Andrzej Sykta

Z Historia Wisły

Wersja z dnia 05:41, 1 cze 2019; PawelP (Dyskusja | wkład)
(różn) ← Poprzednia wersja | Aktualna wersja (różn) | Następna wersja → (różn)
Andrzej Jan Sykta
Informacje o zawodniku
kraj Polska
urodzony 09.09.1940, Kraków
wzost/waga 168/68
pozycja napastnik, pomocnik
reprezentacja 2A
sukcesy PP 1967
Kariera klubowa
Sezon Drużyna Mecze Gole
1950-1959 Nadwiślan
1959-1968 Wisła Kraków 187(242) 40(57)
1968-1971 Motor Lublin
1972 Wisłoka
1972-1973 AC Cambrai
1973-1974 US Creteil
W rubryce Mecze/Gole najpierw podana jest statystyka z meczów ligowych, a w nawiasie ze wszystkich meczów oficjalnych.

Andrzej Sykta - urodzony 09.09.1940 w Krakowie, piłkarz Wisły, napastnik, reprezentant Polski.

Spis treści

LEGENDY BIAŁEJ GWIAZDY - Andrzej Sykta

Marco / WislaLive.pl / FORZA WISŁA

Andrzej Sykta blisko dekadę z dumą reprezentował barwy Białej Gwiazdy. Niezwykle utalentowany, ofensywnie usposobiony zawodnik rozegrał dla klubu z Reymonta 187 spotkań, w których zdobył 40 bramek. Statystyka równie imponująca, co umiejętności gracza, który - jak sam przyznaje - piłkarsko nie czuje się do końca spełniony. Przypadek? Zrządzenie losu? A może... tak miało być? Przed Wami historia wielkich możliwości, które nie miały szans na lot do krainy snu.

ULICZNE POCZĄTKI

Andrzej Sykta urodził się dokładnie 9 września 1940 roku w Krakowie. Czas okupacji niemieckiej nie był przyjacielem udanego dzieciństwa, rozrywek było jak na lekarstwo. Szczęśliwie to jakość, a nie ilość ma wartość, a że futbol jako forma spędzania wolnego czasu posiada wszelkie możliwe znaki "Q", wybór naszego bohatera wydawał się ze wszech miar trafny: Nie było wtedy innego zajęcia, wszystko opierało się o piłkę. Grało się na boisku, na plantach, na ulicy. Sport był wtedy taką odskocznią od szarości dnia codziennego. Jako "ulicznicy" graliśmy w rozgrywkach dzikich drużyn. Wiele godzin spędzało się również w tzw. "świetlicy", która znajdywała się przy każdym niemal klubie. Tam graliśmy w pin-pong, bilard, słuchaliśmy radia...no tak, bo tylko tam ono się znajdowało...

Klubem wybranym, bo najbliższym, był Nadwiślan. To tam młody Andrzej stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki, tam przeżywał pierwsze wzloty i upadki, tam podpisał pierwszą w swoim życiu umowę: To było takie naturalne przejście, z kolegami spędzaliśmy tam kupę wolnego czasu i w momencie tworzenia grupy trampkarskiej po prostu dostaliśmy propozycję gry w Nadwiślanie. Podpisaliśmy aneksy i tak to się wszystko zaczęło. Moim pierwszym trenerem był Pan Bogusław Łodziak.

Pan Andrzej pamięta nie tylko pierwszego, ale i pozostałych swoich szkoleniowców z lat młodości, niemniej jednak nie uważa, by któryś z nich odcisnął na nim jakieś swe szczególne piętno. Jak twierdzi, umiejętności w tamtych czasach doskonaliły się samoistnie - poprzez częstą grę. Ta zaś ruszała równo z dzwonkiem kończącym lekcje. To właśnie ów drażniący dźwięk oraz kawałek wolnej przestrzeni był swoistym sacrum, połączeniem idealnym stanowiącym źródło szczęścia dla niezliczonej rzeszy, żądnych piłkarskiego upojenia, chłopięcych dusz.

PRZEZ FLORIAŃSKĄ NA REYMONTA

Juniorskie lata były dla utalentowanego Sykty czasem - śmiało rzec można - przełomowym. Liczne powołania od selekcjonera Karola Bieleckiego do reprezentacji juniorów Krakowa, były bowiem ogromną szansą na autopromocję, wpadnięcie w oko futbolowym decydentom. Szybki jak błyskawica łącznik z Nadwiślana swoimi kolejnymi ponadprzeciętnymi występami wywarł spore wrażenie na działaczach...Cracovii. Kilka tygodni pobytu na obiekcie przy ul. Kałuży nie dały mu jednak przepustki do pierwszej drużyny, zawodnik powrócił do macierzystego klubu. Przyszedł czas na ruch Wisły: Nawet nie wiem jak to do końca wyglądało, ciężko mi powiedzieć, kto pilotował całą sprawę. Wiem, że jakieś negocjacje toczyły się w gabinecie na ulicy Floriańskiej i niebawem w wieku19 lat trafiłem do Wisły. Dobrze się stało, bo byłem kibicem Białej Gwiazdy. W sumie nie wiem dlaczego, ale tak właśnie było.

Był dokładnie rok 1959, gdy Sykta przechodził do klubu - legendy, uznanej marki, która jednak bez poważniejszych sukcesów pozostawała już od kilku dobrych sezonów. Sezonów w których nadal obowiązywał system gry wiosna-jesień. I właśnie o najpiękniejszej porze roku, a konkretniej w kwietniu, przyszedł czas debiutu. W piątej kolejce Wisła podejmowała Pogoń. Pewna wygrana 4:0 nie oznaczała jednak dla Sykty niczego dobrego. Zawodnik zagrał jeszcze raz, w serii spotkań nr 8, mecz skończył się wynikiem identycznym, z tymże z wiktorii cieszyli się gracze bytomskiej Polonii: Oba mecze nie były szczególnie udane w moim wykonaniu i to trzeba przyznać. Do tego zagrałem na pozycji prawoskrzydłowego, a jednak łącznik był tą rolą, w której najlepiej się odnajdywałem. Również fakt, że byłem nowy miał swoje znaczenie. Taką akceptację w drużynie zyskałem dopiero na jesień, gdy udało mi się strzelić kilka bramek.

Początki nie były zatem nazbyt przyjemne, zawodnik został odsunięty od pierwszej drużyny, lecz już latem, tuż przed początkiem rundy rewanżowej został przywrócony do głównego zespołu. Mecz z Polonią Bydgoszcz zdobyta bramka i wygrana 4:0 stały się kartą wstępu do pierwszej jedenastki na wiele sezonów. To była dobra runda, kilka zdobytych goli pozwoliło mi na lepszą aklimatyzację w drużynie, zyskanie jej zaufania. Pierwsze trafienie było przełomowe, krótko rozegraliśmy rzut wolny, uderzyłem zza szesnastki no i wpadło.

SPADEK, CZYLI NIC NIE WIADOMO

A jak już "wpadło" raz, tak wpadało wielokrotnie w sezonach następnych, w czym wydatnie pomagała wrodzona szybkość naszego bohatera: Muszę przyznać, że miałem ten ciąg na bramkę. Tak to się wtedy nazywało. Wychodziłem na prostopadłe piłki, albo sam wypuszczałem ją przed siebie i zwłaszcza jak obrona była "rzadsza" to zostawiałem ją za sobą - z rozbrajającą szczerością wyznaje Pan Andrzej. Jednocześnie przyznaje, iż gdy samemu przychodziło bronić nie wychodziło mu to najlepiej: Orłem na pewno nie byłem.

Sykty filarem defensywy zatem określać nie można, wydaje się jednak, że nie tylko to było głównym powodem przeciętnych wyników Białej Gwiazdy w latach 60'. Brak konkretnych działań spowodował, że mistrzowska drużyna stała się w owym czasie ligowym przeciętniakiem, ekipą bez wyrazu i należnego jej blasku. Kolejne lata nie przynosiły sukcesów, klubowej gablocie nie przybyło trofeów, nadchodził czas katastrofy... W 1964 roku chłopcy z Reymonta spadli do 2. ligi: Nie wiem jak to się stało, choć kilka powodów pewnie by się znalazło. Wisła generalnie w tamtych czasach nie była mocna finansowo. Najlepsi gracze szli na Śląsk lub do Warszawy. Trzeba przyznać, że nie mieliśmy wtedy wyrównanego składu. Może gdyby przyszło 3-4 graczy już na konkretnym poziomie, to ta gra wyglądałaby inaczej.

Bezpośrednio o degradacji zadecydował ostatni - zremisowany 3:3 - mecz z Górnikiem. Katem okazał się Roman Lentner, który wyrównującego gola zdobył tuż przed końcem spotkania. Spotkania, które, jak się okazuje, mogło wyglądać zupełnie inaczej: W tamtych czasach też się zdarzało, że jakieś mecze się układało. Na pewno jednak nie tak jak dzisiaj, gdzie skala jest nieporównanie większa. Wówczas odbywało się to głównie w sferze zawodników, jeśli ktoś chciał komuś puścić mecz to dogadywali się między sobą. Co do naszego remisu, to nikt dokładnie nie wie jak to się stało. Były fragmentu meczu, gdy wydawało się, że nam sprzyjają - jak te karne których nie było - ale były również momenty, kiedy nie zawsze dany obrońca musiał obronić , a jednak to robił. Także nie wiadomo, kto, co, jak i kiedy.

A PO DERBACH DO "PAFIKA"!

Sporą "zasługę" w spadku do niższej klasy rozgrywkowej miał czechosłowacki trener - Karel Kolsky - który postanowił ucieleśnić znaną maksymę "miłe złego początki". Jak bowiem Sykta przyznaje, zagraniczny szkoleniowiec zaczął całkiem nieźle, by wkrótce na stałe zapisać się na czarnych kartach historii Białej Gwiazdy. Na szczęście szybko się zmobilizowaliśmy, działacze stanęli na wysokości zadania, nikt nie odszedł, doszło parę nowych twarzy m.in. bramkostrzelny Rusinek - wspomina Pan Andrzej, który w tamtym czasie był wiodącą postacią drużyny. Liczne bramki oraz asysty były bezcenne w sezonie, którego cel mógł być tylko jeden - powrót do ekstraklasy. Tak też się stało, a mogło być jeszcze piękniej, bo rozpędzona Wisła rok później zajęła drugie miejsce w tabeli ekstraklasy. O mistrzostwie jednak mowy być nie mogło. Poza zasięgiem całej ligowej śmietanki była wisienka z Zabrza, czyli Górnik - absolutny hegemon polskiej piłki kopanej w latach 60'.

Skoro nie było szans na nawiązanie do chwalebnych czasów trenera Kuchynki, należało szukać dodatkowych pokładów wrażeń i emocji tam gdzie nigdy ich nie brakowało i brakować nie będzie. Derby. Tak jak dziś, również kilkadziesiąt lat temu były tym, co najbardziej elektryzowało futbolową publikę. W Krakowie oprócz słynnej Świętej Wojny pomiędzy Białą Gwiazdą i jej pasiastą "koleżanką", dochodziło również do rywalizacji wymienionych klubów z nieco zapomnianą już dzisiaj Garbarnią: W takich spotkaniach nie było żadnych odpuszczeń, choćby dlatego, że narażano się na późniejsze docinki ze strony zwycięzcy. Nie było też jednak takich złośliwości, jakie dziś mają miejsce na boisku. Kiedyś zagranie określane mianem brutalnego, obecnie jest na porządku dziennym. Jeśli chodzi o jakieś konkretne spotkanie, to pamiętam derby z Garbarnią w II lidze. Graliśmy u nich, przyszło mnóstwo ludzi. Mecz był naprawdę dobry, prowadziliśmy 3:2, ale w końcówce Leśniaka oślepiło słońce i dał sobie wbić trzeciego gola. Po derbach piłkarze często spotykali się ze sobą. Królowały wówczas takie miejsca jak "Pafik" i "Kopciuch". Ja chodziłem na kawę do tego pierwszego. Był też inne lokale, ale tu nie ma sensu o nich mówić - z uśmiechem wspomina Sykta.

REPREZENTANT SŁABEGO KLUBU

Andrzej Sykta był wyróżniająca się postacią Wisły lat 60'. Dynamiczne rajdy, zapadające w pamięć gole i asysty były znakami rozpoznawczymi filigranowego gracza. Na swoje nieszczęście trafił on na chude lata przy Reymonta. Nieszczęścia mają to do siebie, że chodzą parami. Mowa tu o reprezentacji, wszak wydaje się, iż błyskotliwy łącznik mógł liczyć na coś więcej niż tylko dwa występy w narodowej kadrze: Miło wspominam okres występów w reprezentacji młodzieżowej. Zaliczyłem jakieś 15-20 spotkań. Trenował nas Kazimierz Górski. Jeśli chodzi o pierwszą drużynę to zagrałem w meczu z Finlandią i zdaje się, że z Marokiem. W pierwszym strzeliłem nawet bramkę. Kto nas wtedy prowadził? To było takie dziwne połączenie, bo kapitanem związkowym był Czeslaw Krug i on z Jeanem Prouffem zajmowali się nami. Właśnie Francuz dał mi szansę, lubił postawić na młodych.

Był rok 1959 i wydawało się , że gol w debiucie będzie przepustką do wielkiej reprezentacyjnej kariery. Stało się inaczej: Żeby być etatowym reprezentantem trzeba grać w dobrym klubie. Nie mam jednak do losu żadnego żalu. Wtedy człowiek cieszył się, że w ogóle trafił do zespołu ligowego. Swoje robiła również konkurencja, gdyż pozycję skrzydłowego - bo taką Sykcie przewidziano w narodowej kadrze - okupował Zygmunt Gadecki. Był lepszy? Grał w Legii...Klub był podstawą - podsumowuje Sykta.

PROBLEMY Z HISTORIĄ

Powołania na kadrę więcej nie przychodziły. Pan Andrzej mógł się skupić wyłącznie na klubie. W nim to po pewnym czasie postanowiono przypomnieć mu pozycję skrzydłowego, na której występował już do końca swoich wiślackich dni. Był rok 1968: Nie chciałbym tego raczej wspominać. Rozstanie było nieprzyjemne. Tak zadecydowano. Ostatnie dwa sezony walczyliśmy o ekstraklasowy byt i tylko jakimś cudem udało nam się uratować. Potem zaczęto ściągać nowych piłkarzy, przyszedł m.in. Hausner. Jedni przychodzili drudzy musieli więc odejść. Gdyby to ode mnie zależało, to na pewno bym został, ale już wcześniej miałem informacje, że "góra" myśli o rezygnacji z mojej osoby. To się zawsze rozgrywało między panami milicjantami...

"Rozgrywka" doprowadziła do zakończenia blisko 10-letniej przygody z klubem z Reymonta. Pan Andrzej kontynuował karierę w Motorze Lublin, Wisłoce Dębica i przez krótki okres zagranicą, we francuskich AC Cambrai i US Creteil. W tym ostatnim, już jako grający instruktor amatorskich drużyn, definitywnie zakończył swą przygodę z futbolem w roku 1978.

Co do tych wszystkich lat związanych z piłką, to pozostał mi pewien niedosyt. Zwłaszcza sposób, w jaki się ze mną pożegnano do dziś budzi we mnie niesmak. Takie zachowania rzutują potem na to czy pozostaje się kibicem danego zespołu czy też nie. Teraz wcale nie jest lepiej. To traktowanie swoich byłych graczy nadal szwankuje. Nie bierze się dobrych przykładów z klubów zachodnich gdzie piłkarze tworzą pewną historię. To jest pewna ciągłość, której moim zdaniem dzisiaj w Wiśle brakuje.

Czy brakuje, ciężko oceniać coś w tym jednak musi być, skoro kolejny były piłkarz Białej Gwiazdy zwraca uwagę na ten właśnie aspekt.


Pan Andrzej chciałby aby Wisła wróciła do swojej historii i potrafiła docenić tych, którzy ją tworzyli.

Maciek (Forza Wisła, styczeń 2010)

Źródło: wislalive.pl

Gwiazdy Białej Gwiazdy #19: Bohater debiutów i finałów - Andrzej Sykta

Data publikacji: 10-07-2017 13:12


Słynący z szybkości gracz ataku i pomocy, który z Wisłą zdobył Puchar Polski w 1967 roku. Wychowanek Nadwiślana, który po dziesięciu latach w zespole Białej Gwiazdy postanowił przenieść się do Francji. Gracz, który najpierw zadebiutował w seniorskiej reprezentacji kraju, by później po raz pierwszy rozegrać spotkanie w juniorach. W końcu piłkarz, który przez kilka dobrych lat był najmłodszym powojennym strzelcem gola w kadrze. Dziewiętnastą z kolei „Gwiazdą Białej Gwiazdy” jest Andrzej Sykta.


Andrzej Sykta urodził się 9 września 1940 roku w Krakowie. Czas okupacji niemieckiej nie był przyjacielem udanego dzieciństwa, rozrywek było jak na lekarstwo, a również po zakończeniu wojny życie nie należało do łatwych. Jedyną uciechą i formą spędzania wolnego czasu dla małych chłopców było kopanie piłki - i tak też było w przypadku tego zawodnika. Pierwsze profesjonalne kroki nastoletni Andrzej stawiał w najbliższym jego domu Nadwiślanie. Już w wieku 10 lat Sykta rozpoczął treningi pod okiem trenera Bogusława Łodziaka, który od razu dostrzegł w nim spory talent. Podobnie uważał opiekun juniorskiej reprezentacji Krakowa - Karol Bielecki, który powoływał go na mecze odpowiednich roczników. Spotkania młodzieżowe pod banderą miast były najlepszą formą reklamy, jaka mogła się nadarzyć nastolatkom. Okazję tę bez wątpienia wykorzystał Andrzej Sykta, którym… zainteresowała się Cracovia. Po kilku treningach w klubie z drugiej strony Błoń nastąpiła jednak zmiana kierunku. Po długich zakulisowych pertraktacjach 19-letni wówczas napastnik przeszedł do Wisły.

W kadrze seniorskiej przed juniorską!

Początki nie były jednak łatwe. Andrzej Sykta dwukrotnie wchodził z ławki rezerwowych na przełomie kwietnia i maja 1959 roku, a na kolejne występy musiał czekać do początku sierpnia. Jak się jednak okazało, warto było! Przebojowo grający młodzian strzelił trzy gole w następnych trzech potyczkach i na stałe dołączył do wyjściowego składu Białej Gwiazdy. W następnych siedmiu meczach wychowanek Nadwiślana czterokrotnie wpisał się na listę strzelców, a doskonała forma nie uszła uwadze selekcjonera seniorskiej reprezentacji narodowej, który powołał Syktę do kadry na starcie z Finlandią. W nim piłkarz z zaledwie 13 występami w najwyższej klasie rozgrywkowej wyszedł od początku i… zdobył gola, a Polska wygrała 6:2. Co ciekawe, Wiślak nie zagrał wcześniej w żadnej z juniorskich kadr, dopiero później otrzymał powołanie na mecz zespołu do 21 lat, a jego bramka z Finlandią była pierwszą zdobytą przez nastolatka w powojennej historii kadry Polski!

Na kolejny występ w pierwszym zespole narodowym Andrzej Sykta musiał czekać aż 3 lata. W międzyczasie zawodnik Wisły stał się pierwszoplanową postacią ofensywy swojego zespołu. I choć ze zdobywaniem bramek nie było już tak łatwo, to i tak Sykta potrafił zaskarbić sobie sympatię kibiców Białej Gwiazdy - zarówno asystami, jak i przebojowymi akcjami. A gdy Wiślak trafił po raz pierwszy, to potem albo był z tego hat-trick, albo seria kilku spotkań z rzędu z bramką na koncie.

Bohater pucharu!

W 1964 roku Wiśle przydarzył się spadek. Andrzej Sykta, mimo ofert z innych klubów I ligi, postanowił zostać w rodzinnym mieście, a jego udział w awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej był ogromny. Krakowianie rozpędzili się tak, że rok później zdobyli także wicemistrzostwo kraju. Jako beniaminek! Ukoronowaniem dekady w Wiśle Kraków dla przemianowanego w wieku 28 lat na skrzydłowego Sykty było zdobycie Pucharu Polski. I bez niego ta sztuka, mimo finałowego starcia z III-ligowym Rakowem, wcale nie musiała się powieść. To właśnie Andrzej Sykta w 107. minucie spotkania po raz pierwszy pokonał niesamowicie broniącego golkipera częstochowian - Czechowskiego i sprawił, że Wiśle grało się łatwiej. Efektem tego było drugie trafienie autorstwa Huberta Skupnika, które przypieczętowało wielki triumf, mający miejsce dokładnie 50 lat temu!

Dzięki spektakularnemu zwycięstwu w Pucharze Polski, po wcześniejszym odprawieniu wszystkich faworytów, Wisła zapewniła sobie awans do Pucharu Zdobywców Pucharów. I w nim Andrzej Sykta przecierał szlaki przyszłym pokoleniom piłkarzy Białej Gwiazdy, mierząc się z HJK Helsinki i HSV Hamburg. Po tym ostatnim niespełna 30-letni gracz rozegrał jeszcze tylko osiem spotkań i zakończył przygodę z Wisłą na 242 oficjalnych występach. Uniwersalny gracz ofensywy krakowskiego klubu we wszystkich rozgrywkach zdobył 57 goli, raz przekraczając liczbę 10 trafień w sezonie.

Francuskie wojaże

W kolejnych latach Andrzej Sykta występował w Motorze Lublin i Wisłoce Dębica, po czym w wieku 33-lat zasilił francuskie Cambrai. Po roku na północy Francji były Wiślak przeniósł się bliżej Paryża - do Creteil, gdzie zakończył karierę i zajął się pracą trenerską. Po latach pan Andrzej wrócił do rodzinnego miasta, w którym żyje do dziś. Gwieździe Białej Gwiazdy życzymy dużo zdrowia!

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl


Wspomnienia

Wspomnienia Kazimierza Kościelnego:

HW: - A jakim zawodnikiem był Andrzej Sykta?

KK: - Andrzej Sykta przyszedł do nas z Nadwiślanu i ten chłopak zrobił błyskawiczną karierę. Wiosną w 59 roku, kiedy byłem w najwyższej formie, graliśmy "w dziada": jak jest szesnastka, to do linii bocznej, czterech na dwóch. W pewnym momencie patrzę, że on mnie wyprzedza, jak byłem w środku. Myślę sobie, co to za chłopaczek taki sprytny. Okazało się, że z początku zaczął grać na prawym łączniku w rezerwie. Wójcik Rysiek grał na prawym skrzydle i kierownictwo liczyło, że to będzie bardzo dobra para w niedługim czasie. Że to będzie wzmocnienie ataku na pewno. Potem jakoś tak się stało, że Wójcik został przekwalifikowany na obrońcę (z początku chyba na bocznego, a potem na środkowego, razem z Kawulą), a właśnie Sykta wylądował na prawym łączniku, a Machowski był wtedy prawoskrzydłowym. Okazało się, że ten chłopak ma naprawdę przebojowość i spryt, nawet do strzelania bramek. W każdym prawie meczu się wyróżniał i pod koniec – to było chyba w listopadzie – wylądował w Reprezentacji na meczu z Finlandią, na 5:1 strzelił bramkę. Jeszcze potem, z tego co pamiętam, to zagrał jeden mecz, zremisowany chyba z jakąś arabską drużyną.

Był niebezpiecznym zawodnikiem. W 1959 graliśmy w Warszawie z Legią. Wygraliśmy wtedy 3:1, on strzelił dwie bramki, ja jedną. Wtedy go wyróżnili jako najgroźniejszego napastnika w tym meczu. Sykta miał takie przebłyski, czasem może coś zagrał niedokładnie, ale był bardzo niebezpieczny, bo on był zwrotny. Na to nawet zwrócił uwagę ten trener Finek, jak na obozie w Jeleniej Górze robił nam taki slalom między drzewami: mniejsza pętla, większa pętla. I on zwrócił uwagę, że Sykta mija te pnie jak w zjeździe narciarskim… Nie jak ktoś mało zwrotny, po prostej linii. On potrafił takie zakosy piękne robić. I to właśnie mu, przy jego szybkości, zdawało egzamin, bo potrafił minąć przeciwnika w dość szybkim biegu. Z tym że nie mógł sobie poradzić tylko z tym Antczokiem. Bo Antczok był lewym obrońcą, wtedy reprezentantem Polski i to był mądry obrońca. Nie pozwalał Sykcie wykorzystać swoją szybkość, tylko on go szachował. Sykta wypuszczał sobie piłkę na kilka metrów wierząc w swoje przyspieszenie, a ten Antczok go zastawiał, także nie mógł sobie za bardzo poradzić z nim. Ale normalnie biorąc, to tam obrońcom sprawiał sporo kłopotów.



Historia występów w barwach Wisły Kraków

Podział na sezony:

Sezon Rozgrywki M 0-90 grafika:Zk.jpg grafika:Cz.jpg
1959 Ekstraklasa 13 11   2 8    
1960 Ekstraklasa 20 19 1   5    
1961 Ekstraklasa 26 26     11    
1962 Ekstraklasa 12 11   1 1    
1962 Puchar Polski 2 2          
1962/1963 Ekstraklasa 25 25     1    
1962/1963 Puchar Polski 1 1          
1963/1964 Ekstraklasa 22 19 1 2 2    
1963/1964 Puchar Polski 2 1 1        
1964/1965 II Liga 29 28 1   6    
1964/1965 Puchar Polski 4 2   2 1    
1965/1966 Ekstraklasa 23 16 5 2 5    
1965/1966 Puchar Intertoto 6 6     4    
1965/1966 Puchar Polski 1 1     1    
1966/1967 Ekstraklasa 24 21 1 2 4    
1966/1967 Puchar Polski 5 4   1 2    
1967/1968 Ekstraklasa 22 21   1 3    
1967/1968 Puchar Zdobywców 4 4     2    
1967/1968 Puchar Polski 1 1     1    
Razem Ekstraklasa (I) 187 169 8 10 40    
II Liga (II) 29 28 1   6    
Puchar Polski (PP) 16 12 1 3 5    
Puchar Intertoto (IT) 6 6     4    
Puchar Zdobywców (PZ) 4 4     2    
RAZEM 242 219 10 13 57    


Lista wszystkich spotkań:

Ilość Roz. Data Miejsce Przeciwnik Wyn. Zm. B K
1. (1)I1959.04.19DomPogoń Szczecin4-0  
2. (2)I1959.05.10WyjazdPolonia Bytom0-4  
3. (3)I1959.08.01DomPolonia Bydgoszcz4-0  
4. (4)I1959.08.08WyjazdGórnik Radlin3-1  
5. (5)I1959.08.13WyjazdGwardia Warszawa1-1  
6. (6)I1959.09.06DomGórnik Zabrze1-3   
7. (7)I1959.09.09WyjazdPogoń Szczecin3-0  
8. (8)I1959.09.13DomCracovia2-3  
9. (9)I1959.09.20WyjazdLechia Gdańsk0-1   
10. (10)I1959.10.04DomPolonia Bytom0-3   
11. (11)I1959.10.25WyjazdLegia Warszawa3-1  
12. (12)I1959.11.01DomŁKS Łódź4-1  
13. (13)I1959.11.15WyjazdRuch Chorzów1-2   
14. (14)I1960.03.13WyjazdGwardia Warszawa2-0   
15. (15)I1960.03.20DomPogoń Szczecin2-2   
16. (16)I1960.03.27WyjazdPolonia Bytom2-2   
17. (17)I1960.04.03DomPolonia Bydgoszcz2-0   
18. (18)I1960.05.08WyjazdGórnik Zabrze0-4   
19. (19)I1960.05.15DomLechia Gdańsk2-1   
20. (20)I1960.05.22WyjazdLegia Warszawa1-1   
21. (21)I1960.05.29DomZagłębie Sosnowiec0-1   
22. (22)I1960.06.01WyjazdOdra Opole0-4   
23. (23)I1960.06.04WyjazdŁKS Łódź1-2   
24. (24)I1960.06.12DomRuch Chorzów1-2   
25. (25)I1960.06.19DomGwardia Warszawa0-0   
26. (26)I1960.07.24WyjazdPogoń Szczecin5-0  
27. (27)I1960.07.30DomPolonia Bytom0-5   
28. (28)I1960.08.07WyjazdPolonia Bydgoszcz0-0   
29. (29)I1960.09.18WyjazdLechia Gdańsk2-2  
30. (30)I1960.09.25DomLegia Warszawa2-1   
31. (31)I1960.10.09DomGórnik Zabrze1-4  
32. (32)I1960.10.23DomŁKS Łódź2-1   
33. (33)I1960.10.30WyjazdRuch Chorzów1-2  
34. (34)I1961.03.19WyjazdPolonia Bytom0-3   
35. (35)I1961.03.26DomLechia Gdańsk1-1   
36. (36)I1961.04.08WyjazdRuch Chorzów0-4   
37. (37)I1961.04.15WyjazdOdra Opole2-4   
38. (38)I1961.04.23DomŁKS Łódź2-1   
39. (39)I1961.05.10WyjazdZagłębie Sosnowiec0-0   
40. (40)I1961.05.14DomPolonia Bydgoszcz4-0  
41. (41)I1961.05.25WyjazdGórnik Zabrze0-3   
42. (42)I1961.05.28WyjazdLegia Warszawa1-0   
43. (43)I1961.06.11DomCracovia1-0  
44. (44)I1961.07.02DomStal Mielec3-1  
45. (45)I1961.07.05DomZawisza Bydgoszcz5-1   
46. (46)I1961.07.08WyjazdLech Poznań0-0   
47. (47)I1961.08.05DomPolonia Bytom2-5   
48. (48)I1961.08.09WyjazdLechia Gdańsk1-1   
49. (49)I1961.08.13DomRuch Chorzów3-1   
50. (50)I1961.08.20DomOdra Opole1-1  
51. (51)I1961.08.26WyjazdŁKS Łódź3-0  
52. (52)I1961.09.02DomZagłębie Sosnowiec1-1  
53. (53)I1961.09.06WyjazdPolonia Bydgoszcz1-3  
54. (54)I1961.09.10WyjazdZawisza Bydgoszcz4-1  
55. (55)I1961.09.17DomLegia Warszawa0-0   
56. (56)I1961.09.24WyjazdCracovia1-0   
57. (57)I1961.10.08WyjazdStal Mielec2-1   
58. (58)I1961.10.15DomGórnik Zabrze2-1  
59. (59)I1961.11.19DomLech Poznań2-2  
60. (1)PP1962.03.04WyjazdLechia Zielona Góra1-0   
61. (60)I1962.03.11WyjazdLechia Gdańsk1-2   
62. (61)I1962.03.18DomPolonia Bytom1-0   
63. (62)I1962.03.25WyjazdLech Poznań1-0   
64. (2)PP1962.04.07DomRuch Chorzów0-2   
65. (63)I1962.04.22DomStal Mielec1-1   
66. (64)I1962.04.29WyjazdArkonia Szczecin2-0  
67. (65)I1962.05.06DomOdra Opole0-0   
68. (66)I1962.05.13DomLechia Gdańsk1-0   
69. (67)I1962.05.20WyjazdPolonia Bytom0-2   
70. (68)I1962.05.27DomLech Poznań0-0   
71. (69)I1962.06.06WyjazdStal Mielec1-0   
72. (70)I1962.06.21DomLegia Warszawa1-1  
73. (71)I1962.06.27WyjazdLegia Warszawa1-4   
74. (72)I1962.08.12WyjazdRuch Chorzów1-2  
75. (73)I1962.08.15DomStal Rzeszów2-0   
76. (74)I1962.08.19WyjazdOdra Opole1-3   
77. (75)I1962.08.26DomLech Poznań4-0   
78. (76)I1962.09.09WyjazdGwardia Warszawa0-1   
79. (77)I1962.09.16DomGórnik Zabrze0-3   
80. (78)I1962.09.23WyjazdArkonia Szczecin1-2   
81. (79)I1962.10.14WyjazdLechia Gdańsk1-0   
82. (80)I1962.10.17DomPolonia Bytom1-1   
83. (81)I1962.11.04DomŁKS Łódź2-1   
84. (82)I1962.11.11WyjazdLegia Warszawa1-2   
85. (83)I1962.11.18DomPogoń Szczecin1-1   
86. (3)PP1962.12.09WyjazdSzombierki Bytom0-2   
87. (84)I1963.03.17DomRuch Chorzów1-1   
88. (85)I1963.03.24WyjazdStal Rzeszów1-2   
89. (86)I1963.03.31DomOdra Opole1-1   
90. (87)I1963.04.07WyjazdLech Poznań2-0   
91. (88)I1963.04.21DomGwardia Warszawa2-0   
92. (89)I1963.04.28WyjazdPolonia Bytom1-2   
93. (90)I1963.05.05DomArkonia Szczecin1-1   
94. (91)I1963.05.11WyjazdGórnik Zabrze1-2   
95. (92)I1963.05.18DomLechia Gdańsk3-0   
96. (93)I1963.06.06DomZagłębie Sosnowiec1-0   
97. (94)I1963.06.09WyjazdŁKS Łódź0-3   
98. (95)I1963.06.13DomLegia Warszawa2-0   
99. (96)I1963.06.16WyjazdPogoń Szczecin2-1   
100. (97)I1963.08.10DomŁKS Łódź1-1   
101. (98)I1963.08.17WyjazdGwardia Warszawa0-0   
102. (99)I1963.08.21DomZagłębie Sosnowiec1-2   
103. (100)I1963.08.25WyjazdRuch Chorzów0-0   
104. (101)I1963.08.31DomUnia Racibórz3-2   
105. (102)I1963.09.08WyjazdArkonia Szczecin1-0   
106. (103)I1963.09.29DomLegia Warszawa1-2   
107. (104)I1963.10.20DomPolonia Bytom1-3   
108. (105)I1963.10.27WyjazdStal Rzeszów2-2   
109. (106)I1963.11.03DomOdra Opole1-0  
110. (107)I1963.11.06WyjazdGórnik Zabrze0-4  
111. (4)PP1963.11.17WyjazdKabel Kraków2-1  
112. (5)PP1964.03.08WyjazdPolonia Bytom1-2   
113. (108)I1964.03.22DomGwardia Warszawa1-1   
114. (109)I1964.04.05WyjazdZagłębie Sosnowiec0-3   
115. (110)I1964.04.12DomRuch Chorzów0-2   
116. (111)I1964.04.26DomArkonia Szczecin2-0 
117. (112)I1964.05.03WyjazdSzombierki Bytom3-3   
118. (113)I1964.05.17WyjazdLegia Warszawa2-2   
119. (114)I1964.05.23DomPogoń Szczecin0-0   
120. (115)I1964.05.28WyjazdOdra Opole4-2  
121. (116)I1964.05.31DomStal Rzeszów3-0   
122. (117)I1964.06.03WyjazdPolonia Bytom0-3   
123. (118)I1964.06.07DomGórnik Zabrze3-3   
124. (1)II1964.08.15WyjazdGKS Katowice1-0   
125. (2)II1964.08.22DomWarmia Olsztyn3-0   
126. (3)II1964.08.30WyjazdArka Gdynia0-1   
127. (4)II1964.09.02DomPolonia Bydgoszcz4-2   
128. (5)II1964.09.05WyjazdGarbarnia Kraków3-3  
129. (6)II1964.09.15DomGórnik Wałbrzych5-1  
130. (7)II1964.09.27WyjazdVictoria Jaworzno1-2   
131. (8)II1964.09.30DomStal Mielec1-0   
132. (9)II1964.10.04WyjazdLublinianka Lublin6-1   
133. (10)II1964.10.11WyjazdArkonia Szczecin2-0   
134. (6)PP1964.10.14WyjazdKarpaty Krosno2-2   
135. (11)II1964.10.18DomLechia Gdańsk2-0   
136. (7)PP1964.10.21DomKarpaty Krosno2-0  
137. (12)II1964.10.25WyjazdStart Łódź2-1  
138. (13)II1964.11.08DomRaków Częstochowa3-2   
139. (14)II1964.11.15WyjazdZagłębie Wałbrzych1-1   
140. (8)PP1964.11.21WyjazdGórnik Świętochłowice3-2  
141. (15)II1964.11.22DomCracovia4-1   
142. (9)PP1965.03.14WyjazdCzarni Żagań1-1  
143. (16)II1965.03.28WyjazdWarmia Olsztyn1-0  
144. (17)II1965.04.04DomArka Gdynia3-0  
145. (18)II1965.04.11WyjazdPolonia Bydgoszcz1-0   
146. (19)II1965.04.18DomGarbarnia Kraków0-0   
147. (20)II1965.04.25WyjazdGórnik Wałbrzych3-1  
148. (21)II1965.05.02DomVictoria Jaworzno2-1   
149. (22)II1965.05.09WyjazdStal Mielec1-1   
150. (23)II1965.05.23DomLublinianka Lublin1-0   
151. (24)II1965.05.27DomArkonia Szczecin1-1   
152. (25)II1965.06.06WyjazdLechia Gdańsk0-2   
153. (26)II1965.06.12DomStart Łódź5-1   
154. (27)II1965.06.17WyjazdRaków Częstochowa3-1   
155. (28)II1965.06.19DomZagłębie Wałbrzych1-1   
156. (29)II1965.06.27WyjazdCracovia0-1   
157. (119)I1965.08.08DomZawisza Bydgoszcz4-1  
158. (120)I1965.08.14WyjazdLegia Warszawa0-0   
159. (121)I1965.08.29DomRuch Chorzów2-2   
160. (122)I1965.09.05WyjazdŁKS Łódź1-1   
161. (123)I1965.09.11DomOdra Opole1-0   
162. (124)I1965.09.15WyjazdGwardia Warszawa2-1  
163. (125)I1965.09.19DomPolonia Bytom2-0  
164. (126)I1965.10.03WyjazdGKS Katowice0-0  
165. (127)I1965.10.17DomZagłębie Sosnowiec1-1   
166. (128)I1965.11.14DomStal Rzeszów1-0  
167. (10)PP1965.11.18WyjazdSzombierki II Bytom1-4  
168. (129)I1966.03.20WyjazdZawisza Bydgoszcz0-1   
169. (130)I1966.03.27DomLegia Warszawa0-0  
170. (131)I1966.04.03WyjazdSzombierki Bytom0-2  
171. (132)I1966.04.10DomGórnik Zabrze1-1   
172. (133)I1966.04.17DomŁKS Łódź3-1   
173. (134)I1966.04.20WyjazdOdra Opole1-1  
174. (135)I1966.04.24WyjazdRuch Chorzów1-0  
175. (136)I1966.05.11WyjazdPolonia Bytom2-2  
176. (137)I1966.05.21DomGKS Katowice1-1  
177. (138)I1966.05.28WyjazdZagłębie Sosnowiec2-1   
178. (139)I1966.06.01DomGwardia Warszawa1-0   
179. (140)I1966.06.14DomŚląsk Wrocław0-1   
180. (1)IT1966.06.18Wyjazd1.FC Kaiserslautern4-2  
181. (141)I1966.06.22WyjazdStal Rzeszów0-0   
182. (2)IT1966.06.25DomMalmo FF Malmo4-0   
183. (3)IT1966.07.02WyjazdInter Bratysława0-3   
184. (4)IT1966.07.09DomInter Bratysława3-2  
185. (5)IT1966.07.16WyjazdMalmo FF Malmo1-1   
186. (6)IT1966.07.23Dom1.FC Kaiserslautern1-2  
187. (142)I1966.08.06WyjazdGKS Katowice0-0   
188. (143)I1966.08.14DomPolonia Bytom3-1   
189. (144)I1966.08.17WyjazdŚląsk Wrocław0-1   
190. (145)I1966.08.21DomZawisza Bydgoszcz2-2  
191. (146)I1966.08.27WyjazdRuch Chorzów1-4   
192. (147)I1966.09.18WyjazdPogoń Szczecin2-1  
193. (148)I1966.09.21DomŁKS Łódź2-0   
194. (149)I1966.09.24WyjazdGórnik Zabrze1-2   
195. (150)I1966.10.09DomSzombierki Bytom3-1  
196. (151)I1966.10.30WyjazdStal Rzeszów1-1   
197. (11)PP1966.11.06WyjazdStal Mielec2-0  
198. (152)I1966.11.13DomZagłębie Sosnowiec0-4   
199. (153)I1966.11.27DomLegia Warszawa0-1  
200. (12)PP1967.03.05DomLegia Warszawa3-1  
201. (154)I1967.03.12DomGKS Katowice1-0   
202. (155)I1967.03.19WyjazdPolonia Bytom0-1   
203. (13)PP1967.03.26WyjazdRuch Chorzów1-0   
204. (156)I1967.04.02DomŚląsk Wrocław0-0   
205. (157)I1967.04.09WyjazdZawisza Bydgoszcz1-1   
206. (158)I1967.04.23DomRuch Chorzów0-2  
207. (159)I1967.05.07WyjazdŁKS Łódź0-1   
208. (160)I1967.05.14DomGórnik Zabrze0-0   
209. (161)I1967.05.25WyjazdSzombierki Bytom2-4   
210. (162)I1967.05.28DomStal Rzeszów4-0   
211. (163)I1967.06.04WyjazdZagłębie Sosnowiec1-2   
212. (164)I1967.06.10DomCracovia3-0  
213. (165)I1967.06.17WyjazdLegia Warszawa0-5   
214. (14)PP1967.06.28DomGKS Katowice1-0   
215. (15)PP1967.07.09WyjazdRaków Częstochowa2-0  
216. (166)I1967.08.12WyjazdZagłębie Sosnowiec0-0   
217. (167)I1967.08.19DomGwardia Warszawa0-1   
218. (168)I1967.08.27WyjazdPogoń Szczecin0-2   
219. (169)I1967.08.30DomŚląsk Wrocław0-1   
220. (170)I1967.09.02WyjazdGKS Katowice1-0  
221. (171)I1967.09.10WyjazdŁKS Łódź0-1   
222. (1)PZ1967.09.20WyjazdHJK Helsinki4-1  
223. (172)I1967.09.24DomPolonia Bytom3-0  
224. (173)I1967.09.27WyjazdGórnik Zabrze2-4  
225. (2)PZ1967.10.04DomHJK Helsinki4-0  
226. (174)I1967.10.15WyjazdStal Rzeszów0-1   
227. (175)I1967.10.18DomLegia Warszawa0-2   
228. (176)I1967.10.22DomRuch Chorzów2-2   
229. (177)I1967.11.05WyjazdOdra Opole1-1   
230. (178)I1967.11.12DomSzombierki Bytom1-1   
231. (3)PZ1967.11.15DomHSV Hamburg0-1   
232. (16)PP1967.11.19WyjazdBaildon Katowice1-2  
233. (4)PZ1967.11.29WyjazdHSV Hamburg0-4   
234. (179)I1968.03.10DomZagłębie Sosnowiec2-1   
235. (180)I1968.03.17WyjazdGwardia Warszawa0-2   
236. (181)I1968.03.24DomPogoń Szczecin1-0   
237. (182)I1968.03.31WyjazdŚląsk Wrocław0-0   
238. (183)I1968.04.07DomGKS Katowice0-0   
239. (184)I1968.04.20DomŁKS Łódź0-1   
240. (185)I1968.05.19DomGórnik Zabrze0-0  
241. (186)I1968.05.25WyjazdLegia Warszawa0-1   
242. (187)I1968.06.02DomStal Rzeszów1-1   

Mecze w Reprezentacji Polski

Gol w debiucie w reprezentacji
Gol w debiucie w reprezentacji

Andrzej Sykta wystąpił w dwóch spotkaniach Reprezentacji Polski, już w debiucie zdobywając bramkę (co na pewien czas dało mu tytuł najmłodszego powojennego strzelca dla Polski, bo miał wtedy ledwo skończone 19 lat).

Pogrubiono występy Sykty jak Wiślaka.


Komentarze prasowe po występach w reprezentacji:

    • ”W 53 min. Sykta rehabilituje się w pewnym stopniu za słabszą dotychczas grę i zdobywa dla Polski piątą bramkę, pierwszą w swej reprezentacyjnej karierze”. Krug w trakcie meczu na pytanie o zmiany: „Przede wszystkim zmieniłbym Syktę. On nie wytrzymuje meczu nerwowo, a poza tym za bardzo idzie do środka, bo nie jest przyzwyczajony do pozycji skrzydłowego. Ooooo! To mu dobrze zrobi. – Skwitował bramkę zdobytą przez krakowianina”.

Echo Krakowa. 1959, nr 179 (4 VIII) nr 3489

Po meczu Wisły z Polonią Bydgoszcz nazwisko prawego łącznika krakowskiej drużyny — Sykty powędrowało do notesu obecnego na meczu trenera naszej piłkarskiej kadry narodowej — J. Prouffa. Gra młodego piłkarza wywarła na francuskim fachowcu dobre wrażenie.

Po ostatnich osiągnięciach krakowskich piłkarzy wzajemnie gratulowano sobie sukcesu.

— Oby i w następną niedzielę mieliśmy powody do radości — mówili niektórzy, troszcząc się o dalsze losy swych ulubionych drużyn. Uwaga słuszna. Zadanie jednak nie będzie łatwe. Cracovia gościć bowiem będzie bytomską Polonię, Wisła jedzie. do Radlina na mecz ż tamtejszymi Górnikiem a Wawel do Tarnowa, gdzie stoczy „bratobójczą” walkę z Unią

Echo Krakowa. 1968, nr 191 (15 VIII) nr 7150

Co z Syktą?

Od pewnego czasu sprawozdań z Występów piłkarzy Wisły znikło nazwisko Sykty. Wiosną mówiło się, że piłkarz ten nić przykłada się do treningowi został czasowo odsunięty od gry w pierwszej drużynie. Podczas letniej przerwy oświadczono, że zawodnik ten ma zamiar zmienić barwy klubowe.

Rozpoczęły się jesienne rozgrywki i Sykta nadal nie występuje w Wiośle, ani w innym klubie. Zapewne nie trenuje. Widzimy go regularnie na meczach Wisły, ale w charakterze widza.

Wydaje się nam, że piłkarstwo krakowskie nie stać na luksus marnowania graczy. Już ich za wielu Straciliśmy, aby przymykać na to oczy.

Uważamy, iż piłkarz Wisły jest., na tyle pełnowartościowym zawodnikiem, że szkoda aby zrezygnował z dalszej gry. Trzeba coś w tej sprawie przedsięwziąć (F)

Galeria

Prasa

  • 1986: „Dziennik Polski” nr 159. A. Sykta trenerem Wawelu.