2024.05.02 Pogoń Szczecin - Wisła Kraków 1:2

Z Historia Wisły

Bilet meczowy.
Bilet meczowy.
Bilet meczowy.
Bilet meczowy.


Spis treści

Pamiątki meczowe

Przed pierwszym gwizdkiem

#PoPucharWi5ło, czyli tak wyglądała droga do finału

29.04.2024, 18:50

2 maja 2024 roku to data wyraźnie zaznaczona w kalendarzu każdego kibica Wisły Kraków. To wtedy na Stadionie Narodowym Biała Gwiazda w finałowym starciu o Puchar Polski zmierzy się z drużyną Pogoni Szczecin. Zanim jednak marzenie o występie we wielkim finale mogło stać się rzeczywistością, kibice oraz piłkarze musieli przebrnąć przez niejednokrotnie wyboistą drogę, która swój ostatni przystanek będzie mieć w Warszawie. Wisła Kraków w drodze do finału rozegrała 5 spotkań. Zapraszamy do krótkiego przypomnienia losów tych jakże emocjonujących meczów!

Na początek Lechia

Pierwszym rywalem Wiślaków w 70. edycji Pucharu Polski była Lechia Gdańsk. Spotkanie odbyło się 28 września przy R22 i dostarczyło zgromadzonym kibicom niemało emocji, ponieważ do rozstrzygnięcia wyniku potrzebna była dogrywka. Mecz zakończył się rezultatem 2:1.

Wynik dla gospodarzy w 21. minucie otworzył Dawid Olejarka. Pomocnik Wisły dopadł do futbolówki przed polem karnym, wykonał zwód i plasowanym strzałem umieścił piłkę tuż przy słupku, nie dając szans 18-letniemu bramkarzowi gości.

Gdańszczanie zmuszeni byli gonić wynik. Seria zmian w drugiej połowie pomogła im przejąć inicjatywę w ataku, lecz wyrównać udało im się dopiero w doliczonym czasie gry. W szalonej końcówce sędzia Przybył dwukrotnie dyktował rzuty karne za przewinienia w obrębie pola karnego krakowian. Po faulu do „jedenastki” podszedł Luis Fernandez, a jego uderzenie znalazło się na rękawicach Kamila Brody. Krakowskiemu bramkarzowi tego dnia dopisywała wysoka forma, jednak kolejna próba z 11. metrów zmusiła go do kapitulacji. Po zagraniu ręką i weryfikacji systemu VAR Fernandez otrzymał szansę na zrehabilitowanie się i tym razem się nie pomylił. Na zegarze widniała 97. minuta i wkrótce wkroczyliśmy w dodatkowe pół godziny gry.

W dogrywce padł już tylko jeden gol autorstwa Angela Baeny. Hiszpan przytomnie zachował się pod bramką Lechii i w 105. minucie z najbliższej odległości umieścił odbitą przez Mikułko piłkę w siatce, ustalając rezultat zawodów na 2:1. Biało-Zieloni mieli swoje sytuacje, lecz nie potrafili ich spożytkować. Mecz kończyć musieli również w osłabieniu, albowiem drugą żółtą kartkę obejrzał Maksym Khlan. Tym samym Biała Gwiazda znalazła się w kolejnej rundzie Pucharu Polski!

Starcie z Polonią

Losowanie par kolejnej rundy postawiło naprzeciw siebie Wisłę Kraków oraz Polonię Warszawa. 7 listopada na stadionie przy Reymonta padł wynik 3:0 dla gospodarzy, chociaż na pierwszą bramkę zgromadzeni na trybunach kibice obu ekip musieli czekać ponad godzinę.

Na losy spotkania w dużej mierze wpłynęła szybko pokazana czerwona kartka. Pomocnik drużyny rywali – Jakub Piątek – na przestrzeni 35 minut zgromadził dwie żółte kartki, przez co jego zespół zmuszony był przez większość meczu grać w osłabieniu.

Podopieczni Radosława Sobolewskiego od pierwszego gwizdka byli stroną dominującą, lecz nie potrafili przekuć swojej przewagi w zdobycz bramkową. Biała Gwiazda nieustannie starała się otworzyć wynik, jednak po 45 minutach na tablicy widniał bezbramkowy rezultat.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Trudy gry w osłabieniu zaczęły dosięgać gości i w 68. minucie Szymon Sobczak przełamał ofensywną niemoc krakowian. Sędziowie sprawdzali jeszcze możliwą pozycję spaloną, po czym piłka ustawiona została na środku boiska. Kolejne gole wydawały się już tylko kwestią czasu. W 84. minucie wynik po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wynik podwyższył Bartosz Jaroch, a końcowy rezultat po zamieszaniu w polu karnym ustalił natomiast w 89. minucie Ángel Rodado. W doliczonym czasie gry Wiślacy mogli strzelić jeszcze czwartą bramkę - gospodarze po zagraniu ręką otrzymali rzut karny, jednak został on obroniony przez Lemanowicza. Trzema golami Wisła zameldowała się w 1/8 finału!

Festiwal strzelecki ze Stalą

Równo miesiąc później, 7 grudnia, Wisła Kraków zmierzyła się ze Stalą Rzeszów. Losowanie po raz kolejny było dla ekipy z Krakowa szczęśliwe, ponieważ Biała Gwiazda znów grała w roli gospodarza. Piłkarze występujący w czerwonych koszulkach przysłowiowo się „rozstrzelali”, wygrywając wysokim wynikiem 4:1.

Wiślacy szybko wyszli na prowadzenie. Już w 7. minucie do akcji w ofensywie dobrze podłączył się Dawid Szot i wykorzystał podanie Goku, otwierając wynik. Goście w nieskuteczny sposób chcieli odpowiedzieć, marnując wypracowane przez siebie sytuacje. Prowadzeni przez Mariusza Jopa zawodnicy próbowali jeszcze w pierwszej części gry podwyższyć wynik, jednak w tej połowie żaden ze strzałów nie znalazł już drogi do siatki.

Udało się to jednak 5 minut po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę. W 50. minucie strzałem głową gola zdobył Ángel Rodado, a chwilę później, bo już w 52. Minucie, trzecią bramkę ustrzelił Bartosz Talar. Wisła po tych dwóch szybkich ciosach była w bardzo komfortowej sytuacji.

Przyjezdnych z Rzeszowa stać było tego dnia jedynie na bramkę honorową. W 66. minucie gola na 3:1 zdobył młodzieżowiec Szymon Kądziołka. Reakcja ze strony gospodarzy była jednak natychmiastowa - po wznowieniu gry Rodado wystawił piłkę do Patryka Gogóła, który sfinalizował błyskawiczny atak i od 67. minuty utrzymywał się wynik 4:1.Od tego momentu emocje się zakończyły. Wisła uspokoiła grę, zachowując cenne siły, a Stal wyraźnie stracił wiarę w możliwość odwrócenia losów spotkania. Widownia zobaczyła w tym dniu aż 5 bramek. Biała Gwiazda awansowała do ćwierćfinału, w którym czekali na nią już tylko ekstraklasowi przeciwnicy.

Dreszczowiec z Widzewem

Los zadecydował, że 28 lutego w ćwierćfinale Pucharu Polski odbył się mecz przyjaźni pomiędzy Wisłą Kraków a Widzewem Łódź. Krakowianie reprezentujący niższą klasę rozgrywkową z miejsca mieli zagwarantowaną grę na własnym stadionie. Był to zwiastun nie tylko emocji na boisku, ale i też świetnej atmosfery na trybunach. Po długiej batalii zwycięstwo odniosła Wisła 2:1.

Spotkanie dwóch wielkich piłkarskich marek rozpoczęło się w sposób, jakiego nie spodziewało się wielu ekspertów. W pierwszej połowie stroną widocznie przeważającą byli 1-ligowi gospodarze. Dyktowali przebieg meczu, jednak mieli kłopot z potwierdzeniem swojej dobrej dyspozycji zdobyczą bramkową. Po trzech kwadransach na tablicy wyników widniał rezultat 0:0.W przerwie trener łodzian Daniel Myśliwiec uporządkował grę swoich podopiecznych. Widzew zaczął wyraźnie lepiej się prezentować i stopniowo przejmować inicjatywę. Ich ciągłe natarcia w końcu się opłaciły - w 80. minucie po wywalczonym rzucie karnym do piłki podszedł Bartłomiej Pawłowski i pewnym strzałem otworzył wynik.

W związku z gorącym charakterem całego widowiska mecz finalnie przedłużony został aż o ponad 20 minut. Wiślacy w nieustępliwy sposób starali się wyrównać, lecz doskonale dysponowany tego dnia na bramce był Rafał Gikiewicz. Golkiper Czerwonych w końcu jednak musiał się poddać. Futbolówka odbiła się wprost pod nogi naszego super strzelca Ángela Rodado, który tuż przed końcowym gwizdkiem wprowadził nas w dodatkowy czas gry. Emocje sięgały zenitu!

Tempo dogrywki zwolniło pod znakiem olbrzymiego zmęczenia obu ekip. Ćwierćfinaliści starali się rozsądnie dawkować swoje siły tak, aby wyprowadzić jeden ostateczny cios. Bardziej wyrachowanym „bokserem” okazała się tego dnia krakowska Wisła, która wyeliminowała Widzew z pucharowych rozgrywek po bramce Szymona Sobczaka w 119. minucie. Radość i zmęczenie były ogromne, lecz wkrótce uwaga wszystkich skupiła się już na kolejnym przystanku tej niesamowitej podróży.

O bilet z Piastem

3 kwietnia przy wypełnionych po brzegi trybunach Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana Wisła Kraków w półfinałowym starciu pokonała wynikiem 2:1 Piast Gliwice i jako pierwsza zameldowała się w ostatniej fazie rozgrywek.

Wiślacy stanęli przed niepowtarzalną szansą na wprowadzenie klubu do finału po raz pierwszy od kilkunastu lat. Albert Rudé naładował swoich podopiecznych pozytywną energią, która zaowocowała już w pierwszej minucie spotkania. Jeszcze nie wszyscy kibice na dobre zajęli swoje krzesełka, gdy do zgranej głową piłki nogę dołożył napastnik Szymon Sobczak, otwierając wynik meczu. Od 48. sekundy tablica z wynikiem wskazywała na jednobramkową przewagę gospodarzy!

W 38. minucie było już natomiast 2:0! Piłka z prawego skrzydła została przerzucona do nieobstawionego Jesusa Alfaro, który technicznym strzałem po długim słupku podwyższył rezultat zawodów. Na widowni panowała ogromna radość - kibice czuli, że upragniony finał jest w tym momencie na wyciągnięcie dłoni.

Mecz tej wagi w żaden sposób nie mógł być jednostronnym widowiskiem. Piast po przerwie zabrał się za odrabianie strat. W 54. minucie po do dośrodkowaniu z rzutu rożnego gola kontaktowego zdobył Ariel Mosór. Obie strony nadal walczyły wypracowując swoje szanse w ataku, a także narażając się na błędy w defensywie. Więcej goli w ten środowy wieczór już jednak nie padło, co oznaczało tylko jedno - Wisłę Kraków od zdobycia 5. w swojej historii Pucharu Polski dzieli w tym momencie już tylko 90 minut!


PO PUCHAR, WI5ŁO!

Źródło: wislakrakow.com

FAQ przed meczem #POGWIS

29.04.2024, 19:00


Przed finałowym starciem w Pucharze Polski, w którym Wisła Kraków zmierzy się na PGE Narodowym z Pogonią Szczecin przygotowaliśmy dla zbiór najważniejszych informacji przed pierwszym gwizdkiem.

Jak wejść na PGE Narodowy?

Kibice Wisły Kraków posiadający bilet z herbem swojego klubu mogą wejść wyłącznie bramą 10 od strony ul. Siwca. Bramy stadionu zostaną otwarte dla widzów od godz. 10:00. Ze względu na przewidziane szczegółowe kontrole, zachęcamy do przybycia jak najwcześniej.

Czy istnieje możliwość zmiany danych na bilecie?

Wszyscy kibice, którzy zakupili bilet w POK-u lub na stronie bilety.wislakrakow.com nie będą mieć możliwości zmiany danych. Zmiany mogą dokonać wyłącznie kibice, którzy kupili wejściówkę przez oficjalną stronę PZPN. Punkt zmiany danych będzie zlokalizowany przed PGE Narodowym.

Co zabrać na mecz?

Przed wyjściem z domu upewnij się, że oprócz biletu i barw zabrałeś ze sobą dokument potwierdzający tożsamość.

Co jeśli wybieram się na mecz prywatnym autem?

Ze względów bezpieczeństwa, kibice Białej Gwiazdy podróżujący autami na mecz powinni wjeżdżać do Warszawy od południowej strony miasta, drogą ekspresową S7. Na parking dedykowany dla kibiców Wisły Kraków przy PGE Narodowym można wjechać wyłącznie od ul. Sokolej.

Jaki dokument muszę okazać przy wejściu na PGE Narodowy?

Podczas wejścia na stadion należy okazać dokument potwierdzający tożsamość (dowód osobisty, paszport, prawo jazdy, legitymacja szkolna lub studencka)

Czy zakupiony bilet w kasie w POK-u upoważnia mnie do wejścia na stadion w Warszawie?

Nie, zakupiony bilet stacjonarnie w POKU-u lub online na bilety.wislakrakow.com nie upoważnia do wejścia na PGE Narodowy. Aby przejść przez bramki i dostać się na stadion należy udać się do POK-u i odebrać pakiet na mecz, w którym znajduje się bilet oraz gadżety meczowe.

Jakie barwy obowiązują na meczu #POGWIS?

Odpowiedź jest prosta! Wszyscy widzimy się na czerwono!

Od której godziny mogę wejść na stadion?

- O godz. 10:00 nastąpi otwarcie bram dla kibiców zasiadających na trybunach dopingowych: G7, G8, G9, G10, G11, G12, G13, G14. D3, D4, D5, D6, D7, D8; - Otwarcie bram dla pozostałych kibiców nastąpi o godz. 14:00.

Źródło: wislakrakow.com

#PoPucharWi5ło: najważniejsze informacje przed #POGWIS

30.04.2024, 11:00

1. Pamiętaj, że kibic Wisły Kraków posiadający bilet z herbem swojego klubu może wejść wyłącznie bramą 10 od strony ul. Siwca.

2. Ze względu na przewidziane szczegółowe kontrole przy wchodzeniu na stadion zachęcamy do przybycia jak najwcześniej.

3. Przed podejściem do bramy przygotuj do okazania swój bilet oraz dowód osobisty lub paszport w taki sposób, aby steward mógł natychmiast porównać odpowiednie dane.

4. Po przejściu przez kontrolę kieruj się do sekcji kołowrotów wskazanej na bilecie.

5. Przed meczem, jak i w trakcie słuchaj komunikatów spikera. To właśnie on w imieniu organizatora przekaże Ci najważniejsze informacje, które ułatwią Twój pobyt na PGE Narodowym.

6. Nie zabieraj plecaka, gdyż sprawdzanie wszelkiego rodzaju bagaży może znacznie opóźnić wejście pozostałym kibicom na trybuny. Zabierz jedynie najpotrzebniejsze rzeczy (telefon, barwy klubowe, dokument tożsamości, klucze, portfel).

7. Ze względów bezpieczeństwa, kibice Białej Gwiazdy podróżujący samochodami na mecz powinni wjeżdżać do Warszawy od południowej strony miasta, drogą ekspresową S7. Na parking dedykowany dla kibiców Wisły Kraków przy PGE Narodowym można wjechać wyłącznie od ul. Sokolej.

8. Ze względów bezpieczeństwa apelujemy, aby nie poruszać się po terenie Warszawy w barwach klubowych.

Źródło: wislakrakow.com

#PoPucharWi5ło: zapowiedź finału FORTUNA Pucharu Polski

01.05.2024, 16:00

To już jutro! Za niespełna 24 godziny zabrzmi pierwszy gwizdek długo wyczekiwanego finału Pucharu Polski. Do boju o trofeum staną naprzeciw siebie zespoły Pogoni Szczecin oraz Wisły Kraków. Widowisko zwieńczające 70. edycje pucharowych rozgrywek rozpocznie się 2 maja o godzinie 16:00 na Stadionie Narodowym.

Oba kluby w drodze do Warszawy musiały zwyciężyć w wielu niełatwych starciach. Pogoń na swojej pucharowej ścieżce mierzyła się z Podbeskidziem Bielsko-Biała, a następnie z Górnikiem Zabrze oraz z Lechem Poznań, z którymi do rozstrzygnięcia potrzebne były dogrywki. W półfinale rozgrywanym na własnym obiekcie Granatowo-Bordowi podjęli liderującą obecnie w Ekstraklasie Jagiellonię Białystok. Tutaj również konieczne było dodatkowe pół godziny gry - w 98. minucie gola na 2:1 strzelił Ulvestad, wprowadzając Portowców do wielkiego finału.

Ewentualne zwycięstwo w jutrzejszym spotkaniu otwiera drzwi do późniejszej rywalizacji o Superpuchar Polski, a także walki w eliminacjach do Ligi Europy. Nasi rywale zajmują w tej chwili 7. lokatę w ekstraklasowej tabeli, zachowując wciąż jednak realną szansę na zakończenie sezonu na podium i tym samym czwarty rok z rzędu awans do rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Dla Wisły Kraków natomiast byłby to pierwszy od sezonu 2011/12 i dwumeczu ze Standardem Liège udział w rozgrywkach pod egidą UEFA.

Jeśli chodzi o samo trofeum za wygranie Pucharu Polski, Wiślacy w swojej klubowej gablocie umieszczali je już czterokrotnie - ostatni raz w 2003 roku, pokonując w rozgrywanym jeszcze wtedy finałowym dwumeczu Wisłę Płock 3:1. Z drugiej strony Pogoń Szczecin w swojej dotychczasowej historii nigdy nie wznosiła tego pucharu. Szczecinianie bliscy byli tego w 2010 roku, jednak wówczas musieli uznać wyższość Jagielloni Białystok. Półfinałowe wyeliminowanie ich z tych rozgrywek jest w pewnym sensie rewanżem, lecz tak naprawdę nie będzie wiele znaczyć, gdy nie zakończy się końcowym sukcesem.

Wisłę Kraków od zdobycia piątego Pucharu Polski dzieli w tym momencie przeszło półtorej godziny emocjonujących zmagań. Na trybunach w Warszawie zasiądzie mnóstwo ubranych na czerwono kibiców, tworząc elektryzującą atmosferę i dopingując swój zespół na ostatniej prostej w drodze o tytuł. Wszyscy wierzymy, że na koniec tego dnia Puchar uda się wraz z nami do Krakowa!

PO PUCHAR WI5ŁO!

Źródło: wislakrakow.com

Po marzenia! Przed nami finał Pucharu Polski

Środa, 1 maja 2024 r.


Na konferencji prasowej, przed czekającym nas właśnie finałem Pucharu Polski, trener Albert Rudé powiedział, że gdy jechali pociągiem na mecz ligowy z Arką Gdynia oglądali z jego okien Stadion Narodowy. Wtedy na drodze do finału Pucharu Polski stał nam jeszcze Piast Gliwice, ale przeszkodę tę udało się pokonać. A to oznacza, że "Biała Gwiazda" nie ogląda już Narodowego z daleka. W czwartek 2 maja o godzinie 16:00 sama rozpocznie walkę na warszawskim stadionie! Stawka wiadoma. Puchar Polski!

Od naszej ostatniej finałowej gry o to trofeum minęło aż 16 lat, ale otoczkę tamtejszej rywalizacji z Legią, która miała miejsce na stadionie w Bełchatowie, ciężko w ogóle porównać do tego, co czeka nas tym razem! Oczywiście zdobycie trofeum smakuje bez względu na to, gdzie i w jaki sposób się po nie sięga, ale gdy w 2014 roku po raz pierwszy zagrano na Narodowym - prestiż i ranga Pucharu Polski znacząco wzrosły! Wprawdzie w międzyczasie, a dokładniej w latach 2020 i 2021 finałową batalię przeniesiono do Lublina, ale od 2022 roku znów areną finału jest Stadion Narodowy.

Czwarty raz Pogoni, jedenasty Wisły!

Dla szczecinian czwartkowa rywalizacja będzie czwartą próbą zdobycia tego trofeum, a warto zaznaczyć, że w klubowej gablocie Pogoń nie ma jeszcze żadnego trofeum, czy też mistrzowskiego tytułu. Pierwsza szansa na Puchar Polski "portowa" ekipa miała w 1981 roku, ale przegrała po dogrywce 0-1 z Legią. Rok później - już w regulaminowym czasie gry - przegrała 0-1 z Lechem. Ostatni raz Pogoń w finale miała okazję zagrać w 2010 roku i również zaliczyła porażkę. I tym razem również było to 0-1, ale z Jagiellonią.

Wisła po Puchar Polski sięgnęła czterokrotnie, choć w finale graliśmy dotychczas 10 razy. Już nasz pierwszy start przyniósł sukces, bo w historycznej pierwszej edycji wygraliśmy w 1926 roku 2-1 z Pogonią Lwów. W 1951 roku przegraliśmy 0-2 z Ruchem Chorzów, a w 1954 roku w powtórzonym meczu 1-3 z Gwardią Warszawa. Na drugie wywalczone pucharowe trofeum przyszło nam poczekać do 1967 roku, gdy pokonaliśmy po dogrywce 2-0 częstochowski Raków. Od 1979 roku zaczynając zaliczyliśmy już jednak trzy kolejne przegrane finały. Wtedy ulegliśmy bowiem 1-2 Arce, w 1984 roku przegrywamy 0-3 z Lechem, a w 2000 roku finałowy dwumecz kończy się wynikami 0-0 i 0-3, przegrywając z Amiką. W 2002 roku pokonujemy 4-2 i 4-0 rewanżując się Amice, a w 2003 roku jesteśmy lepsi od Wisły Płock, po wynikach 0-1 i 3-0. Ostatni raz w finale Pucharu Polski zagraliśmy - jak już wspomnieliśmy wyżej - w 2008 roku, przegrywając po rzutach karnych z Legią.

Jedni muszą, drudzy mogą!

Wisła nie przystąpi oczywiście do tego meczu w roli faworyta, bo jest nim zdecydowanie czołowa drużyna Ekstraklasy, jaką od dobrych kilku lat jest Pogoń. Nie zmienia to natomiast faktu, że i większa presja jest po stronie szczecinian, bo oni zwyczajnie "muszą" ten Puchar zdobyć. Sami zresztą powtarzają... kiedy, jak nie teraz? W drodze do finału Pogoń poradziła sobie z Podbeskidziem (1-0), z Górnikiem Zabrze (2-1, po dogrywce), z Lechem (1-0, po dogrywce) oraz z Jagiellonią (2-1, po dogrywce). Szczecinianie nie mieli więc szczególnie łatwej ścieżki na Narodowy, ale też walczyli o to z dużą determinacją. Takiej spodziewać trzeba się też w finale, jednocześnie w nim nikt nie stoi na straconej pozycji. Piłka nożna widziała już bowiem nie takie niespodzianki, jak ewentualna wygrana w jednym meczu pierwszoligowca z ekstraklasowiczem. Tym bardziej, że Wisła ma już takich "na rozkładzie" dwóch. I choć Widzew oraz Piast plasują się w hierarchii polskiej piłki niżej od Pogoni, to skazywanie "Białej Gwiazdy" na pożarcie, czy jej lekceważenie, może okazać się zgubne. Zresztą podopieczni trenera Rudé nie będą mieli w czwartkowe popołudnie nic do stracenia. W końcu tak jak po marzenia na Narodowym zagra Pogoń, tak podobne marzenia mają też wiślacy!

Kto po nie sięgnie? Nie pozostaje nam nic innego, jak wierzyć w nasz sukces!

Czwartek, 02.05.2024 r. 16:00

Pogoń Szczecin-Wisła Kraków

  • Finał Fortuna Pucharu Polski.
  • PGE Narodowy, Warszawa.
  • Sędziuje: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
  • Transmisja TV: Polsat HD, Polsat Sport 1 HD, Polsat Sport Premium 1 HD.
  • » Wisła zmierzyła się dotychczas w oficjalnych meczach z Pogonią 95 razy. 41 spotkań wygrała, 26 zremisowała oraz 28 przegrała. Bilans bramek to 150-113.
  • » Od poprzedniego oficjalnego meczu obydwu klubów, który odbył się 18 marca 2022 r., upłynęło 776 dni, czyli ponad 2 lata.
  • » Nasz bilans oficjalnych rywalizacji z Pogonią Szczecin na przestrzeni ostatnich pięciu lat to: 2-1-3 oraz bramkowy 6-9.
  • » Poprzednie zwycięstwo Wisły nad Pogonią miało miejsce 19 lutego 2021 roku. Wygraliśmy wtedy na własnym stadionie 2-1.
  • » Poprzedni wyjazdowy mecz Wisły z Pogonią Szczecin, który zakończył się naszym zwycięstwem, odbył się 14 lipca 2017 roku. Wygraliśmy 2-1.
  • » Po raz ostatni remis w meczu obydwu klubów padł 13 września 2020 roku. Spotkanie rozegrane na wyjeździe zakończyło się wynikiem 2-2.
  • » Poprzednia porażka Wisły z Pogonią Szczecin miała miejsce 18 marca 2022 roku. Przegraliśmy na wyjeździe 1-4.
  • » Wyniki ostatnich sześciu meczów Wisły z Pogonią Szczecin: 1-4 (w), 0-1 (d), 2-1 (d), 2-2 (w), 1-0 (d) oraz 0-1 (w).
  • » Zawodnik nieobecny:
  • → Bartosz Talar (kontuzja);
  • » Występy pod znakiem zapytania:
  • → Jesús Alfaro;
  • → Goku;
  • » Przewidywana pogoda w porze meczu (wg danych IMGW):
  • → słonecznie;
  • → temperatura: 26°
  • → opady: 0 mm.

Źródło: wislaportal.pl

Albert Rudé przed finałem Pucharu Polski: - Jest to dla mnie najważniejszy mecz

Środa, 1 maja 2024 r.


Na konferencji prasowej przed finałowym meczem Pucharu Polski trener krakowskiej Wisły Albert Rudé bez ogródek przyznał, że będzie to dla niego najważniejszy z dotychczasowych spotkań, w jego karierze trenerskiej.

Na wstępie konferencji trenera Wisły zapytano o stan zdrowia Jesúsa Alfaro, który przedwcześnie zakończył mecz ligowy z Podbeskidziem.

- Mamy trzech zawodników, na których czekamy do ostatniej chwili. Teraz po konferencji mamy jeszcze trening. Więc ocenimy to po nim. Jeśli nie będą zdolni do gry, wtedy mamy następnych graczy na ich pozycje - przyznał szkoleniowiec.

Kolejne pytanie dotyczyło obsady bramki w jutrzejszym finale.

- W tym momencie mamy trzech zawodników rywalizujących o tę pozycję, ale na mecz przyjechało z nami łącznie pięciu bramkarzy. Jutro się okaże, który z nich wystąpi - odparł.

Rudé został także zapytany o Patryka Gogóła, także w kontekście ewentualnych absencji w meczu finałowym oraz tego, czy rozważał go, jako skrzydłowego?

- Patryk jest zawodnikiem, który może zaadaptować się na różnych pozycjach. Może grać jako fałszywy skrzydłowy, może grać jako "dziesiątka", może grać jako "ósemka", czy tak jak w ostatnim meczu, gdy strzelił wyjątkowego gola. Bardzo na niego liczę - mówił Rudé.

Hiszpan został także zapytany o to, czy będzie to dla niego najważniejszy mecz jako trenera.

- Jako asystent trenera grałem w finale CONCACAF Champions League oraz w półfinale klubowych mistrzostw świata, więc to jest coś, co pamiętam z perspektywy asystenta. Ale jako pierwszy trener mogę powiedzieć, że jest to dla mnie najważniejszy mecz. Czuję odpowiedzialność, ale będę się cieszył tą odpowiedzialnością - przyznał.

Kolejne z pytań dotyczyło Stadionu Narodowego i wrażenia, jakie na nim wywarł.

- Jest, można powiedzieć, że czarujący. Pierwszy raz zobaczyłem go, kiedy jechaliśmy pociągiem na mecz do Gdyni, podczas naszej trasy. I wtedy powiedziałem, że to jest pierwszy raz, kiedy widzimy ten stadion, ale być może nie ostatni. I ostatecznie - jesteśmy tutaj - powiedział.

Rudé został także zapytany o przygotowanie mentalne zespołu do meczu finałowego, a także o to, czy przygotowuje jakąś specjalną przemowę do drużyny? Czy też wystarczy skupić się na taktyce?

- Uczciwie mówiąc, nie robimy nic wielkiego. Przygotowujemy małe rzeczy dla drużyny, detale, na których się skupiamy, by potem je wykorzystać - stwierdził Rudé.

Trenera Wisły zapytano także o to, czy podobnie jak w meczach pucharowych z Widzewem oraz z Piastem jego zespół będzie starać się grać "swoją piłkę", tak jak też na co dzień w lidze. Czy też można spodziewać się czegoś specjalnego przygotowanego specjalnie dla Pogoni?

- Finał to moment, w którym po prostu musisz być sobą. Trenując coś każdego dnia, różne pomysły na zajęciach, nie wierzę że w momencie finału o tym zapomnisz. To nie o to w tym chodzi - mówił szkoleniowiec.

Rudé został także zapytano o Pogoń, czy będzie to największe wyzwanie, odkąd prowadzi on Wisłę Kraków?

- Myślę, że dla tej całej scenerii i dlatego, jakie znaczenie ma ten mecz, jest to dla mnie największe wyzwanie. Pogoń jest bardzo dobrą drużyną, są mocni w ofensywnie. Atakują dużą liczbą zawodników, dobrze kontratakują, więc będzie to dla nas duże wyzwanie, ale też uważam, że będzie to dobry mecz - stwierdził.

Kolejne pytanie dotyczyło utrzymywania się przy piłce, bo Pogoń jest pod tym względem czwartym zespołem w Ekstraklasie, a Wisła pierwszym w tej samej klasyfikacji, jeśli chodzi o pierwszą ligę. Czy można się więc spodziewać trochę innej Wisły Kraków, z racji tego, że zagra z przeciwnikiem, który gra o klasę wyżej?

- To interesujące pytanie. Jeśli oni będą mieć piłkę i będą atakować, to może to być dla nas problem. Moim zdaniem, rozwiązanie jest takie, aby mieć piłkę więcej niż oni. Kiedy atakujesz, to oni nie mają piłki, nie mogą cię atakować. To jest to, co myślę, ale nie będzie to łatwe. W końcu nasz rywal to zespół z Ekstraklasy. Będziemy próbować atakować jak najwięcej tylko możemy, a jeśli będziemy bronić, będziemy bronić razem, kompaktowo - mówił Rudé.

Trenera Wisły zapytano także o to, czy podziela opinię, że Wiśle grałoby się łatwiej w Ekstraklasie, niż w pierwszej lidze? Czy grając przeciwko Pogoni Szczecin, będzie więc Wiśle łatwiej?

- Nie sądzę. Wystarczy zobaczyć na scenerię tego meczu i sam fakt, że czeka nas po prostu wielki mecz. To jest finał. Tu będą miały znaczenie detale. Zmierzymy się z drużyną, która jest potencjałem lepsza od nas - uważa trener.

Na zakończenie Rudé został zapytany o Kamila Grosickiego, który upatrywany jako największa gwiazda finałowego spotkania. Jak zamierzają powstrzymać tak kreatywnego zawodnika?

- Praca zespołowa to jedyna droga - zakończył Rudé.

Źródło: wislaportal.pl

Alan Uryga: - Zawsze marzyłem, żeby osiągnąć coś więcej z tym klubem

Środa, 1 maja 2024 r.


Na konferencji prasowej przed finałowym meczem Pucharu Polski, w którym Wisła zmierzy się z Pogonią Szczecin zjawił się m.in. kapitan "Białej Gwiazdy" - Alan Uryga. I został na niej mocno przepytany przez obecnych na tym spotkaniu dziennikarzy.

W poprzednim meczu ligowym w Wiśle zadebiutował Antona Cziczkan. Ostatnio grał pan właśnie z nim w pierwszej jedenastce. Jak ocenia pan komunikację z Białorusinem? Jak panu się gra, mając go za plecami?

Alan Uryga: - O Antonie mogę się wypowiedzieć w samych superlatywach. Komunikacja jest na bardzo dobrym poziomie. Anton mówi również po polsku, więc z tym nie ma najmniejszego problemu. Jeśli o to chodzi, to wszystko jest w porządku. Współpraca już taka typowo piłkarska też wydaje mi się że jest okej. Wiele treningów mieliśmy wspólnie już przetrenowanych, przed tym jego debiutem, więc jest w porządku.

Odkąd wrócił pan do Wisły Kraków, zmagał się Pan z kontuzją. Był to ciężki na pewno też okres dla Pana, ale później udało się wywalczyć pierwszy skład. No i od tego momentu praktycznie już Pan w tym pierwszym składzie wychodzi. Co było takim przełomowym momentem od tego powrotu?

- Sam powrót pewnie... Rzeczywiście długa droga przez jedną, później drugą kontuzję. Co by więcej powiedzieć? Dużo walki, dużo potu, dużo nerwów. Po prostu sam powrót był takim przełomem. Kiedy już wiedziałem, że jestem zdrowy, że jestem na 100% gotowy i wskoczyłem do składu, to wiedziałem, że wszystko jest okej i że w końcu mogę realnie pomagać drużynie, Nie tylko w szatni, ale też na boisku, więc jakiegoś konkretnego momentu, który się wydarzył, jakaś przełomowa sytuacja, nic takiego nie miało miejsca. Po prostu ciężka praca nad powrotem. I cieszę się, odpukać, że do tej pory zdrowie dopisuję i wszystko jest w porządku.

W wieku 18 lat w Białymstoku debiutowałeś w drużynie, która była wówczas mistrzem Polski, ale to był już schyłek tej "Wielkiej Wisły". Późniejsze lata to głównie problemy i wiemy, gdzie dzisiaj Wisła jest. Ile dla ciebie, dla de facto wychowanka tego klubu, który przeszedł dużo z tą Wisłą, znaczy fakt, że jutro jako kapitan wyprowadzisz zespół na murawę Stadionu Narodowego?

- Niewątpliwie jest to duża sprawa dla mnie. Tak jak pan powiedział, jestem wychowankiem, więc zawsze marzyłem, żeby osiągnąć coś więcej z tym klubem, coś więcej z Wisłą, niż tylko występowanie regularne w niej, czy później aby być jej kapitanem, być jej liderem. Nie ukrywam oczywiście, że później były momenty, kiedy troszkę się to rozmazywało. Mój transfer, moje przejście do Wisły Płock, gdzieś pewnie w głowie już nie były tak realne te sukcesy, ale życie piłkarskie, życie sportowca jest takie, że w każdym momencie może nadejść coś pozytywnego i mimo tego, że gdzieś zeszły na dalszy plan takie marzenia o pewnie dużych rzeczach, typu Mistrzostwo Polski, czy zdobycie Pucharu Polski, to cieszę się niezmiernie, że jednak mam tę szansę, żeby z Wisłą Kraków zapisać się w historii i znowu dać radość naszym kibicom. I być może kolejny tytuł dopisać do tej pięknej historii naszego klubu.

Jako szefa obrony chciałem się zapytać o jedną rzecz, bo w tym roku tylko jedno spotkanie zakończyliście na "zero z tyłu". Ja wiem, że zaraz powiesz, że broni cały zespół, ale generalnie chciałem zapytać, co zrobić, żeby zatrzymać tę bardzo mocną w ofensywie Pogoń. I spróbować nie stracić bramki?

- Rzeczywiście, też życzyłbym sobie, żeby tych bramek było mniej straconych. Nie ma co ukrywać i nie będę tutaj czarował, że jest inaczej lub zwalał winę na coś innego. Ja jestem liderem tej obrony, jestem kapitanem, więc biorę to w pełni, że tak powiem kolokwialnie - na klatę. I życzyłbym sobie, żeby tych bramek straconych było mniej. Trener już powiedział, że po prostu musimy być sobą, musimy robić swoje, nie będziemy wymyślać nic na nowo, ani specjalnej taktyki stosować w dniu jutrzejszym, tylko będziemy grać to, co trenujemy odkąd trener do nas dołączył. I liczę, że już jutro będzie ten mecz drugi z zerem z tyłu.

Twoja droga na Narodowy była dużo dłuższa, niż drużyny, bo Ty po tych kontuzjach miałeś trochę więcej zakrętów. Ale zapytam cię o to, o czym już rozmawialiśmy. Mówiłeś, że będziesz się delektował tym finałem, więc zapytam, jak to delektowanie ci idzie i czy taki dreszczyk już czujesz, że tu w tej Warszawie coś wielkiego się może zdarzyć?

- Dziękuję, że troszczysz się o moje delektowanie tym meczem. Doceniam. Ale tak, teraz jest chyba taki pierwszy moment, kiedy te emocje się pojawiają. Kiedy przyjechaliśmy tutaj na stadion, no to można powiedzieć, że zaczyna się takie nakręcanie. Nakręcanie tym meczem, pewnie zaraz na treningu już całkowicie nas to pochłonie i będziemy myśleć tylko już o tym meczu. Tak jak powiedziałem, po meczu z Podbeskidziem zamierzamy się tym delektować, ponieważ jest to dla nas duże wydarzenie i taka odskocznia od tej szarości walki ligowej, więc z każdym treningiem w tym tygodniu staraliśmy się już cieszyć bardziej niż zwykle, bo wiemy, że to wydarzenie jest czymś wyjątkowym. Tak jak powiedziałem, teraz już pełna koncentracja na meczu i zgaduję, że ten dreszczyk emocji będzie z każdą godziną po prostu większy. I tak jak powiedziałem, już się powoli pojawia.

Chciałem jeszcze zapytać, czy to Twoja pierwsza wizyta na Stadionie Narodowym, czy jako kibic kiedyś była już okazja tutaj być? Czy to też najważniejszy mecz w twojej karierze, nie tylko jakby tej w Wiśle, bo wiadomo, że grałeś w młodzieżowej reprezentacji, w innych meczach jako junior? Nawet Kamil Grosicki mówi, że w jego klubowej karierze, a przecież to reprezentant z tyloma meczami, to mówi, że dla niego, dla kariery klubowej, to jest zdecydowanie najważniejszy mecz.

- Jako zawodnik oczywiście jestem pierwszy raz na Stadionie Narodowym i pierwszy raz będę miał okazję, mam nadzieję, w nim na murawie wystąpić. Jako kibic miałem raz okazję uczestniczyć w spotkaniu reprezentacji. Był to ten historyczny mecz z Niemcami, wygrany 2-0. A co do drugiej części pytania, to tak, zdecydowanie. Nie przypominam sobie i wątpię, że była taka możliwość, żebym miał kiedykolwiek ważniejszy mecz niż ten, który czeka nas jutro, więc zdecydowanie będzie to największe wydarzenie w mojej sportowej karierze.

Na razie wszystko wskazuje na to, odpukać, że kibice Wisły jutro pojawią się na stadionie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu na wyjeździe. Będziecie mogli liczyć na ich obecność. Jak to jest ważne dla ciebie i dla drużyny?

- Jest to niesamowicie ważne. Bardzo ważna kwestia i ważna sprawa dla nas. Cieszę się, że w końcu mecz wyjazdowy odbędzie się z naszymi kibicami i że odbędzie się ten mecz wyjazdowy można powiedzieć na równych warunkach, bo do tej pory wydaje mi się, że tak nie było. Inne zespoły mogłyby liczyć na wsparcie swoich kibiców w meczach wyjazdowych i tak już kilka razy wspominałem, czy jest to nawet 1, 2, czy 5% do zwiększenia szans dla zespołu grającego na wyjeździe, no to jednak to tych kilka procent jest, więc cieszymy się, że teraz te szanse będą wyrównane. I oby to był taki początek do powrotu do normalności. Za to głęboko trzymam kciuki.


Źródło: wislaportal.pl

Ángel Rodado: - Chcemy wygrać

Środa, 1 maja 2024 r.


- Myślę, że czeka nas wielki mecz. I jest on taki dla nas wszystkich. Przygotowaliśmy się na niego tak, jak na wszystkie inne. Kiedy wychodzimy na boisko, to chcemy wygrać. Oczywiście wiemy, że jest to naprawdę wielki mecz i jeśli wygramy, to doda nam to dużo siły na finisz tego sezonu - powiedział na konferencji prasowej przed finałowym spotkaniem Puchary Polski napastnik krakowskiej Wisły - Ángel Rodado.

W trakcie przedmeczowej konferencji prasowej zapytano Rodado o jego niedawną kontuzję, która mogła wykluczyć Hiszpana z występu w finale Pucharu Polski. Do zdrowia doszedł on jednak nadspodziewanie szybko.

- Kiedy doznałem kontuzji i przeszedłem badania, widzieliśmy, że powrót może być ryzykowny, ale z każdym tygodniem czułem się lepiej. Kiedy zacząłem grać, to szczerze mówiąc w tym pierwszym meczu byłem trochę zestresowany, ale po nim widziałem, że mogę grać. Teraz czuję się naprawdę dobrze, nie ma żadnych kłopotów, więc jestem gotowy, aby pomóc drużynie - zadeklarował Rodado.


Źródło: wislaportal.pl

Relacje z meczu

Puchar jest nasz!!! Pogoń - Wisła 1-2

Czwartek, 2 maja 2024 r.


Po szalenie emocjonującym spotkaniu krakowska Wisła pokonuje 2-1 Pogoń Szczecin i po raz piąty w historii sięga po Puchar Polski! Bramki dla "Białej Gwiazdy" zdobyli Eneko Satrústegui w doliczonym czasie gry oraz Ángel Rodado w dogrywce.

To piłkarskie święto, jakim niewątpliwie jest mecz finałowy na Stadionie Narodowym, lepiej rozpoczęli piłkarze krakowskiej Wisły, zresztą już w 1. minucie wywalczyli rzut rożny. I to właśnie "Biała Gwiazda" miała pierwsza doskonałą okazję, aby wyjść na prowadzenie. Ángel Baena dobrze dograł w 6. minucie z boku do Szymona Sobczaka, ale po jego strzale "z pięty" piłka przeszła nieznacznie obok słupka. Po chwili mocno niepewnie interweniował Léo Borges, przenosząc futbolówkę nad własną bramką po dograniu Ángela Rodado. Rodado w roli głównej wystąpił też zaraz potem, główkując celnie, ale wprost w dobrze pilnującego swojego słupka Valentina Cojocaru.

W kolejnych minutach na chwilę przypomniała o sobie Pogoń, a dokładniej Kamil Grosicki, który uderzał w 15. i 19. minucie, ale najpierw nieznacznie się pomylił, a potem trafił w ofiarnie interweniującego Alana Urygę.

Zanim minęło 30 minut meczu celny, ale zbyt lekki strzał oddał Sobczak, a choć mocniej strzelał Rodado, to po próbie Hiszpana obrońca Pogoni zdołał wybić piłkę sprzed bramki. W 33. minucie znów zakotłowało się pod bramką szczecinian, ale Cojocaru nie dał się pokonać Jesúsowi Alfaro.

Podrażnieni takim obrotem spraw szczecinianie odpowiedzieli w 36. minucie, ale choć po przegranej przebitce mieli dobrą okazję, to tak też spisał się Anton Cziczkan, parując futbolówkę na rzut rożny.

W 41. minucie to jednak Pogoń wróciła "z dalekiej podróży". Sobczak wygrał walkę o górną piłkę i uderzył celnie głową. Cojocaru zdołał sparować jednak to uderzenie na... słupek.

Zanim obydwa zespoły zeszły do szatni Cziczkan musiał jeszcze się spisać, broniąc celny strzał Grosickiego, a po chwili po sporym zamieszaniu mieliśmy trochę szczęścia, bo piłka przeszła tylko wzdłuż naszej bramki. Do przerwy było więc 0-0, ale to jednak Wisła stworzyła sobie więcej okazji do strzelenia gola.

Druga połowa nie była już tak od początku "ofensywna" w wykonaniu wiślaków i mecz zrobił się bardziej wyrównany. Przynajmniej do 75. minuty, gdy błąd naszej defensywy wykorzystał bezbłędnie Efthýmis Kouloúris, nieuchronnie trafiając do siatki na 1-0.

Pogoń po wyjściu na prowadzenie cofnęła się i już oczekiwała na końcowy gwizdek sędziego. I choć szczecinianie bronili się dobrze, to w 90. minucie swoją "setkę" miał Goku, ale trafił w bramkarza.

Koniec meczu? Nie dla Wisły, bo ta grała do ostatniej piłki. A tę w... dziewiątej doliczonej minucie zza połowy boiska z rzutu wolnego wrzucił Cziczkan, futbolówkę przedłużył Uryga, dopadł do niej Eneko Satrústegui i niczym rasowy... snajper zapakował piłkę do siatki. Wisła znów pokazała charakter i znów zdobyła bramkę w doliczonym czasie gry!

A to oznaczało dogrywkę, którą Wisła rozpoczęła znakomicie. Błąd Léo Borgesa, który zagrał wzdłuż boiska wykorzystał Rodado, przejmując futbolówkę, po czym w sytuacji sam na sam w trzeciej minucie doliczonego czasu gry trafił na 2-1.

Oczywiście Pogoń starała się ruszyć do ataku, ale ofiarna defensywa Wisły oraz dobre interwencje Cziczkana przybliżały Wisłę z każdą minutą do końcowego sukcesu. A i sami krakowianie mieli swoje sytuacje, tyle że Cojocaru zdołał obronić strzały Patryka Gogóła, czy Mikiego Villara.

Ostatecznie Wisła kończy to spotkanie zasłużonym zwycięstwem i po raz piąty sięga po Puchar Polski. Ogromny sukces drużyny, trenera, całego sztabu oraz kibiców, którzy tak długo czekali na swoje święto! Mają je w całej okazałości!

Czwartek, 02.05.2024 r. 16:00:

1 Pogoń Szczecin-2 Wisła Kraków

  • 1-0 Efthýmis Kouloúris (75.)
  • 1-1 Eneko Satrústegui (90.)
  • 1-2 Ángel Rodado (93.)

Pogoń Szczecin:

  • Valentin Cojocaru
  • Linus Wahlqvist
  • (90. Kacper Smoliński)
  • Léo Borges
  • Mariusz Malec
  • Leonárdo Koútris
  • (105. Luka Zahović)
  • João Gamboa
  • (57. Wahan Biczachczian)
  • Fredrik Ulvestad
  • Alexander Gorgon
  • (86. Benedikt Zech)
  • Adrian Przyborek
  • (82. Marcel Wędrychowski)
  • Kamil Grosicki
  • Efthýmis Kouloúris

Wisła Kraków:

  • Anton Cziczkan
  • Bartosz Jaroch
  • (69. Eneko Satrústegui)
  • Alan Uryga
  • Joseph Colley
  • Dawid Szot
  • Ángel Baena
  • (69. Miki Villar)
  • Marc Carbó
  • Kacper Duda
  • (84. Patryk Gogół)
  • Ángel Rodado
  • Jesús Alfaro
  • (77. Michał Żyro)
  • Szymon Sobczak
  • (77. Goku)

Finał Fortuna Pucharu Polski.

  • PGE Narodowy, Warszawa.
  • Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
  • Widzów: 47 506.
  • Pogoda: 25°.


Źródło: wislaportal.pl

Puchar jest nasz, Wi5ło! #POGWIS 1:2

02.05.2024, 20:00

W czwartek 2 maja zawodnicy Wisły Kraków napisali kolejny i jakże piękny rozdział w historii klubu! Po 120 minutach walki Biała Gwiazda ograła Pogoń Szczecin 2:1 i to ona została tryumfatorem Pucharu Polski!

Początek z impetem

Piłkę ze środka jako pierwsi wybili Wiślacy i wkrótce rozpoczęła się piłkarska wymiana ciosów. Dużą różnicę po obu stronach kreowali skrzydłowi, raz po raz wzbudzając ekscytację wśród swoich kibiców. Najgroźniejsza sytuacja bramkowa w pierwszych minutach wyniknęła jednak w dużej mierze z przypadku – dośrodkowanie Alfaro zostało niefortunnie strącone przez jednego z obrońców, a odbita piłka opuściła plac gry, trafiając w zewnętrzną część słupka Portowców.

Kwadrans gry upłynął w zastraszającym tempie. Zgodnie z przewidywaniami większości piłkarskich ekspertów wyróżniającą się postacią w zespole Pogoni był Kamil Grosicki. Reprezentant Polski często zmieniał ustawienie i aktywnie szukał szybkiej wymiany podań wraz ze swoimi kolegami z zespołu.

Biała Gwiazda niejednokrotnie starała się wypracować zagrożenie dzięki długim podaniom w kierunku napastników. Po jednej z takich zagrywek w 30. minucie dobrze urywał się Angel Rodado. Gdyby nie porażka w pojedynku biegowym z jednym z wracających obrońców, hiszpański napastnik miałby okazję stanąć oko w oko z bramkarzem. Już 5 minut później w podobnych okolicznościach po drugiej stronie murawy znalazł się Wahlqvist. Przytomnie zachował się jednak Chichkan, zbijając piłkę na rzut rożny.

Krakowianie najlepszą sytuację do wyjścia na prowadzenie wypracowali w 41. minucie. Zawieszone dośrodkowanie w okolicę dalszego słupka trafiło wprost na głowę Szymona Sobczaka, który skierował futbolówkę w światło bramki, jednak Cojocaru w ostatniej chwili sprzątnął ją praktycznie z linii. Nadal utrzymywał się remisowy rezultat. Obie ekipy starały się bezskutecznie zdobyć przysłowiowego „gola do szatni”. Doliczona przez sędziego Kwiatkowskiego minuta okazała się do tego celu niewystarczająca i wkrótce wybrzmiał gwizdek oznajmiający przerwę.

Zmiana stron

Szczecinianie po zmianie stron starali się narzucić swój rytm gry. W szatni trener Gustafsson wyraźnie zachęcił swoich podopiecznych do odważniejszej dokonań w ataku. Odpowiedzią Wisły w tym zakresie była zwarta obrona i szybkie doskoki do pressingu. Dobrą pracę w odbiorze w środku pola wykonywał Kacper Duda, często napędzając tym sposobem ofensywę Białej Gwiazdy.

Boiskowa sytuacja po godzinie zawodów była trudna do jednoznacznej oceny. Każdy z finalistów zawzięcie rywalizował, jednak nie wynikały z tego praktycznie żadne sytuacje mające pomóc w otwarciu wyniku. Tym sposobem w najmniej oczekiwanym momencie padł pierwszy gol w tym spotkaniu. Po zaskakującym rozegraniu wyrzutu z autu - na wprost bramki niebiesko-biało-czerwonych - pojawił się Koulouris. Mocny strzał greckiego zawodnika znalazł się w sieci i od 75. minuty Wiślacy musieli gonić jednobramkową stratę.

W 90. minucie niesamowici głośny tego dnia PGE Narodowy chwilowo zamarł. Kibice wstrzymali oddech, gdy piłka w polu karnym odnalazła niepilnowanego Goku. Wprowadzony po stracie bramki pomocnik miał na swojej drodze już tylko golkipera Pogoni, który jednak jakimś cudem instynktownie uchronił swój zespół przed wyrównaniem.

7 minut później, w ostatniej akcji przed końcowym gwizdkiem, wydarzyła się historia, którą nie sposób opisać jakimikolwiek słowami. Wstrzelona głęboko w pole karne Portowców piłka trafiła do Eneko Satrusteguiego, który zdobył upragnioną bramkę na 1:1 i wywołał szał radości w sektorach zajmowanych przez fanów z Krakowa! Oznaczało to, że walka o Puchar potrwa dodatkowe pół godziny!

Wiślacy od mocnego uderzenia zaczęli drugą połowę. Angel Rodado przeciął bowiem podanie, doprowadzając raz jeszcze do sytuacji „sam na sam”. Tym razem był już bezlitosny i nie do obrony technicznym strzałem umieścił piłkę w rogu siatki. Cóż za zmiana scenariusza – od 93. minuty Wisła Kraków wyszła pierwszy raz na prowadzenie i to ona była tej chwili o krok bliżej od zdobycia trofeum!Tak jak można było się tego spodziewać - po ostatniej w tym meczu zamianie połów - do szaleńczej gonitwy za wynikiem rzucili się Portowcy. Przegrana wiązała się końcem ich marzeń o pierwszym zwycięstwie Pucharu Polski w historii. Wszystkie boiskowe siły przesunięte zostały pod bramkę krakowian, a zawodnicy grający z białą gwiazdą na sercu zmuszeni byli do zachowania najwyższej koncentracji w tercji defensywnej.

W końcówce finału trudno było nadążyć za tym, co działo się na naszych oczach. Każda pojedyncza sekunda dłużyła się niemiłosiernie, jednak marzenie się spełniło, a Wisła…. Wisła wywalczyła Puchar Polski po raz piąty w historii!

★ PUCHAR JEST NASZ ★

Pogoń Szczecin - Wisła Kraków 1:2 (0:0, 1:1) Bramki: 1:0 Koulouris 75, 1:1 Satrustegui 90+9, 1:2 Rodado 93.

Pogoń: Cojocaru - Wahlquist (91 Smoliński), Borges, Malec, Koutris (105 Zahović) - Gamboa (57 Biczachczjan) - Ulvestad, Gorgon (86 Zech), Przyborek (82 Wędrychowski), Grosicki - Koulouris.

Wisła: Cziczkan - Jaroch (69 Satrustegui), Uryga, Colley, Szot – Duda (84 Gogół), Carbo – Baena (69 Villar), Rodado, Alfaro (77 Goku) – Sobczak (77 Żyro).

Sędziowali: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa) oraz Kamil Wójcik (Warszawa) i Tomasz Niemirowski (Płochocin).

Żółte kartki: Gamboa, Koulouris, Wędrychowski, Cojocaru - Jaroch, Uryga, Rodado, Cziczkan.

Widzów: 47 506.

Źródło: wislakrakow.com

Minuta po minucie

May 2

Wisła Kraków

@WislaKrakowSA

  1. PoPucharWi5ło 🏆
  1. WISPOG: Zaczynamy mecz o Puchar! 👊🏼 Zróbcie, to Panowie! ⭐️

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 1'


  1. WISPOG: Pierwsza sytuacja na bramkę dla Pogoni. Colley wybija piłkę z pola karnego.

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 5'


  1. WISPOG: Tym razem akcja dla Wisły! Szot próbował swoich sił, ale zabrakło skuteczności!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 6'

  1. WISPOG: Alfaro zagrywa piłkę do Rodado, a ten uderza piłkę w ręce bramkarza Pogoni!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 8'

  1. WISPOG: Wisła skutecznie w obronie!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 14'

  1. WISPOG: Grosicki uderza obok bramki!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 16'

  1. WISPOG: 🟨 Żółtą kartką ukarany Gamboa

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 21'

  1. WISPOG: Szansa na pierwszego gola dla Białej Gwiazdy! Uderza Sobczak, ale wprost w ręce Cojocaru.

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 26'

  1. WISPOG: Zamieszanie w polu karnym Pogoni!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 29'

  1. WISPOG: Dobra interwencja Cojocaru w bramce! Broni strzał Sobczaka!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 34'

  1. WISPOG: Atak Pogoni na bramkę Wisły, ale zawodnik Portowców uderza w słupek!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 37'

  1. WISPOG: Alfaro zagrywa piłkę w pole karne Pogoni, ale przeciwnik wybija futbolówkę! Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 39'
  1. WISPOG: 🟨 ,,Żółtko dla Jarocha.

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 41'

  1. WISPOG: Sobczak uderza! Jak mu to nie wpadło!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 42'

  1. WISPOG: Grosicki znów uderza na bramkę! Pewnie broni Chichkan!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 45'

  1. WISPOG: Dodatkowa 1⃣ minuta do pierwszej połowy.

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 45'

  1. WISPOG: Bezbramkowa pierwsza połowa w finale!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 45'

  1. WISPOG: Gramy!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 46'

  1. WISPOG: Sobczak uderza obok bramki!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 53'

  1. WISPOG: Zmiana w zespole Pogoni. Bichakhchyan wchodzi za Joao Gamboa.

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 56'

  1. WISPOG: Pogoń wyszła z kontrą, ale obrona Wisły pilnuje pola karnego.

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 64'

  1. WISPOG: Zmiany w Wiśle:

⬆️ Eneko, Villar

⬇️ Jaroch, Baena

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 69'

  1. WISPOG: Na@PGENarodowy

obecnych jest 47 506 kibiców i kibicek! 🤝🏼

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 70'

  1. WISPOG: Grosicki z rzutu wolnego! Piłka nad bramką!

Pogoń 0⃣:0⃣ Wisła | 71'

  1. WISPOG: Pogoń wychodzi na prowadzenie. Strzelcem bramki Koulouris. Walczymy dalej!

Pogoń 1⃣:0⃣ Wisła | 75'

  1. WISPOG: Zmiana w Pogoni. Wędrychowski za Przyborka.

Pogoń 1⃣:0⃣ Wisła | 82'

  1. WISPOG: Gogół za Dudę.

Pogoń 1⃣:0⃣ Wisła | 83'

  1. WISPOG: Akcja Wisły! Goku wycelował piłkę w kierunku bramki, ale bramkarz Pogoni czujny.

Pogoń 1⃣:0⃣ Wisła | 90'


  1. WISPOG: Dodatkowe 7⃣ do drugiej połowy.

Pogoń 1⃣:0⃣ Wisła | 90'

  1. WISPOG: TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK! Mamy wyrównanie!

Pogoń 1⃣:1⃣ Wisła | 90'

  1. WISPOG: Mamy dogrywkę! Waaaaalczymy!

Pogoń 1⃣:1⃣ Wisła | 90'

  1. WISPOG: Zaczynamy dogrywkę!

Pogoń 1⃣:1⃣ Wisła | 91'

  1. WISPOG: Pewna interwencja Chichkana w bramce!

Pogoń 1⃣:1⃣ Wisła | 92'

  1. WISPOG: ANGEEEEEEEEEL RODADOOOOOOOOOOOO! ANGEEEEEL RODADDOOOOOO! ANGEEEEL RODADOOOOOOO!

Pogoń 1⃣:2⃣ Wisła | 93'

  1. WISPOG: Minuta doliczona do pierwszej części dogrywki.

Pogoń 1⃣:2⃣ Wisła | 105'

  1. WISPOG: To było udane 15 minut! 🫡

Pogoń 1⃣:2⃣ Wisła | 105'

  1. WISPOG: Chichkan pewnie broni!

Pogoń 1⃣:2⃣ Wisła | 108'

  1. WISPOG: Wi5ło! 🥹 Wygraliśmy to!

Ta historia napisała się na Waszych i naszych oczach.

Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Trenerski dwugłos: #POGWIS

03.05.2024, 18:51

To nie była zwykła konferencja prasowa! Nie dość, że odbyła się po zwycięskim meczu Wisły nad Pogonią, który dał krakowianom piąty w historii Puchar Polski, to udział w niej wziął cały sztab szkoleniowy Białej Gwiazdy, a wydarzenie przerwali… świętujący piłkarze z R22!

Albert Rudé - Wisła Kraków

„To największy sukces w moim życiu, nie ma co do tego wątpliwości. Graliśmy wspaniale, daliśmy z siebie wszystko. Do końca walczyliśmy o korzystny wynik, nie poddając się. Po straconym golu powiedziałem do piłkarzy tylko: róbcie dalej swoje. Co innego mogłem powiedzieć w takiej sytuacji? Dodałem: bądźcie sobą, róbcie to, nad czym trenowaliśmy przez te wszystkie tygodnie. Naciskajcie do samego końca, a dostaniecie za to nagrodę. I tak się stało. Jestem szczęśliwy, w pełni zasłużyliśmy na Puchar Polski” - powiedział trener Albert Rude. „Jak już kiedyś mówiłem - mamy zasadę 24 godzin. Jeśli przegrywamy, to możemy się smucić przez 24 godziny, a jeśli wygrywamy, to też przez 24 godziny możemy celebrować. Potem wracamy do obowiązków. Taki sukces to bodziec do dalszej pracy, ale trzeba nim rozsądnie zarządzać” - dodał.

Alfaro, Goku i Junca nie byli pewni występów w finałowym starciu. Na boisku zabrakło ostatniego z nich. „Co do dwóch pierwszych, to udało się ich postawić na nogi. Junca nie mógł grać na sto procent, więc podjąłem decyzję, że nie będzie go w kadrze. Na takie spotkanie potrzebowaliśmy graczy w pełni zdrowych, a on wymaga kolejnych zabiegów, by dojść do pełni zdrowia” - zaznaczył. Rywalizacja z Portowcami potwierdziła tezę, że krakowianom lepiej gra się przeciwko zespołom potrafiącym operować piłka i lubiącym ofensywny styl. „„Zarówno w pierwszej lidze, jak i w Ekstraklasie są różne drużyny i różni gracze. Możemy powiedzieć, że rzeczywiście ta drużyna, jeśli chodzi o charakterystykę, to bardziej pasuje do Ekstraklasy, ale rzeczywistość jest taka, że gramy niżej i musimy wygrywać na tym szczeblu. Dwie pierwsze pozycje w tabeli oddaliły się od nas i musimy zrobić wszystko, by osiągnąć cel” - mówił.

Skoro obecni byli także inni członkowie sztabu, to nie zabrakło pytań także do nich. Mariusza Jopa zapytano, czy dawna Wisła, w której występował, poradziłaby sobie z obecną drużyną z R22? „To bardzo trudne do porównania, bo futbol się jednak zmienił. Wisła z tamtych czasów miała w składzie więcej reprezentantów Polski, a jeżeli byli to zawodnicy z zagranicy, to były to bardzo mocne jednostki. Myślę, że potencjał tamtego zespołu był jednak większy niż obecnej Wisły, ale to nie przeszkodziło nam dzisiaj, by osiągnąć wspaniały wynik. Ta drużyna pokazuje charakter, bo wielokrotnie w końcówkach meczów strzelaliśmy bramki. To jest coś, co buduje zespół na przyszłość i daje nadzieję na osiąganie kolejnych sukcesów” - powiedział.

Wynik spotkania jeszcze przed meczem znał… Kazimierz Kmiecik, który przewidział właśnie taki rezultat finału: „Gdy występowałem w Wiśle, to przegraliśmy finał z Arką Gdynia w Lublinie w 1979 roku. Później zdobyłem Puchar Grecji z Larisą, a w Niemczech ze Stuttgarter Kickers znowu przegrałem finał. Wychodziło mi z prawa serii, że teraz kolej na zwycięstwo, a jak zadzwonił do mnie jakiś redaktor przed finałem, to powiedziałem, że będzie 2:1 dla Wisły. No i było, z czego jestem niezmiernie zadowolony”.

Jens Gustafsson - Pogoń Szczecin

„Mieliśmy w rękach to trofeum, ale zawaliliśmy na koniec. Myślę, że w pierwszej połowie Wisła grała od nas lepiej. Nie byliśmy w stanie kontrolować piłki tak, jak potrafimy, ale tworzyliśmy jakieś sytuacje, Wisła też to robiła. W drugiej połowie poprawiliśmy naszą grę. Jeżeli jest się minutę od wygrania finału i nie zdobywa się trofeum, to trzeba czuć wielkie rozczarowanie i właśnie to czujemy, bo powinniśmy zwyciężyć” - powiedział.

„Przede wszystkim jest pewna historia związana z tym sędzią i Pogonią. Ale to nie jest najlepsza chwila na komentowanie jego występu. Jeżeli chodzi o czerwoną kartkę dla mojego asystenta, była ona pokłosiem naszej analizy sytuacji na tablecie. Uważaliśmy, że należał nam się rzut karny” - dodał. Źródło: wislakrakow.com

Albert Rudé: - Zasłużyliśmy na to

Czwartek, 2 maja 2024 r.

- Drużyna grała niesamowicie, dali z siebie wszystko, z serca, z duszy. Mamy swoje motto, nigdy się nie poddawaj. Graliśmy w swój sposób. Zasłużyliśmy na to. Jestem szczęśliwy, dumny z piłkarzy i z całego sztabu - mówił po wygranej w finale Pucharu Polski trener zespołu Wisły - Albert Rudé.

Trenera Wisły zapytano na wstępie co powiedział piłkarzom, po straconej bramce.

- Nic wielkiego nie powiedziałem. Chciałem żeby byli soba, żeby nadal grali swoją piłkę. By robili to co robią na treningach w ostatnich kilku miesiącach. Czasami nie przynosi to nagrody. Dziś było jednak inaczej - powiedział Rudé.

Kolejne pytanie dotyczyło... świętowania, bo Wisła wciąż ma swój cel w rozgrywkach ligowych.

- Mamy zasady w drużynie. Mamy tylko 24 godziny na smutek lub radość. Teraz będzie tak samo. Wracamy do pracy po tym czasie, bo mamy jeszcze robotę do wykonania - przyznał trener Rudé.

Hiszpana zapytano także, czy zdobycie Pucharu to jego największy sukces w karierze oraz o to, czy może być lepszy bodziec dla drużyny w walce o powrót do Ekstraklasy, od tej właśnie wygranej?

- Tak, to jest najwieksza rzecz jaka wydarzyła się w mojej karierze trenerskiej. Musimy dobrze wykorzystać tę sytuację na swoja korzyść w lidze. By nam pomogła, by osiągnąć swój cel - mówił szkoleniowiec.

Trenera zapytano również o sytuację zdrowotną trzech zawodników, którzy przed meczem awizowani byli, że nie są w pełni zdrowi. W tym gronie znalazł się David Juncà, którego ostatecznie zabrakło w kadrze meczowej Wisły na finał Pucharu Polski.

- Alfaro i Goku wrócili do gry. David Juncà nie był gotowy na 100%. Zdecydowałem się użyć innego zawodnika by był w pełni gotowy na końcówkę sezonu - powiedział trener.

Kolejne pytanie dotyczyło Ángela Baeny i jego zmiany.

- Zmiana Baeny nie była spowodowana taktyką. Podobnie jak i Jarocha. Nie mieli już siły na kontynuowanie gry - mówił.

Rudé został także poproszony o komentarz do słów prezesa Jarosława Królewskiego, który w przedmeczowym wywiadzie przyznał, że występ Wisły w europejskich pucharach nie jest pewny.

- Szczerze nie mogę na to odpowiedzieć w tym momencie. Musimy się cieszyć chwilą. Skupić się na lidze. To jest wielkie wydarzenie dla klubu, ale teraz to nie jest temat, na który mogę się wypowiedzieć - odparł.

Jak chyba zwykle padło też pytanie o... łatwiejszą grę z zespołami z Ekstraklasy, od tych bardziej fizycznych drużyn w I lidze.

- To pytanie powraca odkąd się tutaj pojawiłem. Są różnice miedzy tymi ligami, mają swoje charakterystyczne cechy. Nie ma pod tym względem wątpliwości. Możliwe że ta drużyna bardziej pasuje do Ekstraklasy? Nie jesteśmy jednak w niej, więc musimy to udowodnić w pozostałych do rozegrania meczach w tym sezonie. W tym momencie ciężko nam osiągnąć nasz cel. Jesteśmy w trudnej sytuacji. Pierwsze dwa miejsca się oddalają, będziemy pewnie grać w barażach. Awans da drużynie, zespołowi, to czego on potrzebuje - mówił Rudé.

Kolejne pytanie dotyczyło gry Dawida Szota, który popełnił błąd przy golu dla Pogoni, ale później - a zwłaszcza w dogrywce - swoją ofiarnością ratował Wisłę od utraty kolejnej bramki.

- Na finał trzeba wybrać osobowości. Dawid Szot to właśnie taka osobowość. Wykonał świetną pracę przeciwko bardzo trudnym skrzydłowym rywala. Grał na lewej oraz prawej stronie obrony. Mecz i wynik to praca całego zespołu, musimy być razem w takich momentach. To zwycięstwo całej drużyny - odpowiedział trener.

Hiszpana zapytano, czy po wygranej w Pucharze Polski można spodziewać się, że zostanie on w Wiśle na kolejny sezon?

- Jestem teraz w sytuacji, w której pracy i wyzwań jest bardzo dużo. Na tym się skupiam. Nie myślę jeszcze o przyszłości i o następnym sezonie - odparł.

Trener został też poproszony o komentarz do wejścia na boisko Eneko Satrústeguiego, przed którym szkoleniowiec bardzo mocno go motywował.

- Znów to ważna osobowość. Ma 33 lata, to jest Bask, bardzo mocno pracujący zawodnik. Nie miał wielu minut. Czekał na to, ja na to czekałem. Mógł się dziś wykazać. Spisał się fantastycznie - ocenił Rudé.

- Wszystko zależy od zarządzania meczem. Wykonaliśmy świetną pracę w pierwszej połowie. Graliśmy świetnie. Było jednak nadal 0-0. Graliśmy swoje, zrobiliśmy zmiany. Zdobyliśmy bramkę i zamiast cofnąć się to powiedziałem drużynie żeby nadal atakowała. Zdobyliśmy gola na 2-1 i wygraliśmy - mówił ponadto szkoleniowiec.

Na zakończenie Rudé został poproszony o komentarz do wprowadzeniu na to spotkanie do bramki Antona Cziczkana.

- To była trudna decyzja, ale one zawsze są podejmowane z myślą o drużynie. Dlatego wystawiłem dziś Antona. Nie z powodów osobistych - zakończył.

Warto dodać, że na pomeczową konferencję prasową Rudé przyszedł z całym sztabem, a w jej trakcie do sali wparowali piłkarze. Skończyło się na śpiewach oraz na wspólnej radości.

Źródło: wislaportal.pl

Pomeczowe wypowiedzi zawodników

Alan Uryga: - Byliśmy lepszym zespołem

Piątek, 3 maja 2024 r.

- Już moja w tym głowa oraz w głowie trenera, bo mamy taką zasadę - nie wiem czy mogę o tym mówić - ale taką tak zwaną "24-godzinną". Czyli cieszymy się 24 godziny, tak samo smucimy się 24 godziny po nieudanych meczach. I już później myślimy o następnym kroku - powiedział po wygranym finale Pucharu Polski Alan Uryga, zapowiadając że Wisła nie odpuści teraz gry w lidze.

- Na pewno będzie ciężej odciąć się od tego, co się dzisiaj wydarzyło, bo jednak ta euforia jest duża. To jest coś innego, coś o wiele, wiele większego, niż zwykłe ligowe zwycięstwo. Musimy się bardzo postarać, żeby te myśli kierować na poniedziałek. I tam zrobić kolejny krok do awansu do Ekstraklasy - dodał Uryga, którego zapytano także o przyszłość, a więc Wisłę znów w... europejskich pucharach. - Nie ukrywam, że to jest coś, co mi cały czas umyka, że cały czas łapię się na tym, że zapominam, że za zwycięstwo w Pucharze Polski idzie też to, że gramy w europejskich pucharach, więc nie wiem. Co mogę powiedzieć? Będziemy się nad tym zastanawiać, kiedy już namacalnie ten temat się pojawi, więc zobaczymy - dodał.

- Pogoń nas nie zaskoczyła. Wydaje mi się, że to my zaskoczyliśmy Pogoń, że Pogoń była w szoku, że tak długimi momentami możemy przejąć kontrolę nad tym meczem. Zwłaszcza w pierwszej połowie, bo wydaje się, że byliśmy lepszym zespołem, mieliśmy więcej sytuacji. I tak zgaduję, że i sami zawodnicy i wszyscy dookoła obserwatorzy, postronni oczywiście, bo nie mówię o naszych kibicach, byli delikatnie zdziwieni, że możemy tak się postawić Pogoni. Ale ja absolutnie wierzyłem w to od początku - powiedział ponadto kapitan Wisły Kraków.

Źródło: wislaportal.pl

Kacper Duda: - Jesteśmy na fali

Piątek, 3 maja 2024 r.

- Na pewno to, co leży nam w głowach, to to, żeby się nigdy nie poddawać, bo jesteśmy drużyną, która może wiele osiągnąć. Pokazaliśmy to dzisiaj. Naszym motywem przewodnim właśnie było "never surrender". I pokazaliśmy to strzelając bramkę w ostatniej akcji meczu, po raz kolejny w pucharze i też widzę, że parę razy się to zdarzyło - powiedział po zwycięskim spotkaniu w finale Pucharu Polski Kacper Duda.

- Teraz trzeba z tego korzystać, bo jesteśmy na fali i musimy przełożyć to na ligę i iść cały czas do przodu - dodał młody wiślak.

- Przede wszystkim muszę pogratulować Pogoni, bo naprawdę daliśmy jako dwie drużyny dobre widowisko. Myślę, że na długo zostanie zapamiętany ten finał. Czy Pogoń była bardziej zestresowana? Na pewno pokazali, że mają dużo indywidualnej jakości i że są zgrani, jako drużyna, bo nie było łatwo się przebić przez ich zasieki obronne, ale może dopisało nam szczęście? Choć w pierwszej połowie mieliśmy słupek, poprzeczkę i wybronioną piłkę z linii. Graliśmy jak równy z równym, z nawet delikatną przewagą i teraz się cieszymy - przyznał Duda.

- Jak już mówiłem nasza drużyna jest teraz na fali i myślę, że teraz już nie ma odwrotu i musimy po prostu iść do przodu i zrobić ten awans. Zrobimy to przede wszystkim dla samych siebie, dla klubu, jak i dla kibiców. I mam nadzieję, że ta drużyna teraz będzie już tylko rosnąć - zakończył wiślak. Źródło: wislaportal.pl

Ángel Rodado: - Zasłużyliśmy na ten puchar

Piątek, 3 maja 2024 r.

- Niesamowite uczucie, nie wiem jak udało mi się dostrzec, że środkowy obrońca wykona takie podanie. Niestety dla nich podał piłkę, więc ruszyłem w stronę bramki. Po prostu strzeliłem i wierzyłem, że będzie gol - mówił o decydującym trafieniu w finale Pucharu Polski, a więc Ángel Rodado.

Czy jesteś bardziej szczęśliwy czy zmęczony, czy może jedno i drugie?

Ángel Rodado: - Jestem oczywiście bardziej zmęczony, ale też naprawdę szczęśliwy. I na pewno bardziej szczęśliwy, niż zmęczony. To jest niesamowite. Ten sezon w Wiśle jest dla mnie niesamowity. Ale teraz, ok, musimy świętować ten puchar, ale mamy jeszcze pracę do wykonania.

Czy wierzyłeś do samego końca, że uda wam się wyrównać i będzie dogrywka?

- Oczywiście. Wierzyliśmy w to do samego końca. Dlatego znów strzelaliśmy w ostatniej minucie. Strzelamy zresztą tego typu gole dość często, bo jesteśmy drużyną, która może nie zawsze gra bardzo dobrze, ale wierzymy do końca, w każdym meczu. I myślę, że dlatego zasłużyliśmy na ten puchar.

Gratulacje i życzę ci awansu do Ekstraklasy.

- Bardzo dziękuję, mam nadzieję, że tak się stanie.

Źródło: Polsat Sport Źródło: wislaportal.pl

Michał Żyro: - Wielka chwila dla wszystkich

Piątek, 3 maja 2024 r.

- Z poprzednich meczów, które graliśmy, a które udawało się wygrać w ostatnich minutach, na pewno wierzyliśmy, że przy odrobinie szczęścia i takiej wiary uda nam się tego gola wcisnąć, no i też tak się stało, więc tutaj olbrzymia euforia i co? I dogrywka, no i szczęśliwe zakończenie - mówił po wygranym finale Pucharu Polski Michał Żyro.

Jak ty widziałeś ten mecz z perspektywy przez te 77 minut ławki rezerwowych, bo niektórzy twierdzili, że Wisła gra w kratkę w pierwszej lidze, a Pogoń goni czołówkę w ekstraklasie i Wisła jest troszkę na straconej pozycji. A wy zaskoczyliście szczególnie w pierwszej części spotkania.

Michał Żyro: - Siebie nie zaskoczyliśmy, bo wiedzieliśmy, że jesteśmy bardzo dobrą drużyną i tutaj prowadzenie gry, te rzeczy, które się udały, te sytuacje, które stworzyliśmy, to nie były sytuacje przypadkowe, tylko sytuacje, które ćwiczymy, więc to jest olbrzymi nasz plus. No i co? Myślę, że złożona pierwsza połowa powinna się skończyć naszym prowadzeniem. Później naprawdę bardzo dobra bramka Pogoni po aucie, bardzo fajnie to rozegrali. No i kurczę, jak dostajesz takiego gonga i nagle, czy nagle, po 15 minutach udaje ci się zdobyć bramkę wyrównującą, więc tego tlenu troszeczkę nam to dodało i dzięki temu możemy teraz się cieszyć z pucharu.

Trener Rudé przed meczem mówił musicie być sobą, musicie robić to, co robiliście przez cztery miesiące. Mówiłeś, że to był gong, to było zaskoczenie, ta bramka po rzucie z autu, ale potrafiliście jednak dojść do siebie, jakby opanować sytuację, opanować nerwy i jeszcze mieć te nerwy ze stali w samej końcówce.

- No tak, mamy swój styl, można tak powiedzieć. I to trener uczulał nas od pierwszego dnia, który przyszedł w Turcji na obozie, już to jest taki nasz fundament, żebyśmy byli "jacyś". I myślę, że tutaj jesteśmy "jacyś". Mamy swój styl, który praktycznie graliśmy do końca. Tak samo w tej niskiej defensywie pod koniec również walczyliśmy. Bardzo dobrze to wyglądało. No nic, chwała drużynie całej. Ja naprawdę jestem podekscytowany, szczęśliwy i nie wiem, czy wierzę w to już, czy nie, ale na pewno denerwowałem się od początku tego spotkania. Trochę tak dziwnie było na tej ławce. Ja tak się czułem. Taki mocno zestresowany tym, że wiadomo, na boisku możesz coś zrobić sam, a jednak na ławce dużo mnie to kosztowało. Więc później, gdy wszedłem, wiadomo, straciliśmy właśnie tę bramkę i było takie przeświadczenie, że musimy coś wcisnąć jak najszybciej. Więc cieszę się, że się udało, bo pokazaliśmy charakter i szczególnie zawodnicy, którzy zdobyli bramki, zasłużyli naprawdę na to, żeby celebrować tutaj na tym stadionie z kibicami. Wielka chwila dla wszystkich.

Źródło: Polsat Sport

Źródło: wislaportal.pl

Szymon Sobczak: - Jedno z moich marzeń się spełniło

Piątek, 3 maja 2024 r.

- Powtarzałem to kilkukrotnie, że miałem swój cel przychodząc do Wisły. Jednym z nich było zdobycie Pucharu Polskiego, bo jeśli piłkarz jest ambitny, jeśli masz swoje plany, to musisz do nich dążyć. I takie słowo myślę z tego miejsca do wszystkich młodych ludzi. Wierzcie w siebie, dawajcie z siebie wszystko, podążajcie za swoimi marzeniami, bo one się spełniają. Dzisiaj jedno z moich marzeń się spełniło. Jestem bardzo szczęśliwy - powiedział po zwycięskim finale Pucharu Polski Szymon Sobczak.

Jak się obserwowało to spotkanie, bo w drugiej części spotkania zszedłeś już na ławkę, na tę samą końcówkę. To były emocje, które da się do czegoś porównać?

Szymon Sobczak: - Brałem tabletki przeciwbólowe po kontakcie, poczułem to mocno i już nie byłem w stanie kontynuować spotkania. Próbowaliśmy jeszcze przez 20 minut, ale taką decyzję podjęliśmy, że lepszym rozwiązaniem będzie to, żebym już nie kończył. Szkoda, bo do końca nie mogłem pomóc zespołowi, ale byliśmy świetnie przygotowani. Daliśmy z siebie maksa i przede wszystkim przyjechaliśmy tutaj po zwycięstwo i dlatego dzisiaj to życie nam wynagrodziło.

Zagraliście naprawdę wielki mecz, bo niektórzy mówili Pogoń, walczy o czołówkę w Ekstraklasie, wy gracie w kratkę w pierwszej lidze. A inicjatywa w pierwszych 45 minutach należała do was i to ty mogłeś stać się autorem tego gola dającego prowadzenie. To było naprawdę bliziutko.

- No tak, po strzale głową bramkarz w ostatniej chwili interweniował i piłka odbiła się od słupka, ale przede wszystkim cały czas kontynuowaliśmy swoją pracę. Szliśmy po to na chwilę, oczywiście byliśmy zepchani do niskiej defensywy, ale to nie zmieniało naszego planu. Cały czas byliśmy otwarci na to, żeby albo kontratakować, albo mądrze wysoko prasować. To przyniosło nam bramkę w samej końcówce i myślę, że to pokazuje, że tę drużynę stać na wiele. Nie ustrzegliśmy się dzisiaj błędu, ale na końcu to my jesteśmy zwycięzcy, to my się cieszymy. Puchar wraca do Krakowa.

Liga Europy czeka...

- Wiele pytań dostawałem przed tym, jak to jest, że jestem w pierwszej lidze i może się okazać, że za chwilę będziemy grać w Lidze Europy. Teraz, jak widać, marzenia się spełniają i warto za nimi podążać. Teraz czekamy na kolejne mecze ligowe. Mamy też jeszcze do zrealizowania swój plan w lidze, a później będziemy myśleć o Lidze Europy.

Dla Ciebie zaskoczeniem było postawienie przez trenera na Antona Cziczkana w tym ostatnim ligowym meczu, no i szczególnie w tym tutaj finale na Narodowym?

- Piłka już nauczyła mnie przez lata, że nie można się dawać zaskoczyć, więc byłem gotowy na wszystko. Z perspektywy tego, co się ostatnio działo, też na pewno trener analizuje bardzo głęboko i wiemy, jaki to był mecz. Trzeba było wytrzymać ciśnienie. Wszyscy je wytrzymaliśmy. Jesteśmy jednym zespołem. Razem wygrywamy, razem przegrywamy. I to, że dzisiaj 11 chłopaków wybiegło na boisko nie świadczy o tym, że to jest sukces tylko tej jedenastki. Oczywiście pomogli rezerwowi, pomogli też zawodnicy, którzy nawet nie byli w kadrze meczowej. I z tego miejsca jeszcze na koniec może podziękowanie, bo nie było wcześniej okazji. Chciałbym podziękować trenerowi Radosławowi Sobolewskiemu, bo to była pierwsza osoba, która powiedziała tak, gdy chciałem przyjść do Wisły Kraków, bo wiemy jak wyglądała moja sytuacja rok wcześniej, miałem się znaleźć w tym klubie. To trener Sobolewski powiedział tak i myślę, że jemu też należy się szacunek, bo gdyby nie to tak, to możliwe, że dzisiaj Wisła nie sięgałaby po puchar. Dziękuję bardzo.

Źródło: Polsat Sport

Źródło: wislaportal.pl

Jarosław Królewski: - Pokazywaliśmy kulturę gry

Piątek, 3 maja 2024 r. - Piękne oprawy, piękne święto. Jak widać i odpukać nic złego się na ten moment nie stało. Myślę, że wszyscy stanęli na wysokości zadania. W szczególności myślę, że PZPN, który przygotował to, powiedziałbym, z taką inteligencją emocjonalną, jeśli chodzi o to, co może się zdarzyć - powiedział po zwycięskim finale Pucharu Polski prezes Wisły Kraków - Jarosław Królewski.

- Finansowo puchar nie zmienia nic, jeśli chodzi o wygenerowanie nowych kosztów. Jeśli chodzi o Wisłę. Oczywiście są te takie logistyczne i inne, natomiast myślę, że to jest dla nas na pewno fajna i dobra, powiedziałbym, potrzebna dzisiaj rzecz, jeśli chodzi o społeczność Wisły Kraków. Natomiast ja nie ukrywam, że jestem może nie zawiedziony, ale smutny jeszcze cały czas pamiętając tę porażkę na koniec sezonu w zeszłej rundzie, kiedy byliśmy najlepszą drużyną. Powinniśmy wygrać, wygraliśmy w sumie rundę i powinniśmy awansować. Nie zrobiliśmy tego i czuję cały czas w sercu niedosyt, nawet dzisiaj po finale - stwierdził Królewski.

Wygrana w Pucharze Polski oznacza, że "Biała Gwiazda" awansowała do eliminacji europejskich pucharów.

- Jestem dumny z tego i mam nadzieję, że spełnimy wszystkie kwestie licencyjne w tym zakresie. Tak, ja myślę, że to jest mój styl, czyli takie zhakowanie rzeczywistość, że jesteśmy na drugim poziomie rozgrywkowym i awansujemy do Ligi Europy. Myślę, że to będzie bardzo ciekawa rzecz i też bym nie skazywał Wisły Kraków na pożarcie w tych pucharach, bo widzieliście, że dzisiaj rywalizowaliśmy z Pogonią Szczecin na naprawdę świetnym poziomie i pokazywaliśmy kulturę gry. My dzisiaj graliśmy dużo bardziej profesjonalnie, niż Pogoń Szczecin. Patrząc na formacje, patrząc na defensywę, na konstruowanie akcji, zresztą to będzie widać we wszystkich statystykach. W analizach nowoczesnego futbolu, że dzisiaj Wisła Kraków była dojrzalszą drużyną, niż Pogoń Szczecin - powiedział prezes Wisły.

- Nie możemy stracić koncentracji. Mamy oczywiście 48 godzin. Dzisiaj, jutro, żeby trochę poświętować. Natomiast musimy jak najszybciej wracać do myślenia o lidze, bo te mecze będą dla nas kluczowe. Jeśli nie zachowamy odpowiedniej koncentracji, możemy wypaść z baraży i potem wiecie... Z mojej perspektywy te mecze w pierwszej lidze są bardziej, powiedziałbym, wymagające od tej strony, że pamiętajcie, że po pierwsze boiska są inne niż tutaj. I to dzisiaj było widać. Jak nasi Hiszpanie, w cudzysłowie, techniczni zawodnicy, mieli prostą murawę, nie bali się przyjmować piłki, rozgrywać piłki, podawać piłki. Grać z pierwszej piłki i tak dalej... A czasami jedziemy w tej pierwszej lidze na boisko, na którym po prostu nie da się zagrać podania szybkiego, bo piłka odskakuje. I jest to trudniejsze. Natomiast ja dzisiaj jestem zadowolony z zespołu. Naprawdę trzeba przyznać również jedną bardzo ważną rzecz. Jest wiele rzeczy w tym pucharze, od tej strony, powiedziałbym, organizacyjnej, które zagrały świetnie. Cały zespół marketingu, rzecznik prasowy, wszystko w Wiśle naprawdę zostało opakowane w sposób bardzo nowoczesny i mega się z tego cieszę - zakończył Królewski.

Źródło: wislaportal.pl

Galeria sportowa