Justyna Żurowska-Cegielska

Z Historia Wisły

(Przekierowano z Justyna Żurowska)
Justyna Żurowska-Cegielska
Informacje o zawodniczce
narodowość Polska
nazwisko panieńskie Żurowska
urodzona 8 marca 1985r., w Gryfinie
wzrost 188 cm
pozycja silna skrzydłowa
osiągnięcia seniorskie
  • Mistrzostwo Polski: 2014, 2015, 2016
    Puchar Polski:2014, 2015, 2018
  • Wicemistrzostwo Polski: 2009, 2010
  • Brąz Mistrzostw Polski: 2008, 2011
Kariera klubowa
Sezon Drużyna
2002–2011 AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski
2011–2012 Lotos Gdynia
2012 Landes Basket
2012-2016 Wisła Can-Pack Kraków
2017/2018 Artego Bydgoszcz
Autograf
Autograf
31 maja 2014 r. Justyna wyszła za mąż za Krzysztofa Cegielskiego.
31 maja 2014 r. Justyna wyszła za mąż za Krzysztofa Cegielskiego.
Justyna Żurowska-Cegielska podczas oficjalnej prezentacji pierwszej drużyny Wisły Can-Pack Kraków 30.09.2014 r. Foto: Krzysztof Porębski Źródło: wislaportal.pl
Justyna Żurowska-Cegielska podczas oficjalnej prezentacji pierwszej drużyny Wisły Can-Pack Kraków 30.09.2014 r.
Foto: Krzysztof Porębski
Źródło: wislaportal.pl

Justyna Żurowska-Cegielska – urodzona 8 marca 1985 w Gryfinie, koszykarka Wisły, reprezentantka Polski. Mierząca 188 cm wzrostu zawodniczka występuje na pozycji silnej skrzydłowej.

  • Justyna Żurowska podpisała kontrakt z Wisłą 10 maja 2012 roku.
  • 31 maja 2014 r. wyszła za mąż za Krzysztofa Cegielskiego, polskiego żużlowca, wielokrotnego reprezentanta Polski. Uroczystość odbyła się w Królewskiej Katedrze na Wawelu.


Spis treści

Wybrane artykuły i wywiady

Wisła Can-Pack: Dołącza Żurowska, Krężel na dłużej

10.05.2012

Justyna Żurowska, była zawodniczka AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski oraz Lotosu Gdynia, podpisała kontrakt z Wisłą Can-Pack Kraków. Urodzona 8 marca 1985 roku silna skrzydłowa występowała ostatnio we francuskim zespole Basket Landes.

W dwóch meczów rozgrywek EuroCup Żurowska wystąpiła 19 i 33 minuty, rzuciła 2 i 13 punktów, do których dodała 5 i 4 zbiórki. Jej drużyna odpadła z rozgrywek po dwóch przegranych meczach z ekipą Arras. W lidze francuskiej wystąpiła w 16 meczach, zdobywając średnio 9,4 pkt i 7,1 zbiórki zaś Basket Landes zajęło siódme miejsce.

W 2011 roku Żurowska zagrała w Meczu Gwiazd Euroligi, choć nominacja ta związana była z rozegraniem tego spotkania w Gdyni, w której akurat zawodniczka występowała na co dzień.

Wisła Can-Pack poinformowała też o przedłużeniu umowy z Katarzyną Krężel. Do grona zawodniczek, które opuszczają Wisłę dołączyła natomiast Magdalena Leciejewska, która przeniosła się do CCC Polkowice.

Źródło: wislakrakow.com

Justyna Żurowska: Cele jasno określone przez klub

Dodano: 2012-08-22
Marco / WislaLive.pl

Justyna Żurowska - polska koszykarka grająca na pozycji silnej skrzydłowej. Reprezentantka kraju. Była zawodniczka AZSu PWSZ Gorzów Wielkopolski, w której pełniła funkcję kapitana drużyny. Uczestniczka meczu gwiazd Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet w sezonie 2004/2005. W sezonie 2011/2012 była koszykarką Lotosu Gdynia. W styczniu 2012 roku została zawodniczką najpierw Landes Basket, a w maju tego samego roku Wisły Can-Pack Kraków.

Dlaczego wybrała Pani Wisłę?

Ostatnie trzy sezony grałam w Eurolidze, wcześniejsze 2 - w EuroCupie. Celem na ten sezon było znalezienie się ponownie w gronie najlepszych, a takim właśnie klubem jest Wisła Kraków.

Gdzie lepiej się Pani grało - w Polsce czy poza jej granicami?

Polska - to wspaniałe lata mojego rozwoju oraz klubu, z którym rosłam. Od awansu do ekstraklasy po mistrzowskie medale. Droga wyboista, uwieńczona sukcesami, kształtująca mnie jako sportowca. Gra poza granicami to dołożenie kolejnej cegiełki do bagażu moich doświadczeń. Przyznam, że francuska liga różni się od polskiej - nie tylko na parkiecie, ale i poza nim. Najbardziej zachwycona jestem stosunkiem do rodowitych zawodniczek - one są najważniejsze. Reprezentacja to świętość i działania wszystkich są podporządkowane dobru kadry narodowej.

Czy trenuje juz Pani z drużyną?

23 sierpnia odbędziemy pierwszy trening z hiszpańskimi trenerami, a aktualnie wdrażam się w asyście Trenera Golańskiego w polską część drużyny.

Jak wspomina Pani atmosferę panująca na hali przy Reymonta 22?

Głośny, czerwono-biało-niebieski doping, a przed samym rozpoczęciem hymn Wisły - brzmiący zawsze dostojnie - straszył przeciwnika. Teraz będzie motywował.

Jaką część Krakowa najbardziej Pani lubi?

Turystyczną, którą każdy będąc w Krakowie odwiedza. Aktualnie jednak poszerzam horyzonty i staram się poznawać boczne drogi oraz okolice Krakowa - wtedy może zakocham się w innych zakątkach.

Jakie są Pani i drużyny cele przed nadchodzącym sezonem?

Cele są jasno określone przez klub - powtórzenie zeszłorocznych sukcesów, i postawienie choćby jeszcze jednego kroku w Eurolidze.

Czy czuje Pani podekscytowanie związane z grą przy boku takich zawodniczek jak Tina Charles czy Katie Douglas?

Niejednokrotnie spotykałam się z tymi zawodniczkami na parkiecie. Znamy się z gry przeciwko sobie i nie mam w sobie uczucia ekscytacji. Ich obecność odbieram jako szansę na stworzenie bardzo dobrego kolektywu, który zrealizuje stawiane przed nim cele.

Czy gra w Wiśle jest dla Pani wyróżnieniem?

Od lat gram w europejskich rozgrywkach, od lat również walczę o medale. Uważam więc, że Wisła to idealny klub na moje sportowe możliwości.

Wisła to klub z tradycjami, jak oceni Pani jej postęp w strefie sportowej przez ostatnie lata?

Wisła to marka rozpoznawana w wielu zakątkach świata. Koszykówka w tym klubie ma bardzo długą historię - jest to jedyny klub z takimi tradycjami, który cały czas się rozwija i nie zamierza zaprzestać. Niech więc karty tej pięknej historii zapisują się nadal. Polskie parkiety niejednokrotnie zostały już zdominowane, a ostatnie lata pokazują, jak wielką siłą jest zespół Wisły na boiskach europejskich.

I ostatnie pytanie - co chciałaby Pani przekazać krakowskim fanom damskiego basketu?

Chciałabym wszystkich serdecznie przywitać i życzyć sezonu pełnego wrażeń i pozytywnych emocji.

Staszek Jagocki

Źródło: wislalive.pl

Justyna Żurowska: Zawsze chciałam mieszkać w Krakowie!

Kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia Justyna Żurowska udzieliła specjalnie dla naszego serwisu, bardzo interesującego wywiadu, w którym przybliża siebie – zarówno, jako koszykarkę, jak i osobę prywatną. Co ma do powiedzenia na różne tematy 27-letnia skrzydłowa Wisły Can-Pack Kraków, pochodząca z podszczecińskiego Gryfina, przez wiele lat występująca w AZS PWZS Gorzów Wielkopolski? Przeczytajcie!

Czym zajmowałabyś się, gdybyś nie była koszykarką?

Zawsze interesowałam się nauką i lubiłam pisać różne prace. Dlatego myślę, że poszłabym w stronę typowo naukową. Miałam zresztą okazję przez 2 lata pracować na uczelni i przypuszczam, że kontynuowałabym tą drogę. Tytuł magistra uzyskałam na Uniwersytecie Szczecińskim, a następnie przez 2 lata byłam wykładowcą na PWSZ w Gorzowie Wielkopolskim.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z koszykówką? Czy trenowałaś wcześniej inne dyscypliny sportu?

Przede wszystkim od 7. roku życia grałam w tenisa. Jednak wiadomo, że jest to sport, w który trzeba mocno zainwestować, jeździć po różnych turniejach, zbierać punkty rankingowe. Mając 14-15 lat, czułam, że już nie do końca było mi z tenisem po drodze i nie jest to sport, którym chciałabym wyczynowo zajmować się w przyszłości. Można powiedzieć, że byłam dzieckiem sportu - piłka nożna, siatkówka, koszykówka czy piłka ręczna to były dyscypliny, w których dawałam sobie radę. Koszykówkę zaczęłam trenować dopiero po rozpoczęciu nauki w liceum, czyli jak miałam 15 lat. Grałam wtedy w jakimś szkolnym meczu, na którym wypatrzył mnie jeden z trenerów i przekonał do rozpoczęcia treningów.

Kto miał największy wpływ na Twoją karierę? Komu najwięcej zawdzięczasz?

Bardzo ważną osobą był starszy o 10 lat brat, który był dla mnie zawsze wzorem. Chciałam pójść w jego ślady. Dlatego mogę powiedzieć, że jestem niespełnioną piłkarką. Brat był piłkarzem. Występował w III-ligowej drużynie z Gryfina. Na tym poziomie zatrzymała się jego kariera, poszedł na studia.

Największe koszykarskie marzenie – już się spełniło czy jeszcze jest przed Tobą?

Zdecydowanie przed mną. Brakuje mi tytułu mistrza Polski. Mam już dwa srebrne i dwa brązowe medale w polskiej ekstraklasie, więc teraz pora na złoto! Wierzę, że stanie się to w obecnym sezonie w barwach Wisły. Poza tym marzę o grze w lidze WNBA i wygraniu Euroligi. Dużym osiągnięciem i przeżyciem był dla mnie występ w Meczu Gwiazd Euroligi.

Koszykarski wzór do naśladowania...

Bardzo lubię oglądać grę Koby Bryanta. Jest graczem kompletnym, znakomicie wyszkolonym. Potrafi zagrać na każdej pozycji, a taka wszechstronność jest według mnie bardzo ważna.

Twój największy koszykarski atut (umiejętność)...

Myślę, że rzut z półdystansu i mobilność w przemieszczaniu się po parkiecie, spod jednego kosza pod drugi, dzięki czemu mam szansę na zdobywanie łatwych punktów, po kontrach.

Element gry, który musisz poprawić...

Każdy. Nigdy nie ma tak, żeby stwierdzić, że umie się dany element w 100 procentach i nie wymaga już on poprawy. Sportowiec powinien zawsze się rozwijać.

Najlepszy mecz w karierze...

Nie było takiego konkretnego, było ich kilka. Bardzo dobre występy zanotowałam na uniwersjadzie w Belgradzie w 2009 roku. Na tym turnieju zajęłam drugie miejsce w klasyfikacji strzelców i bodajże pierwsze w zbiórkach, tak więc ten turniej wyszedł mi doskonale. Mój rekord punktowy w karierze to 36 pkt.

Najgorszy mecz w karierze...

Najgorsze są mecze, w których nie gram, bo nie mogę wtedy pomóc swojej drużynie.

Najbardziej wymagająca rywalka na koszykarskim parkiecie...

Candice Dupree.

Najlepszy sposób na przedmeczową koncentrację...

Długi sen.

W jaki sposób cieszysz się z wygranych meczów?

Naturalnie. Skaczę wtedy z radości, krzyczę.

Czy długo rozpamiętujesz, analizujesz porażki bądź nieudane mecze?

Tak. Zawsze zastanawiam się wtedy nad przyczynami.

Z kim z ekipy Wisły najlepiej się rozumiesz, utrzymujesz kontakt poza meczami i treningami?

Najbliższe są mi Kasia Krężel i Asia Czarnecka – z pierwszą z nich grałam już wcześniej w reprezentacji Polski i na Uniwersjadzie, a z Asią także w AZS Gorzów Wlkp. Zatem znałyśmy się już wcześniej.

Czy dobrze czujesz się w Krakowie?

Bardzo dobrze!

Co najbardziej podoba Ci się w tym mieście, a co przeszkadza?

W Krakowie podoba mi się absolutnie wszystko! Znajduję tu bardzo wiele rozrywek i radości. Szczególnym miejscem jest Rynek, gdy tam jestem, zapominam o swoich obowiązkach, o tym, że jest sezon, czuję się wspaniale, jakby były wakacje.

„Na pole” czy „na dwór”...?

Tylko na dwór! (śmiech) Zawsze śmieję się ze zwrotu „na pole”. W północnej Polsce jest to niewyobrażalne.

Miejsce, w którym chciałabyś zamieszkać na stałe...

Jako dziecko powiedziałam, że to będzie Kraków! Nie pamiętam, ile miałam wtedy lat, ale tak właśnie było.

Plany po zakończeniu kariery, życiowe marzenia...

Przede wszystkim wspaniała rodzina, a jak już to się osiągnie, to wszystko dookoła również będzie się układać.

Jakie wartości życiowe cenisz najbardziej?

Zdecydowanie rodzina jest dla mnie na pierwszym miejscu.

Największy autorytet...

Papież Jan Paweł II.

Co cenisz u innych, a czego nie lubisz?

Cenię u innych to, że idą do przodu, dążą do rozwoju, chcą być lepszymi, postawić kolejny krok w swoim życiu. Co się z tym wiążę – nie lubię stagnacji.

Twoje zalety i wady...

Nie mnie o tym mówić... (śmiech) Jeśli chodzi o zalety, to pracowitość i systematyczność. A wady? Hmm, lubię jeść. Jak skończę karierę, to mogę mieć z tym duży problem. (śmiech)

Czy łatwo przyjmujesz krytykę?

Nie. Zawsze bardzo przeżywam negatywne oceny.

Twoje hobby...

Oj, dużo. Od dziecka jestem nakręcona na żeglarstwo, poza tym myślistwo - często wybierałam się na polowania z moim tatą. Piłka nożna też mnie bardzo interesuje, no i szeroko rozumiany sport.

Ulubiona muzyka, wykonawcy...

Nie mam ulubionego wykonawcy. W ogóle nie jestem muzykalna, zawsze uważam, że słoń na ucho mi nadepnął. (śmiech)

Ulubione filmy, aktorzy...

Komedie, zwłaszcza romantyczne. Mój ulubiony film to „Desperados”.

Ulubiona książka...

Jest ich wiele. Chętnie skaczę na przykład od kryminałów po dramaty rodzinne. To, po co sięgam, zależy od mojego nastroju.

Ulubione programy w TV...

Od wielu lat oglądam „M jak miłość” (śmiech). Poza tym przede wszystkim programy sportowe.

Ulubione potrawy...

Wszystkie mojej mamy, a najbardziej schabowy z dzika.

Czy lubisz gotować?

Z gotowaniem było u mnie kiepsko, ale ostatnio robię duże postępy. Gotuję wszystko to, na co przyjdzie mi ochota – otwieram wtedy książkę kucharską i zabieram się do pracy. Ostatnio w gotowaniu pomaga mi thermomix, który kupiłam za namową koleżanek z drużyny – ta zabawka bardzo mi się podoba.

Najbardziej egzotyczne miejsce na świecie, w którym byłaś...

Tajlandia. Uśmiech tych ludzi pamiętam do dzisiaj, towarzyszył nam na każdym kroku. W ogóle tamta uniwersjada była świetnie zorganizowana.

Miejsce lub kraj, który chciałabyś odwiedzić...

Australia.

Jakie masz plany na Święta i Sylwestra?

Boże Narodzenie spędzę w domu, z najbliższą rodziną. Natomiast na Sylwestra wyjeżdżam do Żywca, czyli niedaleko Krakowa, tak więc będę tam aklimatyzować się do wznowienia treningów, co nastąpi 2 stycznia.

W imieniu naszego serwisu i wszystkich kibiców, składam Ci serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wspaniałej zabawy Sylwestrowej.

Ja natomiast życzę wszystkim kibicom i sympatykom koszykówki pięknych rodzinnych chwil, podczas których wszyscy zatrzymamy się z tego codziennego biegu i będziemy sycić się otaczającą nas magiczną aurą, korzystając z rozkoszy znajdujących się na stole - nie będziemy martwić się o dodatkowe dekagramy. Wszystkiego NAJ NAJ NAJ!!!

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję również.

Rozmawiał: Paweł

Źródło: wislalive.pl

Wywiad z Justyną Żurowską-Cegielską

20 października 2015

W Wiśle jest Pani od trzech lat. Co uważa Pani za swój największy sukces podczas tego okresu?

Na pewno jest to 3-krotna obecność w finałach Mistrzostw Polski – z czego dwukrotnie wyszliśmy zwycięsko i upragniony złoty medal zawisł na mojej szyi. Dodatkowo dwukrotne wyróżnienie MVP finałów to zwieńczenie poświęconej wieloletniej pracy. Są to jednak aspekty czysto sportowe ale chciałabym wspomnieć o atmosferze jaka mnie tu przywitała i jaka mnie otacza. Ludzie pracujący dla Wisły są bardzo oddani, począwszy od Pań Sprzątających, które dbają o naszą szatnie i całą halę, przez Pana Józia, który zawsze wita mnie uśmiechem (i któremu życzę dużo zdrowia bo bardzo za nim tęsknimy- razem z Cristiną), osoby bezpośrednio związane z klubem po Prezesa Honorowego Mięttę- Mikołajewicza oraz aktualnego Pana Piotra Dunina- Suligostowskiego. Te osoby i wiele innych, których nie sposób wymienić sprawia, że każdego dnia z przyjemnością wchodzę na halę, wskakuje w buty i walczę by być jeszcze lepsza.

Po raz drugi w swojej karierze ma Pani okazję współpracować z trenerem Hernandezem. Jak oceni Pani jego warsztat szkoleniowy? Na co kładzie on największy nacisk jeżeli chodzi o pracę z drużyną?

Trener Hernandez to człowiek i trener, który wnosi w zespół wiele wiary i optymizmu. Jego wiedza koszykarska jest nieoceniona i stara się z każdego gracza wyciągnąć wszystko co ma najlepsze. Uczy nas jak się bawić koszykówką, jak uśmiechać się gdy robi się coś z wielkim oddaniem i jak pozostać pozytywnym, gdy nie wszystko układa się po naszej myśli. Hiszpańska koszykówka to przede wszystkim ruch i w ataku i w obronie- nie lubi gdy zatrzymujemy się w akcji – patrząc co nastąpi. Zachęca nas by działać, reagować- nawet przez ułamek sekundy nie wątpić.

Jak na Waszą formę wpłynęła środowa porażka w meczu Euroligowym? Jakie wnioski nasunęły się po tym spotkaniu?

Wniosków na przyszłość jest bardzo dużo, gdyż właściwie nie rzucając w ostatniej akcji tylko przetrzymując piłkę byłybyśmy zwycięskie. Wszystko co się dalej wydarzyło pokazało piękno koszykówki – jest ona nieprzewidywalna, zmienna, wyjątkowa. Przed nami kolejne spotkania więc pamiętając co dobrego wydarzyło się w ostatnim meczu – pracujemy dalej i z największym zaangażowaniem przystąpimy do kolejnych spotkań.

Jakie cele stawiacie sobie na ten sezon w Europie?

Euroliga należy do najlepszych – tam nigdy nie można być pewnym rezultatu- spójrzmy na Jekaterinburgb- największe pieniądze, własne samoloty, absolutny przepych w każdej kwestii, lecz nie wygrały one zeszłorocznej edycji, tylko Praga, która wzmocniona po sezonie – przegrała w środę swoje pierwsze spotkanie. Tak naprawdę ten sezon będzie dla nas wyjątkowy, bo cele i marzenia są wielkie ale my będziemy cieszyły się z każdej dobrej gry, a jeszcze bardziej gdy przerodzi się ona w zwycięstwo.

Jak oceni Pani atmosferę panującą na hali przy ulicy Reymonta?

Atmosfera przy R22 jest mocno uzależniona od rangi spotkania. Polska liga przyciąga bardzo małą rzeszę kibiców, natomiast podczas Euroligi doping jest fantastyczny – chwilami zastanawiam się czy aby na pewno gramy u siebie, gdyż tak rzadko mamy tak głośny doping. Strasznie dziękuję kibicom, którzy są zawsze z nami – to jest naprawdę ważne i proszę mi wierzyć, że unosi sportowca i dodaje energii. Zawsze gdy po meczu dziękujemy i przybijamy „piątki” jest mi gorąco w sercu widząc powtarzające się twarze- ta wytrwałość jest wspaniała i pokazuje wierność kibiców przy naszym zespole. Życzę sobie byśmy meczy ważnych i głośnych grali w tym sezonie jak najwięcej.

Czy słyszała Pani o Licealnym Wyzwaniu na meczach Euroligi w Krakowie?

Tak – uważam to za bardzo ciekawą akcję i mam nadzieję, że kolejne szkoły będą prześcigały się w pomysłowości i zaskoczą nas czymś naprawdę oryginalnym.

Ostatnie słowo należy do Pani.

Ostatnie słowo kojarzy się z końcem, a ja nie chcę kończyć – wszystko co robię dla Wisły robię z wielkim oddaniem i gdybym mogła to chciałabym jeszcze wypowiedzieć tysiące słów- nie chcąc jednak zanudzać czytelników – dziękuję, że poświęcili chwilę na przeczytanie moich słów i mam nadzieję- do zobaczenia wkrótce.


Źródło: wislacanpack.pl

Blog prowadzony na WislaLive.pl

Wypoczęłam i jestem gotowa na kolejne wyzwania!

Dodano: 2013-08-08

Miło nam poinformować, że do listy sportowców, których blogi są prowadzone w naszym serwisie dołącza koszykarka Wisły Can-Pack Kraków - Justyna Żurowska! Rozpoczynająca wkrótce drugi sezon pod Wawelem skrzydłowa, która powinna należeć do wiodących postaci ekipy prowadzonej przez Stefana Svitka, będzie dzielić się refleksjami na temat aktualnych wydarzeń związanych ze swoim zespołem, lecz także wyrażać opinie dotyczące innych wydarzeń. Na dobry początek - wywiad przeprowadzony zaledwie tydzień przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego.

W przyszłym tygodniu razem z pozostałymi koszykarkami Wisły Can-Pack wracasz do treningów. Jak spędziłaś czas od zakończenia sezonu 2012/13? Czy optymalnie wykorzystałaś ten kilkumiesięczny okres na regenerację sił po intensywnych rozgrywkach i przygotowanie się do nowych?

Z dniem ostatniego meczu poprzedniego sezonu podjęłam wszelkie działania, żeby wyleczyć doznane kontuzje stawów skokowych. Lekarze, rehabilitacje, sanatorium, wypoczynek... I jestem gotowa do kolejnych wyzwań. Wypoczywałam w kilku miejscach - w domu rodzinnym w Szczecinie, na pięknym statku MSC Fantasia, gdzie codziennie byliśmy w innym porcie: Wenecja, Bari, Olimp, Ateny, Korfu, Santorini i Dubrownik. Następnie wolny czas spędzałam na znacznie mniejszym jachcie na mazurskich jeziorach, gdzie podnosiłam swoje umiejętności żeglarskie. Nie zabrakło mnie również w górach i na imprezach żużlowych. Zatem dany mi okres wypoczynku wykorzystałam w 200%.

Rozumiem, że cieszysz się już z powrotu do treningów i rozpoczęcia walki o kolejne cele w swojej karierze, które zapewne są podobne jak te, o które walczyłyście w poprzednim sezonie, czyli mistrzostwo Polski i Final Eight Euroligi...

Treningi z zespołem rozpoczynamy 14 sierpnia, ale to nie znaczy, że czekamy do tego dnia, aby zacząć przygotowania do nowego sezonu. Każda z nas dostała rozpiskę od trenera Stefana Svitka i zgodnie z nią powinna zacząć treningi od 22 lipca, co osobiście zrobiłam. Mimo żaru lejącego się z nieba przywdziewam sportowe ciuchy i buty, a następnie szaleję po mojej okolicy. Mam również zaufaną osobę z Gorzowa, która rokrocznie dba o moje przygotowanie - również i teraz mam fajną rozpiskę, w której ciągnę za sobą oponę i rzucam cegłówkami. Wszystko to po to, żeby jak najdłużej cieszyć się z wolności od hali, gdyż jak na nią wejdę, to wyjdę dopiero w okolicach maja. Cele kolejnego sezonu są jasne i bardzo zgodne z moimi wewnętrznymi - Mistrzostwo Polski i Final Eight Euroligi.

Co jest dla Ciebie ważniejsze podczas okresu przygotowawczego - wypracowanie tzw. chemii w drużynie, zgranie się, czy też może zbudowanie własnej formy, która będzie skutkować w całym sezonie?

W dzisiejszych czasach koszykówka na najwyższym poziomie nie daje możliwości pracy z całym zespołem od początku przygotowań. Trzy nasze podstawowe zawodniczki dojadą właściwie w bliżej nieokreślonych terminach, gdyż - jak wiemy - wszystko zależy od poczynań ich zespołów w WNBA. W związku z powyższym, trudno mówić o budowaniu zespołowości w pełnym wymiarze, natomiast na pewno okres przygotowawczy to czas dużej rywalizacji, dzięki czemu każda z obecnych zawodniczek może zbudować bardzo dobrą formę. Nie ma w sporcie nic lepszego niż rywalizacja, oczywiście tylko zdrowa, niezabijająca psychicznie, a wręcz podbudowująca sferę mentalną. Na taką w naszym Wiślackim zespole można liczyć. Zawsze, gdy komuś jest wyjątkowo ciężko, pozostałe zawodniczki dopingują okrzykami i oklaskami, a wówczas, mimo iż ciało mówi "nie", głowa pcha do działania, uskrzydla i nie pozwala się zatrzymać.

Jak oceniasz zmiany personalne w zespole Wisły Can-Pack?

Zeszłoroczny skład wyglądał bajecznie na papierze przed sezonem, niestety kontuzje i siły wyższe sprawiły, że nie przełożyo się to na parkiet, a - co za tym poszło - wyniki. Myślę, że skład zbudowany na ten sezon jest równie przemyślany i silny, jak zawsze to ma miejsce w Wiśle. Nie chcę jednak porównywać jakichkolwiek osób, dopóki nie pojawią się one zdrowe w naszych szeregach.

W przyszłym sezonie w Wiśle występować będzie Agnieszka Szott-Hejmej, którą znasz doskonale z racji kilkuletnich wspólnych występów w Gorzowie. Jak wspominasz waszą współpracę? Czy w tym początkowym okresie kariery Agnieszka, z racji wcześniejszych osiągnięć, była dla Ciebie kimś, od kogo się uczyłaś, nabierałaś doświadczenia?

Gdy nasze drogi skrzyżowały się, byłam bardzo ważną postacią w gorzowskim zespole. Każda osoba, która pojawiała się w klubie miała za zadanie pomóc osiągnąć kolejne cele. Mamy z Agą podobne charaktery - uwielbiamy wygrywać i za swój zespół jesteśmy w stanie oddać całe siebie. Dlatego też grało nam się razem bardzo dobrze i nigdy nikt nie odmówił nam waleczności. Jeżeli ominą Agę kontuzję, to na pewno będzie ona główną siłą naszego zespołu. Szczególnie widzę jej granie w Eurolidze - będzie tam nową postacią i zanim zostanie "odczytana", może naprawdę dużo zdziałać dla naszego zespołu.

Zapewne z zapartym tchem śledziłaś kilka tygodni temu rozwój wydarzeń na Wimbledonie, gdzie świetnie spisywali się nasi rodacy. Uważasz, że Jerzy Janowicz jest w stanie już niedługo wskoczyć do pierwszej "dziesiątki" rankingu ATP?

Oglądanie Polaków na takiej imprezie to wielki zaszczyt dla każdego z nas. Krytykowano Agnieszkę Radwańską, że nie potrafiła z godnością przegrać, ale na mnie osobiście jej zachowanie nie zrobiło negatywnego wrażenia. Natomiast zdecydowanie osoba Janowicza pozostawiła w moim odczuciu większy niesmak. Jego postawa, sposób grania - a raczej bezmyślnego strzelania z piłek - w meczu półfinałowym z Andy Murray'em sprawiły, że oglądanie tego pojedynku wprawiło mnie w nerwowość. Myślę, że oprócz umiejętności brakuje mu pewnego rodzaju okrzesania i klasy, by "dobić" do pierwszej "dziesiątki". Jeśli zdobędzie te cechy, to na pewno warunki fizyczne nie będą mu przeszkadzać w byciu jednym z najlepszych.

Czy kibice Wisły mogą spotkać Cię na meczach piłkarzy na stadionie przy ul. Reymonta? Co sądzisz o początku sezonu w wykonaniu Białej Gwiazdy?

Jestem wychowana na piłce nożnej, dzięki mojemu tacie, bratu i dziadkowi, którzy oglądali wszystko „co zielone“ i niejednokrotnie uczestniczyli w meczach szczecińskiej Pogoni. Byłam więc otoczona piłką nożną i do dziś jestem. Zmienia się jednak drużyna, której kibicuje - trochę z przekory, a trochę z faktu, że wiążę swoją przyszłość z Krakowem i z dnia na dzień coraz bardziej wrastam w tutejsze ziemie. Pamiętam sytuację sprzed kilku miesięcy, kiedy całą rodziną oglądaliśmy mecz Wisła - Pogoń i ja kibicowałam Wiśle, jako jedyna z całego grona. Na szczęście wiślacy nie zawiedli i dali mi powód do triumfu. Zwycięstwo, i dwa remisy to według mnie bardzo dobry rezultat jak na początek sezonu. Najważniejsze, że szczęście jest po naszej stronie - niech tak zostanie do końca sezonu! Najbliższy mecz będę śledziła z wiślackich trybun i mam nadzieję na „soczyste“ gole z naszej strony, bo takie lubię najbardziej.


W zespole panuje atmosfera pracy

Dodano: 2013-09-15

W kolejnym odcinku bloga Justyna Żurowska opowiada o okresie przygotowawczym swojego zespołu, a także odczuciach dotyczących nieudanego startu reprezentacji Polski koszykarzy podczas mistrzostw Europy.

Jakie nastroje panują w zespole podczas okresu przygotowawczego?

Okres przygotowawczy to czas ciężkiej pracy. Skoncentrowane na informacjach wypływających od trenera Stefana Svitka idziemy od szczegółu do ogółu. Trener potrafi zwrócić uwagę na najmniejsze detale, jak ustawienie stóp czy rąk, a nawet patrzenie w odpowiednie miejsce. Podczas każdego treningu rozwijamy się indywidualnie i zespołowo.

Jesteście obecnie w trakcie przedsezonowych sparingów. Czy sportowa ambicja nakazuje Ci przywiązywać dużą wagę do ich wyników, czy też mimo wszystko traktujesz je jako poligon doświadczalny przed rozgrywkami?

Zdecydowane słowa trenera przed pierwszym sparingiem: "gramy, by wygrywać", nastawiły nas bojowo i zdecydowanie oddaliły myśli o jakimkolwiek poligonie doświadczalnym. Mimo, iż jeszcze koszykarsko nie jesteśmy w optymalnej dyspozycji, to wszystko staramy się wykonywać tak, by przynosiło zamierzony cel, a na końcu zwycięstwo.

Nie obawiasz się, że brak jeszcze przez kilka tygodni trzech zawodniczek grających obecnie w WNBA może odbić się negatywnie na jakości gry i zgraniu drużyny, także po ich przyjeździe?

Wszystko zależy od zawodniczek, które aktualnie trenują w zespole. Jeśli my dobrze zrozumiemy i przełożymy na boisko myśli i założenia trenera, to dojeżdżające później koszykarki będą miały dużo łatwiej z wkomponowaniem się w zespół. Są to osoby dobrze znające koszykówkę, także pozostanie nam tylko wytłumaczenie zasad obowiązujących pod wodzą trenera Svitka.

Co powiesz na temat nowego systemu rozgrywek BLK? Czy według Ciebie ma on więcej zalet niż poprzedni?

Po sezonie mężczyzn (w Tauron Basket Lidze w poprzednim sezonie również obowiązywał drugi etap fazy zasadniczej - przyp. autor) można przypuszczać, że szykuje się ciekawa liga. Nie do końca system może podnieść atrakcyjność, ale może to uczynić przede wszystkim wyrównana stawka zespołów - jeżeli ten warunek będzie spełniony, to na pewno dodatkowa ilość spotkań w wyższej połowie tabeli będzie przyjemnością dla kibiców.

Zapewne obserwujesz męski Eurobasket. Co powiesz o występie naszej reprezentacji? Można mówić o niedosycie i zawiedzionych niemałych skądinąd nadziejach, a może bilans 1-4 i ostatnie miejsce w grupie są rzeczywistym odzwierciedleniem poziomu Polski na tle innych krajów, zatem była to lekcja, która przyda się na przyszłość?

Niestety, mieliśmy „przyjemność“ oglądać kadrę w akcji. Ciężko krytykować i dokładać gorzkie słowa na temat ich występu, bo każdy ma wielki niesmak. Mnie osobiście najbardziej dotknął fakt wywyższania się Marcina Gortata przed Mistrzostwami Europy. Zdecydowanie szanuję sportowców, którzy najpierw udowodnią swoją wyższość na boisku w poważnych meczach, a nie sparingowych, i wówczas pozwolą sobie na pewną dozę przechwalania. W jego natomiast przypadku odbyło się to całkowicie na odwrót, co w ostatecznym rozrachunku wpłynęło bardzo krzywdząco na cały wizerunek kadry. Milczenie po przegranych meczach... Nie przystoi.

Osobiście jednak głęboko wierzę, że zdobyte przez naszych młodych koszykarzy wicemistrzostwo świata zaowocuje w przyszłości i jeszcze nieraz będziemy mieli powody do dumy z ich gry. Na razie jednak trzeba przełknąć gorzką pigułkę i starać się pracować dalej, pamiętając, jak pięknym sportem jest koszykówka.

Czy wierzysz jeszcze - w myśl starego porzekadła "dopóki piłka w grze...", że reprezentacja piłkarska awansuje do finałów Mistrzostw Świata w Brazylii?

Mundial to sprawa całego świata i na pewno z większymi emocjami śledzi się jego przebieg, gdy występuje drużyna narodowa. Dlatego - mimo, iż szanse są znikome i minimalne - trzeba być i wspierać chłopaków, by szczęście uśmiechnęło się do nich bardzo bardzo szeroko.


Płynąc ku nowym celom

Dodano: 2013-10-22

Poniżej kolejny odcinek bloga Justyny Żurowskiej. Od siebie dodamy tylko, że koszykarka Wisły Can-Pack Kraków podzieliła się swoimi refleksjami jeszcze przed spotkaniem 5. kolejki Basket Ligi Kobiet, które w niedzielne popołudnie odbyło się w hali przy ul. Reymonta. Zapraszamy do lektury!

Pierwsze mecze rozegrałyśmy nie będąc jeszcze zasilone graczami z WNBA i dzięki konsekwentnej grze w obronie wygrałyśmy, m. in. na bardzo trudnym terenie w Gorzowie Wlkp.

Przyjazd każdej kolejnej zawodniczki wymagał od nas wielokrotnego powtarzania elementów, nad którymi pracowałyśmy cały okres przygotowawczy. Dzięki ciężkiej i etapowej pracy z Trenerem Svitkiem stworzyłyśmy kolektyw doskonale rozumiejący się na boisku, a więc wdrożenie się nowych graczy przychodzi nam bardzo płynnie i myślę, że z treningu na trening, z meczu na mecz stajemy się prawdziwym zespołem, w którym każdy jest bardzo ważnym elementem i nigdy nie będzie wiadomo, kto w danym meczu będzie wiódł nas do zwycięstwa. Osobiście bardzo dobrze odnajduję się w filozofii gry Trenera, jednakże mam świadomość, że każdy mecz to wielkie wyzwanie i tak naprawdę walka o każdą minutę na boisku. Rywalizacja wewnątrz zespołu jest najlepszym motywatorem do pracy i bardzo się cieszę, że mogę jej doświadczać.

Erin wszyscy znamy, po latach które spędziła w Wiśle - mogę powiedzieć, że kibice znają ją lepiej ode mnie, tak więc nie muszę przybliżać jej sylwetki. Natomiast chciałabym opowiedzieć o pierwszym wrażeniu, jakie odniosłam po przyjeździe Allie oraz Jantel. Dziewczyny weszły w zespół, jakby były z nami od początku. Nie unoszą się, tylko razem ze wszystkimi ciężko pracują i słuchają rad Trenera. W celu lepszej integracji wybrałyśmy się na wspólną kolację, na której bardzo fajnie czułyśmy się w swoim towarzystwie. Ciekawa jestem dalszego rozwoju sytuacji, wierzę jednak głęboko w moc Trenera, który poradzi sobie z taką ilością kobiet i utrzyma nas w torach, w które wpasował od samego początku.

Analizując ligę po pierwszych czterech kolejkach tego sezonu, można odnieść wrażenie dużej dysproporcji wśród beniaminków. Szczecin od początku zaskoczył zwycięstwami, natomiast Konin raz za razem odnosi znaczące porażki. Na pewno fakt, iż w szczecińskim zespole znajduje sie wiele osób mających duże doświadczenie na parkietach ekstraligowych sprawia, że nie jest to beniaminek w pełnym tego słowa znaczeniu, co ma miejsce w Koninie. Patrząc na pozostałe kluby, tak dobrze znane z parkietów ekstraligowych - każdy mecz przynosi emocje i tak naprawdę ciężko już dziś wyłonić faworytów do pierwszej "szóstki".

Wspomniałam, że wdrożenie naszych nowych graczy przychodzi nam „płynnie“ - użycie tego słowa nie było przypadkowe, gdyż od samego początku sezonu płyniemy. Pierwsze wypłynięcie miało miejsce na Barce Sobieski, na której odbyła się fantastyczna prezentacja zespołu. Osobiście uwielbiam wodę i wszystko co na niej się porusza, więc byłam zachwycona pomysłem i sposobem realizacji tego przedsięwzięcia. Pogoda dopisała, a klasę tego spotkania podkreślali zaproszeni goście - tak blisko związani z klubem, kibice oraz przepyszne jedzonko.

Płynność pojawia się również w przypadku mojej kariery naukowej. Jest to sprawa długofalowa - nie będąc pod presją czasu, robię to z wielkim spokojem, odnajdując w tym swego rodzaju odskocznię. Pogodzenie sportu zawodowego z nauką jest bardzo wyczerpującym zajęciem. Po 5 latach ciężkich studiów, godzenia wszystkiego ze sobą, zwieńczone zostało tytułem magistra. Postanowiłam, że kolejne etapy będę wyznaczała sama. Mam przy sobie fantastyczną osobę - prof. Halinę Zdebską i wspólnymi siłami dążymy, by w przyszłości tytuł "dr" zawitał przed moim nazwiskiem.


W każdym meczu gram na 120 procent!

Dodano: 2013-12-08

Po kilku tygodniach prezentujemy kolejną część bloga Justyny Żurowskiej. Nadmienimy tylko, że skrzydłowa „Białej Gwiazdy” swoje spostrzeżenia przedstawiła nam w przeddzień meczu 13. kolejki Basket Ligi Kobiet, w którym jej zespół pokonał Energę Toruń. A teraz oddajemy już głos Justynie.

Nadeszła prawdziwa zima, wiatr głowę urywa, mrozi i śniegiem straszy. W sklepach, na witrynach, w radiu, telewizji czuć magię zbliżających się Świąt, a przed nami jeszcze kilka bardzo ważnych meczów.

Zawitał do nas prawdziwy Mikołaj przynosząc piękne poduszki - śmiałyśmy się, że będziemy na nich spać podczas odprawy video. Tak się jednak nie stało i myślę, że dziać się nigdy nie będzie, gdyż trener Svitek jest strasznie bystrym, spostrzegawczym i przede wszystkim nie wywołującym u nas nudy człowiekiem. Dziękujemy Ci, Mikołaju! A czy Wy również byliście grzeczni i odwiedził Was ten przemiły, na czerwono ubrany stwór?

Ostatnie mecze zagrałyśmy na bardzo dobrym poziomie. O mały włos, a i Fenerbahce musiałoby pogodzić się z porażką. Jesteśmy zespołem - i to słowo jest naszą siłą. W każdym meczu każda z nas może dobrze funkcjonować i poprowadzić zespół, dlatego tak trudno przeciwko nam bronić się. Tak trudno znaleźć złoty środek, wybrać graczy, których chce się powstrzymać.

Pierwszą rundę BLK zakończyłyśmy spotkaniem z potencjalnym rywalem do zdobycia tytułu Mistrza Polski. Mecz przeciwko CCC, wygrany przez nas kilkunastopunktową przewagą, pokazał, że na tym etapie jesteśmy dużo lepszym teamem. Potwierdzają to również rozgrywki Euroligowe, w których występujemy z lepszym rezultatem. Na pewno po Nowym Roku Polkowice wzmocnią swoje szeregi i jak przyjdzie do gry o najwyższe cele, to będzie całkiem inny zespół. Dziś jednak to my wiedziemy prym w polskiej lidze, i życzę sobie/nam wszystkim, by tak pozostało do końca rozgrywek. Personalnie mecz z CCC powinnam traktować, może i wyjątkowo, może bardziej ambicjonalnie, lecz wszystkim, którzy śledzą moją reprezentacyjną karierę (Justyna nie otrzymała w tym roku powołania do reprezentacji Polski, której selekcjonerem jest Jacek Winnicki, zarazem trener CCC - przyp. autor) powiem, że nie potrzebuję nikomu udowadniać swojej wartości. Jestem graczem, który w każdym meczu daje z siebie 120% i żadne decyzje nigdy tego nie zmieniły i nie zmienią. Cieszę się z każdego zdobytego punktu, przechwytu, zbiórki, a najbardziej z dobrze wybronionej akcji. Najszczęśliwsza jestem wówczas, gdy mój zespół wygrywa!!

Erin i Danielle - dwie bardzo dobre zawodniczki, które na pewno każdy z trenerów chciałby mieć pod swoimi skrzydłami. Erin... borykająca się z kontuzją i Danielle wracająca po kontuzji. Czas pokaże, czy ten ruch kadrowy był słuszny. Na pewno fakt odbywania się treningów w stałej liczbie osób jest bardzo wielkim atutem, a z tym przez czynniki zdrowotne bywało różnie.

Święta, rodzina, wakacje = Szczecin, a w tym sezonie po raz pierwszy w życiu zagrałam tam mecz. To było dla mnie historyczne przeżycie. Rodzina licznie pojawiła się na trybunach - jak się dowiedziałam po meczu, nawet taka, która śledzi moje poczynania, a nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy... Czułam się tam prawdziwie jak w domu, kibicowali głośno i radośnie, zostali zauważeni przez wszystkich w naszym zespole. Następnym razem warto byłoby ich przyodziać w barwy Wiślackie. Taką propozycję wystosował nasz Marketing Manager - Paweł Piskorz, a więc przed kolejnym meczem mam misję, by zaopatrzyć się w odpowiednie koszulki bądź szaliki.

Historycznym momentem, nie tylko dla mnie, ale i dla wszystkich związanych z Wisłą był mecz z MKS Konin. Ustaliłyśmy nieprawdopodobny wynik na tym poziomie rozgrywek, pokonując rywalki 78-punktową przewagą, broniąc przy tym drugą kwartę na zero punktów!!! To naprawdę nie zdarza się nawet na poziomie szkoły podstawowej. W pewnym momencie meczu, sędzia, mocno zdyszany, zapytał mnie czy długo tak jeszcze zamierzamy biegać?! Uśmiechnęłam się odpowiadając, że do końca meczu. Tak też faktycznie było - nawet w ostatniej minucie rzucałyśmy się na piłkę, gdy była ona w parterze, nikt nie oszczędzał się, w ani jednej akcji nie było momentu zawahania. Myślę, że mecz ten był wynikiem złości trenera na nasze wcześniejsze wyniki, mimo iż były to zwycięstwa, miał do nas pretensje, iż wyniki powinny być bardziej znaczące. W połowie meczu w szatni właściwie nie musiał nas dodatkowo motywować czy pobudzać. To był znak, że zrozumiałyśmy jego podsumowania po poprzednich meczach.

Czas pracować dalej i przekładać trudy treningów na kolejne spotkania.


Nowy Rok, nowa energia

Dodano: 2014-01-26

- Stopniowo przyzwyczajam się do zmiany stanu cywilnego i określenie Żurcegła przypadło mi do gustu - tłumaczy Justyna Żurowska wybór napisu na koszulce, w której bierze udział w przedmeczowych rozgrzewkach. Poniżej prezentujemy kolejny odcinek publikowanego przez nasz serwis bloga prowadzonego przez czołową koszykarkę Wisły Can-Pack Kraków.

"Święta, Święta i po Świętach"... W gronie najbliższych, w domowym zaciszu, a właściwie gwarze, gdy zjechała się cała rodzinna śmietanka. Odpoczywałam, zbierałam energię na kolejną część sezonu. Przywitałam Nowy Rok w gronie zacnym i przyjaznym z dużym uśmiechem, tańcem i śpiewem. Mam więc nadzieję, że cały 2014 rok będzie właśnie taki - i nie tylko u mnie ale i u nas wszystkich, a szczególnie na hali przy Reymonta.

Już 5 stycznia rozegrałyśmy pierwsze spotkanie ligowe, po nim kolejne i obfitujące w największe emocje 11 stycznia przeciwko CCC Polkowice. Wszystkie zwycięskie, co dało nam bilans niepokonanych w pierwszym etapie rundy zasadniczej. Osobiście po raz pierwszy doświadczyłam tego w mojej karierze. Parę lat temu będąc zawodniczką AZS PWSZ Gorzów Wlkp. szłyśmy niepokonane przez wszystkie spotkania i w ostatnim meczu, w ostatniej sekundzie meczu przeciwko Wiśle Marta Fernandez trafiając za 3 pkt. odebrała nam dokonanie takiego wyczynu. Dziś ja, jako zawodniczka Wisły, mogłam cieszyć mianem niepokonanego zespołu w pierwszym etapie rozgrywek. Teraz wkroczyłyśmy w nowy etap - innowacyjny w żeńskiej koszykówce, który otwiera nowe bramy. Czas pokaże, jaka będzie skuteczność tego rozwiązania i czy na stałe zagości w naszym ligowym grafiku.

Po meczach ligowych przyszedł czas zmierzyć się z przeciwnikami zagranicznymi. Euroliga to nie tylko inne hale, miejsca, sędziowie, lecz również trudne podróże - wstawanie w godzinach nocnych, oczekiwanie na samoloty, inne jedzenie, itp. Wystartowałyśmy we wtorek, by zmierzyć się w środę w Madrycie z Rivas. Spotkała nas pewnego rodzaju przygoda. Będąc już w samolocie z Monachium do Madrytu, ruszyłyśmy na pas startowy i ... zawrócono nas, po czym ogłoszono, że mamy usterkę i musimy czekać, aż ją usuną. Niestety była zbyt poważna i postanowiono przenieść nas do innego samolotu. Gdy rozsiadłyśmy się wygodnie, usłyszałyśmy, że czekają na torby i ruszamy... Minęło 40 minut i kolejny komunikat oznajmił, że nasz samolot jednak nie poleci, gdyż dopatrzono się usterki, która uniemożliwia start. Takim oto sposobem wróciłyśmy pod gaty i na szczęście starczyło dla nas miejsca, by polecieć kolejnym samolotem... Tak to właśnie bywa w trakcie podróżowania - na szczęście latamy dobrymi liniami i zawsze zostajemy pod ich opieką, by dowieźli nas do celu. Miałyśmy przy tym dobry humor, co ułatwiło przetrwać to całe zamieszanie. Sam mecz odbył się tak, jakbyśmy tego chciały, zbudowałyśmy przewagę i pomne doświadczeń po pierwszym meczu unikałyśmy ryzykownych podań, które mogłyby skutkować bolesnymi stratami.

Walcząc o jak najwyższe miejsce w grupie euroligowej, walczymy również o przewagę swojego parkietu - można się zastanawiać, czy potrzebnie, gdyż dopiero po raz pierwszy wygrałyśmy u siebie, pokonując Brno, a na wyjeździe wygrałyśmy wszystkie mecze. Trzeba jednak dostrzec, że zostałyśmy pokonane przez Fenerbahce i Orenburg, które są topowymi zespołami europejskimi, a porażka z Rivas była "na własne życzenie". Kalendarz został ułożony tak, a nie inaczej i na pewno gra u siebie to jest wielki atut!!!

Agnieszka Skobel - nowa postać naszego zespołu. Jej decyzja o odejściu z Gorzowa i znalezieniu klubu zagranicznego okazała się bardzo błędna, trafiła do słabego, mało profesjonalnego klubu. Na szczęście teraz jest we właściwym miejscu i wierzę głęboko, że trenując z nami szybko zrozumie filozofię Trenera i na stałe będzie wnosiła swoją energię na parkiet. Szczególnie liczę na jej umiejętności w obronie - ma dar do przewidywania, przechwytywania piłek i potrafi bardzo skutecznie wyłączyć rywalkę z gry ofensywnej.

Nasze koszulki rozgrzewkowe to temat wielu rozmów i pytań. Dostałyśmy dowolność umieszczania napisów na swoich plecach. Osobiście stoponiowo przyzwyaczajam się do zmiany stanu cywilnego i określenie Żurcegła, używane przez moich bliskich sąsiadów bardzo mi przypadło do gustu (narzeczonym Justyny jest były żużlowiec, Krzysztof Cegielski - przyp. autor).

"Tato" - napis na koszulce Cristiny - w jezyku hiszpańskim znaczy "brat". Cristina chciała zrobić przyjemność swojemu bratu, podkreślając, jak jest dla niej ważny. Po zakończeniu sezonu koszuka trafi w jego ręce...


Radość z koszykówki

Dodano: 2014-03-04

Poniżej prezentujemy kolejny odcinek publikowanego przez nasz serwis bloga Justyny Żurowskiej. Skrzydłowa Wisły Can-Pack Kraków chętnie dzieli się swoimi wrażeniami na temat campu, w którym uczestniczyli najmłodsi adepci koszykówki, a także opowiada o nadziejach, jakie wiąże z powrotem do reprezentacji Polski. Oddajmy głos Justynie...

Koszykówka, a jednak widziana inaczej - miałam przyjemność doświadczenia tego na niedzielnym campie. Pośród dzieci odzyskuje się radość ze wszystkiego, co nas otacza. Dla nich wszystko jest takie proste i takie osiągalne. Tak bardzo potrafią cieszyć się z małych rzeczy, wystarczyło uśmiechnąć się do wybranego malucha, a otrzymywało się wielką szczerą radość wypisaną na ich buziach. Dotknięcie głowy czy prośba o użyczenie piłki sprawiały, że czuły się wyjątkowe i tą wyjątkowość przelewały na nas. Camp zmusił mnie do poczucia się malutką - by umożliwić im skoki nade mną, położyłam się na parkiecie. Piękne uczucie, a zarazem duże zaufanie tak leżeć na podłodze i być pewnym, że żadne z nich mnie nie nadepnie. Życzę sobie jak najwięcej takich spotkań, gdyż energia z nich płynąca jest niezbędna, by spojrzeć na koszykówkę nie tylko czysto profesjonalnie, ale w pełni zabawowo. Dziękuję wszystkim uczestnikom za radość, którą mnie otoczyli. Mecz gwiazd był moim powrotem do reprezentacji. Czy udanym? Na pewno. Zagrałam dobry mecz i zebrałam wiele pochwał, szczególnie od osób, które na co dzień nie mają możliwości oglądania mnie na żywo. Nie na tym jednak polega reprezentacja. Dla mnie czas kadry to nie czas chwały i zabawy, jaka miała miejsce podczas tego meczu (masa konkursów, zabaw, przerywników, nagród - to stworzyło wspaniałe widowisko), dla mnie jednak jest to czas wielkiego oddania dla naszego narodu, czas oddania wszystkiego co potrafię dla dobra reprezentacji. Wierzę, a bardziej marzy mi się, by cały mój wieloletni wkład treningowy został zwieńczony wyjazdem na Igrzyska Olimpijskie. Ostatnio mocno kibicowałam wszystkim Polakom reprezentujących nas w Soczi - wielokrotnie się wzruszałam, i nie tylko gdy wygrywali, ale również gdy zdarzały im się niepowodzenia. Czas ligi i Euroligi absorbuje nas bez chwili wytchnienia - kończąc jedno, już koncentrujemy się na kolejnym spotkaniu. Porażki zawsze podcinają skrzydła, a zwycięstwa powinny budować, jednak w sporcie nie zawsze tak bywa, szczególnie gdy w grę wchodzi trener perfekcjonista. Jego wymagania wobec nas są naprawdę wysokie (co myślę daje obraz swoją osobą w każdym meczu). Czy nam to pomaga? Na pewno taki on jest i się nie zmieni, więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Staramy się z całych sił dorównać jego oczekiwaniom, trenujemy, słuchamy i działamy, ile sił w organizmie. Nieraz pokazujemy jak wielki mamy potencjał i wierzę głęboko, że w najważniejszych momentach on wystrzeli. A momenty te już nadchodzą. W moje urodziny (8.03) planowany jest finał Pucharu Polski - czy w nim zagramy, to już okaże się po piątkowym spotkaniu z Rybnikiem. Tuż po finale pędzimy do Orenburga, by tam spotkać się z bardzo silnym zespołem, który w rundzie zasadniczej nie pozostawił złudzeń, że jest lepszym od nas teamem (na tamtą chwilę oczywiście). Każdy mecz to inna historia i zaczynamy pisać nową. Oby problemy polityczne naszego sąsiada nie wpłynęły na nasze plany. Oby koszykówka toczyła się tak jak życie innych - niech świat nie zabierze nam pokoju, walki w sporcie i niech nie sprawi, że zaczniemy martwić się o swoje życie. To byłaby gra o najwyższą stawkę, w której nigdy nie chcę brać udziału.


Czas na finał! Pełna mobilizacja!

Dodano: 2014-04-14

Zostało zaledwie kilkadziesiąt godzin do pierwszego meczu finałowego Tauron Basket Ligi Kobiet. Nic więc dziwnego, że w kolejnym swoim wpisie Justyna Żurowska koncentruje uwagę na tym niezwykle ważnym wydarzeniu. Oddajmy głos skrzydłowej Wisły Can-Pack Kraków...

Półfinałowe mecze i po nich tydzień oczekiwania na przeciwnika, z którym przyjdzie nam się zmierzyć w walce o złoto. Dziś już wiemy, że po zaciętym do ostatnich minut, 5-meczowym boju CCC Polkowice stanie na naszej drodze. Zespół bardzo silny i w ostatnich tygodniach grający dużo lepiej niż na początku sezonu. Szczególny nacisk kładący na obronę, o czym świadczył nasz ostatni mecz II fazy rozgrywek zakończony wynikiem 45:43. Jeżeli będziemy skuteczne na obwodzie, obrona Pomarańczowych nie przyniesie oczekiwanego przez nie rezultatu i na pewno pojawią się zmiany w ich ustawieniu defensywnym. Jeżeli skuteczność się nie pojawi, więcej piłek będziemy musiały kierować pod sam kosz. Tydzień oczekiwań, ale i tydzień treningów bez meczu - zastanawiam się, czy może to nas wybić z rytmu meczowego?! W fazie play-off zawodnik przyzwyczajony jest do gry mecz po meczu i ciężko wykrzesać siły mentalne na oddanie się w 120% na treningu. Trener miał więc trudne zadanie i kosztowało go to bardzo dużo energii, by zmobilizować nas do ostrej walki podczas każdej sesji. Odpowiedzi na wszystkie pytania pojawią się już w najbliższych dniach, więc pełna mobilizacja i R22 zaprasza!!!


Krzysztof Cegielski: Mecze Justyny dostarczają mi wiele emocji

Dodano: 2014-04-18

Tym razem to nie Justyna Żurowska będzie w tej rubryce opowiadać o kolejnych wydarzeniach z koszykarskich parkietów. Na początku kwietnia nasz serwis rozmawiał z narzeczonym Justyny - Krzysztofem Cegielskim. Przyszły mąż skrzydłowej Wisły Can-Pack (ślub odbędzie się już 31 maja) był czołowym polskim żużlowcem, lecz w 2003 roku znakomicie rozwijającą się karierę przerwał bardzo poważny wypadek na torze, w wyniku którego jeden z rdzeni kręgowych uległ uszkodzeniu. Wydawało się, że Krzysztof już nigdy nie będzie chodzić. A jednak! Mozolna rehabilitacja i niezłomna wiara w sens podejmowanego wysiłku sprawiły, iż kilka miesięcy temu życiowy partner czołowej polskiej koszykarki przekonał, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Czy po wypadku w 2003 roku miałeś chwile zwątpienia?

Nie. Oczywiście początkowo nie było miło i przyjemnie. Postanowiłem sobie, że będę trenować, walczyć, rehabilitować się. Takie założenie przyjąłem od początku i do dzisiaj to się nie zmieniło. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, robiłem małe postępy, na co wpływ miały również dobre warunki podczas rehabilitacji w Szwecji.

Właśnie - słyszałem, że polscy lekarze byli bardziej sceptyczni od szwedzkich odnośnie możliwości postępów Twojej rehabilitacji.

Nie chciałbym generalizować. Jedna osoba powiedziała, że raczej nie będzie wielkich postępów – to nie znaczy, że każdy tak myślał. Po trzymiesięcznym pobycie w Szwecji to właśnie w Krakowie znalazłem klinikę, w której osoby ćwiczyły podobnie, jak ja. Natomiast w Szwecji był ten najważniejszy okres – zaraz po wypadku. Miało to duże znaczenie, zobaczyłem, jak powinno się ćwiczyć i podjąłem wyzwanie. Tak to trwa do dzisiaj – cały czas rehabilituję się, pływam, ćwiczę. Pewnie pozostanie tak do końca życia.

Kiedy pojawiły się sygnały, że możesz zacząć chodzić?

Nie było żadnego nagłego przeskoku czy cudu. Stopniowo dojrzewałem do tego, że jestem coraz silniejszy - na tyle silny, że mogę próbować stawać na własnych nogach. Od początku próbowałem to sobie dawkować. W pewnym momencie stwierdziłem, że mogę zacząć spacerować po domu czy na zewnątrz.

Kilka lat temu na torze żużlowym w Krakowie jeździłeś na motocyklu.

Od wypadku tęskniłem za tym i myślałem, że może spróbuję, mimo nie największej mocy w nogach – kiedy jednak jeździłem, nóg nie trzeba było specjalnie używać. Przywiązaliśmy nogi do motocykla, mechanicy pchnęli mnie i przejechałem kilkanaście okrążeń. Zrealizowałem swój cel i później nie miałem już takich zamiarów.

Czy to prawda, że po wypadku Twoi koledzy z żużlowych torów nie bardzo wiedzieli, jak z Tobą rozmawiać?

Zgadza się. Nie było mi łatwo powrócić na stadion, do parku maszyn i spotkać się z tymi samymi zawodnikami, z którymi jeszcze niedawno rywalizowałem. Natomiast dla nich taka sytuacja była trudna, bo widzieli gościa, który przed chwilą stał z nimi pod taśmą i walczyli z nim ramię w ramię. Mogli bardzo szybko pomyśleć, że coś takiego może również im się przydarzyć. Z tych powodów nie były to początkowo łatwe momenty. Wszedłem jednak tam odważnie i przyjęli mnie jak kolegę. Oczywiście każdy inaczej reagował – byli też tacy, którzy woleli nie myśleć, co się może z nimi stać, działało to na nich negatywnie.

Nie rozważałeś możliwości uprawiania sportów dla osób niepełnosprawnych?

Nie. Miałem różne propozycje, choćby pływania. To jest bardzo dobre wyzwanie, każdy musi znaleźć swoją drogę. Nie do końca wyobrażałem siebie w rywalizacji na wózku. Wystarczyły mi emocje żużlowe.

Zostałeś komentatorem telewizyjnym zawodów żużlowych. Jak czujesz się w tej roli?

Zacząłem od TVP Sport, potem był także Polsat Sport, Canal+, a obecnie nSport. Praca komentatora stanowiła dla mnie nowe wyzwanie i doświadczenie, które polubiłem. Cieszy mnie, że w dalszym ciągu mogę być wokół żużla – w tej roli czy w innych jestem bardziej aktywny niż w czasie kariery, kiedy byłem tylko zajęty organizacją swojego teamu. Jestem jeszcze prezesem stowarzyszenia żużlowców i menedżerem aktualnego indywidualnego mistrza Polski – Janusza Kołodzieja. Prowadzę również videobloga.

Co w tym sporcie jest wyjątkowe?

Myślę, że jest niepowtarzalny, bardzo atrakcyjny dla kibiców, mediów, sponsorów. W każdym meczu ligowym jest 15 wyścigów, po cztery okrążenia każdy. Akcja dzieje się bardzo szybko, ale też są przerwy. Pod każdym względem jest wiele emocji. Myślę, że kibice, którzy zakochują się w tym sporcie, mają wszelkie doznania – można posłuchać fajnych motocykli, można powąchać spaliny, mające specyficzny zapach, no i obejrzeć walkę czterech zawodników na pełnej prędkości, łokieć w łokieć, wręcz na pograniczu wypadku. Jest tyle emocji na torze, że nie przenosi się to w żaden negatywny sposób na trybuny.

Rozmawiamy przed rozpoczęciem kolejnego sezonu. Który zespół - w Twojej opinii – jest faworytem mistrzostwa Polski?

Najsilniejszy skład posiada Unibax Toruń, który zaczyna jednak sezon z ujemnymi punktami i będzie mieć problem z awansem do play-off. Kiedy tam się znajdą, to myślę, że już nikt ich nie zatrzyma i zdobędą tytuł.

Jeśli chodzi o indywidualne mistrzostwa świata – Grand Prix, to czy jakiś polski żużlowiec ma szanse sięgnąć po medal?

Oczywiście. Jarek Hampel już od kilku lat znajduje się w ścisłej czołówce światowej, zdobywa srebrne i brązowe medale. Jest godnym następcą Tomka Golloba i na pewno marzy o złocie. Ma wszystkie atuty, aby osiągnąć ten cel – doświadczenie, wielkie umiejętności, szybki sprzęt, więc jeśli będzie mieć trochę szczęścia i uniknie kontuzji, to myślę, że może tego dokonać.

Przechodząc na bardziej lokalny grunt – czy Wanda Kraków może awansować do I ligi?

Sytuacja Wandy jest taka, że już od kilku sezonów skład wygląda bardzo dobrze i są zaliczani do grona faworytów II ligi. Z zawodnikami występującymi w tej klasie rozgrywkowej jest jednak taki problem, że niekoniecznie prezentują podobną formę, jak we wcześniejszym sezonie – różnice w tej kwestii nieraz są spore. Potrzebne jest zatem w tym wszystkim nieco szczęścia. Oparcie się w tym roku na doświadczonych polskich zawodnikach, którzy mogą bardziej „czuć” klub i drużynę, a także mieć większą wolę odniesienia sukcesu, może pomóc w uzyskaniu awansu.

Przejdźmy do kwestii związanych z Justyną i koszykówką. Czy to prawda, że poznaliście się dzięki meczowi, jaki rozgrywała w Krakowie, gdy reprezentowała jeszcze drużynę KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.?

Zgadza się - tutaj poznaliśmy się osobiście. Oczywiście wcześniej wiedziałem o tym, że Justyna gra w koszykówkę, a ona, że byłem żużlowcem, ale do tego pierwszego spotkania doszło właśnie w hali Wisły. Co ciekawe, to był pierwszy mecz koszykarek, na którym się pojawiłem.

Przeżywasz mecze Justyny?

Oczywiście, bardzo przeżywam. Jest we mnie tak dużo emocji, że żużel tyle mi ich nie dostarcza.

A czy starasz się czasem spojrzeć krytycznym okiem na jej występy, udzielać rad?

Krytycznie może nie, ale powoli uczę się koszykówki, różnych jej elementów. Każdy kibic patrzy głównie na to, kto ile punktów zdobywa, a bardzo ważne są inne kwestie, zwłaszcza obrona, która jest coraz ważniejsza od ataku. Dzięki temu łatwiej wyłapać mi różne momenty w wykonaniu Justyny, lepsze i gorsze, dyskutujemy o tym potem.

Głównym celem Justyny jest teraz zdobycie mistrzostwa Polski.

Na pewno bardzo o tym marzy, zwłaszcza że nie posiada w swoim dorobku tego tytułu. Ma srebrne i brązowe medale, ale złotego jeszcze nie. W tym sezonie zdobyła już po raz pierwszy Puchar Polski, więc mam nadzieję, że teraz kolej na wygranie ekstraklasy.

Porównując koszykówkę do żużla – zgodzisz się, że ładunek emocji jest bardzo podobny?

Jak najbardziej. Tu też jest gra, emocje, walka, nieprzewidywalne sytuacje. Od pewnego czasu oglądam bardzo dużo koszykówki – i żeńskiej, i męskiej. Są to zupełnie inne emocje niż w żużlu, jednak podobnie duże.

Czy również interesujesz się zmaganiami piłkarzy „Białej Gwiazdy”?

Od czasu do czasu oglądamy piłkę nożną – Wisłę, a także inne drużyny. Polska ekstraklasa stoi na niezłym poziomie i nawet da się ją oglądać, nie wygląda to źle. Jeśli nie możemy mieć ligi niemieckiej czy hiszpańskiej, to cieszmy się tym, co mamy.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy zamierzasz kontynuować to, co robisz, czy ewentualnie coś jeszcze?

Cieszę się tym, co robię. Tych obowiązków jest naprawdę bardzo dużo – czasami więcej niż moje możliwości, więc za bardzo nie planuję przyszłości. Ta przyszłość zwykle sama pozytywnie się rysuje i wszystko się dobrze się układa. Oby tak to wszystko wyglądało, jak dzisiaj, a nie gorzej – tego bym sobie życzył.


Dziękuję wszystkim!!!

Dodano: 2014-05-04

Publikujemy dziś kolejny wpis Justyny Żurowskiej - świeżo upieczonej Mistrzyni Polski i MVP meczów finałowych Tauron Basket l Ligi Kobiet. Jednocześnie pragniemy bardzo podziękować Justynie za owocną współpracę w zakończonym już sezonie. Mamy nadzieję, że również w nowych rozgrywkach skrzydłowa reprezentacji Polski będzie występować w koszulce z Białą Gwiazdą, stanowiąc o sile podwawelskiego zespołu zarówno na krajowych, jak i europejskich parkietach. Teraz jednak oddajmy już jej głos.

Sezon 2013/2014 dobiegł końca... Uwieńczony Mistrzostwem Polski i moją indywidualną nagrodą. Czyż może być piękniej?! Podwójna korona wróciła pod Wawel (bo nie zapominajmy, że Puchar Polski również należy do nas). Świętowania nie ma końca. Po meczu oficjalna kolacja w gronie sponsora, prezesów i trenerów, a po niej szał do białego rana i dla większości zagranicznych zawodniczek poranne wyloty w rodzinne strony. Dla pozostałych spotkanie grillowe w moich podkrakowskich progach... Wesołe, pełne rodzinnej atmosfery i zasłużonego luzu. Jak wiemy, droga finałów była bardzo wyboista. Pierwszy zwycięski mecz dał nam poczucie, że idziemy dobrą drogą ku złotu. Drugi natomiast wniósł pewien rodzaj zawahania, a trzeci totalnie przewrócił wszystko w naszych głowach. To był najtrudniejszy moment - każda z nas nie mogła uwierzyć, że przegrałyśmy i że stało się to tak znaczną ilością punktową. Nieprzespana noc, wspólne video - bez Trenerów, masa długich rozmów, przed posiłkami, po nich... To była naprawdę poważna burza mózgów. Te chwile jeszcze bardziej nas połączyły. Gdy wyszłyśmy na boisko każda z nas wykonywała swoje zadanie w 120%, a gdy coś nie wychodziło, wspierałyśmy się i motywowałyśmy. Obrona z czwartego meczu to idealny obrazek dla trenerów chcących pokazać swojej drużynie. jak powinno wyglądać zaangażowanie całego zespołu. Chciałabym pogratulować i podziękować drużynie z Polkowic za walkę i hart ducha, który pokazały w tych meczach. Wiemy, jak przewrotne sytuacje miały miejsce w ich zespole, szczególnie podczas finałów... Efektem okazała się ich jeszcze lepsza gra. Naprawdę chylę czoło przed całą ekipą, że razem potrafiliśmy stworzyć tak fantastyczne widowiska dla naszych koszykarskich kibiców. Kibice - DZIĘKUJĘ WAM osobiście i w imieniu mojego zespołu. Byliście fantastyczni, przede wszystkim byliście!! Nie zostawiliście nas ani na chwilę w tych trudnych i pięknych chwilach. Sukces jest nasz i każdy z osobna, czując się wiślakiem, powinien czuć dumę w sercu, że tak dzielnie o niego walczyliśmy. Każdy z nas jest MVP!!! Teraz nadchodzi czas, by myśleć i przygotowywać się do kolejnych wydarzeń. Reprezentacja - już 8 maja. Spotykamy się w Warszawie i po badaniach wyruszamy do Władysławowa. W międzyczasie wydarzenie mojego życia - ślub, który wymaga wielu działań organizacyjnych, tak więc trzeba trzymać dobrą formę, żeby na wszystko starczyło sił. Sezon zakończony - ze sportowym pozdrowieniem pragnę PODZIĘKOWAĆ za wspólne chwile.


Czekam na przyjazd wszystkich koleżanek

Dodano: 2014-09-13

Ponieważ coraz większymi krokami zbliża się rozpoczęcie sezonu koszykarskiego, w naszym serwisie powraca blog Justyny Żurowskiej-Cegielskiej. Zapraszamy do lektury!

Witam sedecznie i sportowo po przerwie wakacyjnej - dla mnie bardzo udanej i obfitującej w kolejne sukcesy.

Po zakończeniu fety związanej ze zdobyciem Mistrza Polski nastał czas na zgrupowania kadrowe. Mieszały się one z moimi planami ślubnymi, ale wszystko udało się pięknie połączyć. Opuściłam jedno zgrupowanie na dokończenie przygotowań i uczestnictwo w ceremonii. Wawel, goście, przysięga, kwiaty, tańce i dziczyzna - to hasła, które nasuwają mi się, gdy myślę o dniu swojego ślubu. Wiele wspaniałych emocji - cudowne poczucie połączenia z drugą osobą. staliśmy sie z Krzysztofem mężem i żoną.

Po dwóch dniach wróciłam na ostatnie zgrupowanie i rozpoczęłam walkę o przyszłoroczne Mistrzostwa Europy. Od dwóch sezonów nie udawała się ta sztuka moim koleżankom i obiecałam sobie, że zrobię wszystko by w tym roku wykorzystać swoją szansę i osiągnąć upragniony cel. Grałyśmy bardzo dobrze - to zespołowość doprowadziła nas do sukcesu. Zapraszam na ME 2015 z naszym udziałem na Węgiersko-Rumuńskiej ziemi.

Absolutny czas laby nastał po 26 czerwca. Obciążenia długim sezonem dały o sobie znać, więc poza wyjazdami czysto relaksacyjnymi dołożyłam pobyt w sanatorium. Wspaniały ośrodek w Solcu-Zdrój (Malinowy Zdrój) rozpieszczał mnie swoją atmosferą oraz wspaniałym jedzeniem. Nie obyło sie od mniej przyjemnych zabiegów, ale to wszystko dla dobra mojego zdrowia, więc dzielnie je znosiłam.

I tak 18 sierpnia nastał czas rozpoczęcia przygotowania do nowego sezonu.

Nasz nowy team Wisły zapowiada się na silniejszy niż w poprzednim sezonie - nie tylko ze względu na nowe nabytki, ale również ze względu na fakt, że pozostawiono trzon liczący aż 6 zawodniczek. Każda z nas zna filozofię Trenera Svitka, który również i w tym roku będzie prowadził zespół. Dlatego wdrożenie nowych dziewczyn odbędzie się płynnie. Aktualne sukcesy moich koleżanek na parkietach WNBA oraz zbliżające się Mistrzostwa Świata odbierają nam możliwość przygotowywania się do sezonu w pełnym składzie, więc funkcjonujemy w mocno okrojonym zestawie. Nie pozostaje nam jednak nic innego jak trzymanie kciuków za zwyciestwa dziewczyn, ich szybki powrót do nas w pełni zdrowia i szczęścia oraz dbanie o nasze optymalne przygotowanie do sezonu,

A propos Mistrzostw Świata, to aktualnie toczą sie boje mężczyzn - zarówno w koszykówce, jak i siatkówce. Myślę, że koszykarską potęgą ponownie okażą sie Amerykanie. Kibicuje jednak Litwie, by ku radości naszej nowej koleżanki Gintare Petronyte sięgnęli po medal (po porażce z USA mają jedynie szanse na brąz, co byłoby wielkim sukcesem). Natomiast w siatkówce pięknie byłoby wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego z Polakami na podium... Łatwo nie jest i na pewno z każdym kolejnym meczem będzie jeszcze trudniej, ale ze swojej strony wierzę w nich, choć jak większość narodu bardzo żałuję, że nie mogę ich oglądać w ogólnodostępnej telewizji.

Wrzesień - czas szkoły i nauki nastał, dla nas oznacza zbliżający się sezon. Pozdrawiam i do zobaczenia na R22.


Zagrać w Kraków Arenie!

Dodano: 2014-11-15

Świetna zespołowa gra, zwycięstwo i ogromna radość, w dniu urodzin Jantel, to są moje ostatnie koszykarskie wspomnienia.

Starą prawdą jest, że jesteś taki jak Twój ostatni mecz, dlatego też życie sportowca to pasmo nieprzewidzianych scenariuszy, które pisane na bieżąco przez nasze występy wpływają na nasze samopoczucie. Ciągła ocena naszej postawy na boisku, przez otoczenie, począwszy od Trenera przez kibiców, działaczy, media, i często przez naszych najbliższych. To pozasportowe aspekty, z którymi również na codzień musimy się mierzyć. Po dwóch euroligowych zwycięstwach oraz sześciu ligowych aktualnie w naszym zespole panuje poczucie wspaniale wykonanego zadania.

Pisząc te słowa, jestem w trasie na kolejne spotkanie - tym razem zmierzymy się z zespołem, do którego podróż jest dla mnie bardzo sentymentalna. Miasto Gorzów Wlkp. przez 9 lat było moim domem, tam zdawałam maturę, studiowałam, wykładałam i - a może przede wszystkim - uczyłam się koszykarskiego kunsztu. Razem ze mną są dwie Agnieszki, których drogi również na długo skrzyżowane były z tym miastem. Jedziemy więc jak do siebie. W tą podróż wybrał się z nami pies Jantel. Przesłodka maskotka zespołu, która swoimi pięknymi oczkami sprawia, że każdy podkarmia go wszystkim, co posiada.

Kraków Arena - kolejny powód do dumy dla krakowian. Obiekt, na którym miałam przyjemność oglądać MŚ w siatkówce. Pamiętam moment, gdy przez moją głowę przeszła myśl, a może bardziej było to marzenie... "Hala wypełniona po brzegi, każdy entuzjastycznie nastawiony do tego co ma nastąpić, rozgrzewający i energetyczny speaker, a na środku rozstawione boisko do koszykówki, na które wybiegamy z pięknych szatni w strojach krakowskiego zespołu. Gramy u siebie, jesteśmy u siebie. To nie USA, to nie Pekin, to nasza krakowska hala...". Marzenie, które - jak się okazuje - ma szanse się ziścić i to jeszcze w tym roku. Drodzy kibice: jeśli dojdzie do tego meczu, bądźmy tam razem!! Nie zostawcie nas w tej potężnej przestrzeni, pokażmy co znaczy siła Krakowa. Ta na boisku i ta poza nim. Nie macie pojęcia, jak Wasz doping ma ogromny wpływ na nasze wyczyny. Z Wami mamy skrzydła, latamy nad boiskiem i nikt nie jest nam groźny, bez Was jesteśmy jakby niedokończonym dziełem, które próbuje walczyć, jednak niejednokrotnie brakująca cząstka okazuje się kluczową, dając przewagę przeciwnikowi.

Razem - wszędzie, teraz i na zawsze!!!


Dziś Wigilia jest...

Dodano: 2014-12-24

"Dziś Wigilia jest" - tak brzmi fragment jednej z moich ulubionych świątecznych piosenek.

Ten dzień, ten czas jest długo wyczekiwany w każdym koszykarskim zespole. Zaczęliśmy w sierpniu i przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące jesteśmy cały czas razem w praktycznie niezmienionym zestawieniu.

Trafiłyśmy na charaktery, które czują się ze sobą bardzo dobrze i spędzanie wspólnego czasu odbywa sie nie tylko na wyznaczonych treningach, meczach, ale również poza nimi. Mamy świetną atmosferę w szatni, do której w tym sezonie Jantel bądź Fari przynosi głośnik i przed meczami jest tam naprawdę głośno.

Czas świąt, czas Nowego Roku to czas życzeń i podsumowań… Aktualnie proces ten odbywa się w mojej głowie więc jeszcze nie jestem gotowa by przelać go na ekran komputera. Natomiast ostatnie wydarzenia były tak uderzające, że nie sposób o nich nie wspomnieć. Szczególnym i najważniejszym momentem był mecz w Kraków Arenie. Wow… Jak wielkie wrażenie robiła hala wypełniona po brzegi kibicami to trudno opisać w słowach. Kibice i organizatorzy byli w tym meczu największymi bohaterami. Cały koszykarski świat usłyszał o tym, co zrobili. Z całego serca pragnę wszystkim podziękować za tak fantastyczne zaangażowanie w nasz wspólny koszykarski sukces. Spłynęło do mnie wiele słów gratulacji i… wiele wspomniało o zazdrości, iż uczestniczyliśmy w takim wydarzeniu. Moi goście połączyli siły w jednym ze skyboxów i przygotowali się w sposób absolutnie mnie zaskakujący. Powyżej fragment jednych z najwspanialszych kibiców.

19 grudnia - czyli w dzień po meczu na Arenie odbyła się Wiślacka Wigilia. Będąc na niej można poczuć, jak dojrzałym i prawdziwie historycznym klubem jest Wisła Kraków. Osobiście bardzo doceniam takie chwile i całą sobą w nich uczestniczę. Następnego dnia zmieniłyśmy sukienki na klubowe dresy i ruszyłyśmy w podróż do Gdyni. Powitałyśmy morze, rozegrałyśmy ostatnie tegoroczne spotkanie, zamykając serię 12-0 w polskiej lidze i rozjechałyśmy się po świecie, by 1 stycznia powrócić z nowymi siłami i sprostać czekającym na nas wyzwaniom.

Wszystkim kibicom, miłośnikom koszykówki i osobom w jakikolwiek sposób ze mną związanym pragnę złożyć świąteczne życzenia: by ten czas był wypełniony spokojem i rodzinną miłością. By rozmowa wypełniała Wasze domy, byście nasycili się bliskimi, poczuli ich miłość a Wasze brzuchy w sposób przyjemny wypełniły się po brzegi.

Do zobaczenie w Nowym 2015 Roku!!!


Trudny miesiąc za nami

Dodano: 2015-02-04

Styczeń to był miesiąc szalony i mocno wyjazdowy. Każdy wyjazd jest wkalkulowany w nasze sportowe życie, lecz gdy obieramy kierunek rosyjski, jestem cała przerażona. Zmiana stref czasowych, długie kontrole paszportowe, wiele przesiadek i potężne mrozy. Tak zawsze wita mnie Rosja…

W tym sezonie nie było inaczej - jedynie fakt kumulacji dwóch wyjazdów w przeciągu trzech tygodni sprawił, że mój organizm poczuł poważne przemęczenie. W międzyczasie rozegrałyśmy bardzo ważny dla naszej przyszłości w Eurolidze, zwycięski mecz z Pragą, po którym wsiadłyśmy w autobus i ruszyłyśmy na Final Six Pucharu Polski.

Bydgoszcz, oddalona o 8-9 godzinną podróż, przywitała nas piękną halą wypełnioną kibicami - niestety nie naszej drużyny… Może kiedyś to się zmieni?! Pierwszy mecz rozegrałyśmy z Polkowicami, które nie postawiły wysoko poprzeczki. Natomiast finał przeciwko drużynie z Torunia - zawsze agresywnej, grającej na granicy faulu z doskonałym Trenerem strategiem - wymagał od nas wzniesienia się na wyżyny, by tego dnia wznieść Puchar. I dokonałyśmy tego - sięgnęłyśmy po piękny Puchar!!!

Wielka feta, o którą wielu pytało, odbyła się w autobusie - każdy wykończony wydarzeniami ostatnich dni i tygodni położył się na przysługujących mu siedzeniach i… zasnął… Obraliśmy kierunek Warszawa, a stamtąd wylot o poranku do Jekaterynburga… Daaaaaaleko, mrooooźno i… niestety bardzo boleśnie. Piękno sportu właśnie na tym polega, że jednego dnia jesteś wielki, a po kolejnym meczu możesz zostać okrzyknięty… nikim… 4 dni wolnego i porażka z Kurskiem sprawiły, że zespół z Jeka wyszedł maksymalnie zmobilizowany. Wielokrotne Mistrzynie Świata, Igrzysk Olimpijskich, WNBA, Mistrzostw Europy, Euroligi - takie zawodniczki posiada w swoim rosterze zespół rosyjski, i one tego dnia zagrały na swoim najwyższym poziomie. Wychodziło im dosłownie wszystko, co w rozmowie po meczu potwierdziła Ewelina Kobryn: „Nie pamiętam tak dobrego meczu w wykonaniu tego zespołu. Grałyśmy super skutecznie i bardzo zespołowo - i w obronie, i w ataku”… Cóż więcej dodać… Przełykamy gorzką lekcje, wygrywamy z Rybnikiem w identyczny sposób, jak Jeka z nami i po tym ostatnim meczu ligowym korzystamy z 2,5 dnia wolnego, o które błagałyśmy Trenera.

Czas na regenerację, czas na wyleczenie wszelkich przeziębień, które trapiły zespół. Dodam, że najbardziej chodliwym towarem w naszej szatni były chusteczki higieniczne. Nawet Trenera Svitka zmogła choroba i podczas meczu z Pragą miał 39 stopni gorączki, ale dzielnie stał przy ławce, bo wiedział, jak ważny jest dla nas ten mecz i chciał za wszelką cenę być z zespołem.

Mamy luty i kolejne wyzwania - zarówno w Polsce jak i w Europie wszystkie drzwi są otwarte, a czas pokaże, gdzie będzie nam dane wejść. Trenujemy, walczymy i nie odpuszczamy, bo gramy w Wiśle z honorem i dumą!!!


Mogłyśmy sięgnąć wyżej

Dodano: 2015-03-14

Minął luty i minęły szanse i nadzieje związane z byciem pośród najlepszych 8 zespołów w Europie. Zabrakło naprawdę niewiele.

Mówiąc w sporcie o optymalnych warunkach w przygotowaniu do meczu, pod uwagę bierze się wiele aspektów. Znaczna ilość z nich była przez nasz sztab trenersko-menadżerski zorganizowana na najwyższym poziomie, nie mamy jednak wpływu na pogodę i lecąc do Turcji nikt nie zakładał, że to ona może być głównym czynnikiem podczas rywalizacji z Galatasaray. Śnieżyca, kosmiczne korki, zagubieni Turcy, którzy bez odśnieżania i zimowych opon próbowali przemieszczać się po Stambule. Istny kabaret - gdy patrzyłyśmy na otaczające nas zachowania. Nikt nawet nie miał łopaty by odśnieżyć chodnik, bądź zmiotki by ułatwić sobie ruszenie zasypanym autem. Ślisko, zimno - to wszystko spowodowało gigantyczne korki, przez które zamiast dojechać do hotelu, mieć czas na odpoczynek i odbyć trening zdążyłyśmy tylko dotrzeć do hotelu. Podróż, normalnie zajmująca 15minut, trwała wieczność...

Wewnętrznie czuję, że mogłyśmy sięgnąć wyżej. Niuanse na tym poziomie są jednak niewybaczalne i mecze, które są do wygrania, trzeba wygrywać, w przeciwnym razie nie ma możliwości, by sięgać swoich celów. Mój występ w Eurolidze skończył się tylko na nadziejach. Trener miał w tym sezonie zawodniczki, którym ufał bardziej i częściej korzystał z ich usług. Na takie decyzje nie ma się wpływu i tylko mocno trenując i pracując można marzyć, że kiedyś będzie inaczej, a może w moim przypadku, po prostu będzie jak dawniej. Szkoda... Kończąc zeszły sezon i notując udany występ w eliminacjach do Eurobasketu, miałam inne marzenia.

Polska liga to inna bajka - tu mamy przepis, na podstawie którego dwie rodowite zawodniczki muszą być na parkiecie. Sytuacja naszego zespołu w tym sezonie jest dość nietypowa jak na taki przepis. Właściwie cały sezon jesteśmy w trójkę, niekończąca się kontuzja Agnieszki Szott-Hejmej i aktualny zabieg Agnieszki Kaczmarczyk nie bilansują się z dołączeniem do nas Magdy Ziętary. Hmm... Nawet nie chcę myśleć, jak miałybyśmy grać bez jej osoby w naszych szeregach. Mimo wszystko jesteśmy z bilansem niepokonanego zespołu. 22-0 plus 2 mecze w Pucharze Polski - wow! To naprawdę brzmi dumnie i może skłania do przemyśleń, czy nie warto byłoby skorzystać z polskich zawodniczek w większym wymiarze w Eurolidze.

Faza play-off to etap najważniejszy dla rozstrzygnięcia rozgrywek. Nasi przeciwnicy będą klarować się z biegiem wydarzeń. Pierwszy - mocno przebudowana w trakcie sezonu Ślęza Wrocław, w której występują naprawdę dobrze wszystkim znane nazwiska, a więc rywalizacja zapowiada się ciekawie. Następnie... Nie, nie, nie - dopóki nie przejdziemy pierwszego etapu, nie mamy prawa myśleć o kolejnych zespołach.

Ostatnim aspektem, którym baaaardzo chcę się z Wami podzielić jest Mecz Gwiazd 2015. Będąc w centrum całego zamieszania nadal nie mogę wyjść z wrażenia, jakie zrobiła na mnie organizacja tego przedsięwzięcia. Wszystko było na najwyższym poziomie. Kosmiczny widok - hala wypełniona po brzegi, ogień, muzyka, występy, billboardy, speaker, a raczej wodzirej. To wszystko dało wydźwięk prawdziwie fantastycznej imprezy - dla mnie osobiście niezapomnianej i najlepszej ze wszystkich, w których mogłam uczestniczyć. Sam mecz stał na dobrym poziomie, choć przy tak dużej ilości przerw (aż 4 w każdej kwarcie) wymagał od nas ciągłego dogrzewania się i wielkiej koncentracji. Reprezentacja to zaszczyt i honor, dlatego ogromnie cieszy mnie fakt, że przed nami Eurobasket, o którym zacznę myśleć, gdy tylko skończy się sezon, ponieważ już 5 maja rozpoczynamy zgrupowanie.

Do zobaczenia na R22 - czy R20? Zmiany Urzędowe są czasem niezrozumiałe. Tak czy siak - niech moc będzie z NAMI!!!!


Jesteśmy w pełni świadome stawki meczów

Dodano: 2015-04-17

Rozpoczynając przygotowania do sezonu, każdy w głowie rozważa - jaki to będzie czas. Czy uda się osiągnąć cele zespołowe i indywidualne, czy będzie dobra atmosfera w zespole i w otaczającym go środowisku, czy będę szczęśliwa/wy… Te i wiele innych pytań rozbrzmiewają w naszych głowach.

Dziś stoimy przed ostatnim etapem sezonu 2014/2015. Euroligowy Mistrz - USK Praga, którego tak znacząco pokonałyśmy na swoim parkiecie, zagrał kapitalny mecz finałowy i nie pozostaje nic innego, jak tylko pochylić czoła i pogratulować. Samemu jednak można spojrzeć na wszystko z wielkim smutkiem i żalem, jak blisko nas było euroligowe szaleństwo. Na taki sposób rozgrywania Euroligi nie mamy wpływu ale warto podkreślić, że na cztery wychodzące z grupy zespoły, nasze zajęły trzy pierwsze miejsca, a tak niewiele brakowało nam by skończyć zmagania grupowe na trzeciej pozycji. To jest właśnie piękno sportu - granica między wielkim sukcesem i radością, a niezadowoleniem, czasem porażką, jest bardzo cienka.

Obrona tytułu Mistrza Polski jest cały czas aktualna. W sobotę pierwsze spotkanie z rewelacją rozgrywek - Artego Bydgoszcz. Pokonały drugi euroligowy zespół naszego kraju 3:0, czego myślę, że nawet one się nie spodziewały. Mają jako jedyni w naszej lidze zagraniczną zawodniczkę z polskim paszportem co umożliwia im grę czterema zawodniczkami z USA w tym samym momencie. Dość nietypowa sytuacja jak na przepis, że dwie Polki muszą być na boisku. My podchodzimy do tych meczy z wielkim zaangażowaniem i pełną świadomością, o co gramy. Nieustępliwość w obronie, walka w powietrzu i w parterze. Nie zawsze atak wychodzi na miarę możliwości zespołu, dlatego w tych meczach szczególny nacisk będziemy kładły na obronę. Czy nasze założenia i niespodzianki się sprawdzą - to już wyjaśni się w ten weekend.


Nie wysiadłam z tego pociągu

2015-05-10 21

Wsiadłam do pociągu by w krótkiej przerwie kadrowej odwiedzić rodzinne strony.

Świdwin - miasto, w którym zaczęła się moja koszykarska przygoda. To mieszkający w tym mieście trener Kazimierz Cieślak mnie wynalazł, uwierzył i dał podstawy koszykówki.

Dziś jadąc pociągiem zatrzymaliśmy się na tej stacji i poczułam, że w pewnym sensie moje koszykarskie życie zatoczyło koło...

Przychodząc do tej małej miejscowości miałam sprawność, koordynację i wielkie marzenia - o grze w ekstraklasie, o Eurolidze, o Mistrzu Polski, o reprezentacji, o Mistrzostwie Europy, o Igrzyskach. Wiara mojego trenera i poświęcony jego wolny czas na nasze indywidualne treningi rozbudzały te marzenia jeszcze bardziej. Rozbudziły na tyle, że część z nich stała się faktem. Poprzez absolutny zbieg okoliczności przejechałam przez to miasto, ale już nie jako dziewczynka, która chce się szkolić, tylko jako gracz euroligowego klubu, reprezentantka kraju oraz zdobywca Mistrzostwa Polski w połączeniu z indywidualną nagrodą MVP finałów… Uczucie piękne, wzruszające, przepełniające całe moje ciało głębokim poczuciem spełnienia, a w tym wszystkim przypominające drogę, którą przeszłam, by stać się tym, kim jestem.

Przez moment chciałam wysiąść z pociągu, który na chwilę przystanął na tak ważnej w mojej karierze stacji, ale... Przecież nie spełniłam jeszcze wszystkich swoich marzeń... Tak wiele mam ich już w swoim życiu, lecz pozostają te, po które nie dane było mi sięgnąć - jeszcze - w to wierzę głęboko.

W najbliższych dniach wrócę na zgrupowanie, które rozpoczęłyśmy 9 dni po zakończeniu ostatniego meczu. Większość zespołu rozjechała się w kolejny dzień i na wspólne fetowanie nie było czasu. Wyczerpujący sezon dobiegł końca i każda z przyjezdnych marzyła o jak najszybszym powrocie do domu. Mam to szczęście, że mieszkam w Krakowie i radości z Mistrzostwa w moim wykonaniu nie było końca.

Nie wysiadłam... Pędzę więc nadal pociągiem mojej sportowej kariery, by razem z innymi polskimi zawodniczkami kontynuować przygotowania do spełnienia wspólnych marzeń...

Wam, drodzy kibice, pragnę podziękować za kolejny wspaniały sezon. Zakończyliśmy go triumfem, więc wszyscy możemy być zadowoleni z wykonanej pracy. Dziękuję również osobom pracującym w klubie, które były nam zawsze pomocne i organizowały wszystko, co nas otaczało na szóstkę - odciążali nasze głowy i dawali spokój, który pozwalał nam dobrze trenować i przygotowywać się do meczu. Wielkie słowa uznania kieruję w stronę sztabu medycznego, który stawiał nas wszystkie na nogi ze wszystkich swoich sił. Praca tych osób jest dla Was niewidoczna, ale zaufajcie mi, że bez nich nie byłoby nas wszystkich w tym „pociągu”, który nosił piękną nazwę Wisła Can-Pack Kraków.


Nowy sezon nowe wyzwania

Dodano: 2015-08-23


Witam wszystkich po wakacyjnej przerwie.

Na nasze pierwsze spotkanie zapraszam już 6 września, kiedy to odbędzie się prezentacja zespołu połączona z meczem sparingowym przeciwko drużynie z Koszyc. Wolny czas po zakończeniu sezonu upłynął mi pod znakiem Eurobasketu, podróży w rodzinne strony oraz europejskich podbojów, i a może przede wszystkim większość czasu poświeciłam rehabilitacji ścięgna Achillesa. Tak naprawdę potrzebowałabym trzech miesięcy na pełną rekonwalescencje. Niestety, czas miałam mocno ograniczony i razem z Doktorem Zającem podejmowaliśmy różne próby - od tych przyjemnych, jak pobyt w Malinowym Zdroju, do tych znacznie mniej, jak bolesny zabieg komórek macierzystych. Walczyliśmy ze wszystkich sił, by było dobrze.

18 sierpnia pełna energii i głodna wyzwań wskoczyłam w nowe buciki przygotowane przez Under Armour i ruszyłam na pierwsze wspólne treningi. Nowi trenerzy, nowe zawodniczki, nowe rozdanie nowego sezonu. Początek to czas, by podciągnąć siły i wytrzymałość w organiźmie - za to odpowiada Jordi, który jest doskonałym fachowcem, a jego szeroki zasób wiedzy pozwala na urozmaicanie treningów kondycyjno-siłowych. Pracujemy, a goniący czas pcha nas w koszykarskie treningi, które odbywają się pod dyktando Jose. Ustala nasze koszykarskie ABC na bazie, którego będziemy funkcjonować w koszykówce, jaką dla nas zaplanował. Uważam, że ten sezon będzie dla nas wielkim wyzwaniem - nie mając w składzie wielkich gwiazd, cała siła będzie rozkładana na zespół i jeśli tym zespołem będziemy, to wszystkie cele, jakie w tym sezonie postawił przed nami klub, będziemy w stanie osiągnąć. Tyle słowem wstępu na nowy sezon, uciekam na kolejny trening. Pozdrawiam wszystkich czytelników!!


Z optymizmem spoglądam na przyszłość reprezentacji

Dodano: 2015-10-09

Pisząc, właściwie, można wszystko - chwalić, krytykować, naśmiewać się, obrażać, doceniać, wywyższać… Nie ma ograniczeń - taki jest dzisiejszy świat. Moje ostatnie doświadczenia po przystąpieniu do sezonu sprawiają, że dziś będę o wszystkim co mnie spotyka pisać pozytywnie.

Pozytywizm w każdej sytuacji odnajduję w moim mężu - jego uśmiech, jego racjonalizm i spokój sprawia, że każdy nasz wspólny dzień jest piękny. W koszykówce pośród trenerów bywa różnie. Potrafią stłamsić zawodnika, bądź tak jak Jose Hernandez pokazać, że koszykówką można się bawić, można trenować na poważnie, ale z uśmiechem, z zaangażowaniem, ale i z przyjemnością. Ma świadomość, jaki skład został zbudowany, ale w żadnym momencie nie pozwala nam spuszczać głów. Daje nam wiarę, że nasze możliwości są wielkie, że każda z nas ma w sobie wielką moc i umiejętności. Trochę to może brzmi banalnie, ale wierzcie mi, że to nie jest takie oczywiste dla wszystkich trenerów, by tak uświadamiać swoich graczy.

Na moje szczęście, nie jest on jedyną osobą w tym sezonie w koszykówce, która pozwala, a wręcz nakłania mnie do takiego myślenia. Z duszą na ramieniu, po ostatnich wydarzeniach związanych z kadrą, jechałam na zgrupowanie. Po doskonałym w naszym wykonaniu meczu w Gorzowie, odwiedziłam na 8 godzin rodziców i wsiadłam o 6.00 rano, niewyspana i zmęczona, w pociąg, by stawić się na pierwsze zgrupowanie z nowym trenerem. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Wiedziałam, że Teodor Mołłow ma 67 lat i głośno krzyczy na meczach - tyle zapamiętałam z meczu przeciwko jego drużynie rozgrywanego w zeszłym sezonie. Wybór jego osoby wywołał falę krytyki na PZKosz, ale nie poddawałam się tym opiniom i z czystą głową ruszyłam w nowe wyzwania. Po przyjeździe okazało się, że on jest nie tylko trenerem, on przede wszystkim jest dobrym człowiekiem, który jak ojciec będzie się nami opiekował i dbał, by nikt nie zrobił nam krzywdy. Stworzył atmosferę, w której znaczna część nas czuła się fantastycznie (zawsze znajdą się osoby, którym coś nie odpowiada, więc zakładam, że i tu takie były). Gdy przyszło do wyjazdu, narzekałyśmy, że tak szybko zleciało.

Białoruś oraz Belgia to bardzo trudni przeciwnicy, a więc o awans na Mistrzostwa Europy może być bardzo ciężko. Jednak najważniejsze, że kadra budowana jest z myślą o przyszłości. Pojawiło się wiele młodych dziewczyn, których imion uczyłam się do ostatniego dnia zgrupowania, ale czuję wewnętrznie, że warto było, bo przyszłość przed nimi i wierzę głęboko, ze Trener Mołłow ze swoim człowieczeństwem wprowadzi w tą kadrę nowe życie, lepsze życie.

Powrót do Krakowa trwał tyle i trwa przepakowanie torby - tym razem na krótki wypad do SPA-Malinowy Zdrój. Tam spotkałyśmy się z całym zespołem i stęsknione za swoim towarzystwem nadgoniłyśmy wszystkie zaległości, spędzając każdą wolną chwilę we wspólnym gronie. SPA to jednak nie do końca maseczki i manicure, dla nas SPA to rehabilitacja - z gabinetu do gabinetu z karteczką, o kolejnych zabiegach - borowiny, kąpiele siarkowe, masaże, itp. Teraz wracamy do naszego rytmu, trenujemy - siłownia, kosz, kondycja, wszystko, co ma nas wnieść na wyżyny.

Efekty tej pracy już w najbliższym meczu z Sosnowcem - sama jestem ciekawa, jak się zaprezentujemy po takiej przerwie.

Galeria zdjęć

Justyna Żurowska, 3.10.2012.[Foto: Krzysztof Porębski/wislacanpack.pl]
Justyna Żurowska, 3.10.2012.
[Foto: Krzysztof Porębski/wislacanpack.pl]
Justyna Żurowska, 30.10.2013.[Foto: Krzysztof Porębski/wislacanpack.pl]
Justyna Żurowska, 30.10.2013.
[Foto: Krzysztof Porębski/wislacanpack.pl]
2013.12.11Wisła Can-Pack Kraków - Nadieżda Orenburg 52:60Autor: Leszek StępieńŹródło: WislaPortal.pl
2013.12.11
Wisła Can-Pack Kraków - Nadieżda Orenburg 52:60
Autor: Leszek Stępień
Źródło: WislaPortal.pl
2014.02.26Wisła Can-Pack Kraków - BLMA 72:48Autor: Marcin MachalskiŹródło: WislaLive.pl
2014.02.26
Wisła Can-Pack Kraków - BLMA 72:48
Autor: Marcin Machalski
Źródło: WislaLive.pl
2014.03.14Wisła Can-Pack Kraków - Nadieżda Orenburg 76:83Autor: Krzysztof PorębskiŹródło: WislaCanPack.pl
2014.03.14
Wisła Can-Pack Kraków - Nadieżda Orenburg 76:83
Autor: Krzysztof Porębski
Źródło: WislaCanPack.pl
2014.03.22Wisła Can-Pack Kraków - Artego Bydgoszcz 69:62Autor: Krzysztof PorębskiŹródło: WislaCanPack.pl
2014.03.22
Wisła Can-Pack Kraków - Artego Bydgoszcz 69:62
Autor: Krzysztof Porębski
Źródło: WislaCanPack.pl
2014.03.22Wisła Can-Pack Kraków - Artego Bydgoszcz 69:62Autor: WislaPortal.plŹródło: WislaPortal.pl
2014.03.22
Wisła Can-Pack Kraków - Artego Bydgoszcz 69:62
Autor: WislaPortal.pl
Źródło: WislaPortal.pl
2014.03.22Wisła Can-Pack Kraków - Artego Bydgoszcz 69:62Autor: WislaPortal.plŹródło: WislaPortal.pl
2014.03.22
Wisła Can-Pack Kraków - Artego Bydgoszcz 69:62
Autor: WislaPortal.pl
Źródło: WislaPortal.pl
Justyna ŻurowskaAutor: WislaPortal.plŹródło: WislaPortal.pl
Justyna Żurowska
Autor: WislaPortal.pl
Źródło: WislaPortal.pl
2015.01.24 CCC Polkowice - Wisła Can-PackAutor: Leszek StępieńŹródło: wislacanpack.pl
2015.01.24 CCC Polkowice - Wisła Can-Pack
Autor: Leszek Stępień
Źródło: wislacanpack.pl
015.02.14 Wisła Can-Pack Kraków – KSSSE AZS PWSZ Gorzów WielkopolskiAutor: Leszek StępieńŹródło: wislacanpack.pl
015.02.14 Wisła Can-Pack Kraków – KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski
Autor: Leszek Stępień
Źródło: wislacanpack.pl
2015.04.01 Wisła Can-Pack Kraków - CCC PolkowiceAutor: Leszek StępieńŹródło: wislacanpack.pl
2015.04.01 Wisła Can-Pack Kraków - CCC Polkowice
Autor: Leszek Stępień
Źródło: wislacanpack.pl
2015.04.25 Artego Bydgoszcz - Wisła Can-Pack KrakówAutor: Leszek StępieńŹródło: wislacanpack.pl
2015.04.25 Artego Bydgoszcz - Wisła Can-Pack Kraków
Autor: Leszek Stępień
Źródło: wislacanpack.pl
2015.09.24 Wisła Can-Pack Kraków - MUKS PoznańAutor: Krzysztof PorębskiŹródło: wislaportal.pl
2015.09.24 Wisła Can-Pack Kraków - MUKS Poznań
Autor: Krzysztof Porębski
Źródło: wislaportal.pl
22015.10.10 Wisła Can-Pack Kraków - JAS-FBG Zagłębie SosnowiecŹródło: wislacanpack.pl
22015.10.10 Wisła Can-Pack Kraków - JAS-FBG Zagłębie Sosnowiec

Źródło: wislacanpack.pl
2016.03.15 Wisła Can-Pack Kraków - Pszczółka AZS UMCS Lublin
2016.03.15 Wisła Can-Pack Kraków - Pszczółka AZS UMCS Lublin
2016.04.16 Wisła Can-Pack Kraków - Ślęza Wrocław
2016.04.16 Wisła Can-Pack Kraków - Ślęza Wrocław
2018.09.07 Victoria Jaworzno - Wisła KrakówAutor: A. ŻmijewskaŹródło:  wisla.krakow.pl
2018.09.07 Victoria Jaworzno - Wisła Kraków
Autor: A. Żmijewska
Źródło: wisla.krakow.pl
2018.09.23 Ślęza Wrocław - Wisła CANPACK KrakówAutor: B. ZiółkowskiŹródło:  wislacanpack.pl
2018.09.23 Ślęza Wrocław - Wisła CANPACK Kraków
Autor: B. Ziółkowski
Źródło: wislacanpack.pl
2018.11.04 Wisła CANPACK Kraków - TS Ostrovia Ostrów WielkopolskiAutor: B. ZiółkowskiŹródło:  wislacanpack.pl
2018.11.04 Wisła CANPACK Kraków - TS Ostrovia Ostrów Wielkopolski
Autor: B. Ziółkowski
Źródło: wislacanpack.pl