Vlastimil Hofman

Z Historia Wisły

(Przekierowano z Wlastimil Hofman)
Vlastimil Hofman
Vlastimil Hofman

Spis treści

Życie i twórczość

Vlastimil Hofman
Vlastimil Hofman
Autoportret artysty
Autoportret artysty
Vlastimil Hofman
Vlastimil Hofman
Wystawa w 1932 roku
Wystawa w 1932 roku
1935 rok.
1935 rok.

Vlastimil (Wlastimil) Hofman urodził się 27 kwietnia 1881r. w Karlinie koło Pragi. Dziś jest to dzielnica Pragi. Był najmłodszym, szóstym dzieckiem Ferdynanda Hofmana i Teofili Muzyk Terleckiej. Czesko-polskie pochodzenie wywarło piętno na całym jego dorosłym życiu. W 1889 r. wraz z rodziną przeniósł się do Krakowa, gdzie rozpoczął naukę w szkole św. Barbary. Swą edukację kontynuował w gimnazjum im. Jana III Sobieskiego (do 1893 r.).

Od 1895 r. brał lekcje rysunku w pracowni Floriana Cynka w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Rok później rozpoczął studia malarskie w SSP pod kierunkiem Jacka Malczewskiego, Józefa Unierzyskiego i Jana Stanisławskiego. Po paroletniej przerwie w latach 1901-1902 kontynuował je u Leona Wyczółkowskiego. Wcześniej wyjechał do Francji i przez dwa lata (1899 – 1901) studiował w paryskiej École des Beaux-Art pod kierunkiem Jeana Leona Gerome'a. Swoje prace malarskie zaczął wystawiać po powrocie do Krakowa od 1902 roku, dość szybko uzyskując uznanie środowiska. Namalowana w 1905 r. „Spowiedź”, wystawiona rok później w warszawskiej „Zachęcie”, przyniosła mu sławę, a co za tym idzie jego obrazy zaczęto wystawiać w liczących się galeriach Europy (Amsterdamu, Rzymu, Wiednia i Berlina). Regularnie też wystawiał swe prace w krakowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych i „Zachęcie”.

Związany był z polskim i czeskim środowiskiem artystycznym. Należał do Towarzystwa Artystów Polskich "Sztuka" i czeskiego ugrupowania "Manes" (od 1904 r.). W 1905 roku współtworzył krakowską ”Grupę Pięciu”, która kontestowała „formuły obrazowania stosowane przez wybitnych polskich malarzy zrzeszonych w Towarzystwie Artystów Polskich „Sztuka”. ...Na swego patrona powołali wielkiego polskiego romantyka, poetę, malarza i rysownika, Cypriana Kamila Norwida. Hofman uczestniczył we wszystkich ekspozycjach ugrupowania” przed I. wojną światową (głównie w Wiedniu i Berlinie). Zaowocowało to nominacją na członka Wiedeńskiej Galerii Secesyjnej w 1907 r. Dwa lata później został członkiem Grupy „Zero” – założonego rok wcześniej przez Wojciecha Kossaka kolejnego stowarzyszenia kontestującego pozycję artystyczną Towarzystwa Artystycznego „Sztuka”.


Od 1912 r. prowadził zajęcia dydaktyczne ze studentami w krakowskiej ASP. Okres I. wojny światowej spędził w Pradze (1914-1917). Od 1919 do 1920 przebywał w Paryżu, po czym wrócił do Polski i osiedlił się na stałe w Krakowie, odbywając od czasu do czasu na studyjne podróże do Wiednia, Pragi, Paryża i Włoch. Zamieszkał wraz z żoną (zalegalizował swój związek z Adą w 1919 r.) w willi przy ul. Spadzistej (dzisiejszej ul. Vlastimila Hofmana). O jego emocjonalnym związku z naszym krajem świadczył też fakt spolszczenia pisowni swego imienia: Wlastimil (głównie pod wpływem przyjaźni z Jackiem Malczewskim). Miało to miejsce około 1922 roku, od tamtej pory artysta posługiwał się wyłącznie polską wersją imienia, tak sygnował swoje obrazy i listy, zgodnie z ostatnią wolą taką wersję ma napis na jego grobie.


„Wypracowanej w okresie młodopolskim stylistyki nie zmienił do końca swej działalności artystycznej”. „Decydujący wpływ na ukształtowanie się postawy twórczej Hofmana wywarła symbolistyczna sztuka Jacka Malczewskiego; artysta uznawany jest za kontynuatora wyznaczonej przez Malczewskiego linii symboliczno-alegorycznego malarstwa”.

W okresie międzywojennym „dążył do odnowienia sztuki sakralnej; twórczość artystyczną pojmował jako „służbę Bożą”. Podejmował tradycyjne motywy ikonografii religijnej nadając im ludowy kostium; namalował liczne wyobrażenia Madonny z Dzieciątkiem Jezus i wizerunki św. Jana Chrzciciela, przedstawiał w wielu wariantach motyw Piety”. „Jego repertuar tematyczny obejmował obok scen religijnych (Nadzieja, 1907; Skarga, ok. 1907)… liryczne w wyrazie kompozycje baśniowo-fantastyczne (Odpoczynek, 1914; Zgubione szczęście, 1919…) i antyczne wątki (Wiosna, 1918; Faun z dziadem, 1920). Naczelną zasadą obrazowania Hofmana była narracyjność, koncentracja na anegdocie i pewna teatralizacja przedstawień”.

W obrazach koncentrował się także na egzystencjalnym cierpieniu (Z trumienką, 1907; Bóg dał - Bóg wziął, 1934) i tragizmie wojny. Nie unikał tematyki historyczno-patriotycznej (Dulce et decorum est pro patria mori, 1930). Uwagę zwracały także jego upozowane za wzorem Malczewskiego autoportrety. Nie można także pominąć tematyki dziecięcej w jego twórczości międzywojennej: „Dzieci, przede wszystkim te ze Zwierzyńca - dzielnicy gdzie mieszkał i tworzył Hofman, były modelami artysty. Willa przy ulicy Spadzistej 16 przypomina w ciągu dnia przedszkole. Pełna jest dzieci w różnym wieku (...) Malarz nie ma w tym czasie dorosłych modeli, są tylko dzieci." - tak o atmosferze panującej w pracowni malarza pisał Bogusław Czajkowski.


Sytuując się po 1918 r. na pozycjach tradycjonalistycznych „w 1923 r. wstąpił do ugrupowania Sztuka Rodzima głoszącego konserwatywny program artystyczny. Twórczy szczyt Hofmana przypada w okresie bezpośrednio poprzedzającym II wojnę światową. Maluje wówczas Madonny i wkrótce staje się typowym przedstawicielem polskiej secesji i neoromantyzmu”.

Sam o sobie mówił, „że jest malarzem myśli i przeżyć. Jego twórczość to doskonała ilustracja epoki, w której żył. W kształtowaniu sztuki Hofmana ważną rolę spełniała kwestia jego tożsamości narodowej. Marzył o odrodzeniu sztuki monumentalnej, niemal każde dzieło nasycał elementem religijnym, mistycznym, odwoływał się do tradycji sztuki ludowej”.


Wybuch wojny skazuje go na wieloletnią tułaczkę, głównie w efekcie ukrywania czeskich uchodźców (w tym późniejszego prezydenta Ludwika Swobody). Uciekając przed hitlerowcami znalazł się na terenach zajętych po 17 września 1939 roku przez Armię Czerwoną. Udało mu się uniknąć sowieckiej niewoli, choć w Pomorzanach był świadkiem zsyłania polskich żołnierzy do obozów w głąb Rosji, w tym oficerów do Kozielska. Nim do tego doszło „okazywał polskim jeńcom wiele współczucia i niezmordowanie portretował ich na niewielkich kartonikach. Portreciki miały być wysłane do rodzin”. Wszystko wskazuje na to, że zaprzyjaźnił się wówczas ze Zdzisławem Jastrzębiec Peszkowskim, który w przededniu transportu do Kozielska przekazał mu pod opiekę pułkowe pieniądze. Wedlug notek biograficznych wraz z żołnierzami Legionu Czeskiego udało mu się potem trafić przez Tarnopol, Stambuł, Hajfę i Tel-Aviv do Jerozolimy. I tam też spędził wojenny czas.


W 1946 r. wrócił do Krakowa. Nie na długo jednak, gdyż rok później, „za namową swego przyjaciela Jana Sztaudyngera osiedla się w Szklarskiej Porębie Średniej. W lipcu tego roku Hofmanowie dostają domek, który nazywają Wlastimilówką”. Decyzja o przeprowadzce wynikała również z rozczarowania po fali krytyki, jaka spadła na artystę po jego pierwszej powojennej wystawie.


Budzący powszechną sympatię Hofman szybko stał się liderem karkonoskiej bohemy, swoją radością życia i entuzjazmem inspirował młodsze pokolenia artystów. Dom przy ulicy Jana Matejki 14 był ostatnim przystankiem w jego burzliwym życiu. „Zarabiał na życie malując portrety turystom i mieszkańcom”, niemal każda chata w Szklarskiej może pochwalić się obrazem Hofmana. Są to przeważnie portrety z dedykacjami artysty. Hofman zaprzyjaźnił się szczególnie z rodzinami Korpalów, Czernickich, Uszpulewiczów i Karwińskich. Mieszkańcy stawali się modelami „Pana Profesora", wśród nich znalazły się panie Krystyna Trylańska-Makcówka, Janina Gerczak i Janina Korpal.

Wśród najlepszych prac z okresu pobytu w Szklarskiej znajduje się cykl czterech Ewangelistów namalowany w 1953 r. dla kościoła w Szklarskiej Porębie Górnej oraz tryptyk "Adoracja Dzieciątka" z 1957 r. z kościoła w Szklarskiej Porębie Dolnej.

Hofman zmarł bezpotomnie 6 marca 1970 roku, dokładnie dwa lata po śmierci żony. Cierpiał na chorobę płuc, która stała się bezpośrednią przyczyną jego śmierci. „Pochowano go w Szklarskiej Porębie – pod Karkonoszami, które dawały mu siły i twórcze natchnienie w ciągu ostatnich 23 lat życia”. Spoczywa na cmentarzu przy kościele Bożego Ciała, u boku ukochanej żony Ady. Na grobie znajduje się miniaturowa kapliczka z kopią jego słynnego obrazu pt. "Spowiedź".


Dzieła Hofmana znajdują się w zbiorach licznych muzeów krajowych i zagranicznych, a także w kolekcjach prywatnych oraz w licznych obiektach sakralnych. Łącznie spod jego ręki wyszło kilka tysięcy obrazów i rysunków. W 2011 roku Muzeum Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie wystosowało apel do osób, które posiadają lub przechowują obrazy namalowane przez Wlastimila Hofmana, celem dokonania ich inwentaryzacji.


Zgodnie z testamentem artysty właścicielem Wlastimilówki wraz z całym wyposażeniem został, opiekujący się Hofmanem w ostatnich latach jego życia, Wacław Jędrzejczak, który w miarę możliwości udostępnia dom artysty zwiedzającym.

Wiślackie fascynacje

Hofman przy pracy w ogrodzie willi przy ul. Spadzistej. Do portretu pozuje Henryk  Reyman.
Hofman przy pracy w ogrodzie willi przy ul. Spadzistej. Do portretu pozuje Henryk Reyman.
Jeszcze jedno ujęcie, podczas portretowania Reymana.
Jeszcze jedno ujęcie, podczas portretowania Reymana.

Krytycy sztuki zwykle pomijają milczeniem, bądź lekceważą w swych opracowaniach poświęconych artyście jedną jego pasję artystyczna i, chyba można tak napisać, życiową: sport. Na pewno patrzył na zmagania sportowe okiem artysty-malarza. Fascynacja ludzkim ciałem w ruchu, w sportowym wysiłku, obserwowanie radości zwycięzców i smutku przegranych - to jeden aspekt zainteresowania mistrza Vlastimila sportem.

Drugi wynikał po prostu z kibicowskiej pasji Hofmana. Jak to się stało, że stał się zagorzałym wręcz sympatykiem futbolu i naszej Wisły? Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć. Jako krakowianin z wyboru był zapewne świadkiem narodzin krakowskiej piłki nożnej. Czy już wówczas połknął futbolowego bakcyla?

Wiadomo na pewno, że na meczach Wisły pojawiał się regularnie od chwili powrotu z Paryża, od 1921 roku. Przychodził z własnym "malarskim, składanym krzesełkiem", na którym siadywał blisko boiska. Kiedy go rozpoznano - zaproszono na trybunę główną. I od tej pory nie opuszczał żadnego spotkania Wisły. Nawet wyjeżdżał z zawodnikami na mecze. Tak było choćby przy okazji pamiętnego spotkania z 1. FC Katowice, które w zasadzie decydowało o tytule mistrzowskim w 1927 roku (2:0). Jak wspominał Henryk Reyman: 25 września w "niedzielę od rana odchodziły już do Katowic specjalne pociągi z tłumami widzów na te decydujące zawody. Drużyna nasza ulokowała się w osobnym wagonie wraz z zarządem i nieodstępującym nas w każdej ciężkiej czy też radosnej chwili mistrzem Wlastimilem Hoffmanem". Co więcej bywał nie tylko na meczach, „ale zaglądał również na wtorkowe i czwartkowe treningi. Charakterystyczna sylwetka malarza Młodej Polski… Duży, czarny kapelusz, długi do kolan surdut zapinany na guziki, spięty pod szyją piękną kolorową spinką. Towarzyszyła mu zwykle żona” – tak zapamiętał artystę Mieczysław Strychalski, piłkarz Wisły.


Fascynacja sportem i piłką nożną zaowocowała szeregiem obrazów utrwalających męski wysiłek w tej właśnie dziedzinie życia. Piłkarze Wisły należeli do tych uprzywilejowanych, których najczęściej przedstawiał w swych obrazach i którzy też w nagrodę za swe osiągnięcia, lub po prostu z sympatii otrzymywali jego dzieła: „każdy z nich miał swój portret malowany przez mistrza, nawet po kilka, także juniorzy...”.

Hofman czuł się na obiektach sportowych Wisły jak u siebie w domu, a jego dom „był domem dla każdego wiślaka”. Udawali się do willi Hofmana nie tylko jako malarscy modele, ale także często po futbolowych zmaganiach. „Nie było w tym nic dziwnego, gdyż wszystko czym żyła Wisła znajdowało swe odbicie w dyskusjach w domu przy ul. Spadzistej”. Tak było na zakończenie pierwszego ligowego sezonu w 1927 roku, sezonu mistrzowskiego dla Wisły. Po remisowym meczu z Hasmoneą we Lwowie (16.10 2:2) Wiślacy wracali ze Lwowa nocnym pociągiem. Z krakowskiego dworca przeszli przez Błonia do domu Vlastimila Hoffmana mieszczącego się przy ulicy Spadzistej. Działo się to wszystko w środku ciemnej, październikowej nocy i fakt, że Hofman przyjął ich z otwartymi ramionami mówi w zasadzie wszystko o związkach emocjonalnych mistrza Vlastimila z Wisłą. Wiślaków prowadził ulicami Krakowa na Zwierzyniec kapitan drużyny: „Henryk Reyman zameldował sławnemu artyście zdobycie mistrzostwa. Radość była wielka i wspólna, śpiewy, najpierw hymn narodowy”. Mistrzostwo świętowano potem do rana.

Fragment korespondencji do Henryka Reymana
Fragment korespondencji do Henryka Reymana

Bliskie stosunki z piłkarzami, czy szerzej, z ludźmi Wisły zaowocowały niejednokrotnie przyjaźniami, które przetrwały lata. Choć z racji wieku, młodych piłkarzy Wisły mistrz Wlastimil darzył bardziej ojcowskim uczuciem. Tak było z najmłodszym z Reymanów - Janem, którego z racji wieku Hoffman traktował jak syna. A trzeba w tym miejscu dodać, że sam nie miał dzieci. W korespondencji nazywał go pieszczotliwie „Jowiszkiem”. Najstarszy z Reymanów, Henryk, był dla niego „Hektorem Wisły”, jak pisał w jednym z liścików: „Kochany Hektorze Wisły! Niech Ci gwiazda pomyślności świeci jeszcze przez długie lata!” Stosunki łączące Reymana z Hoffmanem oparte były na wzajemnym szacunku: z jednej strony do mistrza malarza, z drugiej do kapitana Wojska Polskiego i drużyny piłkarskiej. Bliskie stosunki łączyły go zresztą z całą rodziną Reymanów. Przyjaźń ta przetrwała aż do ostatnich lat życia mistrza Vlastimila, o czym świadczy liczna korespondencja. Rodzina Reymanów opiekowała się m.in. jego domem w Krakowie podczas wojennych peregrynacji Vlastimila Hoffmana w latach 1939-1945. Wiadomo także, że Henryk należał do najczęściej utrwalanych na płótnie piłkarzy Wisły.

Hofman malował portrety Wiślaków nie tylko jako sportowców, ale to właśnie te sportowe obrazy mają największy walor artystyczny i urzekają swą wymową do dzisiaj.

Dedykacje umieszczone przez Hofmana na tych pracach świadczą o tym, że patrzył na rywalizację sportową niczym na zmagania mitycznych herosów. Owocowała tu zapewne fascynacja antykiem, którą widać przecież w jego obrazach niezwiązanych z tematyką sportową. Henryk Reyman był dla niego Hektorem. Józef Adamek - Achillesem… Mecz futbolowy niczym wojna trojańska, a boisko piłkarskie jako pole bitwy pod murami Troi… – to już moja interpretacja i proszę o wybaczenie jeśli kogoś razi…

Sportowe obrazy Hofmana budziły niebywałe zainteresowanie wśród widzów w chwili ich ekspozycji. Tak było choćby z obrazem monumentalnych wręcz rozmiarów przedstawiającym mistrzowską drużynę Wisły. Sylwetki piłkarzy namalował mistrz Vlastimil w niemal oryginalnej wielkości i obraz miał długość prawie 5 metrów. Wystawiany i nagradzany na różnych konkursach sztuki zrobił wręcz furorę wśród zwiedzających w 1930 r. Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu i „był tam jednym z najbardziej obleganych eksponatów”.

Jak doszło do powstania tego obrazu?

Stało się to przy okazji wiślackich zmagań o Puchar Polski w 1926 roku. Jako formę dopingu i zachęty obiecał wówczas piłkarzom: „Jeśli zdobędziecie Puchar Polski, namaluję całą jedenastkę w naturalnej wielkości”. Tak też się stało. Obraz powstał w 1927 r. Namalowany na płótnie olejem przedstawiał pierwszą jedenastkę Wisły pod skrzydłami bogini zwycięstwa (piłkarskiej muzy). Trzymała ona w ręku Puchar Polski, a Hofman uwiecznił na obrazie zdobywców tego trofeum:


[(patrząc od lewej) Józefa Adamka, Jana Reymana, Stanisława Czulaka, Henryka Reymana, Kazimierza Kaczora, Aleksandra Pychowskiego, Jana Kotlarczyka, Władysława Kowalskiego, Władysława Krupę, Witolda Gierasa, Mieczysława Balcera i siedzącego Jana Ketza. Gwoli prawdy należy uściślić, że najmłodszy z Reymanów nie zagrał w finałowym meczu ze Spartą. Zagrał natomiast Stefan Wójcik, którego Hofman na obrazie nie umieścił.] ?

Drużyna Wisły, pędzla Vlastimila Hofmana. Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
Drużyna Wisły, pędzla Vlastimila Hofmana. Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
  • W roku 1961 artysta goszcząć u siebie w domu w Szklarskiej Porębie kolejne pokolenia wiślackich piłkarzy sugerował (tak to przedstawia dziennikarz "Gazety Robotniczej"), że pomysł i obietnica namalowanie tego obrazu została złożona w przerwie pamiętnego meczu derbowego z Cracovią w 1925 roku. Wynik bramiał wówczas 1:5. "W szatni ze spuszczonymi głowami siedzieli "wiślacy""... Przyszedł do nich wtedy między innymi mistrz Vlastimil mobilizując do lepszej gry. "Po zawodach Vlastimil Hofman obiecał piłkarzom, ze namaluje im obraz i każdego przedstawi na nim w oryginalnej wielkości".

To imponujące dzieło wręczył Vlastimil Hofman TS w końcu października 1927 r., dla uświetnienia sukcesu Wisły w pierwszej edycji rozgrywek ligowych. Stało się to przy okazji stoczonego w uroczystej oprawie meczu ze Slavią Brno. Poprzedzała to spotkanie defilada wszystkich sekcji Wisły, przemowy zaproszonych oficjeli (w tym konsula czechosłowackiego). Po defiladzie wręczono Vlastimilowi Hoffmanowi dyplom honorowego członka TS Wisła. Upominki dostali także weterani klubowi, obchodzący tego dnia swe jubileusze: Henryk Reyman, Marian Szpórna, Stefan Reyman i Mieczysław Strychalski. Każdy z nich otrzymał od mistrza Vlastimila obrazy, niekoniecznie o tematyce sportowej (Strychalski otrzymał portret dziewczynki). Dla porządku dodajmy, że w meczu tym Wisła rozgromiła czeskich gości aż 8:2!

Jedno z wielu dzieł Vlastimila Hofmana, przedstawiające postać Henryka Reymana. Własność TS Wisła.
Jedno z wielu dzieł Vlastimila Hofmana, przedstawiające postać Henryka Reymana. Własność TS Wisła.
Na obrazie Jan Reyman
Na obrazie Jan Reyman

Obraz Hofmana przedstawiający zdobywcę Pucharu Polski z 1926 r. miał niebywałą szansę wyjazdu na Olimpiadę w Amsterdamie w 1928 r. Trzeba wyjaśnić, że wówczas na równi z sportowcami startującymi w Igrzyskach Olimpijskich nagradzano również medalami olimpijskimi artystów wystawiających swe prace w specjalnie organizowanych przez MKOl konkursach sztuki. W konkursach tych startowali nie byle jacy twórcy: literaci, malarze, rzeźbiarze, kompozytorzy. By wystawić swoją pracę w takim konkursie trzeba było przejść krajowe konkursy kwalifikacyjne toczone pod egidą PKOl, a organizowane przez Instytut Propagandy Sztuki. Brali w nich udział najwybitniejsi polscy twórcy. Wśród nich w 1928 r. był Vlastimil Hofman ze swoim obrazem Wisły. Obraz ten otrzymał III. nagrodę w krajowym olimpijskim konkursie sztuki. Nie do końca jest jasne czy wziął udział w olimpijskim konkursie sztuki. Z doniesień prasowych wynika, że eksponowano go na olimpijskiej wystawie sztuki w Amsterdamie latem 1928 roku... Po II wojnie światowej, w nie do końca jasnych okolicznościach, został oddany do Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie. Niestety, ze względu na wielkość dzieła, nie jest one wyeksponowane dla zwiedzających (stan na 2010), spoczywa w magazynach MSiT w Centrum Olimpijskim przy ul. Wybrzeże Gdyńskie 4. Zamiast imponującego oryginału, można oglądać miniaturkę umieszczoną w szklanej gablotce, pośród innych obrazków.

Równie dużą sławą cieszyły się i inne sportowo-wiślackie prace mistrza Vlastimila. Niezwykle wdzięcznym modelem okazał się Mieczysław Balcer. Futbolista i lekkoatleta o nienagannej, atletycznej wręcz budowie ciała. To on został uwieczniony w męskim akcie pt. „Dyskobol” i to jego możemy oglądać na obrazie „Start”. Jak wielką wagę przywiązywał Hofman do swych prac sportowych niech świadczy fakt, że właśnie ten obraz znalazł się na tytułowej okładce albumu wydanego z okazji 25. lecia pracy artystycznej.

Często malował inną wiślacką legendę: Henryka Reymana. Na pewno wiadomo o trzech jego portretach, z których do dziś zachowały się dwa (jeden został zagrabiony przez Niemców w czasie II wojny światowej). Jeden z tych obrazów można dzisiaj obejrzeć w Sali konferencyjnej TS Wisła. Podobnie jak kilkanaście innych obrazów artysty, przedstawiających ludzi Wisły.


Ścisłe związki Vlastimila Hofmana z Wisłą w okresie międzywojennym uległy pewnemu rozluźnieniu po zakończeniu wojny. Na pewno wpływał na to fakt przenosin mistrza do Szklarskiej Poręby. W czasach stalinowskich z kolei gwardyjscy nominaci z niechęcią patrzyli na postacie nie z ich bezpieczniackiej bajki. Dla ludzi tworzących historię Wisły na boisku i utrwalających ją w obrazach (jak V. Hofman) w klubie brakowało miejsca. Tym niemniej jak tylko przeminął ten ponury w historii klubu okres, w czasie przełomu politycznego lat 1956-1957 doszło w klubie do sporych zmian personalnych. Przede wszystkim z powrotem włączyli się w prace Towarzystwa Sportowego Wisła ludzie, którzy budowali w przeszłości siłę Wisły, stając się już przed wojną postaciami legendarnymi w wiślackim i polskiej sporcie. Radę Seniorów tworzyli wówczas m.in. Vlastimil Hofman, płk Franciszek Wagner, Wilhelm Cepurski i Jan Weyssenhoff. Sprowadził ich do klubu nie kto inny tylko podówczas wiceprezes Wisły Henryk Reyman.

Reyman przywiązywał wielką wagę do przekazywania kolejnym pokoleniom wiślackim chlubnej tradycji. Dlatego zainicjował spotkanie zarządu klubu z Radą Seniorów. Odbyło się ono zaraz po Walnym Zgromadzeniu Towarzystwa. Reyman przywitał wówczas serdecznie twórców świetności Wisły, którym „siwizna wieków pobieliła skronie, a jednak w działalności sportowej [nadal] wykazują młodzieńczą werwę i zapał” i odczytał depeszę od Vlastimila Hofmana. Wyraźnie liczył na to, że za wzorem statutów Wisły z okresu II RP Rada Seniorów będzie miała poważny wpływ na działalność całego Towarzystwa. Wiślaccy seniorzy także liczyli na utrzymywanie stałych kontaktów z zarządem i zawodnikami. Szefem Rady Seniorów wybrano wówczas dr Ujejskiego. Miłą atmosferę zebrania psuła nieco obecność na sali milicyjnych delegatów - o przeszłości nie tak łatwo było zapomnieć. Nadzieje te zblakły już po paru latach, a wraz z odejściem Reymana ze stanowiska wiceprezesa klubu wpływ Rady Seniorów na jego działalność stawał się coraz bardziej iluzoryczny. Jeszcze bardziej iluzoryczny był wpływ na TS Wisła mieszkającego pod Karkonoszami Vlastimila Hofmana. Wisła jednak nadal zajmowała szczególne miejsce w jego sercu, aż do śmierci… O czym świadczą najwymowniej odwiedziny artysty malarza przez kolejne pokolenia Wiślaków. Na przykład to opisane w prasie z okazji 80 rocznicy urodzin artysty. W Szklarskiej Porębie zjawiła się wówczas I. drużyna Wisły: "Wręczyli mu pamiątkowy proporzec z napisem "Kochanemu Jubilatowi - Wisła", a potem wszyscu odśpiewali hymn klubowy "Jak długo na Wawelu". Pan Vlastimil Hofman był bardzo wzruszony i długo opowiadał młodym piłkarzom o ich wielkich poprzednikach - braciach Reymanach, Kotlarczykach, o tradycyjnych, pełnych emocji meczach pomiędzy Wisłą i Cracovią... Najwięcej było śmiechu gdy czołowy napastnik Wisły Rogoża - chłopak ze znanej dzielnicy krakowskiej Zwierzyniec, w której przed laty mieszkał jubilat, przypomniał kilka piosenek krakowskich i zatańczył "Lajkonika"...

Hofman o początkach miłości do Wisły, fragment "Portretu z pamięci"

Pierwszy raz poszedłem na stadion Wisły w Krakowie już w 1925 r. razem z żoną i od razu <<połknąłem haczyk>>. Grała akurat Wisła z Cracovią. Gospodarze nie mieli szczęścia i dostawali lanie. Biegali od bramki do bramki, ale żadnego gola nie mogli strzelić, chociaż sami gol po golu zbierali. Cracovia prowadziła 5:1 i wynik ten utrzymała do przerwy. Znałem niektórych zawodników i prezesa, toteż pobiegłem za nimi do szatni. Byli tak przygnębieni, że nie chcieli w ogóle wracać na boisko. Wcale się nie dziwiłam, ale nie mogłem zrozumieć, jak się to stało, że najlepsza drużyna nie tylko Krakowa, ale i Polski nagle straciła formę i poczułem do chłopców jakąś sympatię. Może właśnie dlatego, że przegrywali. Proponuję, że jeżeli wygrają, namaluje każdemu osobny i wszystkim razem jeden wielki portret. Każdego przedstawię na nim w naturalnej wielkości. Widzę, że chłopcy uśmiechają się pod nosem, ale na razie nic nie mówią. Gra się rozpoczyna i wynik zmienia się z minuty na minutę, a więc 5:2, 5:3, 5:4, 5:5 i 5:6. Bardzo się cieszę, cieszy się cała drużyna, a kibice Wisły po prostu szaleją z radości. A potem?... przez dwa lata malowałem obraz jedenastki i portrety zawodnikom i co niedzielę chodziłem na mecz piłki nożnej. Odkryłem, że ludzie na stadionie stają się prawdziwsi niż w biurach czy na ulicy. Są szczersi, pełni entuzjazmu. Częstokroć spotykają się na jakimś meczu pierwszy raz, a już po kilku minutach nawiązują rozmowy, znajomości, niekiedy nawet przyjaźnie. Krzyczą, skaczą, podrzucają czapki, całują się, gwiżdżą, tupią... Podoba mi się ten obraz.

Źródło: "Portret z pamięci" Bogusława Czajkowskiego

Ciekawostki

  • Hofman poza honorowym członkiem zarządu TS Wisła, był także honorowym prezesem Zwierzynieckiego KS. Tytuł ten otrzymał w 1923 roku.
  • Ulica Spadzista, gdzie niegdyś Hofman miał swoją willę, nosi dziś imię swego dawnego mieszkańca.
  • Imię Wlastimila Hofmana noszą też ulice w Szklarskiej Porębie, Jeleniej Górze i Grudziądzu.
  • Imię Wlastimila Hofmana nosi Szkoła Podstawowa nr 5 Szklarskiej Porębie. Ceremonia nadania imienia miała miejsce 27 kwietnia 1992 r.
  • Wspomnienia Wlastimila Hofmana zostały spisane w książce Bogusława Czajkowskiego pt. ,,Portret z pamięci”.

Mini-muzeum Hofmana

Zapraszamy do wizyty w wirtualnym muzeum Vastimila Hofmana: Wlastimil Hofman - obrazy, pamiątki, dokumenty

Na pewnego malarza

Na pewnego malarza


Od wielu już dziesięcioleci
Ten ziemski żywot nam umila
Niejeden wiślacki portrecik
Mistrza Hoffmana Vlastimila.

— Dariusz Zastawny, Stuletnia nasza historia, czyli Wisła Kraków, Biała Gwiazda w słów orszaku i obrazkach


Ulica i dom Hofmana

Recenzje

Źródła


Tekst oparto również na wspomnieniach Mieczysława Strychalskiego zamieszczonych w:
Źródło: Andrzej Gowarzewski "Kolekcja klubów. Tom 3:Wisła", Katowice, 1996
Oparto go także na relacjach i wspomnieniach sportowców i działaczy Wisły publikowanych w prasie sportowej: „Przeglądzie Sportowym”, „Sportowcu”, „Tempie”. Korzystano także ze zbiorów prywatnych pana J. Tomaszewskiego i tekstu z książki:
Źródło: Paweł Pierzchała "Z Białą Gwiazdą w sercu (Wiślacka legenda: Henryk Reyman 1897 -1963)", Kraków, 2006
Zamieszczono reprodukcje obrazów będących w posiadaniu Wacława Jędrzejczaka we Wlastimilowce, w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie, TS Wisła w Krakowie oraz J. Tomaszewskiego.

Doniesienia prasowe

Igrzyska Olimpijskie

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1927, nr 296 (27 X)

Święto sportowe „Wisły”.

Jak już donosiliśmy, w dniu 30 bm. oraz 1 listopada odbędzie się szereg imprez sportowych z okazji urządzanego przez T. S. Wisła w Krakowie dorocznego święta sportowego. W programie m. in. przewidziane są 2 mecze piłkarskie z pierwszorzędną drużyną zagraniczną, dalej zawody lekkoatletyczne pań i panów, próby pobicia rekordów: polskiego w rzucie dyskiem przez por. Barana ze Lwowa (rekordzisty Polski), oraz okręgowych w rzucie oszczepem przez Gierałtowskiego i w rzucie dyskiem przez Turka.

Niezależnie od tego nastąpi uroczyste przejęcia obrazu, przedstawiającego I drużynę Wisły, znanego artysty-malarza Wlastimila Hoffmanna i wręczenie mu dyplomu członka Towarzystwa, Cały szereg graczy Wisły obchodzić będzie w tym dniu jubileusz swoich występów w barwach Towarzystwa, rekord ma obecnie Reyman I, który grać będzie W dniu 30 bm. swój 200 mecz. Zawody w pierwszym dniu poprzedzi defilada wszystkich zawodników Wisły przy dźwiękach orkiestry wojsk,

Echo Krakowa. 1946, nr 23 (1 IV)

J. Tuwim a Vlastimil Hofman wracają do Polski

WARSZAWA (PR). Dyrektor Państwowego teatru polskiego Szyfman otrzymał od znanego poety Tuwima list z Nowego Jorku, w którym pisze: "Za parę miesięcy wrócę do Polski. Wierzę, że potrafię na starość w Polsce zdobyć się na nową młodość. Przywiozę kilka sztuk teatralnych, które będą nadawały się specjalnie do wystawienia u nas”.

Znany polski art.-malarz Wlastimil Hofman, członek organizacji K. O. J. N. i Zarządu Zw. Słowian w Jerozolimie — wyjechał do Krakowa.

2017 Rokiem Hofmana w Szklarskiej Porębie

Rada Miejska w Szklarskiej Porębie ustanowiła Rok 2017 Rokiem Wlastimila Hofmana. Uchwała została podjęta dla upamiętnienia przypadających w 2017 roku ważnych rocznic związanych z życiem i twórczością wielkiego malarza i poety Wlastimila Hofmana.

Requiescat in pace

Grób Ady i Wlastimila Hofmanów w Szklarskiej Porębie.