłę. 0:3 we Wrocławiu

17. May 2013,

Jeśli ktoś widział w zwycięstwie 3:0 nad Koroną prognostyk lepszej końcówki sezonu, dziś we Wrocławiu został sprowadzony na ziemie. Śląsk w takim samym stosunku bramkowym odprawił w piątek "Białą Gwiazdę".


Wysoka porażka nie była efektem wyższej skuteczności wrocławian. Śląsk dużo dokładniej rozgrywał piłkę, widać było, że stanowi drużynę, której zawodnicy wiedzą co robią na boisku. W Wiśle dominował chaos i okazjonalne zrywy, najczęściej Kamila Kosowskiego czy Emmanuela Sarki. Po meczu "Kosa" powiedział kilka mocniejszych słów, celując szczególnie w młodszych graczy i miał ku temu pełne prawo - mimo siwiejącej gdzieniegdzie brody zaprezentował największą ambicję spośród wszystkich graczy Wisły. Poprosił też media, by nie robił gwiazd z młodych graczy, przed którymi jeszcze wiele czasu, by zasłużyć przynajmniej na miano solidnego ligowca.

Swoją dobrą grę w pierwszej połowie Śląsk spiął klamrą złożoną z dwóch goli: w 2 i 45 minucie. Już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła prowadzenie: Mila perfekcyjnym zagraniem obsłużył Patejuka, a ten wygrał pojedynek z Miśkiewiczem, trafiając mocno, przy krótszym słupku.

Jeszcze bardziej składna była akcja na 2:0, wykończona przez Gikiewicza, przed którą Mila i Ćwielong wymienili dwa zbyt trudne do przechwycenia przez Wisłę podania. Ostatecznie Mila wyłożył do Gikiewicza, który dołożył nogę i podwyższył prowadzenie.

Po przerwie Wisła nie ruszyła zdecydowania do ataku. Wystarczył jednak kolejny błąd asekuracji, by po zbyt dalekim wypuszczeniu piłki przez Boguskiego poszła skuteczna kontra. Ćwielong zagrał idealnie między Urygą a Miśkiewiczem i Gikiewicz po raz drugi skutecznie wykończył akcję swojego zespołu.

Śląsk strzelał w piątkowym meczu 15-krotnie, sześć razy celnie, Wisła 10-krotnie, 3 razy w światło bramki. Ta przewaga nie oddaje jednak różnicy, jaka występowała w grze. Na tle chaotycznej Wisły Śląsk imponował spokojem w rozegraniu i zrozumieniem w swoich szeregach. W przypływie gniewu trener Levy nazwał swoich podopiecznych "pozorantami" po przegranym w ostatnich sekundach meczu w Gliwicach. Na jakie określenia zasłużyli gracze Wisły po meczu we Wrocławiu..?

Wizyt na Dolny Śląsk nie będzie dobrze wspominał Michał Miśkiewicz. Pod koniec jesieni zagrał w Lubinie, gdzie otrzymał cztery ciosy, we Wrocławiu musiał wyciągać piłkę z bramki 3-krotnie. Być może mógł trochę lepiej zachować się przy golu na 1:0, ale pamiętajmy, że była to już sytuacja "sam na sam". W drugiej połowie dwukrotnie uratował Wisłę przed wyższą porażką - szczególnie zasłużył na pochwałę za wygrany pojedynek z Marcinem Kowalczykiem.

Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 3:0 (2:0)

1:0 Sylwester Patejuk 2 min

2:0 Łukasz Gikiewicz 45 min

3:0 Łukasz Gikiewicz 55 min

Żółte kartki: Grodzicki, Socha - Chrapek, Burliga, Sikorski

Śląsk: Rafał Gikiewicz - Krzysztof Ostrowski (46 min - Tadeusz Socha), Rafał Grodzicki, Adam Kokoszka, Mariusz Pawelec - Piotr Ćwielong, Marcin Kowalczyk, Dalibor Stevanović, Sebastian Mila, Sylwester Patejuk (90 min - Éric Mouloungui) - Łukasz Gikiewicz (86 min - Jakub Więzik).

Wisła: Michał Miśkiewicz - Paweł Stolarski, Osman Chavez, Alan Uryga, Łukasz Burliga - Emmanuel Sarki, Cezary Wilk, Michał Chrapek (61 min - Łukasz Garguła), Rafał Boguski (85 min - Ivica Iliev), Kamil Kosowski - Daniel Sikorski (61 min - Cwetan Genkow).

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń)

Widzów: 14 942.


wislakrakow.com

(redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

Śląsk nokautuje Wisłę 3:0

Wpisany przez Krzysiek

piątek, 17 maja 2013 22:54


Jeśli ktokolwiek miał jeszcze przed dzisiejszym meczem jakiekolwiek nadzieję związane z tym sezonem, to zostały one brutalnie rozwiane. Wisła niczym Wawrzyk od Powietkina przyjęła trzy gongi od WKS`u . Szkoda tylko, że to nie boks i sędzia musiał pozwolić na katowanie kibiców Wisły do 90. minuty.

Źle się dzieje w drużynie, w której jedynym dającym jakąkolwiek jakość zawodnikiem jest Kamil Kosowski. Będący w Wiśle na zasiłku przedemerytalnym zostawia serce i zdrowie na boisku. Kto do tej chwili stawał w obronie Boguskiego, Sikorskiego, Chrapka, Burligi… po tym meczu powinien zdjąć te różowe okulary. Kamil Kosowski zaraz po meczu podsumował swoich partnerów z boiska: „to są POZORANCI” !!! Stanął jedynie w obronie tych najmłodszych (Uryga, Stolarski). Młodzi Wiślacy po dobrych wcześniejszych meczach, dziś się „spalili”. Im jednak można wybaczyć, oni dopiero wchodzą w poważną piłkę. Cała reszta nie zasłużyła nawet by wracać autokarem do Krakowa.

Dziurawa obrona, słabiutka pomoc i dwóch przebierańców w ataku.

Piłkarze Śląska kilka razy zabawili się z naszą obroną jak z amatorami. Uryga i Stolarski nie zagrali nawet w połowię tego za co byli chwaleni za poprzednie mecze. Chavez jest już cieniem tego piłkarza, którym był we wcześniejszych sezonach. Przegrywał nawet pojedynki powietrzne, co bardzo rzadko mu się zdarzało. Burliga zagrał na swoim stałym IV-to ligowym poziomie.

Wyłączając „Kosę”, który starał się walczyć, zagrywać kolegom i samemu uderzać na bramkę. Śmiało można stwierdzić, że mamy najmniej kreatywną pomoc w lidze. Sarkiemu dziś gra ewidentnie się nie „kleiła”. Brak rajdów bokiem boiska, brak dośrodkowań w pole karne, przegrywane pojedynki 1 na 1. Czarek Wilk niby walczył i się starał jak co mecz. Jego gra w defensywie jednak pozostawiała wiele do życzenia. Michał Chrapek poczuł się chyba gwiazdą po ostatnich dwóch bramkach. Wyrównał swój bilans zawiniając przy dwóch straconych bramkach. Przy pierwszej zabrakło mu agresywności i zdecydowania, by przerwać akcję. Przy drugiej bramce w łatwy sposób stracił piłkę pod szesnastką Śląska. Determinacji w przerwaniu kontry też w nim nie było. Zmienił go na początku drugiej połowy Garguła. Ten jednak jest jedną wielką kpiną a nie piłkarzem. Dwóch parodystów w ataku dopełniło obrazu nędzy i rozpaczy. Ile Boguski z Sikorskim jeszcze razy muszą zagrać, by ktoś w klubie poszedł po rozum do głowy. Dyscyplinarne wypieprzenie za podszywanie się pod napastników jest wystarczającym powodem. Temu pierwszemu nawet nie chciało się pozorować, że walczy. Jedynie kilka razy potrafił machnąć rączkami. Daniel w swoim stylu zagrał na „0”. Genkow, który wszedł na boisko po kilkunastu tygodniach, jest nadal najlepszym strzelcem w Wiśle mając 4 bramki – kpina !

2., 45., i 55. minuta – 3 bramki dla Śląska. Ładny strzał Kosowskiego zza szesnastki, dwie dobre interwencje w sytuacjach sam na sam Miśkiewicza pod koniec meczu. Na tym można zakończyć relację z tego meczu. Śląsk się zabawił, Wisła „odfajkowała” mecz.

Podsumowaniem niech będą słowa trener Kulawika po meczu „by wygrywać potrzeba nam jeszcze 10 takich jak Kosowski, co zostawią serce na boisku”.

Po ostatnim gwizdku: Śląsk 3-0 Wisła

Wpisany przez Patrycja

piątek, 17 maja 2013 22:44


Trzecią z rzędu porażkę ze Śląskiem odniosła Wisła. Wrocławianie po raz kolejny pokazali, że są drużyną o klasę lepszą od zespołu prowadzonego przez Tomasza Kulawika.

W najlepszy z możliwych sposobów mecz rozpoczęli gospodarze. W 2. minucie gry w środku pola piłkę stracił Cezary Wilk, przejął ją Sebastian Mila, słabo pilnowany przez Michała Chrapka, następnie futbolówka trafiła do Sylwestra Patejuka, z którego kryciem nie poradził sobie Paweł Stolarski. Pomocnik Śląska mając przed sobą tylko Michała Miśkiewicza pokonał go mocnym strzałem, dając swojej drużynie prowadzenie. Wiślacy odpowiedzieli tylko niecelnym strzałem Rafała Boguskiego. W kolejnych minutach krakowianie mieli problemy z przedostawaniem się pod bramkę przeciwnika, czego nie można powiedzieć o zespole z Wrocławia. Po niespełna kwadransie spotkania rzut wolny wykonywał Mila, wrzucał w pole karne, gdzie do strzału doszedł Łukasz Gikiewicz, jednak jego uderzenie było na tyle lekkie, że piłka wylądowała w rękach Miśkiewicza. Kilka minut później groźną akcję przeprowadził Piotr Ćwielong, który przejął piłkę po fatalnym zagraniu Alana Urygi, następnie podał do Mili, ale kapitan Śląska zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, dając wiślackim defensorom szansę na skuteczną interwencję. W kolejnej akcji Ćwielong próbował uderzać samodzielnie, lecz jego strzał z pierwszej piłki minął bramkę Wisły. Najlepszą okazję do zdobycia bramki Wisła stworzyła sobie w 33. minucie meczu. Z rzutu wolnego w pole karne centrował Kamil Kosowski, a tam po sporym zamieszaniu piłka trafiła w ręce Rafała Gikiewicza. Akcję meczu w ostatniej minucie regulaminowego czasu pierwszej połowy przeprowadzili gracze gospodarza. Ćwielong i Mila wymienili ze sobą kilka podań, w końcu Mila zagrał piłkę do Łukasza Gikiewicza, a napastnik Śląska przyłożył tylko nogę i wrocławianie prowadzili już dwoma golami. Na początku drugiej części meczu napastnik znów pokonał Miśkiewicza, tym razem do Gikiewicza idealnie podawał Ćwielong. Po pół godzinie gry Wiślacy mogli zdobyć gola honorowego. W środkowej części boiska piłkę odzyskał Kosowski, podbiegł kilka metrów w stronę bramki Śląska i oddał bardzo mocny strzał, po którym piłka poszybowała minimalnie ponad poprzeczką. 15 minut przed końcem meczu kolejnym groźnym strzałem popisał się Kosowski. Pomocnik otrzymał podanie od Genkova i uderzał płasko w stronę dalszego słupka, piłkę z największym trudem sparował jednak Rafał Gikiewicz. W 82. minucie meczu Ćwielong znalazł się w sytuacji sam na sam z Miśkiewiczem, ale to bramkarz Wisły był górą w tym pojedynku, blokując strzał piłkarza Śląska. Wiślacy odpowiedzieli akcją Łukasza Garguły, który zagrywał do Emmanuela Sarkiego, lecz ponownie skutecznie interweniował bramkarz z Wrocławia. W ostatnich minutach spotkania ponownie zaatakował Śląsk – Miśkiewicz ponownie wygrał w pojedynku, tym razem z Kowalczykiem. Do końcowego gwizdka wynik już się nie zmienił. Śląsk zasłużenie wygrał aż 3:0.

Chociaż zwycięskiego składu się nie zmienia, to Tomasz Kulawik w porównaniu do spotkania z Koroną Kielce zmuszony był dokonać kilku roszad. We Wrocławiu z różnych powodów zabrakło przede wszystkim trzonu drużyny – Arkadiusza Głowackiego, Radosława Sobolewskiego i Patryka Małeckiego. Jak się okazało, braki te były bardzo widoczne. Na tle Śląska fatalnie prezentowała się wiślacka linia defensywna, po powrocie na murawę słaby mecz rozegrał Cezary Wilk, jedynym zawodnikiem Wisły z pola, który grał na przyzwoitym poziomie, był Kamil Kosowski. Szybko zdobyta bramka niewątpliwie ułatwiła zadanie Śląskowi, nie można jednak odmówić drużynie z Wrocławia tego, że była stroną zdecydowanie lepszą. Podopiecznie Stanislava Levego po objęciu prowadzenia nie pozwolili Wiślakom rozwinąć skrzydeł, piłkarze Białej Gwiazdy mieli mało szans na wymienienie kilku celnych podań, nie mówiąc o przedostaniu się pod bramkę Gikiewicza i stworzeniu groźnej akcji. Niespełna tydzień temu trener Śląska nazwał swoich podopiecznych „pozorantami”. Skoro tak grający wrocławianie to pozoranci, to jakie określenie pasuje do udających piłkarzy zawodników reprezentujących barwy Białej Gwiazdy?

Niżej niż na 12. miejsce Wisła po 27. kolejce nie spadnie. Nie grozi nam też już gra w europejskich pucharach, gdyż w tym momencie strata do Śląska wynosi 9 punktów. Wrocławianie, przynajmniej do soboty, powrócili na najniższy stopień podium Ekstraklasy.

Źródło: skwk.pl

Ależ łomot. Śląsk - Wisła 3-0

Bardzo wygodnym rywalem dla Śląska Wrocław jest w tej rundzie krakowska Wisła. Mimo bowiem tego, że trener Tomasz Kulawik przekonywał, że jego podopieczni potrafią strzelać bramki wrocławianom, okazało się, że zdecydowanie lepiej wychodzi im tracenie ich w grach, przeciwko Śląskowi. Dziś stracili aż trzy i przegrali z kretesem.

Niby zwycięskiego składu się nie zmienia, ale na spotkanie ze Śląskiem Wrocław trener Kulawik nie mógł wystawić trzech zawodników, którzy dali mu wygraną przed tygodniem z Koroną. Kontuzje wyeliminowały bowiem Arkadiusza Głowackiego i Radosława Sobolewskiego, a Patryk Małecki musiał wyjechać w sprawach osobistych. Trójkę tę zastąpili wracający po pauzie za kartki - Osman Chávez i Cezary Wilk oraz Kamil Kosowski.

I jak się okazało już na wstępie - zastąpili źle. Dotyczy to zwłaszcza Wilka, który stracił piłkę w środku boiska. Rozpędzonego Sebastiana Milę nie zastopował goniący go Michał Chrapek, a stary wyga zagrał w końcu w tempo do wybiegającego Sylwestra Patejuka, którego nie zdołał powstrzymać z kolei Paweł Stolarski. Pomocnik Śląska - będąc oko w oko z Michałem Miśkiewiczem - nie dał mu szans na skuteczną interwencję, celnie trafiając w krótki róg. Już więc w drugiej minucie przegrywaliśmy 0-1.

Wisła odpowiedziała na to jedynie niecelnym uderzeniem Rafała Boguskiego i niestety sporą niedokładnością w kolejnych swoich próbach, które ograniczały się zresztą w ogóle do wyjść z piłką z własnej połowy. A te były tylko bardzo sporadycznie udane, bo gospodarze od początku grali mocnym pressingiem, z którym wiślacy mieli spore problemy. Z dystansu spróbował więc jeszcze Emmanuel Sarki, ale zrobił to zbyt lekko i zresztą niecelnie. Niewiele natomiast zabrakło Chrapkowi, aby dojść do podania Daniela Sikorskiego, ale jednak ubiegli go obrońcy.

W 22. minucie powinno być natomiast 2-0. Koszmarny błąd popełnił Alan Uryga, który podał pod nogi Piotra Ćwielonga. Ten odszukał Milę, a lider gospodarzy był w doskonałej sytuacji. Zwlekał jenak z uderzeniem i wracający Wilk zdołał go zastopować. Zaraz potem z woleja niecelnie huknął Ćwielong, a naszą bramkę ostrzelał też Marcin Kowalczyk. Można więc przyznać, że po tych akcjach szczęśliwie dla nas było tylko 0-1.

W 33. minucie wiślacy w końcu zagrozili jednak bramce gospodarzy. Świetnie z rzutu wolnego piłkę wrzucił Kosowski i możemy tylko żałować, że nikt nie zdołał jej trącić. Potrącili natomiast wiślaków wrocławianie, którzy udanie mecz zaczęli i I połowę kapitalnie zakończyli. Ćwielong i Mila rozklepali naszą defensywę dokładnie tak, jak chcieli. Podanie zaś tego ostatniego do Rafała Gikiewicza było na tyle idealne, że pozostało mu tylko dołożyć nogę, co uczynił. Dostaliśmy więc gola na dzień dobry oraz do szatni. Gdyby to była walka bokserska - wypadałoby rzucić ręcznik, tym bardziej więc dziwi wypowiedź Cezarego Wilka w przerwie, który przed kamerami Canal+ stwierdził, że w I połowie spotkanie było wyrównane. Lepiej zostawić to bez dodatkowego komentarza.

Tym bardziej, że już na początku II połowy wrocławianie podwyższyli wynik. W 55. minucie niechciany kiedyś w Wiśle Ćwielong - świetnie, choć po nodze Cháveza, podał do Gikiewicza, a temu znów pozostało tylko dobrze dołożyć nogę i zrobiło się 0-3!

W tym sezonie wrocławianie zaliczyli już taki mecz, w którym przegrywali 0-3, by... zremisować, ale wiślakom powtórzyć się tego wyczynu nie udało. Nawet jeśli wspomniany Wilk twierdził, że spotkanie było wyrównane. Nie było takie, nawet po tym, gdy trener Kulawik posłał do boju Cwetana Genkowa i Łukasza Gargułę. Choć chwilę przed wejściem tej dwójki pochwalić wypada Kosowskiego, który mocno huknął z dystansu, ale Rafał Gikiewicz zdołał przenieść piłkę nad swoją bramką.

Przyznać też trzeba, że ostatnie pół godziny wiślacy ustawieni byli bardzo ofensywnie, ale niewiele to dawało, bo w tym spotkaniu kompletnie nic nam nie wychodziło. Gdy zaś już wyszło - jak w 75. minucie, kiedy po podaniu Genkowa ładnie uderzył Kosowski - znów dobrze spisał się bramkarz gospodarzy.

A, że czasami tak jest, że choćbyś nie wiem jak chciał - nie wychodzi - więc dodatkowo pastwić nad grą Wisły we Wrocławiu bynajmniej się nie będziemy, bo jakoś nie wypada nam kopać leżącego. Dziś Śląsk był po prostu lepszy i zdecydowanie bardziej skuteczny, bo też wrocławianom się chciało! Skończyło się więc wynikiem 0-3, a z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że w ostatnich minutach od totalnej już kompromitacji uchronił nas Michał Miśkiewicz. W 82. minucie odważnym wyjściem zdołał zablokować strzał Ćwielonga, a zaraz potem powstrzymał w sytuacji sam na sam Kowalczyka. Wisła odpowiedziała jeszcze tylko obronionym przez bramkarza strzałem Genkowa i można było zakończyć ten nierówny pojedynek. Śląsk - Wisła 3-0.


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Wisła nie zdobyła Wrocławia

Data publikacji: 17-05-2013 22:38


Czwarta w tym sezonie konfrontacja pomiędzy Śląskiem Wrocław a Wisłą Kraków zakończyła się bezdyskusyjnym zwycięstwem aktualnych mistrzów Polski, którzy w meczu 27. kolejki pokonali u siebie Białą Gwiazdę 3:0.

Wiślacy chcieli się zrewanżować wrocławskiej drużynie za wyeliminowanie ich z Pucharu Polski, ale plany te zaczęły się sypać już w 2. minucie, kiedy to Sebastian Mila zagrał ze środka pola na lewo do Sylwestra Patejuka, a ten, wykorzystując upadek Pawła Stolarskiego, wbiegł w pole karne i mocnym strzałem wpakował piłkę do siatki. Gospodarze nie zadowolili się szybko strzelonym golem i dążyli do kolejnych trafień. Podopieczni trenera Levy’ego na tle słabo grającej Wisły imponowali spokojem i dokładnością w rozgrywaniu piłki. Kilka razy zrobiło się groźnie pod bramką krakowian, ale na drugiego gola kibice we Wrocławiu musieli poczekać do 45. minuty. Po dokładnej wymianie podań między Piotrem Ćwielongiem, Sebastianem Milą a Łukaszem Gikiewiczem temu ostatniemu nie pozostało nic innego, jak tylko skierowanie futbolówki z kilku metrów do bramki Wisły. Napastnik Śląska ponownie skarcił obronę Białej Gwiazdy w 55. minucie, zamieniając na gola podanie Piotra Ćwielonga z prawej strony pola karnego. Na osiem minut przed końcem spotkania „Pepe” sam mógł pokonać Michała Miśkiewicza, ale golkiper krakowian w sytuacji sam na sam obronił strzał rywala. Kilkadziesiąt sekund później wyszedł zwycięsko z pojedynku z Marcinem Kowalczykiem, któremu na drodze do bramki został sam Miśkiewicz.


Biała Gwiazda również mogła pokusić się o bramkę, jednak sytuacje podopiecznych trenera Kulawika nie były tak groźne, jak gospodarzy. Najlepszą okazję miał w 33. minucie miał Daniel Sikorski, który po dośrodkowaniu Kamila Kosowskiego z rzutu wolnego, strzelił z kilku metrów w Rafała Gikiewicza. W 60. minucie na strzał z dystansu zdecydował się sam „Kosa”, ale piłka po jego uderzeniu przeszła tuż nad poprzeczką. Kolejna szansa na stworzenie zagrożenia pod bramką Śląska nadarzyła się w 75. minucie. Tsvetan Genkov, który zastąpił na boisku Sikorskiego, odegrał piłkę z lewej strony na 15. metr do Kosowskiego. Ten strzelił po ziemi, jednak Radosław Gikiewicz obronił próbę pomocnika Wisły.

Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 3:0 (2:0)

1:0 Patejuk 2’

2:0 Ł. Gikiewicz 45’

3:0 Ł. Gikiewicz 55’

Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz – Ostrowski (46’ Socha), Grodzicki, Kokoszka, Pawelec – Kowalski, Stevanović – Ćwielong, Mila, Patejuk (90+1’ Mouloungui) – Ł. Gikiewicz (86’ Więzik)

Wisła Kraków: Miśkiewicz – Stolarski, Chavez, Uryga, Burliga – Wilk, Chrapek (61’ Garguła) – Sarki, Boguski (85’ Iliev), Kosowski – Sikorski (61’ Genkov)

Żółte kartki: Grodzicki, Socha (Śląsk) – Chrapek, Burliga, Sikorski (Wisła)

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń)

Widzów: 14 942

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

Minuta po minucie

Dwaj ostatni mistrzowi walczą dziś we Wrocławiu. Mecz przyjaźni, Śląsk - Wisła. Oto składy obu drużyn. Na ławce Wisły: Pareiko - Bunoza, Jovanović - Garguła, Brud, Iliev - Genkow. W szerokim składzie, oprócz wcześniej wymienianych m.in. Małeckiego i Sobolewskiego brakło także Arkadiusza Głowackiego.

  • 1' Mecz rozpoczęty.
  • 2' Strata Wilka, fenomenalne podanie Mili (może zagra w Wiśle od nowego sezonu...?) do Patejuka, ten sam przed Miśkiewiczem nieco z lewej strony uderza mocno, po ziemi, po krótkim rogu. 1:0 dla Śląska!
  • 5' Akcja Wisły z prawej strony do lewej, podanie od Kosowskiego do Boguskiego na skrzydło, który uderzył z lewej nogi. Soczyście, ale za wysoko.
  • 9' Ucierpiał po nieczystym wejściu Ćwielonga Łukasz Burliga. Źle to wygląda.
  • 11' Lewy obrońca Wisły w dzisiejszym meczu wraca do gry. I już Burliga z przodu, podawał mu Chrapek, ale niedokładnie.
  • 13' Skrzydło Śląska, 6-7 metrów do linii końcowej, faul Stolarskiego na Patejuku.
  • 13' Mila wrzuca przed pole karne, strzał niedokładny, jeszcze główka Gikiewicza, ale lekka. Chwyt Miśkiewicza.
  • 14' Groźny faul Grodzickiego na Wilku. Słusznie ukarany, taki na "pomarańczową" kartkę.
  • 18' Sikorski zagrywa w środek pola karnego, tam po podbiciu piłki Gikiewicz skutecznie piąstkuje.
  • 22' Groźnie, Ćwielong w tempo do Mili, ten trochę za długo zwleka ze strzałem, radzą sobie obrońcy Wisły.
  • 23' Dalekie zagranie Kowalczyka wprost na nogę wbiegającego w narożnik pola bramkowego Ćwielonga, uderzenie z pierwszej piłki niecelne.
  • 25' Płaskie wstrzelenie piłki przez Milę w nasze pole karne. Jakoś piłka wybita, ale jeszcze Kowalczyk, strzela bardzo mocno, pół metra nad poprzeczką.
  • 25' Teraz bardzo nieudany strzał Mili, ale łatwość z jaką rozgrywa piłkę Śląsk na naszej połowie jest porażająca. Gra przypomina pierwszą połowę z meczu Pucharu Polski między oibiema drużynami.
  • 28' Kolejna centra Milia z rzutu wolnego. Gikiewicz wygrywa walkę o piłkę, główkuje bardzo niecelnie.
  • 33' Wreszcie jakiś rzut wolny dla Wisły na połowie Śląska. Faulowany Kosowski.
  • 33' Było blisko! Dalekie podanie ze stojącej piłki od Kosowskiego, piłka przeszła kilka linii Śląska, znalazła się w polu bramkowym i mało brakowało, by ktoś ją wcisnął do bramki R. Gikiewicza.
  • 35' Wypad Sikorskiego, niecelny jego strzał sprzed narożnika pola karnego Śląska.
  • 37' Walka Mili z Chrapkiem, faul tego drugiego..? Wątpliwy i jeszcze kartka? Przesada...
  • 37' Kartkę dostał jeszcze zbyt gorliwie broniącego kolegi Burliga.
  • 45' Totalna rozbiórka obrony Wisły, rozklepani absolutnie. Mila do Ćwielonga, ten wypchnięty do tyłu, zagrywa do wbiegającego Mili na skrzydło, Mila z pierwszej do środka, gdzie Gikiewicz przykłada nogę i jest 2:0!
  • 45' Miśkiewicz blokuje centrę nogami i... koniec pierwszej połowy.

Śląsk dowodzi, dlaczego wciąż ma szansę na miejsce pucharowe (pomijając kwestie licencyjne). Wisła oddała niby sześć strzałów, ale tylko jeden celny. Śląsk 9 / 3.

- Atak, tylko to nam pozostaje - mówi Cezary Wilk w przerwie...

  • 46' Rozpoczęła się druga połowa.
  • 47' Ostra centra Kosowskiego w pole karne Śląska, radzą sobie wrocławianie.
  • 48' Faul na Grodzickim Sikorskiego i żółta kartka. Mogło być więcej...
  • 50' Zaostrzyła się gra, teraz ostro kosi Socha.
  • 53' Sarki mija Patejuka na skrzydle, ale na Kokoszce się zatrzymał.
  • 54' Atak Boguskiego, wypuścił sobie piłkę i sfaulował obrońcę Śląska. Kontra i...
  • 55' ...trzeci gol Śląska! Ależ składnie, zagranie do Ćwielonga na prawym skrzydle, "Pepe" podaje idealnym łukiem pomiędzy Chaveza a Miśkiewicza, Gikiewicz dokłada nogę, a piłka ląduje w okienku bramki Wisły!
  • 60' Ależ przyłożył Kosowski! Odzyskał piłkę, podciągnął 10 metrów, uderzył potężnie prostym podbiciem, tuż nad bramką.
  • 61' Garguła i Genkow za Chrapka i Sikorskiego.
  • 61' Sarki bliski dojścia do główki po centrze z rogu.
  • 64' R. Gikiewicz uprzedził Genkowa skaczącego do piłki zagrywanej przez Boguskiego.
  • 70' Zaskakująca wrzutka Mili do Grodzickiego, ale Miśkiewicz wyczuł intencję podającego. Inna rzecz, że podanie nie było najdokładniejsze.
  • 71' Stevanović zamykał wślizgiem centrę z rzutu rożnego, nie sięgnął piłki.
  • 75' Genkow wykłada na 15. metr do Kosowskiego, który uderzył po ziemi, po dłuższym słupku. Gikiewicz instynktownie trąca piłkę na róg.
  • 81' Wybieg Miśkiewicza uprzedza Ł. Gikiewicza.
  • 82' Ćwielong sam przed Miśkiewiczem, uderzył na siłę, bramkarz Wisły zblokował!
  • 84' Szansa na honorowego gola dla Wisły, Garguła prostopadle na prawym skrzydle do Sarkiego, ten dobrze do Genkowa, obrót z piłką, strzał... Gikiewicz.
  • 84' Miśkiewicz wygrywa pojedynek "sam na sam" z Kowalczykiem. Jeszcze ponowienie akcji, niecelna główka Gikiewicza.
  • 85' Ostatnia zmiana w Wiśle, Iliev za Boguskiego.
  • 86' Dwa gole zdobył dziś Łukasz Gikiewicz. Trzeciego nie zdobędzie, bo zmienia go właśnie Więzik.
  • 88' Niecelnie strzela Kowalczyk z dystansu.
  • 90+1' Mouloungui zmienił Patejuka.

Koniec meczu. Po raz kolejny piłkarze Wisły udowodnili, że nie zasługują by grać w Wiśle, o jakichkolwiek pucharach nie wspominając.


Źródło: wislakrakow.com

Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Tomasz Kulawik po wysokiej porażce ze Śląskiem

- Dużo straciliśmy tą pierwszą bramką. Przy złym wyprowadzeniu piłki, później przegrana pozycja przez Pawła Stolarskiego dała stratę gola i nerwowość w tyle. Później zaczęły się niepotrzebne błędy, straty piłek przy wyprowadzeniu, gdzie nerwowość wdarła się od tyłu - Pawłowi i Alanowi - więc to my sami nakręcaliśmy Śląsk przez złe wyprowadzanie piłki i przez bojaźń. To spowodowało, że Śląsk się rozkręcał, a myśmy źle wyglądali - mówił po porażce we Wrocławiu, Tomasz Kulawik.

- Bramki padły przez nasze głupie błędy. Paweł przegrał pozycję z zawodnikiem Śląska, a później to my mamy pod szesnastką piłkę, tracimy ją, idzie kontra i dostajemy z tego bramkę. To są zagrania, takie jakby niektórzy mieli juniorskie nawyki, które trzeba eliminować. Oni muszą uczyć się na błędach i taka jest prawda, że błędy muszą być korygowane. Ci zawodnicy popełnili dziś błędy, ale będą wyciągać z tego wnioski, mają czas, aby się nauczyć. Wszyscy popełniają błędy, ale najważniejsze jest, aby wyjść z tego umiejętnie i aby potrafić wyciągnąć konsekwencje i dwa żeby wyciągnąć z tego wnioski - dodał.

Kulawik nie chciał - zapytany o to - odnosić się do tego co czeka Wisłę i jego samego - w nowym sezonie.

- Chcemy skończyć teraz tę rundę i jak najlepiej grać w piłkę. Chcemy także wprowadzać jak najwięcej młodzieży, żeby mieli czas na popełnianie błędów, aby później, w kolejnym sezonie, robili ich coraz mniej. Później zobaczymy co będzie. Życie jest przewrotne, zobaczymy co pokaże - zakończył trener Wisły Kraków.

Źródło: Canal+

Stanislav Levý: - Zagraliśmy bardzo dobry mecz

- Pomogła nam szybka pierwsza bramka, nabraliśmy pewności siebie. Zagraliśmy bardzo dobry mecz - powiedział po wysokiej wygranej z Wisłą, trener Śląska Wrocław, Stanislav Levý.

- Graliśmy bardzo dobrze, Wiśle po tych straconych bramkach grało się bardzo trudno, bo dostała bramkę zaraz na samym początku oraz krótko przed przerwą i było Wiśle naprawdę trudno coś tutaj zrobić - dodał czeski opiekun Śląska.

Warto wspomnieć, że kilka dni temu - umowa Czecha ze Śląskiem została przedłużona, a on sam nie ukrywał z tego powodu zadowolenia.

- Cieszę się, że przedłużyłem kontrakt ze Śląskiem, zresztą była w nim opcja odnośnie przedłużenia umowy. Cieszę się z okazanego mi zaufania, który klub mi dał - zakończył Levý.

Źródło: Canal+

Źródło: wislaportal.pl

Pomeczowe wypowiedzi zawodników

Kamil Kosowski: - Na myśl nasuwają mi się jedynie same gorzkie słowa

- Zdarzało się już kilka razy w tym roku widzieć mi taką właśnie Wisłę. Niestety, jak słaby mecz, to zawsze Kosowski do tablicy - powiedział po fatalnym meczu Wisły we Wrocławiu, przed kamerami stacji Canal+, Kamil Kosowski, który akurat jako jeden z nielicznych wyróżniał się pozytywnie w naszym zespole.

I to zostało mu przez dziennikarza stacji przypomniane. "Gdyby Wisła miała takich Kosowskich 6-7, to dziś wcale nie musiała przegrać, a wręcz przeciwnie" - usłyszał "Kosa".

- Dziękuję za komplement. Niestety jestem częścią Wisły i mocno to prawdę mówiąc przeżywam. Na myśl nasuwają mi się jedynie same gorzkie słowa. Mogę powiedzieć, żartując i przytaczając słowa pana trenera Levego z poprzedniego tygodnia, że to są "pozoranty". Tak jak on powiedział. Jedyne co przychodzi mi na myśl, to jest to, żeby młodzi zawodnicy, którzy zostali już w mediach wykreowani na jakieś tam gwiazdy, naprawdę wszyscy muszą uderzyć się w pierś i muszą zdać sobie sprawę, że na koszulce mają Białą Gwiazdę i muszą się porządnie zastanowić co chcą robić w swoim życiu i przyłożyć się do tego, bo na boisku tak to nie może wyglądać - przyznał Kosowski.

- Nie chcę absolutnie, żeby ktoś mnie źle odebrał. Ja z młodymi piłkarzami zawsze dobrze żyłem i zawsze służę pomocą, ale to jest tylko i wyłącznie dla ich dobra i jeśli Wy możecie, to proszę dajcie im zagrać kilka tych dobrych spotkań, żeby można ich było najpierw nazwać piłkarzami, a dopiero później ewentualnie gwiazdami - zakończył "Kosa".

Źródło: Canal+

Źródło: wislaportal.pl

Miśkiewicz: Jeśli się nie strzela goli, to z czym do ludzi

Data publikacji: 19-05-2013 23:26


Sergei Pareiko wrócił już do kadry Wisły Kraków po przebytym urazie, ale w meczu ze Śląskiem Wrocław miejsce między słupkami bramki Białej Gwiazdy zajął ponownie Michał Miśkiewicz. Golkiper nie krył po przegranej potyczce swojego rozgoryczenia. „Można tracić bramki, ale jak się ich nie strzela, to mówiąc potocznie, z czym do ludzi” – stwierdził.

„Przed meczem ustalaliśmy, że nie damy się zaskoczyć i wejdziemy na murawę w pełni skoncentrowani. A tutaj i na początku, i przed zejściem do szatni straciliśmy bramki. Tym sposobem przegraliśmy 0:3. Co tu więcej mówić” – wyraził swoją opinię bramkarz Wisły.

Pierwsza bramka dla Śląska padła po błędach młodych defensorów drużyny z Krakowa. „Brakowało mi Arka Głowackiego. Bardzo dobrze mi się z nim gra i jestem jego pewien. On potrafi szybko poukładać to co źle funkcjonuje w obronie. Jest w tym doświadczony i ma do tego głowę. Zabrakło też Radka Sobolewskiego, który wszystko „czyści” na przedpolu” – powiedział Miśkiewicz, który dodał, że nie ma jednak pretensji do młodych piłkarzy, bo trudno wymagać od nich takiej gry, jak od doświadczonych zawodników. Bramkarz podkreślił jednak, że drużyna ma problemy w ofensywie. „Można tracić bramki, ale jak się ich nie strzela to, mówiąc potocznie, z czym do ludzi. Myślę też, że w grze ofensywnej brakowało nam Patryka” – zakończył Miśkiewicz.

WAC

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Najlepsze/najgorsze po Śląsku

Wpisany przez Patrycja

sobota, 18 maja 2013 23:01


O takim meczu jak ten we Wrocławiu kibice Wisły najchętniej by zapomnieli. Po tym spotkaniu drużynie Białej Gwiazdy można wytknąć wiele błędów i słabych punktów, nie ma natomiast wątpliwości co do tego, komu należą się pochwały.


Najlepsze: ostry jak Kosa

Kamil Kosowski podczas meczu Śląska z Wisłą był najstarszym zawodnikiem na boisku i zarazem najlepszym z drużyny Białej Gwiazdy. 35-letni zawodnik od pierwszej do ostatniej minuty meczu był zaangażowany, skoncentrowany, biegał, podawał, strzelał i przede wszystkim, starał się. Szkoda, że jako jedyny z całej drużyny. Po zakończeniu spotkania Kosa przed telewizyjnymi kamerami szczerze skomentował postawę swoich młodszych kolegów. Trudno się nie zgodzić z jego słowami, że z niektórych piłkarzy za wcześnie robi się gwiazdy. Gdyby we Wrocławiu w barwach Wisły wystąpiło kilku więcej zawodników z takimi chęciami do gry jak Kamil Kosowski, bez wątpienia mecz wyglądałby inaczej, a kibice nie musieliby po raz kolejny zastanawiać się, za jakie grzechy muszą patrzeć na zawodników występujących w koszulkach z Białą Gwiazdą.


Najgorsze: pozoranci

Po piątkowym spotkaniu przydomek „Pozoranci” piłkarze Śląska Wrocław muszą oddać zawodnikom Wisły Kraków. Oczywiście nie wszyscy z nich zasłużyli na takie miano, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dla części podopiecznych Tomasza Kulawika mecz z WKS-em był tylko kolejnymi 90 minutami dzielącymi ich od wakacji. Być może niektórym piłkarzom brakuje umiejętności, innym kondycji, jeszcze następnym chęci do gry, bo za miesiąc kończy im się kontrakt lub czekają tylko na koniec sezonu, aby zmienić klub. Każdemu może zdarzyć się słabszy mecz, nieudane podanie, zbyt późny powrót, ale takich sytuacji w tym sezonie oglądaliśmy już zbyt dużo. We Wrocławiu oglądaliśmy także pozory taktyki – oczywiście po stronie Wisły. Ile Biała Gwiazda przeprowadziła składnych akcji ofensywnych, ile razy udał jej się atak pozycyjny, w ilu momentach można było odnieść wrażenie, że piłkarze wiedzą, co mają zrobić z piłką? Ciężko było znaleźć takie chwile w trakcie całego meczu przypominającego jedną wielką improwizację, a nie zaplanowane działania. Być może w następnym boju Wisła znów wygra, zawodnicy strzelą bramkę, albo i dwie. Nie zmieni to jednak faktu, iż po raz kolejny będzie to zachowanie pozorów, jakoby na R22 była solidna drużyna, o której wyniki nie musimy się martwić…

Źródło: skwk.pl

Analiza i oceny po Śląsku

Wpisany przez Tomek

poniedziałek, 20 maja 2013 20:50


3:0 z Koroną, czy 0:3 ze Śląskiem? Który wynik lepiej odzwierciedla dzisiejszą Wisłę Kraków? W tym wypadku prawdę powie znane piłkarskie powiedzenie: „Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”.

Stęsknieni za sukcesami, rozpieszczeni przez lata wysokimi zwycięstwami, mieliśmy tydzień temu swoją chwilę radości. Szkoda, że tylko jedną. Jak na cały sezon to całkiem biednie. Biednie, jak biedny aktualnie jest nasz klub. Śląsk Wrocław to obecnie najlepszy wyznacznik tego, ile warci są piłkarze Białej Gwiazdy. Ile razy wydawało się, że może coś jeszcze z tej drużyny będzie i nawiążemy walkę z górną częścią tabeli, to za każdym razem przed Wisłą stawali wrocławianie. Poganiali naszych zawodników po boisku, pobawili się z nimi, wbili parę bramek i brutalnie wskazywali miejsce w szeregu. Taki był właśnie scenariusz piątkowego meczu. Wisła zbierała się do każdej akcji jak kiedyś Maciej Iwański do pressingu. Z ociężałością, niepewnością, jakby wymienienie między sobą kilku szybkich i dokładnych podań było ponad ich siły. A Śląsk zupełnie odwrotnie. Kiedy Mila z kolegami zaczynali operować piłką, to Chavez nie wiedział, czy biec w lewo, czy w prawo. Z oceną gry Honduranina nie kryli się nawet specjalnie jego partnerzy z formacji obronnej, którzy przyznawali po meczu bez ogródek, że zamiast niego, wolą grać obok Arkadiusza Głowackiego. Tylko, że to w żadnym stopniu nie może usprawiedliwiać fatalnego meczu Stolarskiego, Burligi i niewiele lepszego Urygi. Oczywiście, są to młodzi zawodnicy (Stolar i Uryga, nie „Bury”, któremu kiedy Wisła w końcu podziękuje, to wyląduje pewnie na boiskach I ligi), którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z Ekstraklasą i jeszcze nie jeden błąd popełnią, co jest naturalne. Ale przyznać trzeba rację Kamilowi Kosowskiemu, że w sytuacji, w jakiej znalazła się Wisła, ci młodzi muszą na swoje barki dźwigać o wiele więcej, i albo szybko zaczną stanowić filary tej drużyny, albo swoją szansę bezpowrotnie stracą. Kilka lat temu, rywalizacja była na tyle duża, że Uryga ze Stolarskim takiej szansy jak dziś by nie dostali. Ale różnica jest też taka, że dzisiaj wymagania względem nich są dwa razy większe, niż byłyby wtedy.

Wspomniany „Kosa” – emeryt, jak mówi o nim większość kibiców – pokazał, że z tego całego towarzystwa zależy mu najbardziej. I nie tylko na staraniach się kończy, bo jak widać wciąż ma argumenty również czysto piłkarskie. Jeśli Michał Chrapek ma domknąć tę rundę z jednym godnym pochwały występem, to może się spodziewać, że do rozmów o nowym kontrakcie pracownicy klubu usiądą nie z nim, ale 15 lat starszym kolegą z drużyny. Lewoskrzydłowy Wisły wyobrażał sobie pewnie powrót po latach do Białej Gwiazdy podobnie jak Maciej Żurawski. Do zespołu takiego, jaki zostawili, czyli rządzącego na polskich boiskach. Pewnie też niejeden z nas kiedyś widział tych dwóch zawodników po trzydziestce, wchodzących na ostatnie 20-30 minut na podmęczonego rywala, aby przeprowadzić 3-4 akcje w dawnym stylu i dobić przeciwnika. A po meczu zbieranie pochwał i nazwisko wywoływane przez trybuny. Tymczasem przyszło im się zmierzyć z brutalną rzeczywistością. Różnica między nimi jest jednak taka, że „Żuraw” od razu się poddał, ustawił na pozycji zawodnika wypalonego. Wyglądało to trochę tak, jakby się nad sobą rozczulał i nie miał motywacji ani chęci, aby jeszcze dźwignąć ten klub. Z Kosowskim jest zupełnie odwrotnie. Czym gorzej się dzieje, tym bardziej się stara. Czuje odpowiedzialność i nie broni się przed tym, żeby ciągnąć w pojedynkę zespół. Nie taka jednak rola jest mu pisana. Kosowski spokojnie mógłby jeszcze trochę w Wiśle pograć, ale nie takiej Wiśle.

Zmiany personalne w porównaniu z poprzednim meczem to nie tylko Chavez za Głowackiego i Kosowski za Małeckiego. Do składu wrócił Cezary Wilk, który zastąpił Radosława Sobolewskiego. Już na dzień dobry, w drugiej minucie zawalił pierwszą bramkę, a później nie było lepiej. Razem z Chrapkiem nie potrafili przejąć dowodzenia w środku pola, a najwięcej swobody pozostawili temu, o którym było wiadomo, że będzie najgroźniejszy. Sebastian Mila był ojcem wszystkich bramek dla Śląska.

Sarki zaczyna przypominać Maora Meliksona. Też narobił wszystkim nadziei jednym świetnym meczem, a z każdym kolejnym jest coraz gorzej. Tylko, ten „świetny” mecz Sarkiego i tak jest o klasę gorszy niż u Meliksona. Z przodu tradycyjnie już zagraliśmy bez napastnika. Jako „10” ustawiany jest Rafał Boguski i choć wciąż czekamy na tego dawnego „Bogusia”, to trzeba się zastanowić, czy jest jeszcze na co czekać. Choć twarz wciąż młodzieńcza, to na karku już 29 lat. W pamiętnym sezonie za Skorży widzieliśmy w nim nowego Żurawskiego. Minęło 5 lat i w wieku, w którym Żuraw był u szczytu formy, Boguski nie tylko nie zrobił żadnych postępów, ale daleko mu także do dawnego siebie.

Na koniec kilka słów o Michale Miśkiewiczu. O tym, że znów nie potrafi porządnie wykopać piłki nie będziemy zanudzać po raz kolejny. I tak nie ma z tego groźnej sytuacji dla Wisły, a nie jest to nic tak trudnego, czego nie byłby w stanie w najbliższym czasie poprawić. Jednak to, że przegraliśmy ten mecz 3, a nie 5:0, zawdzięczamy tylko i wyłącznie jego interwencjom.

Ciężko jest wytykać błędy taktyczne Tomaszowi Kulawikowi, bo to w końcu on, a nie my jest trenerem i byłym świetnym piłkarzem. Kto jednak w swoim życiu trochę się tych meczów naoglądał ten musi dostrzegać, że Wisły tak zagubionej w obronie i tak bezproduktywnej przy rozegraniu piłki, nie było już bardzo dawno. Pod tym względem lepiej od nas wygląda przynajmniej połowa ligi, co zresztą wykorzystują w bezpośrednich meczach, a modelowy przykład zaprezentował nam w piątek Śląsk.

Poniżej nasze oceny występu poszczególnych zawodników. Nie będziemy uzasadniać, każdej z nich, bo nie widzimy takiej potrzeby. Wszystko zostało napisane wyżej, resztę widzieliście sami na boisku, a podsumowanie tego wszystkiego jest następujące:


Oceny (skala: 1-10, wyjściowa nota: 5):

Michał Miśkiewicz – 5

Paweł Stolarski – 2

Osman Chávez – 3

Alan Uryga – 3

Łukasz Burliga – 2

Emmanuel Sarki – 3

Cezary Wilk – 3

Michał Chrapek – 2

(61’ Łukasz Garguła – 2)

Rafał Boguski – 2

(85’ Ivica Iliev – grał zbyt krótko, by podlegać ocenie)

Kamil Kosowski – 5

Daniel Sikorski – 2

(61’ Cwetan Genkow – 3)

Źródło: skwk.pl

27. kolejka T-Mobile Ekstraklasy - podsumowanie

Wpisany przez Krystian

poniedziałek, 20 maja 2013 20:45


Kiepski hit Ekstraklasy, Pogoń bliższa utrzymania, rewelacyjny Piast znowu zwycięża. Zapraszamy na podsumowanie 27 kolejki T-Mobile Ekstraklasy!


Ruch Chorzów – Pogoń Szczecin 2:3

63’ Janoszka, 82’ Jankowski – 35’ Akahoshi, 42’ Dąbrowski, 71’ Chałas

Sensacja w Chorzowie, tak trzeba traktować porażkę Ruchu na własnym stadionie z Pogonią. Co prawda wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdyby w 2. minucie Janoszka z woleja trafił do siatki zamiast w słupek, ale tak się nie stało i z biegiem mijających minut to Pogoń była zespołem groźniejszym, lepiej grającym piłką i stwarzającym sobie groźne sytuacje. W 35 minucie po japońskiej akcji Murayamy i Akahoshiego ten drugi trafił do siatki i wyprowadził Portowców na prowadzenie. Kolejny cios goście zadali w 42. minucie, kiedy to dośrodkowanie z bocznych rejonów boiska bardzo aktywnego Akahoshiego na bramkę zamienił Dąbrowski. Od początku drugiej połowy Niebiescy ruszyli na Pogoń i za wszelką cenę starali się złapać kontakt. W 63. minucie po bardzo ładnej zespołowej akcji do siatki trafił Janoszka i wydawało się, że kolejne gole dla gospodarzy są tylko kwestią czasu. Nic bardziej mylnego. Po jednym z nielicznych w tym okresie wypadów gości do siatki trafił Chałas i ostatecznie pozbawił Niebieskich marzeń o punktach w tym spotkaniu. Co prawda w 82. minucie Jankowski dał jeszcze kibicom przy Cichej nadzieje, ale do końca spotkania wynik się nie zmienił i Pogoń wywiozła z Chorzowa 3 punkty. 3 punkty, które w kontekście utrzymania się w Ekstraklasie mogą okazać się dla Portowców niezbędne…


Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 3:0

2’ Patejuk, 45’, 55’ Gikiewicz

To, że Śląskowi gra się ostatnio z Wisłą każdy chyba wiedział, ale że będzie to aż tak jednostronne spotkanie mało kto mógł przypuszczać. Śląsk dominował w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła i dał Wiślakom bolesną lekcję futbolu. Wszystko zaczęło się od karygodnego błędu Wilka w środkowej strefie i nieupilnowaniu Patejuka przez Stolarskiego, skrzydłowemu Śląska nie pozostało nic innego jak pokonać Miśkiewicza, który chyba trochę solidniej powinien pilnować „krótkiego” słupka. Pozostała część spotkania to składne akcje Wrocławian, którzy mając wynik mogli pozwolić sobie na więcej luzu i trzeba przyznać, że na ich grę patrzyło się naprawdę z przyjemnością. Po świetnej zespołowej akcji i biernej postawie Wiślaków Gikiewicz wykorzystał świetne podanie Mili i podwyższył na 2:0. Nie inaczej było w 55 minucie, kiedy to po raz kolejny Gikiewicz skierował piłkę do siatki, tym razem wykorzystując podanie Ćwielonga. Wisła poza strzałami z dystansu i nielicznymi dobrze egzekwowanymi stałymi fragmentami gry nie była w stanie zagrozić Śląskowi i jak najbardziej zasłużenie do Krakowa musiała wracać bez punktów oraz z myślą, że te 90 minut było dla jej kibiców prawdziwą katorgą. „W pizdu, co za sezon” – mógłby po raz kolejny rzec Cezary Wilk.


Legia Warszawa – Lech Poznań 1:0

86’ Vrdoljak (k)

Miał być wielki hit, a jak zwykle w tego typu spotkaniach wyszedł jeden wielki…kit. Legia niby próbowała, ale nie potrafiła poradzić sobie z dobrze zorganizowaną grą obronną Kolejorza. Lech nie próbował, ograniczając się do przeszkadzania Legii i nielicznych chaotycznych kontratakach. Jedyną groźną okazję w pierwszej połowie zmarnował Kucharczyk i po beznadziejnych 45 minutach na tablicy wyników widniało 0:0. W drugiej połowie Lech starał się przesunąć grę bliżej bramki Kuciaka, czego efektem była dobra okazja Murawskiego, ale piłkę po jego strzale głową wybił z linii bramkowej Jędrzejczyk. Ogółem wiało nudą, nawet walki wielkiej w tym spotkaniu nie było. Typowy mecz na 0:0, który pewnie tak by się skończył, gdyby nie… Mariusz Rumak. Trener poznaniaków postanowił zabawić się w Guardiolę, Mourinho czy innego Kloppa i postanowił „namieszać” w ustawieniu swojego zespołu. Wprowadzając Linettego za Wołąkiewicza zaburzył harmonię w linii defensywnej Lecha, czego efektem sytuacja z 85. minuty, w której błąd w ustawieniu Możdżenia wykorzystał Kosecki i pognał w kierunku bramki Kotorowskiego. Spóźniony pomocnik Lecha wykonał wślizg, czego efektem była czerwona kartka i rzut karny dla Legii wykorzystany przez Vrdoljaka. Legia wygrała i na 99% może cieszyć się z mistrzowskiego tytułu…


Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 1:2

41’ Demjan – 56’ Konieczny (sam.), 80’ Robak

Drugi raz z rzędu Podbeskidzie prowadziło do przerwy i ostatecznie meczu nie wygrało. Tym razem lepszy od Bielszczan okazał się Piast i sytuacja podopiecznych Czesława Michniewicza stała się dramatyczna. Po golu Demjana gospodarze prowadzili 1:0, ale w drugiej połowie Piast był zespołem zdecydowanie lepszym i zasłużenie wygrał 2:1. W 56. minucie po indywidualnej akcji Cicmana piłkę do własnej siatki skierował Konieczny, a w 80 .minucie Robak „przełożył” w polu karnym Pietrasiaka i huknął nie do obrony z lewej nogi. Puchary dla Piasta coraz bliżej…


Górnik Zabrze – Polonia Warszawa 0:4

9’ Przybecki, 67’ Kiełb, 84’ Gołębiewski, 89’ Gołębiewski

Tego co wydarzyło się w Zabrzu chyba nie da się na trzeźwo zrozumieć i wytłumaczyć. Walczący o europejskie puchary Górnik został przez Polonię zdemolowany, wdeptany w ziemię, pozbawiony wiary we własne umiejętności. „Przegraliśmy jak frajerzy” – powiedział po spotkaniu kapitan Zabrzan – Adam Danch i nie sposób się z młodym defensorem Górnika nie zgodzić. W 9. minucie swoją wielką szybkość pokazał Przybecki i wykorzystał podanie z głębi pola. W 67. minucie znowu o sobie dała znać szybkość Przybeckiego, który zgubił obrońcę i wyłożył piłkę jak na tacy Kiełbowi, który pewnie wykończył akcję i podwyższył na 2:0. W końcówce dwa gole strzelił Gołębiewski i pogrom Górnika stał się faktem. A Polonia wygrała drugie spotkanie z rzędu i wydaje się, że do ostatniej kolejki będzie liczyć się w walce o europejskie puchary…


GKS Bełchatów – Zagłębie Lubin 3:2

8’ Mak (k), 14’ Sawala, 69’ Madej – 2’ Woźniak, 36’ Papadopoulos

Zgodnie z przewidywaniami GKS Bełchatów wygrał z Zagłębiem Lubin i nadal walczy o ekstraklasowy byt. Spotkanie lepiej ułożyło się dla gości, gdyż już w 2. minucie sprytnym strzałem Woźniak dał Lubinianom prowadzenie. Kilka minut później Cotra zagrał piłkę ręką w polu karnym i sędzia Siejewicz bez chwili namysłu podyktował „jedenastkę” dla gospodarzy, którą pewnie na bramkę zamienił Mateusz Mak. Piłkarze obu drużyn nie zwalniali tempa i w 14. minucie za sprawą Sawali Bełchatowianie wyszli na prowadzenie. Niestety dla kibiców GKS-u jeszcze przed przerwą wyrównał Papadopoulos, wykańczając akcję Woźniaka, który wykorzystał fatalne zachowanie Michalskiego. Młody defensor Bełchatowa był chyba bardzo zestresowany, gdyż na trybunach jak głoszą plotki pojawili się wysłannicy angielskiego Liverpoolu, którzy mieli obserwować właśnie jego. Po przerwie działo się już zdecydowanie mniej, a decydujący cios zadali gospodarze. Niemrawo z dystansu uderzał Wacławczyk, ale piłka na tyle szczęśliwie odbiła się od Madeja, że interweniujący Gliwa niewiele mógł zrobić. W samej końcówce fenomenalną interwencją popisał się bramkarz gospodarzy – Zubas, którego parada zapewniła Bełchatowowi 3 punkty. Punkty, które mogą utrzymać ekstraklasowy byt…


Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 5:0

3’, 35’ Golański, 38’ Lenartowski, 54’ Janota, 61’ Stano

Nie mają dobrej passy piłkarze z Białegostoku, ale trzeba przyznać, że szczęścia również nie mają. Strzał życia wyszedł Golańskiemu i od 3. minuty Jaga była na debecie. Mógł odpowiedzieć Kupisz, ale jego fenomenalne uderzenie zatrzymało się na poprzeczce. W 30 minucie miała miejsce sytuacja, która zaważyła na wyniku spotkania. Słowik sfaulował w polu karnym Korzyma, sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, a bramkarza gości wysłał pod prysznic. Niestety w całej tej sytuacji wielkim poszkodowanym został Korzym, który z otwartym złamaniem nogi udał się do szpitala. Późniejsze boiskowe wydarzenia to już pochodne sytuacji z 30 minuty. Do siatki trafiali kolejno: Golański, Lenartowski, Janota i Stano i soczysty wpierdol Jagi stał się faktem. Dni trenera Hajty wydają się być policzone…


Widzew Łódź – Lechia Gdańsk 1:2

35’ Broź (k) – 67’ Duda, 75’ Machaj

Trenerski nos Bobo Kaczmarka zapewnił Lechii zwycięstwo w Łodzi. Tak można by najprościej streścić to co wydarzyło się na stadionie Widzewa. Gospodarze po trafieniu Brozia z rzutu karnego podyktowanego za zagranie ręką prowadzili 1:0 do przerwy. Po przerwie trener Lechii wprowadził do gry Dudę i Machaja, a zawodnicy odwdzięczyli się w najlepszy możliwy sposób. W 67. minucie Duda w swoim pierwszym kontakcie z piłką pokonał Mielcarza i doprowadził do remisu. Szalę zwycięstwa na korzyść Lechii przechylił Machaj, który nie dał szans bramkarzowi Widzewa szans strzałem zza pola karnego. Lechia wywozi z Łodzi 3 punkty i o ligowy byt może już być spokojna.

Źródło: skwk.pl


Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 2012/2013

Galeria kibicowska: