2015.11.29 Pszczółka AZS UMCS Lublin - Wisła Can-Pack Kraków 44:50

Z Historia Wisły

2015.11.29, Ekstraklasa, runda zasadnicza, 10. kolejka,
Lublin, 17:00
Pszczółka AZS UMCS Lublin 44:50 Wisła Can-Pack Kraków
I: 16:12
II: 9:17
III: 6:9
IV: 13:12
Sędziowie:
Michał Proc, Arnauld Kom Njilo, Tomasz Trybalski
Komisarz:
Zbigniew Błażkowski
Widzów:
Pszczółka AZS UMCS Lublin:
Jhasmin Player 14 (11 zb), Leah Metcalf 12, Destiny Williams 11 (10 zb), Olivia Szumełda-Krzycka 3, Marta Jujka 2, Dominika Owczarzak 2, Agata Szczepanik 0, Kateryna Dorogobuzova 0, Aldona Morawiec 0.
Trener:
Krzysztof Szewczyk

Wisła Can-Pack Kraków:
Devereaux Peters 18, Laura Nicholls 9, Katerina Zohnova 6, Magdalena Ziętara 5, Cristina Ouvina 4,
Yvonne Turner 3, Agnieszka Szott-Hejmej 3, Justyna Żurowska-Cegielska 2.
Trener:
Jose Hernandez



Spis treści

Przed meczem

Wiślaczki zagrają w Lublinie

Po przerwie na eliminacje Mistrzostw Europy koszykarki wracają na ligowe parkiety. W 10. kolejce Wisła Can-Pack Kraków zmierzy się w Lublinie z Pszczółką AZS UMCS. Początek niedzielnego spotkania zaplanowano na godz. 17.00.

Potyczka z lubelskim zespołem nie będzie spacerkiem dla wiślaczek, które jak dotąd znajdują się na czele tabeli Tauron Basket Ligi Kobiet. Ich rywalki znajdują się bowiem na czwartym miejscu w ligowym zestawieniu. Dotychczas podopieczne Krzysztofa Szewczyka odniosły sześć zwycięstw, a trzykrotnie schodziły z parkietu pokonane. Koszykarki Pszczółki AZS UMCS potrafiły zwyciężyć - jako jedyne dotychczas (przegrały tam Wisła Can-Pack i Artego Bydgoszcz) w Polkowicach, wywiozły również cenną wygraną z Torunia, a we własnej hali uporały się po dogrywce z wrocławską Ślęzą. Jako typową wpadkę - szczególnie w kontekście dalszych wyników obu ekip - można określić porażkę na inaugurację w Gorzowie Wlkp. Później lublinianki odniosły sześć kolejnych zwycięstw, jednak w dwóch ostatnich starciach uznawały wyższośc swoich rywalek - najpierw w Gdyni uległy tamtejszemu Basketowi, zaś w ostatniej kolejce przegrały w Lublinie z Artego.

Plakat meczowy.
Plakat meczowy.

O sile akademiczek stanowią zawodniczki amerykańskie, które legitymują się najwyższą średnią punktów w drużynie: Leah Metcalf - 12,4 pkt., Jhasmin Player - 11,3 pkt., Destiny Williams - 10,9 pkt.. Ta ostatnia najlepiej walczy na tablicach, notując przeciętnie 9 zbiórek. Natomiast najlepiej podającą jest Dominika Owczarzak, której meczowa średnia asyst wynosi 4,3. Krakowianki powinny zwrócić uwagę także na reprezentantkę Ukrainy - Katerynę Dorogobuzową czy Olivię Szumełdę-Krzycką (dawniej Tomiałowicz). Obie są groźne zwłaszcza w rzutach z dystansu. Natomiast w strefie podkoszowej operuje Marta Jujka - znana kibicom z występów w koszulce z Białą Gwiazdą w sezonie 2013/2014. W zasadzie na wymienionych powyżej zawodniczkach kończą się atuty tamu z Lublina. Niewiele minut na pokazanie swoich umiejętności dostają bowiem od trenera Szewczyka dwie aktualne reprezentantki Polski - Aldona Morawiec i Agata Szczepanik (Teodor Mołłow powoływał do kadry również Owczarzak).

Czy wiślaczki podtrzymają swoją dobrą passę z trzech poprzednich spotkań w TBLK i Eurolidze, gdy za każdym razem, z różnych powodów, sukces smakował wyjątkowo dobrze? Czy Yvonne Turner i Devereaux Peters poprowadzą mistrzynie Polski do kolejnej wygranej? Obie Amerykanki w trzech ostatnich starciach zdominowały poczynania ekipy ze stolicy Małopolski. Za każdym razem zdobywały bowiem znacznie więcej niż połowę całego dorobku punktowego swojego zespołu. Peters notuje średnio w TBLK 17,8 pkt. i 9,0 zb., zaś Turner - 15,7 pkt. Nie można jednak zapominać o Justynie Żurowskiej-Cegielskiej (11,9 pkt.). Kapitan Wisły Can-Pack w minioną sobotę rozegrała znakomite zawody w rozgrywanym w ramach eliminacji do Eurobasketu meczu reprezentacji Polski przeciwko Białorusinkom, prowadząc swoje partnerki do zwycięstwa, które wydawało się jawić w drugiej kwarcie niemal jako mrzonka. A może tym razem bohaterką potyczki w Lublinie zostanie jedna z Hiszpanek? Zarówno Cristina Ouvina (9,8 pkt., 5,3 as.), jak i Laura Nicholls (8,3 pkt., 6,4 zb.) dwukrotnie wystąpiły w swojej rodzimej reprezentacji, przyczyniając się do pewnych zwycięstw. Pewne jest, że podopieczne trenera Jose Hernandeza będą musiały włożyć wiele wysiłku, aby odnieść dziewiąte zwycięstwo w obecnym sezonie TBLK. Mając jednak tak renomowanego szkoleniowca i coraz mocniej zahartowaną w trudnych bojach drużynę, optymizm co do końcowego rozstrzygnięcia jest jak najbardziej uzasadniony.

Źródło: wislalive.pl


Relacje

Cenne zwycięstwo w Lublinie

Koszykarki Wisły Can-Pack Kraków pokonały dziś w Lublinie tamtejszą Pszczółkę AZS UMCS 50:44 i nadal pozostają liderkami Tauron Basket Ligi Kobiet.


Trener Jose Hernandez posłał do boju następująca piątkę: Yvonne Turner, Magdalena Ziętara, Katerina Zohnova, Justyna Żurowska-Cegielska, Devereaux Peters. Ta ostatnia jako pierwsza zdobyła punkty w spotkaniu, lecz w kolejnych minutach miejscowe nie pozwoliły wiślaczkom na wiele. Gdy Leah Metcalf celnie przymierzyła z dystansu, a poc chwili wykończyła szybki atak swojego zespołu, na tablicy pojawił się wynik 9:2 i hiszpański szkoleniowiec poprosił o czas. W kolejnych minutach, głównie za sprawą Peters, mistrzynie Polski zredukowały straty do zaledwie jednego "oczka", lecz ostatnie słowo w pierwszej kwarcie należało do akademiczek, które po upływie pierwszych 10 minut prowadziły 16:12.

W drugiej ćwiartce przez kilka minut na prowadzeniu były pdoopieczne Krzysztofa Szewczyka, lecz gdy w 16 min. bardzo dobrze dysponowana Peters (16 pkt. w pierwszej połowie) kolejny raz umieściła piłkę w koszu, to team spod Wawelu uzyskał jednopunktową przewagę - 19:20. W kolejnych fragmentach mistrzynie Polski jeszcze nieco powiększyły tę skromną zaliczkę. Gdy do końca tej fazy gry pozostawało 40 sekund, punkty zdobyła Żurowska-Cegielska, ustalając rezultat do przerwy - 25:29.

Po zmianie stron, przez blisko siedem minut przyjezdne nie powiększyły swojego dorobku. Szczęśliwie dla nich, lubelski zespół był w stanie uzyskać w tym czasie jedynie 6 pkt. Gdy jednak nadeszło przełamanie ekipy ze stolicy Małopolski, role się odwróciły. Celne rzuty Cristiny Ouviny, Laury Nicholls oraz "trójka" Zohnovej sprawiły, że po trzech kwartach wynik brzmiał 31:38.

Czeszka również w decydującej fazie gry popisała się trafieniem zza linii 675 cm, a gdy z bliższej odległości nie myliły się Ziętara i Nicholls, w 34 min. podopieczne trenera Hernandeza notowały aż jedenastopunktową zaliczkę - 34:45. Rywalki jednak nie poddały się, a szczególne zagrożenie stanowiły Jhasmin Player i Destiny Williams. Po ich trafieniach na 120 sek. przed końcową syreną było już "tylko" 42:45. Wkrótce Player spudłowała "rzut na remis", a odpowiedź z dystansu zawodzącej dzisiaj (szybko popełniła trzy przewinienia i spędziła na parkiecie zaledwie 12 minut) Turner okazała się skuteczna. Lublinianki nie były w stanie już wiele zrobić. Ostatecznie kwestię zwycięstwa przesądziła Peters, trafiając na 17 sek. przed końcem. Takiego kapitału, jak siedem "oczek" przewagi, krakowianki nie mogły już bowiem roztrwonić w tak krótkim czasie.

Po dziesięciu kolejkach Wisła Can-Pack, z dorobkiem dziewięciu zwycięstw i jednej porażki, pozostaje liderem tabeli TBLK. Na kolejnych miejscach plasują się: MKS Polkowice (8-2), Artego Bydgoszcz (7-2, wyjazdowy mecz z Basketem Gdynia bydgoszczanki rozegrają 16.12) i Ślęza Wrocław (7-3). Za tydzień mistrzynie Polski czeka jeszcze trudniejszy wyjazd - do Bydgoszczy.

Źródło: wislalive.pl


Wiślaczki lepsze w Lublinie

W spotkaniu 10. kolejki TBLK koszykarki Wisły Can-Pack Kraków pokonały w Lublinie tamtejszy AZS 50-44.

Tak jak można się było spodziewać - nie był to dla wiślaczek łatwy mecz. W bieżącym sezonie zespół z Lublina ma ciekawy skład i mocno się "Białej Gwieździe" - "postawił. I choć zaczęło się od 2-0 dla nas po trafieniu najskuteczniejszej w naszym zespole Devereaux Peters, to potem 9 oczek z rzędu zdobyły lublinianki, które ostatecznie wygrały pierwszą kwartę różnicą czterech punktów. Druga kwarta należała już jednak zdecydowanie do Wisły. Dobrze trafiała Peters, co pozwoliło nam zejść na przerwę z prowadzeniem 29-25.

Antrakt w grze sprawił jednak, że wiślaczki jakby swoje "instrumenty" pogubiły, bo przez prawie 7 minut trzeciej ćwiartki - nie zdobyliśmy choćby punktu! W tym czasie gospodynie dopisały ich jednak do swojego dorobku tylko sześć, więc gdy wreszcie naszą niemoc przełamała Cristina Ouviña na tablicy był remis po 31. A że końcówka kwarty była już pod nasze dyktando, więc przed decydującą i po trzech punktach Kateřiny Zohnovej oraz po dwóch trafieniach Laury Nicholls - prowadziliśmy 38-31.

I jak się okazało - tej przewagi Wisła już nie roztrwoniła, choć przyznać trzeba, że była tego blisko. Sześć minut przed końcem uciekliśmy bowiem na 45-34, ale lublinianki stać było jeszcze na ośmiopunktowy zryw (45-42). Wtedy jednak wreszcie obudziła się Yvonne Turner, która poczęstowała AZS "trójką" i w ostatniej minucie gospodynie nie były już w stanie nam zagrozić. Wiślaczki odnoszą więc swoje dziewiąte zwycięstwo, a teraz czeka je daleka podróż do Orenburga oraz szlagierowo zapowiadająca się rywalizacja w Bydgoszczy z Artègo.


Źródło: wislaportal.pl


Lublinianki przegrywają starcie z mistrzem Polski

Kiepska skuteczność i sporo błędów – kibice nie tak wyobrażali sobie starcie Pszczółki AZS UMCS z mistrzem Polski Wisłą Can-Pack Kraków. Zwycięsko z tej potyczki wyszły krakowianki, które wygrały 50:44.

Jako pierwsze do ataku rzuciły się lublinianki. Nie wykorzystały jednak swoich sytuacji. Wynik otworzyły krakowianki, a dokładnie Devereaux Peters. Gospodynie szybko się jednak zreflektowały. Pierwsze punkty dla AZS-u zdobyła rozgrywająca Dominika Owczarzak. Chwilę później akademiczki przejęły inicjatywę i wyszły na prowadzenie 9:2. Wisła raziła nieskutecznością i nonszalancją w ataku. Trener Jose Ignacio Hernandez musiał zareagować na taką grę swoich podopiecznych i wziął „czas”. AZS ciągle utrzymywał niewielkie prowadzenie, głównie za sprawą słabej ofensywy rywalek. Wiślaczki cały czas pozostawały jednak w kontakcie dzięki wyróżniającej się na tle koleżanek Peters. Środkowa w pierwszej kwarcie zdobyła 8 punktów. Końcówka należała do „Pszczółek”, które po 10 minutach gry wygrywały 16:12.

W drugiej odsłonie lublinianki nie spuściły z tonu. Dobrze funkcjonowała ich defensywa, która skutecznie utrudniała Wiśle rozgrywanie. Po chwili pojawiły się jednak pierwsze problemy ze skutecznością. Formacja obronna również zaczęła łapać coraz więcej fauli. Tym razem o przerwę na żądanie poprosił trener Krzysztof Szewczyk. W 6. minucie tej partii przyjezdne wyszły na prowadzenie 20:19. Sytuacja wymykała się powoli spod kontroli AZS-u. Wisła trafiła 8 punktów z rzędu i coraz bardziej się oddalała. Ostatnie 3 minuty to walka cios za cios. Do przerwy to goście wygrywali 29:25.

Wraz z upływem czasu pojawiało się zmęczenie. W trzech kolejnych akcjach lublinianki straciły piłkę w ofensywie. Z takiej pomocy rywalki jednak nie skorzystały. AZS po 3 minutach gry doprowadził do remisu po 29. Krakowianki nie wykorzystywały swoich okazji. Dzięki temu na tablicy długo utrzymywał się remis. Przez to spotkanie zamieniło się w festiwal nieskuteczności. Niemoc przełamały przyjezdne, które trafiły 7 punktów z rzędu. Dało im to prowadzenie 38:31 na zakończenie kwarty.

Ostatnio partia była bardzo podobna do poprzedniej. W szeregach AZS-u do pracy zabrała się Jhasmin Player. Wisła jednak nie zwalniała tempa i zaczęła powiększać prowadzenie. Po 4 minutach wygrywała 43:34. Gospodynie dostawały się bliżej kosza i tam szukały swoich szans. Ta taktyka zdawała egzamin, bo prowadzenie Wisły topniało w oczach. To jednak one były mocniejsze w końcówce i pewnie egzekwowały swoje rzuty. Wtedy też jedyne 3 punkty zdobyła w tym spotkaniu Yvonne Turner. Jak się okazało, była to kluczowa "trójka". Ostatecznie Wisła wygrała 50:44.

Za tydzień lublinianki rozegrają trzecie spotkanie przed własną publicznością z rzędu. Ich rywalem będzie zespół JTC MUKS Poznań.

Źródło: azs.umcs.pl


Konferencja pomeczowa:

Jose Ignacio Hernandez (trener Wisły Can-Pack Kraków):

Wiedzieliśmy, że po ostatnich dwóch tygodniach, kiedy nie mogliśmy trenować razem, będzie nam ciężko. Bałem się o spotkanie z Lublinem. Ciągle sądzę jednak, że zagraliśmy dobrze w ofensywie, ale nasz atak był okropny. Popełniliśmy za dużo błędów, przestrzeliliśmy dużo łatwych rzutów. Dla nas najważniejsze jest zwycięstwo. Mamy jeszcze jedno spotkanie przed zakończeniem rundy w Bydgoszczy. Bardzo ważny mecz. Dla nas jest niezwykle istotne, aby być na czele tabeli.


Magdalena Ziętara (Wisła Can-Pack Kraków):

Przede wszystkim chciałabym pogratulować dobrej postawy zespołowi z Lublina. Kolejny już mecz, gdy z kandydatem do finału walczą jak równy z równym i oby tak dalej. Co do naszej gry, to wiedziałyśmy, że po tej przerwie na reprezentację będzie nam się ciężko z powrotem zabrać do gry. Pierwsze wspólne treningi odbyłyśmy dopiero w piątek, wcześniej grałyśmy jakieś tam gierki 3 na 3. To nie to samo co trening. Jak grałyśmy mocno w obronie i konsekwentnie w ataku, to co sobie założyłyśmy, to przynosiło to efekty. Jednak były takie momenty, kiedy wyszłyśmy zdekoncentrowane na początku meczu i trzeciej kwarty. No i też w końcówce czwartej kwarty, gdzie odskoczyłyśmy na 10 punktów. Potem ta przewaga zmalała, ale jestem dumna z drużyny, że walczyłyśmy i pokazałyśmy charakter. ZA tydzień jedziemy do Bydgoszczy, kończymy pierwszą rundę. Mam nadzieję, że do świąt nie przegramy żadnego spotkania i ze spokojna głową rozstaniemy się na święta.


Krzysztof Szewczyk (trener Pszczółki AZS UMCS Lublin):

Gratuluję trenerowi Wisły i całemu zespołowi, tak w przeciągu meczu zasłużonego zwycięstwa. Wiedzieliśmy, że jeżeli chcemy wygrać ten mecz, to nie możemy zagrać na jakiś wysoki wynik, bo nie jesteśmy w stanie Wisły przerzucić. Wiedzieliśmy, że naszą szansą jest niski wynik. To nam się udało zrobić. Ale takie proste błędy. Dwa razy nie zastawiliśmy, gdzie po tym dostaliśmy dwie „trójki”. To gdzieś tam zadecydowało. Tak jak dla przeciwników, dla nas to były trudne dwa tygodnie. Najpierw nie mieliśmy zawodniczek, które były na kadrze. Do piątku trenowaliśmy też bez trzech Amerykanek. Takie jest życie. Musimy sobie z tym poradzić. Ten mecz udowodnił, że u siebie jesteśmy groźni dla każdego i przy lepszej postawie w ofensywie jesteśmy w stanie nawiązywać walkę z topowymi zespołami w naszej ekstraklasie. Przez te dwa tygodnie chcieliśmy poprawić nasz atak jeżeli chodzi o dzielenie się piłką. Momentami to wychodziło, ale Wisła jest jednym z najlepiej broniących, jeśli nie najlepiej broniącym zespołem w ekstraklasie. Nie zawsze to było tak łatwe jak byśmy chcieli. Ten mecz, mimo porażki, jest dobrym prognostykiem, który pokazuje, że w tej lidze możemy być groźni dla każdego.


Marta Jujka (Pszczółka AZS UMCS Lublin):

Był to dla nas kolejny ciężki mecz. Podjęłyśmy walkę. Zawsze u siebie jesteśmy groźne i zawsze brakuje jakiegoś elementu, żeby wygrać ten mecz. Gratulacje dla Wisły, bo jest to bardzo dobry zespół i kontrolowały przebieg meczu mino wszystko. Mam nadzieje, że przyjdzie ten moment przełamania się. Dzisiaj zabrakło też trochę skuteczności. Mam nadzieję, że przyjdzie dla nas przełamanie i zaczniemy wygrywać takie mecze.

Źródło: azs.umcs.pl

Galeria

azs.umcs