2017.05.17 Korona Kielce - Wisła Kraków 3:2

Z Historia Wisły

2017.05.17, Ekstraklasa, 34. kolejka, Kielce, stadion miejski, 18:30, środa, 22°C
Korona Kielce 3:2 (1:2) Wisła Kraków
widzów: 9.911
sędzia: Łukasz Bednarek z Koszalina.
Bramki

Radek Dejmek 18'

Mateusz Możdżeń 54'
Jacek Kiełb 58' (k)
0:1
1:1
1:2
2:2
3:2
6' Petar Brlek

29' Krzysztof Mączyński
Korona Kielce
grafika:zk.jpg Milan Borjan
Bartosz Rymaniak
Rafał Grzelak
Radek Dejmek
Ken Kallaste
Serhij Pyłypczuk grafika:zmiana.PNG (46' Jakub Kotarzewski)
Mateusz Możdżeń
grafika:zk.jpg Jakub Żubrowski
Nabil Aankour grafika:zmiana.PNG (55' Marcin Cebula)
Jacek Kiełb grafika:zmiana.PNG (80' Vanja Marković)
grafika:zk.jpg Maciej Górski

Trener: Maciej Bartoszek
Wisła Kraków
Łukasz Załuska
Tomasz Cywka
Arkadiusz Głowacki grafika:zk.jpg
Iván González grafika:zk.jpg 57' grafika:zk.jpg 66' grafika:cz.jpg
Matija Špičić
Rafał Boguski grafika:zmiana.PNG (80' Semir Štilić)
Krzysztof Mączyński grafika:zk.jpg
Pol Llonch grafika:zmiana.PNG (63' Jakub Bartosz)
Petar Brlek
Patryk Małecki
Zdeněk Ondrášek grafika:zk.jpg grafika:zmiana.PNG (70' Alan Uryga)

Trener: Kiko Ramírez
Ławka rezerwowych: Michał Miśkiewicz, Jakub Bartkowski, Paweł Brożek, Kacper Laskoś

Kapitan: Arkadiusz Głowacki

Bramki: 3-2 (1-2)
Posiadanie (w %): 53-47 (60-40)
Strzały: 17-8 (8-4)
Strzały celne: 8-3 (3-2)
Strzały niecelne: 8-3 (4-2)
Strzały zablokowane: 1-2 (1-0)
Rzuty rożne: 3-4 (1-3)
Faule: 15-20 (7-13)
Spalone: 1-2 (1-1)
Żółte kartki: 3-6 (1-1)
Czerwone kartki: 0-1 (0-0)

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy.
Bilet meczowy.

Spis treści

Przed pierwszym gwizdkiem

Bitwa o 5 miejsce. Korona vs Wisła

Dodano: 2017-05-17 13:01:01 (aktualizacja: 2017-05-18 20:03:48)

Norf / wislalive.pl

Starcie, które zawsze elektryzuje, dziś ma dodatkowy smaczek. Oba zespoły mają jeden cel i to Wisła przystępuje do meczu z lepszej pozycji

Banda świrów Macieja Bartoszka

Dzisiaj w Kielcach czeka nas bardzo ciężkie spotkanie. Korona, podobnie jak BG, to drużyna swojego boiska. Dodatkowo trener Bartoszek przywrócił charakter drużynie, z którego była znana za czasów Leszka Ojrzyńskiego. Nawet fakt, że szkoleniowiec, który rzutem na taśmę wprowadził swoją drużynę do grupy mistrzowskiej, po sezonie opuści zespół, nie wpłynął na dobrą dyspozycję Koroniarzy. Nasi dzisiejsi rywale z podniesionym czołem rywalizują z pretendentami do mistrzostwa, skutecznie wpływając na ukształtowanie czubka tabeli. Na dzień dzisiejszy to my wyprzedzamy Koronę o jeden punkt i jedno miejsce. Po 33 kolejkach zajmujemy 5 lokatę z dorobkiem 23 oczek.

Drużyny własnego terenu

Mimo, iż gospodarze dzisiejszego starcia w rundzie finałowej jeszcze nie wygrali, udało się jednak im urwać punkty najsilniejszym, remisując z Jagiellonią i Lechią, a z Lechem, będąc o krok dokonania takiego wyczynu, przegrywając 2:3. W przedostatniej kolejce sezonu zasadniczego, podzielili się z kolei punktami z Legią. Mimo tych imponujących rezultatów, Koroniarze na zwycięstwo czekają od 5 spotkań. Podobnie wygląda dziś sytuacja BG. Nasza seria jest o jeden mecz krótsza. 3 mecze o pełną pulę, to jedynie remis w stolicy i porażki, bez zdobytej bramki, z Lechią i Jagiellonią. Scyzoryki zdecydowanie najsilniejsi są przed własną publicznością. Dodatkowo to drużyna bezkompromisowa. W stolicy województwa Świętokrzyskiego w tym sezonie padły ledwie 2 remisy, w pierwszej i ostatniej kolejce. Wisła taką potęgą jak przy R22, w delegacjach niestety nie jest. Nasz dorobek z tych rozgrywek, to 3 wyjazdowe zwycięstwa.

Głowa na kolejny rok z nami!

Niestety, dalej swoje urazy leczą Maciek Sadlok i Mateusz Zachara, w związku z czym nie zobaczymy ich dziś na boisku. Podobnie jak zmagającego się z wirusem Michała Buchalika. Do gry, po pauzie za kartki wraca za to kapitan. Arek Głowacki właśnie przedłużył swoją umowę o kolejny rok!

W drugiej ekipie do zdrowia wraca najlepszy strzelec drużyny Jacek Kiełb. Napastnik ustrzelił w tym sezonie tyle samo bramek, co nasz najlepszy snajper – Rafał Boguski – 9. Dalej trener Bartoszek nie będzie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych Diawa i Micańskiego. Za to Palanca i Grzelak narzekają na urazy, ale raczej powinniśmy się spodziewać i udziału w spotkaniu.

Dwa razy lepsi

Historia ligowych starć obu drużyn liczy 27 gier. Dwa razy lepsza jest BG, która wygrała 12 z nich, podczas gdy rywale 6. 9 Meczów zakończyło się podziałem punktów. Stosunek bramkowy wynosi 41-23. Ostatnia nasza wygrana na Kielecczyźnie miała miejsce w 2013 roku. W sumie w XXI wieku zaledwie dwa razy udało się tego dokonać. Najczęściej na terenie scyzoryków padają remisy, chociaż w ostatnich latach Koroniarze często wykorzystują atut własnego boiska. W trwających rozgrywkach oba zespoły solidarnie wykorzystały właśnie tą przewagę, wygrywając u siebie, najpierw Korona 1:0, a niedawno Wisła 2:0

Nowy człowiek

Arbitrem dzisiejszego starcia będzie Łukasz Bednarek, wyjątkowo niedoświadczony sędzia na boiskach Ekstraklasy. W najwyższej lidze Koszalinianin poprowadził w tym sezonie ledwie cztery pojedynki. Poprzednie rozgrywki to jedynie debiut, w meczu o pietruszkę, zremisowanym przez Wisłę ze Śląskiem. 35 latek ma na koncie 21 spotkań w tym sezonie, w których pokazał 65 żółtych, 5 czerwonych kartek i podyktował 8 rzutów karnych.

O przełamanie

Możemy spodziewać się wyrównanego, intensywnego starcia. Obecnym celem obu ekip jest zajęcie piątej pozycji na koniec rozgrywek. Oba zespoły z pewnością będą zdeterminowane, żeby przerwać swoje złe serie meczów bez zwycięstwa. Ostatnia kolejka zakończyła się 3 dni temu, a Wiślacy mieli jeden dzień więcej na regenerację, co w tej fazie sezonu może okazać się kluczowe. Liczymy na dobre zawody, wygrane oczywiście przez BG!


NORF


Źródło: wislalive.pl

Próba charakteru. Wisła zagra w Kielcach

Po dwóch słabych występach przeciwko Lechii i Jagiellonii piłkarzy krakowskiej Wisły czeka spotkanie, które śmiało można określić mianem próby charakteru. "Biała Gwiazda" zagra bowiem w Kielcach z tamtejszą Koroną, która po awansie do "ósemki" bynajmniej nie "osiadła na laurach" i w każdym meczu gra z ogromnym zaangażowaniem. Można być zresztą pewnym, że przeciwko wiślakom wyjdą z podobnym nastawieniem. Jeśli takiego nie pokażą też podopieczni Kiko Ramíreza, czeka nas bez wątpienia kolejne rozczarowujące spotkanie. A tego na pewny byśmy nie chcieli.

Tym razem hiszpański szkoleniowiec będzie miał większe pole manewru w defensywie, niż przed tygodniem. Wtedy nie mógł skorzystać z Arkadiusza Głowackiego i Macieja Sadloka, teraz ten pierwszy do składu już wraca. I miejmy nadzieję, że wraz z powrotem naszego kapitana wróci też zdecydowanie duch walki, bo ten jest nam niezbędnie potrzebny. Trzeba jednak przyznać, że Ramírez może przy ustalaniu składu w defensywie mieć poważny ból głowy, bo zastępujący "Głowę" Alan Uryga spisywał się w swoich ostatnich dwóch występach więcej niż poprawnie.

Podobnie chcielibyśmy powiedzieć o postawie naszej ofensywy, ale tutaj niestety ciężko kogokolwiek chwalić. Słabo wyglądali bowiem niemal wszyscy ofensywni gracze "Białej Gwiazdy" i chyba tutaj Wisła ma najwięcej do poprawienia. Dość powiedzieć, ale przeciwko Lechii pierwszy celny strzał oddaliśmy dopiero na dwadzieścia minut przed końcem spotkania, a w Białymstoku takiego nie udało się "zaliczyć" wcale!

Na tym tle zdecydowanie lepiej wygląda więc ostatnio zespół z Kielc. Ten w finale sezonu jest bez wątpienia - i jak na razie - największym postrachem faworytów. Pechowo przegrał wprawdzie na inaugurację decydującej batalii 2-3 w Poznaniu, ale potem z jednej strony przy pomocy błędnej decyzji sędziego, który uznał bramkę ze spalonego, zremisował 1-1 z Jagiellonią, a z drugiej mieli w tym spotkaniu kielczanie mnóstwo okazji, które mogły dać im nawet zwycięstwo. Podobnie było w minioną niedzielę w Gdańsku, gdzie kielczanie zremisowali 0-0 z Lechią. I także w tym meczu mogli pokusić się o coś więcej. Nie ma się więc co dziwić, że na tej wznoszącej fali Korona mocno ostrzy sobie zęby na to, aby rozprawić się z Wisłą...

Zapowiada nam się więc bardzo ciekawe widowisko i oby wiślacy pokazali, że ten sezon bynajmniej się dla nich nie skończył.

Do boju Wisełka!


Źródło: wislaportal.pl

Dla kogo pierwsze zwycięstwo?

Data publikacji: 17-05-2017 09:00


Ligowa karuzela nie zwalnia tempa! Jeszcze w sobotę Wisła rozgrywała mecz z liderem w Białymstoku, a już w środę musi udać się do Kielc, aby zmierzyć się z Koroną. To niezwykle ważne starcie w kontekście walki o piątą pozycję.

Kibice mogą być pewni, że przy Ściegiennego będą świadkami wielkich emocji. Potyczki z Koroną słyną z zaciętości, pojedynków bark w bark i mnóstwa okazji strzeleckich. Łącznie w 23 grach w Ekstraklasie piłkarze obu drużyn trafiali do siatki aż 56-krotnie.

Co ciekawe, więcej bramek padło właśnie w Kielcach, a nie w Krakowie - 32. Poza tym na tym obiekcie przeciwnika Biała Gwiazda ma ujemny bilans, co tylko potwierdza tezę, iż to piekielnie niewygodny teren.

Zawsze na piątkę?

Tę tezę potwierdziło poprzednie ligowe spotkanie. Wiślacy przegrali w nim w ostatniej minucie po bramce Jacka Kiełba. W ogóle krakowianie ostatni raz wywieźli komplet punktów ze Ściegiennego jeszcze w 2013 roku. Wówczas, po dwóch golach Łukasza Garguły i jednym Michała Chrapka, Biała Gwiazda zwyciężyła 3:2. W ostatniej dekadzie to jednak niejedyne zwycięstwo w takim rozmiarze. W 2009 roku również padł taki rezultat. To także jeden z „ulubionych” wyników Kiko Ramíreza, bo przecież jego podopieczni rozprawiali się z Wisłą Płock i Bruk-Betem Termalicą właśnie w stosunku 3:2.

Takim rezultatem zakończyła się też zeszłoroczna rywalizacja na linii Wisła - Korona. Tyle tylko, że lepsi byli piłkarze z Kielc. Wówczas formą błysnął Paweł Brożek - zdobywając dublet - ale jego wysiłki i tak ostatecznie poszły na marne.

Człowiek stąd!

Ogólnie jednak „Brozio” to zdecydowanie najskuteczniejszy snajper w meczach przeciwko Scyzorykom. Ostatnie lutowe trafienie było 9. przeciw Złocisto-Krwistym. Brożek brał też udział w historycznym spotkaniu w 2007 roku, kiedy to on i jego koledzy rozstrzelali rywala aż 4:0. Wiślacki napastnik zdobył wtedy… 2 bramki. I pomyśleć, że te wszystkie ciosy zostały wymierzone przez człowieka z Kielc…

Teraz jednak będzie „Broziowi” dużo trudniej, bo Maciej Bartoszek z pewnością poprawił kielecką defensywę. Bez niego ekipa traciła prawie 1,9 gola na mecz - teraz 1,4. Ale już procent zwycięstw jest po stronie Kiko Ramíreza. Hiszpański trener wygrał 46,2% ligowych starć, natomiast jego kolega po fachu 38,9%.

Tyle tylko, że Korona wyraźnie uwierzyła w siebie po awansie do grupy mistrzowskiej. Owszem - nie zdobyła kompletu punktów w górnej ósemce, ale potrafiła postawić się Lechowi, czy ostatnio Lechii. Wisła również musi czekać na zwycięstwo, ale oby tylko do środy!

Początek starcia Korony Kielce z Wisłą Kraków już o 18.00.

Michał Hardek

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Kiko Ramírez przed meczem z Koroną: - Musimy się zdecydowanie poprawić

- Jest trzech zawodników, którzy nie wystąpią w Kielcach. Pierwszym jest Maciej Sadlok, drugim Mateusz Zachara, a trzecim Michał Buchalik - powiedział o sytuacji kadrowej drużyny Wisły Kraków, na konferencji prasowej, przed meczem z Koroną Kielce, trener zespołu "Białej Gwiazdy", Kiko Ramírez. Hiszpan wraca na naszą trenerską ławkę, po jednym spotkaniu przerwy. Jak wiadomo w sobotę w Białymstoku nie mógł na niej zasiąść z powodu kary nałożonej przez Komisję Ligi.

- Nie ukrywam, że brakowało mi ostatnio przebywania na ławce, ale nie tylko tego, bo kara obejmowała moją nieobecność przed meczem, w jego trakcie oraz po nim. Ta próba jest już jednak za nami i trzeba myśleć o następnej - przyznał Ramírez.

Przed czekającym nas meczem w Kielcach na uwagę zasługuje fakt, że w naszych dwóch ostatnich spotkaniach wiślacy oddawali bardzo mało strzałów na bramkę rywali, a to sprawiło, że kończyliśmy je z zerowym dorobkiem bramkowym.

- Nasza drużyna poczyniła duży postęp, jeśli chodzi o utrzymanie się przy piłce, czy przy konstruowaniu akcji, ale faktycznie brakuje tego "ostatniego podania", brakuje wykończenia. Jesteśmy tego świadomi i nad tym pracujemy - przyznał Hiszpan, który został zapytany o przyczyny gorszych wyników jego drużyny, która w finale sezonu zalicza jak na razie jeden remis oraz aż dwie kolejne porażki.

- Powodem może być to, że gramy z lepszymi zespołami i sami musimy podnieść swój poziom, bo ta poprzeczka - grając z drużynami, które bezpośrednio walczą o mistrzostwo - zawieszona jest znacznie wyżej. Musimy się zdecydowanie poprawić, wygrać jutrzejszy mecz i utrzymać piątą pozycję. Można go nazwać "małym finałem", bo przed nami spotkania z tymi rywalami, którzy chcą nam odebrać piątą pozycję, a naszym zadaniem jest to miejsce utrzymać - dodał.

Raczej nie może dziwić, że Kiko Ramírez chwali zespół z Kielc, bo jak na razie to właśnie kielczanie odbierają w ostatnich dniach faworytom ligi najwięcej punktów. Niewiele bowiem brakowało, a zrobiliby to w Poznaniu, gdzie po zaciętej potyczce przegrali 2-3, a udało im się to w rywalizacjach z Jagiellonią (1-1) oraz z Lechią (0-0).

- Korona Kielce rozgrywa świetny sezon. To drużyna, która walczy przez całe spotkanie, atakuje, więc czeka nas jedno z najtrudniejszych starć - uważa Hiszpan.

Kiko Ramírez został również zapytany indywidualnie o trójkę swoich podopiecznych - Jakuba Bartosza oraz o Kolumbijczyków - Évera Valencię oraz Cristiána Echavarríę.

- Jakub Bartosz pracuje bardzo ciężko i my jako sztab szkoleniowy widzimy to i niezwykle to doceniamy. Niezależnie od tego, czy wchodzi jako rezerwowy, czy w pierwszej jedenastce - korzystamy z jego potencjału. Widać, że jest to piłkarz, który jest "głodny gry" i to jest dla nas bardzo dobra cecha. Jeśli chodzi zaś o Kolumbijczyków, to są zawodnikami pierwszej drużyny i walczą o miejsce w "osiemnastce", tak jak i pozostali. Gdy się w niej już ktoś znajdzie, to jest czas na to, aby walczyć o "jedenastkę". Na pewno ciężko pracują, a trochę kosztował ich okres aklimatyzacji. Trzeba także przyznać, że na ich pozycjach jest duża rywalizacja, a kiedy wszyscy ciężko pracują, to trener musi podejmować trudne decyzje - mówił Ramírez.

Na zakończenie opiekun naszego zespołu został zapytany o mimo wszystko niezrealizowany cel, jaki po awansie do "ósemki" został na jego "team" nałożony.

- Drużyna w sezonie regularnym spisywała się na tyle dobrze, że awansowała do "ósemki" i naturalnym było, że będąc w niej chcieliśmy walczyć o europejskie puchary. Na ten moment wygląda to jednak tak, że drużyny, które są przed nami - są po prostu lepsze. Teraz trzeba wyznaczyć sobie kolejne cele. Tymi są zwycięstwa w poszczególnych meczach oraz walka w nich, tak żeby już teraz budować zespół na następny sezon - zakończył Hiszpan.


Źródło: wislaportal.pl

Trener Korony przed meczem z Wisłą: - Mamy rachunki do wyrównania

- Nieważne kto jest faworytem, my chcemy ten mecz wygrać i to jest dla nas najważniejsze. Wisła ma o ten jeden dzień dłużej odpoczynku, ale my zrobimy wszystko, aby nasi zawodnicy wyglądali odpowiednio. Po meczu z Lechią problem miał Palanca i Grzelak, ale myślę, że wszystko będzie dobrze - powiedział na konferencji prasowej, przed meczem Korony Kielce z Wisłą Kraków, trener naszego najbliższego ligowego przeciwnika, Maciej Bartoszek.

- My mamy grać swoje, my mamy punktować, pokazywać do końca ten styl gry, który od kilku meczów jest widoczny. Będziemy szli w tym kierunku. Ja osobiście jestem oczywiście zadowolony z postawy zespołu. Przy całej tej otoczce i zawirowaniach pokazujemy to co mówiliśmy, czyli to, że profesjonalnie podchodzimy do naszych założeń, realizujemy je, więc trudno nie być zadowolonym - dodał opiekun zespołu z Kielc.

- Mamy z Wisłą rachunki do wyrównania, nie tylko za ten ostatni mecz w Krakowie. Jest to również bardzo ważne spotkanie dla kibiców. Dla mnie najistotniejsze jest to, że w środę gramy kolejne spotkanie przed naszą wspaniałą publicznością i wyjdziemy na nie po to, żeby ten mecz wygrać - zapowiada Bartoszek.


Dodał: Kamil

Źródło: wislaportal.pl

Tak grają Scyzoryki

Data publikacji: 15-05-2017 12:00


Już cztery dni po porażce w Białystoku Wiślakom nadarza się okazja, by zrehabilitować się w oczach kibiców. Krakowianie wyruszą na kolejny, tym razem dużo bliższy wyjazd. Rywalem Białej Gwiazdy będzie kielecka Korona, która na własnym stadionie ma podobne statystyki do tych, jakie zespół Kiko Ramíreza osiąga przy Reymonta.


Kielczanie, którzy wywalczyli awans do ósemki w najbardziej szalonych okolicznościach, od początku rozgrywek grupy mistrzowskiej sprawiają wiele kłopotów faworytom. Minimalna porażka z Lechem (2:3), podczas której to Złocisto-Krwiści byli ekipą przeważającą, a także dwa remisy - 1:1 z Jagiellonią i 0:0 z Lechią muszą robić wrażenie. Nieustępliwy zespół Macieja Bartoszka może być więc języczkiem u wagi w kwestii rozstrzygnięć związanych z tytułem mistrzowskim. Bez wątpienia piłkarze z województwa świętokrzyskiego będą także mieli ochotę, by przeskoczyć w tabeli piątą Wisłę. Oto w jakim zestawieniu powinni wyjść na murawę przy Ściegiennego gracze „Scyzoryków”.

Bramkarz: Milan Borjan

Pochodzący z Serbii 32-krotny reprezentant… Kanady jeszcze w poprzedniej rundzie miał okazję bronić w Lidze Mistrzów. Nagrania z Borjanem długo krążyły po internecie, ale niestety dla niego nie ze względu na świetny występ w meczu z Arsenalem. To właśnie Borjana do spółki z całą defensywą Łudogorca Razgrad ośmieszył Mesut Özil, który przedryblował całą formację obronną, ośmieszył 29-letniego golkipera i posłał futbolówkę do pustej już bramki. W przerwie zimowej Borjan zamienił Razgrad na Kielce i stał się podstawowym golkiperem Złocisto-Krwistych. Jak dotąd w 11 spotkaniach golkiper ten skapitulował 17 razy, a czterokrotnie zachował czyste konto. Najważniejszym z nich było to zachowane w starciu z Legią, które w ostatecznym rozrachunku dało awans kielczanom do górnej ósemki.

Obrońcy: Bartosz Rymaniak, Radek Dejmek, Rafał Grzelak, Ken Kallaste

4x doświadczenie - to recepta kielczan na grę w defensywie. Dwaj Polacy i czeski kapitan Scyzoryków łącznie mają rozegrane ponad 300 spotkań w Ekstraklasie. Estoński lewy obrońca, ostatni z piłkarzy z zagranicznego zaciągu Górnika Zabrze - który pomimo jego spadku utrzymał się na poziomie Ekstraklasy - również ma już na koncie prawie 40 gier na najwyższym szczeblu. Biała Gwiazda będzie musiała uważać na rosłych defensorów zwłaszcza przy stałych fragmentach gry. Do akcji zaczepnych bez wątpienia będą podłączali się Rymaniak oraz Kallaste, Rafał Grzelak natomiast potrafi uderzyć piłkę z dystansu lepiej niż większość graczy Korony i co ważne, robi to niemal w każdym momencie, w którym ma na to okazję. Radek Dejmek mecze lepsze przeplata ze słabszymi, ale zawsze głośno dowodzi defensywą.

Pomocnicy: Jakub Żubrowski, Mateusz Możdżeń, Sergey Pylypczuk, Nabil Aankour, Miguel Palanca

Po uzyskaniu przez Aankoura francuskiego obywatelstwa, piłkarz ten ma dużo większe szanse na występy w pierwszym składzie. Limit obcokrajowców spoza UE najbardziej przeszkadza bowiem kielczanom, w kadrze których znajdują się m.in. Kanadyjczyk Borjan, Senegalczyk Diaw, czy Serb Marković. Niewielki wzrostem, ale niezwykle waleczny i ambitny gracz zaskarbił sobie sympatię kibiców Korony i naprawdę trudno wyobrazić sobie grę Złocisto-Krwistych bez niego. Za Aankourem środek pomocy zabezpieczać będzie duet Żubrowski - Możdzeń. Ten pierwszy w klubie z Kielc zadebiutował najpierw wirtualnie - w organizowanym przez Ekstraklasę turnieju w grę FIFA, a dopiero później wskoczył do składu. Decyzja Macieja Bartoszka okazała się bardzo dobra i pozyskany w przerwie zimowej ze Stali Mielec zawodnik stał się ważną częścią ekipy ze Ściegiennego. Mateusz Możdżeń - do którego niegdyś przyczepiła się łatka „wonderkida” - jest najczęściej występującym w tym sezonie Koroniarzem. Wychowanek Lecha, który przez Gdańsk i Bielsko-Białą trafił do Kielc, rozgrywa całkiem niezły sezon. Nic dziwnego - gdyby Możdżeń nie wypalił w Świętokrzyskiem, miałby małe szanse na zakotwiczenie w kolejnym klubie na najwyższym szczeblu rozgrywek. Na skrzydłach zaprezentują się najprawdopodobniej Miguel Palanca, który w przeszłości miał okazję zadebiutować w seniorskim zespole Realu Madryt, a także Sergey Pylypczuk, który w starciach z Wisłą zawsze sprawia wiele trudu krakowianom. Oby tym razem było inaczej.

Napastnik: Maciej Górski

W związku z przybyciem do klubu w przerwie zimowej Iljana Micanskiego, postanowiono wypożyczyć do Chojniczanki Michała Przybyłę. Bułgar rozczarował jednak Macieja Bartoszka, a w dodatku przyplątał mu się mały uraz, w związku z czym kibice nie mieli okazji oglądać go od kilku dobrych kolejek. Gdy w pełni sił był Jacek Kiełb, to on występował na prawym skrzydle, a na atak przesuwany był Palanca, ale wskutek kontuzji tego pierwszego trenerowi Korony zmniejszyły się możliwości rotacji. Spośród nominalnych napastników pozostał właściwie tylko wypożyczony z Jagiellonii Maciej Górski, który właśnie w starciu z Jagą otrzymał szansę na rozegranie pełnych dziewięćdziesięciu minut. Wydaje się, że zawodnik, który zdobył zaledwie dwa gole w tym sezonie rozpocznie środowy mecz od pierwszego gwizdka.

Piąte miejsce - to realnie cel maksimum, jaki mogą osiągnąć oba kluby. Bliżej są Wiślacy, którzy mają jednak tylko oczko przewagi. Krakowianom w Kielcach zawsze grało się trudno. Może jednak tym razem przyjdzie pora na odczarowanie twierdzy przy Ściegiennego? Pierwszy gwizdek już w środę o 18.00. Trzymajcie kciuki za Białą Gwiazdę!

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Relacje z meczu

Kielce nam niegościnne. Korona - Wisła 3:2.

Data publikacji: 17-05-2017 20:32


Wisła Kraków uległa Koronie Kielce 2:3 w środowym spotkaniu Ekstraklasy. Gole dla Wisły zdobywali Petar Brlek i Krzysztof Mączyński, natomiast dla gospodarzy trafiali Dejmek, Możdżeń i Kiełb z rzutu karnego. Z meczu, w którym nie brakowało kontrowersji, podopieczni Kiko Ramíreza wyjadą bez punktów.


W starciu 34. kolejki Lotto Ekstraklasy Biała Gwiazda mierzyła się na wyjeździe z Koroną Kielce. Świętokrzyskie powitało krakowian problemami technicznymi - z powodu awarii prądu spotkanie opóźniło się o pół godziny.

Fakt ten nie wpłynął źle na Wiślaków. Wręcz przeciwnie - to zespół Kiko Ramíreza jako pierwszy zaatakował i zrobił to skutecznie. Prawą stroną szarżę przeprowadził Rafał Boguski, który dośrodkował wprost na głowę Ondraška. Czech wypatrzył niepilnowanego Brleka i odegrał mu futbolówkę. Chorwat dokonał egzekucji i pewnie pokonał Milana Borjana, a przy Ściegiennego w 6. minucie zrobiło się 0:1. Siedem minut później Wiślacy mogli podwoić prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Ondraška Rafała Boguskiego w ostatniej chwili powstrzymał Rafał Grzelak, który wybił piłkę na rzut rożny.

Wet za wet!

W 18. minucie przebudziła się Korona. Po rzucie rożnym wybijanym przez Jacka Kiełba w kierunku dalszego słupka futbolówkę zgrał jeden z rosłych kielczan, a ta trafiła wprost na głowę Dejmka, który strzałem z kilku metrów nie dał szans Załusce. Wisła powinna odpowiedzieć już sześćdziesiąt sekund później. Sprytnie z rzutu wolnego z bocznej strefy boiska dośrodkował Mączyński, a Ondrašek mając przed sobą tylko bramkarza skiksował i nie trafił w piłkę. Co nie powiodło się „Kobrze”, udało się „Mące” w 29. minucie meczu. Choć wydawało się, że po akcji Boguskiego i jego zbyt krótkim podaniu szansa zostanie zaprzepaszczona, jeden z defensorów Korony wybił piłkę wprost pod nogi reprezentacyjnego pomocnika. Mączyński uderzył bez przyjęcia, precyzyjnie w długi róg i pokonał bezradnego Borjana.

„Scyzoryki” rzuciły się do ataków i były bardzo bliskie gola już trzy minuty później. Po stałym fragmencie gry piłka spadła pod nogi Kallaste, który huknął wprost w Załuskę. Futbolówka trafiła do Grzelaka, a ten kropnął w stronę bramki. Piłka minęła wiślackiego bramkarza, ale na jej torze stanął Iván González, który ofiarnym wślizgiem zapobiegł utracie gola. W 37. minucie bramce krakowian zagroził Pilipczuk, ale jego bomba po krótkim rozegraniu rzutu wolnego trafiła tylko w boczną siatkę. Chwilę później zza szesnastki próbował także Możdżeń, ale nie zmienił już wyniku pierwszej części spotkania. Tuż przed końcem premierowych czterdziestu pięciu minut były gracz Lecha i Podbeskidzia uratował Koronę przed utratą trzeciej bramki, uprzedzając w ostatniej chwili nabiegającego Gonzáleza.

Kwadrans jednego aktora

Drugą połowę strzałem na wiwat rozpoczął Patryk Małecki, który dużo lepiej mógł wykończyć świetne podanie od Gonzáleza. W 54. minucie Wisła stworzyła sobie bardzo dobrą sytuację. Boguski świetnie minął jednego z obrońców i poszukał Ondraška, który kropnął w światło bramki. Czujny był jednak Borjan, który odbił piłkę do boku. Po chwili dopadł do niej Małecki, który bez namysłu uderzył ile sił w nogach, a piłka zatrzymała się na ręce jednego z defensorów kielczan. Sędzia nie wskazał jednak na „wapno”, a z kontrą pobiegli Koroniarze, którzy wywalczyli rzut rożny. Po kornerze piłkę pewnie złapałby Załuska, gdyby nie został potrącony. Po chwili do futbolówki dopadł Możdżeń, który strzałem z 10 metrów pod poprzeczkę pokonał wiślackiego bramkarza.

Chwilę później byliśmy świadkami kolejnej kontrowersji - Maciej Górski przewrócił się o własne nogi, lecz zdaniem arbitra winnym tej sytuacji był Mączyński. W związku z tym sędzia Bednarek odgwizdał rzut karny. Pewnym egzekutorem niesłusznej jedenastki okazał się Jacek Kiełb, który strzelił tuż przy prawym słupku bramki Łukasza Załuski. Niemogący się pogodzić z decyzją rozjemcy Głowacki i González zostali napomnieni żółtymi kartkami. Co gorsza, za kolejne rozmowy z sędzią Hiszpan siedem minut później wyleciał z boiska, a na murawie wywiązała się bitwa. Sędzia Łukasz Bednarek wycenił ją na „żółtko” dla Ondraška, który w tej sytuacji oberwał od Koroniarzy najmocniej.

Od tego momentu w grze obu zespołów dominował chaos, który mógł przynieść gola Wiśle w 86. minucie. Z boku boiska dośrodkowywał Małecki, futbolówka po ręce Dejmka zmierzała do bramki, ale sparował ją Borjan. O karnym Wiślacy mogli zapomnieć, bo gwizdek sędziego Bednarka zamilkł na dobre. Niemogący się zgodzić z decyzją koszalińskiego arbitra pierwszoligowego trener bramkarzy Wisły Artur Łaciak został odesłany na trybuny.

Ostatnie próby

W końcowych minutach bramce Wisły zagrozili jeszcze Kallaste oraz Marković, ale Załuska był na posterunku. Już w 95. minucie krakowianie byli o centymetry od zdobycia gola dającego punkt, ale po wrzutce i zgraniu piłki głową przez Bartosza do futbolówki zmierzającej wzdłuż bramki nie dopadł Brlek. Biała Gwiazda w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach uległa Koronie Kielce 2:3 i spadła na szóste miejsce w ligowej tabeli.

Korona Kielce - Wisła Kraków 3:2 (1:2)

0:1 Brlek 6’

1:1 Dejmek 18’

1:2 Mączyński 29’

2:2 Możdżeń 55’

3:2 Kiełb 59’ (k.)

Korona: Borjan - Rymaniak, Dejmek, Grzelak, Kallaste - Możdżeń, Żubrowski - Kiełb (80’ Marković), Aankour (56’ Cebula), Pilipczuk (46’ Kotarzewski) - Górski

Wisła: Załuska - Cywka, González, Głowacki, Špičić - Boguski (80’ Štilić), Llonch (63’ Bartosz), Mączyński, Małecki - Brlek - Ondrašek (70’ Uryga)

Żółte kartki: Żubrowski, Borjan - Mączyński, Ondrašek, Głowacki, González (x2), Małecki

Czerwona kartka: González (66’)

Sędziował: Łukasz Bednarek z Koszalina

Widzów: 9 911

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Z dedykacją dla sędziego! Korona - Wisła 3-2

W pierwszej połowie meczu w Kielcach Wisła skupiona była przede wszystkim na grze w piłkę, a to zaowocowało prowadzeniem po bramkach Petara Brleka i Krzysztofa Mączyńskiego 2-1. Niestety po przerwie dwie mocno kontrowersyjne decyzje sędziego Łukasza Bednarka z Koszalina przyniosły dwa gole kielczanom, a że nerwowa atmosfera na murawie dołożyła do kompletu dwie żółte kartki dla Ivana Gonzáleza, więc grając w osłabieniu Wisła nie zdołała odrobić strat i przegrała trzeci mecz z rzędu!

Jeśli Korona miała na ten mecz plan taki, aby jak najszybciej "ruszyć" na Wisłę i strzelić bramkę, to podopieczni Kiko Ramíreza szybko go przekreślili. Wiślacy rozpoczęli bardzo agresywnie, zaliczali dużo przechwytów, co pozwalało nam wychodzić z kontratakami. I już w 6. minucie zaowocowało to zdobyciem bramki. Ze środka na lewe skrzydło do Rafała Boguskiego dobrze futbolówkę rzucił Pol Llonch, "Boguś" podciągnął do przodu i wrzucił do Zdenka Ondráška. Ten głową dograł do nadbiegającego Petara Brleka, a Chorwatowi pozostało już tylko dopełnić formalności. No i "Biała Gwiazda" szybko wyszła więc w Kielcach na prowadzenie!

Co równie ważne, w kolejnych minutach przebieg meczu nie uległ zbytnio zmianie. Wciąż groźniejszą drużyną była Wisła, która dobrze ustawiona przed własną bramką szukała okazji do kolejnych kontrataków. I szybko mogło być 2-0. Tym razem dośrodkowywał Ondrášek, w szesnastce za rękę pociągnięty przez Rafała Grzelak został Boguski, czego nie dostrzegł sędzia, a zamykającego wrzutkę Brleka - ubiegł obrońca Korony.

Kielczanie w pierwszych fragmentach meczu byli mocno bezradni, ale w 18. minucie wykorzystali swój największy atut, a więc stały fragment gry. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Grzelak zgrał głową do Radka Dejmka, ten ubiegł Arkadiusza Głowackiego, i trochę z przebiegu meczu niespodziewanie zrobiło się 1-1.

Wisła mogła jednak znów szybko wyjść na prowadzenie. Krzysztof Mączyński dobrze wrzucił z rzutu wolnego do Ondráška, ale ten niestety nie trafił w piłkę. Co się jednak odwlecze... W 29. minucie futbolówkę odebrał jak zawsze aktywny Llonch i wiślacy przeprowadzili kolejny szybki atak. Hiszpan podał do Patryka Małeckiego, ten odszukał Boguskiego, a ten z kolei próbował dograć do środka. Piłkę trafiła pod nogi Dejmka, ale obrońca Korony wybił niedokładnie i pod nogi nadbiegającego Mączyńskiego, który uderzył płasko, ale nie do obrony i Wisła prowadziła w Kielcach po raz drugi, tym razem 2-1.

Podrażniona Korona chciała szybko odrobić straty i w 32. minucie znów mógł być remis. Po wrzutce z rzutu wolnego do piłki dopadł Maciej Górski, ale uderzył prosto w wybiegającego Łukasza Załuskę. Futbolówkę przejął jeszcze Grzelak, ale jego uderzenie z linii bramkowej wybił Iván González!

W kolejnych minutach znów dwie swoje szanse mieli gospodarze, ale Serhij Pyłypczuk po krótko rozegranym rzucie wolnym, trafił w boczną siatkę, a zaraz potem Mateusz Możdżeń uderzył z dystansu mocno, ale nieznacznie niecelnie.

Ostatnie minuty pierwszej połowy należały jednak znów do wiślaków. W 41. minucie ładnie z rzutu wolnego przymierzył Mączyński, ale pomylił się nieznacznie. W 43. z kolei minucie z rzutu wolnego długi przerzut do Ondráška zaliczył Głowacki, nasz czeski napastnik uderzył bez przyjęcia, ale asekurując wszystko Milan Borjan odbił futbolówkę na rzut rożny. Do przerwy było więc 2-1.

Wisła bardzo dobrze rozpoczęła też drugą połowę i w 51. minucie mogliśmy prowadzić w Kielcach wyżej. Boguski dobrze podał do Ondráška, a ten odwrócił się i huknął celnie, tyle że Borjan zdołał piłkę sparować. Dopadł do niej jeszcze Małecki, uderzył równie mocno co Zdeněk, ale trafił w stojącego na linii strzału Bartosza Rymaniaka. Ten przypadkowo zagrał przy tym piłkę ręką, ale po raz kolejny gwizdek sędziego milczał.

Kielczanie odpowiedzieli na to mocnym strzałem Możdżenia, który dał gospodarzom rzut rożny. Po nim faulowany przez Górskiego był wyskakujący do dośrodkowania Załuska, ale sędzia tego nie zauważył. Nasz bramkarz przez to źle piąstkował piłkę, która poleciała pod nogi Możdżenia, a ten tym razem huknął już idealnie pod poprzeczkę i od 54. minuty zrobiło się 2-2.

Co gorsze zaraz potem sędziowie popełnili kolejny błąd! Za rzekomy faul Gonzáleza na Górskim arbiter wskazał na "wapno", z którego nie pomylił się Jacek Kiełb i z meczu, który mieliśmy wydawało się pod kontrolą, przegrywaliśmy 2-3! Nic to, że przy wybitnym "wparciu" sędziego!

Oczywiście takie, a nie inne decyzje sprawiły, że na boisku zrobiło się nerwowo. A sytuację spotęgowała się w 66. minucie, kiedy to drugą żółtą kartkę za faul na symulującym uderzenie Górskim obejrzał González. A to oznaczało, że całe to spotkanie kończyć mieliśmy w osłabieniu!

Potyczka przerodziła się więc z meczu piłki nożnej, w "futbolową bijatykę", ale tego można się było w Kielcach spodziewać. Co zaś na pewno dla nas niekorzystne - Wisła grając w "dziesiątkę" nie miała z agresywnie grającymi gospodarzami, którzy zagęścili przedpole własnej bramki, pomysłu na przeprowadzenie akcji dającej nam wyrównanie.

Mimo to stworzyliśmy sobie dwie do tego szanse. Pierwszą jednak dopiero w minucie 86., kiedy to po indywidualnej akcji Małecki uderzył w krótki róg, ale Borjan zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Po nim doszło zresztą do kolejnych przepychanek i o mało nie mieliśmy na murawie regularnej bijatyki. Druga okazja wiślaków to już doliczony czas gry, kiedy to niewiele zabrakło Brlekowi, aby dojść do podania od Jakuba Bartosza.

Ostatecznie Wisła przegrywa więc z Koroną 2-3, przy czym można śmiało powiedzieć, że kielczanie zdobyli jedną bramkę, a sędzia Bednarek dla gospodarzy aż dwie. I zespół Macieja Bartoszka może bez wątpienia tę wygraną arbitrowi z Koszalina zadedykować, bo do wszystkich nerwowych sytuacji w tym "meczu" doprowadziły właśnie błędne decyzje fatalnego arbitra. Inna sprawa, że wiślacy zamiast skupić się na grze w piłkę - skupili się zdecydowanie za bardzo na przepychankach, a to było jak najbardziej "wodą na młyn" dla kielczan.



Źródło: wislaportal.pl

Spektakl popsuty przez kiepskich aktorów. Korona Wisła 3:2

Dodano: 2017-05-17 23:05:55 (aktualizacja: 2017-05-20 07:34:47)

Norf / wislalive.pl

Za nami bardzo ciekawe spotkanie, na jakie liczyliśmy, szkoda że trwało ono ledwie godzinę. Na grę BG patrzyło się dziś bardzo przyjemnie, czego nie można powiedzieć o pracy arbitra.

W końcu udaje się zagrać dobre zawody. Po zawodnikach Wisły widać było dziś chęć odniesienia zwycięstwa. Obserwowaliśmy wiele składnych, szybkich akcji, wysoki pressing, odbiory na połowie przeciwnika i sporo emocji. Tych ostatnich najwięcej wzbudził arbiter, który swoimi decyzjami odwrócił losy meczu, przez co zupełnie go popsuł.

Od pierwszych minut widać było po naszych zawodnikach dużą ambicję. Już w piątej minucie, jeden z najlepszych zawodników na boisku, Llonch rozpoczął szybką akcję, długim podaniem wypuszczając na skrzydle Boguskiego, ten popisał się świetnym dośrodkowaniem prosto na głowę Ondraszka. Czech, zastępujący dziś odpoczywającego Brożka, zgrał futbolówkę na czystą pozycję do Brleka, ten bez najmniejszych problemów umieścił piłkę pod poprzeczką.

Po zdobytej bramce optyczną przewagę zyskała Korona, która przeważała jednak jedynie w posiadaniu piłki. To Wiślacy, raz po raz odbierali gospodarzom piłkę i wyprowadzali szybkie kontry. Jedyne zagrożenie ze strony Scyzoryków wynikało ze stałych fragmentów gry. Właśnie rzut rożny z 18 minuty przyniósł im wyrównanie. Piłka bita na długi słupek przez Kiełba, została zgrana głową przez Grzelaka, w kierunku Dejmka, który wygrał walkę o pozycję z Głowackim i również głową trafił do bramki.

Po wyrównaniu obraz gry niewiele się zmienił, Koroniarze utrzymywali piłkę, a Wiślacy stwarzali sytuacje. W 29 minucie byliśmy świadkami najładniejszej akcji meczu. Niesamowity Llonch wykonał jeden z niezliczonych odbiorów na połowie przeciwnika, szybko podał do Małeckiego, ten do Boguskiego, który posłał futbolówkę wzdłuż szesnastki, ta odbiła się jeszcze od Dejmka i trafiła pod nogi Mączyńskiego. Reprezentant Polski długo się nie zastanawiając uderzył precyzyjnie zza pola karnego, nie dając szans na interwencję Borjanowi. Znowu wyszliśmy na prowadzenie.

Po raz kolejny gospodarze zagrozili naszej bramce oczywiście po stałym fragmencie gry. Po rzucie wolnym piłka trafiła pod nogi jednego z Koroniarzy, którego strzał wybronił Załuska, natomiast z dobitką poradził sobie Gonzalez. Była to ostatnia klarowna sytuacja pierwszej połowy, przebiegającej pod dyktando BG.

Drugą odsłonę rozpoczęliśmy od kolejnej pięknej akcji, która w finalnym fragmencie przeniosła się w pole karne Złocisto-krwistych. Tam z przeciwnikiem na plecach w kierunku bramki odwrócił się Ondraszek i oddał mocny strzał, obroniony przez Kanadyjskiego bramkarza, natomiast dobitka Małeckiego została odbita przez obrońcę. Nasz skrzydłowy nie był dziś w swojej najlepszej dyspozycji, było go mało, a kiedy już dochodził do głosu, podejmował złe decyzje.

Kiedy wydaje się, że mecz jest pod kontrolą, a kolejna bramka BG jest kwestią czasu, do głosu postanowił dojść sędzia Bednarek. 54 minuta, po raz kolejny gospodarze wykonywali rzut rożny, piłki nie złapał Załuska, a do niej doszedł Możdżeń i huknął pod poprzeczkę. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w momencie próby interwencji nasz golkiper był trzymany za rękę przez Górskiego. Protesty zawodników nie przyniosły efektu i na tablicy świetlnej widniał wyniki 2:2.

Sytuacja ta była dopiero prologiem do komedii jaką zafundował nam niedoświadczony arbiter. Już trzy minuty później, w naszym polu karnym padł bohater poprzedniej akcji Górski. Nie potrzeba było powtórek, żeby stwierdzić że dotknięcie zawodnika w plecy, przez Gonzaleza, nie miało prawa spowodować upadku. Wątpliwości nie miał też sędzia i z sobie jedynie znanego powodu wskazał na wapno.

Swojej kompromitacji panowie Bednarek i Górski dopełnili 10 minut później. W stykowej sytuacji napastnik Korony zaczął prowokować Gonzaleza, ten znowu ledwo dotknął, tym razem twarzy przeciwnika, który po raz kolejny odstawił marną sztukę teatralną zwijając się na murawie z bólu. W tej sytuacji decyzja mogła „być tylko jedna”. Sędzia sięgnął do kieszeni i wyciągnął po raz drugi żółty kartonik. Hiszpański stoper musiał zejść z boiska. Osłabienie zespołu spowodowało, że bardzo ciekawy mecz, na pół godziny przed końcem właściwie się zakończył. Wprawdzie Wiślacy jeszcze podejmowali nieśmiałe próby wyrównania, jednak nie przyniosły one oczekiwanego efektu. Końcowy rezultat to 3:2.


Po raz kolejny zostajemy okradzeni przez sędziego, który raczej prędko w ekstraklasie nie zagwizda. Nas bardzo może cieszyć w końcu dobra gra. Zdecydowanie najjaśniejszym punktem był środek pola. Mączyński do spółki z Llonchiem raz po raz dawali sygnał do wysokiego, skutecznego pressingu. Do tego mieli olbrzymi wkład w grze do przodu. Największy udział w grze ofensywnej przypadł oczywiście Brlekowi. Aktywny był też Boguski, który się starał, nie zawsze mu wychodziło, jednak miał niebagatelny udział przy obu bramkach. Trzeci mecz w barwach Wisły zanotował Spićić, zastępujący kontuzjowanego Sadloka. Trzeba przyznać, że były to bardzo solidne zawody Chorwata, który pod bramką rywali był aktywniejszy nawet od Cywki. Po tej porażce zamieniliśmy się miejscami z naszymi rywalami. Przed nami jeszcze 3 mecze i trzeba w nich zrobić wszystko, aby wrócić na piątą lokatę i pozostać na niej po 37 kolejce.

Korona Kielce - Wisła Kraków 3:2 (1:2)

0:1 Brlek 6

1:1 Dejmek 18

1:2 Mączyński 29

2:2 Możdżeń 55

3:2 Kiełb 59 (k.)

Korona: Borjan - Rymaniak, Dejmek, Grzelak, Kallaste - Możdżeń, Żubrowski - Kiełb (80 Marković), Aankour (56 Cebula), Pilipczuk (46 Kotarzewski) - Górski

Wisła: Załuska - Cywka, González, Głowacki, Špičić - Boguski (80 Štilić), Llonch (63 Bartosz), Mączyński, Małecki - Brlek - Ondrašek (70 Uryga)

Żółte kartki: Żubrowski, Borjan - Mączyński, Ondrašek, Głowacki, González (x2), Małecki

Czerwona kartka: González (66)

Sędzia: Łukasz Bednarek z Koszalina


Widzów: 9 911

NORF




Źródło: wislalive.pl

Skandal w Kielcach

17 maja

Wisła może czuć się oszukana po środowym spotkaniu w Kielcach. Pojedynek zakończył się wygraną 3:2 Korony, ale jest to efekt fatalnej postawy sędziego Łukasza Bednarka, który swoimi decyzjami kilkukrotnie skrzywdził podopiecznych Kiko Ramireza.


Spotkanie świetnie ułożyło się dla wiślaków, którzy już w szóstej minucie objęli prowadzenie. Po świetnej zespołowej akcji na listę strzelców wpisał się Petar Brlek, który wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem po zgraniu piłki głową przez Ondraska.

Korona zdołała jednak doprowadzić do wyrównania kilkanaście minut później. Po rzucie rożnym i dograniu Grzelaka, piłkę z bliska w bramce Wisły umieścił Radek Dejmek. Wisła odpowiedziała w 29. minucie drugim trafieniemm. Tym razem Borjana ładnym strzałem zza pola karnego zaskoczył Krzysztof Mączyński.

Gospodarze mogli wyrównać w 32. minucie, ale najpierw dobrą interwencją po strzale Górskiego popisał się Załuska, a kilka chwil później piłkę sprzed linii bramkowej po uerzeniu Grzelaka wybił Gonzalez. Ostatecznie w pierwszej połowie wynik nie uległ już zmianie.

Druga połowa to „koncert” prowadzącego to spotkanie sędziego Łukasza Bednarka. W 54. minucie arbiter nie przerwał gry po ewidentnym faulu na Załusce, w efekcie którego piłka trafiła w polu karnym pod nogi Możdżenia, który mocnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do wyrównania.

Jakby tego było mało, w 57. minucie sędzia podyktował rzut karny dla Korony, nabierając się na zdolności aktorskie Górskiego. W tej sytuacji nie mogło być mowy o faulu Gonzaleza. Po chwili gospodarze byli na prowadzeniu po strzale Kiełba z jedenastu metrów.

Bardzo nerwowo było również w kolejnych minutach. W 66. minucie po raz kolejny sędzia pokazał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę Gonzalezowi. Duży w tym udział miał ponownie Górski, który tym razem lekko dotknięty padł na murawę jak rażony piorunem.

KORON


KORONA KIELCE – WISŁA KRAKÓW 3:2 (1:2)

0:1 Petar Brlek 6 min

1:1 Radek Dejmek 18 min

1:2 Krzysztof Mączyński 29 min

2:2 Mateusz Możdżeń 54 min

3:2 Jacek Kiełb (k.) 58 min

żółte kartki: Żubrowski, Górski, Borjan (Korona), Mączyński, Głowacki, Gonzalez, Ondrasek, Małecki (Wisła)

czerwona kartka: Gonzalez (66 min – druga żółta kartka)

Korona: Milan Borjan – Bartosz Rymaniak, Rafał Grzelak, Radek Dejmek, Ken Kallaste – Serhij Pyłypczuk (46, min – Jakub Kotarzewski), Mateusz Możdżeń, Jakub Żubrowski, Nabil Aankour (55 min – Marcin Cebula), Jacek Kiełb (80 min – Vanja Marković) – Maciej Górski.

Wisła: Łukasz Załuska – Tomasz Cywka, Arkadiusz Głowacki, Ivan Gonzalez, Matija Spicić – Rafał Boguski (80 min – Semir Stilić), Krzysztof Mączyński, Pol Llonch (63 min – Jakub Bartosz), Petar Brlek, Patryk Małecki – Zdenek Ondrasek (70 min – Alan Uryga).

sędzia: Łukasz Bednarek (Koszalin)

Źródło: wislakrakow.com

Minuta po minucie

Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Ramirez: Profesjonalista musi analizować błędy

Data publikacji: 17-05-2017 20:56


„Nie chcę szukać wymówek. Pragnę pogratulować gospodarzom. Dla obu ekip był to ważny mecz w walce o piąte miejsce. Czuję się poniżony. Zarówno zawodnicy, jak i kibice Wisły Kraków zostali poniżeni. W Polsce nie widziałem jeszcze takiego spotkania” - ocenił po emocjonującym starciu w Kielcach Kiko Ramírez, trener Białej Gwiazdy.

„Jako profesjonalista jutro obejrzę mecz, przeanalizuję wszystkie błędy. Bardzo proszę sędziego, by jako profesjonalista zrobił dokładnie to samo” - zaapelował Hiszpan.

Damian Juszczyk

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Bartoszek: Musieliśmy wznieść się na wyżyny

Data publikacji: 17-05-2017 21:09


„Ten mecz był dla nas bardzo trudny. Widać było od około 10. minuty, że jednak ten jeden dzień przerwy więcej dla Wisły był tutaj znaczący i kluczowy. Było dużo podań przerywających akcje i wyprowadzane szybkie kontry, z którymi mieliśmy problemy” - przyznał Maciej Bartoszek, opiekun Korony, po rywalizacji z Białą Gwiazdą.

„Na odprawie mówiliśmy, że zmiany mogą być kluczowe i tak właśnie się stało. Pomogły nam one odnieść bardzo ważne zwycięstwo” - zauważył trener kieleckiej ekipy.

„Wygraliśmy wolą walki”

Co, zdaniem szkoleniowca, przeważyło szalę na korzyść miejscowych? „Wygraliśmy ten mecz charakterem, wolą walki i tym, że mimo iż bardzo odczuwaliśmy rywalizację z Lechią, musieliśmy wznieść się dzisiaj na wyżyny, by wygrać to spotkanie. Gratuluję swojemu zespołowi - za ambicję, walkę i za trzy punkty”.

Damian Juszczyk


Źródło: wisla.krakow.pl

Pomeczowe wypowiedzi zawodników

Boguski: To nie jest czas na testowanie sędziów

Data publikacji: 17-05-2017 21:49


Wisła Kraków przegrała na wyjeździe z Koroną Kielce 2:3. Mimo prowadzenia po pierwszej połowie, Wiślacy nie dowieźli do końca trzech punktów. 80 minut rozegrał dziś Rafał Boguski, który popisał się kluczowym podaniem przy bramce Petara Brleka. Oto co po meczu powiedział skrzydłowy Białej Gwiazdy.

„Fajnie zaczęliśmy to spotkanie, po stracie gola szybko zareagowaliśmy i znowu wyszliśmy na prowadzenie. Mecz był niby pod naszą kontrolą, ale niestety wydaje się, że nieskoncentrowany sędzia popsuł nam to widowisko” - ocenił „Boguś”, który odniósł się tymi słowami do niesłusznie podyktowanego rzutu karnego dla Korony, a także do faulu na Łukaszu Załusce chwilę przed zdobyciem przez gospodarzy drugiego gola.

Oblany test sędziego

Wiślak przyznał, że w drugiej połowie on i jego koledzy mieli prawo się zdekoncentrować przez błędy sędziego. „Trudno złapać rytm, gdy w ewidentnych sytuacjach zachodzą pomyłki arbitra. To na pewno dołuje, podnosi morale drużyny przeciwnej i nie ułatwia powrotu do meczowego rytmu. Dodatkowo osłabiła nas czerwona kartka Ivána i musieliśmy gonić wynik w dziesięciu”.

„Gramy o punkty, o pieniądze dla klubu za jak najlepsze miejsce w tabeli na koniec sezonu i testowanie sędziego w takich warunkach nie było chyba najlepszym pomysłem” - dodaje „Dziki”.

Pora na trzy punkty!

Wiślacy wracają na stadion przy Reymonta w sobotę, kiedy to podejmą Pogoń Szczecin. Pora na przełamanie serii niewygranych meczów. „Nasza gra wygląda nieźle, stwarzamy sytuacje, ale nadal nie ma punktów. I to nas boli. W następnym meczu z Pogonią będziemy chcieli odwrócić ten niekorzystną passę” - zapowiada Rafał Boguski.

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

Brlek: Porażka w dziwnych okolicznościach

Data publikacji: 17-05-2017 21:55


Petar Brlek był bez wątpienia jedną z pierwszoplanowych postaci w barwach Wisły. Już w 6. minucie sprawił, że stadion przy ul. Ściegiennego ucichł, a później mógł jeszcze dołożyć kolejne trafienie. Pomocnik z jednej strony jest zadowolony z dyspozycji drużyny, ale z drugiej nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć porażki z Koroną.

„Zagraliśmy naprawdę dobrą pierwszą połowę. Nieźle weszliśmy także w drugą część spotkania, ale straciliśmy bramkę i grało nam się trochę trudniej. Na pewno jednak mogę powiedzieć, że dzisiaj bardziej istotne są okoliczności, w jakich straciliśmy punkty. Są one co najmniej dziwne…” - zastanawiał się rozgoryczony Chorwat.

Czesko-chorwacka kooperacja

23-latek po raz kolejny umieścił piłkę w siatce. To już jego ósme trafienie w tym sezonie, ale Brleka bardziej cieszy dobra akcja całego zespołu i fantastyczna asysta Zdenka Ondráška. „Tak, ten gol był bardzo ładny, ale brawa należą się całej ekipie. Na końcu Zdeněk zgrał mi świetną piłkę - jest niezwykle silny w polu karnym i bez problemu znalazł sobie trochę wolnej przestrzeni w szesnastce Korony. Generalnie uważam, iż zaprezentowaliśmy się w Kielcach poprawnie, ale też po tym starciu oczekiwaliśmy dużo więcej”.

Już w sobotę Biała Gwiazda podejmie Pogoń Szczecin i będzie miała okazję zrehabilitować się za ostatnie porażki. Walka o piątą lokatę wciąż jest sprawą otwartą. „Teraz nie mamy wyboru. Musimy wygrać z Pogonią dla naszych fanów, którzy zawsze wspierają nas na stadionie. Po trzech niezbyt korzystnych rezultatach chcemy się przełamać również dla nas samych i powalczyć o piątą pozycję w tabeli” - podkreśla Brlek.

Michał Hardek

Buro Prasowe Wisły Kraków SA

Źródło: wisla.krakow.pl

Załuska: Niektórzy powinni być w lepszej dyspozycji

Data publikacji: 18-05-2017 13:00


Wisła Kraków przegrała drugi kolejny mecz wyjazdowy. Tym razem zespół Kiko Ramíreza uległ Koronie Kielce 2:3. Krakowianie spisali się bardzo dobrze, a dwie bramki stracili w mocno kontrowersyjnych okolicznościach. Tak też uważał po spotkaniu Łukasz Załuska.

Wiślacki golkiper skupił się przede wszystkim na sytuacji, w której kielczanie ponownie doprowadzili do remisu. „Przy bramce na 2:2 piłkarz Korony (Maciej Górski - przyp. red.) zawiesił mi się na ręce. Możecie spytać jego samego, była to bardzo widoczna sytuacja. W kluczowych momentach sędzia popełnił bardzo poważne błędy i jest tego jeszcze bardziej szkoda, bo graliśmy bardzo dobre spotkanie. Mogliśmy stąd wywieźć trzy punkty, gdyby niektórzy panowie byli dziś w lepszej dyspozycji” - stwierdził 34-latek.

Przekuć nerwy w punkty

„To był jeden z naszych lepszych meczów w ostatnim czasie. Przyjechaliśmy tu bardzo zmotywowani, chcieliśmy zmazać te dwie ostatnie porażki. Wyjeżdżamy z Kielc bardzo zawiedzeni, w szatni były duże nerwy” - przyznaje szczerze Załuska.

Wisła po przegranej spada na szóstą pozycję. Nie wszystko jednak stracone. „Kończymy mecz bez punktów, Korona przeskakuje nas w tabeli. Na szczęście przed nami jeszcze trzy kolejki. Zrobimy wszystko, by odzyskać piąte miejsce”.

Wiślacy wracają na R22 i liczą na wsparcie fanów w przedostatnim domowym meczu sezonu. „Mimo ostatniej porażki u siebie, nadal czujemy się tam bardzo mocni. Wierzę w trzy punkty w sobotę, po nich nadal będziemy w grze o piątą lokatę. To dodatkowe pieniądze dla klubu i taka satysfakcja, że skończy się na najwyższym możliwym miejscu w tabeli” - zakończył Łukasz Załuska.

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

===Cywka: Myśleliśmy, że mamy ten mecz pod kontrolą

Data publikacji: 18-05-2017 11:00


Tomasz Cywka z trudem może zaakceptować fakt, iż Wisła przegrała z Koroną. Wiślacki defensor uważa, że krakowianie konsekwentnie realizowali plan nakreślony przez sztab trenerski, stwarzali dużo sytuacji podbramkowych. Nie zgadza się tylko - a raczej aż - wynik.

Zdaniem Cywki Wisła zaprezentowała się dużo lepiej niż przed kilkoma dniami w Białymstoku i była lepsza od rywala właściwie w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. „Do pewnego momentu wyglądaliśmy naprawdę dobrze. Stwarzaliśmy dużo okazji do zdobycia bramki, wychodziliśmy spod pressingu Korony, mieliśmy dużo odbiorów na jej połowie, do tego zanotowaliśmy też sporo kontr. Realizowaliśmy to, co założyliśmy sobie przed tą rywalizacją i wyeliminowaliśmy pewne błędy. Później straciliśmy zawodnika, a wiadomo, że po takim zdarzeniu zawsze gra się dużo trudniej. Poza tym w piłce zawsze chodzi o zwycięstwo, a jego w Kielcach zabrakło”.

I cały plan…

Obrońca był bardzo rozczarowany faktem, że Wisła nadal nie zgarnęła pełnej puli w grupie mistrzowskiej. „Na szybko obejrzeliśmy w szatni powtórki z tego meczu i myślę, że tam zostało już wszystko wyjaśnione. Wydawało nam się, że mamy to spotkanie pod kontrolą. Wiedzieliśmy dokładnie, co mamy grać, prowadziliśmy 2:1. Mieliśmy plan, ale nie ze wszystkim dało się zwyciężyć. Szkoda, że wracamy do Krakowa bez choćby jednego punktu” - żałował „Cywa”.

Wiślak przyznaje, że w Kielcach zawsze dochodzi do bardzo zaciętej rywalizacji. To specyficzny teren, na którym nikt nie zamierza odstawiać nogi. „Różne decyzje sprawiły, że mecz się zaostrzył. Każdy chciał też wygrać, każdy był poddenerwowany, więc nietrudno było o spięcie z przeciwnikiem. To były po prostu takiego typu zawody”.

To jeszcze nie koniec!

Na szczęście okazja do zatarcia złych wspomnień i zdobycia trzech punktów już niedługo. W sobotę Biała Gwiazda podejmie Pogoń Szczecin. „Czujemy sportową złość. Fajnie, że awansowaliśmy do górnej ósemki, ale to nas nie usatysfakcjonowało i chcieliśmy pójść za ciosem. Wszyscy chcielibyśmy tych punktów zdobywać więcej. Dzisiaj było blisko - nie udało się - ale są jeszcze trzy kolejki i z pewnością zagramy o dziewięć punktów” - deklarował Tomasz Cywka, który w Kielcach rozegrał pełne dziewięćdziesiąt minut.

Michał Hardek

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Piłkarski Poker

Wpisany przez Redakcja

piątek, 19 maja 2017 11:14

Kilka słów o środowym sędziowaniu.

Michał Probierz pierdolnąłby sobie whisky a Przemysław Checherz spytał czy może przeklinać na konferencji prasowej. Kiko Ramirez zachował stoicki spokój, jakby nie wierzył temu, co zobaczył we środę na kieleckiej murawie, chociaż i on z pewnością zastanawia się o co tu chodzi.


Środa, maj, piękne słoneczne popołudnie. Do przerwy prowadzimy z Koroną 2-1,gramy fajny futbol, jesteśmy naprawdę lepszą drużyną. Po przerwy do akcji wkroczył jednak on. Łukasz Bednarek z Koszalina, sędzia piłkarski z blisko rocznym stażem w Ekstraklasie.


Janusz Zaorski w swoim filmie „Piłkarski Poker” ukazywał rzeczywistość polskiej piłki końca lat osiemdziesiątych. Opary wódki, tabela rozrysowana w pokoju hotelowym i „uczciwy sędzia”, któremu zapłacono za 3-0, więc będzie 3-0. Od premiery tego skądinąd bardzo dobrego filmu minęło dwadzieścia osiem lat, ale we środę można było odnieść wrażenie, że przez pomyłki sędziów oglądamy powtórkę tej produkcji. Nikogo o nieuczciwość oskarżyć nie można, ale o dyletanctwo jak najbardziej.


Bednarek był piłkarzem Pogoni Szczecin, chociaż takie sformułowanie mogłoby obrazić piłkarzy. Wystąpił przez dwadzieścia minut w spotkaniu Pogoni z Legią, które gospodarze przegrali 0-4 w 2003 roku. Potem wielkiej kariery nie zrobił. Kontuzje uniemożliwiły mu grę w piłkę, na szczęście dla niego do zmiany życiowej drogi „zainspirował” go ojciec- Jan.


Ten ostatni pasuje jak ulał do cytatu rodem z „Psów” Pasikowskiego- „Czasy się zmieniają, a Pan ciągle jest w komisjach.”. Zajmował się w randze wiceprezesa PZPN futbolem amatorskim za czasów Grzegorza Lato, zajmuje się i teraz, kiedy w PZPN-ie rządzi niepodzielnie Boniek ze swoją ekipą. Bednarek-junior po latach sędziowania Młodej Ekstraklasy i niższych lig dostał szansę pokazania swoich umiejętności w Ekstraklasie, chociaż jego postawa kompletnie do sędziowania najwyższej klasy rozgrywkowej go nie upoważniała. W czerwcu ubiegłego roku pomylił się na niekorzyść Garbarni w meczu barażowym o awans do drugiej ligi. Podyktował karnego, którego zobaczył tylko on. Czyli mniej więcej tak jak we środę.


Wisła została perfidnie oszukana. To jedyne właściwie określenie, dla tego, co wydarzyło się przedwczoraj w Kielcach. Przy golu na 2-2 faulowany był Załuska, potem nie było karnego dla Korony. Można się zastanawiać po co grać, skoro i tak na końcu sędzia po prostu „przekręci” ten mecz. Czerwonej kartki dla Gonzaleza nawet nie ma co komentować, bo podobnie absurdalnych argumentów nie dało się usłyszeć od czasu, kiedy Grzegorz Lato tłumaczył dlaczego setkę robi w trzy sekundy. Spektakl, który urządził sędzia, był zaśmianiem się w twarz wszystkim, którym na losie Ekstraklasy po prostu zależy. Nikt i nic nie pomoże polskiej lidze, jeżeli sędziowie będą popełniać tak karygodne błędy. Na nic nie przyda się wprowadzona cztery lata temu reforma ligi, jeżeli arbiter jest w stanie wypaczyć wynik meczu w tak bezczelny sposób, a i tak będzie zapewne ciągnięty za uszy do góry, z powodu rodzinnych koneksji. „ Szkoda strzępić ryja”- cytując klasyka…


Panu Sędziemu dedykujemy na koniec którąś z piosenek Stevie Wondera. Też niewidomy…


Źródło: skwk.pl

Podsumowanie 34. kolejki LOTTO Ekstraklasy

Bardzo wysoka porażka Jagiellonii w Gdańsku, bo aż 0-4, przy jednoczesnej wygranej 2-0 Legii nad Lechem sprawia, że na trzy kolejki przed końcem sezonu - po raz pierwszy - liderem Ekstraklasy są obrońcy tytułu. Legia ma tym samym dwupunktową przewagę nad resztą stawki i można już teraz zadawać pytanie, czy w wyjazdowych spotkaniach do Białegostoku i Kielc - mogą stracić punkty? Te regularnie gubi za to w dole tabeli chorzowski Ruch, który jest tym samym już niemal jedną nogą w I lidze.

Wtorek, 16 maja:

Arka Gdynia 0-1 Wisła Płock

0-1 Arkadiusz Reca (16.)

"Nafciarze" bez wątpienia mogą żałować, że takim wynikiem nie zakończyli swojego meczu przeciwko Arce przed paroma tygodniami. Wtedy bowiem zakończyliby rundę zasadniczą w czołowej "ósemce", ale co nie udało się wtedy - udało się teraz. Beniaminek z Płocka gromadząc na swoim koncie 28 punktów zapewnił sobie w praktyce pozostanie w Ekstraklasie na kolejny sezon. Gdynianie walczyć będą musieli o to w kolejnych spotkaniach, a łatwo o to nie będzie, bo Arkę czekają dwa trudne wyjazdy.

Górnik Łęczna 3-0 Cracovia

1-0 Leândro (50.)

2-0 Adam Dźwigała (77.)

3-0 Bartosz Śpiączka (82.)

Kto wie jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby sędzia Paweł Raczkowski, przy stanie 1-0, podyktował rzut karny dla Cracovii, po faulu na Sebastianie Stebleckim. Tego jednak nie zrobił, ale też przyznać trzeba, że zespół Górnika końcówkę tej potyczki zagrał znakomicie. Do tego stopnia, że piłkarze z ulicy Kałuży mogą się cieszyć, że wszystko skończyło się... tylko trzybramkową stratą. Mogło być bowiem o wiele gorzej. Zespół z Łęcznej robi więc ważny krok w kierunku pozostania w lidze, a po tej porażce znów nerwowo może się zrobić w drużynie "Pasów".

Ruch Chorzów 0-3 Piast Gliwice

0-1 Paweł Oleksy (72. sam.)

0-2 Gerard Badía (75.)

0-3 Hebert (88.)

Fatalna passa "Niebieskich" trwa, bo po klęsce w miniony weekend we Wrocławiu aż 0-6, tym razem Ruch poległ na własnym stadionie w rywalizacji derbowej z Piastem. Jeszcze w pierwszej połowie chorzowianie wyglądali w miarę przyzwoicie, ale w drugiej do głosu doszli gliwiczanie i konsekwentnie dobili gospodarzy. Ci zresztą po stracie pierwszego gola kompletnie się "rozsypali" i kolejne bramki były tego żywą konsekwencją. Cieszą się więc w Gliwicach, smucą w Chorzowie... Zresztą Cicha pod koniec spotkania zrobiła się rzeczywiście... cicha.

Zagłębie Lubin 2-0 Śląsk Wrocław

1-0 Filip Starzyński (15.)

2-0 Łukasz Piątek (54.)

Jak na mecz derbowy przystało działo się w tym spotkaniu całkiem sporo, łącznie z czerwoną kartką, ale też najważniejsze było to, że swoją skuteczność pod koniec sezonu odzyskuje Zagłębie, które "wypunktowało" grającego jak na sinusoidzie Śląska. Ten starał się wprawdzie odrabiać swoje straty, ale jak tego nie robić pokazał przede wszystkim Sito Riera. W końcówce kopnął bez piłki Adama Buksę i sezon dla Hiszpana powinien się już po takim zagraniu zakończyć.

Środa, 17 maja:

Korona Kielce 3-2 WISŁA KRAKÓW

0-1 Petar Brlek (6.)

1-1 Radek Dejmek (18.)

1-2 Krzysztof Mączyński (29.)

2-2 Mateusz Możdżeń (54.)

3-2 Jacek Kiełb (58. k.)

Po pierwszych meczach w Polsce trener Kiko Ramírez mógł chwalić sędziów za ich pracę. Po spotkaniach z Lechią, a zwłaszcza dzisiejszym w Kielcach - raczej ciężko spodziewać się, że będzie to nadal robił. Wisła została w tym spotkaniu ewidentnie "przekręcona", bo druga i trzecia bramka dla kielczan - to było iście "gospodarskie" sędziowanie. I to wystarczyłoby w sumie za całe podsumowanie tej rywalizacji. Zwłaszcza że równie dobrze - co najmniej jeden rzut karny należał się też w tym meczu Wiśle. Można więc podziękować PZPN-owi za ten "eksperyment", bo sędzia Bednarek w bieżącym sezonie krzywdził jeśli już to drużyny z I ligi. Po dzisiejszym spotkaniu pokazał wszystkim, że sędziować powinien mecze, ale raczej te na... Playstation. Inna sprawa, że wiślacy dali się w tej potyczce bezsensownie sprowokować i zamiast skupić się na grze - poniosły ich nerwy. Po prostu. Nie pierwszy to zresztą nasz mecz w Kielcach z gatunku "dziwnych".

Lechia Gdańsk 4-0 Jagiellonia Białystok

1-0 Marco Paixão (17. k.)

2-0 Marco Paixão (25. k.)

3-0 Marco Paixão (48.)

4-0 Lukáš Haraslín (89.)

Białostoczanie mogą mieć po tym spotkaniu pretensje wyłącznie do siebie. W pierwszych minutach mieli bowiem trzy okazje do tego, aby wyjść na prowadzenie, ale żadnej nie wykorzystali. A potem za grę w piłkę nożną wziął się Marco Paixão. I choć drugi rzut karny uznać można za kontrowersyjny, to Portugalczyk łącznie huknął hat-tricka i przybliżył Lechię do miejsca na ligowym podium. Na pewno po tej kolejce z fotela lidera spadnie więc Jagiellonia, która w weekend zagra u siebie z Legią. I po tym meczu będzie już chyba wiadomo, czy liderujący po 30. kolejkach białostoczanie wciąż będą mogli marzyć o czymś więcej, niż podium. W tym samym czasie Lechia pojedzie do Poznania i także będzie blisko, albo bardzo daleko swoich marzeń.

Legia Warszawa 2-0 Lech Poznań

1-0 Vadis Odjidja-Ofoe (7.)

2-0 Michał Kucharczyk (83.)

Bardzo szybko rozstrzygnął się ten mecz, bo wyjście przez Legię na prowadzenie już w siódmej minucie sprawiło, że warszawiacy mieli to, co lubią najbardziej. Ot aż do końca mogli szukać kontrataków i wyczekiwać tej swojej kolejnej szansy na bramkę. I Legia czekała długo i cierpliwie, aż do minuty 83., kiedy to obronie Lecha uciekł Michał Kucharczyk i było "po zabawie". Legia po tej wygranej wychodzi na pozycję lidera, ma dwa punkty przewagi nad resztą stawki i można zadawać sobie tylko pytanie - czy ktoś będzie jeszcze w stanie warszawiaków zatrzymać?

Pogoń Szczecin 1-1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

1-0 Dawid Kort (76.)

1-1 Vladislavs Gutkovskis (86.)

Obydwa zespoły były jedynymi w całej Ekstraklasie, które w finale sezonu nie zdobyły jeszcze punktu i pewne było, że któraś z ekip wreszcie się w tym względzie "przełamie". No i jak się okazało - "przełamały" się obydwie. Było to zresztą spotkanie ze sporą liczbą niefrasobliwości w defensywie, więc chyba nic dziwnego, że skończyło się podziałem punktów.


Źródło: wislaportal.pl

Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły- Sezon 2016/2017

Źródło:SKWK

Galeria sportowa

Galeria kibicowska: