Marek Konieczny

Z Historia Wisły

Marek Konieczny
Marek Konieczny

Spis treści

Marek Konieczny - sylwetka

Marek Konieczny urodził się 9 czerwca 1970 roku w Krakowie, a sam siebie nazywa Krakusem z dziada pradziada. O swoim dzieciństwie tak opowiada serwisowi historiawisly.pl: "Pochodzę z przeciętnej rodziny, która niczym specjalnym się nie wyróżnia. Niezwykłe, dla mnie, było jedynie to, że mój ojciec się wychował, a dziadek całe życie mieszkał w kamienicy najbliższej stadionu Wisły przy ulicy Miechowskiej. Mimo że dzieciństwo spędziłem w rodzinnym mieszkaniu w Nowej Hucie, tamtejszych klubów nie znałem, nawet nie wiedziałem o ich istnieniu. Zawsze natomiast słyszałem i wiedziałem o Wiśle, tam zabierał mnie ojciec, który choć sam w piłkę nie grał, a jedynie w tenisa, to wychował się z piłkarzami grającymi w Wiśle w latach sześćdziesiątych. Skupnik, Gach, Studnicki... Te nazwiska przewijały się w rozmowach, z nimi spotykał się tata."

Niejako w konsekwencji zainteresowań ojca potoczyło się życie Marka. Ojciec zaprowadził go na pierwszy trening na Wiśle i oddał pod opiekę Huberta Skupnika. Tak rozpoczęła się trwająca przez dziesięciolecia przygoda z Białą Gwiazdą.

Trwały związek Marka z Wisłą nie oznacza, że tylko jeden klub był obecny w jego rodzinie i domu. "Kiedy do Wigilii zasiadało nas kilkanaście osób, połowa miała w klapach odznaki Wisły, połowa Cracovii. Byliśmy podzieleni jak miasto, w którym żyliśmy, w sumie żadna rewelacja, tyle że szanowaliśmy się wzajemnie."

Odznaka Zbrojovki Brno
Odznaka Zbrojovki Brno

"Wychowałem się na stadionie przy Reymonta. Pamiętam 1978 rok, jak Wisła grała ze Zbrojovką Brno. Byłem w pierwszej klasie szkoły podstawowej, a ojciec porywał mnie z lekcji i zawoził na stadion. Niezapomniane." Wtedy, na trybunach, zaczęła się kolekcjonerska pasja Konieczego. Pierwszym eksponatem w jego kolekcji jest odznaka Zbrojovki, którą wręczył mu jeden z kibiców gości.

Konieczny wspomina, że osiedle w Nowej Hucie, gdzie mieszkał, było wówczas wiślackie, niemal wszyscy kibicowali Wiśle, z czasem więc zaczął jeździć na mecze nie tylko z ojcem, ale i ze starszymi kolegami. "Siadaliśmy wówczas na "X", o czym ojciec nie wiedział, wtedy chyba by mnie za to zastrzelił. Ale mnie się tam najbardziej podobało."

Konieczny do tej pory wspomina mecz z Arką Gdynia 2 maja 1978 roku, gdy Wisła zdobywała mistrzostwo. "Nigdy tego nie zapomnę, choć wówczas nie miałem nawet ośmiu lat. Ludzie kręcili pochodnie z gazet, cały stadion płonął. Wciąż widzę przed oczami ten niezwykły obraz".

Jako dorosły człowiek Konieczny realizował się przy Reymonta zawodowo, choć jak podkreśla, pracy w Wiśle nigdy nie traktował jako "pracy", do której się idzie na kilka godzin, żeby zarobić. "Wisła była bardziej domem, niż miejscem pracy. Trzy czwarte życia spędzałem w klubie. Kiedy ktoś mnie pyta, kiedy związałem się z Wisłą, odpowiadam, że wtedy, kiedy miałem osiem lat. W pierwszej kolejności i na zawsze byłem kibicem a w tzw. międzyczasie trampkarzem, choć specjalnego talentu nie miałem. Zresztą z mojej drużyny wybił się tylko Marcin Jałocha. Jako antytalent zaistniałem jednak w piłce, choć nie jako piłkarz. Z dumą mogę powiedzieć, że dołożyłem swoją maleńką cegiełkę do wiślackich sukcesów."

Konieczny podjął studia na AWF, w kierunku trenerskim. Już jako student został zatrudniony w TS Wisła w roli szkoleniowca rocznika '84. "Była to moja pierwsza drużyna, którą prowadziłem samodzielnie. Po studiach automatycznie zostałem przy trampkarzach. Później tak się życie potoczyło, że musiałem kilka razy wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Ilekroć wracałem, kierowałem pierwsze kroki do prezesa ... i zawsze dostawałem pracę w szkółce. Być może dlatego, że nigdy nie pytałem o pieniądze."

"Kiedy sztucznie podzielono Wisłę i część piłkarska wróciła do europejskich pucharów, okazało się, że w obsłudze drużyny niemal nikt nie mówi po angielsku. Wówczas chyba prezes Miętta podpowiedział prezesowi Ziętkowi, że tam po drugiej stronie płotu, w szkółce piłkarskiej jest chłopak, który był parę razy w Ameryce. W efekcie poproszono mnie o pomoc. Nie miałem wtedy pojęcia, co należy robić. Prezes Ziętek zostawił mnie ze stosem papierów ... i tak właśnie zacząłem organizowanie zagranicznych spotkań pucharowych Wisły. Po dwóch tygodniach zabrali mnie do Anglii na pierwszy mecz. Wszystko było załatwiane telefonicznie, bałem się wpadki, jechałem z duszą na ramieniu. 22 lipca 1998 roku Wisła zremisowała w Newtown 0:0. Wszyscy byli rozgoryczeni wynikiem, a trener Smuda podsumował, że 'mecz kiepski, ale przynajmniej kierownik nam się udał'. Od tamtej pory jeździłem z Wisłą na wszystkie mecze. Wprawdzie formalnym kierownikiem drużyny był pan Kapka, i to on siedział na ławce, ale to ja wykonywałem wówczas większość zadań. W tamtych czasach jedna lub dwie osoby musiały podołać zadaniom, które teraz przy drużynie wykonuje kilkanaście osób. Oficjalnie kierownikiem zostałem za trenera Kowalika. Kiedy Kowalik stracił pracę, mnie wytłumaczono, że jestem ... za młody. Dopiero po przyjściu trenera Lenczyka na stałe usiadłem na ławce, a dokładnie mówiąc na czas kadencji kolejnych siedmiu trenerów. Przedtem byłem też kierownikiem drużyny rezerw.

Koniecznego zwolniono wraz z pojawieniem się przy Reymonta trenera Kasperczaka. Do obowiązków z drużyną wrócił po zatrudnieniu w klubie trenera Engela. Drugą dymisję otrzymał wtedy, gdy zwalniano trenera Okukę - wraz z całym sztabem.

"Obecnie mam zakaz wchodzenia na stadion Wisły." - mówi z bólem Konieczny. "Zresztą jak wielu ludzi kiedyś, jak Iwan czy Motyka.".

W 2006 roku Konieczny wziął udział w jubileuszowym konkursie na wiślackie pamiątki. Wygrał, ale nagrodę, wyjazd do Holandii dla dwóch osób, przekazał młodemu kibicowi Wisły, wychowankowi TPD. Konieczny i jego rodzina znaleźli się w gronie fundatorów czwartego w historii Wisły sztandaru TS.

Wiosną 2009 roku Konieczny wraz z Tomaszem Frankowskim i Mirosławem Szymkowiakiem założyli szkółkę piłkarską. "Akademia 21 im. Henryka Reymana" swoje zajęcia prowadzi w ośrodku treningowym w Skotnikach.

Słynna, i doprawdy imponująca kolekcja wiślackich pamiątek Marka Koniecznego zajmuje całe poddasze jego mieszkania - blisko 300 oryginalnych koszulek, setki szalików, odznak, plakatów, pocztówek, zdjęć, proporczyków i pamiątkowych biletów, programów i wszelkich innych publikacji. Wszystko starannie posegregowane, o wartości, której nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Poddasze Koniecznego wygląda jak świątynia kibica Wisły, z koszulkami z Białą Gwiazdą rozpiętymi na suficie, ze szklanymi gablotami pełnymi podarków od piłkarzy i trenerów - medali, pucharów ...

Konieczny nie pojawia się na Wiśle, ale utrzymuje oparte na przyjaźni kontakty z ludźmi, z którymi w przeszłości związała go praca w ukochanym klubie. Jednym z przykładów jest przyjaźń z Danem Petrescu. Wśród pamiątek znaleźć można zdjęcia ze ślubu Dana i jego bezcenne koszulki z czasów zawodniczych.

Poza tym Konieczny jest członkiem drużyny Old Boyów Wisły, z którymi zdobywa kolejne tytuły mistrzowskie.

(Rozmowę z Markiem Koniecznym przeprowadzono w sierpniu 2010 roku. Wówczas też wykonano zdjęcia jego kolekcji. Panu Markowi serdecznie dziękujemy za poświęcony nam czas i życzliwość).


W mediach

Konieczny nadal w Wiśle

21. marca 2002

Marek Konieczny, do niedawna kierownik drużyny Wisły nadal jest pracownikiem sekcji piłkarskiej Wisły Kraków. Tak przynajmniej jego rolę w drużynie mistrzów Polski określono w serwisie PZPN.pl. Według naszych informacji pan Marek w dalszym ciągu zajmował się będzie sprawami formalnymi w klubie.

Tymczasem sam zainteresowany zagościł dziś na naszym forum (forum.wislakrakow.com) i podziękował za ciepłe słowa skierowane ku jego osobie. Swoją rolę w klubie określił następująco: W klubie zostaję, mam dalej robić to, co robiłem, tylko trochę na innych zasadach (sam nie wiem co to znaczy, ale tak mi przekazano). Zobaczymy, jak to się wszystko skończy.

I my zobaczymy. Nadmienię jednak, że z mojego punktu widzenia Marek Konieczny był jedną z osób, która wyjątkowo dobrze sprawowała swoje obowiązki kierownika drużyny.

PZPN.pl, Forum kibiców (rav)

Konieczny kierownikiem drużyny

1. lipca 2005

Od jutra, 2 lipca 2005, obowiązki kierownika drużyny przejmie Marek Konieczny. Zastąpi Kazimierza Moskala, który stanowisko objął wraz z przyjściem do klubu Wernera Liczki - poinformowano na oficjalnej stronie internetowej Wisły.

Marek Konieczny jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Posiada dyplom trenera II klasy. W latach 1999-2001 był już kierownikiem drużyny seniorów Wisły Kraków. Ostatnio pracował w Szkółce Piłkarskiej TS Wisła, gdzie prowadził roczniki 1994 i 1995.

Kazimierz Moskal pozostanie w sztabie szkoleniowym w roli asystenta trenera Jerzego Engela.

Wisła SSA (mat19)

Marek Konieczny: Wiślak z krwi i kości

Data publikacji: 27-02-2006 15:36

Marek Konieczny, kierownik drużyny mistrza Polski. Urodzony z Białą Gwiazdą i jak wspomina od zawsze z Wisłą. W swoje karierze doświadczył wielu niesamowitych zdarzeń. Jakich? O tym w rozmowie z popularnym "Koniem".

Imię i nazwisko: Marek Konieczny

Wiek: w czerwcu skończy 36 lat

Stan cywilny: żonaty

Dziecko: syn Mateusz

Wykształcenie: wyższe - magister wychowania fizycznego i trener piłki nożnej drugiej klasy

Stanowisko: Kierownik drużyny Wisły Kraków

Przynależność: Wiślak z krwi i kości

Hobby: wiślackie pamiątki, koszulki klubowe

- Marek Konieczny, kim jest?

- Kierownikiem pierwszej drużyny Wisły Kraków, kierownikiem w miejscu, gdzie spędziłem i spędzam niemal całe życie, cały dzień. Jestem szczęśliwym mężem, a także ojcem 5 letniego Mateusza. Z wykształcenia jestem magistrem wychowania fizycznego i trenerem piłki nożnej drugiej klasy po Akademii Wychowania Fizycznego.

- Skąd pochodzi Marek Konieczny?

- Z Krakowa. Mój dom rodzinny, mojego dziadka, mojego ojca, jest na ulicy Miechowskiej. Bardzo blisko stadionu Wisły i klubu, z którym cały czas jestem związany. Tak więc mogę powiedzieć, że jestem wiślakiem z krwi i kości.

- Skąd wzięła się ksywa „Koniu”?

- Szczerze mówiąc, nie wiem. W podstawówce byłem „Kasia” z racji tego, że zawsze miałem bardzo długie włosy i loczki. W liceum też przez dłuższy czas miałem takie włosy, jednak „Kasia” na mnie już nie mówiono. Chyba wtedy ktoś zaczął do mnie mówić „Koniu”. Myślę, że to był ktoś z moich przyjaciół z boiska, z Hutnika Kraków - Marek Koźmiński albo Mirek Waligóra, z którym chodziłem do klasy. Chyba Mirek to zaczął i tak zostało do dzisiaj.

- Mówiłeś o swoim synu Mateuszu. Jak myślisz kim on będzie, jak dorośnie?

Marek Konieczny- Mateusz jest najmłodszym członkiem Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków w stuletniej historii tego klubu. Swoją legitymację dostał mając 14 miesięcy. Miał 4 dni, gdy był pierwszy raz na stadionie, przywiozłem go tutaj prosto ze szpitala, idąc dalej - miał 4 tygodnie, gdy był pierwszy raz na meczu Wisły - z Realem Saragossa. Co prawda cały przespał, ale nie zmienia to faktu, że jest dziedzicznie obciążony, nie ma innego wyjścia (śmiech). Oczywiście żartuję, nie wiem, kim będzie. Mam jednak nadzieję, że kiedyś będzie miał cos wspólnego z Wisłą, z piłką.

- Jak się zaczęła Twoja przygoda z Wisłą?

- Zawsze się śmieję, że urodziłem się z Białą Gwiazdą na czole. Ja się tu wychowałem. Tak jak już mówiłem: mój dziadek mieszka niedaleko od stadionu, tu, wśród piłkarzy z lat 60-tych, wychował się mój ojciec. Panowie Skupnik, Stadnicki, to byli jego koledzy z boiska. Ja pamiętam że zawsze chciałem grać w piłkę, chociaż nie miałem zbyt wielkich predyspozycji do tego. Akurat trenerem grup trampkarskich był pan Skupnik, kolega mojego taty. Ojciec przyprowadził mnie na pierwszy trening i tak zostało. Zacząłem się wtedy bawić w piłkę w trampkarzach Wisły, w juniorach, w rezerwie. Potem poszedłem na studia i w ich czasie miałem praktykę trenerską w Szkółce Piłkarskiej. Tak wiec można powiedzieć, że w Wiśle jestem od zawsze, jak sięgnę pamięcią wstecz.

- Jak to się stało ze zostałeś kierownikiem zespołu?

- Obecnie jestem już trzeci raz kierownikiem zespołu Wisły Kraków. Pierwszy raz to był epizod składający się tylko z 5 meczów. Wszystko zaczęło się jednak w 1999 roku, gdy Wisła wróciła do europejskich pucharów - ja jeszcze pracowałem w szkółce piłkarskiej jako trener – z racji tego, że kiedyś trochę czasu spędziłem w Stanach Zjednoczonych, nauczyłem się mówić po angielsku. Dostałem propozycję aby pomóc w organizacji tych meczów pucharowych. Oczywiście się zgodziłem. Po tygodniu pracy z drużyną pojechałem do Newton. Kiedy już wróciliśmy z Anglii i czekaliśmy na Balicach, aby odebrać bagaże, trener Smuda pół żartem, pół serio zapytał chłopaków, czy chcieli by mieć takiego kierownika. Powiedzieli, że tak i tak zostało. Jednak formalnie nie byłem kierownikiem, ponieważ był nim pan Zdzisław Kapka, ale jeździłem na każdy mecz pucharowy i organizowałem wszystkie niezbędne rzeczy z tym związane.

Pierwszy raz zostałem oficjalnie kierownikiem, po tym, jak Jerzy Kowalik przyjął funkcję trenera zespołu. To było właśnie wspomniane wcześniej 5 meczów. Po tym jak trener pożegnał się z pełnioną funkcją, odszedłem razem z nim. Jak przyszedł trener Orest Lenczyk, zostałem na dłużej kierownikiem pierwszej drużyny. Teraz jest to mój trzeci raz na tym stanowisku w klubie.

- Jak wygląda codzienna praca kierownika?

- Europejskie puchary to wspaniała przygoda. Jest z tym bardzo dużo pracy. Z kolei na co dzień, tak jak ma to miejsce teraz, trzeba pomóc chłopakom. Zwłaszcza tym nowym, którzy przychodzą. Zaczyna się od znalezienia mieszkania, pokazania podstawowych rzeczy w Krakowie, takich, aby zawodnik mógł się tu odnaleźć. Z obcokrajowcami jest jeszcze większy problem, ponieważ jest bariera językowa. Tak naprawdę jest dużo pracy i nie ma kiedy iść do domu…

- Czy wiesz, jak wygląda funkcja kierownika drużyny w innych klubach, czy coś zapożyczyłeś od zespołów zagranicznych?

- Każdy mecz pucharowy to dla mnie duże doświadczenie, ponieważ mogłem się wiele nauczyć dzięki temu, że graliśmy z tyloma wielkimi drużynami. Mecz w Marek Konieczny i Tomasz Kulawik podczas meczu z Legią WarszawaNewtown był dla nas nowym czymś nowym, Wisła wróciła do pucharów, praktycznie żaden z tych chłopaków, którzy byli w drużynie nie grał w rozgrywkach europejskich wiec było to dla nich coś nowego, tak samo jak dla mnie. Ja też nie wiedziałem, jak to będzie, leciałem z obawami do Anglii, jeszcze zważywszy na to że wszystko było załatwiane przez telefon. Później cała ta otoczka meczu pucharowego, spotkanie organizacyjne z sędziami meczu, z delegatem UEFA. To wszystko było dla mnie nowe. Teraz wiem, jak to wygląda, wiec nie jest to problem, bo tych spotkań pucharowych przeżyłem około 30. Na więcej skorzystałem podczas kontaktu z człowiekiem, który był kierownikiem drużyny Parmy. Bardzo mi zaimponował – przyleciał na wizytę do Krakowa na kilka dni przed meczem, miał wypisane w kilku punktach, co chciał. Spotkanie trwało 15 minut i w tym czasie wyjaśnił i załatwił sobie dokładnie wszystko, co chciał. Podglądałem też Inter Mediolan, Barcelonę od każdego coś starałem się zaczerpnąć i później starałem się wdrożyć to tutaj. Niestety nie wszystko się da zrobić, nie jesteśmy jeszcze takim wielkim klubem jeżeli chodzi o zaplecze Jak Barcelona czy Real Madryt i trochę nam brakuje ale staramy się nadrabiać jakieś ewentualne niedociągnięcia.

- Jakie było najdziwniejsze, najbardziej nietypowe zadanie w pracy?

- Gdy graliśmy z Mariborem, dałem im jako pamiątkę nasz plakat. Przed meczem zauważyłem, że ten plakat leży na podłodze w szatni, a zawodnicy po nim deptają. Wszedłem więc do szatni, jakby nigdy nic i zabrałem ten plakat. Każdy przeciwnik, szczególnie ci mniejsi, starają się w jakiś sposób utrudniać życie. Z większymi klubami nie ma problemów, tam wszystko jest ustalone co do minuty.

- Jak teraz ocenia się nas, nasze przygotowanie do meczów?

- Będąc kierownikiem Wisły, gdy przyjeżdża do nas zagraniczny przeciwnik, staram się też być do jego dyspozycji, także potem mogę liczyć na podziękowania. Gdy nie byłem kierownikiem Wisły, kiedy przyjechał tu Real Madryt, byłem z tą drużyna praktycznie 24 godziny na dobę. Po pobycie wszystkie osoby z tego klubu były zadowolone, choć pracy z nimi było bardzo dużo.

Raz tylko pamiętam taką sytuację, gdy opisano mnie w gazetach. Przed pierwszy dwumeczem z Parmą, po ich treningu byłem lekko zabiegany. W tym momencie z szatni gości wyszła jedna z gwiazd Parmy obrażona, że nie ma w szatni pianki do golenia. Byłem naprawdę na wielu stadionach i nigdzie pianki nie widziałem, a tu tymczasem spotkałem się z taką prośbą. Lekko zdenerwowany odpowiedziałem, żeby ten zawodnik poszedł sobie do kiosku i sobie kupił. Na drugi dzień całą sytuacje opisano w gazetach.

- Czego organizacyjnie Wiśle brakuje, żeby wejść do Ligi Mistrzów?

- Na pewno stadionu. Myślę, że się nikt nie obrazi o to stwierdzenie. Kiedy pierwszy raz startowaliśmy w eliminacjach do Ligi Mistrzów, przyjechała specjalna komisja i wtedy się dowiedzieliśmy, czego potrzeba na stadionie już w meczach grupowych Ligi Mistrzów. Ci panowie mieli nawet wytyczne dotyczące wysokości włosia dywanu w pokoju dla vipów. Kiedy pojawiały się kwestie kolejnych pokoi, prezes Bogdan Basałaj na każdy takie pytanie komisji odpowiadał, że postawimy namiot. Po pewnym czasie wyszło na to, że wokół stadionu powstanie wielkie pole namiotowe. Na ten moment więc stadion jest główną przeszkodą. W tym momencie wiadomo, ze jeśli nawet awansujemy do Ligi Mistrzów, to mecze będziemy musieli rozgrywać na innym stadionie.

- A jak forma kierownika po obozach przygotowawczych?

Marek Konieczny, Kazimierz Moskal i Dan Stangaciu podczas przygotowań na Cyprze- Bardzo dobrze! Ja zawsze chciałem uczestniczyć w takich treningach, bo dla mnie frajdą jest się poruszać. Wcześniej pozawalał mi na to tylko trener Lenczyk, który wręcz kazał mi się przebierać. Teraz trener Petrescu wykorzystuje mnie do komunikacji z drużyną, razem z Kaziem Moskalem. W momencie, kiedy drużyna jest podzielona na pół, Kazek idzie z jedną grupą, a ja zostaje z trenerem i głupio by to wyglądało, gdybym stał na środku boiska w garniturze, więc po prostu się przebieram w strój sportowy. Przy okazji zapytałem się, czy mogę pobiegać, pozwolił mi i tak zostało. Dodatkowo zrzuciłem parę kilko!

- Jak się współpracuje z Petrescu?

- Współpraca organizacyjna jest na wysokim poziomie, nie ma żadnych problemów.

- Jak oceniasz atmosferę przy Reymonta podczas meczów?

- Szkoda, że u nas są ograniczenia na widowni i do niedawna mogło wejść tylko 10 000 ludzi. Na pewno jest wspaniała atmosfera, dużo tez dały światła. Mecze, które graliśmy kiedyś z Barcelona i Parmą w ciągu dnia to jednak zupełnie coś innego niż przy świetle. Oprawy meczowe kibiców - bomba!

Jest jedno ale: nie zawsze wszystko w spotkaniu układa się dobrze i wtedy trzeba pomóc drużynie. Wiem, że kibice chcieliby, aby ich zespół wygrywał tu każdy mecz ale czasem przy 0-0 czy 0-1 też trzeba dopingować, a wtedy zdarzają się głupie komentarze i gwizdy jakiegoś kibica. Piłkarze to nie automaty, są ludźmi, tak jak my i trzeba to zrozumieć, że każdy może mieć słabszy dzień.

- Najbardziej dramatyczny mecz?

- Real Saragossa – rewanżowy mecz, kiedy trenerem był Orest Lenczyk.

- …a najbardziej emocjonujący i najlepszy?

Tych było wiele na przykład każde derby, z resztą moje pierwsze w roli kierownika zespołu, mecz na Legii, kiedy trenerem był Adam Nawałka – zdobyliśmy wtedy mistrzostwo Polski. Mogłem z Kamilem Kosowskim biegać z flagą wiślacką po boisku, a tam fruwało wszystko dookoła, to była wielka frajda wygrać mistrzostwo Polski na Legii. Kolejny mecz z Legią 4:1 za trenera Smudy, wtedy stołeczny zespół nie istniał. Z Barceloną, gdzie dwa razy prowadziliśmy, mecz z Panathinaikosem. Przez te lata naprawdę wiele było tych meczów.

- Słyniesz z poczucia humoru. Z kim najchętniej robisz kawały?

- Kiedyś, jak był jeszcze Grzesiek Pater i Grzesiek Niciński, to była dwójka komików, można powiedzieć. Teraz fajnie się żartuje z Marcinem Baszczyńskim, Maćkiem Stolarczykiem. Teraz na obozie w Turcji Markowi Penksie przy stole podłożyliśmy zamiast dużego krzesła, takie malutkie dziecinne krzesełko do jedzenia - było trochę śmiechu. Każdy żart zależy od sytuacji, wymyślany jest na poczekaniu, dobrze że chłopaki mają poczucie humoru.

- Jak wygląda kolekcja pamiątek Marka Koniecznego?

Zbieram ogólnie wszystko to, co jest związane z Wisłą Kraków. Mam tego wszystkiego bardzo dużo. Wszelkie odznaki, zdjęcia różnego rodzaju, także przedwojenne, proporczyki itd. Jest to najważniejsza cześć mojej kolekcji. Zresztą kilka moich eksponatów będzie udostępnionych na wystawie związanej ze stuleciem Wisły. Kolejna część mojej kolekcji to koszulki, zbiór liczy ponad 200 i korzystając z okazji chciałbym zwrócić się do tej osoby, która ukradła panu Fedorowiczowi kilka moich koszulek, aby je oddała. Mogę nawet zapłacić za to, szczególnie interesuje mnie koszulka , którą dostałem od Sergio w momencie, kiedy był kapitanem Barcelony. Kolekcja rośnie dzięki moim kolegom piłkarzom i przez to, że sam jeżdżę i przywożę sobie koszulkę. Ostatnia zdobycz to koszulka od Bogdana Zająca z ligii cypryjskiej.

- Czy zaglądasz na stronę klubu i czy widziałeś „Co On powiedział?”

Tak zaglądam i jestem ciekawy jakie wypowiedzi wygrały, bo widziałem ostatnio, że byłem tam razem z Maćkiem Stolarczykiem.

"Nowy żel? Troszkę sobie pobiegałem, Koraliki i sygnety…" - to mi się podoba (śmiech). Ogólnie bardzo fajny pomysł, muszę to pokazać Maćkowi, bo chyba jeszcze nie widział.

Autorami wypowiedzi są: Piotrek B., Wojtek W., DiOdEk, Kamil M., Madezpolski

Wywiad opublikowany w jedenastym numerze newslettera "Biała Gwiazda".

Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA

Źródło: wisla.krakow.pl

Zmian ciąg dalszy...

19. grudnia 2006

Zmiana trenera piłkarzy Wisły Kraków nie była jedyną roszadą w klubie przy ulicy Reymonta. Jak informuje Gazeta Krakowska, obowiązki kierownika pierwszej drużyny przestał pełnić Marek Konieczny.

Nieoficjalnie mówi się, że zmiany nastąpią również na stanowisku prezesa SSA, które piastuje obecnie Ludwik Miętta - Mikołajewicz. Wśród kandydatów na objęcie tej funkcji wymienia się m.in. Jerzego Adamika i Ryszarda Czarneckiego.

Wislakrakow.com / Gazeta Krakowska (Vinci)

Dlaczego zwolniono Koniecznego?

21. grudnia 2006

Marek Konieczny, były kierownik drużyny Wisły, przekazał wczoraj swoje obowiązki Maciejowi Musiałowi, który będzie również pełnił funkcję asystenta fizjologa. Było to pożegnanie Koniecznego z Wisłą.

- Trener Nawałka poprosił mnie, by poinstruować młodszego kolegę, więc zrobiłem to, chociaż zostałem zwolniony z pracy z dnia na dzień bez podania powodów, a umowę miałem do czerwca. Do Nawałki i prezesa Ludwika Miętty-Mikołajewicza nie mam pretensji. To nie oni mnie wyrzucili. Czas pokaże, kto dla tego klubu chciał dobrze. Ja czy osoby stojące za moim zwolnieniem.

Nieoficjalnie mówi się, że Koniecznemu zarzucano, iż podczas pracy z pierwszym zespołem nakłaniał jednego z piłkarzy do nieprzedłużania umowy z Wisłą i związania się z jednym z menedżerów.

- Absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Nigdy nie działałem na szkodę spółki. Znałem swoje miejsce w szeregu. Jestem dumny, że pracowałem z taką drużyną i z tego, że żaden z piłkarzy nie powie na mnie złego słowa.

Na koniec pracy przy Reymonta Konieczny, który przecież nie mógł przewidzieć swojej dymisji, zachował się z niezwykłą klasą. Zgłosił się do konkursu wiślackich pamiątek, by wygrać i wysłać żonę na mecz Feyenoord - Wisła, bo wycieczka do Holandii była główną nagrodą. W konkursie zwyciężył, ale z biletów na samolot nie skorzystał - przekazał je wychowankowi Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, nad którym opiekę sprawuje Fundacja "Biała Gwiazda". Młody kibic Wisły dzięki Koniecznemu poleciał do Rotterdamu, i to w asyście opiekuna.

gazeta.pl / wislakrakow.com (redakcja)

Byli piłkarze Wisły zakładają akademię piłkarską

25. marca 2009

Były napastnik Wisły Kraków Tomasz Frankowski wraz z byłym kierownikiem drużyny Wisły Markiem Koniecznym zakładają szkółkę piłkarską. Jesienią rozpoczną się pierwsze treningi. Projekt wspomogą też inni byli i obecni zawodnicy Białej Gwiazdy, m.in. Mirosław Szymkowiak, Bogdan Zając, Kazimierz Moskal czy Marcin Baszczyński.

"Akademia 21 im. Henryka Reymana" swoje zajęcia prowadzić będzie w ośrodku treningowym w Skotnikach. Dzięki zaangażowaniu sponsora - firmy Umbro - młodzi piłkarze wszystkich kategorii wiekowych grać będą w jednolitych koszulkach.

Pierwotnie założyciele piłkarskiej akademii planowali stworzyć nowoczesną szkółkę w strukturach TS Wisła. Nie zgodził się jednak na to rozwiązanie obecny jej szef dr Stanisław Chemicz, poważne zastrzeżenia wobec założycieli szkółki mieli też niektórzy kibice. Dlatego Marek Konieczny i Tomasz Frankowski postanowili założyć swoją akademię, a treningi prowadzić w Skotnikach.

Jednocześnie, dojść ma również do zmian w szkółce piłkarskiej TS Wisła. Powstał już projekt zreformowania jej struktur i sposobu szkolenia. Że zmiany są konieczne pokazały chociażby ostatnie turnieje im. Adama Grabki i widoczne podczas nich różnice w wyszkoleniu młodych zawodników.

wislakrakow.com

Kolekcja wiślackich pamiątek Marka Koniecznego

Akademia Piłkarska 21 im. Henryka Reymana