Kiko Ramírez

Z Historia Wisły

(Przekierowano z Kiko Ramirez)
Podczas konferencji prasowej w dniu 5 stycznia 2017 r.
Podczas konferencji prasowej w dniu 5 stycznia 2017 r.

Francisco "Kiko" Ramírez González (ur. 14 lipca 1970 roku w Tarragonie) - hiszpański trener pierwszej drużyny od 5 stycznia do 10 grudnia 2017 roku. Umowa 46-latka z Białą Gwiazdą została podpisana do czerwca 2017 roku, w maju przedłużono kontrakt na sezon 2017/18. W grudniu po serii trzech meczów bez zwycięstwa, zarząd Wisły Kraków SA podjął decyzję o zwolnieniu pierwszego szkoleniowca Białej Gwiazdy. Informacja ta została podana dwie godziny po domowej porażce 0:1 z płocką Wisłą.

Spis treści

Kariera trenerska

Klub Lata Kraj
Pobla de Mafumet 2010–2012 Hiszpania
Gimnàstic de Tarragona 2012 Hiszpania
CE L'Hospitalet 2013–2015 Hiszpania
CD Castellón 2015–2016 Hiszpania
Wisła Kraków 2017 Polska
CE Sabadell FC 2019 Hiszpania
Xanthi FC 2019– Grecja

Artykuły, wywiady

Francisco „Kiko” Ramirez Gonzalez trenerem Wisły Kraków

Podczas konferencji prasowej w dniu 5 stycznia 2017 r.
Podczas konferencji prasowej w dniu 5 stycznia 2017 r.
Adrian Filipek, Sławomir Chmiel, Kiko Ramirez, 29.03.2017, wręczenie nagrody Akademii najlepszemu zawodnikowi marca 2017.Źródło: akademiawisly.pl
Adrian Filipek, Sławomir Chmiel, Kiko Ramirez, 29.03.2017, wręczenie nagrody Akademii najlepszemu zawodnikowi marca 2017.
Źródło: akademiawisly.pl

data publikacji: 03.01.2017

Francisco „Kiko” Ramirez Gonzalez urodził się 14 lipca 1970 roku w Tarragonie. Swoje pierwsze kroki stawiał w lokalnym Gimnasticu. W ekipie „Nastic” spędził niemal pół swojej piłkarskiej kariery i rozegrał tam 110 spotkań. W 1996 roku opuścił Nou Estadi i zasilił ekipę CE Sabadell FC. Podczas jednego sezonu w barwach katalońskiego klubu wystąpił w 35 meczach zdobywając 18 bramek. Dobra dyspozycja strzelecka przyczyniła się do transferu do Malagi CF, z którą wywalczył awans do Segunda Division. Pod koniec swojej piłkarskiej kariery Hiszpan grał dla AD Ceuta FC, FC Cartagena oraz Novelda FC.

Jeśli chodzi o karierę trenerską nowego szkoleniowca Wisły Kraków to pierwsze szlify zbierał w klubie ze swojej rodzinnej miejscowości. Funkcję drugiego trenera w Gimnasticu Tarragona pełnił u boku m.in. Jose Carlosa Granero, Pepa Balaguera, Cesara Ferrando czy Luisa Cesara Sampedro. Hiszpan wraz z członkami sztabu szkoleniowego „Granas” przyczynił się do jednego z najświetniejszych okresów w historii klubu. Od 2002 do 2006 roku „Nastic” przeszedł drogę z Segunda Division B do Primera Division, gdzie mierzył się z topowymi klubami Półwyspu Iberyjskiego.

W kolejnym sezonie Francisco Ramirez Gonzalez przejął zespół Gimnasticu U19 i doprowadził do awansu oraz udziału w Pucharze Króla.


Ostatnie lata

W 2010 roku „Kiko” objął stery w Club de Futbol Pobla de Mafumet. Z „Czerwonymi Diabłami” dwa razy zakwalifikował się do baraży o awans do Segunda Division B. Po dwuletniej przygodzie z „Pobletanos” podjął pracę w „Tarraconenses”.

W Segunda Division B ponownie zagościł w 2013 roku pod banderą Centre d’Esports L’Hospitalet. „Kiko” z miejsca odmienił grę ekipy z Katalonii, która od momentu rozpoczęcia pracy szkoleniowca zanotowała jedynie trzy porażki i na koniec sezonu uplasowała się na drugim miejscu w swojej grupie w Segunda Division B. W finale fazy play-off ekipa Hiszpana z Tarragony minimalnie przegrała z C.D. Leganes i nie awansowała do wyższej klasy rozgrywkowej. Kolejny sezon nie był już tak dobry jak poprzedni i „L’Hospi” zakończyli go na dziewiątym miejscu w ligowej tabeli.

Ostatnim klubem Francisco „Kiko” Ramireza Gonzaleza był występujący w Tercera Division CD Castellon. „Orelluts” przed przyjściem szkoleniowca od strefy spadkowej dzieliły zaledwie trzy punkty, lecz 46-letni szkoleniowiec sprawił, iż sezon 2015/16 zakończyli na miejscu premiowanym barażami do Segunda Division B.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl


Wisła zaprezentowała nowego trenera - Kiko Ramíreza

data publikacji: 5 stycznia 2017 r.

Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej - włodarze krakowskiej Wisły zaprezentowali nowego trenera pierwszej drużyny piłkarskiej "Białej Gwiazdy", którym został 46-letni Hiszpan, Francisco "Kiko" Ramírez González.


W pierwszych słowach nowego szkoleniowca przywitała Pani Prezes, Marzena Sarapata, o wiele szerzej mówił jednak o decyzji zatrudnienia Hiszpania, odpowiedzialny za nią, wiceprezes "Białej Gwiazdy" ds. sportowych, Manuel Junco.

- To ja jestem odpowiedzialny za zatrudnienie nowego trenera, którym jest Kiko Ramírez. Na wstępie chciałbym jednak podziękować trenerom Kazimierzowi Kmiecikowi i Radosławowi Sobolewskiemu za to, że w trudnym momencie przejęli drużynę i prowadzili ją do końca rundy. Wzięli za to odpowiedzialność i za to bardzo im dziękuję. Rozmawialiśmy z Radkiem, aby czasowo przejął drużynę, przy czym zależy nam również na tym, aby uzyskał licencję, żeby zdobył doświadczenie, w tym na stażach w klubach zagranicznych. Przykładem jest tutaj choćby zaplanowany tygodniowy wyjazd na taki staż w Benfice Lizbona trenera juniorów, Mariusza Jopa. Od momentu rezygnacji Dariusza Wdowczyka szukaliśmy nowego trenera, przeglądaliśmy rynek zarówno w Polsce, jak i za granicą. Sam przeprowadzałem wiele rozmów, w tym z trenerami z Polski. Oprócz Kiko Ramíreza było tutaj kilku innych trenerów, którzy oglądali także mecze Wisły. Ramírez był z kolei obecny na naszym meczu z Ruchem Chorzów. Pierwszy kontakt z trenerem Kiko Ramírezem był w zeszłym miesiącu, wcześniej się nie znaliśmy. Pytałem wielu osób z Hiszpanii i Portugalii o to, kto byłby dla nas najlepszym wyborem. Sprawdzane były nazwiska oraz zespoły, które trenowali. W przypadku Kiko uzyskałem wiele pozytywnych opinii i to od trenerów oraz od zawodników, których miał on wcześniej pod swoimi "skrzydłami". Nie znalazłem nikogo kto mówiłby o tym trenerze źle. Analizując zespoły, które prowadził Kiko, mają one pewne cechy wspólne. Jedną z nich było to, że były one bardzo dobrze zorganizowane. I to jest coś czego nam ostatnio brakowało - mówił Junco.

- Po rezygnacji trenera Dariusza Wdowczyka zapytałem dwóch trenerów z Primera División o ocenę naszych słabości. Te opinie dotyczyły głównie organizacji, porządku i taktyki na boisku. Argumentem, który przemawiał za Kiko jest właśnie kładzenie przez niego nacisku na organizację gry. Jako zespół tracimy bowiem zbyt dużo bramek. Jeśli chcemy wygrywać mecze musimy zdobywać w każdym minimum dwie, bo sami średnio tracimy ich aż 1,7. Nie ma zbyt wiele klubów, które miałby taką statystykę. Kiko jest osobą, która bardzo dobrze potrafi ustawić taktycznie defensywę. Kolejną jego mocną stroną jest to, że potrafi ukształtować wielu dobrych zawodników. Ze swojego doświadczenia muszę powiedzieć, że nie jest łatwo znaleźć trenera, przy którym zawodnicy się rozwijają, którzy się przy nim doskonalą. Kolejną pozytywną cechą Kiko jest fakt, że jest on niezwykle pracowity. Nie jest to "wielkie nazwisko", ale jest przede wszystkim osobą niezwykle pracowitą i znalazł się tutaj po to, aby ciężko pracować, jest "głodny sukcesów" - mówił wiceprezes Wisły.

- Decyzja o jego zatrudnieniu zapadła przed świętami i od tego czasu już z nami pracował. Ma już plan odnośnie przygotowania do nowej rundy, konsultowaliśmy też z nim plan sparingów. Był także w kontakcie ze swoim nowym asystentem, którym będzie Goncalo Feio, tak aby koordynować zaplanowaną pracę i 9 stycznia rozpocząć ją na 100%. Jeśli zaś chodzi o cały sztab trenerski, to pierwszym trenerem jest Kiko Ramírez, drugim jest Radosław Sobolewski, a ich asystentami będą Kazimierz Kmiecik oraz Goncalo Feio. Gdy już jesteśmy przy tym ostatnim, to muszę stanąć w jego obronie. Gdy trenował drużyny w Legii Warszawa, to wtedy był "trenerem", a gdy ma być trenerem u nas - przeczytałem, że to "student z Erasmusa". Goncalo jest przede wszystkim trenerem, jest to młoda ambitna osoba. Ostatnio pracował z naszym zespołem U-17 i jest trenerem, który bardzo poświęca się swojej pracy. Jestem przekonany, że będzie w naszym zespole wykonywać bardzo dobrze zadania, które zostaną mu powierzone. Trzeba też przyznać, że mówi o wiele lepiej po polsku niż ja. Jego rola będzie więc dodatkowa i będzie spoiwem naszego teamu. Bardzo więc proszę o szacunek dla osób, które są profesjonalistami. Jeśli chodzi o pozostałe osoby sztabu, to Mariusz Kondak nadal jest analitykiem, a trener Artur Łaciak pozostaje na stanowisku trenera bramkarzy. Ponadto za przygotowanie fizyczne odpowiedzialny będzie Jordi Jódar - przedstawiał osoby odpowiedzialne za zespół Manuel Junco.

- Kiko zdaje sobie sprawę z wyzwania, które go czeka. Życzę mu ogromnych sukcesów, jako trenerowi Wisły Kraków - zakończył swoją część wypowiedzi wiceprezes Wisły.

Po tych słowach głos zabrał nowy trener "Białej Gwiazdy" Kiko Ramírez.

- Przede wszystkim chcę podziękować pani prezes oraz panu prezesowi za okazane mi zaufanie. Jestem optymistą, jestem osobą pozytywnie nastawioną, a to jest moja ważna broń. Jestem pracowity oraz szczery. Dziękuję także dziennikarzom oraz kibicom, którzy zaczęli już pisać do mnie na Twitterze. Myślę, że będę miał wspaniały zespół, z którym będziemy wspólnie pracować. Uważam, że nasze nastawienie będzie takie, aby być drużyną zwycięzców - powiedział Kiko Ramírez.

- W ostatnim czasie dużo podróżowałem, oglądałem różne mecze w Europie. Zdaje sobie sprawę, że polska liga jest bardzo siłowa, z dużą intensywnością, ale musimy znaleźć "złoty środek", zwłaszcza jeśli chodzi o organizację gry. Jest to dla mnie bardzo duże wyzwanie, ale jestem ambitny i chcę wykonywać coraz ważniejsze zadania. Dziś jestem w jednym z najwspanialszych klubów w Europie i jest to dla mnie bardzo duże wyzwanie - dodał Ramírez.

- Moim celem jest zdobycie zaufania, aby zostać tutaj dłużej niż te pół roku, na które została podpisana moja umowa - przyznał ponadto Hiszpan, który jak wiadomo parafował z "Białą Gwiazdą" krótki, bo zaledwie półroczny kontrakt.

Na spotkaniu, na którym zaprezentowano nowego trenera Wisły Kraków obecni byli także jego polscy asystenci, a mianowicie - Kazimierz Kmiecik oraz Radosław Sobolewski. Co zrozumiałe kilka pytań od dziennikarzy zostało skierowanych właśnie do popularnego "Sobola".

- Oczekuję od trenera Ramíreza dobrej współpracy. Chcę się jak najwięcej nauczyć. Trener jest z Hiszpanii, z innej kultury, innej mentalności. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie poparta sukcesami - mówił Sobolewski pytany o to czego oczekuje w związku ze zmianami w sztabie. A że ta może być owocna, niech świadczy fakt, że "Sobol" już "złapał" kilka słów po hiszpańsku, które Kiko Ramírez zdążył go nauczyć.

- Radek Sobolewski będzie się ode mnie uczył hiszpańskiego, a ja od niego polskiego - powiedział bowiem zaraz po krótkiej hiszpańskiej próbce umiejętności "Sobola", Kiko Ramírez. - Na pewno skupię się na najważniejszych słowach, ale przede wszystkim chcę zintegrować się z kulturą oraz krajem - dodał Hiszpan, pytany oczywiście o to, czy zamierza uczyć się naszego języka.

Na zakończenie na pewno ważne były też słowa trenera Sobolewskiego, które warto bez wątpienia przytoczyć.

- O wielu rzeczach nie wiecie, bo widzieć nie mogliście - mówił Sobolewski. - Ja jestem realistą i każdy w sztabie, gdy przejęliśmy zespół, był realistą. Widzieliśmy, że było to rozwiązanie tymczasowe. Dotknięcie przez miesiąc i prowadzenie pierwszego zespołu było dla mnie fantastyczne. Wiele rzeczy wiem i potrafię, ale wiele rzeczy jest jeszcze przede mną i być może ktoś kiedyś znów mi zaufa. Wydarzenia potoczyły się tak jak się potoczyły i każdy przyjął je z pełną świadomością - zakończył wiślacki trener.


Źródło: wislaportal.pl

Junco: Pracowity, zorganizowany i głodny sukcesów

Data publikacji: 05-01-2017 12:00


Podczas dzisiejszej konferencji prasowej zorganizowanej na Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana został przedstawiony nowy szkoleniowiec Białej Gwiazdy Francisco „Kiko” Ramirez. O kulisach wyboru trenera, sztabie szkoleniowym oraz zimowych planach transferowych opowiedział Manuel Junco, Wiceprezes ds. Sportowych.

„Poszukiwanie pierwszego trenera było długim procesem. Przeglądaliśmy rynek zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przede wszystkim pytałem wielu osób z Hiszpanii i Portugalii, kto byłby dobrym opiekunem dla krakowskiej ekipy. W przypadku Kiko uzyskałem same pozytywne opinie” - zaczął spotkanie z dziennikarzami Manuel Junco.

Nasz prezes oznajmił, że poszukiwania trenera rozpoczęły się zaraz po rezygnacji z pełnienia funkcji przez Dariusza Wdowczyka. „Sam przeprowadziłem wiele wywiadów. Potwierdzam, że rozmawiałem z kilkoma szkoleniowcami z Polski. Sprawdzałem nazwiska i oglądałem formacje, którymi kierowali. Pierwszy kontakt z Kiko miałem w zeszłym miesiącu. Wspólnie oglądaliśmy spotkanie Wisły w Chorzowie".

„Kiko rozpocznie pracę z drużyną od 9 stycznia. Jednak już od początku grudnia przygotowywał wstępny plan na sezon, tak aby w poniedziałek rozpocząć kierowanie zespołem na sto procent” - dodaje Junco.

Organizacja gry, pracowitość

Wybór nowego szkoleniowca był nieco zaskakujący w szczególności dla dziennikarzy. Dlaczego padło akurat na Hiszpana? „Jednym z kluczowych zagadnień, które świadczą za Kiko jest dobra organizacja taktyczna. Kolejną jego cechą jest to, że wykształcił wielu znakomitych zawodników. Mogę powiedzieć, że trudno jest znaleźć trenera, który sprawia, że piłkarze się rozwijają. Zdajemy sobie sprawę, że nie jest to wielkie nazwisko, ale wyróżnia go pracowitość i zaangażowanie. Zostawił swoją rodzinę w Hiszpanii i przybył tu po to, aby poświecić się obowiązkom”

Manuel Junco zaznaczył, że wszyscy, z którymi rozmawiał wypowiadali się korzystanie na temat nowego opiekuna Białej Gwiazdy. „Rozmawiałem z zawodnikami, których miał pod swoimi skrzydłami. I mogę państwu powiedzieć, że nie znalazłem nikogo, kto mówił źle o trenerze. Uzyskałem same pozytywne opnie”

Spoiwo drużyny

Wiceprezes ds. sportowych przedstawił także zmiany w sztabie szkoleniowym, o których informowaliśmy wcześniej. Do pierwszego zespołu z Akademii Piłkarskiej przenosi się Goncalo Feio. „Przede wszystkim nie zapominajmy, że Goncalo jest trenerem, a dodatkowo jest młody, pełen chęci do pracy i bardzo poświecą się obowiązkom. Jestem przekonany, że wykonana niesamowitą pracę w naszej ekipie” - zapewnia Manuel Junco.

Dodatkowo Goncalo będzie łącznikiem w drużynie. „Oczywiście trzeba przyznać, że mówi o wiele lepiej po polsku niż ja. Dlatego będzie spoiwem naszego zespołu”.

Ruchy transferowe

„Naszą ideą jest posiadanie dwóch zawodników na każdą pozycję. Chodzi o to, aby wprowadzić zdrową rywalizację. Niektóre z tych funkcji będą obsadzone młodymi zawodnikami, inne nieco bardziej doświadczonymi” - zdradza wiceprezes.

Wczoraj poinformowaliśmy o pozyskaniu Zorana Arsenicia, którego kontrakt będzie obowiązywać od lipca. „Zoran to zawodnik, który posiada spory potencjał i musi go wykorzystać. Mamy nadzieję, że pojawi się tutaj na początku lata, ale jeśli będzie możliwość sprowadzenia go w zimie to zrobimy wszystko by przyszedł już teraz”


Podziękowania dla trenerów

Prezes Junco podziękował również duetowi trenerskiemu Kmiecik-Sobolewski. „Przede wszystkim chciałem podziękować szkoleniowcom Kmiecikowi i Sobolewskiemu za objęcie zespołu w trudnej dla nas chwili. Pomogli nam, przejęli stery, zaakceptowali decyzję i podjęli wyzwanie w ważnym momencie dla klubu. Zaryzykowali swoimi nazwiskami i chciałbym im za to podziękować”.

Angelika Głuszek

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Kiko Ramirez: Będziemy drużyną zwycięzców!

Data publikacji: 05-01-2017 12:20


Kiko Ramirez jest zachwycony Wisłą, a także samym miastem, w którym przyjdzie mu pracować. Jednak czasu na zwiedzanie zabytków będzie bardzo mało, bo już od poniedziałku wraz ze swoim sztabem i piłkarzami zabiera się do pracy. A jak mówi o sobie Hiszpan - pracowitość to jego drugie imię. Fot. Przemek MarczewskiFot. Przemek Marczewski

Nowy trener Białej Gwiazdy jest niezwykle wdzięczny całemu zarządowi za okazane zaufanie i zaznacza, że to dla niego najważniejsze wyzwanie w karierze. „Przede wszystkim chciałbym podziękować całemu zarządowi za wsparcie i za to, że postanowili zaangażować mnie do pracy w tak wielkim klubie. Dziękuję też kibicom i dziennikarzom, którzy pisali do mnie z gratulacjami na Twitterze - to bardzo miłe”.

Pracuś optymista

O nowym szkoleniowcu Wisły fani wiedzieli niewiele. Dlatego Ramirez postanowił opowiedzieć kilka słów o sobie. „Jestem przede wszystkim osobą bardzo otwartą i optymistycznie nastawioną do otoczenia. Myślę, że są to bardzo ważne narzędzia trenera. Innymi moimi zaletami są też ogromna pracowitość i szczerość. Jestem pewien, że będę miał wspaniały zespół i, że będziemy mieć drużynę zwycięzców. Praca tutaj to bardzo duże wyzwanie dla mnie, ale ja zawsze ambitnie myślę o przyszłości i stale chcę wykonywać nowe, trudniejsze zadania. Dziś jestem we wspaniałym klubie, z piękną tradycją, kibicami i teraz to jest dla mnie najważniejsze” - opowiada hiszpański trener.

Wielu dziennikarzy zastanawiało się czy ktoś kto urodził się w kraju Pepa Guardioli, czy Vicente del Bosque odnajdzie się w siłowej lidze, gdzie liczy się często przygotowanie fizyczne, a nie umiejętności czysto techniczne. Ale Kiko Ramirez dokonał już wstępnej analizy ekstraklasowych zespołów i jest przekonany, że znajdzie złoty środek. „Przychodząc do Wisły mam świadomość, że polska liga jest specyficzna, ale miałem ostatnio dużo czasu, który poświęciłem na analizę i uważam, że nie będzie stanowiło to problemu. Musimy znaleźć złoty środek, czyli poprawić defensywę i pokazać, że jesteśmy dobrze zorganizowaną drużyną” - analizuje na gorąco opiekun pierwszego zespołu, który ostatnio miał okazję pracować dla Rayo Vallecano jako trener analityk i osoba odpowiedzialna za wyszukiwanie piłkarzy do zespołu.

Fan Simeone

Jednak największym trenerskim idolem Hiszpana nie jest Ruben Baraja (obecny opiekun Rayo), a Diego Simeone. „W ostatnim czasie bardzo dużo podróżowałem i obejrzałem ponad 70 meczów w ciągu niespełna sześciu miesięcy. Był to dla mnie bardzo ważny okres, bo mogłem spojrzeć na futbol z nieco innej perspektywy i zdobyć nowe doświadczenie. Istotne było też to, że potem całą nabytą wiedzę starałem się jakoś przetworzyć i wykorzystać. Czy kogoś szczególnie podziwiam? Na pewno mogę wyróżnić Diego Simeone, jest kapitalnym szkoleniowcem, a w dalszej kolejności Pepa Guradiolę”.

Ambitne cele

Kiko Ramirez nie uważa, by bariera językowa stanowiła problem w komunikacji z drużyną i stawia sobie jak zawsze ambitne cele. Obiecuje też, że będzie starał się szybko nadrobić braki. „Cel się nie zmienia - chcemy awansować do ósemki, a potem walczyć o awans do europejskich pucharów. Chciałbym też szybko zdobyć zaufanie całej drużyny i zostać tu dłużej, bo Kraków to piękne miasto. Uważam, że różnice językowe nie będą stanowiły przeszkody. Mamy przecież w sztabie choćby Radka Sobolewskiego, więc na pewno nauczę się od niego trochę polskiego, a on ode mnie hiszpańskiego. Tylko Wisła!” - zakończył po polsku nowy trener Wisły, który zadebiutuje w lidze przeciwko Koronie Kielce.

Michał Hardek

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Ramirez: Stać się istotną postacią w historii klubu

Data publikacji: 16-01-2017 13:00


„Chciałbym związać swoją karierę z Wisłą na wiele lat. Nie lubię zawodowo skakać z kwiatka na kwiatek. Chcę jak najwięcej się uczyć, czynić postępy z Wisłą i stać się istotną postacią klubu. A zawodników w szatni zarażać optymizmem” - deklaruje trener Kiko Ramírez na starcie swojej współpracy z Białą Gwiazdą.

Jak minęły Panu pierwsze dni w Krakowie?

To były dni ciężkiej pracy. Dni, podczas których wpływ na naszą pracę miała także pogoda. Wykorzystaliśmy ten czas, odpowiednio go przepracowaliśmy. Zespół daje z siebie bardzo dużo - zarówno taktycznie, jak i fizycznie. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty.

Jakie są Pana pierwsze wrażenia dotyczące drużyny, organizacji w klubie?

Sztab szkoleniowy, pracownicy klubu - wszyscy w ostatnim czasie mają bardzo intensywny okres, wykonują ogromną pracę. Wszystko jest świetnie skoordynowane. Jestem za to wdzięczny, bo taka koordynacja działań klubu i trenerów to podstawa, by zawodnicy mogli skupić się na swoich zadaniach. Aby byli zadowoleni.

Po przenosinach pod Wawel otrzymywał Pan wiele telefonów i wiadomości z gratulacjami?

Nie da się ukryć, że wiele osób się ze mną kontaktowało. Przyjaciele, znajomi, trenerzy, zawodnicy - wszyscy są teraz kibicami Wisły Kraków, skoro to właśnie tu podjąłem pracę, doskonale znali nazwę tego klubu. Mnie i drużynie życzą jak najlepiej.

Ilu wywiadów udzielił Pan w ostatnim czasie?

Było ich naprawdę wiele, także dla prasy hiszpańskiej, nie liczyłem. (uśmiech) Ale wszystkie rozmowy wypadły bardzo dobrze.

A ogólnie dlaczego piłka?

Od zawsze funkcjonowałem w futbolu. Piłka nożna to całe moje życie!

Aktualnie w Krakowie mieszka Pan bez rodziny.

To bardzo trudne… W tym zawodzie ciężko jest przebywać z dala od domu, najbliższych. Od mojej żony, dzieci, rodziców, rodzeństwa. To jeden z mniej wdzięcznych aspektów, ale taki mam zawód. Chciałbym związać swoją karierę z Wisłą na wiele lat i móc w przyszłości ściągnąć tu również moją rodzinę.

Jest Pan gotowy na przeprowadzkę do Polski na dłużej?

Tak, taki mam plan. Nie lubię zawodowo skakać z kwiatka na kwiatek. Chcę jak najwięcej się uczyć, czynić postępy z Wisłą i stać się istotną postacią klubu.

Mówi się, że jest Pan spokojnym trenerem. Bardziej del Bosque niż Mourinho, czy Guardiolą.

Są różne momenty. Lubię gdy drużyna intensywnie pracuje na treningach i czasem trzeba to z zawodników wydobyć. Podczas meczów chcę, by bił ze mnie spokój. Mam być osobą, która nakieruje, pomoże. Nie jestem typem szkoleniowca, który będzie wyładowywał złość na piłkarzach w trakcie spotkania.

Jak planuje Pan przekonać do siebie drużynę, kibiców?

Pragnę przekonać do siebie w pierwszej kolejności piłkarzy, bo to od nich zaczyna się i na nich bazuje praca w klubie. Chcę, by mieli wolne głowy. Aby priorytety były dla nich jasne i by skupiali się wyłącznie na ostrej rywalizacji. A wtedy jestem pewny, że także kibice w nas uwierzą. Jestem optymistą i spróbuję zarazić tym optymizmem całą drużynę, przenieść go do szatni.

Ma Pan w Krakowie jakichś przyjaciół? Trenerzy koszykarek Białej Gwiazdy też są Hiszpanami.

Dokładnie tak, już o tym słyszałem! Chciałbym ich jak najszybciej poznać. Taka wymiana doświadczeń jest bardzo cenna, bo jesteśmy w takiej samej sytuacji, a oni początki mają już dawno za sobą. Wierzę, że również od nich mogę się wiele nauczyć.

Real czy Barcelona? Podobno w Hiszpanii każdy musi wybierać.

Nie, nie w moim przypadku. Za kim jestem? Za dobrym futbolem! Czasem będzie to Barcelona, a czasem Real.

A z jakiego klubu pod kątem stylu gry powinna brać przykład Wisła?

Sądzę, że w Hiszpanii taką ekipą byłoby Atletico Madryt. Agresywnie grającą bez piłki, a jednocześnie ofensywnie i z jasnym podziałem ról w drużynie.

Praca w Krakowie ma wiele zalet, choć pogodę… niekoniecznie.

Przyjechaliśmy chyba w najgorszym okresie. (śmiech) Ale jesteśmy przyzwyczajeni. Pogoda to żadna wymówka. Nie lubię szukać usprawiedliwień! Ręce na początku trochę mi zmarzły, ale damy radę! (uśmiech)

Co w pierwszych dniach przygody z naszym klubem chciałby Pan przekazać kibicom?

Aby byli optymistami i dopingowali piłkarzy. Najważniejsi w futbolu są zawodnicy i kibice. Dla nas jako dla sztabu szkoleniowego kluczowe są korzystne rezultaty i to, by nasi fani z przyjemnością patrzyli na grę zespołu.

Rozmawiał Damian Juszczyk

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Specjalnie dla nas! Kiko Ramírez: - Nie ma sensu szkodzić Wiśle, mocno jej teraz kibicuję

Niedziela, 11 marca 2018 r.

- Dużo zawdzięczam Wiśle i jeśli tylko klub będzie mnie kiedyś potrzebować, a ja akurat będę mieć taką możliwość, z chęcią Wiśle pomogę. Oczywiście, w przeszłości zdarzały się sytuacje, z którymi nie czułem się dobrze. Z czasem trochę rzeczy zrozumiałem, ale wtedy nie mogłem tego pojąć. Myślę, że jeśli znów zaczniemy mówić o osobach toksycznych, czy nietoksycznych w klubie, czy poza nim, to Wiśle to nie pomoże. Nie ma sensu jej szkodzić, mocno jej teraz kibicuję - powiedział w specjalnie przeprowadzonym dla naszego serwisu wywiadzie, Kiko Ramírez.

Co prawda kibice Wisły żyją już rundą wiosenną w Ekstraklasie, ale Pan przypomniał się im całkiem niedawno, wygrywając plebiscyt na najlepszego trenera ubiegłego roku w Małopolsce. Jak pan zareagował na to wyróżnienie?

Kiko Ramírez (były trener piłkarzy Wisły Kraków): - To było dla mnie duże zaskoczenie, bo nikt mnie o tym nie powiadomił. Myślę, że klub powinien był to zrobić. Dowiedziałem się o tym wyróżnieniu z mediów społecznościowych i jeśli mam być szczery, nie czułem się z tym zbyt dobrze. Jestem oczywiście bardzo zadowolony, bo to wyraz uznania dla mojej pracy. A są tacy, którzy uważają, że nie wykonywałem jej w Krakowie dobrze. To wyróżnienie pokazało jednak, że wielu ludzi szanuje to, co robiliśmy z Wisłą, kibice uznali, że wykonywałem dobrze swoją pracę.

Sądząc po Pana aktywności na Twitterze, wciąż śledzi Pan mecze Wisły w Ekstraklasie.

- Tak, oglądam w Katalonii mecze Ekstraklasy, w szczególności te, które są transmitowanie przez Canal+. Oczywiście przede wszystkim mam tutaj na myśli mecze z udziałem Wisły. Myślę też, że wyniki nie są takie, jakich oczekiwano i zawodnicy wydają się być tym zmartwieni. Kiedy zmieniasz trenera wydaje ci się, że będzie szło świetnie, a na razie nie wszystko idzie aż tak dobrze. Zostało jeszcze dużo meczów do końca sezonu, to będą ważne spotkania. Przed Wisłą dużo walki i teraz drużyna musi pokazać swoje prawdziwe umiejętności. Zmiana trenera nastąpiła po to, aby walczyć o mistrzostwo, a jak na razie drużyna nie odnosi takich wyników.

Po rozstaniu z Wisłą udzielił pan kilku wywiadów, które nie były szczególnie pochlebne dla klubu. Powiedział pan między innymi, że Prezes Marzena Sarapata nie zna się na piłce. Teraz, gdy minęło już trochę czasu, podchodzi Pan do tych spraw bardziej na chłodno?

- Klub nie chciał... to znaczy - tymi niefortunnymi deklaracjami chcieli poinformować kibiców, że moje zwolnienie było uzasadnione i że nie był to żaden nonsens. A prawda była inna. Jestem osobą, która w tych trudnych chwilach pracowała bardzo dużo dla zespołu. Mam duży szacunek u piłkarzy i sztabu szkoleniowego, ale też u kibiców. Myślę, że skoro zadecydowano wówczas o moim zwolnieniu, wcale nie trzeba było szukać jakichś wymówek, usprawiedliwień. Kiedy zarząd postanawia zwolnić trenera, nie musi się usprawiedliwiać, a myślę, że ten wywiad miał być właśnie czymś takim. Pojawiły się tam rzeczy, które nie były prawdą, dalej tak uważam. Ja życzę wszystkiego, co najlepsze drużynie Wisły, temu klubowi, bo darzę ogromnym szacunkiem kibiców, piłkarzy i cały sztab, który stworzyliśmy w Krakowie, razem z Manuelem Junco. Jeśli pewnego dnia ktoś z Wisły się do mnie odezwie, jeśli kiedyś klub będzie potrzebować mojej pomocy, chętnie Wiśle pomogę, bo jestem jej bardzo wdzięczny. Miałem możliwość prowadzenia wielkiego klubu, z tak ważnego miasta, jakim jest Kraków.

Nadal uważa pan, że Marzena Sarapata nie powinna być Prezesem Wisły, czy te słowa padły w emocjach?

- Uważam, że faktycznie padło wówczas kilka niefortunnych i niepotrzebnych słów, ale to już przeszłość, już o tym nie pamiętam. Myślę, że ona osobiście wcale nie myśli tak, jak powiedziała w wywiadzie, zawsze traktowała mnie bardzo dobrze, dbała o nas i wspierała. Uważam, że w głębi ona też mnie ceni. Ja też ją cenię i jestem jej wdzięczny za to, że dała mi możliwość pracy w tak historycznym klubie. Padło trochę niepotrzebnych słów, myślę, że ona wie, że się pomyliła, ale to już za nami. Ja nie mam nic na sumieniu. Osobiście życzę jak najlepiej klubowi i Pani Prezes Sarapacie.

Jak pan sądzi, dlaczego Pani Prezes zdecydowała się skrytykować pana pracę na łamach "Przeglądu Sportowego"?

- Kibice z całej Polski byli bardzo zdziwieni moim zwolnieniem, bo byliśmy o dwa punkty od miejsca gwarantującego grę w Europie, a przecież od początku sezonu zmagaliśmy się z wieloma kontuzjami. Do tego doszły zmiany kadrowe, odeszło kilku istotnych zawodników, takich jak na przykład Petar Brlek, który teraz wrócił, a mimo wszystko radziliśmy sobie dobrze. Sądzę, że decyzja o zmianie trenera była decyzją sportową. Pojawił się trener, z którym klub w przeszłości chciał nawiązać współpracę, a który teraz był wolny. Wydaje mi się, że wtedy zaczęło się poszukiwanie pretekstu, który zdaniem Pani Prezes był potrzebny do zmiany trenera. Dotknęło mnie to, bo w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie, niż ona to opisała. Nie byliśmy w stanie dać sobie rady z tamtą sytuacją, ani klub, ani ja. Moje rozczarowanie było więc w tamtym czasie uzasadnione.

A jak układała się Pana współpraca ze skautem klubu, Marcinem Kuźbą?

- To już przeszłość, nie ma sensu do tego wracać. Ludzie związani z piłką wiedzą już kto pracował w klubie, wiedzą jak to robił. Nie chcę teraz szkodzić klubowi, bo kocham kibiców Wisły. Nie sądzę, żeby wracanie do tamtych tematów i rozmawianie o tym było dobre dla klubu.

Kilku z "pańskich" zawodników, jak Carlitos czy Pol Llonch, stanowią dziś o sile Wisły Kraków. To dla pana powód do dumy?

- Tak, jestem z tego powodu szczęśliwy. Kilka polskich klubów pytało mnie już o tę kwestię. To zawodnicy, którzy trafili do Wisły z niższych lig w Hiszpanii, dotychczas "bez nazwisk", którzy w Polsce stali się bardzo ważnymi piłkarzami, w tak wymagającej lidze, jaką jest Ekstraklasa. Wiele dużych polskich klubów zwracało się bezpośrednio do mnie z propozycją współpracy, chcieli, żebym pomagał im w sprowadzaniu zawodników z Hiszpanii, znając moją sytuację i pozycję. Tacy zawodnicy, jak Pol, czy Carlos - to owoce mojej pracy. Jest jeszcze Jesús Imaz, którego nikt przedtem nie znał. Franowi Vélezowi i Juliánowi Cueście przeszkodziły kontuzje. Vullneta Bashę też znałem bardzo dobrze, jeszcze z Hiszpanii. Jestem bardzo szczęśliwy, że teraz osiągają w Wiśle dobre wyniki. Cieszę się też ze współpracy z ważnymi, wręcz emblematycznymi zawodnikami w Polsce, jak Paweł Brożek, Arkadiusz Głowacki, czy Maciej Sadlok, bo wspierali mnie do samego końca. To dla mnie bardzo ważne. Przede wszystkim chciałbym podkreślić również rolę Radosława Sobolewskiego. To osoba wyjątkowa w każdym sensie - jeśli chodzi o jego pracę, jego profesjonalizm. To, że po meczu z Cracovią wyraził publicznie swoją wdzięczność, było dla mnie bardzo ważne.

Widzi Pan go w przyszłości w roli pierwszego trenera Wisły?

- Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Cieszę się, bo mam szacunek u osoby ważnej, nie tylko jeśli chodzi o Wisłę, ale też o polski futbol w ogóle. Jego szacunek jest dla mnie szczególnie ważny, bo przepracowaliśmy wspólnie wiele godzin. Opinie takich osób są dla mnie naprawdę ważne. Bardzo ucieszyło mnie to, że Sobolewski pamiętał o mnie po tak ważnym meczu, jakim były derby z Cracovią. Jego słowa były najlepszym prezentem, jaki otrzymałem podczas mojego pobytu w Wiśle.

Wracając do tematu transferów - nie brakowało też niepowodzeń. Zé Manuel i Víctor Pérez rozstali się już z klubem, chociaż ich CV robiło naprawdę dobre wrażenie.

- To było dla mnie zaskoczenie. Niespodziewanie nie sprawdzili się ci, którzy faktycznie mieli najlepsze CV. Jeśli chodzi o Zé Manuela, jego znałem trochę mniej, bo przez całą swoją karierę grał w Portugalii, ale otrzymywałem sporo pozytywnych opinii na jego temat. To zawodnik, który ma dużo jakości, ale nie zaadaptował się w polskiej lidze. Takie sytuacje się zdarzają, tak samo było z Éverem Valencią, czy Cristiánem Echavarríą. Do Polski przyjeżdżają zawodnicy z różnych krajów, którzy potem nie mogą się w tej lidze odnaleźć, to nie jest tylko kwestia piłkarzy z Hiszpanii, czy Portugalii. Jeśli chodzi o Víctora Péreza, to uważam, że był najlepszym zawodnikiem, spośród tych, których miałem w zespole. W mojej opinii on wciąż jest świetnym zawodnikiem. Stał się też takim trochę kozłem ofiarnym po meczu z Cracovią, bardzo istotnym spotkaniu, gdy szybko dostał kartkę i kibice go za to przekreślili. To niestety też jest w piłce częste. Kiedy zagrasz źle w kluczowym meczu, to zostawia po sobie ślad. W przypadku Carlitosa ten ślad zostawił debiut z Pogonią Szczecin i gol zdobyty bezpośrednio z rzutu wolnego. Pérez nie miał tego szczęścia. Ja mimo wszystko uważam, że to świetny zawodnik, który przy odpowiedniej cierpliwości może osiągnąć naprawdę wiele. Gdybym to ja był trenerem, Víctor Pérez nie odszedłby z Wisły.

Przez klub przewinęło się jednak sporo piłkarzy, którzy szybko odeszli - choćby Hugo Vidémont, czy już wspomniani przez Pana Éver Valencia i Cristián Echavarría...

- Spora część zawodników, których sprowadziliśmy, to piłkarze, których znałem. Czasem byli to chłopcy perspektywiczni, jak Valencia, czy Echavarría. A byli to bardzo młodzi piłkarze, którzy mają jeszcze całą karierę przed sobą. Jeśli chodzi o Vidémonta, to jego transfer był decyzją "z góry", ale to się w futbolu zdarza. Akurat ten transfer nie wyszedł, ale nie mam zamiaru nikogo za to obwiniać. Z drugiej strony są tacy zawodnicy, jak Carlitos. W tym przypadku ryzyko było dużo mniejsze, bo jego ściągnięcie kosztowało nas mniej, a efekty są bardzo dobre. A jeśli chodzi o aspekt piłkarski, wyszło lepiej, niż się spodziewałem. Tak się w piłce zdarza - to jest normalne i w Wiśle, ale także w Barcelonie, w Realu Madryt, czy w Legii. Są strzały w "dziesiątkę", ale są też transfery nietrafione. Nie uważam, żeby to było coś nadzwyczajnego, to normalne, że zdarzają się pomyłki.

Wszystkie transfery to były pana decyzje?

- Oczywiście, że tak. Współpraca w klubie układała się dobrze, darzyliśmy się zaufaniem. Jeśli chodzi o Hugo Vidémonta, to był to świetny zawodnik, więc postanowiłem dać mu szansę, ale nie zaadaptował się, nie wyszło mu w Krakowie. To był jeden z najdroższych zawodników sprowadzonych do drużyny. Byli też zawodnicy, którzy kosztowali mniej, a poradzili sobie lepiej, na tym polega futbol.

W Krakowie nie dawał pan zbyt wielu szans Semirowi Štiliciowi, który teraz zbiera świetne recenzje w Wiśle Płock. Kibice mają prawo narzekać, że ten zawodnik przydałby się teraz w zespole z ulicy Reymonta?

- To nie była przypadkowa decyzja. Wisła Kraków ma swoje wymagania, Wisła Płock ma nieco inne. Semir w Płocku poprawił się pod względem fizycznym, nabrał ochoty do gry, ale tak to już jest w piłce nożnej. Cieszę się, że Štilić jest teraz w dobrej formie, cieszyło mnie też to, że miałem takiego zawodnika w drużynie, to zawsze był profesjonalista. Trafił do Krakowa w trudnym momencie, był wiele miesięcy bez gry, przydarzyły mu się kontuzje, doskwierały mu różne dolegliwości. Mieliśmy wtedy mecze ligowe i walczyliśmy, początkowo o miejsce w czołowej trójce, później o to, żeby być jak najwyżej w tabeli. Nie zapominajmy także o tym, że konkurencja w środku pola była wtedy bardzo duża. Był Petar Brlek, który miał wtedy pewne miejsce w składzie, a potem ściągnęła go Genoa. Popatrz też na Pola Lloncha, który radzi sobie teraz świetnie. Mieliśmy przecież w środku Krzysztofa Mączyńskiego. Ja, jako trener, musiałem podjąć jakąś decyzję. Miałem wtedy wielkiego zawodnika, jakim jest Mączyński, miałem Pola Lloncha, który nadal pokazuje, że jest świetnym piłkarzem i wreszcie Brleka, który miał niesamowity rok. Sądzę, że Semir miał z tego powodu problemy z grą. Była na jego pozycji ogromna konkurencja i chciałem rozwiązać to jak najlepiej, przy tej rywalizacji. Bardzo się cieszę z tego, jak potoczyły się sprawy. Štilić zawsze dużo pracował, był profesjonalistą, życzę mu jak najlepiej.

Wskazywał Pan we wcześniejszych rozmowach na zaległości klubu, tymczasem słyszymy zapewnienia, że sytuacja finansowa jest już dużo lepsza, jak naprawdę wyglądała sytuacja pensji piłkarzy i członków sztabu?

- Ja dbam o swój "ogródek". Myślę, że klub robi wszystko co tylko możliwe, żeby nadrabiać zaległości. Na dzień dzisiejszy klub zalega mi z wypłatami za dwa miesiące, a licząc też luty - za trzy, a przecież nie jestem już trenerem Wisły. Tak to wygląda. Możliwe, że sytuacja klubu się poprawiła, moja niekoniecznie. Jeśli chodzi o zawodników, trudno mi coś powiedzieć.

Krążą różne wersje dotyczące klauzuli przedłużającej Pana kontrakt, jak ta sytuacja wygląda w rzeczywistości?

- Klauzula o przedłużeniu kontraktu pojawiła się z inicjatywy klubu, to była dla nich forma zabezpieczenia, zapewnienie, że drużyna zawsze będzie wśród najlepszych w lidze, że zdobędzie określoną liczbę punktów na przestrzeni kilku spotkań. Ja zawsze spełniałem ten warunek, zdobywaliśmy nawet więcej punktów, niż zakładała umowa. Z tego powodu mój kontrakt został przedłużony o kolejny rok i stąd moje zwolnienie było takim zaskoczeniem. Kiedy konstruujesz umowę, stawiasz konkretne warunki. Jeśli te warunki są spełniane, to jesteś zadowolony, bo to ty je umieściłeś w kontrakcie. To nie był mój pomysł, to był pomysł klubu. Stąd moje zdziwienie. Okazuje się, że spełniając oczekiwania klubu możesz zostać zwolnionym. Jeśli pracujesz w firmie, która mówi ci, że musisz spełnić pewne oczekiwania, ty to robisz, a potem mówią ci, że nie możesz już pracować, że zostałeś zwolniony - to jest to niemiła niespodzianka. Ale taki jest futbol.

Może Pan powiedzieć, że miał w Wiśle komfortowe warunki do pracy?

- Było ciężko, ale miałem wszystko pod kontrolą. Mieliśmy doskonały sztab, zespół, który moim zdaniem miał jeszcze zaległości fizyczne, bo też było sporo kontuzji. Uważam, że drużyna się rozwijała. Oczywiście, przegraliśmy mecz z ówczesnym liderem Ekstraklasy, Górnikiem Zabrze, ale w brutalnych okolicznościach, po rzucie karnym podyktowanym z pomocą VAR-u, a także po czerwonej kartce dla Arkadiusza Głowackiego, gdy po pierwszej połowie tamtego meczu prowadziliśmy. Pamiętam, że byliśmy przed nim bardzo blisko czołówki Ekstraklasy. Potem przyszedł kolejny mecz domowy, z Wisłą Płock, kiedy trafił nam się "czarny dzień". Złożyło się na to kilka czynników, z tego co pamiętam był trzy słupki, nic nam wtedy nie wychodziło. Wydaje mi się, że zarząd to wykorzystał, a wszystko było już wcześniej zaplanowane. Zarząd czekał tylko na odpowiedni moment. To było okrutne, bo było zaraz po meczu, a na gorąco nie powinno się robić takich rzeczy. Nawet tłumacz był na to gotowy, bo moje zwolnienie było przygotowane w języku hiszpańskim. A sam mój kontrakt był spisany w dwóch językach: po angielsku i po polsku. Zwolnienie zaś było po polsku i po hiszpańsku. To potwierdza, że było to już przygotowane wcześniej. To prawda, że mieliśmy złą passę meczów przed własną publicznością, z Górnikiem i potem z Wisłą Płock, która wiosną radzi sobie w lidze bardzo dobrze. Przegraliśmy dwa mecze, ale myślę, że drużyna by się pozbierała. Moje drużyny zawsze wychodziły z kryzysów silniejsze. Uważam, że przy tych wszystkich problemach ciężko byłoby sięgnąć po tytuł mistrzowski, ale jestem przekonany, że miejsce w europejskich pucharach byłoby w naszym zasięgu.

Pojawiły się również głosy, że klub nie był w stanie zapewnić panu dostępu do telewizji, w której mógłby pan śledzić transmisje z meczów Ekstraklasy.

- Za wszystko płaciłem sam, ale nie chciałbym o tym mówić. Tak naprawdę w Hiszpanii dalej z tego korzystam, to jest jak choroba. Do dzisiaj oglądam więcej ligi polskiej, niż hiszpańskiej. A wracając do pytania, klub miał problemy finansowe. Miałem zapisane w kontrakcie, że klub płaci w moim mieszkaniu za Internet i telewizję, tak żebym mógł śledzić mecze. Jednak biorąc pod uwagę problemy klubu stwierdziłem, że będę opłacać te rachunki z własnej kieszeni. To nie był dla mnie żaden kłopot, bo miałem świadomość, że klub ma problemy.

Wskazywał Pan również, że klub miał kłopoty z uzyskaniem należności z tytułu transferu za Petara Brleka. Z czego mogło to wynikać?

- Jeśli chodzi o Brleka, to Wisła i Genoa zawarły porozumienie, którego to Włosi nie dotrzymali. Chodziło o pieniądze, których Wisła potrzebowała. Z tego wyniknęły problemy klubu. Straciliśmy bardzo ważnego zawodnika, zostaliśmy bez Brleka i bez pieniędzy za niego. To nie była wina Wisły, tylko klubu z Genui.

W wywiadach wskazywał Pan również na toksyczne osoby w klubie. W czym szkodzą one najbardziej?

- To nie jest tylko temat Wisły. Zawsze są jakieś negatywne aspekty pracy, ale ja jestem osobą, która woli skupić się na pozytywach. Z zasady jestem pozytywnym człowiekiem. Jasne, że takie rzeczy zdarzają się wszędzie. Dużo zawdzięczam Wiśle i jeśli tylko klub będzie mnie kiedyś potrzebować, a ja akurat będę mieć taką możliwość, z chęcią Wiśle pomogę. Oczywiście, w przeszłości zdarzały się sytuacje, z którymi nie czułem się dobrze. Z czasem trochę rzeczy zrozumiałem, ale wtedy nie mogłem tego pojąć. Myślę, że jeśli znów zaczniemy mówić o osobach toksycznych, czy nietoksycznych w klubie, czy poza nim, to Wiśle to nie pomoże. Nie ma sensu jej szkodzić, mocno jej teraz kibicuję.

Niedawno pojawił się temat pańskiej pracy w hiszpańskim klubie Recreativo Huelva. Czemu nic z tego nie wyszło?

- Pojawiły się propozycje w Hiszpanii, ale to nie są oferty, które by mnie interesowały. Jak na razie czekam. Wisła też nie ułatwia sytuacji, bo na dzień dzisiejszy wciąż nie udało się rozstrzygnąć sprawy mojego kontraktu. Nie wszystkie sprawy związane z moim odejściem z Wisły zostały uregulowane. Tak naprawdę wciąż, jeśli nie fizycznie, to pod względem kontraktowym, jestem trenerem Wisły. Dopóki nie dojdę do porozumienia z jednym klubem, nie mogę podjąć zatrudnienia w innym.

Jakie propozycje rozwiązania Pana kontraktu przedstawił klub po meczu z Wisłą Płock? To były oferty nie do przyjęcia?

- To są kwestie prywatne. W tamtym momencie nie myślałem o szczegółach. Myślałem o tym, że zostałbym bez pracy, że nie wszedłbym już więcej do szatni i że wyjechałbym z Krakowa. To wszystko jest w rękach moich adwokatów, moich menadżerów, oni się tym zajmują. Tak naprawdę negocjacje wciąż trwają. Chciałbym znaleźć jakiś duży klub, w którym mógłbym pracować, wtedy byłoby łatwiej dojść do ugody z Wisłą, ale na razie nie pojawiły się takie propozycje, które by mnie satysfakcjonowały, wciąż mam ważny kontrakt. Teraz moim zmartwieniem jest to, żeby klub uregulował zaległości. Są trzy miesiące opóźnienia i to jest teraz moje zmartwienie.

Całkiem niedawno z Wisłą rozstał się też Pana niedawny asystent, Gonçalo Feio. Jaka pana zdaniem mogła być tego przyczyna?

- Dowiedziałem się o tym z mediów społecznościowych. Gonçalo to profesjonalista, bardzo perspektywiczna osoba, wierny współpracownik, który dużo mi pomagał. Gonçalo był jednym z członków świetnego sztabu, obok Kazimierza Kmiecika, Radka Sobolewskiego, Mariusza Kondaka, Jordiego Jodara. Z nich wszystkich byłem bardzo zadowolony, praca z nimi to było dla mnie świetne doświadczenie. Gonçalo był moją prawą ręką i myślę, że w przyszłości będziemy jeszcze mieli okazję razem pracować.

Nie jest Pan pierwszym trenerem, który po rozstaniu z Wisłą nie jest w stanie dogadać się z klubem. Na czym polega ten problem?

- Zawsze mówię, że umów należy dotrzymywać. Carlitos miał możliwość odejścia z Wisły, ale tego nie zrobił, bo musi wypełnić kontrakt. Klub powinien robić tak samo z trenerami. Podaję Carlitosa jako przykład, bo on miał wiele ofert, ale klub nie pozwolił mu odejść, bo ma ważny kontrakt. Kiedy decydujesz się zwolnić trenera, musisz respektować zawartą z nim umowę. To jest decyzja, którą musisz przemyśleć wcześniej. Nie może być tak, że zwalniasz trenera, a potem nie chcesz płacić należnych mu pieniędzy, które są zapisane w kontrakcie. Trzeba spełniać te warunki. Jeśli podejmujesz decyzję o zwolnieniu, to musi być ona dobrze przemyślana, tak samo, jak jej konsekwencje. Myślę, że problemem są właśnie te konsekwencje. Można potem starać się o ugodę, ale to nie powinno tak wyglądać. Ja starałem się ułatwić tę sprawę, zgodziłem się na to, żeby płacili mi przez rok, dwa, to nie ma dla mnie znaczenia. Wiem, że klub jest w trudnej sytuacji finansowej i staram się mu ulżyć, ale nie mogę zrzec się moich pieniędzy, nikt by tego nie zrobił. To jest logiczne.

Ten spór może skończyć się w sądzie?

- Nie sądzę. W Ekstraklasie jest przepis mówiący o tym, że jeśli klub nie płaci ci przez trzy miesiące, możesz zażądać całości kontraktu i być wolnym. Mam już prawie trzy miesiące zaległości, jeśli nie będą płacić jeden dzień dłużej, zgłoszę tę sytuację. Ciągle mam nadzieję, że uda się to załatwić inaczej, ale też staram się ulżyć klubowi. Mam teraz trzy miesiące opóźnienia. Jeśli klub spełni warunki, nie będzie żadnego problemu. Ja będę respektował do końca kontrakt, który podpisałem. Klub powinien robić to samo. I jeśli nie mogę teraz podjąć pracy w innym klubie, to nie mam z tym problemu.

Dziękujemy za rozmowę.


Dodał: PK


Źródło: wislaportal.pl

Kiko Ramírez trenerem CE Sabadell FC

Były trener piłkarzy Wisły Kraków, Kiko Ramírez, po ponad rocznej przerwie od pracy - znalazł nowy klub. Dziś przejął bowiem zespół hiszpańskiej Segunda B - CE Sabadell FC.

Aktualnie jego nowy zespół zajmuje dziewiąte miejsce w trzeciej grupie wspomnianych rozgrywek.

Przypomnijmy, że Kiko Ramírez był trenerem Wisły od początku stycznia do 10 grudnia 2017 roku. W tym czasie poprowadził nasz zespół w 38 meczach, zaliczając 16 zwycięstw, 16 porażek oraz 6 remisów. W spotkaniach tych nasz bilans bramkowy wyniósł 51-47.


Źródło: wislaportal.pl

Linki

Media społecznościowe

Twitter

Instagram


Bilans spotkań

Liczba spotkań
38
Zwycięstwa 16
Remisy 6
Porażki 16


* brak na ławce trenerskiej - zawieszenie przez Komisje Ligi
** po dogrywce

Galeria


Poprzednik Okres pracy:
05.01.2017 - 10.12.2017
Następca
. .Kazimierz Kmiecik* Grafika:1.png‎ Grafika:2.png‎ Radosław Sobolewski. .