2014.12.07 Wisła Kraków - Lech Poznań 1:2

Z Historia Wisły

2014.12.07, Ekstraklasa, 18. kolejka, Kraków, Stadion miejski im. Henryka Reymana, 18:00, niedziela, 2°C
Wisła Kraków 1:2 (1:0) Lech Poznań
widzów: 17.263
sędzia: Bartosz Frankowski z Torunia
Bramki
Łukasz Garguła 9’


1:0
1:1
1:2

54’ Tomasz Kędziora
84’ Zaur Sadajew 84
Wisła Kraków
4-1-4-1
Michał Buchalik
Łukasz Burliga
Arkadiusz Głowacki
Grafika:Zk.jpg Richard Guzmics
Maciej Sadlok
Grafika:Zk.jpg Dariusz Dudka
Grafika:Zk.jpg Emmanuel Sarki Grafika:Zmiana.PNG (73’ Mariusz Stępiński)
Semir Stilić
Rafał Boguski
Grafika:Cz.jpg 60’ Wilde-Donald Guerrier
Paweł Brożek

trener: Franciszek Smuda
Lech Poznań
4-1-3-2
Jasmin Burić
Tomasz Kędziora Grafika:Zmiana.PNG (70’ Hubert Wołąkiewicz)
Paulus Arajuuri
Marcin Kamiński
Luis Henriquez
Łukasz Trałka Grafika:Zk.jpg
Darko Jevtić
Karol Linetty Grafika:Zk.jpg
Szymon Pawłowski Grafika:Zmiana.PNG (89’ Barry Douglas)
Kasper Hamalainen
Dariusz Formella Grafika:Zmiana.PNG (70’ Zaur Sadajew Grafika:Zk.jpg)

trener: Maciej Skorża
Strzały: 7-10 (2-3)
Strzały celne: 3-6 (1-2)
Strzały niecelne: 2-3 (1-1)
Strzały zablokowane: 2-1 (0-0)
Słupki/poprzeczki: 0-0
Posiadanie piłki (w %): 39-61 (40-60)
Faule: 12-21 (5-10)
Dośrodkowania: 14-12 (9-8)
Rzuty rożne: 6-6 (3-2)
Spalone: 1-3 (0-1)
Żółte kartki: 3-3 (2-0)
Czerwone kartki: 1-0 (0-0)

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy.
Bilet meczowy.
[Foto: A. Koprowski/ wisla.krakow.pl]

[Foto: A. Koprowski/ wisla.krakow.pl]
[Foto: R. Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: R. Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: R. Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: R. Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: W. Barczewski/wislakrakow.com]

[Foto: W. Barczewski/wislakrakow.com]
[Foto: M. Pirga/www.wislaportal.pl]

[Foto: M. Pirga/www.wislaportal.pl]
[Foto: R. Bełżek/wislakrakow.com]

[Foto: R. Bełżek/wislakrakow.com]
[Foto: M. Pirga/www.wislaportal.pl]

[Foto: M. Pirga/www.wislaportal.pl]


Spis treści

Przed pierwszym gwizdkiem

Nie możemy podejść do tego meczu jak do niektórych innych

5. grudnia 2014, Niedzielny mecz Wisły z Lechem to potyczka dwóch utytułowanych polskich trenerów: Franciszka Smudy i Macieja Skorży. Obaj zresztą prowadzili wcześniej drużyny swoich najbliższych rywali.


Skorża był trenerem Wisły w latach 2007-2010 i dwukrotnie zdobywał z naszym klubem mistrzostwo Polski. Smuda natomiast prowadził "Kolejorza" w latach 2006-2009. "Majstra" w Poznaniu nie zdobył, jedynym trofeum był Puchar Polski i trzecie miejsce w ekstraklasie w 2009 roku, ale też niezłe wyniki w Pucharze UEFA w tym samym sezonie.

- Bardzo fajna przygoda - mówi o swojej pracy w Poznaniu Smuda. - Dreszczyk przed meczem? Jestem człowiekiem z doświadczeniem, więc nie myślę o tym. Raz pracuje się tam, raz tu i teraz myślę tylko o tym byśmy to my znów się liczyli i w kraju, i w Europie.

Był taki moment, że między oboma szkoleniowcami doszło do nieporozumień, ale ostatnio obaj mają dobry kontakt. Po zwolnieniu Smudy z funkcji selekcjonera reprezentacji Polski mówiło się, że to Skorża będzie jego następcą. Smuda zadzwonił nawet do Skorży gratulując mu nowego wyzwania, później jednak okazało się, że kadrę przejął Waldemar Fornalik. - Rzeczywiście dużo się mówiło, że on przejmie reprezentację, ale jednak tak się nie stało - przypomina obecny trener Wisły.

Jak według Franciszka Smudy radzi sobie Maciej Skorża, który w Poznaniu został zatrudniony na przełomie sierpnia i września tego roku? - Trzy miesiące to jeszcze za krótko, żeby to ocenić. On też tak uważa? Czyli się zgadzamy - krótko odparł szkoleniowiec Wisły.

Samego Skorży, jako trenera, Franciszek Smuda nie chce oceniać. - Nie wypowiadałem się jeszcze na temat umiejętności żadnego trenera. Nie interesuje mnie to. Mnie interesuje mój zespół. Ostatnio powiedziałem o trenerze Piasta bo to sympatyczny gość, podoba mi się jego zaangażowanie i na ten temat mogę się wypowiedzieć. Natomiast co do pracy, to do nikogo nic nie mam, a też nie znam jego pracy, bo mnie nie trenował.

Lech jest drużyną, która lubi rozpocząć mecz agresywnie i odważnie w ataku, spychając przeciwnika do obrony. - Oni zawsze mają taki początek meczu i jesteśmy na to przygotowani - zwraca uwagę trener Smuda. - Jednak każdy zespół jest inny i inaczej Lech grał z Piastem, a inaczej zagra z nami. My inaczej zagramy z nimi niż z innymi zespołami, bo wiem, że nie możemy podejść do tego meczu tak jak do niektórych innych, jak choćby na Kielcach, gdy wydawało nam się, że będzie łatwy mecz do wygrania. Lech to przeciwnik bardzo trudny i bardzo trudne spotkanie dla nas.

Wisła poprzedni mecz w Poznaniu wygrała, rozgrywając efektowną pierwszą połowę. Lech co prawda wyrównał stan meczu na 2:2, ale z trzema punktami do Krakowa wracała Wisła po golu Guerriera. - Spróbujemy rozegrać jak najlepsze spotkanie. W Poznaniu do przerwy zagraliśmy tak, że można było po 45 minutach zejść i powiedzieć "piątka jest, dziękuję". Ale niestety nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji, trzeba było grać do końca i jeszcze trzęśliśmy się, żeby wygrać ten mecz. Ale się wygrało - powiedział Franciszek Smuda.


wislakrakow.com (redakcja)


Źródło: wislakrakow.com

Stwórzmy RAZEM niezapomniane widowisko!

Data publikacji: 04-12-2014 13:10


Szlagier, hit kolejki, spotkanie na szczycie - na wiele sposobów można opisać zbliżający się mecz Wisły z Lechem, lecz żadne słowa nie oddadzą emocji, jakie czekają piłkarskich kibiców w niedzielny wieczór na trybunach przy Reymonta.

W spotkaniach takich, jak to najbliższe, poziom adrenaliny zawodników i fanów rywalizujących drużyn przekracza normy. Mobilizacja i koncentracja trwa już na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Każdy zawodnik znajdujący się na boisku nie tylko chce, ale musi walczyć do ostatniej minuty meczu.

Aby osiągnąć najważniejszy cel, a więc wygraną i satysfakcję, że zrobiliśmy wszystko, pomóc musicie WY - 12 zawodnik Białej Gwiazdy. Niech również WAM udzielą się piłkarskie emocje, które doprowadzą do tłumnego przybycia na stadion przy Reymonta 22. Emocje, które skłaniają do gorącego dopingu, dodającego tyle sił i mocy, że niemożliwe staje się możliwe.

Stwórzmy RAZEM niezapomniane widowisko, o którym jeszcze długo będzie się mówić w piłkarskiej Polsce!

Do zobaczenia przy R22! Biała Gwiazda to także WY! Niech w niedzielny wieczór świeci blaskiem krakowskiej piłki na murawie i nieustającym dopingiem na wszystkich trybunach!

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

Źródło: wisla.krakow.pl

Wszyscy na Lecha!

Data publikacji: 07-12-2014 10:55


Pierwsza część rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy nieuchronnie zbliża się ku końcowi. Jednak nim na stadionie przy ulicy Reymonta zabrzmi ostatni gwizdek w tym roku, a trybuny opustoszeją, oczekując wiosny, piłkarze Białej Gwiazdy rozegrają jeszcze jeden mecz.

Spotkanie, które rozpocznie się za kilka godzin, śmiało można określić mianem hitu 18. kolejki Ekstraklasy. Przed nami mecz pomiędzy Wisłą Kraków i Lechem Poznań!

Pojedynki tych zespołów to łącznie 67 lat historii polskiej piłki nożnej. Jeśli uwzględnimy wszystkie możliwe rozgrywki, to jedenastki Wisły i Lecha stawały naprzeciw siebie już 114 razy. Rywalizacja zaczęła się 27 kwietnia 1947 roku w Poznaniu podczas meczu rozgrywanego w ramach eliminacji mistrzostw Polski. Biała Gwiazda mająca w swoich szeregach takich piłkarzy, jak Jerzy Jurowicz, Artur Woźniak, Mieczysław Gracz czy Józef Kohut, zwyciężyła 1:0 po bramce tego ostatniego. Warto dodać, że w barwach gospodarzy zagrał późniejszy trzykrotny król strzelców Ekstraklasy i legenda „Kolejorza” czyli Teodor Anioła.

Najczęściej Wisła i Lech spotykały się oczywiście na boiskach najwyższej polskiej ligi. W ciągu tych 67 lat uzbierało się dokładnie 97 spotkań, z których krakowianie wygrali 38, poznaniacy 36, a 23 mecze zakończyły się podziałem punktów. Statystyka ta pokazuje, jak bardzo zacięte były pojedynki pomiędzy Wisłą i Lechem, choć kilkukrotnie udało się wiślakom zdominować rywala i wygrać zdecydowanie. Na przykład: 30 maja 1976 roku krakowianie przed własną publicznością pokonali Lecha aż 8:0, a pięć bramek w tym meczu zdobył Kazimierz Kmiecik. Trzy lata później, również w Krakowie, Wisła pokonała swoich gości 5:1, a hattricka zdobył… Kazimierz Kmiecik. Na początku czerwca 1983 roku Kmiecika już w pod Wawelem nie było, ale w spotkaniu przeciwko Lechowi wyręczył go Zdzisław Kapka, który zdobywając w drugiej połowie meczu klasycznego hattricka, ustalił wynik na 6:0 dla Białej Gwiazdy. Pod koniec września 2005 roku swoich starszych kolegów z ataku godnie zastąpił Paweł Brożek, który również strzelając trzy bramki Lechowi, pomógł swojej drużynie wygrać 5:1.

Wszystkie wspomniane spotkania zostały rozegrane na stadionie przy ulicy Reymonta, gdzie zespołowi z Poznania nigdy nie jest łatwo. Na 48 meczów, w których gospodarzem była Biała Gwiazda, wygrała 27, przegrała 8, a zremisowała 13. Ostatnie spotkanie obydwu drużyn w Krakowie, rozegrane 25 sierpnia 2013 roku, zakończyło się pewnym i zasłużonym zwycięstwem gospodarzy. Wiślacy w pięknym stylu po bramkach Pawła Brożka i Łukasza Garguły wygrali 2:0.

Również za Wisłą przemawia bilans bramkowy. W 97 spotkaniach rozegranych w Ekstraklasie piłkarze Białej Gwiazdy zdobyli przeciwko Lechowi 141 bramek, tracąc ich przy tym 124. Najskuteczniejszym wiślakiem w meczach przeciwko drużynie z Poznania wciąż jest nie kto inny jak Kazimierz Kmiecik, który 11 razy zdołał umieścić piłkę w bramce „Kolejorza”. Zaraz za jego plecami znajduje się Paweł Brożek, który ma tylko jedno trafienie mniej.

Wisła i Lech miały już okazję zmierzyć się w tym sezonie. W niezwykle emocjonującym meczu rozegranym w ramach 3. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Biała Gwiazda ograła gospodarzy 3:2. Najpierw dwoma szybko zdobytymi bramkami popisał się Łukasz Garguła, dla którego był to setny mecz w Ekstraklasie z białą gwiazdą na piersi. Po przerwie Lech zdołał wyrównać, ale na trzy minuty przed końcem zwycięstwo Wiśle zapewnił Donald Guerrier, zdobywając bramkę na 3:2.

W poprzedniej kolejce Lech przed własna publicznością wygrał 3:0 z Górnikiem Zabrze i zajmuje obecnie 8. pozycję w tabeli. Wisła natomiast bezbramkowo zremisowała w Gliwicach z Piastem i plasuje się na miejscu trzecim.

Dzisiejsze spotkanie zapowiada się niezwykle emocjonująco. Stawką meczu będą nie tylko trzy punkty, ale i prestiż, dlatego walki na boisku na pewno nie zabraknie. Takarywalizacja wymaga też odpowiedniej oprawy na trybunach, dlatego każdy kto ma Wisłę w sercu, musi pojawić się dziś na stadionie przy ulicy Reymonta. Razem damy radę, razem możemy wygrać coś więcej niż mecz!

Początek pojedynku pomiędzy Wisłą Kraków a Lechem Poznań o godzinie 18.00. Zapraszamy na R22!

MH

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Smuda: Rozegramy bardzo dobre spotkanie

Data publikacji: 05-12-2014 10:55


W najbliższą niedzielę podopieczni trenera Franciszka Smudy wybiegną na murawę stadionu przy Reymonta 22, aby zmierzyć się w szlagierowym pojedynku z poznańskim Lechem.

Przeciwko Kolejorzowi nie zagra Alan Uryga, który pauzuje z powodu żółtych kartek. „Po wczorajszym treningu nikt nie wypadł z kadry” –poinformował szkoleniowiec Wisły. „Nie ma znaków zapytania. Widzicie sami, że gramy jednym i tym samym składem. Jedynie „Dudi” był przesuwany, a tak to jest podobnie, jak ubiegłej jesieni” – dodał.

Czy Wisła ma receptę na zespół z Poznania? „Lech zawsze ma mocny początek, na to jesteśmy przygotowani. Każdy zespół jest jednak inny. Inaczej Lech grał z Piastem, a inaczej będzie grał z nami. Wiemy, że nie możemy podchodzić do tego meczu, jak do niektórych, np. w Kielcach. Myśleliśmy, że łatwo wygramy, a spotkanie pokazało co innego. Lech to bardzo trudny przeciwnik, więc będzie ciężko. Spróbujemy rozegrać bardzo dobre spotkanie” – zapewnił.

Szkoleniowiec Białej Gwiazdy ma za sobą trenerski epizod z Kolejorzem. Jak wspomina czas spędzony w Wielkopolsce? „To była bardzo fajna przygoda. Doświadczony człowiek nie myśli już o tym. Pracuję tutaj i daję się z siebie wszystko, abyśmy powalczyli w kraju i w Europie” – powiedział.

Po przeciwnej stronie barykady na ławce trenerskiej zasiądzie z kolei szkoleniowiec związany niegdyś z Wisłą – Maciej Skorża. „Nigdy nie wypowiadałem się, co do jego umiejętności, chociaż mam z nim dobry kontakt. Mnie interesuje mój zespół. Mogę powiedzieć coś na temat charakteru trenera Piasta, bo jest fajnym człowiekiem, ale niczyjej pracy nie oceniam” – dodał.

Opiekun Wiślaków wyraził nadzieję na liczne przybycie sympatyków futbolu, którzy będą wspierać jego piłkarzy w starciu z Lechem Poznań. „Wierzę w kibiców. Nasz zespół nie gra źle w piłkę, jest na czym oko zawiesić. Mam nadzieję, że fani przyjdą w niedzielę” – kontynuował.

Dziennikarzy interesowała także kwestia młodych graczy, którzy wchodzą do pierwszego zespołu Wisły. „Niektórzy powinni dostać się do I ligi, jak zrobił to Chrapek, i tam pograć sezon. Oni muszą się wykazać, aby wracając do Krakowa, wejść do zespołu. Na razie tym graczem, który może z dnia na dzień uzupełnić pierwszą drużynę , jest Piotr Żemło. Będę rozmawiał jednak z każdym i zaproponuję im jakąś drogę” – zakończył trener Franciszek Smuda.

K. Kawula

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Hit za 5 punktów: Wisła – Lech

W niedzielę piłkarze Wisły Kraków pożegnają się w tym roku ze swoim stadionem w hitowym meczu z Lechem Poznań, który elektryzuje całą piłkarską Polskę. Franciszek Smuda zapowiada, że jego drużyna pożegna się z krakowską publicznością w bardzo dobry stylu. My liczymy na to, że będzie zarówno styl jak i komplet punktów - czyli w tym przypadku pięć: trzy za mecz i dwa na przyszły sezon.


Po bezbramkowym remisie w Gliwicach na drużynę Smudy spadło trochę krytyki, głównie dotyczącej indolencji pod bramką przeciwnika. Na to z pewnością miała wpływ postawa Semira Stilicia, który zagrał z obolałą nogą i nie był w pełni swojej formy. Teraz Bośniak zagra przeciwko swojemu byłemu klubowi w pełni zdrowy i na pewno będzie chciał zaprezentować się z jak najlepszej strony, co wyjdzie na wielki plus całemu zespołowi.

Trener Smuda zapowiedział, że w meczu z Lechem wystawi dwóch nominalnych skrzydłowych, a więc Emmanuela Sarkiego oraz Donalda Guerriera. Nie wypalił więc eksperyment z Łukaszem Burligą na skrzydle, zresztą nawet, jeśli poszłoby mu na tej pozycji dobrze, musiałby na ten mecz wrócić na swoją stałą pozycję, bowiem za kartki pauzuje Alan Uryga. A jego miejsce zajmie człowiek orkiestra czyli Dariusz Dudka.

Na ławce rezerwowych usiądą między innymi Łukasz Garguła i Mariusz Stępiński. Pierwszy jest w bardzo słabej formie, w zasadzie odkąd przyszedł Semir Stilić „Guła” jakby samoistnie odsunął mu się w cień a szkoda, bo równo rok temu udowadniał on, że ma bardzo duże możliwości. Stępiński natomiast walczy, szarpie, stara się, ale jak dotąd, niewiele z tego wychodzi. Do Brożka mu jeszcze daleko. Bardzo.

Lech Poznań do Krakowa przyjeżdża jako szósta drużyna w tabeli i jest to z pewnością spory zawód dla jego kibiców. Co prawda „Kolejorz” ma tylko 3 punkty straty do drugiej w tabeli Wisły, ale oczekiwania przed tym sezonem były przecież zgoła inne. Katastrofalna postawa w europejskich pucharach i słaba w lidze poskutkowała tym, że z posadą pożegnał się Mariusz Rumak.

Po raz kolejny do Krakowa powróci były trener „Białej Gwiazdy” Maciej Skorża, który zastąpił na stanowisku wspomnianego wyżej Rumaka. Trudno jednak powiedzieć, że gra Lecha po jego przyjściu znacząco się zmieniła. Zespół z Poznania nadal gra nierówno. Mimo iż ma jedną z najlepszych - obok Wisły i Legii - ofensyw w lidze, to kuleje defensywa.

„Kolejorz” ma przede wszystkim olbrzymie problemy z grą na wyjazdach. Na osiem takich spotkań w bieżącym sezonie wygrał tylko jedno, w sierpniu jeszcze za kadencji Mariusz Rumaka. Lech wywiózł wówczas trzy punkty z PGE Areny w Gdańsku. Kolejne mecze to dwie porażki i aż pięć wyników remisowych.

Zespół Macieja Skorży będzie musiał radzić sobie pod Wawelem bez Dawida Kownackiego. Młody i utalentowany piłkarz z Poznania jest ważnym ogniwem swojego zespołu, jednak doznał kontuzji i runda jesienna już się dla niego skończyła. W Krakowie nie zobaczymy także kontuzjowanych Macieja Wilusza i Vojo Ubiparipa. Nie wiadomo także, czy zdolny do gry jest już Karol Linetty, a od dłuższego czasu z zaciśniętymi zębami i kontuzją Achillesa gra Szymon Pawłowski.

Wiślacy będą musieli zwrócić uwagę na Kaspera Hamalainena, który mimo że nie jest napastnikiem, to ma najwięcej bramek w swoim zespole. Co do napastnika – gdy sprzedano Łukasza Teodorczyka, w jego miejsce przyszedł Zaur Sadajew. Piłkarz tykająca bomba, który jedzie na opinii dobrego napastnika, a tymczasem w Polsce daje się on raczej poznać jako nieobliczalny człowiek, który daje się bardzo łatwo prowokować rywalom, a zamiast goli kolekcjonuje kartki. W różnych kolorach.

Dla Wisły mecz z Lechem jest bardzo istotny z kilku powodów. Przede wszystkim liczą się oczywiście trzy punkty, których zdobycie umocni „Białą Gwiazdę” na pozycji wicelidera. Te punkty wywalczyć mogą piłkarze. Dwa punkty mogą wywalczyć natomiast… kibice. Jeśli w niedzielne popołudnie na R22 zjawi się odpowiednio duża liczba kibiców, to wpływy za bilety pozwolą pokryć bieżące zobowiązania klubu, za które został on ukarany odjęciem trzech oczek na starcie nowego sezonu. Wy możecie sprawić, że z -3 zrobi się -1! RAZEM DAMY RADĘ!

Spotkanie poprowadzi pan Bartosz Frankowski z Torunia.

Transmisja meczu w Canal+Sport. Pierwszy gwizdek o 18.00.


wislakrakow.com (sum91)


Źródło: wislakrakow.com

O punkty nie tylko na boisku. Na pożegnanie piłkarskiego roku - gramy z Lechem

To już ostatni piłkarski akord 2014 roku przy Reymonta i to szlagierowy. Na nasz stadion przyjeżdża bowiem Lech Poznań, do tego z naszym byłym trenerem - Maciejem Skorżą - co zapowiada dodatkowe smaczki i podteksty tego spotkania. Mimo nienajlepszej aury liczyć wypada natomiast, że nie zawiodą kibice, bo piłkarze mocno się na tę potyczkę nastawiają.

Z zespołem z Poznania można mieć solidny problem. Naprawdę świetne mecze drużyna ta przeplata bowiem katastrofalnymi - i choć niemal zawsze "Kolejorz" zaczyna z tzw. "wysokiego C", to potem nie jeden raz ekipa ta bynajmniej nie kończy swojego występu - że tak powiem - "po męsku". Tak było choćby niedawno w Gliwicach, a także w Kielcach - by wymienić te dwa niedawne kiepskie wyjazdy poznaniaków. Ale to nie jedyne złe przykłady, bo piłkarze Skorży miewają też kłopoty u siebie, gdzie na własne życzenie zremisowali choćby z Podbeskidziem. Wszystko to sprowadza się natomiast do tego, że główny kontrkandydat Legii do walki o mistrzostwo traci na dziś do warszawiaków aż 12 (!) punktów i nawet mając jedno spotkanie rozegrane mniej - na pewno nie jest to wynik, który fanów z ulicy Bułgarskiej by satysfakcjonował. Nic bowiem nie daje 5-0 z GKS-em Bełchatów, czy 6-2 z Zawiszą, jeśli w czterech meczach listopada zdobywa się zaledwie pięć punktów.

Lech przyjeżdża więc na Reymonta z mocnym nastawieniem dopisania trzech kolejnych oczek, ale taki plan muszą też mieć wiślacy. W końcu jest to ich pożegnanie w tym roku z fanami na R22. Podopieczni Franciszka Smudy zagrają wprawdzie za tydzień jeszcze jedno spotkanie, tyle że odbędzie się ono w Chorzowie.

Czeka nas więc wyjątkowy i bardzo ważny mecz - także z tego powodu, że kiepska sytuacja klubowej kasy wręcz powinna poruszyć kibiców spod znaku "Białej Gwiazdy". Wisła musi bowiem spłacić kolejne stare długi i jeśli nie zrobi tego do końca roku - kolejny sezon rozpoczniemy z aż minus trzema punktami kary! Stąd też nie mogą dziwić apele o jak najliczniejsze wykupywanie biletów, bo właśnie w ten sposób można najprościej pomóc klubowi.

A że przy okazji można będzie zobaczyć ciekawe spotkanie - to już dodatkowy z tego bonus. Można bowiem być więcej niż pewnym, że czeka nas gorące widowisko, które bez wątpienia zrekompensuje kiepską aurę.

Zapraszamy Was więc serdecznie na ten ostatni już w tym roku mecz naszych piłkarzy przy Reymonta! I nie pozostaje nam nic innego jak dodać - do boju Wisełka!


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Brożek: Lech przyjedzie dobrze przygotowany

Data publikacji: 05-12-2014 11:52


W niedzielny wieczór Biała Gwiazda zmierzy się z drużyną Lecha Poznań. Dla Pawła Brożka będzie to szansa na dogonienie Kazimierza Kmiecika w statystykach strzeleckich.

Obecny drugi trener Wisły zdobył w rywalizacji z Lechem 11 goli. Natomiast Paweł Brożek odnotował 10 trafień. „Przeciwko Legii też lubię strzelać, a nie zdobyłem już w pojedynkach z nimi bramki od kilku spotkań. Wcześniej miałem taką serię, że każdy mógł pozazdrościć, dlatego nie wybiegam w przyszłość. Oczywiście chciałbym, żebyśmy odnieśli zwycięstwo, bo napastnika rozlicza się za skuteczność” – mówi Brożek.

W ostatnim meczu obu drużyn, kiedy Wisła wygrała w Poznaniu 3:2, „Brozio” sam mógł strzelić trzy bramki, a nie trafił do siatki rywala ani razu. „Nawet nie trzy, a cztery bramki. Dobrze, że wygraliśmy to spotkanie; byłem zaraz po kontuzji, ale mimo tego moja gra nie wyglądała źle. Natomiast skuteczność była katastrofalna” – wspomina Paweł.

Drużyna Lecha jest sporą niewiadomą w tym sezonie. Kolejorz potrafi rozegrać bardzo dobre spotkania, ale przeplata je słabymi występami. Jak będzie w niedzielę? „Spodziewam się Lecha, jakiego pamiętamy z meczu w Warszawie przeciwko Legii, zespołu, który od razu ruszył do przodu i zagrał dobrą, taktyczną piłkę. Wydaje mi się, że będzie to najcięższe spotkanie przy Reymonta w tej rundzie, mimo że poznaniacy grają w kratkę. Potrafili wygrać wysoko w Bełchatowie, aby potem zremisować z Koroną. To samo pokazał mecz w Gliwicach, gdzie mogli wygrać z Piastem, a ostatecznie przegrali. Jest to zespół, który na razie nie ma stabilizacji formy, zresztą jak chyba wszystkie drużyny w lidze, dlatego liczę, że ich forma nie będzie tak optymalna, jak w meczu z Górnikiem” – ma nadzieję Brożek.

Zawodnik Białej Gwiazdy ocenił również linie defensywy obu zespołów. „Widziałem, że trener Skorża sporo rotował obrońcami. U nas defensywa jest stabilna. Arek Głowacki cały czas jest w wysokiej formie, a i Richard Guzmics, i Maciek Sadlok dobrze wkomponowali się w zespół. Ostatnie dwa mecze pokazały, że zdaje to egzamin, bo nie straciliśmy w nich bramki”.

Dla Franciszka Smudy będzie to spotkanie przeciwko drużynie, którą kiedyś prowadził. To samo dotyczy Macieja Skorży, który w Krakowie pracował ponad dwa lata. „Trener Smuda kiedyś prowadził Lecha, a my specjalnie nie musimy się nawzajem mobilizować, bo to właśnie trener jest od tego,znając go, wiem, że bardzo będzie chciał wygrać to spotkanie. Z trenerem Skorżą „miśka” pewnie przybijemy. Mam miłe wspomnienia związane z nim, zawsze go ceniłem i będę go cenił” – zakończył napastnik.

A. Koprowski Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

Źródło: wisla.krakow.pl

Relacje z meczu

Porażka w domowym pożegnaniu roku. Wisła - Lech 1-2

Na pożegnanie z kibicami w 2014 roku krakowska Wisła przegrała z Lechem Poznań 1-2. Mecz rozpoczął się dla nas bardzo dobrze, bo już w 9. minucie prowadziliśmy po bramce Łukasza Burligi 1-0 i wynik ten utrzymał się do końca pierwszej połowy. Niestety druga nie ułożyła się po naszej myśli. Lech na jej początku wyrównał, a potem z czerwoną kartką wyleciał Wilde-Donald Guerrier. Osłabiona Wisła straciła w końcówce drugą bramkę, którą strzelił nam Zaur Sadajew. To oznacza, że przegrywamy już trzeci raz w tym sezonie u siebie.

W kilku poprzednich spotkaniach poznaniacy mogli pochwalić się tym, że bardzo dobrze rozpoczynali swoje mecze. Często to oni jako pierwsi strzelali bramkę, więc w Krakowie zostali bez wątpienia zaskoczeni. Wprawdzie zaczęli wysoko i ofensywnie, ale w 9. minucie to Wisła cieszyła się z gola! Na lewym skrzydle zamieszał Maciej Sadlok, który dograł do środka, futbolówkę przejął Emmanuel Sarki i tak podał do Łukasza Burligi, że temu pozostało już tylko huknąć pod poprzeczkę! Co też ten uczynił i było 1-0!

Oczywiście strata gola podrażniła piłkarzy Lecha i szybko wyrównać mogli Dariusz Formella lub Tomasz Kędziora, ale ten pierwszy naciskany przez Sadloka - uderzył niecelnie, a drugiego ofiarnie ubiegł Wilde-Donald Guerrier.

Wciąż było więc 1-0 i choć Lech przeważał, to nie miał zbyt wielu pomysłów na ogranie skomasowanej defensywy Wisły. Tym bardziej, że ta radziła sobie nieźle. I tak było aż do 38. minuty, kiedy popełniliśmy w końcu błąd. Futbolówka trafiła do osamotnionego Szymona Pawłowskiego, a ten chyba się tego prezentu nie spodziewał, bo oddał pośpieszny strzał - dokładnie tam gdzie stał Michał Buchalik. Nasz bramkarz pewnie piłkę złapał i gola nie straciliśmy. Choć w tej akcji wręcz powinniśmy.

A wiślacy? W pierwszej połowie szybko strzelona bramka nie dała nam zbyt wielkiego "poweru" do kolejnych ataków, bo w nich byliśmy niestety niedokładni, stąd też kilka prób wyjścia z kontratakami skończyło się niestety na niecelnych podaniach. Na pewno na wyróżnienie zasługuje więc strzał z dystansu Dariusza Dudki, z 33. minuty, po którym piłka przeleciała wprawdzie nad bramką, ale za próbę naszemu pomocnikowi należą się brawa.

Do przerwy było więc 1-0 i w drugiej połowie spodziewać się można było jeszcze solidniejszej ofensywy Lecha.

Nawet jeśli tak miało być to w 49. minucie powinniśmy prowadzić 2-0. Niestety z dobrej pozycji spudłował Semir Štilić, uderzając nad bramką. I ta okazja szybko się na wiślakach zemściła, bo po jednym z wypadów Lecha piłka trafiła do Kędziory, a ten pewnie wyrównał. W 54. minucie zrobiło się więc 1-1.

I Lech poszedł za ciosem - dwukrotnie z opresji uratował nas jednak Buchalik - odbijając dwa strzały przed siebie. Na szczęście z dobitką nie zdążył żaden z graczy zespołu gości.

Jakby tego było mało ostatnie 30 minut przychodzi nam grać w dziesiątkę, bo czerwoną kartkę za faul obejrzał Guerrier. Zupełnie zresztą bezsensowny, w środku boiska. Mecz zrobił nam się zresztą dość ostry, bo zaraz potem drugą żółtą kartkę mógł obejrzeć Karol Linetty, dostał ją za to Łukasz Trałka oraz u nas Sarki.

W końcu jednak znów zaczęto grać w piłkę, ale na kolejną dobrą okazję czekaliśmy aż do 72. minuty. Wiślacy zmarnowali jednak swoją kontrę - po nieudanym dograniu Burligi do Pawła Brożka - za to ze swojej, która zaczęła się właśnie od naszej straty, Lech strzelił bramkę. Na nasze jednak szczęście wprowadzony chwilę wcześniej Zaur Sadajew był na spalonym!

Wisła odpowiedziała na to w 76. minucie, ale Štilić nie zdołał pokonać w sytuacji sam na sam Buricia! Jeszcze gorzej spisał się natomiast dwie minuty później Darko Jevtić, który w podobnej sytuacji do Semira - fatalnie spudłował.

W 84. minucie skończyło się już jednak pudłowanie, a zrobiło się 1-2. Kolejnego błędu naszej defensywy nie zmarnował bowiem Sadajew, który pewnie pokonał Buchalika.

Grająca w osłabieniu Wisła nie zdołała już stworzyć sobie dogodnej sytuacji do wyrównania i trochę na własne życzenie mecz przegrywamy. Niewykorzystane okazje Štilicia oraz nieodpowiedzialne zachowanie Guerriera załatwiły nam niestety tę porażkę. I pożegnanie się na razie z ligowym podium.


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Wisła - Lech 1:2

Wisła kończy grę na własnym stadionie porażką. Do przerwy prowadziła z Lechem 1:0 po golu Burligi, jednak najpierw wyrównał Kędziora, a zwycięskiego dla gości gola w przewadze liczebnej (z boiska wyleciał Guerrier) zdobył Sadajew.


Nim mecz rozpoczął się na dobre Wisła objęła prowadzenie. Najpierw z lewej strony na czwarty metr centrował Maciej Sadlok, ale piłka przeszła wszystkich zawodników, w tym twardo blokowanego Pawła Brożka. Tyle, że tuż przed linią końcową dopadł do niej Sarki, wycofał z pierwszej na linię pola bramkowego, skąd idealnie przyłożył nogę Łukasz Burliga. 1:0 już po 9 minutach gry.

Lech przejął inicjatywę, próbując wyrównać stan meczu i do końca pierwszej połowy miał przewagę. Tak naprawdę jednak gola mógł stworzyć w dwóch sytuacjach. Tuż po stracie bramki dośrodkowanie z lewej strony na gola mógł zamienić Formella, jednak mimo uprzedzenia Sadloka, nie zdołał dołożyć stopy do piłki tak, jak zrobił to Burliga chwilę wcześniej.

W 38 minucie piłka dotarła do Szymona Pawłowskiego, który znalazł się w naszym polu karnym. Miał sporo miejsca by uderzyć precyzyjnie, zwłaszcza, że odsłonięty był bliższy słupek bramki Buchalika, lecz strzelił wprost w bramkarza Wisły.

Tuż po przerwie jeszcze lepiej ustawić sobie mecz mogła Wisła, a konkretnie Stilić. Bośniak po podaniu od Sadloka nawinął Linetty'ego i uderzył swoją lepszą, lewą nogą. Niestety, nad bramką. Chwilę później było 1:1.

Goście przeprowadzili perfekcyjną akcję: Pawłowski pobiegł z piłką do linii bramkowej, zagrał do Linetty'ego, Linetty wycofał na 11 metr, gdzie stał nieobstawiony Kędziora. Prawy obrońca Lecha z zimną krwią skierował piłkę po ziemi w to miejsce, gdzie nie było nikogo z wiślaków.

Następnie dwa groźne strzały oddał na naszą bramkę Jevtić, po czym sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. W środka pola piłka odskoczyła Guerrierowi, Haitańczyk próbował naprawić błąd wślizgiem i sfaulował z dużą dynamiką Łukasza Trałkę. Bartosz Frankowski nie był wyrozumiały i wyrzucił pomocnika Wisły z boiska.

Odmienić wynik mogli w 76 i 77 minucie zawodnicy z Bałkanów. Najpierw Stilić przegrał pojedynek z Buriciem po podaniu Boguskiego (bramkarz Lecha obronił nogami) a po chwili w świetnej sytuacji znalazł się Jevtić, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Lukę w postaci braku jednego zawodnika wykorzystał Lech w 84 minucie. W strefę obronną Wisły wbiegł nie niepokojony Hamalainen i został obsłużone świetnym podaniem przez Jevticia. Fin odegrał do wprowadzonego kwadrans wcześniej Sadajewa, któremu pozostało trącić piłkę, kierując ją do niemal pustej bramki Wisły. Jak się okazało ustalił on wynik meczu.


Wisła Kraków - Lech Poznań 1:2 (1:0)

1:0 Łukasz Burliga 9 min

1:1 Tomasz Kędziora 54 min

1:2 Zaur Sadajew 84 min

Żółta kartka: Dudka, Guzmics, Sarki - Linetty, Trałka, Sadajew

Czerwona kartka: Guerrier (faul, 60 min)

Wisła: Michał Buchalik - Łukasz Burliga, Arkadiusz Głowacki, Richard Guzmics, Maciej Sadlok - Dariusz Dudka - Emmanuel Sarki (73’ Mariusz Stępiński), Semir Stilić, Rafał Boguski, Wilde-Donald Guerrier - Paweł Brożek

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora (70’ Hubert Wołąkiewicz), Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka - Darko Jevtić, Karol Linetty, Szymon Pawłowski (89’ Barry Douglas) - Kasper Hamalainen, Dariusz Formella (70’ Zaur Sadajew)

Sedziował: B. Frankowski (Toruń)

Widzów: 17 263


wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

Wisła Kraków 1:2 Lech Poznań

Wpisany przez Krzysiek

niedziela, 07 grudnia 2014 21:26

Wisła po dość szczęśliwej poprzedniej kolejce utrzymała pozycję wicelidera. Teraz jednak po zwycięstwie Śląska może liczyć tylko na siebie, aby utrzymać tą pozycję. Prestiżowa potyczka z Lechem łatwym pojedynkiem jednak nie będzie co wiadome było jeszcze na długo przed pierwszym gwizdkiem więc piłkarze musieli od samego początku zagrać z pełnym zaangażowaniem.

Oba zespoły na pełnych obrotach weszły w to spotkanie. Od pierwszej minuty widać było, że jednym i drugim zdrowia szkoda być nie powinno w dzisiejszym meczu. W ostatnich spotkaniach Lech już w pierwszym kwadransie napoczynał swoich przeciwników. W Krakowie nie zamierzał obierać innego scenariusza, ale to Wisła jeszcze przed upływem dziesięciu minut wyszła na prowadzenie. Doskonale skrzydłem przedarł się Sadlok, zagrał piłkę w pole karne do Sarkiego a ten świetnie obsłużył nadbiegającego Burligę. Łukasz huknął pod poprzeczkę nie dając najmniejszych szans Burićowi. Po wznowieniu gry Lech zaatakował już w pierwszej akcji sporo szczęścia miał Guerrier, który był bliski pokonania Buchalika przy próbie wybicia piłki spod nóg Kędziory. Kolejne minuty upływały a klarownych akcji praktycznie nie było. Obie drużyny walczyły głównie w środku pola czekając na błąd przeciwnika ewentualnie próbując przedrzeć się skrzydłami. Najlepszą sytuację przed końcem pierwszej połowy stworzyli sobie goście z Poznania właśnie po błędzie. W 39. minucie Burliga źle ustawił się w obronie i piłka zagrywana ze skrzydła minęła go i dotarła wprost pod nogi Pawłowskiego, który stanął sam na sam z Buchalikiem. Pomocnik Lecha jednak w doskonałej sytuacji spanikował i strzelił wprost w Buchalika. Do końca już żadna z drużyn nie potrafiła przedostać się pod bramkę przeciwnika i sędzia bez zbędnego przedłużania odesłał zawodników na przerwę.

Nie minęło pięć minut a przed szansą na strzelenie bramki swojemu byłemu klubowi stanął Stilić. Dobre podanie od Guerriera w pole karne otrzymał Bośniak, ale przy strzale zbyt mocno się odchylił i piłka poleciała wysoko nad poprzeczką. W 54. minucie wiślacka defensywa została rozmontowana w dość łatwy sposób co skończyło się bramką wyrównującą. Linetty wystawił piłkę Kędziorze a temu nie pozostało nic innego jak skierować ją do siatki. W 61. minucie emocje wzięły górę nad Guerrierem, który w środku pola dość brutalnie zaatakował przeciwnika i sędzia ukarał go czerwoną kartką. Pół godziny gry w osłabieniu to niestety nie wróżyło niczego dobrego dla Wisły, bo i do tego czasu przyjezdni mieli przewagę w grze. W ogóle mecz się dość mocno zaostrzył i sędzia coraz częściej zaczął sięgać po kartki karząc kolejnych zawodników obu drużyn. W 73. minucie złe rozwiązanie pod bramką Lecha przez Burligę spowodowało, że goście wyszli z groźną kontrą. Ku uciesze kibiców Wisły fatalnie ją rozegrali pod bramką i pomimo, że piłka wpadła do siatki sędzia słusznie dopatrzył się pozycji spalonej. Trzy minuty później to Wisła powinna wyjść na prowadzenie za sprawą Stilića. Bośniak w sytuacji sam na sam powinien skierować piłkę do siatki, ale przegrał pojedynek z bramkarzem. Chwilę później po drugiej stronie fatalnie pomylił się Jevtić przenosząc piłkę wysoko nad poprzeczką. Z każdą kolejna minutą coraz bardziej było widać brak jednego zawodnika i Lech z coraz większą łatwością przedostawał się w pole karne Wisły. W 84. minucie udało się w końcu gościom skutecznie rozmontować wiślacką defensywę i Sadajew nie miał najmniejszych problemów, by wepchnąć piłkę do siatki. W samej końcówce zawodnicy Wisły jeszcze starali się zaatakować i wyrównać, ale brakowało sił i pomysłu.

Porażka w tym prestiżowym pojedynku oznacza, że ciężko będzie zakończyć rozgrywki przed zimową przerwą będąc na podium. Szkoda kilku zmarnowanych sytuacji i głupiej czerwonej kartki Donalda, bo zwycięstwo było mocno realne. Niestety pożegnanie z kibicami przy Reymonta do wiosny nie udało się tak jak sobie tego życzyli.

Bramki:

Burliga 9` - Kędziora 54`, Sadajew 84`

Żółte kartki:

Dudka 34`, Guzmics 36`, Sarki 67` - Linetty 51`, Trałka 64`, Sadajew 90`

Czerwone karki:

Guerrier 61`

Wisła Kraków:

Buchalik – Sadlok, Głowacki, Dudka, Burliga, Guzmics – Sarki, Boguski, Stilić, Guerrier – Brożek

Lech Poznań:

Burić – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Henriquez, Trałka – Jevtić, Linetty, Pawłowski, Hamalainen – Formella



Źródło: skwk.pl

Porażka z Lechem przed własną publicznością

Dodano: 2014-12-08 05:25:09 (aktualizacja: 2014-12-08 05:25:30)

Marco / WislaLive.pl

W meczu 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Wisła Kraków uległa na własnym stadionie Lechowi Poznań 1:2. To było ostatnie w tym roku spotkanie Białej Gwiazdy przed własną publicznością. Wisłę czeka jeszcze wyjazd do Chorzowa gdzie zakończy zmagania w rundzie jesiennej sezonu 2014/2015.

Najważniejsze momenty spotkania:

1 minuta: Początek spotkania

6 minuta: Rzut rożny dla drużyny gości

9 minuta: Bramka dla Wisły. Jej autorem Łukasz Burliga, który wykorzystuje podanie Sarkiego

14 minuta: Skuteczna interwencja Guerriera we własnym polu karnym

28 minuta: Sędzie dyktuje rzut wolny dla Lecha po rzekomym faulu Guerriera na Formelli

33 minuta: Strzał Darka Dudki z ponad 30 metrów mija bramkę Kolejorza

38 minuta: Groźny strzał poznaniaków broni Buchalik

45 minuta: Koniec I części spotkania.

46 minuta: Obie drużyny przystępują do drugiej części meczu bez zmian

54 minuta: Wyrównująca bramka dla Lecha. Trafienie z okolic 11 metra zalicza Kędziora

57 minuta: Skuteczna interwencja Buchalika, który broni strzał Jevticia

60 minuta: Błąd Guerriera w przyjęciu piłki. Starając naprawić się swój błąd piłkarz fauluje gracza gości. Sędzie pokazuje "czerwień"

73 minuta: Piłka w bramce Wisły lecz na szczęście dla wiślaków była pozycja spalona

76 minuta: Stilić mógl dać Wiśle prowadzenie ale broni Burić

77 minuta: Tym razem to gracz Lecha nie wykorzystuje bardzo dobrej sytuacji do strzelenia bramki

84 minuta: Lech obejmuje prowadzenie. Strzelcem bramki Sadajew

90 minuta: Sędzie Frankowski dolicza 3 minuty

93 minuta: Jeszcze kartka dla Sadajewa za symulowanie i sędzia kończy spotkanie. Wisła-Lech 1:2

Źródło: wislalive.pl

Hit 18. kolejki dla Kolejorza

Data publikacji: 07-12-2014 19:51


Piłkarze krakowskiej Wisły, w ostatnim meczu rozgrywanym przy Reymonta w 2014 roku, ulegli Lechowi Poznań 1:2. Honorowe trafienie dla Białej Gwiazdy odnotował w 9. minucie spotkania Łukasz Burliga.

Koncertowo rozpoczęła Biała Gwiazda rywalizację z poznańskim Lechem, otwierając wynik spotkania już w 9. minucie potyczki. Autorem trafienia był Łukasz Burliga, który pewnym strzałem pod poprzeczkę umieścił futbolówkę w siatce, wykorzystując zagranie Sarkiego. Dziewięć minut później prawym skrzydłem pomknął w stronę bramki Lecha Sarki, ale dobrze ustawiony Burić zagarnął futbolówkę.


25. minuta przyniosła gospodarzom rzut wolny po faulu Henriqueza na Sarkim. Do piłki ustawionej na 30. metrze podszedł Stilić, jednak futbolówkę po wrzutce Wiślaka przechwycił Arajuuri. Chwilę później z kontratakiem wyszli poznaniacy, ale na posterunku był Głowacki, który odparł zagrożenie.

Siedem minut przed przerwą świetną interwencją popisał się Buchalik, nie dając się pokonać z bliskiej odległości Pawłowskiemu.

Po zmianie stron, w 50. minucie meczu, do dobrej sytuacji strzeleckiej doszedł Stilić, ale jego uderzenie sprzed pola karnego powędrowało nad poprzeczką. Cztery minuty później drużyna Kolejorza doprowadziła do wyrównania za sprawą Kędziory, który umieścił piłkę w pustej bramce. Chwilę później mnóstwo problemów golkiperowi Wisły sprawił strzał Jevticia, jednak zakończyło się jedynie na strachu w obozie gospodarzy.

W 60. minucie za niebezpieczny wślizg w nogi Łukasza Trałki czerwoną kartkę otrzymał Guerrier.

W odpowiedzi Sadajew minął obrońców Białej Gwiazdy i posłał piłkę do wiślackiej siatki, ale arbiter nadzorujący przebieg spotkania uznał, iż podopieczny trenera Skorży znajdował się na pozycji spalonej. W 76. minucie gracze z Krakowa powinni prowadzić 2:1, ale Stilić pomylił się w sytuacji sam na sam z Buriciem.

Sto dwadzieścia sekund później niebezpiecznie zrobiło się pod polem karnym Wisły, lecz na szczęście dla Białej Gwiazdy Jevtić przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Sześć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego Kolejorz zdobył drugą bramkę po strzale Sadajewa z pierwszej piłki.

Wisła Kraków – Lech Poznań 1:2 (1:0)

1:0 Burliga 9’

1:1 Kędziora 55’

1:2 Sadajew 84’

Wisła Kraków: Buchalik – Burliga, Głowacki, Guzmics, Sadlok – Sarki (73’ Stępiński), Dudka, Stilić, Boguski, Guerrier – Brożek

Lech Poznań: Burlić – Kędziora (70’ Wołąkiewicz), Arajuuri, Kamiński, Henriquez – Jevtić, Trałka, Linetty, Pawłowski (89’ Douglas) – Formella (70’ Sadajew), Hamalainen

Żółta kartka: Dudka, Guzmics, Sarki (Wisła) Linetty, Trałka, Sadajew (Lech)

Czerwona kartka: Guerrier (Wisła)

Sędziował: Bartosz Frankowski z Torunia

Widzów: 17 263

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

Źródło: wisla.krakow.pl

Minuta po minucie

Koniec końców: Wisła nie zasłużyła dziś na zwycięstwo, choć mogła wywalczyć remis. Brak koncentracji w obronie na pięć minut przed końcem kosztował utratę jednego punktu.


W niedzielę o godzinie 18:00 rozpocznie się spotkanie 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, w którym Wisła zmierzy się u siebie z Lechem Poznań. Zapraszamy na relację "minuta po minucie" z tego spotkania.

Przed chwilą pod trybunę południową udały się koszykarki Wisły. Kapitan drużyny, Justyna Żurowska, zaprosiła wszystkich do Kraków Areny na mecz Euroligi, już 18 grudnia. Po tym zaproszeniu wszyscy krzyknęli: "Jazda, jazda, jazda...!"

Czy dla kogoś skład Wisły jest zaskoczeniem? Na skrzydłach Guerrier i Sarki, posadzili na ławce Łukasza Gargułę. Obok niego zasiądą też: Bieszczad, Witek, Żemło, Lech, Stępiński i Zając.

Wiślacka kartka z kalendarza na telebimie stadionu wspomina triumf nad Schalke 4:1. Trybuny naprawdę głośno ryknęły chwilę później - przy wymienianiu składu Wisły.

"Wisełka, Wisełka..." zagłusza majaczenie od strony południowej.

Pięć minut do meczu, atmosfera rośnie, przybywa też kibiców, zwłaszcza na trybunie wschodniej. Obie drużyny wychodzą na boisko.

"Czy są to jakieś grzeczne dzieciaki?" - pyta Mikołaj z transparentu nad sektorem dziecięcym. Pod spodem odpowiedź: "Sam dobre chłopaki!"

Canal+ postanowił poeksperymentować ze steadycamem i już zaczynamy. Pierwszy gwizdek!

  • 4' Typowy frazes gdy nic się nie dzieje? "Gra toczy się w środku pola". Póki co pasuje.
  • 5' Ładny odbiór Sarkiego na prawej stronie, uruchomienie Burligi, ale strata.
  • 6' Strzał na bramkę Wisły z daleka, lekki, niegroźny. Będzie w statystykach.
  • 6' Sadlok uprzedza w polu karnym Wisły Formellę, róg dla rywala.
  • 7' Piłka centrowana przez Jevticia na bliższy słupek. Nie ma problemu.
  • 9' Gol dla Wisły!!!!!!!!!!!!!!! Wydawało się, że nic nie będzie z tej akcji po wrzutce Sadloka, gdy piłka przeszła przez pole bramkowe, ale zamknął akcję Sarki, podał na szósty metr, gdzie skutecznym snajperem okazał się Burliga!!!
  • 9' W Gliwicach "Bury", gdy grał na pomocy, nie miał szczęścia, choć miał okazje. Tym razem skutecznie dołożył nogę, ale trzeba go było wycofać do obrony :)
  • 10' Oj, zaspał Sadlok, przed naszą bramką Formella, przestrzelił z bliska po wrzutce z lewej strony.
  • 14' Guerrier uprzedzał Kędziorę w polu karnym Wisły. Ufff, interwencje Haitańczyka w naszym polu karnym zawsze powodują przyspieszenie bicia serca. Choć tym razem zachował się dość pewnie.
  • 18' Zbyt głęboka wrzutka Sarkiego z prawej strony.
  • 22' Po zdobyciu gola Wisła nie gra dobrze. Oddała inicjatywę rywalowi i zbyt głęboko się cofa, uniemożliwiając sobie grę z kontry.
  • 25' Rzut wolny dla Wisły, do bramki ponad 30 metrów.
  • 25' Wrzutka Stilicia, delikatna. Arajuuri wolał główkować na róg.
  • 26' I kolejny korner po wymianie piłki na lewym skrzydle Stilicia z Sadlokiem.
  • 27' Oba rzuty rożne wykonywał Stilić, w obu przypadkach bił piłkę zbyt nisko.
  • 28' Niedana kontra Wisły, powstrzymany Stilić w środku pola. A chwilę wcześniej jako marny aktor pokazał się nam Formella, któremu piłkę wybił Guerrier, ale trzeba było się położyć i pokazać że boli. A sędzia Frankowski dał się nabrać.
  • 29' Głowacki wybija piłkę do przodu po wrzutce w nasze pole karne.
  • 32' Podwójny faul Lecha, najpierw nieczysto powstrzymany Sadlok, po chwili Guerrier.
  • 33' Z dystansu spróbował Dariusz Dudka, blisko 40 metrów do bramki. Mocno, ale metr, może dwa, nad bramką.
  • 33' Dariusz Dudka ukarany żółtą kartką. Faulował Formellę, ale kartka to przegięcie.
  • 34' Zgranie piłki głową w naszym polu karnym, chwyta do "koszyczka" Buchalik.
  • 35' Burliga wywalczył rzut rożny na prawym skrzydle.
  • 35' Znów nic groźnego nie wyszło z centry z narożnika boiska.
  • 36' Upomnienie dla Guzmicsa po faulu na Pawłowskim 35 metrów od naszej bramki. Tym razem kartonik słuszny to był faul taktyczny.
  • 37' Precyzyjne podanie Jevticia z rzutu wolnego do... Buchalika.
  • 38' Skuteczna interwencja Buchalika, który broni strzał Pawłowskiego już z pola karnego. Groźna pozycja, mocny strzał, na szczęście w zasięgu naszego bramkarza.
  • 40' Paweł Brożek przypomniał, że jest na boisku, jednak jego kilkunastometrowe prowadzenie piłki zakończyło się stratą.
  • 43' Wrzutka Guerriera na 18. metr, akurat pomiędzy Pawła Brożka i Semira Stilicia.
  • 44' Sadlok wyjaśnia sytuację po centrze z lewego skrzydła Lecha.
  • 45' Koniec pierwszej połowy.

Przerwa. Dla Wisły brawa za wynik, skuteczność i przyzwoitą grę w obronie. Poza tym za mało dzieje się z przodu. Kompletnie niewidoczni Paweł Brożek, Rafał Boguski i, poza stałymi fragmentami, Stilić. Posiadanie piłki Wisły: 40% - to sporo mówi.

  • 46' Startujemy z drugą połową. Zmian brak.
  • 49' Stilić mógł podwyższyć na 2:0. Dostał piłkę od Sadloka, ustawił ją sobie na lewą nogę, gubiąc łatwo Linetty'ego, po czym uderzył mocno z powietrza... nad poprzeczką!
  • 52' Kartka dla Karola Linetty'ego po faulu na Dudce.
  • 54' Gol dla Lecha. Rozklepana obrona Wisły, wycofana piłka spod linii końcowej, najpierw przez Pawłowskiego, później Linetty'ego i trafienie Kędziory z 11 metrów.
  • 56' Strzał Jevticia zza pola karnego, odbija piłkę Buchalik.
  • 57' Oj, za dużo miejsca zostawiono Jevticiowi, wjechał w nasze pole karne, broni Buchalik!
  • 59' Złe rozegranie Stilicia z Brożkiem na 16. metrze, choć mieli sporo miejsca po zagraniu z prawej strony od Sarkiego.
  • 59' Róg dla Wisły, tym razem wywalczony lewym skrzydłem.
  • 60' Boguski strzela z 17 metrów, piłka ugrzęzła w połowie drogi. Jeszcze odegranie do Guerriera, lecz sędzia gwiżdże jakieś przewinienie w polu karnym ze strony Burligi.
  • 60' Czerwona kartka dla Guerriera. Haitańczykowi odskoczyła mu piłka pod nogi Trałki, próbował naprawić błąd wślizgiem, ale wyszedł z tego faul. Czy na czerwoną kartkę?
  • 64' Kartka dla Łukasza Trałki, faulował Pawła Brożka.
  • 64' Do wejścia w Lechu szykuje się Sadajew.
  • 67' Teraz kartka dla Sarkiego, faulował Henriqueza. Po chwili rzut wolny dla Wisły z 35 metrów nie przyniósł zagrożenia.
  • 70' Dwie zmiany w Lechu. Za Kędziorę i Formellę - Wołąkiewicz i Sadajew
  • 73' Nie dotarła piłka od Burligi do Pawła Brożka po ataku Wisły. Szybka kontra Lecha, piłka w naszej bramce, lecz spalony. Podawał Jevtić, trafił z ofsajdu Sadajew.
  • 73' Stępiński za Sarkiego.
  • 74' Arajuuri wjechał wślizgiem w nogi Pawła Brożka. Nie ma faulu!?
  • 76' Stilić, piłka meczowa po podaniu Boguskiego!? Nie, broni Burić! Kąt był dość ostry, strzał po ziemi, bramkarz gości ze szczęściem.
  • 77' Race na trybunie południowej.
  • 77' Po drugiej stronie w jeszcze lepszej sytuacji niż Stilić chwilę temu myli się Jevtić. Uff....
  • 80' Chmura dymu nad stadionem, a na boisku róg dla Lecha. Bitą w bliższy róg piłkę wybił sprzed linii Głowacki. Po kolejnym rogu kontra Wisły...
  • 81' ...zakończona stratą przy linii bocznej osamotnionego w tej akcji Stępińskiego.
  • 84' Dziura w naszym polu karnym kończy się stratą gola. Świetne podanie do Hamalainena od Jevticia, Fin odegrał do Sadajewa, który przystawił stopę i skierował piłkę do pustej bramki.
  • 89' "Czy wygrywasz, czy nie..." - od kibiców Wisły.
  • 85' Dudka uprzedza Sadajewa w naszym polu karnym.
  • 89' Barry Douglas zmienia Szymona Pawłowskiego.
  • 90' Na spalonym Sadajew.
  • 90+3' Kartka za symulkę dla Sadajewa.

Dzisiejsza frekwencja: 17 263. Bilety kupiło 18 687 osób. Koniec meczu.


Źródło: wislakrakow.com

Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Franciszek Smuda po meczu z Lechem

- Normalnie nie mogliśmy tego spotkania przegrać, bo wszyscy wykazywali duże chęci i zaangażowanie do gry. Pomogliśmy sobie sami w tym przegranym meczu. Czerwona kartka, choć druga sprawa jest taka, czy rzeczywiście można ją było pokazać? Nie wiem jak sędzia uważał przy kartkowaniu, czy tylko Wisła miała dostawać żółte, a Lech miał być oszczędzony? Nie mogę tego zrozumieć. Dlatego to spotkanie przegraliśmy. Gdyby było "11 na 11", to wynik byłby inny. Zostało nam jedno spotkanie i musimy w nim szukać punktów - mówił po meczu z Lechem Franciszek Smuda.

- Chcieliśmy grać z kontrataku, skoro prowadziliśmy 1-0, nie było sensu grać pressingiem, bo sami byśmy się nadziali na kontry Lecha. Bramki straciliśmy w takiej sytuacji, w której byliśmy osłabieni, zawsze kogoś brakowało. Taki przeciwnik jak Lech, czy Legia, mają taki zespół, który gdy jednego jest mniej, to wykorzystują to od razu. Lech to wykorzystał i wygrał - powiedział Smuda.

- Naturalnie tłumaczymy dniami i nocami jednemu i drugiemu to jak powinni walczyć o piłkę, ale to są ludzie nieobliczalni. Guerrier nie kalkuluje, wchodzi tak, jak mówi mu chyba serce. Stało się i w przyszłości trzeba się zastanowić co dalej, bo ze Śląskiem było to samo. Niepotrzebne wejście, zrobił karnego i tylko zremisowaliśmy, a mogliśmy też walczyć o pełną pulę punktów. Tak samo było dziś. Trochę sami sobie w tym pomagamy - tłumaczył sytuację z zagraniami Guerriera Smuda.

- Ja już nie mówię o krótkiej ławce, bo się powtarzam. Wszyscy wiemy, że to jeszcze nie jest kadra z którą możemy z każdym wygrywać. Jesteśmy w stanie wygrywać, ale nie zawsze - powiedział ponadto "Franz".

Zapytany zaś o brak dziś pauzującego Alana Urygi, odpowiedział: - Niestety kartki to jest siła wyższa. W następnym spotkaniu może już grać. Nie wiem jak będzie za to z Arkiem Głowackim, bo ma problemy mięśniowe i może go zabraknąć w meczu z Ruchem.

Trener Wisły odniósł się jeszcze do dzisiejszej pracy sędziego i nie do końca sprawiedliwym dla wielu obdzielaniu kartkami.

- Linetty zrobił trzy faule jeden po drugim i dostał trzy razy upomnienie! Dopiero za czwartym razem dostał kartkę. To jest taki jeden przykład. Nie mówię, żeby każdego - czy to Lecha, czy Wisłę - karać. Ale oni muszą się zastanowić. Widzieliśmy już wielu sędziów na naszym boisku, jak dzielą kartkami, jakie faule gwiżdżą. Ile było dziś fauli na Štiliciu, czy ze dwa razy na Brożku - i to musi gwizdnąć faul. A po nich szły kontry Lecha - grzmiał Smuda.

Na koniec opiekun Wisły zapytany został o to, dlaczego jego drużyna mimo osłabienia po czerwonej kartce grała do przodu, a nie czekała tylko na okazje do kontrataków.

- My jak gramy u siebie, to naturalnie chcemy wygrać. OK? Ja czasami podpowiadam, żeby zaczekać na przeciwnika, zagęścić, ale nie da się tych zawodników zatrzymać. Nie mam lejców żeby ich przytrzymać, bo oni chcą grać do przodu, chcą wygrać spotkanie - zakończył trener Wisły Kraków.


Dodał: Redakcja, Kamil

Źródło: wislaportal.pl

Maciej Skorża: - To duża sztuka wygrać w Krakowie

- Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się odnieść zwycięstwo. Odkąd jestem trenerem Lecha na wyjeździe jeszcze nie wygraliśmy. Dziś to się udało, po dobrym meczu, bo to duża sztuka wygrać w Krakowie. Tym bardziej się cieszę, że zrobiliśmy to w dobrym stylu. Mimo tego, że mecz źle się dla nas ułożył, potrafiliśmy realizować nasze założenia taktyczne. Byliśmy drużyną, która była bardzo mocno zdeterminowana i myślę, że to był element, który przeważył na naszą korzyść - mówił po meczu Wisła - Lech trener zespołu z Poznania, Maciej Skorża.

- Do przerwy muszę powiedzieć - Wisła grała bardzo umiejętnie. Nie pozwalali nam na zbyt wiele, a my w ataku pozycyjnym mieliśmy spory problem, mimo tego, że długo posiadaliśmy piłkę. Nie przekładało się to na odpowiednią liczbę sytuacji podbramkowych. Były oczywiście te Szymka Pawłowskiego, czy Darka Formelli, ale było ich zbyt mało. Wisła bardzo umiejętnie się ustawiła. W drugiej połowie trochę zmieniliśmy sposób gry z przodu i przyniosło to trochę efektów, choć przełomowym momentem była na pewno ta czerwona kartka. Udało nam się wyrównać mecz, gdy było po 11 zawodników, ale później obydwie drużyny chciały wygrać. Wszystko mogło się wydarzyć. Później jednak ta przewaga jednego zawodnika była już dla nas sporym ułatwieniem. Stworzyliśmy kilka sytuacji. Nie byliśmy skuteczni, ale na szczęście ta jedna zakończyła się strzałem Zaura Sadajewa i wygrywamy w Krakowie. Naprawdę muszę pochwalić wszystkich zawodników swojej drużyny, że dziś tworzyliśmy taki prawdziwy "team" - dodał Skorża.

- Każdy mecz jest inny. W ostatnim czasie bardzo mocno pracowaliśmy nad naszą determinacją, szczególnie po tym co wydarzyło się w Gliwicach i przyniosło to jakieś efekty. Mam nadzieję, że one będą trwałe. Nie zamierzam natomiast stosować takiej taktyki na wyjazdach, żebyśmy pierwsi tracili bramki. Na ten mecz mieliśmy plan gry, który szlifowaliśmy od początku tygodnia - z naszym etatowym prawoskrzydłowym - Gergő Lovrencsicsem - ale wczoraj bardzo pechowa sytuacja wyeliminowała go z gry. Darek Formella jest zawodnikiem o podobnej charakterystyce i to on zajął jego miejsce i zagrał bardzo dobry mecz. Uważam, że wywiązał się dobrze ze swoich zadań. Cieszę się że ten młody chłopak zagrał na takim poziomie w Krakowie. A co do Lovrencsicsa - to dostał tak nieszczęśliwie piłką w bok głowy, że miał problemy ze świadomością. Przewieziono go do szpitala i okazało się, że ma wstrząśnienie mózgu. Mam nadzieję, że będzie z nim wszystko w porządku w najbliższych dniach - mówił trener Lecha.

Skorża został oczywiście też poproszony o skomentowanie pracy sędziego spotkania Wisła - Lech.

- Nie chcę się odnosić do tego. Dla mnie sędzia zawsze robi to co może najlepiej na boisku. Dziś to nie był łatwy mecz do sędziowania. Było dużo walki i sytuacja przenosiła się bardzo szybko z jednego pola karnego pod drugie. Być może jakieś pomyłki zostały popełnione, ale nie sądzę, żeby były one na tyle istotne, żeby wpłynęły na wynik meczu - uciął temat opiekun zespołu z Poznania.

Zapytany z kolei o Zaura Sadajewa, który zanim strzelił zwycięskiego gola - zmarnował inną świetną akcję, Skorża powiedział: - Gdy wchodził na boisko - miałem do niego jedną podstawową uwagę, żeby pamiętał o tym, aby grać dla drużyny. To było dla mnie najważniejsze, żeby grał kolektywnie, żeby był na boisku odpowiedzialny. Miał swoje sytuacje. Na pewno to że zdobył bramkę - łagodzi obraz jego niedociągnięć, ale Zaur to jest taki zawodnik, że 40% jego zagrań będzie na granicy. Moją rolą i zadaniem jest to, aby zimą te 40% skurczyło się do 10%. A gdy spalił sytuację z bramką? Wtedy tętno skoczyło mi chyba do 230. To było nieprawdopodobne, jak można było tak prostą sytuację tak rozwiązać. To była dziecinnie prosta sytuacja. Gdybyśmy tego nie wykorzystali, a potem nie wygrali tego meczu, to miałbym ogromne pretensje.

- Drużynę poznaje się w trudnym momencie. Ja ciągle uczę się zachowań piłkarzy Lecha, wciąż jestem trenerem, który poznaje tych zawodników i było bardzo dużo momentów przez te trzy miesiące, że byłem bardzo rozczarowany. Ostatnio więcej jest momentów, że drużyna zaczyna reagować na moje uwagi i myślę, że jest coraz większa grupa zawodników, którzy mogą tworzyć trzon tego zespołu - zakończył Skorża.


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Pomeczowe wypowiedzi zawodników

Burliga: Ten mecz był do wygrania

Data publikacji: 07-12-2014 21:15


„Szanowaliśmy to 1:0. Chcieliśmy zdobyć kolejną bramkę z kontry, gdyż boisko było ciężkie. Mieliśmy sytuację na 2:0, ale niestety się nie udało” – powiedział tuż po meczu piłkarz Wisły Kraków Łukasz Burliga.

„Zaczęło się dobrze, prowadziliśmy 1:0, ale później Lech przejął inicjatywę.Dotrwaliśmy do końca pierwszej połowy. W drugiej połowie mieliśmy swoje szanse na podwyższenie rezultatu. Mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej. Później straciliśmy zawodnika, graliśmy w dziesięciu, a na koniec Lech zadał decydujący cios ” – podsumował spotkanie z Kolejorzem.

Łukasz Burliga skomentował także sytuację, w której to jeden z zawodników Białej Gwiazdy został ukarany czerwoną kartką. „Donald przyjął piłkę, lecz mu odskoczyła. Chciał naprawić swój błąd wślizgiem, a czy zasłużył na czerwoną kartkę? To już pytanie nie do mnie. Nie mieliśmy do Donalda pretensji. Ja też ostatnio zostałem ukarany czerwoną kartką i także nie było pretensji ze strony drużyny” – stwierdził obrońca Białej Gwiazdy.

„Brak Alana był odczuwalny, ale ten mecz był do wygrania” – zakończył wypowiedź strzelec gola.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Głowacki: Czujemy wielki niedosyt

Data publikacji: 07-12-2014 21:22


Biała Gwiazda w ostatnim tegorocznym meczu na stadionie przy ulicy Reymonta przegrała z Lechem Poznań 1:2. Mimo skromnego prowadzenia po pierwszej połowie nie udało się wiślakom uzyskać dziś korzystnego rezultatu.

Wszyscy piłkarze Wisły byli bardzo zawiedzeni tym wynikiem, a najbardziej niezadowolony wydawał się Arkadiusz Głowacki, z którym udało nam się porozmawiać zaraz po spotkaniu. „Zabrakło nam dzisiaj opanowania pod bramką rywali, trochę szczęścia w sytuacjach, które sobie stworzyliśmy. Można powiedzieć, że dzisiaj zabrakło nam po trochu wszystkiego” – podsumował mecz „Głowa”.

Od 62. minuty Wisła grała w osłabieniu po czerwonej kartce dla Donalda Guerriera. Mimo to gospodarze stworzyli sobie kilka sytuacji, których jednak nie udało się wykorzystać. „Nie obwiniałbym nikogo za ten wynik. Wiadomo, grając jednym zawodnikiem mniej z taką drużyną jak Lech, jest ciężko, ale mogło to potoczyć się zupełnie inaczej. Serce chciało grać do przodu, strzelać bramki, ale warunki na to nie pozwoliły i nadzialiśmy się na kontry przeciwnika, który swoją przewagę potrafił wykorzystać” – powiedział obrońca Białej Gwiazdy.

„Jesteśmy bardzo zawiedzeni po tym spotkaniu, bo nie tak miało to dzisiaj wyglądać. Czujemy wielki niedosyt, bo ten mecz bardzo chcieliśmy wygrać, gdyż dałoby to nam dużo więcej pewności przed rundą wiosenną, musimy zastanowić się, co poprawić, by w Chorzowie było lepiej” – zakończył rozmowę z nami kapitan Wisły.

MH

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Dariusz Dudka: - Nie ma co psuć atmosfery

- Nie wydaje mi się, że za faul Guerriera powinna być tylko żółta karta. Za dużo było w tym siły. Piłka mu odskoczyła i wszedł wyprostowaną nogą, czy nawet dwiema. To jest czerwona kartka. Nie można mieć jednak pretensji, bo mieliśmy ostatni mecz i nie ma co psuć atmosfery. Wszystko się w tabeli ścieśniło i musimy teraz wygrać w Chorzowie, aby pozostać w czołówce - mówił po meczu z Lechem, grający dziś na pozycji defensywnego pomocnika, Dariusz Dudka.

- Takie sytuacje, że coś się nie wykorzysta się zdarzają. Miejmy nadzieję, że w następnym meczu będzie inaczej. A drugi gol dla Lecha? My już byliśmy wtedy trochę rozbici. Czy to Arek, czy Richárd musieli wychodzić trochę wyżej i były momenty, że Lech mógł zagrać prostopadłe podania. A że się nie cofnęliśmy po kartce? Taki mamy charakter, tak gramy. Trener nigdy nie jest zadowolony gdy u siebie remisujemy, więc pobudza nas do tego, żeby walczyć o zwycięstwo - dodał wiślak.

- Dwa mecze przegrywasz i jesteś na ósmym miejscu, jak źle się wyniki ułożą, więc pojedziemy do Chorzowa żeby wygrać i skończyć rundę na dobrym miejscu - zakończył Dudka.


Dodał: Redakcja


Źródło: wislaportal.pl

Paweł Brożek: - Nie poszliśmy za ciosem

- Zaczęliśmy tak jak mieliśmy zacząć, czyli wysoko pressingiem, aktywnie, natomiast naszym błędem było to, że niepotrzebnie się tak wycofaliśmy. Nie poszliśmy za ciosem, choć w drugiej połowie mieliśmy sytuację Semira na 2-0. Gdyby to wpadło, to wszystko potoczyłoby się inaczej - mówił po przegranym 1-2 meczu z Lechem Poznań, nasz napastnik, Paweł Brożek.

- Czy czerwona kartka była zasłużona? Chyba tak. Z boiska wyglądało to na czerwoną. Poszedł agresywnie i Łukasz Trałka dobrze to wykorzystał. Ładnie krzyknął i wydaje mi się, że za sam zamiar są teraz czerwone kartki. A czy mamy pretensje? Jesteśmy drużyną i pewne sprawy wyjaśnimy sobie w szatni, a na forum publicznym nie będziemy o tym mówić. Popełnił błąd i spokojnie - taka jest piłka. Ja kiedyś też dostałem czerwoną kartkę, a on poukłada to sobie w głowie i to przemyśli - dodał napastnik Wisły.

- Lech dobrze wchodził w strefę między linią obrony, a pomocy - stąd mieliśmy problem. Gdy nie jesteś blisko siebie i nie zawężasz pola gry, to masz problem i my go mieliśmy. Na pewno brakowało Alana Urygi, bo gdby był w parze z "Dudim", to nasza linia pomocy na pewno byłaby jeszcze lepsza - zakończył "Brozio".


Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl


Semir Štilić: - Piłka nie chciała wpaść

- Chciałem trafić do bramki i większość takich sytuacji wykorzystuję, ale akurat piłka nie chciała wpaść. Szkoda, bo to było przy wyniku 1-0 i przy 1-1. Nie widziałem też przy tej drugiej sytuacji Pawła Brożka. On dopiero potem powiedział mi, że był sam. Źle odwróciłem się z tą piłką i bramkarz zamknął mi drogę. Mogłem tylko między nogami próbować ten strzał zmieścić. Jakbym widział Pawła w lepszej sytuacji, to oczywiście, że bym mu dograł - mówił o swoich niewykorzystanych sytuacjach w meczu z Lechem Semir Štilić.

- Przegraliśmy przez swoje własne błędy. Lech dziś grał dobrze piłką i ciężko było 11 na 11, a jeszcze zrobiliśmy im na pół godziny przed końcem prezent z tą czerwoną kartką i oni to wykorzystali - dodał Bośniak.

- Sytuacja jest taka jaka jest. Na razie jesteśmy w górze tabeli, ale kolejna strata punktów może oznaczać, że spadniemy niżej. Nie chcemy tego i musimy się skupić na ostatnim meczu. Musimy wygrać w Chorzowie, żebyśmy zostali w górze tabeli - deklarował pomocnik Wisły.

- Lech dziś zagęścił środek pola, a każdy wie, że my właśnie środkiem najczęściej gramy. Oczywiście możemy też skrzydłami, ale jednak częściej robimy to środkiem. Zamknęli więc tą część boiska, w której jesteśmy najgroźniejsi. Parę sytuacji stworzyliśmy, ale nie było ich zbyt wiele. W końcówce Lech cały czas atakował i ciężko było grać z jednym piłkarzem mniej, ale graliśmy u siebie i jak jest okazja do kontrataku, to chcieliśmy to wykorzystać. Jedną okazję miał Łukasz Burliga i gdyby dokładniej dograł do Pawła Brożka, to byłaby z tego stuprocentowa sytuacja. A wyszła z tego groźna kontra. Ciężko jest grać z jednym zawodnikiem mniej i wychodzić do ataku. A strata piłki zawsze jest groźna - tłumaczył Štilić.

- Trochę dziwne to było, że kartkę dostał Dudka, a potem wyciągnął jeszcze jedną dla nas, a to był pierwszy faul "Dudiego". Linetty dopiero po 4-5 faulu dostaje kartkę. Nie chcę jednak komentować poczynań sędziego, choć dziwne to były decyzje - zakończył wiślak.


Dodał: Redakcja


Źródło: wislaportal.pl

Buchalik: Niewykorzystane sytuacje się mszczą

Data publikacji: 08-12-2014 13:39


Golkiper krakowskiej drużyny, Michał Buchalik, dwukrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki w niedzielnej rywalizacji z Lechem Poznań. Jego drużyna, mimo że jako pierwsza objęła prowadzenie, musiała pogodzić się z porażką i stratą punktów.

Zdaniem Michała Buchalika pierwsza połowa była wyrównana, a piłkarze realizowali założenia taktyczne. „Trener ustalił przed meczem taktykę, mówił, że mamy się cofnąć, czekać na Lecha i próbować grać z kontry. Na początku wyglądało to dobrze, myślę, że rywal nie stwarzał sobie groźnych sytuacji, poza jedną Pawłowskiego, gdy zrobiła się luka w obronie. Wydaje mi się, że kontrolowaliśmy mecz. Wiadomo, że druga połowa troszeczkę była inna” – zaczął.

W drugiej odsłonie rywalizacji z Kolejorzem piłkarze Białej Gwiazdy mieli utrudnione zadanie, gdyż musieli grać w osłabieniu. „W drugiej połowie mieliśmy swoje sytuacje, już w pierwszych minutach, i gdybyśmy je wykorzystali, to byłoby po meczu. Wówczas moglibyśmy się cofnąć, grać z kontry i spokojnie dowieźć ten wynik. Niestety Lech wyrównał, później my straciliśmy zawodnika, bo dostał czerwoną kartkę i grało się nam ciężko” – analizował. „Przeciwnik dobrze wykorzystał miejsce, które zrobiło się po stracie przez nas piłkarza. Na pewno ciężko gra się w dziesięciu przeciwko takiej drużynie, jaką jest Lech Poznań” – kontynuował.

Zawodnik Wisły zwrócił uwagę na niewielką różnicę punktową między poszczególnymi drużynami w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. „W każdym meczu gramy o trzy punkty. Widać, jaki ścisk jest w tabeli, więc ten komplet oczek bardzo by się przydał. W piłce jednak tak bywa, że niewykorzystane okazje się mszczą i przegraliśmy” – zakończył bramkarz Białej Gwiazdy.

K. Kawula

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Akcja Mikołajkowa SKWK
Akcja Mikołajkowa SKWK
Akcja Mikołajkowa klubu
Akcja Mikołajkowa klubu
Akcja Mikołajkowa koszykarek i SKWK
Akcja Mikołajkowa koszykarek i SKWK
Akcja Mikołajkowa koszykarek i SKWK
Akcja Mikołajkowa koszykarek i SKWK
Akcja Mikołajkowa koszykarek i SKWK
Akcja Mikołajkowa koszykarek i SKWK

Podsumowanie 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Osiemnasta kolejka na pewno zapadnie w pamięci kibicom Lecha, bo "Kolejorz" wygrał w Krakowie z Wisłą i dzięki temu wskoczył na podium. A tego dawno w naszej lidze nie oglądaliśmy. Niestety spora w tym zasługa wiślaków, którzy w potyczce z "Kolejorzem" na pewno się nie popisali. Swój popis dała natomiast Legia, która rozbiła w Zabrzu Górnika aż 4-0, a powody do zadowolenia mają też we Wrocławiu, bo wpadkę Wisły wykorzystał Śląsk i to właśnie ta drużyna jest na dziś samodzielnym wiceliderem.

Piątek, 5 grudnia:

Zawisza Bydgoszcz 0-1 Śląsk Wrocław

0-1 Sebastian Mila (86.)

Bardziej konkretnym zespołem był w tym meczu Śląsk, ale długo zanosiło się na to, że dojdzie do podziału punktów. I wtedy "pokazały się" tak zwane "indywidualności". Sebastian Mila odegrał do wracającego po kontuzji Marco Paixão, ten mu świetnie futbolówkę wyłożył i dobrze wcześniej broniący Grzegorz Sandomierski był bez szans. Śląsk dopisał więc kolejne trzy punkty, co sprawia, że co najmniej całą zimę Zawisza na pewno będzie czerwoną latarnią naszej ligi.

Górnik Zabrze 0-4 Legia Warszawa

0-1 Iñaki Astiz (12.)

0-2 Michał Żyro (33.)

0-3 Miroslav Radović (56.)

0-4 Orlando Sá (81.)

Bardzo szybko grę wybiła w tym meczu gospodarzom ekipa Legii. Bramka na dzień dobry, potem po 33 minutach spotkania kolejna - i można było odtrąbić koniec zabawy. Niewiele wyszło więc z zapowiedzi Górnika, że z Legią zamierza mocno powalczyć. Jedyne dla nich pocieszenie to takie, że dostali "czwórkę", a nie "piątkę", jak całkiem niedawno z Wisłą.

Piątek, 6 grudnia:

Pogoń Szczecin 2-0 Korona Kielce

1-0 Łukasz Zwoliński (18.)

2-0 Takuya Murayama (89.)

Świetna ostatnio seria kielczan zakończyła się w Szczecinie, ale też kto wie jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby Michał Janota nie zmarnował świetnej okazji do zdobycia gola, tuż po pierwszym gwizdku sędziego. Gwiazdor Korony fatalnie się jednak pomylił i tak nastroił swoich kolegów, że Ci pudłowali już do końca meczu. Wprost przeciwnie do szczecinian, którym może i dopisało przy bramkach szczęście, ale to podobno jest zawsze z lepszymi.

GKS Bełchatów 1-1 Górnik Łęczna

0-1 Fedor Černych (17.)

1-1 Adrian Basta (27.)

To był mecz bardzo ładnych bramek, bo uderzenie Fedora Černycha śmiało można będzie pokazywać w telewizyjnych migawkach na całym świecie. A i wyrównanie to przytomna próba Adriana Basty. I choć później więcej dobrych okazji mieli gospodarze, to ostatecznie wszystko skończyło się polubownym dla beniaminków remisem.

Cracovia 1-1 Jagiellonia Białystok

0-1 Mateusz Piątkowski (59.)

1-1 Deniss Rakels (70.)

Dziwny to był mecz, bo najpierw to "Jaga" powinna śmiało i wysoko prowadzić, a gdy w końcu zdobyła upragnionego gola - to całkowicie pokpiła sprawę. Szybko "pozwoliła" gospodarzom wyrównać, a następnie gdyby nie Bartłomiej Drągowski, to "Pasy" same mogły wyjść na prowadzenie. Jedni i drudzy mogą więc śmiało czuć po tym spotkaniu niedosyt.

Niedziela, 7 grudnia:

Lechia Gdańsk 3-1 Piast Gliwice

1-0 Piotr Wiśniewski (28.)

2-0 Piotr Wiśniewski (35.)

3-0 Piotr Wiśniewski (52.)

3-1 Kamil Wilczek (75.)

Lechia przed sezonem "na tony" ściągała piłkarzy, a najlepszy znów okazał się Piotr Wiśniewski. Pomocnik "biało-zielonych" rozgrywał swój "prywatny mecz" i znów solidnie odczuł to zespół z Gliwic. W poprzednim spotkaniu obydwu drużyn "Wiśnia" strzelił dwa gole, teraz trzy i gdańszczanom nie przeszkodziło nawet to, że całą drugą połowę grali w dziesiątkę. "Wiśnia" grał bowiem za trzech!

Wisła Kraków 1-2 Lech Poznań

1-0 Łukasz Burliga (9.)

1-1 Tomasz Kędziora (54.)

1-2 Zaur Sadajew (84.)

Wisła grała w tym meczu do pierwszego strzelonego gola, a potem nie wyglądała niestety na zespół, który chce pożegnać się ze swoimi kibicami z przytupem. Niestety. Oczywiście wiadomo, że gra się tak, jak pozwala przeciwnik, a poznaniacy pokazali się przy Reymonta z niezłej strony, ale niekoniecznie musieli wygrać. Swoje prezenty rozdawali jednak Semir Štilić i Wilde-Donald Guerrier. Pierwszy nie potrafił pokonać swojego kolegi Jasmina Buricia, a drugi wyleciał z czerwoną kartką. Choć bez wątpienia nie był to też udany mecz sędziego Frankowskiego, który najpierw dziwnie rozdawał kartki, a potem gdy należało to kontynuować - nagle przestał. No ale wtedy mecz nie skończyłby się "10 na 11". I bez wątpienia rozjemcę z Torunia potyczka ta przerosła.

Poniedziałek, 8 grudnia:

Ruch Chorzów 2-0 Podbeskidzie

1-0 Rołand Gigołajew (40.)

2-0 Grzegorz Kuświk (55.)

"Niebiescy" dobitnie pokazali w tym meczu, że po pierwsze łatwo się w tym sezonie nie poddadzą, bo nie mają zespołu "na spadek", a po drugie, że na własnym stadionie będą groźni dla nie jednego zespołu. To także ostrzeżenie dla Wisły, która zjawi się przy Cichej za tydzień. A co do Górali, to ambicje na czołową ósemkę będą musieli na razie odłożyć.

Aktualna tabela:

1. Legia Warszawa 18 38 40-17

2. Śląsk Wrocław 18 32 29-20

3. Lech Poznań 18 29 36-20

4. WISŁA KRAKÓW 18 29 32-23

5. Jagiellonia Białystok 18 29 29-23

6. Górnik Zabrze 18 28 25-25

7. Pogoń Szczecin 18 27 26-26

8. GKS Bełchatów 18 27 15-18

9. Podbeskidzie Bielsko-Biała 18 24 27-30

10. Piast Gliwice 18 23 22-26

11. Lechia Gdańsk 18 21 24-26

12. Górnik Łęczna 18 21 21-24

13. Korona Kielce 18 21 18-28

14. Cracovia 18 19 17-26

15. Ruch Chorzów 18 17 19-26

16. Zawisza Bydgoszcz 18 9 18-40

Dodał: Redakcja

Źródło: wislaportal.pl

Zza bramki. Po meczu Wisły z Lechem

Końcówka roku nie jest udanym okresem dla piłkarzy Wisły Kraków. Wprawdzie całkiem niedawno cieszyliśmy się z wygranej nad Górnikiem Łęczna i nawet jeśli została ona odniesiona "w bólach", to kibice mieli prawo liczyć na kolejne zwycięstwa - w Gliwicach, a także - bo czemu by nie - z poznańskim Lechem. Okazało się inaczej. W tych dwóch spotkaniach podopieczni Franciszka Smudy zagrali słabo i zainkasowali łącznie zaledwie jeden punkt. Momentami udana więc - wydawałoby się jesień - może niestety zakończyć się bardzo mocno przeciętnie.

Wiele zależeć będzie bowiem od wyniku naszego najbliższego meczu, który zagramy w Chorzowie. Ewentualna bowiem porażka z Ruchem może zepchnąć nas w okolice nawet ósmego miejsca w tabeli! Zupełnie nieadekwatnego do gry wiślaków jesienią. No ale może to tylko nasze pobożne życzenie i nie do końca obiektywna ocena postawy naszych piłkarzy?

Kontra? Śmiech panowie!

Mecz z Lechem ułożył się wiślakom najlepiej jak tylko mógł. Szybko strzelona bramka pozwalała nam nie tylko na o wiele spokojniejszą grę, ale też wręcz powinna przynosić okazję do kontrataków. Niestety te były w naszym wykonaniu żartem. Jedyna kontra jaka mogła się powieść to ta z drugiej połowy, po której jednak i tak Łukasz Burliga podał niedokładnie, a zaraz potem sami straciliśmy gola. Na nasze wtedy szczęście - z pozycji spalonej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiślacy nie mają w trakcie sezonu zbyt wielu okazji do wychodzenia z kontratakami, bo najczęściej grają atak pozycyjny, ale to wręcz widać gołym okiem, że nie mają tego wpojonego. Jak to robić pokazywał znakomicie w sezonie poprzednim Ruch Chorzów, który po przejęciu piłki wychodził kilkoma zawodnikami na totalnym "gazie" - co dawało tej drużynie znakomite efekty. W tym sezonie pokazywała to też momentami Jagiellonia - i tak można byłoby wymieniać. Na pewno nie pokazuje natomiast tego Wisła. I nawet fakt posiadania w składzie niezwykle szybkiego Emmanuela Sarkiego nie daje nam żadnego w tym względzie handicapu. Nigeryjczyk niestety rzadko daje "jakość" w przodzie, a nawet jeśli już tam ruszy, to warto czasami zauważyć - ilu zawodników naszego zespołu włącza się do takich wyjść...

Tracone gole? Śmiech panowie

W niedzielę Wisła traciła gole w juniorski sposób. Przy pierwszym zdecydowanie zbyt łatwo Szymona Pawłowskiego "odpuścił" Rafał Boguski, który mógł przed polem karnym powalić na ziemię pomocnika Lecha i byłoby po akcji. Stały fragment gry z takiego miejsca jest oczywiście niebezpieczny, ale poznaniacy nie zagrażali nam z nich zupełnie. Na domiar złego - kontynuacja akcji to błąd Macieja Sadloka, który "na raz" blokował Karola Linettego. No i zostawiony Tomasz Kędziora, bo już nikt za nim nie wrócił. Przy drugiej zaś bramce zbyt wysoko wyszedł Richárd Guzmics, przez co w naszej defensywie zrobiła się dziura, a tę spokojnie wykorzystał Kasper Hämäläinen - dogrywając do osamotnionego Zaura Sadajewa, bo do tego nie miał już prawa dojść spóźniony Łukasz Burliga. Obydwa gole do oglądania na okrągło - jak nie powinno się grać!

Podsumowanie rundy Donalda

Mecz z Lechem to podsumowanie fatalnej rundy Wilde-Donalda Guerriera, który - co ciekawe - spotkanie z poznaniakami zaczął nieźle, bo uratował nas od utraty gola, wybijając piłkę gdy okazję na wyrównanie miał Tomasz Kędziora. Oczywiście miał też Haitańczyk trochę pecha, bo sam faulowany "na czerwień" Łukasz Trałka przyznał po meczu, że wiślak niekoniecznie zasłużył na aż tak poważną karę. Tym bardziej, że i sam lechita z boiska powinien wylecieć, bo mając już na swoim koncie żółtą kartkę - na podobne napomnienie zasłużył za faul na Mariuszu Stępińskim... Ale niedzielne sędziowanie to już oddzielna historia, bo miało być o Donaldzie. Ten - co warto przypomnieć - zamiast przed startem nowego sezonu trenować i skupić się na grze - jeździł po Szwajcarii i szukał szczęścia, którego nie znalazł. O jego pozaboiskowym życiu krążą po Krakowie legendy i jeśli czerwień z meczu z Lechem faceta nie obudzi i ktoś w klubie nim nie wstrząśnie - może być tak, że Guerriera w Krakowie mało kto będzie chciał już oglądać.

Frankowski! Co? Ty już wiesz co!

Toruński sędzia promowany jest w PZPN-ie do miana rozjemcy, który może "gwizdać" w szlagierach. Niedzielny kompletnie go przerósł. Był po prostu fatalny. I to nie tylko dlatego, że czerwoną kartką wpłynął na losy meczu. Guerrier na swoją karę zapewne zasłużył, zresztą bez ogródek mówili to później jego koledzy z zespołu. Ale jeśli on, to na podobną sprawiedliwość zasłużył też Łukasz Trałka. W końcówce Frankowski pogubił się zresztą zupełnie i po prostu przestał karać zawodników kartkami. Konsekwencji za grosz, a to w sędziowaniu ważna sprawa. I chyba z ulgą zagwizdał po raz ostatni. Ja zaś z ulgą odpocznę sobie od jego widoku, bo mam nadzieję, że zbyt szybko w Krakowie go nie zobaczę.

1424

Dokładnie tylu kibiców miało na mecz Wisły z Lechem kupione bilety, ale na niego nie przyszło. Można zakładać, że część z nich postanowiło wspomóc finansowo klub, nawet jeśli na wspomniane spotkanie przyjść nie mogło. To oczywiście godna pochwały postawa i jeśli ktoś z Was tak właśnie zrobił - można powiedzieć tylko jedno - "brawo"! Byli jednak i tacy, którzy z tych fanów, którzy na mecz się wybrali, w komentarzach potrafiła szydzić. Mam nadzieję, że jesteście z siebie dumni, bo nie tylko nie wspieraliście swojego klubu w potrzebie, ale też obrażacie tych, którzy są z Wisłą zawsze. Nie tylko wtedy kiedy "przyjedzie Legia", ale także wtedy, gdy temperatura spada poniżej zera i niekoniecznie chce się wychodzić z domu. Niektórzy z Was w swoich domowych zaciszach zostali, ale klub wsparli. Inni tego nie zrobili - i to oczywiście rozumiemy. Nie musieliście. Ale dla tych, którzy szydzili z obecnych na meczu - wybaczcie - ale szacunku nie mamy za grosz. Wisła na takich "kibiców" zwyczajnie nie zasługuje!


Dodał: Redakcja


Źródło: wislaportal.pl

Video


Galeria kibicowska: