2015.12.06 Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:2

Z Historia Wisły

400. mecz Arkadiusza Głowackiego.
2015.12.06, Ekstraklasa, 19. kolejka, Kraków, Stadion miejski im. Henryka Reymana, 18:00, niedziela, 6°C
Wisła Kraków 0:2 (0:0) Legia Warszawa
widzów: 20.100
sędzia: Jarosław Przybył z Kluczborka.
Bramki
0:1
0:2
85' Nemanja Nikolić
90'+3 Aleksandar Prijović
Wisła Kraków
4-5-1
Radosław Cierzniak
Boban Jović grafika:kontuzja.png grafika:zmiana.PNG (20' Jakub Bartosz)
Arkadiusz Głowacki
Richárd Guzmics
Tomasz Cywka
Rafał Boguski
Krzysztof Mączyński
Alan Uryga
Rafael Crivellaro
Wilde-Donald Guerrier grafika:zk.jpg 32' grafika:zmiana.PNG (87' Grzegorz Marszalik)
Maciej Jankowski

Trener: Marcin Broniszewski
Legia Warszawa
4-5-1
Dušan Kuciak
Bartosz Bereszyński
Igor Lewczuk
Michał Pazdan grafika:zk.jpg 73'
Tomasz Brzyski grafika:zk.jpg 27'
Ivan Tričkovski
Tomasz Jodłowiec
Stojan Vranješ grafika:zmiana.PNG (77' Arkadiusz Piech)
Ondrej Duda grafika:zmiana.PNG (58' Guilherme)
Michał Kucharczyk grafika:zmiana.PNG (82' Aleksandar Prijović)
Nemanja Nikolić

Trener: Stanisław Czerczesow
Bramki: 0-2
Posiadanie (w %): 46-54
Strzały: 18-11
Strzały celne: 4-4
Piłki zagrane: 427-448
Piłki odzyskane: 140-141
Spalone 1-2
Podania: 329-356
Udane podania (w %): 56-62
Dośrodkowania 30-16
Rzuty rożne 7-5
Faule: 15-11
Żółte kartki: 1-2
Czerwone kartki: 0-0

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Przed meczem

Niemożliwe nie istnieje? Wisła gra z Legią

Plakat meczowy.
Plakat meczowy.

Przed mocno osłabioną Wisłą Kraków kolejne ciężkie zadanie. Na Reymonta zjawi się warszawska Legia i bez wątpienia będzie chciała wykorzystać solidne ostatnio problemy "Białej Gwiazdy". Dla nas brak choćby jednego zawodnika z podstawowego składu to spore zmartwienie. Brak dwóch - to już gigantyczny kłopot! Zwłaszcza jeśli absencja dotyczy nie tylko Macieja Sadloka, ale przede wszystkim Pawła Brożka.

Na "Brozia" można bowiem narzekać, można mówić, że marnuje sporo strzeleckich okazji, ale - przynajmniej je ma! Bez niego o takowe jest po prostu o wiele ciężej. I tego niestety spodziewać się można w rywalizacji z Legią. W niej na pewno Wisła nie jest faworytem, ale czyż nie jest tak, że "niemożliwe nie istnieje"?

I tego wypada się trzymać, zwłaszcza że mimo naszych wspomnianych kłopotów nasz kapitan, Arkadiusz Głowacki, uważa że w konfrontacji z legionistami nie jesteśmy na straconej pozycji. W tym miejscu nie sposób oczywiście nie wspomnieć, że właśnie w czekającym nas spotkaniu - "Głowa" świętować będzie niesamowity jubileusz! Założy bowiem koszulkę z Białą Gwiazdą po raz 400. i wyrówna w ten sposón najlepszy dotychczasowy wynik w naszym klubie, który należał do Władysława Kawuli, a który ten osiągnął w latach 1956-1970!

Warszawiacy będą chcieli oczywiście Głowackiemu jego święto zepsuć i choć nam się to nie podoba, to właśnie ekipa z ulicy Łazienkowskiej jest w czekającej nas rywalizacji zdecydowanym faworytem. I raczej ciężko się spodziewać, że wiślaków zlekceważy! Tym bardziej, że piłkarze z Warszawy znają już wynik meczu z Gliwic. Piast po raz drugi w tym tygodniu "zgubił" punkty i przed rywalizacją z Wisłą - Legia traci do liderujących od dawna w Ekstraklasie gliwiczan osiem "oczek". A może warto przypomnieć, że dwie kolejki temu różnica ta wynosiła punktów aż 10! Legia walczyć więc będzie w Krakowie o zmniejszenie w przeciągu zaledwie tygodnia aż o połowę swojej straty do Piasta... A o co powalczą wiślacy?

Wypada mieć nadzieję, że o jak najlepszy wynik, także dla swojego świętującego jubileusz kapitana! W jego osiągnięciu na pewno postarają się pomóc trybuny, które zapełnią się w rekordowej jak na ten sezon liczbie widzów. I choć do kompletu będzie zapewne daleko, to na pewno - zwłaszcza w związku z ostatnimi niepowodzeniami naszego zespołu - wręcz nie wypada się od niego odwracać. I mamy nadzieję, że tego nie zrobicie!

Do zobaczenia więc - na Reymonta!

Źródło: wislaportal.pl


Wielki mecz przy Reymonta

Na zakończenie pełnego emocji tygodnia, wszystkich sympatyków krakowskiej Wisły czeka jeszcze jedno ważne wydarzenie. Przed nami kolejny hit Ekstraklasy, w którym zmierzą się kluby od lat rywalizujące o najwyższe cele. Oto za kilka godzin, na murawę stadionu przy ulicy Reymonta, wybiegną jedenastki Wisły i Legii. Na takie widowisko nie trzeba nikogo specjalnie zapraszać, a każdy nieobecny już teraz może zacząć tego żałować. Tego klasyku nie można przegapić, a więc zapraszamy dziś na R22!

Dokładnie 146 razy Wisła i Legia mierzyły się ze sobą w walce o mistrzostwo Polski. Lepszy bilans ligowych spotkań należy do Białej Gwiazdy, która wygrała 56 meczów, 51 przegrała, a w 39 pojedynków zremisowała. Pierwsze odnotowane spotkanie, tak ważnych dla polskiego sportu klubów, odnotowano ponad 95 lat temu. Dokładnie 23 maja 1920 roku, w meczu towarzyskim rozegranym w Warszawie, padł bezbramkowy remis. Niespełna 7 lat później Wisła i Legia rozegrały pierwsze ligowe spotkanie w stolicy, które wygrali krakowianie 4:1.


W tym samym sezonie odbył się również pierwszy mecz obu zespołów pod Wawelem. 21 sierpnia 1927 roku Biała Gwiazda podejmowała Legię na własnym stadionie i pokonała gości 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył w 23. minucie Henryk Reyman. Wisła przed własną publicznością grała z Wojskowymi 71 razy ,w 37 pojedynkach okazała się lepsza, w 12 musiała uznać wyższość rywali, a w pozostałych 22 padł remis. Ostatni mecz z Legią przy Reymonta nie był zbyt udany dla Wiślaków, gdyż 21 września 2014 roku przegrali 0:3.

Mecze Wisły z Legią zawsze były pełne walki i emocji, a wiele z nich przeszło do historii. Jednym z takich pojedynków był ten z 6 października 2013 roku. W tym meczu sprawy sportowe odeszły trochę na drugi plan, a zapisał się on w annałach z zupełnie innego powodu. We wspomniane październikowe niedzielne popołudnie stadion przy ulicy Reymonta wypełniony był do ostatniego miejsca. Szczególne wrażenie, na każdym kto tego dnia zasiadał na trybunach, zrobiła wspaniała oprawa i atmosfera stworzona przez kibiców. A radość 32 458 fanów po zwycięskiej bramce zdobytej w 82. minucie przez Pawła Brożka zostanie zapamiętana na zawsze.

A jeśli o naszym napastniku mowa, to właśnie „Broźo” jest tym Wiślakiem, który strzelił Legii najwięcej bramek, a ma ich na koncie 12. Licząc wszystkie ekstraklasowe spotkania tych drużyn, to zdobyły one łącznie 400 goli. Wisła ma na koncie 197 trafień, a Legia 203.

Do ostatniego spotkania tych zespołów doszło 9 sierpnia bieżącego roku w Warszawie. W meczu 4. kolejki Ekstraklasy Wisła zremisowała z Legią 1:1. Pod koniec pierwszej połowy bramkę dla gospodarzy, uderzeniem z dystansu, zdobył Domini Furman. Po przerwie natomiast wyrównał Donald Guerrier, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego i głową umieścił piłkę w siatce.

W poprzedniej kolejce Legia przed własną publicznością wygrała 2:1 z Górnikiem Łęczna i w tabeli zajmuje 3. miejsce. Wisła natomiast przegrała w Poznaniu z Lechem 0:2 i obecnie plasuje się na pozycji numer 8.

Dzisiejsze spotkanie to dla naszego kapitana, Arkadiusza Głowackiego, 400. mecz w koszulce z białą gwiazdą na piersi. Tym samym wyrówna on rekord należący do Władysława Kawuli. Dla „Głowy” najważniejsze tego dnia będzie jednak zwycięstwo, które może dodać wszystkim skrzydeł. Bez wsparcia z trybun nie będzie to jednak możliwe. Dlatego z okazji mikołajek wszyscy zróbmy sobie prezent i stwórzmy na dzisiejszym meczu atmosferę, o której będzie się mówić przez lata!

Mecz kolejki pomiędzy Wisłą Kraków a Legią Warszawa rozpocznie się o godzinie 18:00.

Wszyscy na mecz, wszyscy na R22!

MH
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

400 meczów w barwach Wisły! Głowacki dziś dogoni rekordzistę Białej Gwiazdy

Pamiątkową koszulkę wręczył honorowy prezes Ludwik Miętta-Mikołajewicz i obecny prezes Robert Gaszyński.
Pamiątkową koszulkę wręczył honorowy prezes Ludwik Miętta-Mikołajewicz i obecny prezes Robert Gaszyński.

Jeśli Arkadiusz Głowacki zagra w niedzielnym meczu z Legią dogoni klubowego rekordzistę Władysława Kawulę.

Obecnie rekordzistą pod względem liczby występów w zespole Białej Gwiazdy jest Władysław Kawula, który przez 20 lat na przełomie lat pięćdziesiątych i siedemdziesiątych rozegrał w Wiśle 400 spotkań. Głowackiemu brakuje jednego spotkania i w niedzielę powinien dogonić słynnego wiślaka. Kapitan Białej Gwiazdy podchodzi do tego z dystansem, a nawet pewnym zawstydzeniem. – Biorę to na spokojnie. Uważam, że przez te wszystkie lata przez klub przewinęło się wielu zawodników, którzy bardziej niż ja zasłużyli na to, by być w tym miejscu – mówi.

W biurze prasowym Wisły od 2011 roku pracuje 26-letnia Karolina Kawula. To jedyna wnuczka Władysława. – Piłkarze, którzy znają historię klubu szybko zorientowali się, że jestem z nim spokrewniona. Wiedząc o tym chętniej rozmawiają ze mną na temat sytuacji boiskowych, ufając, że mam w tych kwestiach większe pojęcie. Cieszę się, że to akurat pan Arek Głowacki wyrównuje ten rekord. Od dawna jest moim ulubionym piłkarzem – mówi. – Jak powiedziałam o tym dziadkowi to stwierdził, że wybrałam sobie dobrego ulubieńca. Mówił: „Będą z niego ludzie. To solidny obrońca i jeszcze niejednemu da w kość” – dodaje.

Arkadiusz Głowacki.
Arkadiusz Głowacki.

Kawula słynął z atomowego strzału. – Dziadek niechętnie opowiadał o swoich osiągnięciach i dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, jak ważną był postacią w historii klubu. O jego atomowym strzale krążyły legendy. Raz po jego uderzeniu piłka złamała drewnianą poprzeczkę. Innym razem piłka odbiła się od poprzeczki i trafiła w plecy Edwarda Szymkowiaka. Opowiadano, że uderzenie było tak mocne, że nie był w stanie się podnieść – mówi Karolina.

– Władek był doskonałym stoperem, a tajemnica jego długowieczności wiązała się z abstynencją. Nie pił. W ogóle – wspomina Zbigniew Lach, który przez 5 lat grał z nim w Wiśle. – Czasem go namawialiśmy, ale nie było szans. „Spieprzaj z tym, nie ma picia” - rzucał i to był koniec tematu – dodaje.

Kawula mógł trafić do Legii. Pewnego dnia przyszli do niego wysłannicy warszawskiego klubu. – Wiemy, że jesteś najlepszy w Polsce, ale jeśli chcesz grać w kadrze, musisz przejść do Legii – usłyszał. Jak wieść niesie, wskazał na drzwi i poprosił, by wyszli. Zmarł w 2008 roku. W reprezentacji rozegrał 5 spotkań.

W tym aspekcie Głowacki jest znacznie lepszy, a i w liczbie meczów klubowych wkrótce zdystansuje swojego słynnego poprzednika. Ale do pół tysiąca nie dobije. Już kilka miesięcy temu zapowiedział, że w czerwcu przyszłego roku kończy karierę.


Mateusz Miga
Źródło: przegladsportowy.pl

Wypowiedzi przed meczem

- Brak Pawła to dla nas duża strata. Jego jakość i jego umiejętności dla naszego zespołu znaczą bardzo dużo. Wiemy dobrze jak działa jego obecność na boisku na naszych rywali, że są bardziej skoncentrowani na nim i dają nam możliwości, abyśmy grali piłką też przez innych zawodników. Problemy dotykają wszystkich, nie jesteśmy tutaj wyjątkiem - mówił na konferencji prasowej, przed meczem z warszawską Legią, trener "Białej Gwiazdy", Marcin Broniszewski.

I właśnie problemy kadrowe to na dziś największy problem "Białej Gwiazdy". Do kontuzjowanego Emmanuela Sarkiego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale dołączył do niego właśnie Paweł Brożek, a pod znakiem zapytania stoi gra Denisa Popoviča. Na pewno pauzować będzie natomiast musiał Maciej Sadlok, który w naszym poprzednim spotkaniu zobaczył czerwoną kartkę.

- Odpowiedzialność będzie spadała na zawodników, którzy być może do tej pory nie mieli okazji, żeby pokazać się na boisku. Jest to nasz wspólny problem i wspólnie musimy sobie z tym radzić, nawet w tak trudnym momencie jaki teraz nas dotknął. Nie chcę mówić o personaliach, dlatego że jest zbyt wcześnie, aby składać jakiekolwiek deklaracje. Chcemy się znów w spokoju przygotować do tego, aby bić się o punkty, bo to nasza wspólna odpowiedzialność i nie tylko za drużynę, również za komfort, kiedy zdobywa się trzy punkty, jak i za odpowiedzialność społeczną. Aby odbiór tego co się dzieje z tą drużyną i tutaj w klubie - był jak najbardziej pozytywny - mówił Broniszewski.

Legia to aktualny wicelider tabeli, która ma w swoim składzie Nemanję Nikolicia. Reprezentant Węgier zdobył w bieżącym sezonie ligowym aż 19 bramek. I o niego musiało oczywiście paść pytanie.

- Poza Nikoliciem jest w Legii wielu zawodników, którzy indywidualne umiejętności i możliwości posiadają tak duże, że w wielu przypadkach są w stanie sami zadecydować o losach drużyny. Czy też w odpowiedni sposób się zachować, aby drużyna uzyskała dobry wynik. Skupiamy się na drużynie, ale też znamy umiejętności piłkarzy Legii. Ważne jak ten mecz się rozpocznie, jak będzie przebiegał. Dochodzą dodatkowe zmienne, a przykładem może być nasz ostatni mecz z Lechem. Mimo planu i założeń on się tak dynamicznie zmienia, że trzeba umieć reagować także w tak trudnych momentach - przyznał trener Wisły.

Ostatnie dwa spotkania Wisła przegrała praktycznie już w pierwszych dwóch kwadransach rywalizacji. Broniszewski został więc zapytany o to, czy zwróci drużynie na ten właśnie początek gry baczniejszą uwagę.

- Z każdego meczu staramy się wyciągać wnioski, a szczególnie z popełnianych błędów, czy globalnie sytuacji, która nas dotyka. Czyli te pierwsze minuty - na tym też będziemy pracować, żeby właśnie w nich poza koncentracją podejmować też dobre decyzje. I mam nadzieję, że tym razem nam się to uda - zadeklarował trener.

Kłopoty kadrowe sprawią, że do meczowej osiemnastki w szerszym zakresie dołączy wiślacka młodzież. Broniszewski nie chciał jednak zdradzać personaliów zawodników, którzy znajdą się w "osiemnastce".

- Naturalnie, że w takich momentach będziemy korzystali z zawodników, których mamy w kadrze i których mamy w drugim zespole. Gdy "sypie" się kadra pierwszego zespołu, to wsparcie jest z zawodników, których mamy dostępnych w drugiej drużynie i tak będziemy sobie radzić - zakończył opiekun "Białej Gwiazdy".

Źródło: wislaportal.pl


Arkadiusz Głowacki: - Nie jesteśmy na straconej pozycji

- Rzeczywiście tak się złożyło, że w tak prestiżowym meczu będę rozgrywał 400. zawody w barwach Wisły. Dla mnie jest to wielki honor, wielki zaszczyt i prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się, że ta liczba będzie tak okazała. Jest to dla mnie wielkie wydarzenie, ale wydaje mi się, że w zaistniałej sytuacji i wśród tych problemów, które ostatnio nas dotykają, to wydarzenie schodzi na dalszy plan - mówił obecny na konferencji prasowej, przed meczem z Legią Warszawa, Arkadiusz Głowacki, którego w niedzielę czeka okazały jubileusz.

- Powinniśmy wszyscy postarać się o to, aby maksymalnie dobrze przygotować się do tego meczu - dodał "Głowa". - Nie jesteśmy na straconej pozycji. Wydaje mi się, że stać nas na to, aby nawiązać równorzędną walkę z Legią o to, żeby bić się o trzy punkty. Nieważne w jakim stylu, nieważne jak, ale punkty musimy zdobywać i nieważne jak renomowany przeciwnik do nas przyjeżdża - uważa wiślak.

W rozegranym na początku sierpnia meczu obydwu drużyn przy Łazienkowskiej - najlepszy snajper ligi, legionista Nemanja Nikolić, nie zdobył ani jednego gola. I właśnie o sposób na tego zawodnika został zapytany nasz kapitan.

- Po tym okresie kiedy Nikolić już miał okazję się zaprezentować w Polsce - każdy klub i każdy trener wie jak on się ustawia i jak próbuje uzyskać jak najlepszą pozycję do strzału, itd. Ale kwestią jest, czy uda się zrealizować swoje założenia, uda się ustawić, czy uda się wygrać pojedynek. My też wiemy jak gra Nikolić. Wiemy co należy zrobić, pytanie czy uda nam się go powstrzymać. Ale Legia to jednak nie tylko Nikolić, jest kilku bardzo dobrych zawodników, którzy robią różnicę na boisku, więc skupianie się na jednym Nikoliciu chyba nie wystarczy - uważa "Głowa".

Wisła po porażkach z Cracovią i Lechem, po zwolnieniu trenera Kazimierza Moskala oraz przy kłopotach kadrowych - jest jednak przed potyczką z Legią w trudnej sytuacji. I o nią Głowacki także został zapytany.

- Każdy trudny moment jest najtrudniejszy i teraz nie jest inaczej. Każdy próbuje jak może unikać właśnie takich momentów. Nie doprowadzić do takiej sytuacji, ale czasami życie nas brutalnie dogania i wtedy trzeba sobie z tym poradzić. Wtedy oddziela się mężczyzn od chłopców i to pokazuje kto jest ile wart. To są też dobre momenty na to, żeby pewne rzeczy określić i zweryfikować, więc może z tych trudnych momentów trzeba czerpać tyle dobrego, ile się da - zakończył wiślak.

Źródło: wislaportal.pl


Kamil Kosowski o meczu Wisły z Legią: Stawiam na remis

- Jeżeli to jest ręka Czerczesowa, to przyznam tylko, że jest bardzo niestabilna. Nie da się niczego dobrego powiedzieć o Legii, która gra bardzo nierówno. Nie ma elementów, nad którymi można było się rozpływać. Ostatni mecz z Łęczną można podsumować krótko: dwa błyski Dudy, wykończenia Nikolica. Koniec pozytywów. Warszawiacy ani nie potrafią kontrolować spotkań, ani narzucić swoich warunków. Nie ma jakości przez pełne 90 minut. Fani nie mają prawa być zadowoleni ze stylu, bo o jakim stylu my mówimy? - pyta Kamil Kosowski, z którym porozmawialiśmy o niedzielnym szlagierze ekstraklasy w Krakowie, w którym Wisła podejmie Legię Warszawa.

- Sporo ostatnio zamieszania w Wiśle. Przegrane derby z Cracovią, zmiana trenera, później bolesna porażka z Lechem. Siódme miejsce w tabeli odwzorowuje aktualnie możliwości zespołu z Reymonta? - Lech zagrał przede wszystkim świetny mecz, zdecydowanie najlepszy w tym w sezonie, więc nie było wątpliwości, kto tam zasłużył na trzy punkty. Wisła ułatwiła im zadanie. Czerwona kartka Sadloka, chwilę później rzut karny, wreszcie gol, który ustawił spotkanie. Doliczmy jeszcze kontuzję Pawła Brożka... Jeśli Brożek uszkodził mięsień, na pewno nie zagra i Crivellaro z Boguskim są już pewnie szykowani na niedzielę. Okoliczności nie sprzyjały, żeby "Biała gwiazda" postawiła ciężkie warunki, ale nie ma sensu na podstawie tego meczu oceniać siły tego zespołu. Stać ich na pewno na więcej.


- Marcin Broniszewski zostaje rzucony na głęboką wodę, bo ledwie przejął stanowisko trenera, a już rywalizował z Lechem i teraz czeka na Legię. - Jestem zaskoczony tym, co się stało. Wisła nie grała złej piłki, będę jej bronił. Zwolnienie trenera Kazimierza Moskala przyjąłem z dużym zaskoczeniem, bo nie można było go winić za skuteczność. Jego ekipa miała styl, grała ciekawie, ale nie strzelała bramek. Tutaj zarzuty należy kierować do zawodników, a nie do człowieka, który stoi i ogląda to wszystko z boku. On nie wykończy akcji w dogodnej sytuacji, tylko ma od tego ludzi. Broniszewski ma teraz trudne zadanie. Szczególnie, że teraz będą mierzyć się z Legią. Pozytyw jest taki, że najbliższy rywal gubi się w obronie, nie prezentuje niczego szczególnego. Piłkarzom Czerczesowa łatwo strzelić bramkę, nie oszukujmy się.


- Mecze Wisły z Legią też nie są już takim szlagierem jak choćby... za pana czasów. A było to tak niedawno. - Żyjemy w takiej rzeczywistości, co zrobić... Mecze Wisły z Legią czy Wisły z Lechem nadal są hitami ligi, przyciągają publikę na trybuny, więc tak samo będzie w niedzielę. Tam gdzie jedzie Legia, zawsze są pełne trybuny, bo stołeczny zespół generuje naturalnie wielkie emocje.


- Niedługo miną dwa miesiące pracy wicemistrza Polski z rosyjskim szkoleniowcem. Wciąż nie wygląda to w żaden sposób imponująco. - Jeżeli to jest ręka Czerczesowa, to przyznam tylko, że jest bardzo niestabilna. Nie da się niczego dobrego powiedzieć o Legii, która gra bardzo nierówno. Nie ma elementów, nad którymi można było się rozpływać. Ostatni mecz z Łęczną można podsumować krótko: dwa błyski Dudy, wykończenia Nikolica. Koniec pozytywów. Warszawiacy ani nie potrafią kontrolować spotkań, ani narzucić swoich warunków. Nie ma jakości przez pełne 90 minut. Fani nie mają prawa być zadowoleni ze stylu, bo o jakim stylu my mówimy?


- W dodatku wielu ekspertów zarzuca, że w szeregach wojskowych gra tylko jeden klasowy piłkarz. - Nikolić jest faktycznie klasowy, ale tylko na naszą ligę. Nie ma się co oszukiwać. Tutaj jest nieprzeciętny, ale w Europie nie istnieje. Wystarczy prześledzić sobie jego mecze w Lidze Europy. W ekstraklasie top, a tylko wyjedzie z kraju z zespołem i go nie ma. Statystyki w ekstraklasie ma imponujące, ale wciąż nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia z poważnymi przeciwnikami. Owszem, wcześniej strzelał też bardzo dużo na Węgrzech, ale fakty są takie, że nigdy nie biły się o niego kluby z mocnych krajów.


- Gdyby zamienił się pan z Czerczesowem, postawiłby pan na przykład w takim meczu na Jakuba Rzeźniczaka, gdyby był już gotowy do gry po urazie? Mając w pamięci jego wszystkie wpadki z opaską kapitańską... - Legia ma już kapitana i jest nim Michał Pazdan, reprezentant Polski. Dodajmy jeszcze Lewczuka, który jest ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji. Tak to właśnie wygląda w profesjonalnych klubach. Jeżeli coś zawalasz, wchodzi nowy piłkarz. Kuba Rzeźniczak stracił miejsce i powinien wziąć się do pracy. Na Łazienkowskiej powinni jednak myśleć już o zimowym okienku transferowym. Jeżeli snują marzenia o mistrzostwie, muszą wzmocnić skład, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Wiadomo, że za ponad tydzień grają z Piastem i teoretycznie są faworytem. Chciałbym zobaczyć ekipę z Gliwic w europejskich pucharach, to byłaby dla nich wielka nagroda za postawę w bieżących rozgrywkach. Pożyjemy, zobaczymy. Liga jest tak nieprzewidywalna, ze wszystko może się tu jeszcze wywrócić kilka razy do góry nogami. Wystarczy, że podzielimy punkty. Typowanie triumfatora sezonu 2015/16 jest jak wróżenie z fusów i potrzebujemy czasu, żeby dopiero wyciągnąć jakieś mądre wnioski.


- Zatem wracając do punktu wyjścia – kto pana zdaniem wygra w niedzielę? Bukmacherzy, w tym firma Fortuna, typuje triumf Legii po kursie 2.15. Domowe zwycięstwo Wisły to z kolei kurs aż 3.30. - Serce mam bliżej Wisły, bo spędziłem w tym klubie bardzo dużo czasu. Legia jest jednak uprzywilejowana, jest w lepszej sytuacji kadrowej. Nie zagra co prawda Furman, ale Wisła bez Sadloka i ewentualnie Brożka traci jeszcze więcej. Gdybym miał się pokusić o wskazanie rezultatu, postawiłbym jednak na remis...

www.arskomgroup.pl
Źródło: sportowetempo.pl


Relacje z meczu

Nie zasłużyli na porażkę! Wisła - Legia 0-2

Oprawa meczowa.
Oprawa meczowa.

Po bardzo emocjonującym spotkaniu, rozegranym w ramach 19. kolejki Ekstraklasy, krakowska Wisła pechowo przegrała z Legią Warszawa 0-2. "Biała Gwiazda" była w tym meczu mocno osłabiona z powodu plagi kontuzji, a mimo to pokazała ogromny charakter i stworzyła sobie więcej sytuacji do zdobycia bramek od faworyta z Warszawy. Ten jednak po trafieniach Nemanji Nikolicia w 85. minucie oraz w doliczonym czasie gry - Aleksandara Prijovicia - zdobył dwa gole. I komplet punktów pojechał do Warszawy.

Na mecz z Legią trener Marcin Broniszewski stracił nie tylko pauzującego za czerwoną kartkę Macieja Sadloka, ale także drugiego pechowca z Poznania - Pawła Brożka, który doznał przy Bułgarskiej kontuzji. Jakby tego było mało - urazu mięśniowego nie wyleczył do końca Denis Popovič, a do grona zawodników kontuzjowanych dołączył Łukasz Burliga! Siłą więc rzeczy - do naszego wyjściowego składu wraca Rafael Crivellaro, który ostatni raz w podstawowej jedenastce wyszedł w... sierpniu, a debiut na lewej obronie w naszym zespole zaliczać musiał Tomasz Cywka. Jak też łatwo wyliczyć - na ławce rezerwowych, poza Michałem Miśkiewiczem, mieliśmy zawodników, którzy łącznie wystąpili dotychczas w naszych barwach 10 razy...

A mimo to - cała pierwsza połowa toczyła się pod dyktando Wisły! Nasz zespół zaczął to spotkanie wysoko, z dobrym pressingiem i piłka przebywała najczęściej na tej części boiska, której bliżej do ulicy Reymonta. Czyli tam, gdzie bronili się legioniści. No i co za tym idzie - to właśnie na tę bramkę częściej uderzana była piłka. Jako pierwszy groźnie strzelał Wilde-Donald Guerrier, który spróbował uderzenia z przewrotki. Tyle, że próba Haitańczyka była zbyt lekka, aby mogła zaskoczyć Dušana Kuciaka. Dziesięć minut później blisko szczęścia był z kolei Maciej Jankowski, który świetnie "odwrócił się" z piłką, ale w ostatniej chwili legioniści futbolówkę mu wybili. Chwilę zaś wcześniej - wiślaków dotknął kolejny pech, bo z powodu kontuzji boisko opuścić musiał Boban Jović... Wiślacy nie zamierzali się jednak podłamywać tym kolejnym nieszczęściem i w 24. minucie swoją okazję mógł mieć Crivellaro, ale Kuciak był przy piłce szybszy.

Najszybszy zaś w minucie 30. był Ondrej Duda, który stworzył sobie swoim małym rajdem okazję do zdobycia gola. Słowak uderzył jednak obok naszej bramki. Wisła odpowiedziała na to szybkim wyjściem Guerriera, ale zakończonym niestety jego faulem oraz uderzeniem... bezpośrednio z rzutu rożnego Crivellaro, przy którym refleksem musiał wykazać się Kuciak. W 43. minucie swojej szansy z dystansu spróbował poszukać jeszcze Cywka, ale piłka minęła bramkę Legii. Na zakończenie pierwszej połowy to goście mieli jednak okazje do "otwarcia wyniku". Z rzutu wolnego dobrze uderzył Tomasz Brzyski, ale Radosław Cierzniak spisał się znakomicie. Do przerwy było więc 0-0, ale wyraźnie ze wskazaniem na Wisłę.

Można się więc było, chyba słusznie, spodziewać tego, że po przerwie Legia ruszy do śmielszych ataków, ale to Wisła zaatakowała jako pierwsza. Główka Jankowskiego z 47. minuty przeleciała jednak nad poprzeczką. Sześć minut później celnie uderzył z kolei Krzysztof Mączyński - Kuciak piłkę odbił - i można na pewno żałować, że dobitka nie udała się Rafałowi Boguskiemu!

W kolejnych minutach mecz zrobił się wprawdzie bardziej wyrównany, ale legioniści prezentowali głównie niedokładność, a na pewno odnotować trzeba kolejny strzał - choć niecelny - z 68. minuty Boguskiego, a także próbę z 71. minuty Alana Urygi. Legia odpowiedziała na to akcją Nemanji Nikolicia z Guilherme, ale Brazylijczyk został świetnie zablokowany przez naszych obrońców. W 73. minucie to jednak Legia wróciła z tzw. "dalekiej podróży". W dobrej sytuacji znalazł się bowiem Boguski, ale jego uderzenie trafiło w obrońcę!

Goście z Warszawy zaatakowali z kolei trzy minuty później, ale uderzenie Nikolicia wylądowało na siatce - ponad bramką. Po kolejnej zaś minucie - Legia zaczynała stawiać już wszystko jakby na jedną kartę - wpuszczając na boisko drugiego napastnika, którym był Arkadiusz Piech. To jednak Wisła znów zaatakowała. Blisko namieszania w polu karnym gości byli Boguski i Jankowski, ale ten pierwszy został zablokowany, a drugi uderzył zbyt lekko, aby Kuciak mógł wyjmować piłkę z siatki.

Od 82. minuty - Legia grała już na trzech napastników, bo do boju wszedł też Prijović, ale gra jako taka wciąż aktualnym wicemistrzom Polski się przy Reymonta nie układała. Niestety dla nas do czasu... W 85. minucie akcję gości z najbliższej odległości wykończył bowiem Nikolić i choć Legia nie zasłużyła na tę bramkę - prowadziła 1-0! Wiślacy starali się jeszcze odwrócić losy meczu, ale Jankowski uderzył obok bramki, a uderzenie "nożycami" Boguskiego - złapał Kuciak.

Ostatecznie Wisła pechowo i kompletnie niezasłużenie - przegrała z Legią... 0-2. W ostatnich sekundach spotkania wiślacy rzucili się jeszcze do ataku, ale nadziali się na kontratak. Wybita z własnego pola karnego piłka poszybiwała do Nikolicia, który wraz z Prijoviciem wyszli sami na naszą bramkę! I to ten drugi ustalił wynik spotkania.

To niestety nasza trzecia porażka z rzędu, choć na pewno dziś nikt wiślakom nie odmówi woli walki, ambicji, czy charakteru! Nie zmienia to natomiast faktu, że Legia stworzyła sobie "pół sytuacji" i ją wykorzystała. Wisła wciąż ma jeden zasadniczy problem, czyli skuteczność. A dokładniej jej chroniczny brak!

Źródło: wislaportal.pl


Uważnie do 85 minuty. Wisła - Legia 0:2

Kolejnej porażki doznali w niedzielę zawodnicy Wisły Kraków. Drużyna Marcina Broniszewskiego, mimo przyzwoitej gry, uległa 0:2 u siebie z Legią Warszawa, tracąc gole w ostatnich pięciu minutach meczu.

Był do mecz numer 400 w barwach Wisły dla Arkadiusza Głowackiego. Kapitan Wisły Kraków wyrównał rekord występów dla "Białej Gwiazdy" Władysława Kawuli.

Przed meczem fani Wisły zaprezentowali wyjątkową oprawę, która objęła połowę stadionu: tradycyjnie trybunę północną i po raz pierwszy na nowym stadionie trybunę wschodnią. Fantastyczna kartoniada w barwach klubowych i z napisem "AVE WISŁA" powstała przy współpracy z marką tyskie, która w zamian za zebrane kapsle po piwie przekazała znaczne środki na powstanie oprawy. Wielkie brawa dla organizatorów i wszystkich którzy dołożyli swą cegiełkę (bądź kapsel) do jej powstania!

Handzlik, Kuczak, Mordec, Bartosz, Marszalik, Kujawa i w do tego Miśkiewicz - taką ławkę miał do dyspozycji na mecz z Legią trener Broniszewski. Nie licząc 26-letniego rezerwowego golkipera średnia wieku sześciu graczy z pola wyniosła około 18,5 roku, zaś średnia minut w ekstraklasie - 17.

W pierwszym składzie luk także nie brakowało, do wcześniej wyeliminowanych przez kontuzje (Brożek, Popović, Sarki) i kartki (Sadlok) z powodów zdrowotnych dołączył jeszcze Łukasz Burliga. W tej sytuacji od pierwszych minut wystąpili m.in. Crivellaro i Jankowski, zaś na lewą obronę powędrował Tomasz Cywka.

By pecha nie było zbyt mało po 20 minutach trzeba było dokonać pierwszej zmiany. Z powodu kontuzji kolana zszedł z boiska Jović, a na jego miejsce wbiegł Jakub Bartosz. Młody obrońca drobnych błędów się nie ustrzegł, ale starał się grać bez kompleksów i ambitnie, nie uciekając także od obowiązków w grze ofensywnej. Za swój występ zebrał zasłużone komplementy.

Mimo tych wszystkich kłopotów Wisła grała z Legią jak równy z równym. To banalne określenie, ale w przypadku tego meczu bardzo adekwatne - "mecz walki". Ale też mecz chaosu. Sporo pressingu, ale też mnóstwo niecelnych podań, permanentne błędy w przyjęciu i rozegraniu. Żadnej z drużyn nie udawało się zbudować składnej akcji a obaj bramkarze, choć musieli zachować czujność, to wielu sytuacji do interwencji nie mieli.

Troszkę więcej chęci do pokonania golkipera rywali wykazywała Wisła. W 10 minucie efektownej przewrotki próbował Guerrier, lecz trafił wprost w Kuciaka. Nieźle wyglądała wymiana piłek z 24 minuty: Uryga do stojącego tyłem Jankowskiego, ten z pierwszej, górą w stronę Crivellaro, którego uprzedził Kuciak. W odpowiedzi po dwóch kwadransach gry dziurę w środkowych formacjach Wisły próbował wykorzystać Duda, który podbiegł niemal pod pole karne naszej drużyny i oddał mocny strzał w okolicach lewego słupka.

Radosław Cierzniak zademonstrował swoje umiejętności pięknie broniąc w 45 minucie strzał Brzyskiego z rzutu wolnego. Pięć minut wcześniej Kuciak nie dał się zaskoczyć Crivellaro bezpośrednio z rzutu rożnego.

Siedem minut po przerwie efektowny wrzut z autu niemal na środek pola karnego Legii zademonstrował Jakub Bartosz. Po nim odbitą piłkę próbował na gola zamienić Mączyński, a gdy interweniował Kuciak - z dobitką nie zdążył Boguski.

Niedokładność, błędy w przyjęciu, przypadek - to wszystko decydowało o obrazie gry i jak się okazało, zadecydowało też o wyniku. Do tego szczypta szczęścia i instynkt strzelecki napastnika. Zbliżała się 86 minuta, mało kto spodziewał się, że mecz skończy się inaczej niż 0:0. Tymczasem Arkadiusz Piech mimo kłopotów z przyjęciem piłki przed "szesnastką" Wisły zdołał się z nią jakoś obrócić i kopnął w kierunku lewej strony pola karnego. Piłka odbiła się rykoszetem od łydki Jankowskiego, Głowacki nie zdecydował się na przecięcie jej lotu i wtedy zza pleców znajdującego się na pozycji prawego obrońcy Boguskiego wyskoczył Nikolić oraz będący na spalonym Prijović. Mimo ofiarnej parady Cierzniaka Nikolić zdołał zmieścić piłkę pod jego tułowiem, zdobywając prowadzenie dla przyjezdnych.

Wisła odpowiedziała dwukrotnie, lecz nieskutecznie. W 89 minucie po centrze Bartosza główkował obok bramki Jankowski, zaś minutę później dość mocnej przewrotki próbował Boguski. Trafił wprost w Kuciaka.

W ostatnich sekundach Wisła pobiegła całą drużyną w pole karne Legii a po stracie piłki straciła też gola, gdyż wybitą do przodu piłkę przejął Nikolić, który miał przed sobą tylko Cierzniaka a obok Prijovicia. Będąc już w polu karnym Wisły zagrał do partnera, który nie miał problemu z trafieniem do pustej bramki. Kilka sekund później sędzia zakończył mecz.

Źródło: wislakrakow.com


Porażka w klasyku

Jakub Bartosz w swoim drugim występie w ekstraklasie.
Jakub Bartosz w swoim drugim występie w ekstraklasie.

Mimo znaczącej przewagi piłkarze Białej Gwiazdy muszą uznać wyższość rywala z Warszawy w meczu 19. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy. Szalę na korzyść gości przechylili w końcówce meczu Nikolić i Prijović.

Od samego pierwszego gwizdka arbitra do ataku ruszyła Biała Gwiazda, jednak ataki gospodarzy rozbijali defensorzy ze stolicy. W 8. minucie Legioniści próbowali zaskoczyć Cierzniaka, lecz na posterunku był Uryga. Sto osiemdziesiąt sekund później świetną piłkę posłał Uryga w kierunku Guerriera, który z przewrotki uderzył wprost w Kuciaka.

W 17. minucie strzałem z dystansu chciał pokonać bramkarza Białej Gwiazdy Brzyski, lecz pewnie interweniował Cierzniak. Chwilę później wyśmienitą okazję zmarnował Jankowski, uderzając z 10. metra wprost w Kuciaka.

Kolejne zagrożenie ze strony piłkarzy trenera Broniszewskie przyszło w 24. minucie. Wówczas kontratak Białej Gwiazdy rozpoczął Crivellaro, zagrywając piłkę do Bartosza. Młody obrońca Wisły natychmiast podał futbolówkę Jankowskiemu, ale napastnika ekipy gospodarzy uprzedził jeden z obrońców Legii.

Kilkanaście sekund później w roli głównej wystąpił Crivellaro, który znalazł się sam na sam z bramkarzem rywala. Niestety golkiper stołecznych okazał się szybszy i uprzedził Wiślaka. Groźnie pod bramką Wisły zrobiło w 30. minucie, kiedy to piłka o centymetry minęła słupek po strzale Dudy z 16. metra.

Kolejne minuty przyniosły naprzemienne ataki. Najpierw w 32. minucie Nikolić uderzył nad poprzeczką, a sześć minut później pomylił się Mączyński. Cztery minuty przed końcem pierwszej części spotkania technicznie na bramkę Cierzniaka uderzał Trickovski i niewiele brakło, a futbolówka wylądowałaby w bramce, gdyż zmierzała w samo okienko.

Kapitan Legii Michał Pazdan i Rafael Crivellaro dla którego był to pierwszy występ w pełnym wymiarze w ekstraklasie.
Kapitan Legii Michał Pazdan i Rafael Crivellaro dla którego był to pierwszy występ w pełnym wymiarze w ekstraklasie.

Na strzał z dystansu zdecydował się także w 43. minucie Cywka, lecz piłka po jego fantastycznym strzale poszybowała nad bramką. Jeszcze przed przerwą świetnie zachował się Cierzniak, który sparował piłkę po uderzeniu Brzyskiego z rzutu wolnego.

Sto osiemdziesiąt sekund po zmianie stron Mączyński podał futbolówkę Guerrierowi, który uderzył jedynie nad poprzeczką. Chwilę później piłka powinna wpaść do siatki Wojskowych, lecz Biała Gwiazda nie potrafiła skierować jej do siatki w zamieszaniu pod bramką przeciwnika.

Ataki graczy Marcina Broniszewskiego nie ustawały. W 54. minucie defensywą Legii zamieszał Boguski, piłka w końcu trafiła pod nogi Mączyński, ale Kuciak nie dał się pokonać. Źle mógł dla Wiślaków zakończyć się błąd w obronie osiem minut później, lecz na szczęście niebezpieczeństwo odparł Guzmics.

Dwie kolejny próby Wiślaków nie znalazły drogi do bramki, najpierw Boguski przestrzelił, a później pomylił się Uryga. Indywidualna Crivellaro z 72. minucie powinna zakończyć się powodzeniem, lecz tym razem strzał Brazylijczyka zablokował obrońca z Warszawy. Piłka trafiła jeszcze do Jankowskiego, spod nóg którego futbolówkę zagarnął Kuciak.

Próba skarcenia przeciwnika nie powiodła się także kilkadziesiąt sekund później, gdyż najpierw Jankowski uderzył wprost w defensora, a dobitka Boguskiego także zatrzymała się na rywalu. Wiślacy za wszelką dążyli do zwycięstwa, ale obrona stołecznych pozostawała nienadszarpnięta.

W 85. minucie, mimo znacznej przewagi Białej Gwiazdy, bramkę dla Legii zdobył Nikolić, który płaskim strzałem umieścił futbolówkę w siatce. Sześćdziesiąt sekund przed końcem regulaminowego czasu gry świetną wrzutkę na głowę otrzymał Jankowski i tylko centymetry dzieliły Wisłę od szczęścia.

Tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra Legia podwyższyła rezultat meczu na 2:0, a bramkę zdobył Prijović.


Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl


Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Marcin Broniszewski: - Na pewno się nie poddamy!

- Jesteśmy rozczarowani wynikiem, bo graliśmy dziś o trzy punkty. Chcę wszystkich zapewnić, że na pewno się nie poddamy! Na pewno ta drużyna będzie walczyła z takim poświęceniem jak dziś, albo jeszcze bardziej. Chciałbym żeby to było bardzo wymowne dla wszystkich. Co do samego meczu, to było w naszym wykonaniu niezłe spotkanie. Na pewno dużo było poświęcenia i ofiarności - powiedział po porażce z Legią trener Wisły, Marcin Broniszewski.

- Z perspektywy boiska mam takie wrażenie, że w środku pola zdominowaliśmy przeciwnika, ale znów nie zdobyliśmy bramki i to jest to rozczarowanie, o którym powiedziałem - dodał opiekun wiślaków.

Oczywiście nie mogło zabraknąć pytania o młodego obrońcę, Jakuba Bartosza, który wszedł na murawę z konieczności, po kontuzji Bobana Jovicia, i na pewno wykorzystał dziś swoją szansę.

- To jest młody zawodnik i nie pozwolę sobie na pewno dziś na to, aby go publicznie ocenić. Mamy jeszcze dwa mecze do rozegrania, a z młodymi ludźmi różnie bywa. Bardzo zależy mi na tym młodym zawodniku, dlatego dziś go nie ocenię, a jest to tylko dla dobra jego oraz klubu. Co do Bobana Jovicia, to nie znam się na medycynie. Lekarze i masażyści będą to diagnozować. Z tego co wiem jest to uraz kolana i był już na badaniach. Jaki to konkretnie uraz, nie odpowiem - mówił trener Broniszewski.

Opiekun wiślaków nie chciał oceniać indywidualnie żadnego z piłkarzy. - Dla mnie liczy się drużyna, która walczy dla tego klubu. Tak jak dzisiaj. Jestem przekonany, że tempa nie zwolni - uważa trener.

- Zabrakło nam jakości w ofensywie i my to doskonale wiemy. W fazach ofensywnych brakowało nam dokładności i tak naprawdę takiej typowej "setki", choć te sytuacje, które mieliśmy, były niezłe - stwierdził Broniszewski.

Trener przyznał ponadto, że kontuzjowani Paweł Brożek i Łukasz Burliga powinni wrócić do gry, jeśli nie na mecz z Lechią, to na zakończenie rundy i spotkanie z Pogonią.

Źródło: wislaportal.pl


Stanisław Czerczesow: - Zachowaliśmy dużo cierpliwości i udało nam się zwyciężyć

- Słyszałem bardzo dużo o meczach Wisły z Legią. Wiem, że derby to są derby. Oczekiwaliśmy bardzo trudnego spotkania i takie ono było. Na początku gra nam się nie układała, ale zachowaliśmy dużo spokoju, zachowaliśmy dużo cierpliwości i udało nam się zwyciężyć. W tym meczu z obydwu stron bardzo dużo walki, a mniej sztuki piłkarskiej - powiedział po meczu Wisły z Legią trener zespołu z Warszawy, Stanisław Czerczesow.

- Mogę zmieniać kogo chcę i kiedy chcę, jeśli gra tego wymaga - odparł Czerczesow, pytany o zmianę Ondreja Dudy. - Jeśli jakiś piłkarz czuje, że ma jakiś problem, to w takich meczach walki na boisku powinni przebywać tylko piłkarze, którzy są na 100% gotowi do gry.

- Jestem niezadowolony z postawy sędziego, który zagwizdał faul i pokazał Michałowi Pazdanowi żółtą kartkę, a na nią nie zasłużył. Przez to nie wystąpi on w naszym kolejnym meczu i będziemy musieli zagrać kimś innym - zakończył opiekun Legii.


Źródło: wislaportal.pl


Stanisław Czerczesow: (wideo)

>>> konferencja (video):


Źródło: Legia Warszawa


Pomeczowe wypowiedzi zawodników

Jakub Bartosz: - Myślę że dobrze wypadłem

- Czułem się dobrze, cały czas trenuję, więc muszę być przygotowany do gry. Nie czuję kompleksów, myślę że dobrze wypadłem, choć mecz jest przegrany, ale z mojej strony był chyba dobry. Debiut mam już za sobą, więc tremy nie było - mówił po spotkaniu z Legią Jakub Bartosz, który pojawił się na murawie z "konieczności", po tym gdy kontuzji doznał Boban Jović.

- Myślałem, że po debiucie będę grać częściej, ale musiałem więcej trenować i teraz wracam. To prawda też, że wcześniej zostałem odstawiony i zesłany do rezerw. A powód? Moja słabsza gra i szczerze mówiąc tak było. Byłem w słabszej formie. Podchodzę jednak do wszystkiego spokojnie, głowę mam "dobrą". Muszę na spokojnie obejrzeć teraz ten mecz i wtedy ocenię jak grałem. W debiucie też tak wchodziłem, to była prawie taka sama sytuacja i mam nadzieję, że na kolejny występ nie będę musiał aż tak długo czekać - zakończył Bartosz.

Źródło: wislaportal.pl


Radosław Cierzniak: - Legia absolutnie nie zasłużyła na zwycięstwo

- To był duży przypadek, że piłka tam trafiła. Wydaje mi się, że wcześniej jeden z zawodników próbował uderzać na bramkę i ta odbiła się kilka razy. Mnie absolutnie nikt nie absorbował. Było to raczej zaskoczenie, że w takim miejscu znalazło się dwóch zawodników, ale absolutnie w niczym mi to nie przeszkodziło - tak pierwszego gola dla Legii w meczu z Wisłą opisywał nasz bramkarz, Radosław Cierzniak.

- Myślę, że w naszym wykonaniu był to bardzo dobry mecz. Wynik mówi wprawdzie coś innego, ale z samej gry powinniśmy być zadowoleni i powinniśmy w tym momencie szukać pozytywnych rzeczy. Uważam, że stworzyliśmy sobie znów dużo sytuacji. Zostawiliśmy dziś na boisku bardzo dużo serca i chwała zespołowi. Trochę jednak boli, że w końcówce straciliśmy te dwie bramki. Legia absolutnie nie zasłużyła na zwycięstwo, ale taki jest sport, taka jest piłka nożna i musimy to przyjąć z pokorą - przyznał bramkarz Wisły.

- Widzimy jaką mamy sytuację kadrową. Jest to dla nas wszystkich trudny moment i musimy sobie z tym dać radę. Widzimy ilu młodych chłopaków było dziś na ławce i byliśmy chyba najmłodszym zespołem w całej lidze. Jest jak jest, nie ma się co podłamywać i musimy szukać pozytywów. A tych dziś było na boisku bardzo dużo. Tym bardziej ubolewamy, że nie zdobyliśmy choćby punktu - zakończył Cierzniak.


Źródło: wislaportal.pl


Arkadiusz Głowacki: - Jesteśmy mocno rozczarowani tym wynikiem

- Różnica polegała na tym, że Legia miała Nikolicia i dlatego ten wynik jest dla nas niekorzystny. A jeśli chodzi o pierwszą bramkę, to w tym sezonie było wiele takich sytuacji, przy których sędzia pomylił się na naszą niekorzyść, ale w tej skoro Prjović nie doszedł do piłki, to wydaje mi się, że bramka została zdobyta prawidłowo - mówił po meczu Wisły z Legią nasz kapitan i jubilat, który zagrał w wiślackiej koszulce po raz 400., czyli Arkadiusz Głowacki.

- Szczerze mówiąc to momentami byłem zdziwiony, że przez tak długie okresy potrafimy i możemy w tym meczu dominować. Dobre było też to, że nie zachłysnęliśmy się tą naszą dobrą grą. Wiedzieliśmy, że Legia często gra cofnięta, że oddaje inicjatywę, ale jest groźna. Są tam zawodnicy, którzy tylko czyhają na błędy. Udało nam się ich jednak unikać i to z naszej strony było dobre, ale do tego żeby wygrać zabrakło nam bramek - analizował mecz "Głowa".

- Kuba ma to, że jest mocny fizycznie i to było w wielu sytuacjach widać, że radził sobie, że bardzo dobrze biegał. Ma moc i zdrowie w nogach, więc to mu pomogło. Należą mu się słowa uznania, bo wszedł w trudnym momencie, nie "pękał", grał bardzo dobrze - tak z kolei Głowacki ocenił występ młodego Jakuba Bartosza, który szybko musiał zmienić kontuzjowanego Bobana Jovicia.

- Jesteśmy mocno rozczarowani tym wynikiem. Pracowaliśmy rzetelnie na boisku i robiliśmy co mogliśmy, ale punktów nie ma. Trzeba wierzyć w to, że one przyjdą i że wrócą lepsze momenty. Także w to, że do gry wrócą zawodnicy po kartkach i po kontuzjach oraz utrzymamy tę postawę. Tyle że musimy zdobywać bramki. Takie musi być postanowienie na następny tydzień i następny mecz. Zdajemy sobie sprawę, że nasza sytuacja jest bardzo trudna, zdajemy sobie z tego sprawę, ale dziś jakiś powiem optymizmu dali Ci, którzy nie grali, a weszli i zaprezentowali się bardzo dobrze. Zabrakło nam bramek, zabrakło tego co najważniejsze, ale jak będziemy wszyscy podchodzić tak jak Kuba Bartosz, to będzie dobrze - przyznał wiślak.

- A co do kolejnych jubileuszów, to kolejny okrągły to 410 - i to maks. No może co najwyżej 420 - zakończył śmiejąc się kapitan Wisły.

Źródło: wislaportal.pl


Podsumowanie 19. kolejki Ekstraklasy

Warszawska Legia szczęśliwie wygrała w Krakowie z Wisłą i jej strata do Piasta Gliwice, która dwie kolejki temu wynosiła aż 10 punktów, zmalała do zaledwie 5. Wszystko to za sprawą słabego tygodnia gliwiczan, którzy najpierw polegli w Zabrzu, a następnie w rywalizacji na szczycie ligowej stawki - zremisowali z Cracovią. Za tydzień czeka nas jednak jeszcze większy hit, bo na Łazienkowską lider z Gliwic stawi się osobiście. Zanim to jednak nastąpi odnotować trzeba awans do "ósemki" Lecha Poznań oraz spadek na ostatnie miejsce w tabeli - Śląska!


Piątek, 4 grudnia:

Zagłębie Lubin 2-0 Termalica Bruk-Bet Nieciecza

1-0 Jakub Tosik (40.)
2-0 Arkadiusz Woźniak (49.)

Zanim z boiska wyleciał za dwie żółte kartki Bartłomiej Babiarz - działo się ogólnie niewiele, ale też nic nie zapowiadało gładkiej wygranej lubinian. Grając w przewadze gospodarze zaliczyli jednak dwa strzały z dystansu i było "po zabawie". Przy drugim niezłego babola zaliczył jednocześnie bramkarz Termaliki Andrzej Witan, więc śmiało można stwierdzić, że Babiarz i Witan postarali się o "barbórkowe" prezenty, bo w dużej mierze dzięki nim - punkty zostały w Lubinie


Jagiellonia Białystok 2-3 Górnik Zabrze

1-0 Przemysław Frankowski (4.)
1-1 Szymon Skrzypczak (21.)
1-2 Łukasz Madej (67.)
2-2 Piotr Grzelczak (82.)
2-3 Roman Gergel (87.)

Solidnych emocji dostarczają ostatnio piłkarze Górnika. 5-2 z Piastem, a teraz 3-2 w Białymstoku i co najmniej do meczu Lechii ze Śląskiem - zabrzanie przestają być "czerwoną latarnią". Można chyba śmiało powiedzieć, że karta Górnikowi się odwróciła, bo choć zaczęło się źle, a gol na 2-2 to kuriozum, to jednak znów pokazał się Roman Gergel i "Barbórka" będzie w Zabrzu i okolicach podwójnie radosna!


Sobota, 5 grudnia:

Korona Kielce 0-1 Lech Poznań

0-1 Kasper Hämäläinen (33.)

Ile znaczy szczęście i indywidualne umiejętności - idealnie pokazało to spotkanie. Cóż bowiem z tego, że piłkarze z Kielc obili słupek i poprzeczkę bramki Lecha, skoro wystarczył jeden wypad i więcej niż precyzyjne uderzenie Hämäläinena i było "po meczu". Oczywiście 1-0 to jeszcze żadna zaliczka, ale jak się okazało - nie w tej potyczce. Poznaniacy wygrywają więc po raz piąty z rzędu i wskakują do "ósemki". Dla kielczan to natomiast już czwarta kolejna porażka!


Podbeskidzie Bielsko-Biała 1-1 Ruch Chorzów

1-0 Dariusz Kołodziej (14. k.)
1-1 Mariusz Stępiński (65. k.)

Dwa strzały z rzutów karnych - i to dokładnie na tą samą bramkę - i to do tego w ten sam róg - ustaliły wynik tego spotkania. No i chyba siłą rzeczy nie sposób nie wspomnieć o byłym wiślaku, Mariuszu Stępińskim, który ma na swoim koncie już 11 bramek!


Piast Gliwice 2-2 Cracovia

0-1 Deniss Rakels (32.)
1-1 Bartosz Rymaniak (45. sam.)
2-1 Martin Nešpor (52.)
2-2 Paweł Jaroszyński (56.)

Sporo działo się w tym spotkaniu, ale też można się było tego spodziewać. Najpierw świetnie "złożył" się Rakels, a potem mikołajkowy prezent sprawiła gospodarzom defensywa "Pasów". Najpierw przy bramce samobójczej, a potem, gdy zostawiła bez opieki Nešpora. Piłkarze z ulicy Kałuży zdołali jednak szybko, po stałym fragmencie gry wyrównać, ale na więcej nikogo już nie było stać.


Niedziela, 6 grudnia:

Lechia Gdańsk 1-0 Śląsk Wrocław

1-0 Gérson (33.)

Niezmiennie fatalnie wygląda w swoich kolejnych meczach ekipa z Wrocławia, która zalicza kolejne słabe spotkanie i pozwala na przełamanie niemal równie źle wyglądającej ostatnio drużynie z Gdańska. Zresztą zgodnie z zasada "biednemu wiatr w oczy" - w samej końcówce Śląsk zdołał wyrównać, cóż jednak z tego - skoro podający piłkę i to przypadkowo odbitą - znalazł się na spalonym... Wrocławianie po wygranej Górnika w Białymstoku zapalili się jako "czerwona latarnia". Po tym spotkaniu - świecą już w tej tonacji pełnym blaskiem.


WISŁA KRAKÓW 0-2 Legia Warszawa

0-1 Nemanja Nikolić (85.)
0-2 Aleksandar Prijović (90.)

Co po takim meczu mogą powiedzieć wiślacy? Z jednej strony można się załamać. Grasz dobre zawody do 85. minuty i tracisz gola niemalże "z niczego". Faworyzowana Legia, poza niecelnym uderzeniem Dudy, obronionym strzałem z wolnego Brzyskiego oraz zablokowanym Guilherme - nie miała przy Reymonta sytuacji do tego, aby wygrać. Jak się jednak okazało - Nikolić potrzebuje do strzelenia bramki nawet przypadkowo zagranej w stronę pola karnego piłki. Zrobił więc "różnicę" i było "po zabawie". Z drugiej zaś strony - w Wiśle mogą szukać pozytywów, bo nasza gra od strony zwłaszcza zaangażowania - wyglądała o niebo lepiej od potyczek z Cracovią, czy Lechem. Pytanie tylko, czy uda się to powtórzyć, gdy pojedziemy do Gdańska oraz gdy na R22 zjawi się Pogoń? Jeśli nie, to czeka nas smutna i mocno nerwowa zima!


Poniedziałek, 7 grudnia:

Górnik Łęczna 2-3 Pogoń Szczecin

0-1 Mateusz Lewandowski (3.)
0-2 Adam Frączczak (14.)
0-3 Adam Frączczak (34. k.)
1-3 Jakub Świerczok (61.)
2-3 Bartosz Śpiączka (90.)

Fenomenalna pierwsza połowa "Portowców" pozwoliła im dopisać kolejne trzy punkty, choć przyznać trzeba, że w drugiej połowie gospodarze mocno starali się zachować twarz i gdyby wykazali się lepszą skutecznością - Pogoń mogła zyskać miano "frajera miesiąca", bo niewiele zabrakło, a skończyłoby się podziałem punktów. Ostatecznie pełna pula pojechała do Szczecina, choć za drugą połowę zwycięzcy dostaną zapewne od trenera Czesława Michniewicza solidną burę.

Źródło: wislaportal.pl


Aktualna tabela po 19 kolejce


Źródło: twitter.com/_Ekstraklasa_


Wideo

Kulisy

>>> Kulisy meczu (video):


Źródło: Legia Warszawa

Doping cz.I(video)

Doping cz.II(video)

Oprawa(video)

Źródło:http://skwk.pl/

Galeria