1927.09.25 1FC Katowice – Wisła Kraków 0:2

Z Historia Wisły

Jeden z najważniejszych meczów w historii Polskiej Ligi1
1927.09.25, I liga, 23. kolejka, Katowice, boisko 1.FC, Park Kościuszki, 15:30, niedziela
1.FC Katowice 0:2 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 15.000-25.000
sędzia: Zygmunt Hanke z Łodzi.
Bramki
0:1
0:2
55' Stanisław Czulak
60' Henryk Reyman
1.FC Katowice
2-3-5
Emil Görlitz (II)
Kurt Pohl
Otto Heidenreich
Oswald Bischoff
Eryk Wieczorek
Paweł Wyleziol
Roman Kossok I
Józef Görlitz (I)
Artur Geisler
Teodor Jonczyk
Ernest Joschke

trener: brak
Wisła Kraków
2-3-5
Emil Folga
Aleksander Pychowski
Emil Skrynkowicz
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Bronisław Makowski
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Jan Reyman
Mieczysław Balcer

trener: brak
Mecz przerwany w 73 minucie

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl


Spis treści

Galeria


Opis

Przed meczem: "Drużyna Wisły musi sobie zdać sprawę, iż w dniu tym reprezentuje polski sport piłkarski Krakowa, którego barw broni obecnie w lidze".

Specjalna wycieczka kolejowa liczyła 1000 osób, dzięki zarządzeniom radców kolejowych z krakowskiej dyrekcji kolei. Pierwszy tego typu przypadek w Polsce. Z Niemiec też przyjeżdżały wycieczki sportowe. Przy wyniku 0:2 o 1.FC: "jej gracze posuwają się wprost do polowania na kości przeciwnika". Na 15 minut przed końcem sędzia przez pomyłkę gwiżdże koniec meczu. Po meczu pochód do hotelu przy dźwiękach orkiestry 73 pp. Na podstawie: IKC nr 259 i 266.

W II. połowie „żelazna przewaga Wisły” ... „mimo ordynarnej gry Niemców”. Po meczu zniesiono na ramionach zawodników i przy dźwiękach orkiestry 73 pp odprowadzono ich pochodem, „który spontanicznie zamienił się w wielką manifestację narodową do hotelu, a później na dworzec”. Na podstawie: CZ nr 221.

Wisła gromadzi już 37 punktów, co w praktyce zapewnia jej mistrzostwo.

Gazeta do identyfikacji: A tymczasem piłkarze grali. Nie tylko grali, ale i protestowali (oczywiście wyniki, nie weksle). Zaprotestowała Pogoń raz przeciwko wynikowi meczu z Wartą, bo sędzia p. Rutkowski dał dwa rzuty karne przeciwko Pogoni, jakoby tylko pod presją publiczności. Zaprotestowała podobno również Legja przeciwko wynikowi meczu z Czarnymi, gdyż p. Grzyb, uproszony na sędziego nie posiada jakoby kwalifikacji sędziowskich. Zaprotestowały wreszcie wszystkie kluby ligowe przeciwko Cracovii, która urządziła, wbrew umowie, konkurencyjny mecz z Ruchem wówczas, gdy Wisła grata z TKS-em. Wynik — żaden z klubów ligowych nie ma prawa do czasu zadośćuczynienia, grać z Cracovią!


Relacje prasowa - zapowiedzi

IKC z 20 września 1927

Wisła-I. F. C.
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1927, nr 259 (20 IX), str. 4
na który wybierają się do Katowic całe masy sportowców nietylko z Krakowa, ale także i z innych miast okolicznych, jak Sosnowiec, Tar nów, Bielsko i t. d. Drużyna Wisły musi sobie zdać sprawę, iż w dniu tym reprezentuje polski spoił piłkarski Krakowa, którego barwbroni obecnie w Lidze. Do tego, jeśli dodamy, iż drużyna krakowska walczyć będzie musiała na gruncie obcym, wśród różnych niesprzyjających warunków, to uznać się musi, iż zada nie jej będzie niezwykle trudne. Dotychczas na terenie G. Śląska drużyny krakowskie nie miały szczęścia, przegrane tak Wisły jak i Cracovii były na porządku dziennym. Prze łom stanowi dopiero tegoroczne, świetne zwycięstwo Wisły nad Ruchem 4:0. Mecz w dniu 25 bm. będzie miał jednak i inne jeszcze znamiona, a przynajmniej nadaje taki ton jemu osławiona „Kattowitzer Zeitung”, która przed stawia, jakoby zespół I. F. Ci klub ten był przedmiotem ustawicznych, niesłusznych ataków, że staczać musi ciężkie boje o wywalczenie sobie należnego miejsca w polskim sporcie i t. p. Do tego dołącza się kłamliwe twierdze nie, iż zawodami I. F. C. kierowali sędziowie, członkowie konkurencyjnego tej drużyny klubu (t. J. Wisły), jak n. p. p Ziemiański. Zestawiając to rzekome prześladowanie niesportowe drużyny I. F. C., czytamy tam wezwanie graczy tej drużyny do zdwojenia wysiłków i energji, aby wywalczyć sobie odpowiednie stanowisko w sporcie polskim. Każdy, kto orjentuje się w polskich stosunkach sportowych wie, iż jedne są prawa i obowiązki dla wszystkich klubów ligowych, że nie ma tam dla nikogo przywilejów, a o zdobyciu sobie miejsca odpowiedniego w tabeli, zadecydowała forma drużyny. Tego rodzaju wezwania powinna sobie w pierwszym rzędzie zapamiętać drużyna Wisły, na której ciąży w tym dniu specjalny obowiązek.


IKC z 22 września 1927

Przed zawodami o mistrzostwo Polski Wisła-i. F. C.
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1927, nr 261 (22 IX), str. 6
Decydujące może o mistrzostwie Polski, a w każdym razie mające na jego definitywny wynik olbrzymie znaczenie zawody o mistrzostwo P. L. P. N. między Wisłą a I. F. C. cieszą się niebywałym dotychczas w historji polskiego piłkarstwa zainteresowaniem. Świadczy o tein urządzenie specjalnie zorganizowanej przez zarząd Wisły wycieczki sportowców z Krakowa do Katowic, przyczem ilość zgłoszeń jest tak wielka, iż przewiduje się już dzisiaj zamówienie specjalnego pociągu. Dalsze zgłoszenia osób pragnących wziąć udział w tej wycieczce, dla której są przewidziane zniżki kolejowe 33%, przyjmuje do czwartku włącznie F ma Marjan Kopeć w Krakowie, ul. Karmelicka 28. Cóż dopiero mówić tu o innych miastach, jak Sosno wice, Będzin, Bielsko, Tarnów, Król. Huta i t. d., skąd zapowiedziany jest też przyjazd całej masy sportowców. Podobnie nader licznie mają przyjechać sportowcy z Niem. Górnego Śląska.

Tymczasem obydwie strony t.j. drużyny Wisły i I. F. C. przygotowują się do tego spotkania nader starannie. Obydwa zespoły nie ograniczyły się tylko do stałych, niedzielnych zawodów mistrzowskich, ale także i poszukały spotkań z przeciwnikami zagranicznymi. I tak I F. C. sprowadził na zawody w ubiegłą sobotę BAG z Wiednia, Wisła zaś na dzień wczorajszy Fulgerul, jako dalszy charakterystyczny fakt, towarzyszący temu spotkaniu podnieść musimy okoliczność, iż gracze I drużyny I. F. C. przybyli specjalnie na zeszłotygodniowe niedzielne zawody Wisły z Turystami w celach obserwacji gry swoich przeciwników. Wszystkie te fakta przemawiają za tem, iż mecz niedzielny przewyższy wszystkie, dotychczas urządzane w Polsce pod względem zainteresowania.



IKC z 24 września 1927

Do Katowic na mecz!
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1927, nr 263 (24 IX), str. 7
W niedzielę odbędą się w Katowicach zawody po między drużynami krakowskiej Wisły a katowickiego I. F. C. — „wielki” mecz, którego wyniki oczekiwane są z napięciem przez publiczność sportową całej Polski, gdyż rozstrzygnie on o mistrzostwie.

Jak dotąd, w zawodach o mistrzostwo prowadzi na pierwszem miejscu Wisła i ona też, sądząc z dotychczasowej jej formy, i ze zwycięstw nad drużynami wszystkich innych klubów, powinna i tu odnieść decydujące zwycięstwo. Wyrażane są jednak wątpliwości co do wyniku meczu w Katowicach — wątpliwości z powodów zresztą najmniej sportowych. Powszechnie bowiem panuje opinja i świadomość, że „w Katowicach nie można wygrać” z miejscową drużyną, zwłaszcza, jeżeli w tej drużynie są Niemcy. Organizują oni bowiem prawdziwą bojówkę, która podczas meczu ryczy, wrzesz czy, przeszkadza, obstawia bramkę przeciwnika najbardziej wypróbowanymi bojownikami, którzy mają za zadanie niecierpliwić, denerwować i możliwie przeszkadzać bramkarzowi — „swoją” zaś „murują” w ten sam sposób i wogóle starają się wytworzyć wśród publiczności nastrój niekulturalny, wrogi dla „obcych”. Ponieważ chodzi o to, ażeby na danym meczu niedzielnym atmosfery takiej nie było, przeto istnieje wprost potrzeba, aby pomnożyć zastępy miejscowej polskiej kulturalnej publiczności na zawodach, któraby swoją powagą, spokojem i obiektywnością, ostudziła za pały garstki niemiecko-katowickich bojówkarzy i przyczyniła się do rozegrania zawodów w warunkach jak najbardziej honorowych i sportowych. Należy przypuszczać, że tej właśnie publiczności znajdą się na zawodach tych tłumy, tem bardziej, że z samego Krakowa i okolic wybierają się na nie setki widzów.

Sądzimy też, że p. prezes krakowskiej dyr. kolejowej przez wydanie zarządzeń, mających na celu ułatwienie podróży Krakowianom (jak np. wysłanie specjalnego pociągu do Katowic i z powrotem), przyczyni się do tego, iż impreza niedzielna ud$ się i pod tym względem.



IKC z 25 września 1927

WYCIECZKA NA ZAWODY O MISTRZOSTWO POLSKI WISŁA — I. F. C
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1927, nr 264 (25 IX), str. 8
zapowiedziana na niedzielę, dnia 25 bm. o godz. 9.50 przedpoł. zapowiada się niezwykle licznie. Liczba ogłoszeń sięga 500 osób. Takaż liczba Wiedeńczyków udaje się również w tym samym dniu na zawody międzypaństwowe z Węgrami w Budapeszcie. Wobec tak rekordowej liczby zgłoszeń uruchomiony zostanie specjalny pociąg, którego go dżina odjazdu podana będzie do wiadomości w F-mie M. Kopeć ul. Karmelicka 28.



ZGŁOSZENIA NA WYCIECZKĘ SPORTOWA DO KATOWIC
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1927, nr 264 (25 IX), str. 12
na zawody, przyjmuje w dalszym ciągu jeszcze w dniu dzisiejszym (sobota), f-ma M. Koреć, Kraków, ul. Karmelicka 28. Tamże udziela się wszelkich informacyj, związanych z wyjazdem do Katowic oraz z powrotem.


Nowa Reforma z 22 września 1927

WISŁA — I. F. C. W KATOWICACH
Nowa Reforma, 22 września 1927
Decydujące może o mistrzostwie Polski, a w każdym razie mające na jego definitywny wynik olbrzymie znaczenie zawody o mistrzostwo P. L. P. N. między Wisłą a I. F. C. cieszą się niebywałem dotychczas w historji polskiego piłkarstwa zainteresowaniem. Świadczy o tem urządzenie specjalnie zorganizowanej przez zarząd Wisły wycieczki sportowców z Krakowa do Katowic, przyczem ilość zgłoszeń jest tak wielka, iż przewiduje się już dzisiaj zamówienie specjalnego pociągu. Dalsze zgłoszenia osób, pragnących wziąć udział w tej wycieczce, dla której są przewidziane zniżki kolejowe 33%, przyjmuje do czwartku włączni F-ma Marian Kopeć w Krakowie, ul. Karmelicka 28. Cóż dopiero mówić tu o innych miastach, jak Sosnowiec, Będzin, Bielsko. Tarnów, Król. Huta i t. d., skąd zapowiedziany jest też przyjazd całej masy sportowców. Podobnie nader licznie mają przyjechać sportowcy z Niem. Górnego Śląska. Tymczasem obydwie strony, t. j. drużyny Wisły i I. F. C. przygotowują się do tego spotkania nader starannie. Obydwa zespoły nie ograniczyły się tylko do stałych, niedzielnych zawodów mistrzowskich, ale także i poszukały spotkań z przeciwnikami zagranicznymi. I tak I. F. C. sprowadził na zawody w ubiegłą sobotę BAC z Wiednia, Wisła zaś na dzień wczorajszy Fulgerul. Jako dalszy charakterystyczny fakt, towarzyszący temu spotkaniu podnieść musimy okoliczność, iż gracze I drużyny I. F. C. przybyli specjalnie na zeszłotygodniowe niedzielne zawody Wisty z Turystami w celach obserwacji gry swoich przeciwników. Wszystkie te fakty przemawiają za tem, iż mecz niedzielny przewyższy wszystkie, dotychczas urządzane w Polsce pod względem zainteresowania.


Nowa Reforma z 25 września 1927

PRZED SPOTKANIEM WISŁA — I. F. C. W KATOWICACH
Nowa Reforma, 25 września 1927
W dniu jutrzejszym odbędzie się w Katowicach popołudniu mecz Wisła — I. F. C., który będzie miał decydujące znaczenie dla zdobycia tytułu mistrza Polskiej Ligi Piłki Nożnej. Drużynę czerwonych czeka niezwykle ciężkie zadanie. Obok bowiem umiejętności piłkarskich muszą Krakowiacy zachować zimną krew i zdecydowana wolę zwycięstwa w obronie barw swoich i polskiego sportu footballowego. Specyficzna atmosfera boisk katowickich przesycona stronniczością posuniętą aż do czynnego udziału, a szczególnie w dniu tego spotkania wroga, nie ułatwi drużynie krakowskiej jej ciężkiego zadania, a w tych warunkach osiągnięty sukces byłby wprost podwójnem zwycięstwem. Zawody te budzą olbrzymie zainteresowanie w Krakowie, skąd wybiera się wycieczka sportowców specjalnym pociągiem oraz innych sąsiadujących z Katowicami miast, Zagłębia górnoląskiego, dąbrowskiego i krakowskiego. Spodziewamy się, ze publiczność przyjezdna potrafi dodać drużynie czerwonych otuchy, w tem ważnem spotkaniu.

WYCIECZKA NA ZAWODY O MISTRZOSTWO POLSKI WISŁA — I. F. C., zapowiedziana na niedzielę 25 b. m. o godz. 9.30 przed południem, zapowiada się niezwykle licznie. Liczba zgłoszeń sięga 500 osób. Wobec tak rekordowej liczby zgłoszeń, uruchomiony zostanie specjalny pociąg, którego godzina odjazdu podana będzie do wiadomości w firmie M. Kopeć, ul. Karmelicka 28.



Polska Zachodnia z 25 września 1927

Dzień dzisiejszy na polskich boiskach sportowych. Boisko I. P. C. w Katowicach, godz. 15.30.

I F. C. Katowice - Wisła Kraków. Decydujący mecz i mistrzostwo Polski

Polska Zachodnia, 25 września 1927
Dziś rozegrają powyższe drużyny mecz o mistrzostwo Ligi Państwowej, który będzie prawdziwą atrakcją sezonu, a wyniku tegóż oczekuje z napięciem publiczność sportowa całej Polski.

Drużyna Wisły stoi wobec wielkiego zadania. Musi sobie zdać sprawę, że w dniu tym reprezentuje polski sport piłkarski, że walczyć będzie na gruncie obcym, wśród różnych niesprzyjących warunków.

Mecz ten będzie miał jednak i inne jeszcze znamiona, a przynajmniej nadaje taki ton jemu osławiona "Kattowitzer Zeitung", która przedstawia, jakoby zespół I. F. C. i klub ten był przedmiotem ustawicznych, niesłusznych ataków, że staczać musi ciężkie boje o wywalczenie sobie należnego miejsca w polskim sporcie itp. Do tego dołącza się kłamliwe twierdzenie, iż zawodami 1. F. C. kierowali sędziowie, członkowie konkurencyjnego tej drużyny klubu (t. j. Wisły), jak n. p. p. Ziemiański. Zestawiając to rzekome prześladowanie niesportowe drużyny 1 F. C., czytamy tam wezwanie graczy tej drużyny do zdwojenia wysiłków i energji, aby wywalczyć sobie odpowiednie stanowisko w sporcie polskim. Każdy, kto orjentuje się w polskich stosunkach sportowych wie, iż jedne są prawa i obowiązki dla wszystkich klubów ligowych, że nie ma dla nikogo przywilejów, a o zdobyciu sobie miejsca odpowiedniego w tabeli, decyduje wyłącznie forma danej drużyny.

"Il. Kurjer Codzienny" w czwartkowym numerze wynurza bardzo ciekawe i charakterystyczne momenty, które wydarzają się w czasie gry, a które wpływają szkodliwie na regularne przeprowadzenie meczu, mianowicie Niemcy, zwolennicy I. F. C., organizują prawdziwą bojówkę, która podczas meczu ryczy, wrzeszczy, przeszkadza, obstawia bramkę przeciwnika, najbardziej wypróbowanymi bojownikami, którzy maja za zadanie niecierpliwić, denerwować i możliwie przeszkadzać bramkarzowi - "swoją" zaś "murują" w ten sam sposób i wogóle starają się wytworzyć wśród publiczności nastrój niekulturalny, wrogi dla "obcych". Ponieważ chodzi o to, ażeby na danym meczu niedzielnym atmosfery takiej nie było, przeto istnieje wprost potrzeba, aby pomnożyć zastępy miejscowej polskiej kulturalnej publiczności na zawodach, któraby swoją powagą, spokojem i objektywnością, ostudziła zapały niemieckich bojówkarzy i przyczyniła się do rozegrania zawodów w warunkach jak najbardziej honorowych i sportowych.

Dla naszych władz bezpieczeństwa wyłonione wypadki winny być przestrogą, zarazem nasuwają one konieczność zarządzenia wszelkich środków, któreby przyczyniły się do regularnego przeprowadzenia tych tak ważnych zawodów. Graczom oraz sędziemu należy zapewnić bezpieczeństwo.




Polonia z 25 września 1927

I. F. C. — WISŁA KRAKÓW
Polonia, 25 września 1927
Powyższy mecz footbalowy o mistrzostwo Ligi należy do największych sensacji sportowych w świecie footbalowym. Wynik zawodów decyduje kto zostanie mistrzem Polski. Na boisku 1. F. C. spodziewane są rekordowe tłumy widzów. Z samego Krakowa przybyć mają dwa specjalne pociągi ze zwolennikami Wisły. W przedsprzedaży sprzedano dotąd przeszło 3000 biletów. Spodziewana ilość widzów oceniana jest na 15.000.


Relacje prasowe - sprawozdania

Polonia z 26 września 1927

Polonia, 26 września 1927, nr 264, str. 4


Hasło Łódzkie z 26 września 1927

Tabelka rozgrywek o mistrzostwo Polski po dzień 25 b. m.
Hasło Łódzkie, 26 września 1927
Po wczorajszych, sensacyjnych wynikach walk o mistrzostwo Polski, tabelka rozgrywek, jak to już we wczorajszym „Haśle" podkreśliliśmy, zmieniła znacznie swe oblicze.

Wprawdzie u jej szczytu nic się nie zmieniło, nie mniej jednak zwycięstwo Wisły nad I. F. C. przy rekordowej ilości widzów zasługuje na podkreślenie. Po tem bowiem zwycięstwie, Wisła, tytuł mistrza Polski, ma już w kieszeni.

Uwzględniając zwycięstwo exmistrza Łodzi nad Pogonią, jako fakt dokonany, mimo niedokończenia zawodów, mistrzostwo po dzień 25-go b. m. przedstawia się następująco:

Kluby Gier Punktów Bramki


1. Wisła 23 37:9 86:27
2. I. F. C. 21 30:12 57:30
3. Pogoń 21 26:16 61:37
4. Warta 22 23:21 59:49
5. Ł. K. S. 23 22:24 41:43
6. Legja 22 22:22 54:54
7. Ruch 21 22:20 36:38
8. Turyści 22 21:23 41:46
9. Hasmonea 22 21:23 46:60
10. T. K. S. 22 20:24 48:71
11. Czarni 22 19:25 42:51
12. Polonja 20 17:23 38:56
13. Warszaw. 21 12:30 37:77
14. Jutrzenka 22 10:34 33:67



Hasło Łódzkie z 26 września 1927

Z BOISK CAŁEJ POLSKI
Hasło Łódzkie, 26 września 1927
[...]

KATOWICE: Wisła - 1. F. C. 2:0 (0:0).

Decydujący o mistrzostwo Polski mecz pomiędzy Wisłą i 1. F. C. zgromadził 17 tysięcy widzów i zakończył się zwycięstwem Wisły w stosunku 2:0 (0:0).



Śląski Głos Poranny, 1927, R. 2, nr 221

Wisła-Kraków - 1. FC. Katowice 2:0 (0:0).
Śląski Głos Poranny, 27 września 1927
Wobec 20. tysięcznych tłumów doszło do skutku oddawna z wielkiem naprężeniem oczekiwane spotkanie dwóch rywali, dzierżących pierwsze miejsca w tabeli mistrzowskiej. Zawody prowadził p. Hanke z miasta Łodzi. Pierwsza połowa odbyła się pod lekką przewagą 1. F. C. Szereg doskonałych pozycyj zostało z obu stron zmarnowane. Z Wisły wybijał się specjalnie Reyman I. na pozycji środkowego napastnika. Jak pierwsza potowa odbyła się przy zupełnym spokoju i grze fair, tak w drugiej połowie zaczęty się zgrzyty i protesty publiczności. Przy ciągłej przewadze w tej połowie, zdobywa Wisła w 15 minucie pierwszą bramkę. W. 5 minut później strzela Reyman I. z ładnego przeboju drugą bramkę. Gdy jednak 1. F. C. zdobywa ze spalonego goala, i sędzia jej nie uznał, publiczność niemiecka zaczęta wygwizdywać sędziego i wtargnęła na boisko. Wtedy jednak przygotowany oddział policji wkroczył na boisko i opróżnił je. 1. F. C. zaprotestował jednak i zeszedł z boiska. Fanatycy 1. F. C. zachowywali się skandalicznie i policja miała tu wiele do czynienia.



Gazeta Robotnicza, 1927, R. 32, nr 221

Wisła—I F. C. 3:0 (0:0)
Gazeta Robotnicza, 27 września 1927
Już od samego południa wczorajszego sunęły niewidziane dotąd w Katowicach tłumy na boisko I.F.C., które z chwilą rozpoczęcia gry mieściło ponad 12 000 widzów. Grę rozpoczyna I.F.C., przyczem zrazu Wisła odebrała mu piłkę. Do pauzy gra toczyła się przy nieznacznej przewadze miejscowych, którzy jednak dla Wisły nie byli zbyt groźni. Ich ataki skutecznie paraliżowały tyły Wisły i nie dopuściły napastników I.F.C. do strzału. Była to Właściwie typowa i zacięta walka o punkty, gra bowiem stała na bardzo niskim poziomie. Obie drużyny grały bardzo nerwowo i niżej zwykłej formy, mimo to ;gra trzymała widzów w napięciu. Obustronne ataki do pauzy nie przyniosły żadnej stronie sukcesu. P. Hauke jako sędzia zadowolił jedynie do pauzy, bowiem trzymał grę w karbach. Po przerwie ostra i bezwzględna gra I.F.C. w dodatku i ich ustawiczne, bezpodstawne reklamacje nie wyprowadziły najlepszego arbitra z równowagi. Po pauzie obraz gry zmienił się bezwzględnie na korzyść Wisły, która w krótkich odstępach czasu zdobywa dwie piękne bramki. Pierwszą zdobył Czulak z podania Adamka, umieszczając piłkę nieuchronnie w lewym rogu bramki. — Więcej efektownie wyglądała druga bramka, która była dziełem wspaniałej akcji całego ataku. Wywabił on Goerlitza z bramki, a tuż obok niego leżącego, Reyman I. z największym spokojem wsunął piłkę lekko w prawy róg.

Wisła prowadzi 2:0. W parę minut później wydarzył się przykry incydent, mianowicie Jończyk nachodzi brutalnie bramkarza Wisły, niedość, że przeszkadza mu w obronie, lecz rękami trzyma za korpus i głową chciał wpchnąć piłkę do bramki i to z czystej pozycji osfetowej. Sędzia uważał wypadek ten za niesportowy i podyktował wolny dla Wisły.

I.F.C. jednakże nie chciał się z decyzją sędziego pogodzić i uporczywie reklamował, lecz bezskutecznie, bowiem sędzia nie dał się wprowadzić w błąd i pozostał przy swem orzeczeniu. Od chwili tej zapanowała na boisku oraz wśród publiczności niezdrowa atmosfera, a w 15 minut przed końcem I.F.C. opuszcza boisko, nie godząc się na wykonanie rzutu karnego, całkiem słusznie podyktowanego za rękę lewego obrońcy I.F.C. Tuż po odgwizdnięciu zawodów przez sędziego odegrała orkiestra 73 pp. „Pierwszą Brygadę“ i pod osłoną policji z orkiestrą na czele ruszył pochód Krakowian na dworzec.




Stadjon: R. 5, 1927, nr 39

KATOWICE. Wisła — IFC. 2:0 (0:0).
Stadjon, 1927.09.27
W dniu 25 bm. na boisku IFC. rozegrany został „gwóźdź sezonu" ligowego, najsensacyjniejszy mecz o mistrzostwo Polski, Wisła — I. F. C. Obie te drużyny — to jedyni kandydaci do zdobycia tytułu mistrza, gdyż tak Pogoń, jak i stojąca na czwartem miejscu w tabeli — Warta mają już zbyt wiele straconych punktów, żeby marzyć o pierwszem miejscu. Obaj rywale wystąpili do meczu w swych najsilniejszych składach i z silną wolą zwycięstwa.

Składy drużyn: Wisła: Folga, Pychowski, Skrynkowicz. Makowski, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Adamek, Czulak, Reyman I, Reyman III, Balcer.

I. F. C.: Görlitz, Heidenreich, Pohl, Wylezol, Wieczorek, Bischoff, Joszke, Jończyk, Geisler, Görlitz II, Kozok I. Widzów rekordowa ilość, bo 15 tysięcy!!

Meczem tym Wisła wykazała, że tytuł mistrza jej się bezwzględnie należy, gdyż walczyła twardo i z pewnością wygranej, podczas gdy Górnoślązacy, speszeni ogromem odpowiedzialności i ważnością chwili, nie sprostali zadaniu i grali słabiej niż zwykle. Mecz prowadzony był w niezwykle ostrem tempie, momenty podbramkowe zmieniały się jak w kalejdoskopie. Wisła gra rozważniej IFC. bardziej nerwowo.

Zawody ostre, chwilami brutalne, owocem czego dwaj gracze IFC. Görlitz II i Jończyk zmuszeni są na kilkanaście minut przed przerwą opuścić boisko.

Mimo, to IFC. grając w dziewiątkę, nie pozwala przeciwnikowi na zdobycie bramki.

Po przerwie tempo gry jeszcze się zaostrza, a przewaga Wisły wzrasta. Görlitz II i Jończyk grają z powrotem, ale już tylko statystują. W takich warunkach miejscowi muszą mecz przegrać a Wisła wygrać — rozumieją to gracze obu drużyn, rozumie publiczność. Wisła prze całą parą naprzód i zdobywa w pierwszym kwadransie dwie bramki przez Czulaka i Reymana I.

Teraz IFC. stawia wszystko na jedną kartę i rozpoczyna serję rozpaczliwych ataków. W 27 minucie gry udaje się Geislerowi zdobyć bramkę, której sędzia p. Hanke z Łodzi nie uznaje.

Galerja szaleje. Sędzia nie panuje już nad drużynami. Nawet policja wkracza na boisko. Po kilku chwilach, gra toczy się dal ej i w pewnym momencie, na 14 min. przed końcem gry. za rękę na polu karnem IFC., sędzia dyktuje rzut kamy dla Wisły. Drużyna IFC., zdenerwowana do ostateczności protestuje, a w następstwie opuszcza boisko. Mecz przerwany! Jakie wydział gier i dyscypliny zajmie stanowisko, narazie niewiadomo, sądzę jednak że mecz ten zostanie zweryfikowany w stosunku 3:0 i 2 punkty dla drużyny krakowskiej.

Już teraz więc można napisać że „Wisła" — mistrzem"!


REKORD BRAMEK.

33 br.: Reyman I.

25 br. Łańko.

24 br.: Kuchar.

20 br.: Steuerman, Staliński, Przybysz.

19 br.: Görlitz II, Geisler.

18 br.: Herbstreich.

17 br.: Jung, Adamek.




Gazeta Robotnicza z 27 września 1927

Wisła—I F. C. 3:0 (0:0)
Gazeta Robotnicza, 27 września 1927
Już od samego południa wczorajszego sunęły niewidziane dotąd w Katowicach tłumy na boisko I.F.C., które z chwilą rozpoczęcia gry mieściło ponad 12 000 widzów. Grę rozpoczyna I.F.C., przyczem zrazu Wisła odebrała mu piłkę. Do pauzy gra toczyła się przy nieznacznej przewadze miejscowych, którzy jednak dla Wisły nie byli zbyt groźni. Ich ataki skutecznie paraliżowały tyły Wisły i nie dopuściły napastników I.F.C. do strzału. Była to właściwie typowa i zacięta walka o punkty, gra bowiem stała na bardzo niskim poziomie. Obie drużyny grały bardzo nerwowo i niżej zwykłej formy, mimo to gra trzymała widzów w napięciu. Obustronne ataki do pauzy nie przyniosły żadnej stronie sukcesu. P. Hanke jako sędzia zadowolił jedynie do pauzy, bowiem trzymał grę w karbach.

Po przerwie ostra i bezwzględna gra 1.F.C. w dodatku ich ustawiczne, bezpodstawne reklamacje nie wyprowadziły najlepszego arbitra z równowagi.

Po pauzie obraz gry zmienił się bezwzględnie na korzyść Wisły, która w krótkich odstępach czasu zdobywa dwie piękne bramki. Pierwszą zdobył Czulak z podania Adamka, umieszczając piłkę nieuchronnie w lewym rogu bramki. — Więcej efektownie wyglądała druga bramka, która była wspaniałej akcji całego ataku. Wywabił on Gorlitza z bramki, a tuż obok niego leżącego, Reyman I z największym spokojem wsunął piłkę lekko w prawy róg. Wisła prowadzi 2:0. W parę minut później wydarzył się przykry incydent, mianowicie Jonczyk nachodzi brutalnie bramkarza Wisły, niedość, że przeszkadza mu w obronie, lecz rękami trzyma za korpus i głową chciał wepchać piłkę do bramki i to z czystej pozycji osfetowej (błąd w druku - ofsideowej - przyp. HW). Sędzia uważał wypadek ten za niesportowy i podyktował wolny dla Wisły.

I.F.C. jednakże nie chciał się z decyzją sędziego pogodzić i uporczywie reklamował, lecz bezskutecznie, bowiem sędzia nie dał się wprowadzić w błąd i pozostał przy swem orzeczeniu. Od chwili tej zapanowała na boisku oraz wśród publiczności niezdrowa atmosfera, a w 15 minut przed końcem I.F.C. opuszcza boisko, nie godząc się na wykonanie rzutu karnego, całkiem słusznie podyktowanego za rękę lewego obrońcy I.F.C. Tuż po odgwizdnięciu zawodów przez sędziego odegrała orkiestra 73 pp. „Pierwszą Brygadę" i pod osłoną policji z orkiestrą na czele ruszył pochód Krakowian na dworzec.



IKC z 27 września 1927

Wisła—I. F. C. 3:0 (0:0).
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1927, nr 266 (27 IX)
Wisła krocząc na czele tabeli po olbrzymim sukcesie w Katowicach sięga po mistrzostwo Polski. Zmierzch mistrza Polski, lwowskiej Pogoni. „Czarny” dzień warszawskich drużyn. Kraków, 26 wrześnią.

Największa sensacja sezonu, a nawet i ro ku bieżącego już jest pozą nami. Decydująca, zdaje się, rozgrywka o mistrzostwo Polski za kończyła się zasłużonem zwycięstwem Wisły, przyczem ubolewać należy, iż drużyna I. F. C. okazała się tak niekarną, niedyscyplinowaną, iż nie podporządkowała się decyzjom sędziego p. Hankego — uznanego za jednego z najlepszych w całej Polsce i cieszącego się właśnie na G. Śląsku największym autorytetem. Zwycięstwo to dla Krakowa może mieć specjalne jeszcze znaczenie choćby z tego względu, iż dzięki niemu tytuł mistrza Polski, który już od 5 lat powędrował do Lwowa, może powrócić napowrót do grodu podwawelskiego, a w każdym razie Kraków jest ku temu na jak najlepszej drodze.

Wreszcie ubiegła niedziela była „czarnym” dniem dla drużyn warszawskich, z których żadna nie może się poszczycić wczoraj zwycięstwem, a owszem wszystkie porażki są dla stołecznych drużyn bardzo bolesne i dotkliwe, bo poniesione bynajmniej nie z drużyna mi czołowemi. Przykrą rzeczywiście ubiegła niedziela była dla mistrza Polski, Pogoni, która rzeczywiście zdaje się spadła poważnie w formie. Jedni i cisami zresztą gracze nie mogą wiecznie grać w I-ej drużynie, jak to jest od lat w Pogoni. Bez odmłodzenia, bez narybku klub pierwszorzędny nie może się obejść. spadek formy Pogoni temu tylko w pierwszej linji należy przypisać. Wreszcie krakowska Jutrzenka, zdobywając wczoraj jeden punkt, zda je się znowu zagrażać poważnie Warszawian ce i temsamem znowu kwestję swego spadku na 14 miejsce w Lidze postawiła znowu pod poważnym znakiem zapytania.

Wisła—I. F. C. 3:0 (0:0).

Katowice, 26 września

Zawodom wczorajszym towarzyszyły nie zwykłe okoliczności i wypadki, niewidziane dotychczas w historji polskiego sportu. I słusznie, była to bowiem decydująca właściwie rozgrywka o mistrzostwo Polski, stąd też za interesowanie nią było wprost niebywale. — Kraków zorganizował specjalną wycieczkę sportową, która w ilości 1.000 osób udała się specjalnym pociągiem do Katowic, dzięki zarządzeniom radcy Mazurkiewicza 1 radcy Knorka z krak. dyr. kolejowej. Była to pierwsza tego rodzaju impreza w Polsce, która udała się pod każdym względem. Nie pozostały w tyle i Za głębie Dąbrowskie, Tarnów, Bielsko, skąd przybyły również całej masy zapalonych sportowców. Nie brakło także i osób z najdalszych zakątków kraju.

W Katowicach samych już na parę tygodni nie mówiono o niczem, jak o zbliżającym się meczu, którym zainteresowały się już nie tylko sarnę sfery sportowe, ale wprost całe miasto, ludzie, którzy dotąd ze sportem nie mieli nic wspólnego. Mecz sam zaś ze względu na udział w nich dwóch drużyn, z których jedna, t. J. Wisła jest polską, a drugą, t. J I. F. C. niemiecką, nabrały także i pewnego pokroju zawodów narodowych. Atmosferę i tak zapalną podsyciła zapowiedź przybycia z niem. G. Śląska specjalnych wycieczek sportowych. I rzeczywiście przybyszów tych było dużo, napięcie zbyt silne omal nie znalazło wyładowania — na skutek niesportowego zachowania się drużyny I. F. C., którą poparta część niekulturalnych i sfanatyzowanych jej zwolenników. Jednak dzięki energicznej postawie Pol. Państw., której oddział wkroczył we właściwym czasie na boisko, do żadnych zajść nie przyszło.

Wracamy do zawodów. Już na godzinę przed meczem, boisko I. F. C. zapełniło się masowo publiczności. Położone amfiteatralnie, zdołało ono pomieścić tłumy. Rzeczywiście piękny widok przedstawiało to morze głów. Jednem słowem rekord publiczności na zawodach piłkarskich w Polsce, której liczba dochodziła do 15.000 osób. Nawet międzypaństwowe zawody Polska-Węgry, które były swego rodzaju sensacją w Polsce, nie oglądały takich tłumów.

Boisko, jako teren do gry przedstawiało się fatalnie, nie wytrzymuje ono porównania już nie z boiskiem Wisły, ale niemal z każdem, jakie kluby ligowe posiadają. Najgorzej przed stawiała się sprawa z liniami bocznemi, od których w niewielkiej odległości znajdowały się po obu stronach rowy, utrudniające graczom swobodę poruszania się. Teren nierówny w wysokim stopniu, trawa źle utrzymana, wszystko to warunki niekorzystne co prawda. dla obu stron, ale zawsze, stawiające mniejszą przeszkodę dla miejscowych, obznajomionych ze swoim boiskiem.

O godz. 3.30 ukazują się obie drużyny, po witane gromkiemi oklaskami swoich zwolenników. Wystąpiły one w swoich, normalnych składach. Losują kapitanowie drużyn Reyman I. i Gorlitz. Pierwsza połowa to obraz najbardziej może nerwowe; walki, jaką się kiedykolwiek na boiskach polskich widywało. Obie strony świadome, że staczają decydujący bój o mistrzostwo Polski, nie potrafiły opanować swoich nerwów, co w rezultacie przyniosło obraz gry dość bezładnej, mało kombinacyjnej i do tego nie produktywnej. Jednak zauważyć trzeba, że Wisła grała do pauzy przeciw wiatrowi, pod słońce i na gorszej połowie boiska. Wynik 0:0 do pauzy dobrze odmalowuje tę fazę zawodów, w której obie drużyny zawodzą zupełnie w linji ataku. Zato obrony spełniają swą pracę ku ogólnemu podziwowi. Tak para backów Wisły Skrynkowicz i Pychowski, rak i obrońcy I. F. C. Heydenreich i Pahl, umią w odpowiednim momencie wkroczyć i zlikwidować wszelkie ataki przeciwnika. Możnaby nawet powiedzieć, iż w tym okresie I. F. C., mając lepszą połowę boiska, miało lekką przewagę, którą z drugiej strony równoważyła doskonała gra Kotlarczyka w środku pomocy. Do pauzy bowiem mecz ten określić można, jako walkę obrońców, przyczem bramkarze obydwaj tak Folga jak i Gorlitz, spełnili swe zadanie nie zbyt trudne zresztą ku zadowoleniu ogólnemu. Jak niecelową była gra w tym okresie świadczy fakt, iż toczono ją prawie bez przerwy na prawej połowie boiska, nie mając ku temu żadnych uzasadnionych przyczyn. Przy stanie 0:0, przy względnym spokoju odgwizduje sędzia p. Hanke, pierwszą część zawodów. Całkiem inny obraz gry przedstawia się po, pauzie, Wisła przychodzi zwolna do siebie, opanowuje swe nerwy, wszystkie jej linje się poprawiają. Drużyna górnośląska wyczerpała się już w pierwszej połowie narzuconem przez siebie niezwykłem tempem, ataki Wisły zaczynają być coraz groźniejsze dla I. F. C. — 1 tak w 5 m. wolny Reymana I przeciw I. F. C, następnie w 6 i 8 min. dwa rzuty rożne, przyczem przy ostatnim Reyman Iskierowuje głową piłkę w bramkę, której broni Gorlitz I. — Wreszcie w 11 min. z ładnej kombinacji Reyman III—Adamek, ten ostatni podaje b. ładnie Czulakowi, który strzela pierwszą bramkę. Wywołuje to zdenerwowanie w drużynie I. F. C., która zaczyna grać za ostro a nawet miejscami brutalnie. Sędzia p. Hanke reaguje na to rzutami wolnymi, które wywołują wzburzenie u szowinistycznej części zwolenników I. F. C. W zamieszaniu podbramkowem, jakie nastało w Wiśle, strzela jończyk w 18 min. obok słupka. W 18 i 19 minucie przestrzeliwuje Czulak i Reyman I, aż wreszcie ten ostatni przedziera się w 20 minucie i i strzela nieuchronnie drugą bramkę obok wy latującego Gorlitza I. Doprowadza to drużynę górnośląską, u której nastąpiło załamanie, do wściekłości, poszczególni jej gracze posuwają się wprost do „polowania na kości” przeciwnika. Wreszcie w 26 minucie po kornerze bitym przeciw drużynie gości, stojący niemal w bramce Wisły jończyk zdobywa bramkę, stojąc na pozycji spalonej (podkreślić należy iż Jonczyk otrzymał piłkę po kornerze już od innego gracza 1.F.C., a nie od bijącego rzut rożny). Sędzia słusznie bramki nie uznał mówiąc o tem, że Jonczyk atakował zarazem nieprzepisowo („faul”) Folgę znajdującego się bez piłki w bramce. Górnośląscy protestują, pragnąc wymusić zmianę decyzji sędziego przyczem funkcjonariusze I. F C wchodzą na boisko i usiłują wyrzec presję na sędziego. Wywołał zarazem wzburzenie publiczności. Sędzia jednak nie dopuścił do zmiany decyzji gra toczy się dalej. W 30 minucie sędzia odgwizduje przez pomyłkę koniec zawodów. część publiczności usiłuje wkroczyć na boisko, ale wprowadzony oddział Policji Państwowej zaprowadził natychmiast porządek i oczyścił boisko. Gra toczy się z powrotem i w 32 minucie zawodów sędzia dyktuje rzut karny przeciw I. F. C. za wyraźną rękę obrońcy i niekwestionowaną przez nikogo na polu karnem. Wówczas drużyna I. F. C. widząc za noszący się pogrom nie podporządkowuje się decyzji sędziego i schodzi z boiska, tłómacząc się teraz naiwnie, że sędzia odgwizdał już zawody (mimo iż grała już od tej pory blisko 2 minuty). Sędzia pozwolił nawet drużynie I. F. C. powrócić w ciągu 5 minut na boisko. To niesportowe zachowanie się drużyny I. F. G. spotkało się z ogólnem potępieniem, nawet u jej dotychczasowych sympatyków. Wynik meczu, opiewający do rzutu karnego 2:0 zmienił się automatycznie w 3:0 (walk ower) dla Wisły.

Rozentuzjazmowana publiczność odprowadziła w olbrzymim pochodzie przez ulice miasta Katowic drużynę Wisły do hotelu przy dźwiękach muzyki 73 p. p. Owacjom dla zwycięskiej drużyny tak na ulicach miasta, jak i na dworcu kolejowym, nie było wprost końca. Drużynie Wisły należy się uznanie, iż w tak ciężkich warunkach potrafiła walczyć zwycięsko o 2 najcenniejsze punkty. Gra jej jeśli była nieładną w I-szej połowie — to była znowu ciężką walką z napierającą z całą furią drużynę I. F. G. Po pauzie jednak wzbudzić musiała u wszystkich aplauz. Ale praca nad zdobyciem dla Krakowa zaszczytnego tytułu mistrza Polski, jeszcze nieskończona! jeszcze czekają ją 3 zacięte boje z Polonją, Hasmoneą i przedewszystkiem z dotychczasowym mistrzem Polski, Pogonią. Ten ostatni zwłaszcza mecz ma decydujące także i molalne znaczenie.




I F. C. - Wisła-Kraków. NAJWIĘKSZA SENSACJA SPORTOWA W POLSCE. 20.000 WIDZÓW. WISŁa MA MISTRZOSTWO ZAPEWNIONE. SLABY POZIOM GRY.
Polonia, 26 września 1927
Katowice przeżywały w niedzielę niemałą sensację. W zawodach o mistrzostwo Polski zmierzyło się dwóch najpoważniejszych kandydatów i powyższy mecz miał rozstrzygnąć, która z drużyn zdobędzie zaszczytny tytuł mistrza. Niepotrzebnie pewne pisma nadały powyższemu meczu footbalowemu znaczenie polityczne, stwarzając przez to b. niebezpieczne napięcie i wprowadzając sport na tory polityki. Nic dziwnego, że wśród 20.000 widzów, dość duży procent składał się z ludzi, niemających o sporcie pojęcia. Boisko 1. F. C., posiadające naturalne wzniesienia, przedstawiało formalne morze głów, Silne kordony policji konnej i pieszej strzegły porządku. O godz. 15.30 wkroczyła na boisko drużyna "Wisły" powitana burzą oklasków. Krótko potem drużyna gospodarzy i znów po paru minutach sędzia Hanke z Łodzi, witani również gromkiemi oklaskami. Przy losowaniu wybiera kapitan 1. F. C. stronę ze słońcem.

Drużyny wystąpiły w składach następujących:

"Wisła": w bramce: Fogla; w obronie: Pychowski i Skrynkiewicz; w pomocy: Machowski Kotlarczyk I Kotlarczyk II; w ataku: Adamek Czulak Reymann I Reymann III Balcer.

1. F. C.: w bramce: Goerlitz; obrona: Heldenreich i Pohl; pomoc: Wyleżoł Wieczorek i Bischoff; atak: Joschke Jończyk Geisler Goerlitz I i Kosok I.

Grę rozpoczyna Wisła, jednak gracze jej stremowani tracą piłkę i gra przenosi się na połowę Wisły. Atak 1. F. C., wspomagany przez ambitnie grającą pomoc, przypuszcza szereg ataków, rozbijających się o znakomitą obronę "Wisły". 1. F. C. podciąga raz lewą drugi raz prawą stroną, stwarzając niebezpieczne sytuacje pod bramką, "Wisły", jednak tak niezręcznie, że nawet bramkarz Wisły mało interwenjuje. Obie drużyny grają niżej swojej zwykłej formy. Gracze nie trafiają piłki, dość często się zderzają, ponosząc kontuzje. Pierwszy wypadek zdarzył się Wieczorkowi, który upadł tak nieszczęśliwie na ziemię, że wytknął sobie rękę. Krótko potem Goerlitz I musi opuścić boisko, odnosząc kontuzję prawego boku. Znów w kilka minut później znoszą z boiska Jończyka, który przez nieszczęśliwe zachodzenie z tyłu, został uderzony w kostkę tak silnie, że niemal stracił przytomność, Mimo, że 1. F. C. gra w dziewiątkę a nawet ósemkę, przewaga jego w pierwszej połowie była znaczna. Atak „Wisły" nie umiał utrzymać piłki i grał fatalnie. Znać było słabą dyspozycję Reymanna I, filara drużyny krakowskiej. "Wisła" miała w pierwszej połowie dużo szczęścia.

Zupełnie inaczej przedstawiała się druga połowa. Pierwsze minuty gra wyrównana, jednak później zupełna przewaga „Wisły", która bramkarzowi gospodarzy dała dużo do roboty. Tutaj znów gospodarze mają dużo szczęścia, bo atak "Wisły" nawet do pustej bramki trafić nie umie, Adamek w zdenerwowaniu nie umiał nawet piłki stopnąć i lekko wsunąć do bramki, gdzie Goerlitza nie było. Nareszcie pada pierwsza bramka. Piłka toczy się od gracza 1. F. C. to znów do gracza Wisły, wreszcie otrzymuje ją Balcer, do którego wybiega niepotrzebnie Goerlitz, bo w tym czasie Balcer oddał piłkę Czulakowi, który umieszcza ją w pustej bramce. Niemilknące brawa.

Drużynę gospodarzy deprymują okrzyki, gra ona już mniej planowo. Gracze nie trzymają swoich pozycji, powstaje przez to pewien chaos. Korzysta z tego Reymann I, przedryblowuje 3 czy czterech graczy i z trzech metrów zdobywa drugą bramkę. Znów gromkie, ogłuszające brawa.

Po tej bramce rusza drużyna 1. F. C. do ataku. Pragnie nietylko wyrównać ale i zwyciężyć. Niezmordowana pomoc gospodarzy idzie niemal razem w jednej linji z atakiem. Bramkarz "Wisły" musi kilka razy interwenjować, wreszcie zdobywa Jończyk główką bramkę, sędzia jednak bramki tej nie uznał, wobec czego do okrzyków i oklasków przyłączyły się przeraźliwe gwizdy. Fanatycy 1. F. C. nawoływali swoich graczy do zejścia z boiska. Na boisku sędzia pertraktuje z graczami jak i "cywilami", powodując tem dość długą przerwę. Gra toczy się dalej, jednak pod ciągłemi gwizdami publiczności, przytem niezwykle ostra. Jedna i druga strona w pośród publiczności nawołuje graczów do "łamania kości", do dawania "po pysku" itd. Tłum na dobitkę przybiera groźną postawę. Sędzia wobec tego pragnie zakończyć zawody i grę odgwizduje.

Jak z pod ziemi wyszła w tym czasie kompanja policji, która swą postawą zapewniła porządek na boisku. Tłum, który zamierzał wkroczyć na boisko, wobec poważnej postawy policji cofnął się na swoje miejsca. Sędzia Hanke pragnął wobec tego prowadzić mecz w dalszym ciągu, jednak drużyna gospodarzy opuściła boisko i już powrócić nie chciała.

Tak więc po 10-minutowem czekaniu, sędzia po raz drugi zakończył zawody.

Koniec zawodów pozostawił u wszystkich widzów duży niesmak. Drużyna gospodarzy postąpiła nie po sportowemu, bo choćby miała słuszność winna była jednak mecz dokończyć. Sędzia tłumaczy, że bramka zdobyła została ze spalonego. Zdania pod tym względem są podzielone. Przyznać trzeba, że p. Hanke prowadził zawody w pierwszej połowie dobrze, jednak w drugiej stracił nieco głowę.

W drużynie "Wisły" na wyróżnienie zasługuje Pychowski, który należy do najlepszych obrońców Polski. Folga bronił dobrze. Skrynkiewicz w pierwszej połowie ratował dużo sytuacji, ma jednak niezbyt czysty "wykop". Pomoc w pierwszej połowie grała bezplanowo i nie stała na tym poziomie, na jakim stać powinna. Przytem cechuje graczów z pomocy gra foul. W ataku nikt podobać się nie mógł, bo nie przeprowadził on żadnego planowego ataku. Reymann I grał słabo. Biegi Adamka i Balcera nie były tym razem niebezpieczne.

W drużynie 1. F. C. dobrą była linja pomocy, grająca niezwykle ofiarnie. W ataku Jończyk, Goerlitz i Joschke odnieśli poważne kontuzje i nie będą mogli grywać w następnych meczach. Również Wieczorek z pomocy będzie musiał udać się pod opiekę lekarska.



Robotnik z 26 września 1927

WISŁA KROCZY OD ZWYCIĘSTWA DO ZWYCIĘSTWA.
Robotnik: centralny organ P.P.S., R.33, nr 264 (26 września 1927) nr 3104
NOWY SUKCES NAD I. F. C. 2 :0

Oczekiwane z wielkiem zaciekawieniem spotkanie pomiędzy dotychczasowym leaderem Ligi Wisłą, a I. F. C. przyniosło zwycięstwo drużyny krakowskiej w stos. 2 :0.

Do przerwy przeważają całkowicie katowiczanie. W drugiej połowie natomiast więcej z gry ma Wisła, grająca niezwykle ostro, czego dowodem rozbicie Górlitza i Jończyka.

Mecz był niezwykle gorący i emocjonujący.

Około 17 tysięcy publiczności dopingowało swych „pupilów , zachęcając do zwycięstwa.

Gra została przerwana na 17 minut przed końcem z powodu zejścia drużyny górnośląskiej, protestującej przeciw orzeczeniu sędziego p. Hankiego, który nie przyznał bramki zdobytej przez Geislera, przyczem okazała się nawet potrzebna interwencja policji. Bramki dla zwycięzców zdobyli Czulak i Reyman.



Nowa Reforma z 27 września 1927

Wspaniały sukces Wisły w Katowicach. Wisła I. F. C. 3:0 (0:0).
Nowa Reforma nr 221 z 27 IX, str. 5, 27 września 1927
Zwycięstwo odniesione przez czerwonych w Katowicach jest sukcesem podwójnym, jak już o tem pisaliśmy, zważywszy specjalnie nieprzychylne warunki, w jakich zawody rozgrywały się. Na potępienie zasługuje niedyscyplinowane i niesportowe postępowanie niemieckiej drużyny 1. F. C., która w swojem szowinistycznem zacietrzewieniu okazała, że nie umie godnie i spokojnie przegrywać, uznać się za pokonaną, przez rzeczywiście silniejszego przeciwnika.

Same zawody nie były specjalnie ładne, gdyż obie drużyny grały niezwykle nerwowo, zwłaszcza miało to miejsce w pierwszym okresie gry, kiedy zawiodły linje napadu obu drużyn, a walka toczyła się głównie w linjach pomocy i obrony. W okresie tym może nawet lekką przewagę mieli Katowiczanie nad drużyną krakowską.

Po pauzie obraz gry zmienia się. Wisła konsoliduje się i uspokaja, natomiast Katowiczanie są nieco przemęczeni. Następuje okres niebezpiecznych ataków Wisły, w końcu w 11 minucie zdobywa Czulak z ładnego podania Adamka pierwszy punkt dla swoich barw. W 20 minucie Reyman I strzela nieuchronnie drugą bramkę. Obecnie okazuje się niesportowość Katowiczan, którzy zaczynają grać niesłychanie brutalnie. Po kornerze Jonczyk z podania offsidowego zdobywa bramkę dla Katowiczan, słusznie nieuznaną przez sędziego. W 30 minucie sędzia myląc się odgwizduje koniec meczu, wskutek czego część publiczności usiłuje wpaść na boisko, jednakże skonsygnowana policja utrzymuje porządek. Sędzia orjentując się w pomyłce nakazuje dalsze kontynuowanie meczu, a skoro za wyraźną i niekwestionowaną przez nikogo rękę obrońcy I. F. C. dyktuje karnego, Katowiczanie schodzą z boiska.

Zachowanie to spotyka się oczywiście z potępieniem ze strony ogółu publiczności sportowej. W rezultacie wynik, opiewający do karnego 2:0, zmienia się automatycznie w 3:0 (walk-ower) dla Wisły. Wielotysięczny tłum odprowadził zwycięską drużynę Wisły wraz z orkiestrą na dworzec katowicki. Wielce charakterystycznym jest fakt, że I. F. C. rozrzucało na boisku ulotki treści następującej: „Sport jest sprawą kulturalną. Wypadki jak ostatni w niedzielę dnia 12. VI. b. r. profanują ideę sportu. Apelujemy wobec tego najmocniej do poczucia taktu naszej szanownej publiczności i usilnie prosimy o zaniechanie zaczepek wobec sędziego i graczy. Burzyciele będą z boiska wykluczeni. Podpisany Pierwszy Klub Piłki Nożnej". Ulotki te drukowane w języku polskim i niemieckim nie tylko, że nie dawały rezultatu, ale w niczem nie wpływały na uspokojenie się samych gospodarzy, a zwłaszcza ich zwolenników. W zawodach uczestniczyły olbrzymie tłumy publiczności, dochodzące do 15.000. Wielu widzów dotychczas nie interesowało się w ogóle sportem, a przybyło na zawody głównie ze względu na charakter walki narodowościowej, jakie zawody te, niestety, przybrały. Prowadził zawody p. Hanke, jeden z najlepszych w całej Polsce sędziów, całkowicie bezstronnie. Przeciwko rozstrzygnięciu mogli protestować jedynie ci Górnoślązacy, którzy w szowinizmie swoim posuwają się do niespostrzegania i negowania oczywistych faktów, będąc pozatem przyzwyczajeni do stronniczego sędziowania przez lokalnych arbitrów. Obecnie szanse Wisły zdobycia mistrzostwa Ligi Piłki Nożnej wzrosły niebywale. Oczekują ją jeszcze trzy mecze z Polonią i Pogonią w Krakowie i Hasmoneą we Lwowie.



Polonia z 27 września 1927

ZE SPORTU. Mecz niedzielny a „Katt. Zeitung".
Polonia, 27 września 1927, nr 265, str. 7
Wczorajsza "Kattowitzer Zeitung" zamieściła sprawozdanie z niedzielnego meczu Wisła 1 F. C., które bynajmniej nie przyczyni się do obudzenia żywszej sympatii dla "popieranego" w ten sposób klubu 1 F. C. Z niedzielnego meczu zrobiły niemieckie pisma hecę "polityczną" w wielkim stylu, obrazę niemal niemieckich uczuć narodowych i Bóg wie, co jeszcze. „Polonja" nie należała nigdy do pism, które mieszałyby do zjawisk czysto sportowych względy polityczne, to też ze spokojnem sumieniem powiedzieć może, co następuje: nie można pochwalić stanowiska niektórych pism, które już przed meczem usiłowały zasugerować czytelników wzmiankami o możliwych nieprawidłowościach ze strony 1 F. C., o ile jednak wzmianki te, utrzymane zresztą w przyzwoitym tonie, nazwać możemy niepotrzebnemi, o tyle wczorajsza recenzja "Kattowitzer Zeitung" zasługuje jedynie na miano... skandalu. Sport jest instytucją międzynarodową i żadne względy polityczne czy narodowościowe nie powinny grać tu roli. „Polonja", chociaż z pewnością sympatje jej były po stronie "Wisły", jako drużyny czysto polskiej, zamieściła, kierując się właśnie wyżej wymienionemi względami, sprawozdanie najzupełniej obiektywne i spokojne. Jakże wobec tego wyglada "sprawozdawca" "Kattowitzer Zeitung", który li tylko dlatego (trzeba to jasno i wyraźnie stwierdzić), że większość graczy klubu 1 F. C. rekrutuje się z Niemców, zrobiła z całego meczu, jak to już zaznaczyliśmy, ordynarną nacjonalistyczną hecę. Największem oburzeniem przejąć muszą czytelnika napaści prasy niemieckiej na sędziego. p. Hankego z Łodzi, którego, jak to nawet prasa niemiecka stwierdza, sam klub 1 F. C. w tym charakterze na niedzielny mecz zażądał. Dalej chyba w objektywności i bezstronności, niż wyznaczając żądanego sędziego, iść nie można było. Celem dostatecznego napiętnowania całej perfidji owych niemieckich sprawozdań sportowych nie od rzeczy będzie przytoczyć dosłownie zdanie tejże „Katt. Ztg." o p. Hankem, które taż „Katt. Ztg." ogłosiła niedalej, jak w niedzielnym numerze. Zdanie to brzmi: "Κοńcząc, nie od rzeczy będzie nadmienić jeszcze, że sędzią tego spotkania mianowany został p. Hanke z Łodzi, przez co dana jest gwarancja, że gra cała odbędzie się bez zarzutu".

Nie przeszkodziło to jednak Katt. Ztg umieścić w następnym numerze pisma sprawozdania z meczu pod skandalicznym tytułem "Schiebung! Schiebung! Schiebung!" Ośmielimy się zapytać redakcję Katt. Ztg.", kto tu właściwie „oszukiwał", jeżeli sędzia nawet zdaniem tego pisma dawał gwarancję gry bez zarzutu"? Chyba nie gospodarze „I F. C.", ani "Wisła", która przed południem przyjechała z Krakowa!

Niepodoba się również „Katt. Ztg.", że „Wisłę" odprowadzała orkiestra wojskowa. Otóż, niechże się redakcja tego pisma dowie, że zarówno w Warszawie, jak w Krakowie i we Lwowie jest zwyczaj, że gościa przyjmuje się i żegna muzyką, nie dlatego, że jest to Wisła lub 1 F.C., ale dlatego, że jest to gość. Zwyczaj ten możnaby zaprowadzić również w Katowicach. Ataki, odnośnie wspólnej kolacji w hotelu, w czasie której dojść miało do "wykroczeń" (co jest wyssane z palca), są tak niesmaczne, że polemika z tem wydaje nam się zupełnie zbędna: charakteryzują one jednak dostatecznie poziom omawianej recenzji "Katt. Ztg.".



Głos Narodu z 27 września 1927

Zwycięstwo Wisły nad I. F. C.

Specjalne pociągi z Krakowa. Ponad 15.000 widzów. Wisła zwycięża 2:0. I F. C. schodzi z boiska. Policja na boisku, Rozwydrzenie hakatystycznej publiczności katowickiej.

Głos Narodu, 27 września 1927
Specjalny pociąg przywiózł z Krakowa do Katowic z górą półtora tysiąca sympatyków Wisły. Fakt ten aż nadto dobrze świadczy, że sympatyczna drużyna Wisły, zdecydowanie dążąca od zwycięstwa do zwycięstwa, a dziś już prawie w zanadrzu mająca mistrzostwo Ligi Piłki Nożnej, zyskuje coraz więcej zwolenników.

Zainteresowanie zawodami I. F. C. było olbrzymie. Nie będziemy tu przytaczać wszystkich tego powodów, przytoczymy najważniejszy: w razie zwycięstwa I F. C., mistrzostwo Polski posiadłby ten hakatystyczny, niemiecki klub. Oprócz tego znany szowinizm katowickiej publiczności dawał powód do poważnych obaw nawet o całość graczy. Publiczność krakowska jechała do Katowic, aby zagrzewać swoich pupilów, w ostatecznym zaś razie aby ich nawet bronić. Dlatego to po raz pierwszy Polsce specjalny pociąg wiózł publiczność na zawody sportowe.

Na boisko 1. F. C. płynęły tłumy publiczności już na parę godzin przed meczem. Kiedy zaś obie drużyny stanęły przed sędzią Hankem z Łodzi, ilość widzów obliczono na ponad 15.000 i to drugi rekord Wisły.

Kpt. Reyman wybiera gorsze boisko pod słaby wiatr i pod słońce. Gra zaczyna się małem zamieszaniem, poczem zarysowuje się przewaga I. F. C. Obie drużyny, a przede wszystkiem czerwoni, zdenerwowane, grają chaotycznie i słabo. Parę niebezpiecznych sytuacyj podbramkowych, kilka fauli i pierwsza połowa gry mija bez rezultatu. Po pauzie inicjatywa przechodzi w ręce Wisły. Czerwoni, ocknąwszy się ze zdenerwowania, grają bardzo dobrze i przytłaczają przeciwnika. Już w 10 minucie Czulak z podania Adamka strzela pierwszą bramkę, którą publiczność entuzjastycznie oklaskuje. W parę minut potem niezwykle przytomny Reyman pięknym strzałem umieszcza piłkę w siatce. Jeszcze jedna "murowana" pozycja zmarnowana przez Balcera i gra przenosi się pod bramkę Wisły. Strzał, Folga odbija piłkę ręką, jeden z graczy I. F. C. poprawia głową, piłka wpada do siaki, sędzia gwiżdże offside. Wśród szowinistycznej publiczności wybucha wrzenie. Z miejsc siedzących zaczynają spływać na boisko grupki ludzi. A wówczas wkracza kompania policji i tworzy szpaler wzdłuż linji autowej. Gra toczy się dalej. Piłka przenosi się pod bramkę I. F. C., bek czarnych odbija ją rękami - karny! Wówczas przerażona przegraną niesportowa drużyna I. F. C. schodzi z boiska. Sędzia odgwizduje walkower 3:0 na korzyść Wisły.

Obie drużyny grały w pełnych składach. I. F. C. osłabiony brakiem Kozoka II. Sędzia p. Hanke b. dobry i energiczny.

Po zawodach publiczność z orkiestrą odprowadziła drużynę Wisły do hotelu.


Krak.



Gazeta Robotnicza z 27 września 1927

Wyniki niedzielnych zawodów w piłkę nożną. Wisła-I F. C. 3:0 (0:0)
Gazeta Robotnicza, 27 września 1927
Już od samego południa wczorajszego sunęły niewidziane dotąd w Katowicach tłumy na boisko I.F.C., które z chwilą rozpoczęcia gry mieściło ponad 12000 widzów.

Grę rozpoczyna I.F.C., przyczem zrazu Wisła odebrała mu piłkę. Do pauzy gra toczyła się przy nieznacznej przewadze miejscowych, którzy jednak dla Wisły nie byli zbyt groźni. Ich ataki skutecznie paraliżowały tyły Wisły i nie dopuściły napastników I.F.C. do strzału. Była to właściwie typowa i zacięta walka o punkty, gra bowiem stała na bardzo niskim poziomie. Obie drużyny grały bardzo nerwowo i niżej zwykłej formy, mimo to gra trzymała widzów w napięciu. Obustronne ataki do pauzy nie przyniosły żadnej stronie sukcesu. P. Hanke jako sędzia zadowolił jedynie do pauzy, bowiem trzymał grę w karbach.

Po przerwie ostra i bezwzględna gra I.F.C. w dodatku i ich ustawiczne, bezpodstawne reklamacje nie wyprowadziły najlepszego arbitra z równowagi.

Po pauzie obraz gry zmienił się bezwzględnie na korzyść Wisły, która w krótkich odstępach czasu zdobywa dwie piękne bramki. Pierwszą zdobył Czulak z podania Adamka, umieszczając piłkę nieuchronnie w lewym rogu bramki. Więcej efektownie wyglądała druga bramka, która była dziełem wspaniałej akcji całego ataku. Wywabił on Goerlitza z bramki, a tuż obok niego leżącego, Reyman I. z największym spokojem wsunął piłkę lekko w prawy róg.

Wisła prowadzi 2:0.

W parę minut później wydarzył się przykry incydent, mianowicie Jonczyk nachodzi brutalnie bramkarza Wisły, niedość, że przeszkadza mu w obronie, lecz rękami trzyma za korpus i głową chciał wpchnąć piłkę do bramki i to z czystej pozycji osfetowej. Sędzia uważał wypadek ten za niesportowy i podyktował wolny dla Wisły.

I.F.C. jednakże nie chciał się z decyzją sędziego pogodzić i uporczywie reklamował, lecz bezskutecznie, bowiem sędzia nie dał się wprowadzić w błąd i pozostał przy swem orzeczeniu. Od chwili tej zapanowała na boisku oraz wśród publiczności niezdrowa atmosfera, a w 15 minut przed końcem I.F.C. opuszcza boisko, nie godząc się na wykonanie rzutu karnego, całkiem słusznie podyktowanego za rękę lewego obrońcy I.F.C. Tuż po odgwizdnięciu zawodów przez sędziego odegrała orkiestra 73 pp. „Pierwszą Brygadę" i pod osłoną policji z orkiestrą na czele ruszył pochód Krakowian na dworzec.




Skończyć z tą prowokacją!
Gazeta Robotnicza, 27 września 1927
Wczoraj odbyły się na boisku niemieckiego 1. F. C, zawody z krakowską "Wisłą". Przebieg tych zawodów zarówno tych zawodów zarówno na boisku jakteż pomiędzy publicznością wykazał niezbicie, że pod płaszczykiem sportu kryje się fanatyczny, prowokujący szowinizm pruski. Zachowanie się publiczności niemieckiej oraz graczy klubu 1. F. C. było tak prowokacyjne, że trzeba nareszcie postawić tu kropkę nad i. Trzeba raz skończyć z tolerancją szowinizmu pruskiego pod płaszczykiem sportu!

Bo to, co uprawia I. F. C. i zwolennicy tego klubu (nawet p. Ulitz osobiście prowadził mniejszościowe bandy), to nie ma nie wspólnego z sportem. Z sportu robi się kwestję prestiżu niemczyzny na Śląsku. Niemcy finansują ten klub w wyraźnych celach politycznych. Stwierdzić trzeba, że klub I. F. C. składa się przeważnie z graczy, których utrzymuje się z tych funduszów gadzinowych. Ten stan rzeczy trwa już od dłuższego czasu. Niesłychanie prowokacyjnie zachowała się publiczność niemiecka. Zdarzały się wypadki obrzucania Polaków obelgami jak "Polnisches Schwein".

Był wypadek taki, że cała firma hakatystyczna (Firma budownicza Kremer z Katowic) zebrała się grupą, rzucając obelgami, jak świnie itd. pod adresem Polaków.

Tego już dosyć! Trzeba z tą prowokacją hakatystyczną skończyć. Nie wyrządza się sportowi śląskiemu, zamykając boisko i rozwiązując I F.C. żadną szkodę. Bo istnienie takiego 1.F.C., finansowanego wydanie w celach politycznych przez Niemców, szkodzi jedynie całej masie innych klubów, które w braku funduszów zamierają. Idea sportowa przez istnienie jednego lub dwóch klubów materjalnie dobrze stojących istotnie nic nie zyskuje. Również czynniki zajmujące się wychowaniem fizycznem powinny zrozumieć, że uprzywilejowanie jednego klubu na szkodę kilkudziesięciu mniejszych, nie przysparza sprawie wychowania fizycznego naszej młodzieży śląskiej żadnej korzyści, a jedynie szkody. Bo wprowadza się w sport szowinizm, robi się z sprawy sportowej sprawę polityczną. Małe kluby, przeważnie polskie, duszą się, a tu toleruje się klub uprawiający nie sport, ale prowokację i szowinizm hakatystyczny. Należy więc jak najrychlej odebrać I.F.C. boisko i oddać go do dyspozycji Wydz. Wychowania Fizycznego. Klub I.F.C należy rozwiązać.



Polska Zachodnia z 26 września 1927

Wisła bije I. F. C. 3:0 (0:0).

Wisła odniosła sukces moralny. 1. F. C. zaś finansowy. Typowa walka o punkty. I. F. C. opuszcza demonstracyjnie boisko prowokując orzeczenie sędziego.

Polska Zachodnia,
Katowice, 26 września.

Już od samego południa wczorajszego sunęły niewidziane dotąd w Katowicach tłumy na boisko I. F. C., które z chwilą rozpoczęcia gry mieściło ponad 12.000 widzów.

Na boisko wchodzi wpierw Wisła, krótko za nią 1. F. C. witani burzą oklasków.

Przed sędzią p. Hankem z Łodzi stanęły obie drużyny w następujących składach:

Wisła:

Folga

Pychowski Skrzynkowicz

Makowski Kotlarczyk I Kotlarczyk II

Adamek Czulak Reyman 1 Reyman II Balcer.

I. F. C.

Gerlitz II.

Joszke Jonczyk Gerlitz I Geisler Kozok

Wyleżol Wieczorek Bischoff

Pohl Heidenreich

Grę rozpoczyna I. F. C., przyczem zrazu Wisła odebrała mu piłkę. Do pauzy gra toczyła się przy nieznacznej przewadze miejscowych, którzy jednak dla Wisły nie byli zbyt groźni. Ich ataki skutecznie paraliżowały tyły Wisły i nie dopuściły napastników I. F. C. do strzału. Była to właściwie typowa i zacięta walka o punkty, gra bowiem stała na bardzo niskim poziomie. Obie drużyny grały bardzo nerwowo i niżej zwykłej formy, mimo to gra trzymała widzów w napięciu. Obustronne ataki do pauzy nie przy niosły żadnej stronie sukcesu. P. Hanke jako sędzia zadowolił jedynie do pauzy, bowiem trzymał grę w karbach.

Po przerwie ostra i bezwzględna gra I. F. C., w dodatku i ich ustawiczne, bezpodstawne reklamacje nie wyprowadziły najlepszego arbitra z równowagi - przecież za takiego uznaje jego "Kattowitzer Zeitung", zarzucić jednak musimy jemu za mało stanowczości.

Po pauzie obraz gry zmienił się bezwzględnie na korzyść Wisły, która w krótkich ostępach czasu zdobywa dwie piękne bramki. Pierwszą zdobył Czulak z podania Adamka, umieszczając piłkę nieuchronnie w lewym rogu bramki. Efektownie więcej wyglądała druga bramka, która była dziełem wspaniałej akcji całego ataku. Wywabił on Goerlitza z bramki, a tuż obok niego leżącego, Reyman I. z największym spokojem wsunął piłkę lekko w prawy róg.

Wisła prowadzi 2:0.

W pare minut później wydarzył się przykry incydent, mianowicie Jonczyk nachodzi brutalnie bramkarza Wisły, niedość, że przeszkadza mu w obronie, lecz rękami trzyma za korpus i głową chciał wpchnąć piłkę do bramki i to z czystej pozycji ofsetowej. Sędzia uważał wypadek ten za niesportowy i podyktował wolny dla Wisły.

I. F. C. jednakże nie chciał się z decyzją sędziego pogodzić i uporczywie reklamował, lecz bezskutecznie, bowiem sędzia nie dał się wprowadzić w błąd i pozostał przy swem orzeczeniu. Od chwili tej zapanowała na boisku oraz wśród publiczności niezdrowa atmosfera, a w 15 minut przed końcem 1. F. C. opuszcza boisko, nie godząc się na wykonanie rzutu karnego, całkiem słusznie podyktowanego za rękę lewego obrońcy I. F. C.

Tuż po odgwizdnieciu zawodów przez sędziego odegrała orkiestra 7.3 pp. "Pierwszą Brygade" i pod osłoną policji z orkiestrą na czele ruszył pochód Krakowian na dworzec.

Na niebezpieczeństwo grożące drużynom polskim oraz sędziom sportowym na boisku I. F. C. wskazywaliśmy już dawniej, ostatnio w numerze wczorajszym obszernie omówiliśmy możliwość dojścia do awantur, przyczem zwróciliśmy uwagę naszym władzom bezpieczeństwa, by poczyniły wszelkie kroki i zapobiegły z góry planowanym awanturom, co na szczęście znalazło swój skutek.

Dwie kompanje policji przy wydatnej pomocy wojska oraz sportowej i kulturalnej publiczności polskiej, uchroniły drużynę Wisły oraz sędziego przed pobiciem ze strony zatrzeciewionych Niemców.

Za wypadki powyższe ponosi zarząd I. F. C. pełną odpowiedzialność i niewątpliwie znajdzie on swój epilog w zarządzie Ligi. Na ostre napiętnowanie zasługuje pozatem niesportowe zachowanie się graczy I. F. C. oraz członków zarządu tego klubu, którzy prowokowali graczy do zejścia z boiska.

Ekscesy te pozostają w ścisłym związku przyczynowym z celową pracą "Katowicerki", która już od dłuższego czasu jątrzy opinję publiczną, by urobić odpowiedni nastrój na meczu powyższym i bezustannie wskazywało na krzywdy wyrządzane I. F. C. Wtórowała "Kattowitzer Zeitung" "Polonia", forytując na każdym kroku 1. F. C., przyczem nie szczędziła hymnów pochwalnych na cześć tej drużyny, reprezentującej żywioł niemiecki na Górnym Śląsku.




Polska Zachodnia z 26 września 1927

Katowice w niedzielę.
Polska Zachodnia, 26 września 1927
Ubiegła niedziela ostatnia we wrześniu zaznaczyła się nietylko piękną pogodą, ale i niezwykłym ruchem.

Złożyły się na to: mecz Wisła - 1. F. C., Wystawa Gospodarczo-Spożywcza, teatr, no i - o czem wyżej - pogoda. Nie będziemy dalecy od prawdy, jeżeli określimy, że tłumy mieszkańców miasta, dążące każdej niedzieli o pięknej pogodzie w stronę Parku Kościuszki - w ubiegłą niedzielę zasilone zostały przez około 10.000 wycieczkowiczów nie tylko z sąsiedniego Zagłębia Dąbrowskiego i Krakowa, ale i przez ludność z tamtej strony granicy.

Tłoczno było wszędzie. Na boisku I. F. C. do 12 tysięcy osób, na wystawie ponad 10.000, w teatrze na „Tosce" sprzedano do 400 biletów ponad normę, przyczem do 100 osób odeszło od kasy biletowej z próżnemi rękoma. Jeżeli dodamy do tego tłumy w Parku Kościuszki - mamy pełny obraz ruchliwości ubiegłej niedzieli.

Dało się to odczuć po przybywaniu pociągów do Katowic: były one przepełnione pasażerami do tego stopnia, że na poszczególnych stacjach trzeba było oczekiwać na następny pociąg z powodu przepełnienia przybyłego.

Wogóle przebieg ubiegłej niedzieli byłby piękną kartą w historji rozwoju Katowic pod rządami polskimi, gdyby nie niespodzianka sprawiona nam przez zacietrzewionych zwolenników I. F. C., o czem na innem miejscu.




Polska Zachodnia z 26 września 1927

Niemieckie „Pfuj" święciło ubiegłej niedzieli pełny tryumf. I. F. C. ponosi za to odpowiedzialność.
Polska Zachodnia,
Jak przewidywaliśmy, na zawodach Wisła - I. F. C. doszło do awantury. Musiało dość, jeżeli prasa niemiecka od szeregu dni robiła iście "sportowy" nastrój, i jeżeli na zawody zmobilizowało się wszystkich zwolenników brutalnej gry I. F. C. i zasiliło się ich wydatnie sportowym "materjałem" z tamtej strony granicy.

Przebieg zawodów znajdą czytelnicy w części sportowej pisma tu zaś zajmiemy się tem, co się odgrywało poza terenem boiska, a nadczem górowało niemieckie "pfuj".

Do pierwszej awantury doszło w pobliżu boiska, kiedy gracze „Wisły" zbierali się do odejścia. Na niemiecka modłę urobiona sportowo młodzież, po wrogich okrzykach rzuciła się z laskami na zwolenników Wisły, przybyłych z Krakowa i Zagłębia Dąbrowskiego. Kres awanturze położyła policja, pod której ochroną gracze udali się do miasta.

Miejscem drugiej awantury była ul. Kochanowskiego, gdzie "sportowa" niemiecka młodzież usiłowała sprowokować do bójki studentów polskich wracających do miasta na rowerach. Dzięki tylko zimnej krwi tych ostatnich - nie doszło do poważniejszej awantury.

Trzecia awantura miała miejsce na ul. Jagiellońskiej, gdzie rozwydrzenie niemieckiej sportowej młodzieży świeciło całkowity tryumf i gdzie zaszła konieczność interwenci policji, która aresztowała 3 najwięcej awanturujących się osobników, których po wylegitymowaniu i spisaniu protokołu zwolniono. Że na wszystkich punktach awantur dominował typowy okrzyk niemiecki "pfuj", że gwizdano zapamiętale - o tem nie trzeba pisać. Że wymyślano polskiej drużynie sportowej, która całkowicie zasłużyła na zwycięstwo - od "schweinów" też nie trzeba dodawać. I dzięki tylko, że Polacy wobec tej prowokacji zachowali całkowicie zimną krew, awantury nie miały krwawego przebiegu.

Należy także podkreślić z całem uznaniem zachowanie się policji, mimo jawnego jej prowokowania co specjalnie dało się zaobserwować przy aresztowaniu awanturników na ulicy Jagiellońskiej i odprowadzaniu ich do komisarjatu.

Za te awantury, ktoś musi ponieść odpowiedzialność, a w pierwszym rzędzie musi ja ponieść zarząd klubu I. F. C., jako gospodarz niedzielnych zawodów.

Nie pomoże tu wykręcanie się sianem, że za to, co się działo na ulicy - I. F. C. nie odpowiada. Twierdzimy, że odpowiada, gdyż nastrój ulicy urobiony był na boisku I. F. C., gdzie nie brak było prowokacyjnych okrzyków pod adresem polskiej drużyny i Polaków wogóle. I gdzie ten nastrój podniosła do dziesiątej potęgi drużyna I. F. C., ostentacyjnie schodząc z boiska w chwili, kiedy całkowita przegrana drużyny była aż nazbyt widoczna.

Wina tedy I. F. C. jest jawna i wymaga przykładnego ukarania.




Czas z 28 września 1927

Kronika sportowa. Mistrzostwa P. L. P. N. „Wisła" - „I. F. C." 3:0 (0:0).
Czas, 28 września 1927
Prawie decydujący mecz o mistrzostwie Polski zakończył się pogromem drużyny katowickiej na jej własnem boisku i wysunął bezapelacyjnie "Wisłę" na pierwsze miejsce. Co do samego meczu to gra nie była ładną, ale raczej była to typowa ostra walka o punkty. Pierwsza połowa przy grze otwartej kończy się wynikiem bezbramkowym. W drugiej połowie zaznacza się przewaga „Wisły", która mimo ordynarnej gry Niemców zdobywa bramki przez Czulaka i Reymana I. Pod sam koniec meczu zachodzi incydent godny napiętnowania, a świadczący źle o sportowym duchu i karności katowiczan. Sędzia p. Hanke, prowadzący bardzo starannie te zawody, daje rzut karny dla „Wisły" za rękę obrońcy. Niezadowolona z tego rozstrzygnięcia drużyna katowicka schodzi z boiska, a karnego bije Reyman I do pustej bramki. Ponieważ drużyna katowicka na boisko nie wyszła, sędzia zawody odgwizdał. Po meczu rozentuzjazmowana publiczność zniosła „Wisłę" z boiska i przy dźwiękach muzyki 73 p. p. odprowadziła ją w olbrzymim pochodzie, który spontanicznie zamienił się w wielką manifestację narodową, do hotelu, a później na dworzec. Drużynie „Wisły" należy się uznanie za ten wysiłek i można się spodziewać, że dzięki ofiarnej grze drużyny krakowskiej mistrzostwo Polski po czterech latach wróci zpowrotem do Krakowa.



Nowy Dziennik z 27 września 1927

Nowy Dziennik, 27 września 1927
Katowice. 25. 9. (hl) Olbrzymi sznur wagonów specjalnego pociągu wiozł ponad 1000 Krakowian wraz z drużyną czerwonych na decydujące zawody o mistrzostwo Ligi z drużyną katowicką, której kiepskie, nierówne i małe boisko pomieściło blisko 12 tysięcy widzów, przybyłych w znacznej części z okolicy dla dodania otuchy swym pupilom. Nastroje przedmeczowe przybrały wybitny charakter narodowościowej rywalizacji, to też słusznie uczynili gospodarze, rozrzucając wśród publiczności tysiące ulotek z wezwaniem do zachowania bezwzględnego spokoju podczas zawodów. Dzięki tym ulotkom pierwsza faza gry minęła wśród nieznacznej ciszy; publiczność z zapartym oddechem śledziła przebieg decydującej walki. Lepsza technika pozwala gospodarzom nadać ton grze w pierwszym okresie. Dopiero po 20 minutach czerwoni opanowują swe nerwy i dochodzą do głosu. Lepsza konstytucja fizyczna wyrównuje wyrobienie szkolne Katowiczan, ale do przerwy żadna strona nie może zdobyć się na skuteczną akcję. Nerwy rządzą jeszcze graczami, to też nóżki nie mogą należycie pracować.

Dopiero po przerwie ujawnia się u Krakowian chart, który powoli, ale systematycznie przynosi im przewagę, uzewnętrzniającą się w zdobyciu dwóch bramek przez Czulaka i Reymana I. Wysiłek gospodarzy po porażce daje im w rezultacie 1 goala po kornerze; unieważnia go jednak sędzia p. Hanke z Łodzi, bardziej zdenerwowany niż obie drużyny. Po tym incydencie dochodzi do głosu publiczność, a wycia, protesty, ryki i przekleństwa wyprowadzają jeszcze bardziej z równowagi graczy i sędziego, który na 12 minut przed oznaczonym końcem gry odgwizduje przez pomyłkę (!) zawody, z powodu złego funkcjonowania zegarka (!!) W tej chwili wdziera się na boisko galerja, którą kordon policji wypędza za linje. Gra zostaje po stwierdzeniu pomyłki podjęta, gdy atoli w parę chwil potem sędzia dyktuje karny rzut dla Wisły za rękę obrońcy 1. F. C., gospodarze schodzą z boiska; po odczekaniu przepisanego czasu sędzia odgwizduje zawody.

Niechcąc analizować ani kwestjonować wyniku zawodów stwierdzić tylko należy, że nie dały one emocji ani wartości w znaczeniu sportowem, a były tylko podatnym terenem dla histeryczek, i neurasteników, którzy dali upust swym chuciom nerwowym. W każdym razie zauważyć musimy, że kjerownictwo zawodów takich leżeć winno w żelaznych i bezwzględnie objektywnych rękach, a nie niepewnego i wpływom otoczenia ulegającego sędziego. Kwestja uznania powyższych zawodów zależeć będzie od decyzji zarządu Ligi. Ze swej strony zauważyć tylko chcemy, że Wisłę, żegnaną owacyjnie przez całą polską ludność Katowic, stać bezwzględnie na normalne zwycięstwo bez żadnych zastrzeżeń i wątpliwości, a temsamem na zdobycie mistrzostwa Ligi bez skrupułów ze strony spoleczeństwa i zwolenników zwycięskiej drużyny.


(hl)


Polska Zbrojna z 26 września 1927

Rozgrywki ligowe. Porażki Polonji i Warszawianki - Zwycięstwo Wisły i Czarnych
Polska Zbrojna,
W meczu Warszawianka - Ruch ta pierwsza mimo że naogół mała przewagę nad górnonośląskim przeciwnikiem, uległa mu wskutek słabej gry swego napadu, który zaprzepaścił szereg pewnych pozycyj. Ruch przedstawił się jako zespół dobrze zgrany i równy. Jedyna bramka padła w drugiej połowie gry, zdobyła przez Rebuzionego. Wynik 1:0 (0:0). Sędziował p. Szyba ze Lwowa.

Drużyna toruńska T. K. S. odniosła zasłużone, choć zbyt wysokie zwycięstwo 5:2 (1:1) nad słabo grającą tego dnia Polonia. W pierwszej połowie gra równa, przyczem bramkę dla Polonji zdobywa Tupalski, zaś wyrównywa Suchocki I. Po przerwie TKS nieznacznie przeważa i zdobywa aż cztery bramki przez Gumowskiego (1), Stogowskiego (karny) Wiśniewskiego (2). Drugi punkt dla Polonji zdobywa Emchowicz. Sędziował p. Nawrocki z Poznania.

Podczas meczu bramkarz Polonji, Zofka doznał ciężkiego obrażenia głowy.

Mecz o mistrz. Ligi między Wisłą a I FC przerwany na 17 min. przed końcem gry z powodu zejścia drużyny I FC z boiska, jako protestu za nieuznanie przez sędziego p. Hankego bramki zdobytej przez Geislera, przyczem interwenjowała nawet policja. Wobec tego prawdopodobnie mecz ten, który przyniósł zwycięstwo Wiśle 2:0 (0:0), zweryfikowany zostanie 3:0 na korzyść Wisły. Do przerwy początkowo przeważa I FC, a następnie Wisła, która gra niezwykle ostro. 1 FC zmuszony jest grać 25 min. w dziewiątkę z powodu rozbicia Görlitza i Jonczyka. Bramki dla Wisły zdobyli Czulak i Reyman. Widzów 17 tysięcy.

Rozegrany we Lwowie między Czarnymi Legją mecz o mistrzostwo Ligi dał wynik 2:1 (2:0). Bramki dla Czarnych zdobyli Nastula i Sawka, a dla Legji Szaller. Do przerwy znaczna przewaga Czarnych natomiast po pauzie góruje Legja, jednakże nie może uzyskać wyrównania. Sędzia p. Grzyb. zamiast p. Biro, który nie stawił się na boisku. Z Legji wyróżniał się Nawrot.




Gazeta Robotnicza z 27 września 1927

Wisła-I F. C. 3:0 (0:0)
Gazeta Robotnicza,
Już od samego południa wczorajszego sunęły niewidziane dotąd w Katowicach tłumy na boisko I.F.C., które z chwilą rozpoczęcia gry mieściło ponad 12000 widzów.

Grę rozpoczyna I.F.C., przyczem zrazu Wisła odebrała mu piłkę. Do pauzy gra toczyła się przy nieznacznej przewadze miejscowych, którzy jednak dla Wisły nie byli zbyt groźni. Ich ataki skutecznie paraliżowały tyły Wisły i nie dopuściły napastników L.F.C. do strzału. Była to właściwie typowa i zacięta walka o punkty, gra bowiem stała na bardzo niskim poziomie. Obie drużyny grały bardzo nerwowo i niżej zwykłej formy, mimo to gra trzymała widzów w napięciu. Obustronne ataki do pauzy nie przyniosły żadnej stronie sukcesu. P. Hanke jako sędzia zadowolił jedynie do pauzy, bowiem trzymał grę w karbach.

Po przerwie ostra i bezwzględna gra I.F.C. w dodatku i ich ustawiczne, bezpodstawne reklamacje nie wyprowadziły najlepszego arbitra z równowagi.

Po pauzie obraz gry zmienił się bezwzględnie na korzyść Wisły, która w krótkich odstępach czasu zdobywa dwie piękne bramki. Pierwszą zdobył Czulak z podania Adamka, umieszczając piłkę nieuchronnie w lewym rogu bramki. Więcej efekownie wyglądała druga bramka, która była dziełem wspaniałej akcji całego ataku. Wywabił on Gorlitza z bramki, a tuż obok niego leżącego, Reyman I. z największym spokojem wsunął piłkę lekko w prawy róg.

Wisła prowadzi 2:0.

W parę minut później wydarzył się przykry incydent, mianowicie Jonczyk nachodzi brutalnie bramkarza Wisły, niedość, że przeszkadza mu w obronie, lecz rękami trzyma za korpus i głową chciał wepchnąć piłkę do bramki i to z czystej pozycji osfetowej. Sędzia uważał wypadek ten za niesportowy i podyktował wolny dla Wisły.

I.F.C. jednakże nie chciał się z decyzją sędziego pogodzić i uporczywie reklamował, lecz bezskutecznie, bowiem sędzia nie dał się wprowadzić w błąd i pozostał przy swem orzeczeniu. Od chwili tej zapanowała na boisku oraz wśród publiczności nie zdrowa atmosfera, a w 15 minut przed końcem 1.F.C. opuszcza boisko, nie godząc się na wykonanie rzutu karnego, całkiem słusznie podyktowanego za rękę lewego obrońcy I.F.C.

Tuż po odgwizdnięciu zawodów przez sędziego odegrała orkiestra 73 pp. "Pierwszą Brygade" i pod osłoną policji z orkiestrą na czele ruszył pochód Krakowian na dworzec.




Nowy Kurjer z 27 września 1927

Nowy Kurjer, 27 września 1927
W Katowicach odbył się sensacyjny mecz, decydujący o zajęcie pierwszego miejsca w mistrzostwie, pomiędzy „Wisłą" (Kraków) a I. F. C. (Katowice).

Zawody te zgromadziły do 15.000 widzów i zakończyły się wielką demonstracją Niemców, oraz interwencją policji i wojska. W pierwszej połowie gra nie dała rezultatu, w drugiej zaś zdobyła Wisła przez Czulaka i Reymana I dwie bramki. Atakowany potem przez Jonczyka bramkarz Wisły nie wypuścił piłkę poza linję bramkową, a sędzia podyktował rzut wolny dla Wisły. Już to wywołało protesty gospodarzy, a publiczność chciała wkroczyć na boisko. W 17 minucie przed końcem gry, gdy sędzia podyktował rzut karny dla Wisły, rozległy się protesty publiczności, a drużyna I. F. C. opuściła boisko. Sędzia odgwizdał zawody, przyznając „Wiśle" zwycięstwo w stosunku 3:0. Drużyna Wisły opuściła boisko pod osłoną policji i wojska. Sędziował dobrze pan Hanke z Łodzi.

Zwycięstwem tem zapewniła sobie Wisła tytuł „Mistrza Polski".




Kurjer Zachodni Iskra z 27 września 1927

ZE SPORTU. Wisła mistrzem Polski. WISLA (KRAKÓW) - I. F. C. KATOWICE 2:0 (0:0).
Kurjer Zachodni Iskra, 27 września 1927
Onegdaj w Katowicach na boisku I. F. C. odbyły się decydujące zawody w piłkę nożną o mistrzostwo Polski między najlepszemi obecnie drużynami: Wisła (Kraków) i I. F. C. (Katowice). Zawody te zgromadziły na boisku około 20.000 widzów. Grę rozpoczyna Wisła, jednakże w pierwszej chwili gubi piłkę i gra przenosi się na połowę Wisły. Gra podczas pierwszej połowy niezwykle chaotyczna, wiele pozycyj tak z jednej jak i drugiej strony niewyzyskanych. Z powodu wytknięcia ręk opuszcza boisko środkowy pomocnik I. F. C. Wieczorek, a krótko potem kontuzjonowany bramkarz Goerlitz.

Po przerwie zupełna przewaga Wisły, która zdobywa pierwszą bramkę przez lewego łącznika Czulaka, a w chwilę potem Reymann I pakuje piłkę w siatkę po raz drugi. Po tej bramce I. F. C. zaczyna grać ambitniej, starając się wyrównać i wreszcie Jonczyk zdobywa bramkę główką, której jednakże sędzia nie uznaje, jako strzelonej ze spalonego. Wywołuje to silny sprzeciw ze strony graczy I. F. C. oraz zwolenników. Gra pomimo toczy się dalej w skutek jednakże niespokojnego zachowywania się tłumu sędzia zawody odgwizduje. Zwolennicy I. F. C. przybierają coraz groźniejszą postawę usiłując wkroczyć na boisko, dopiero przybyła kompanja policji zrobiła porządek. Wobec tego sędzia pragnie zawody prowadzić do końca, jednakże drużyna gospodarzy na boisko nie chce wrócić. Po dziesięciominutowem oczekiwaniu sędzia odgwizduje zawody powtórnie z wynikiem 2:0 na korzyść Wisły, która w ten sposób zapewniła sobie tytuł mistrza Polski.

Zawody prowadził sędzia Hanke z Łodzi.




Večerní České slovo z 30 września 1927

Večerní České slovo, 30 września 1927
Wisla Krakov mistrem polské ligy. V neděli porazila v Katovicích krakovská Wisla I. FC. Katovice 3-0 a tímto vítězstvím zajistila si championát Polsky.

Wisła Kraków mistrzem polskiej ligi. W niedzielę pokonała w Katowicach krakowska Wisła I FC Katowice 3:0, a tym zwycięstwem zapewniła sobie mistrzostwo Polski.




ABC z 27 września 1927

Wisła - I F.C. 2:0 (0:0).
ABC, 27 września 1927
Mecz między wyżej wymienionemi drużynami został przerwany na 17 minut przed końcem gry wobec zejścia z boiska drużyny I F.C., gdyż sędzia nie przyznał jakoby prawidłowo strzelonej bramki. Mecz ten będzie zweryfikowany prawdopodobnie 3:0 na korzyść Wisły. Do przerwy przewaga I F.C., po przerwie zaś Wisły, która zdobywa dwie bramki przez Reymana i Czulaka. Widzów 17.000!!



Expres Zagłębia z 27 września 1927

Wisła Kraków - I F.C. Katowice 2:0 (0:0).
Expres Zagłębia, 27 września 1927
W niedzielę d. 25 bm. odegrany został mecz piłki nożnej ligi państwowej między Wisłą Kraków i I F. C. Katowice. Gra była twardą, a nieraz bardzo brutalną.

W pierwszej połowie gry I F. C. opanowało całkowicie swego przeciwnika. Wisła grała w ładnym technicznym stylu, nie pozwalając się prowokować. W drugiej połowie Wisła dominuje. Rezultat ten był przewidziany nawet przez stronników I F. C.

Bramki strzelane, pierwsza przez Czulaka i druga przez przez Reymana I. W międzyczasie udało się I F. C. zrobić ładną bramkę przez główkę, lecz nie została przyjęta przez sędziego. Tłum fanatyków zaczyna wyć niby stado wilków. Sędzia uznaje I F. C. jedenastkę, lecz 1 F. C. nie chce przyjąć i demonstracyjnie protestując, schodzi z boiska. Przewidując nieporozumienie policja katowicka wysyła na boisko wielki oddział policji pieszej i konnej. Dzięki temu niedoszło do katastrofalnych skutków.

Najlepszy z Wisły: Pychowski, Czulak i bracia Reyman. Najlepszą zaś z I F. C. obrona i Gerlitz w napadzie.

Widzów około 12 tys. Sędziował p. Hanke z Łodzi.


H. F.



Express Wieczorny Ilustrowany z 28 września 1927

Gdy się sędzia myli… P. Hanke omyłkowo przerwał zawody I.F.C. - Wisła
Express Wieczorny Ilustrowany, 28 września 1927
W czasie zawodów o mistrzostwo Polski Wisła - I.F.C. darzył się wypadek nienotowany dotąd w dziejach piłkarstwa polskiego.

Łodzianin, p. Hanke, który kierował powyższemi zawodami, najprawdopodobniej w skutek zdenerowania i przeoczenia odgwizdał zawody w 30 minucie drugiej połowy, oświadczając zdziwionym kapitanom obu drużyn, że gwizd oznajmiał koniec zawodów i przepisowy czas zawodów minął.

Dopiero po kilku minutach p. Hanke spostrzegł swą omyłkę i postanowił dalej prowadzić zawody.




Naprzód z 28 września 1927

WISŁA - I. F. C. (KATOWICE) 2:0.
Naprzód, 28 września 1927
Tłumy publiczności zebrało się na boisku katowickiem, by śledzić bezwartościową i mało interesującą grę obu drużyn. Do przerwy gospodarze mieli przewagę, a w drugiej połowie Wisła, dzięki opanowaniu nerwów, zadowolnić się musiała lekką tylko przewagą, której efektem były dwie bramki, strzelone przez Czulaka i Reymana I. I. F. C. uzyskuje również bramkę z korneru, której sędzia nie uznał. To daje początek do gorszących scen i interwencji publiczności, oraz policji. Ten sam sędzia odgwizduje potem przedwcześnie zawody, dyktuje następnie rzut karny przeciwko gospodarzom, tak, że gra przemienia się w targowisko, co przy wyciu, gwizdaniu i tumulcie publiczności powiększa chaos. Wreszcie gospodarcze schodzą z boiska z powodu rzekomo niesłusznie podyktowanego przeciwko nim rzutu karnego.

I tak impreza obliczona na walkę o punkty, impreza ligowa zagrała jedynie na niskich instynktach tłumu i graczy, a korzyści sportowej nie przyniosła żadnej. Mamy wrażenie, że incydent powstały na tym meczu rozdmuchany zostanie przez prasę niemiecką i spowoduje rozłam w lidze.




Warszawianka z 27 września 1927

Zajścia na boisku w Katowicach
Warszawianka, 27 września 1927
PAT-iczna donosi: Wszystkie pisma tutejsze omawiają przebieg niedzielnego meczu Wisła - I. F. C., a zwłaszcza zajścia, jakie miały miejsce na boisku, gdzie policja w sile dwuch kompanji musiała interwenjować celem niedopuszczenia do wykroczeń ze strony niepożądanych żywiołów. Pisma polskie widzą przyczynę wypadków wczorajszych, które w historji polskiego footbalu zdarzyły się poraz pierwszy, w nadaniu przez dzienniki niemieckie meczowi temu charakteru politycznego i w usiłowaniu zamącenia spokoju przez bojówki niemieckie, które klub I. F. C. ad hoc zorganizował. Pisma niemieckie natomiast obwiniają głównie sędziego, który, zdaniem Kattowitzer Zeitung, niesprawiedliwie rozstrzygał, pocieszają się jednak tem, że mistrzostwo Polski nie zostało jeszcze rozstrzygnięte. Zaznaczyć należy, że na tych zawodach było widzów około 20 tysięcy.


Przegląd Wieczorny z 27 września 1927

Po meczu Wisła 1 F. C. Katowice
Przegląd Wieczorny, 27 września 1927
Wygrana Wisły w spotkaniu niedzielnym z I. F. C. wywołała silne echo w prasie krakowskiej katowickiej.

Jak się okazuje zachowanie się graczy I FC, aby wymusić zmianę prawidłowej decyzji sędziego co do strzelonej przez IFC bramki z pozycji spalonej, wywołało wzburzenie publiczności.

W 30 m gry sędzia odgwizduje przez pomyłkę koniec zawodów. Część publiczności usiłuje wkroczyć na boisko. Gra toczy się z powrotem i w 32 m. sędzia dyktuje rzut karny na wyraźną rękę obrońcy IFC. Wówczas gospodarze, widząc zanoszący się pogrom, nie chcąc uznać decyzji schodzą z boiska, tlomacząc się naiwnie, że sędzia odgwizdał już zawody (mimo że grała już od tej pory blisko 2 minuty). To niesportowe zachowanie się drużyny spotkało się z ogólnem potępieniem.

Po meczu rozentuzjazmowana publiczność odprowadziła w olbrzymim pochodzie przez ulice miasta Katowic drużynę Wisły do hotelu przy dźwiękach muzyki 73 p. p. Owacjom nie było końca.

Cała prasa górnośląska omawia w obszernych sprawozdaniach szczegóły powyższego meczu i zajścia, jakie miały miejsca na boisku, gdzie policja w sile dwuch kompanji musiała interwenjować celem niedopuszczenia do wykroczeń ze strony niepożądanych elementów.

Prasa polska widzi przyczynę wypadków wczorajszych, które w historji polskiego sportu piłkarskiego zdarzyły się po raz pierwszy, w nadaniu przez dzienniki niemieckie meczowi temu charakteru politycznego i w usiłowaniu zamącenia spokoju przez bojówki niemieckie, które klub IFC, miał ad hoc zorganizować.

Prasa niemiecka natomiast obwinia głównie sędziego, który zdaniem Kattowitzer Zeitung wydawał niesprawiedliwie decyzje; pociesza się jednak tem, że mistrzostwo Polski nie zostało jeszcze rozstrzygnięte.



Nasz Przegląd z 26 września 1927

WISŁA I.F.C. 2:0 (0:0).
Nasz Przegląd, 26 września 1927
Katowice. Mecz o mistrz. Ligi przerwano na 17 min. przed końcem gry z powodu zejścia drużyny I. F. C. z boiska jako protestu za nieuznanie przez sędziego p. Hankego bramki, zdobytej przez Geislera, przy czem interwenjowała nawet policja. Wobec tego prawdopodobnie mecz ten zweryfikowany zostanie 3:0 na korzyść Wisły. Do przerwy początkowo przeważa I. F. C., a następnie Wisła, która gra niezwykle ostro. I. F. C. zmuszony jest grać 25 min. w dziewiątkę z powodu rozbicia Görlitza i Jonczyka. Bramki dla Wisły zdobyli Czulak i Reyman. Widzów 17 tysięcy.


Łódzkie Echo Wieczorne z 26 września 1927

17 tys. widzów oglądało mecz I. F. C. - Wisła. Nowe sensacje sportowe.
Łódzkie Echo Wieczorne, 26 września 1927
Katowice. Wisła - IFC. 2:0 (0:0). Decydujący o mistrzostwo Polski mecz pomiędzy Wisłą IFC. zgromadził 17 tysięcy widzów i zakończył się zwycięstwem Wisły w stosunku 2:0 (0:0), przyczem drużyna IFC. grała przez pewien czas w dziesiątke, z powodu kontuzji Goerlitza. Na 17 minut przed końcem gry IFC. opuścił boisko na znak protestu przeciwko sędziemu p. Hankemu z Łodzi.


Kurier Poznański z 26 września 1927

Burzliwy mecz. "Wisla" - "1. F. C. Katowice" 3:0 (0:0).
Kurier Poznański, 26 września 1927
Zawody powyższe przysporzyły Katowicom dużo emocyj nie tylko sportowych. Zainteresowanie meczem było olbrzymie. Z Krakowa, Bielska, Sosnowca, Tarnowa, miast śląskich i niemieckiego Śląska przybyło było wiele osób, tak, iż w chwili rozpoczęcia gry boisko okalało przeszło 12 000 widzów. Do pauzy "I. F. C." miał lekką przewagę, jednak wszelkie jego groźniejsze ataki paraliżowała dobra obrona Wisły. Obie drużyny grały nerwowo.

Po przerwie Wisła przyszła do siebie, zaczęła grać spokojnie i pewnie. Pierwszą bramkę dla niej zdobył zdobył Czulak z podania Adamka. Druga bramka była wynikiem wspólnej akcji ataku, który po wywabieniu Göriliza z bramki pozwolił Reymanowi I wsunąć piłkę w prawy róg bramki. Przykry incydent wywołało ostre atakowanie bramkarza gości przez on Jończyka, który przeszkadzał mu w obronie, trzymając rękoma za korpus, wpychając przy tem piłkę do siatki. Jednak nie przekroczyła ona linji bramkowej, sędzia zaś podyktował rzut wolny dla "Wisły". Gospodarze poczęli demonstrować, twierdząc, że zdobyli regularną bramkę.

Wśród graczy zapanowała niezdrowa atmosfera, która również udzieliła się publiczności. Chciała ona wkroczyć na boisko, jednak dwie kompanie policji i wojska, pilnujące porządku, udaremniły zamiar. Do punktu kulminacyjnego doszło w chwili, gdy na kilkanaście minut przed końcem gry sędzi podyktował za wyraźną ręke obrońcy Pohla rzut karny dla Wisły, która temsamem zdobyła trzecią bramkę. Rozległy się groźne okrzyki publiczności, "I. F. C." zaś poczęła prowokować sędziego i na znak protestu opuściła boisko. Sędzia, po odczekaniu kilku minut, widząc, że natrafił na demonstrację ze strony gospodarzy, odgwizdał zawody, przyznając „Wiśle" słuszne zwycięstwo w stosunku 3:0.

Wisła opuściła boisko pod osłoną policji i wojska. Dodać należy, że obecna na meczu publiczność niemiecka do przerwy zachowywała się spokojnie, lecz gdy goście prowadzili 2:0, zaczeła głośno demonstrować. Trudne zadanie miał sędzia p. Hanke z Łodzi, spełnił je jednak dobrze. Nastrój jaki panował na boisku, przeniósł się następnie do miasta, gdzie w różnych miejscach powstały awantury. Rozgoryczeniu Niemcy bili na ulicach Polaków. Musiano zarządzić ostre pogotowie.

Jak się dowiadujemy, zajścia te miały podłoże polityczne i były z góry ukartowane przez Niemców, którzy na zawody wysłali do Katowic ze Śląska specjalne bojówki.

Byłoby wskazane, aby miarodajne sfery piłkarskie z zajść katowickich wyciągnęły konsekwencje, wszystkie zaś kluby polskie winny uchwalić całkowity bojkot drużyny I. F. C. Katowice".


(g.)


Goniec Wielkopolski z 28 września 1927

Mecz piłki nożnej powodem antypolskich wystąpień Niemców.
Goniec Wielkopolski, 28 września 1927
Z meczu I. F. C. Wisła Niemcy robią skandal.

Katowice, 26, 9. Dzisiejsza prasa Śląska, zarówno polska, jak i niemiecka, poświęca dużo miejsca wczorajszemu meczowi pomiędzy „Wisłą" a "I. F. C.".

Sprawozdania prasy niemieckiej są wprost skandaliczne. Swym cynizmem i swoją nieprzyzwoitością dają smutne świadectwo poziomu kulturalnego tej prasy.

Rekord w kierunku cynizmu osiągnęła niewątpliwie dzisiejsza „Kattowitzer Zeitung" w artykule p. t.: „Schiebung, schiebung, schiebung".

W artykule tym dziennik mówi, że gra Wisły była ukartowana, że „Wisła" zwyciężyła tylko przez nieczyste machinacje (!), że zwycięstwo krakowskiego klubu i wogóle cały mecz był jednym wielkim skandalem kompromitującym sport piłkarski polski (!!). Jedyną pociechą pisze dziennik niemiecki jest rezultat finansowy meczu, który pozwoli na wybudowanie własnego boiska. Oberschleisische Kurier również zamieścił tendencyjne sprawozdanie, stwierdza jednak skandaliczne zachowanie się niemieckiej publiczności.

„Gazeta Robotnicza" omawiając wczorajszy mecz stwierdza, że pod płaszczykiem sportu kryją Niemcy prowokujący szowinizm. Zachowanie się publiczności niemieckiej, oraz graczy I. F. C. było tego rodzaju, że powinno ono dać asumpt do skończenia z tolerowaniem tego rodzaju propagandy wybryków. Z imprezy sportowej czyni się kwestję prestigu niemicekiego na Śląsku.

Należy zaznaczyć, że boisko I. F. C. jest dzierżawione od władz wojskowych i należałoby, żeby władze wojskowe odebrały boisko I. F. C.

Również prasa na niemieckim Śląsku zamieszcza potwornie skandaliczne sprawozdania z przebiegu meczu. Sprawozdawcy niemieckich pism okazali się nie lojalni i w sprawozdaniach swych zelżyli wogóle polski sport piłkarski.



Epoka z 26 września 1927

MISTRZOSTWA LIGI PIŁKARSKIEJ
Epoka, 26 września 1927
Wczorajsze mecze piłkarskie o mistrzostwo przyniosły między innemi porażkę wszystkich trzech drużyn warszawskich, zwycięstwo Wisły nad najsilniejszym konkurentem FC, oraz jeszcze jedną przegrana Pogoni.

KATOWICE, Wisła I FC. 2:0 (0:0). Mecz przerwany na 17 min. przed końcem gry z powodu zejścia drużyny I FC. z boiska jako protestu za nieuznanie przez sędziego p. Hankego bramki zdobytej przez Geislera, przyczem interweniowała nawet policja. Wobec tego prawdopodobnie mecz ten zweryfikowany zostanie 3:0 na korzyść Wisły. Do przerwy początkowo przeważa I FC., a następnie Wisła, która gra niezwykle ostro. I FC. zmuszony jest grać 25 min. w dziewiątkę z powodu rozbicia Görlitza i Jonczyka. Bramki dla Wisły zdobyli Czulak i Reyman. Widzów 17 tysięcy. (?)



Dziennik Poznański z 27 września 1927

Wisła - I FC. 2:0 (0:0).
Dziennik Poznański, 27 września 1927
Katowice, 25. 9 W 17 min. przed końcem gry schodzi 1. F. C. z boiska, niezadowolona z orzeczenia sędziego. p. Hankego, który nie uznał bramki F. C., strzelonej główką z corneru. Interwencja policji i wojsk nie dopuściła do ekscesów, które przez cały czas wisiały w powietrzu. Bramki strzelili: Czulak i Reyman I. Widzów rekordowa liczba 17 tysięcy.


Dziennik Ludowy z 28 września 1927

Ze sportu. MISTRZOSTWA LIGI.
Dziennik Ludowy, 28 września 1927
Dotychczasowy stan mistrzostw: 1) Wisła 37 punktów; 2) 1. F. C. 30 p.; 3) Pogoń 26 p.; 4) Warta 23 p.; 5) Ł. K. S. 22 p.; 6) Ruch 22 p.; 7) Legja 22 p.; 8) Turyści 22.; 7) Legia 22 D.; 8) Turyści 21 p.; 9) Τ. Κ. S. 20 p.; 1O) Czarni 19 p.; 11) Hasmonea 19 p.: 12) Polonia 17 p.: 13) Warszawianka 12 p.: 14) Jutrzenka 10.

Katowice: WISŁA I. F. C. 2:0 (0:0). Zawody te były faktycznie rozstrzygające w zdobyciu mistrzostwa. Widzów było około 15.000. Skończyły się zejściem niemieckiej drużyny z boiska, niezadowolonej z rozstrzygnięcia sędziego p. Hankego w 32' drugiej połowy.



Chwila z 27 września 1927

TABELA MISTRZOSTW LIGOWYCH 26 września 1927.
Chwila, 27 września 1927
gier - punktów - stosunek bramek

1) Wisła (Kraków) 23 37 86:27
2) 1. F. C. (Katowice) 21 30 57:30
3) Pogoń (Lwów) 21 26 61:31
4) Warta (Poznań) 21 23 59:49
5) Ł. K. S. (Łódź) 23 22 45:45
6) Legja (Warsz.) 22 22 58:61
7) Ruch (W. Hajd.) 21 22 36:38
8) Turyści (Łódź) 20 21 41:42
9) T. K. S. (Toruń) 22 20 48:77
10) Czarni (Lwów) 22 19 37:45
11) Hasmonea (Lwów) 21 19 46:60
12) Polonja (Warsz.) 20 17 43:58
13) Warszawianka 21 12 37:57
14) Jutrzenka (Krak.) 22 10 33:67



Chwila z 27 września 1927

Wisła-I. F. C. 2:0 (0:0).
Chwila, 27 września 1927
KATOWICE. 26 września. (Tel. wł. "Chwili"). Zawody powyższe rozegrane zostały wśród niezwykle podnieconej atmosfery wobec rekordowej ilości 17.000 widzów. Zgodnie z przewidywaniami doszło do licznych incydentów, w wyniku których I. F. C. na piętnaście minut przed końcem schodzi z boiska. Jedynie licznie skonsygnowanej policji pieszej i konnej zawdzięczyć można, iż nie doszło do poważniejszych wykroczeń.

Gra w pierwszej połowie ucierpiała z powodu zdenerwowania obu drużyn. W 20-tej minucie zostaje kontuzjonowany Görlitz II. i Jończyk, w następstwie czego I. F. C. do przerwy gra w dziesiątkę, po przerwie zaś obaj statystują.

W drugiej połowie znaczną przewagę ma Wisła, dla której dwie bramki uzyskuje Czulak z podania Adamka i Reyman I. z przeboju. Na 17 minut przed końcem uzyskuje I. F. C. bramkę z rogu, sędzia jednakowoż nie uznaje jej z powodu rzekomego off side'u. W nastęstwie tego dochodzi do poważnych awantur, publiczność wpada na boisko, policji jednakowoż udaje się utrzymać porządek. Gdy w dwie minuty później za rękę na polu karnem sędzia dyktuje rzut karny dla Wisły, wśród niezwykłego tumultu miejscowi schodzą z boiska. Sędzia p. Hanke z Łodzi.

Zwycięską drużynę Wisły tudzież z górą 1000 widzów przybyłych z Krakowa odprowadzono na dworzec kolejowy wśród dźwięków muzyki wojskowej 73 pp.




Przegląd Sportowy z 1 października 1927

Wisła - I.F.C. 2:0
Przegląd Sportowy, nr 39/1927 str. 3
Katowiczanie schodzą z boiska.

Powiedzmy głośno to, co mówiono sobie na ucho : zwycięstwo jedynej poważnej w kraju drużyny niemieckiej, zdobycie moralnego prymatu przez klub nie polski, lecz przez zespół wchodzący za wrogi - drażniło ambicję narodową sportowców i spotkaniu rywalów nadało charakter "wojny świętej".

Doskonała i bitna drużyna katowiczan - stwierdzić to należy sine ira et studio - ale grała i nie ma wszystkich atutów, które uprawniałyby ją do pretendowania o najzaszczytniejszy tytuł w kraju. Brak jej "ciężaru gatunkowego", zbyt jest związana z swem boiskiem i poza niem reprezentuje nie więcej, niż połowę swej siły, z błędów technicznych grzeszy brakiem strzału i tendencją do hyperkombinacji.

Ale czyż namiętność klubowa, przywiązanie do barw, wreszcie w tym wypadku szowinizm nacjonalistyczny pozwala na objektywną ocenę samego siebie?!

Doszło zatem do tego, że I.F.C. uważało się za najsilniejszą w Polsce drużynę, a że tabela tu i ówdzie wskazywała na co innego, katowiczanie urobili sobie teorię o zwalczaniu drużyny niemieckiej przez sędziów polskich, itp.

Nie rezygnując z swych ambitnych celów. I.F.C. przygotowało się do zawodów z Wisłą od dawna. Dość wspomnieć, że gracze I.F.C. jeździli specjalnie do Krakowa, by przypatrzeć się grze Wisły podczas zawodów jej z Turystami, mobilizowali swych sympatyków na mecz niedzielny i.t.d. Gdy w niedzielę przed sędzią, p. Hankem z Łodzi, stanęły obie drużyna w swych najlepszych reprezentacyjnych składach, wokół boiska zebrało się około 15-stu tysięcy widzów, - ilość niewidziana oddawna w Polsce podczas spotkania dwu drużyn krajowych. W atmosferze wytworzonej przez nastroje scharakteryzowane powyżej, trudno było przedewszystkiem o opanowanie nerwów i grę klasyczną.

Dało się to odczuć u obu drużyn. Więcej opanowana jest Wisła, która gra z niezwykłą wolą zwycięstwa. Szanse początkowo równorzędne.

W 25-ej min. zmuszony jest opuścić boisko Goerlitz II, w chwilę potem Jonczyk, tak że I.F.C. do końca pierwszej połowy gra w 9-ke. Zwiększa to napór Wisły, lecz gospodarze dając przykład heroicznej wprost: ofiarności, wstrzymują jej ataki i pierwszą część gry zamykają bilansem 0:0

Po przerwie obaj kontuzjowani gracze wracają na boisko, lecz pełnej formy nie wykazują. Natomiast Wisła rozgrywa się na dobre, idzie na piłkę ostro i pewnie, zdobywa nawet pewną wyższość, której jednak nie można nazwać przewagą.

Wreszcie w 10-ej minucie pada pierwszy punkt. Jeden z ataków Wisły, nie odznaczający się zresztą specjalnie groźną siłą, kończy się celnym strzałem Czulaka. Na widowni robi się gorąco. Temperatura ta wzrasta jeszcze bardziej, gdy w pięć minut potem strzela Reyman I, dotychczas pilne trzymany przez Tichauera - i pada 2-gi gol!

Obustronne natarcia pozostają bez skutku. Wszelkie wysiłki katowiczan niweczy dobra pomoc i obrona Wisły. W 28-ej min. równocześnie z gwizdkiem sędziego. Geisler strzela bramkę. P. Hanke gola nie uznaje. Jest to powodem długich targów między nim a I.F.C.

Drużyna ta w konsekwencji opuszcza boisko wśród nieopisanego alarmu publiczności.



Nowy Dziennik z 4 października 1927

Wiadomości krajowe
Nowy Dziennik, 4 października 2017
ULOTKI USPOKAJAJĄCE IFC W KATOWICACH PRZED MECZEM Z WISŁĄ brzmiały: „Sport jest sprawą kulturalną. Wypadki, jak ostanie 12 czerwca b. r., profanują ideę sportu. Apelujemy wobec tego najmocniej do poczucia taktu naszej szanownej publiczności i usilnie prosimy o zaniechanie zaczepek wobec sędziego i graczy. Burzyciele będą z boiska wykluczeni". A mimo to omal nie doszło do krwawych bójek, gdyby nie natychmiastowa interwencja policji. IFC jednak spełnił swój obowizek gospodarza, w sposób godny naśladowania.


Przegląd Sportowy z 8 października 1927

Dookoła meczu I. F. C.-Wisła
Przegląd Sportowy, 8 października 1927
Mecz Wisła - 1 F.C., przerwany przy stanie 2:0 z powodu zejścia z boiska drużyny katowickiej, wywołał w świecie sportowym niezwykle żywe poruszenie.

Jest to pierwsze zerwane spotkanie od niepamiętnych w sporcie polskim czasów, spotkanie zerwane przez klub czołowy, przodujący w swej dzielnicy. żywiący pretensje do pierwszeństwa w kraju.

Pożałowania godny incydent jak najgorzej świadczący o kulturze sportowej 1. F. C., tem ostrzej musi być przez opinię i władze potępiony, że klub katowicki jak już pisaliśmy wypadkowi temu nadać chce zabarwienie konfliktu polityczno-narodowego.

Pretensje "pognębionych" Niemców górnośląskich są tembardziej nieuzasadnione, że polskie władze sportowe z rozumną i wymaganą zawsze w sporcie lojalnością i koleżeństwem traktowały i niewątpliwie nadal traktować będą I. F. C. na równi z innemi towarzystwami związkowemi. Tak samo opinja sportowa, tak samo prasa sportowa.

Dość przypomnieć relacje z występów ligowych I. F. C., oddające katowiczanom zawsze co królewskiego królowi się należało. Wisła nie miała praw boskich, wyższość wywalczyła sobie naprawdę na boisku.

Niezasłużona przegrana 1. F. C. z Polonią 1:3 pozwoliła także i "Przegl. Sport." zaznaczyć swoją lojalność i podkreślić o ile zaszczytny dla Polonii wynik skrzywdził lepszą technicznie i taktycznie drużynę I. F. C. Ma ona też swoje wady, ma prawo do mniejszego lub większego zdenerwowania, ale nie znajdzie nigdy i nigdzie nawet w Niemczech uznania za czyn niesportowy, dyskwalifikujący ją przede wszystkiem moralnie. Wstyd, panowie!




Express Wieczorny Ilustrowany z 10 listopada 1927

Express Wieczorny Ilustrowany, 10 listopada 1927
Görlitza Emila z I.F.C. - 4-tygodniową dyskwalifikacją t. j. od dnia 1 listopada r. b. do dnia 28 listopada r. b. włącznie: za zejście drużyny I.F.C., której był kapitanem z boiska, co wywołała przerwanie zupełne zawodów,

Klub 1. F. C. został ukarany grzywną porządkową w wysokości zł. 200 - za zejście drużyny wymienionego klubu na zawodach dnia 25 września r. b. w Katowicach z T. S. Wisłą, z boiska, co wywołało zupełne przerwanie zawodów.



Relacje w prasie niemieckojęzycznej

Kattowitzer Zeitung z 23 września 1927

Sonntag Wisła Krakau – 1. F. C.

Niedziela Wisła Kraków – 1. F. C.

Kattowitzer Zeitung, 23 września 1927
Das mit großer Spannung erwartete Entscheidungsspiel um die Meisterschaft von Polen zwischen den obigen Vereinen findet am kommenden Sonntag, den 25. September d. J., nachmittags 3½ Uhr auf dem 1. F. C.-Platz statt.

Dass bei diesem Spiel mit einem Massenbesuch zu rechnen ist, beweist, dass die Krakauer Wisła um Übersendung von 250 Eintrittskarten zu diesem Spiel geschrieben hat und von verschiedenen Seiten Bestellungen auf Sitzplätze ausgegeben wurden.

Wir geben daher zur Kenntnis, dass der 1. F. C. am kommenden Sonntag für eine recht gute Organisation gesorgt hat und bemüht ist, den Besuchern des Spieles den Zugang zu den Plätzen reibungslos zu gestalten. Die vorhandenen Sitzplätze sowie die Sperrsitze sind nummeriert worden. Die Karten für diese Plätze können in den Vorverkaufsstellen erworben werden.

Der Vorverkauf findet ab Mittwoch in nachstehenden Sportgeschäften statt:
J. I. Friemel, Katowice, ul. Dyrekcyjna;
Sportgeschäft „Sport“, Katowice, ul. Mieleckiego (früher Sebanstraße);
und in der Geschäftsstelle des 1. F. C., ul. Dworcowa 11.


Niederlagen der oberschlesischen Schiedsrichter in Krakau

Über das „Schiedsrichter-Unwesen“ in Polen ist schon genug geschrieben worden. Man erhoffte sich von diesem Übel auf der am vergangenen Sonntag in Skawina stattgefundenen Generalversammlung der polnischen Fußball-Schiedsrichter eine Erlösung. Sie kam aber nicht. Die Männer und Verhältnisse bleiben dieselben, und von einer Änderung wird in nächster Zeit wohl nicht die Rede sein.

Die oberschlesische Bezirksschiedsrichter-Vereinigung hatte ihren Vorsitzenden Stosicki, ihren stellvertretenden Vorsitzenden Laband sowie ihren Schriftführer Drozd hingesandt. Sie konnten aber nichts ausrichten.

In der Versammlung beschloss man, eine unabhängige Schiedsrichtervereinigung zu gründen. Unabhängig aber nur den Worten nach; denn in Wirklichkeit, wenn man ihre Führer betrachtet, liegt sie vollkommen im Schlepptau der polnischen Landesliga.

Da man noch nichts über die endgültige Festsetzung des Sitzes des neuen P. Z. P. N. weiß, hat man vorläufig eine geschäftsführende Kommission gewählt, deren Vorsitzender der rühmlichst bekannte Herr Obrubański ist und als weitere Mitglieder die Herren Niedźwirski und Mallow (Lemberg), Rutkowski und Laba (Krakau) besitzt. Oberschlesien ist in dieser Kommission nicht vertreten.

Von der Austragung der kommenden Landesliga-Spiele kann man sich bei einer derartigen Besetzung des Vorstandes schon jetzt ein schönes Bild machen.


Z wielką niecierpliwością oczekiwany mecz decydujący o mistrzostwie Polski pomiędzy wymienionymi drużynami odbędzie się w najbliższą niedzielę, 25 września br., o godz. 15.30 na boisku 1. F. C.

Że należy liczyć się z ogromną frekwencją, świadczy fakt, iż krakowska Wisła zwróciła się z prośbą o przesłanie 250 biletów na to spotkanie, a z różnych stron napływają zamówienia na miejsca siedzące.

Informujemy zatem, że 1. F. C. zadbał na najbliższą niedzielę o dobrą organizację i dołożył starań, aby zapewnić widzom płynny dostęp do trybun. Istniejące miejsca siedzące, jak również wydzielone loże, zostały ponumerowane. Bilety na te miejsca można nabywać w przedsprzedaży.

Przedsprzedaż rozpocznie się od środy w następujących sklepach sportowych:
J. I. Friemel, Katowice, ul. Dyrekcyjna;
Sklep sportowy „Sport”, Katowice, ul. Mieleckiego (dawniej Sebanstraße);
oraz w biurze klubu 1. F. C., ul. Dworcowa 11.


Porażka górnośląskich sędziów w Krakowie

O „patologiach sędziowskich” w Polsce napisano już wystarczająco dużo. Oczekiwano, że z tym złem rozprawi się walne zgromadzenie polskich sędziów piłkarskich, które odbyło się w minioną niedzielę w Skawinie. Tak się jednak nie stało. Ludzie i układy pozostały te same, a o jakichkolwiek zmianach w najbliższym czasie nie może być mowy.

Górnośląskie Okręgowe Stowarzyszenie Sędziów wysłało na zgromadzenie swego przewodniczącego Stosickiego, zastępcę przewodniczącego Labanda oraz sekretarza Drozda. Niczego jednak nie udało im się osiągnąć.

Na zebraniu postanowiono utworzyć niezależne stowarzyszenie sędziowskie. Niezależne jednak tylko z nazwy, bo w rzeczywistości – patrząc na jego kierownictwo – znajduje się ono całkowicie na pasku polskiej Ligi Państwowej.

Ponieważ nie wiadomo jeszcze, gdzie ostatecznie ulokowana zostanie siedziba nowego P. Z. P. N., wybrano tymczasowo komisję wykonawczą, której przewodniczącym został dobrze znany pan Obrubański, a członkami panowie Niedźwirski i Mallow (Lwów), Rutkowski i Laba (Kraków). Górny Śląsk w tej komisji nie jest reprezentowany.

Już dziś, patrząc na taki skład władz, można sobie wyobrazić, jak będą wyglądały przyszłe rozgrywki Ligi Państwowej.



Kattowitzer Zeitung z 25 września 1927

Wer wird siegen? 1.FC oder Wisła

Kto wygra? 1.FC czy Wisła

Kattowitzer Zeitung, 25 września 1927
Der morgige Sonntag bringt uns endlich das mit großer Spannung erwartete Meisterschaftstreffen zwischen den beiden in der Meisterschaftstabelle der Landesliga führenden Vereinen, Wisła Krakau und 1. F. C. Kattowitz. Man kann dieses Treffen ruhig als das Entscheidungsspiel um die Meisterschaft von Polen ansehen.

Siegt Wisła, so ist ihr die Führung in der Tabelle und damit auch die Meisterschaft nicht mehr zu entreißen. Gewinnt der 1. F. C., dann steht er an Verlustpunkten einen Punkt vor der Wisła und erringt damit einen knappen Vorsprung, der schwer wieder einzuholen ist.

Die beiden Vereine wissen, dass es sich bei diesem Treffen um viel, ja sehr viel handelt, und treten daher wohlvorbereitet zu diesem Kampf an. Leider wird der 1. F. C. noch ohne seinen hervorragenden Stürmer Kossok II auf dem Rasen erscheinen, dessen operiertes Bein noch nicht vollkommen in Schuss ist. Die Aufstellung der Einheimischen wird daher folgende sein: Görlitz II – Heidenreich, Pohl – Wylezol, Wieczorek, Bischof – Jonczyk, Joschke, Geissler, Görlitz I, Kossok I. Die Wisła wird natürlich auch in allerstärkster Besetzung kommen.

Große Ereignisse werfen ihre Schatten voraus – und auch in diesem Falle. Jedenfalls trifft dies zu, soweit es um die Krakauer Presse handelt. Täglich veröffentlicht der eifrige Wisła-Anhänger und berühmte Herr Obrubański in seinem Blatt Kurjer Codzienny längere Artikel, in denen er den Himmel in Bewegung setzt und für Sensationen und Sensatiönchen sorgt, die der 1. F. C. zu bieten „unterlassen“ hat. So erzählt er etwa, dass der 1. F. C. auf eigenem Platze deswegen nicht zu schlagen sei, weil er aus Deutschen bestehe, die anlässlich der Meisterschaftsspiele „Bojowkas“ organisierten, die sie an das feindliche Tor postierten, um die gegnerischen Spieler einzuschüchtern und nervös zu machen.

Wir haben den guten Obrubański immer für einen recht klugen Sportsjournalisten gehalten, aber dass er in einer schwachen Stunde etwas Derartiges verbrechen konnte, übersteigt den Grad der „Klugheit“, der bei uns polizeilich nicht mehr erlaubt ist. Jedenfalls hat man in Oberschlesien über all diese Scherze herzlich gelacht – und man wird sich ganz besonders freuen, wenn uns dieser Herr am Sonntag mit seiner persönlichen Anwesenheit beehren wird.

Wie sind die Aussichten in diesem Kampf?

Die Wisła ist eine Kampfmannschaft, ein Fighter vom reinsten Wasser, der bis zur letzten Minute kämpft und gerade im Endspurt am gefährlichsten ist. Eine Mannschaft, die scharf und aus allen Lagen schießen kann, die bis aufs Gramm trainiert, physisch ungemein stark und schnell ist und deren fliegende Kombinationen nur schwer aufzuhalten sein werden. An den Platz dürfte sie sich inzwischen auch gewöhnt haben. Alles in allem ist sie am Sonntag ein gefährlicher Gegner.

Der 1. F. C. tritt ebenfalls wohlgerüstet in den Kampf. Auch er ist schusstechnisch auf der Höhe und das Hineinnehmen von Joschke in den Innensturm dürfte diesen, was Schußfreudigkeit anbelangt, nicht unwesentlich verstärken. Trotzdem erreicht der F. C.-Angriff nicht die Spielstärke seines Gegners. Dafür haben aber die Einheimischen im Schlußtrio ein entschiedenes Plus fur sich.

Görlitz im Tor, Pohl und Heidenreich in der Verteidigung sind Faktoren, die die Kombinationen des Wisła-Sturmes in Unordnung bringen bzw. zunichtemachen können. Die Läuferreihen beider Lager dürften sich die Waage halten. Doch wird die 1. F. C.-Halbreihe größere Belastungsproben durchmachen müssen, und es wird sich zeigen, ob die Außenläufer der Kattowitzer den gefährlichen Außenstürmern der Gäste erfolgreich entgegentreten können. In diesem Punkt dürfte das für diesen Kampf entscheidende Moment zu suchen sein.

Wie man also sieht, stehen die Chancen gleich. Doch hat der 1. F. C. sein Publikum, das in diesem Falle Oberschlesien heißt, auf seiner Seite, und das dürfte der Faktor sein, der für einen Sieg der Kattowitzer ausschlaggebend sein kann. Wir vermuten, daß es entgegen den üblichen Erwartungen ein torreiches Treffen sein wird und daß der Sieg bei derjenigen Mannschaft zu suchen ist, die das größte Schußglück hat.

Noch ein Wort an die Liga-Mannschaft des 1. F. C.: Wir wissen, daß unsere Elf, die morgen vor einem schweren Kampf stehen wird, alles aus sich herausgeben wird, um erfolgreich zu bestehen. Wir erwarten von ihr aber mehr. Es handelt sich in diesem Kampfe um die Vorherrschaft im polnischen Fußballsport. Nachdem die Schwerathleten, die Schwimmer, die Boxer Oberschlesiens die Hegemonie im polnischen Sport an sich gerissen haben, muß morgen der Fußball folgen. Unser Bezirk soll nicht nur quantitativ, sondern auch qualitativ der beste sein, und die Entscheidung über diese Frage hängt von dem morgigen Spiel ab, in dem die 1. Mannschaft des 1. F. C. das Wort hat.

Am Ende sei noch erwähnt, daß zum Schiedsrichter dieses Treffens Hanke-Lodz ernannt worden ist, womit die Gewähr für einen einwandfreien Verlauf des Spieles gegeben ist.

Der 1. F. C. bittet uns noch mitzuteilen, daß Karten im Vorverkauf auch Sonntag vormittags zwischen 8 und 11 Uhr im Sekretariat (Zentralhotel) zu haben sind.


Jutrzejsza niedziela przyniesie nam wreszcie z wielkim napięciem oczekiwane spotkanie o mistrzostwo pomiędzy dwoma czołowymi klubami tabeli ligi krajowej – Wisłą Kraków i 1. F. C. Katowice. To spotkanie można spokojnie nazwać meczem decydującym o mistrzostwie Polski. Jeśli zwycięży Wisła, nikt już nie odbierze jej prowadzenia w tabeli ani mistrzostwa. Jeśli wygra 1. F. C., wyprzedzi Wisłę o jeden punkt straty i zdobędzie niewielką przewagę, którą będzie bardzo trudno odrobić.

Oba kluby wiedzą, że w tym meczu chodzi o bardzo wiele, i dlatego przystąpią do niego w pełni przygotowane. Niestety, 1. F. C. wystąpi jeszcze bez swojego znakomitego napastnika Kossoka II, którego operowana noga nie jest jeszcze w pełni sprawna. Skład gospodarzy będzie więc następujący: Görlitz II – Heidenreich, Pohl – Wylezol, Wieczorek, Bischof – Jonczyk, Joschke, Geissler, Görlitz I, Kossok I. Wisła oczywiście również wystąpi w najsilniejszym zestawieniu.

Wielkie wydarzenia rzucają swoje cienie – i tak jest również w tym przypadku. Dotyczy to zwłaszcza prasy krakowskiej. Codziennie gorliwy zwolennik Wisły i znany publicysta, pan Obrubański, zamieszcza w swoim piśmie Kurjer Codzienny obszerne artykuły, w których porusza niebo i ziemię, dbając o sensacje i sensacyjki, których 1. F. C. rzekomo nie potrafi dostarczyć. Tak na przykład opowiada, że 1. F. C. na własnym boisku jest nie do pokonania, ponieważ składa się z Niemców, którzy przy okazji meczów mistrzowskich mieliby organizować „bojówki”, stawiane przy bramce przeciwnika, aby straszyć zawodników rywali i wywoływać u nich nerwowość.

Dotąd uważaliśmy pana Obrubańskiego za całkiem rozsądnego dziennikarza sportowego, ale to, że w słabszej chwili mógł napisać coś podobnego, przekracza granice „mądrości”, która u nas nie byłaby już dozwolona nawet policyjnie. W każdym razie na Górnym Śląsku wszyscy serdecznie się z tych żartów uśmiali – i będą mieli tym większą radość, jeśli pan Obrubański raczy zaszczycić nas w niedzielę swoją osobistą obecnością.

Jakie są perspektywy w tym spotkaniu? Wisła to drużyna walczaków, fighter w najczystszym tego słowa znaczeniu, który walczy do ostatniej minuty i właśnie w końcówkach bywa najgroźniejszy. To zespół, który potrafi ostro strzelać z każdej pozycji, jest wyszkolony „co do grama”, fizycznie niezwykle silny i szybki, a jego płynne kombinacje będą bardzo trudne do powstrzymania. Do boiska zdążył się już także przyzwyczaić. Wszystko to sprawia, że w niedzielę będzie bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem.

1. F. C. także przystąpi do meczu dobrze przygotowany. Pod względem techniki strzału nie ustępuje, a włączenie Joschke do ataku w środku pola powinno znacząco zwiększyć jego skłonność do oddawania strzałów. Mimo to ofensywa F. C. nie dorównuje siłą gry atakowi rywali. Za to jednak gospodarze mają wyraźny atut w defensywnym trio.

Görlitz w bramce oraz Pohl i Heidenreich w obronie to czynniki, które mogą wprowadzić zamieszanie, a nawet całkowicie zniweczyć kombinacje ataku Wisły. Linie pomocy obu drużyn powinny być mniej więcej wyrównane. Jednak druga linia 1. F. C. będzie musiała przejść poważniejsze próby i okaże się, czy boczni pomocnicy katowiczan zdołają skutecznie przeciwstawić się groźnym skrzydłowym gości. W tym właśnie punkcie należy szukać momentu rozstrzygającego o wyniku tego spotkania.

Jak więc widać, szanse są wyrównane. Jednak 1. F. C. ma po swojej stronie publiczność, którą w tym przypadku stanowi całe Górny Śląsk, i to może być czynnik decydujący o zwycięstwie katowiczan. Przypuszczamy, że wbrew zwyczajowym oczekiwaniom będzie to spotkanie obfitujące w bramki, a triumf odniesie ta drużyna, która będzie miała najwięcej szczęścia w strzałach.

Jeszcze kilka słów do ligowej drużyny 1. F. C.: wiemy, że nasza jedenastka, która jutro stanie przed ciężką próbą, da z siebie wszystko, aby osiągnąć sukces. Oczekujemy jednak od niej czegoś więcej. Chodzi bowiem o hegemonię w polskim futbolu. Po tym, jak ciężcy atleci, pływacy i bokserzy Górnego Śląska zdobyli dominację w polskim sporcie, teraz musi pójść za nimi także piłka nożna. Nasz region powinien być najlepszy nie tylko pod względem ilościowym, lecz również jakościowym, a rozstrzygnięcie tej kwestii zależy od jutrzejszego spotkania, w którym głos zabierze pierwsza drużyna 1. F. C.

Na koniec należy wspomnieć, że sędzią tego meczu został wyznaczony Hanke z Łodzi, co daje gwarancję prawidłowego przebiegu gry.

F. C. prosi także, by przekazać, że bilety w przedsprzedaży będzie można nabywać również w niedzielę rano, w godzinach od 8 do 11, w sekretariacie (Hotel Centralny).



Kattowitzer Zeitung z 27 września 1927

„Schiebung, Schiebung, Schiebung!!!“ Das Spiel 1. F. C.–Wisła, eine abgekartete Sache. – Schwaches Spiel der Krakauer. – Der Unparteiische Hanke fällt in der 2. Halbzeit um. – Die bestellte Siegeskapelle. – Ein Zuschauerrekord.

„Oszustwo, oszustwo, oszustwo!!!“ Mecz 1. F. C.–Wisła ustawiony. – Słaba gra krakowian. – Arbiter Hanke „załamuje się” w drugiej połowie. – Zamówiona kapela zwycięstwa. – Rekordowa frekwencja.

Kattowitzer Zeitung, 27 września 1927
Ein Kampf mit ungleichen Waffen.

Ni. Was wir schon immer befürchtet hatten, ist am gestrigen Sonntag eingetreten. Die Benachteiligung des 1. F. C. in der Landesliga, die sich in der letzten Zeit mehrere Male versteckt bemerkbar gemacht hatte, trat in diesem Spiel so offensichtlich zu Tage, daß es selbst ein Blinder merken mußte. Der Leitung der Landesliga war der Kattowitzer Klub anscheinend in eine zu gefährliche Nähe der Tabellenspitze gerückt, und da er in der letzten Zeit selbst die führende Wisła bedrohte, wurde nun alles versucht, um das „Schlimmste“ zu verhindern. Daß man dabei nicht immer mit reellen Mitteln auskommen konnte, war ganz klar. Man versuchte es eben mit unfairen Machinationen – und siehe, es gelang.

Der gestrige „Sieg“ der Wisła, wenn wir überhaupt von einem solchen sprechen können, war alles andere als einwandfrei errungen. Das wird jedermann, der noch etwas Objektivität im Leibe hat und etwas von Fußball versteht, zugeben müssen. Des Volkes Stimme, die sich nach den betreffenden Entscheidungen in nicht mißzuverstehender Weise äußerte, wird wohl keinen darüber im Zweifel gelassen haben, daß es hier nicht mit rechten Dingen zuging.

Unter diesem Gesichtswimbel betrachtet, muß das Spiel in awei zeitlich getrennte Hälften geteilt werden, in eine, wo der Schiedsrichter scine Unparteilichkeit bewahrte (1. Halb-seit) und eine, in der er „Ichwach" wurde (2. Halbzeit). Vor der Bause gab Hanke wirklich zu Plagen keinen Anlaß, und alles hoffte aus eine cinwandsfreie Durchführung des Spieles, Nach der Bause war der Lodzer nicht zum Wiedererkennen. Er lien sich hintereinander vier Fehlentscheidungen zu fchulden kommen, die jeder Gerechtigkeit ins Gesicht schlagen und feste schließlich seinem Tun die Krone auf, dadurch, daß er ein regelred)tes Tor nicht anerkannte. Endlich pfifs er das Spiel 12 Minuten zu früh ab, unb als er auf diesen Fehler aufmerksam gemacht wurde, psiff er wicher an, obgleich sich nur 5 Spieler bom F. C. auf dem Plaße befanden, Unter diesen Umständen hätte er nach den Regeln das Spiel überhaupt nicht beginnen dürfen. Der in dieser Zeit gefällte Elimeter ent behrt damit jeder rechtlichen Grundlage. Es ist daher kein Wunder, daß der 1. F. C. unter diesen Umständen auf ein Weiterspielen verzichtete. Fa wird ihm niemand zumuten können, daß er ein sriches Theater noch weiter mitmachen konnte. Und nun kam das Schönste. Die Wisla inszenierte hinter dem Zaune des F. C.-Plaßes eine Siegesfeier. zu der man alle Vorbereitungen schon vorher getroffen haben mußte; so gut war sie organisiert. Sogar eine Kapelle war zur Stelle, die das Pilsudski-Lied intonierte. Es folgte dann das Hochleben-lossen der Torschüßen und des Schiederichters (!!): allerdings hatte die Wisła allen Grund, diesem Herrn ihren Dant abzustatten, sie steht sicherlich tief in seiner Schuld. Schließlich zug der Krakauer Klub mit seinem Anhang unter Rorantritt der Kapelle zum "Christlichen Hospiz", um dort den Sieg zu seiern, Wie man hört, soll es da noch zu Ausschrei tungen gekommen sein.

Alles in allem waren die gestrigen Vorfälle ein sehr trauriges Kapitel im polnischen Fußballsport, das davon zeugt, daß der 1. F. C. für den polnischen Meistertitel niemals in Frage kommen wird. Unter diesen Umständen ist die Austragung einer polnischen Fußballmeisterschaft zu einer Farce geworden, die mit dem Begriff des Sports (dem besten Sieg und der Meisterschaft) so gut wie gar nichts zu tun hat.

Wie wir erfahren, werden die Kattowitzer gegen das Spiel Protest einlegen. Die Wisła hat mit diesem „Siege“ drei Punkte Vorsprung in der Tabelle, die zu ihrem Siege in der Landesliga-Meisterschaft reichen dürften. Allerdings kann davon, daß der Krakauer Klub schon jetzt polnischer Landesmeister ist, wie irrtümlich eine deutsch-oberschlesische Zeitung heute berichtet, noch gar keine Rede sein, denn die Spielfolge ist noch lange nicht zu Ende. Die Wisła hat noch gefährliche Gegner zu überwinden, ehe sie diesen Titel erringt.

War dem 1. F. C. ein sportlicher Erfolg nicht beschieden, so war sein finanzieller Erfolg doch ein außerordentlich guter. Gegen 15.000 Zuschauer mögen gestern die Hänge des F. C.-Platzes belagert haben, und die Einnahme wird wohl endlich den Kattowitzer Klub in die Lage versetzen, sein seit langem gehegtes Projekt des Baues eines neuen Sportplatzes in die Tat umzusetzen. So bleibt dem 1. F. C. wenigstens ein Trost – und sicherlich ein nicht unbedeutender.

Der Ausmarsch der Massen. Große Ereignisse werfen ihre Schatten immer voraus. So kam es auch diesmal. Schon am frühen Morgen kamen die Krakauer Züge vollkommen überfüllt an, und in den Straßen sah man viele fremde Gesichter. Auch die deutsch-oberschlesischen Fußballanhänger waren sehr zahlreich vertreten. Überall bildete das Zusammentreffen des 1. F. C. und der Wisła einen sehr ausgiebigen Gesprächsstoff. Gegen 1 Uhr setzten die Wanderungen nach dem F. C.-Platz ein. Die Ausstellung bildete ein Hindernis, um einen geraden Weg nach dem Platz einzuschlagen. Notgedrungen mußte man den Weg durch den Südpark nehmen, dessen Rasenflächen trotz sorgfältiger Bewachung schwer beschädigt wurden.

Autos über Autos jagten heran und der Autopark vor der Ausstellung wies eine derartige Frequenz auf, wie er es wohl in diesen Lagen noch nicht erlebt hat. Katastrophal war das Gedränge in der Straßenbahn. Vor den Maschinen entwickelten sich regelrechte Menschentrauben beim Einsteigen. Die Polizei war diesmal auf dem Posten und verhinderte das Schlimmste.

Trotzdem waren die Trittbretter fast sämtlicher Bahnen stark besetzt und die armen Schaffner hatten ihre liebe Not, um zu ihrem Gelde zu kommen.

Vor dem 1. F. C.-Platz nahm der Menschenauslauf immer mehr zu. Die Kontrolle an der Kasse funktionierte, und auf dem Platze selbst klappte die Organisation, trotzdem sie unter den widrigsten Umständen zu arbeiten hatte, ausgezeichnet. – In anerkennenswerter Weise hatte sich auch diesmal der Vorstand des 1. F. C. in den Dienst der guten Sache gestellt und bemühte sich um die Presse und Ehrengäste. Ein ausreichendes Polizeiaufgebot sorgte an den verschiedenen Stellen des Platzes für Ordnung und hielt die Fanatiker beider Seiten in Schach. Damit waren wenigstens in dieser Hinsicht alle Voraussetzungen für eine einwandfreie Abwicklung des Spieles gegeben.

Das Spiel kann beginnen.

Eben hatten zwei Jugendmannschaften sich in redlichster Weise bemüht, den Gedanken des Fußballspiels in seinen schönsten Seiten zu propagieren und hatten eine Viertelstunde vor Beginn des großen Kampfes mit dem üblichen Sportgruß den Platz verlassen. Die Spannung unter den Zuschauern erreichte ihren Höhepunkt. Da erschien 5 Minuten vor 3 Uhr die Wisła mit ihren bekannten rot-weißen Schleifen. Beifall, Probeschüsse, Photographieren. Um Punkt 3 Uhr erschien der 1. F. C., schwarz-weiß mit blauen Strümpfen. Leichtes Training, jeder probiert den Ball und der Trainer gibt seinen Lieben die letzten Anweisungen. Indessen ist auch der Schiedsrichter Hanke-Loba auf dem Platz erschienen. Drei Pfiffe führen die Platzwahl herbei. Börlin I und Reimann begeben sich zur Mitte. Wisła gewinnt das Los, und der 1. F. C. hat Anstoß.

Die Mannschaften spielen in folgender Aufstellung:

Wisła: Folga – Kotlarczyk I und II, Czullak, Balzer – Pychowski, Skrynkiewicz – Makowski, Adamek, Reimann III, Reimann I.

1. F. C.: Görlitz II – Pohl, Heidenreich – Wylezol, Wieczorek, Bischoff – Kossok I, Geißler, Görlitz I, Jonczyk, Joschke.

Die Wisła also in stärkster Aufstellung, während der 1. F. C. ohne seinen erfolgreichen Halblinken Kossok II spielen muß. Heidenreich gibt nach seiner Krankheit wieder sein Debut.

Acht Minuten nach 3 Uhr stößt Görlitz an. Beide Parteien sind sehr nervös, und das Spiel steht auf keiner besonderen Stufe. Heidenreich hat gleich Gelegenheit, zu beweisen, daß er seine alte Form erreicht hat. Nach einigen Angriffen des 1. F. C. kommt die erste gefahrvolle Situation vor dem Tore der Kattowitzer. Wieczorek köpft aus größerer Entfernung dem Tormann Görlitz den Ball in die Hände, womit die Gefahr beseitigt ist. Im F. C.-Sturm macht sich eine Zusammenhanglosigkeit sondergleichen bemerkbar. Es fehlt der ruhende Pol Kossok II, der bisher gegen die Wisła immer der erfolgreichste Mann gewesen ist. Die Außen der Kattowitzer erreichen die zugespielten Bälle nicht und vergeben damit die günstigsten Gelegenheiten. Schließlich hat einmal Geißler den Ball schußgerecht am Bein, da wird er im letzten Moment gehindert. Eine einheitliche Aktion des F. C.-Angriffs will und will nicht zustande kommen. Dagegen arbeitet der Läufer und die Verteidigung einwandfrei. Auch die Wisła hat längst nicht die Form erreicht, die man von ihr vom letzten Spiel gegen Ruch gewohnt ist. Ausgezeichnet arbeitet Wylezol, der seinen gefährlichen Flügel Adamek blendend im Schach hält.

Schließlich bekommt einmal Kossok I den Ball freistehend. Er schießt, doch wird der Ball abgelenkt. In der 12. Minute erzielt der F. C. seine erste und in der 15. Minute seine zweite Ecke. Die Kattowitzer haben die Führung. Das Spiel bewegt sich fast dauernd in der Wisła-Hälfte. Eine gute Flanke Kossoks streicht am Kasten der Krakauer entlang, und dann rettet einmal Folga im letzten Moment vor dem anstürmenden Görlitz.

Die Wisła fängt nun mit dem Holzen an, und ganz besonders zeichnet sich hier Reimann I aus, der es versteht, in versteckter Weise, ohne daß es der Schiedsrichter merkt, zunächst Görlitz durch einen Tritt in die Hüfte und darauf Jonczyk „unschädlich zu machen“. In der 26. Minute muß Jonczyk den Platz verlassen, während Görlitz nur als Statist auf dem Rechtsaußenposten weiter mitwirken kann.

Ein Durchbruch von Adamek wird im letzten Moment von Görlitz unterbunden. Eine gefährliche Situation entsteht bald darauf vor dem Wisła-Tor, wo Geißler Folga den Ball aus der Hand schlägt, der jedoch von einem Verteidiger nach vorn befördert wird.

Die Wisła erzielt in der 28. Minute ihre erste Ecke. Ein stolpernder Durchbruch aus Abseitsstellung von Adamek landet im Aus. Reimann I zeichnet sich wiederum dadurch aus, daß er den hochgesprungenen Wieczorek unterläuft. Der gefährlich aussehende Sturz des F. C.-Mittelläufers geht jedoch noch glücklich vonstatten. Kossok II ist zu langsam, wiederum wird ihm zwei Meter vor dem Tor in guter Stellung der Ball weggenommen.

Die Wisła-Spieler „marschieren“ in ihrer altbekannten Weise, legen sich bei dem leisesten Zusammenprall auf den Boden und rufen den Schiedsrichter laut um Hilfe. Das Publikum amüsiert sich köstlich.

Halbzeit 0:0.

Als die Wisła einsah, daß sie unter diesen Umständen zu einem einwandfreien Erfolge nicht kommen konnte, wurde die Sache nun auf eine andere Weise zu „drehen“ versucht. Der Schiedsrichter, der bis dahin wirklich gefallen konnte, fiel nun vollkommen um. Es folgten nun vier Fehlentscheidungen hintereinander. Günstige Aktionen des 1. F. C. wurden durch Abseitsentscheidungen unterbunden. Fouls der Wisła-Spieler wurden dadurch „geahndet“, daß man Strafstöße gegen die Kattowitzer gab.

Die Wisła, dadurch ermutigt, setzt jetzt Dampf auf und hat nun mehr vom Spiele. Adamek ist durchgebrochen, Görlitz läuft ihm entgegen. Die hereingegebene Flanke verpaßt aber der vollkommen freistehende Czullak. Dann kommt das erste Tor für die Wisła. Nach einem Geplänkel vor dem F. C.-Tor wird der Ball an Adamek gegeben, der einflankt, so daß der vollkommen freistehende Krakauer Halbrechte aus 3 Meter Entfernung einschießen kann. 10. Minute: 1:0 für Wisła.

Wütende Gegenangriffe des 1. F. C. setzen ein. Joschke vorschnell schießt scharf ganz knapp am Pfosten vorbei. Die Wisła drängt weiter. Plötzlich, in der 19. Minute, läuft der freistehende Reimann I durch und kann trotz Behinderung aus ganz kurzer Entfernung verwandeln. 2:0 für Wisła. Reimann I wird bald darauf „beruhigt“. Überraschend schnell steht er wieder auf und ist vollkommen einsatzfähig.

In der 26. Minute der zweiten Halbzeit kommt dann das tragische Ende. Bei einem Gedränge vor dem Wisła-Heiligtum schießt Joschke zweimal hintereinander aus größerer Entfernung aufs Tor. Das erste Mal wird der Ball abgewehrt, der zweite Ball geht dem Torwächter aus den Händen oben unter die Latte. Der Torwächter fängt ihn zwar, dreht sich aber mit ihm hinter die Linie. Das Publikum ruft: „Tor!“. Der Schiedsrichter gibt jedoch Freistoß wegen eines angeblichen Abseits.

Der Skandal ist perfekt. Die tausendstimmigen Rufe „Tor! Tor!“ wollen nicht aufhören. „Schiebung, Schiebung, Schiebung!“, tönt es aus den hinteren Reihen. Die Vorstellungen des Linienrichters und des Vorstandes des 1. F. C. haben keine Wirkung. Der Schiedsrichter will das Tor nicht anerkennen, das – wie alle sagen – vollkommen regelrecht war und auch vom sehr objektiven Publikum als solches angesehen wird. Selbst Wisła-Anhänger stürmen das Spielfeld und können nur mit Mühe von der inzwischen angerückten Polizei zurückgedrängt werden.

Nach einer Unterbrechung von ungefähr 5 Minuten geht das Spiel weiter. Plötzlich pfeift, wie schon oben erwähnt, Hanke 12 Minuten vor Schluß ab. Er hat sich in der Zeit geirrt. Die F. C.-Mannschaft hat indessen den Platz verlassen. Nur einige Leute befinden sich noch auf dem Fußballfeld. Auf seinen Fehler aufmerksam gemacht, pfeift der Schiedsrichter das Spiel wieder an, obwohl der größte Teil der F. C.-Mannschaft sich noch im Umkleideraum befindet. Joschke nimmt irrtümlich den Ball in die Hand, worauf der Unparteiische Elfmeter gibt.

Die F. C.-er erkennen das Spiel als noch nicht regelrecht begonnen an, ziehen aus dieser Handlungsweise des Schiedsrichters die Konsequenzen und verlassen den Platz. Schiedsrichter und Wisła-Mannschaft bleiben bis zum Ablauf der regulären Spielzeit am Platze; in der 45. Minute pfeift Hanke Schluß. Die Wisła bringt ihren Sportgruß aus. Das Spiel ist zu Ende.

Die Mannschaften.

Der 1. F. C. konnte gestern nur in seiner Hintermannschaft befriedigen. Sie erledigte sich ihrer schweren Aufgabe zur vollsten Zufriedenheit, und wenn jemand noch ein Sonderlob verdient, so ist es der fleißige Wylezol und die Verteidigung, die haushoch über ihrem Gegner standen. Ein einwandfreies Bild von dem Können des F. C.-Sturmes läßt sich unter den gegebenen Umständen (Verlust zweier Spieler) nicht machen. Geißler war der Agilste, wurde aber sehr scharf bewacht. Ohne die beiden verletzten Spieler wäre der Sieg der Wisła durchaus nicht sicher gewesen. Und mit Kossok II auf dem halblinken Posten wären die Krakauer einer Niederlage bestimmt nicht entgangen.

Natürlich war die Wisła von gestern nicht auf der Höhe. Vielleicht lag es an der Nervosität des Spielers, vielleicht an der Tüchtigkeit des Gegners. Besonders fiel auf, daß der Mittelläufer Kotlarczyk I nicht das Spiel führte, das man sonst von ihm gewohnt ist. Auch Reimann I im Sturm und Adamek kamen lange nicht so zur Geltung wie in den bisher gesehenen Spielen. Balzer war mit seinen schnellen Läufen vielleicht noch der erfolgreichste. Dagegen enttäuschte der Halblinke Czurllak sehr, der sich in endlose Dribbeleien einließ und die fließende Kombination des Wisła-Angriffs in sträflicher Weise unterband. Die Verteidigung konnte mit der der Kattowitzer keinen Vergleich aushalten und wäre mit dem vollen 1. F. C.-Sturm sicherlich überrannt worden. Folga im Tor war zuverlässig wie immer.

Der Schiedsrichter.

Der Schiedsrichter Hanke konnte, wie schon oben erwähnt, nur in der ersten Halbzeit gefallen. In der zweiten Halbzeit war er eine Katastrophe. Seine absichtlichen oder unabsichtlichen Fehlentscheidungen waren dermaßen plump ausgewählt, daß man sich wundern muß, daß sich ein Schiedsrichter von dem Rufe Lodz zu einer so unwürdigen Handlungsweise verleiten ließ. In Oberschlesien ist Hanke mit diesem Spiel als Schiedsrichter erledigt. Es ist bestimmt da etwas nicht in Ordnung gewesen. Diesen Eindruck haben wohl alle Zuschauer mit nach Hause genommen.


Walka nierównymi siłami.

To, czego zawsze się obawialiśmy, ziściło się wczoraj, w niedzielę. Dyskryminacja 1. F.C. w rozgrywkach ligowych, która w ostatnim czasie dawała się już kilkakrotnie ukrycie odczuć, ujawniła się w tym meczu tak jawnie, że musiał to zauważyć nawet ślepiec. Zdaniem kierownictwa ligi najwyraźniej klub z Katowic zbliżył się zbyt niebezpiecznie do szczytu tabeli, a ponieważ ostatnio zagrażał nawet prowadzącej Wiśle, próbowano teraz wszystkiego, aby zapobiec „najgorszemu“. To, że nie zawsze posługiwano się przy tym uczciwymi środkami, było całkiem oczywiste. Sięgnięto po nieczyste machinacje – i oto, udało się.

Wczorajsze „zwycięstwo“ Wisły – jeśli w ogóle można o takim mówić – zostało osiągnięte w sposób daleki od pozbawionego zarzutów. Każdy, kto ma w sobie choć odrobinę obiektywizmu i rozumie coś z piłki nożnej, będzie musiał to przyznać. Głos ludu, który po wspomnianych decyzjach dał się słyszeć w sposób niedwuznaczny, nie pozostawił u nikogo wątpliwości, że nie działo się to tutaj w zgodzie z zasadami.

Z tego punktu widzenia trzeba rozpatrywać mecz jako podzielony na dwie wyraźnie oddzielone połowy: w pierwszej sędzia zachował swoją bezstronność (I połowa), w drugiej natomiast „przebudził się” (II połowa). Przed przerwą Hanke naprawdę nie dawał powodów do skarg i wszyscy liczyli na bez zarzutu przeprowadzenie spotkania. Po przerwie łodzianin nie był jednak do poznania. Popełnił kolejno cztery błędne decyzje, które każdej sprawiedliwości w twarz wymierzają policzek, a w końcu uwieńczył swoje postępowanie tym, że nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. Wreszcie odgwizdał koniec meczu 12 minut za wcześnie, a gdy zwrócono mu uwagę na ten błąd, wznowił grę, mimo że na boisku znajdowało się już tylko pięciu graczy F.C. W takich okolicznościach zgodnie z przepisami w ogóle nie wolno mu było zaczynać meczu. Podyktowany w tym czasie rzut karny pozbawiony jest więc jakiejkolwiek podstawy prawnej. Nic więc dziwnego, że 1. F.C. w tych warunkach odmówił dalszej gry. Nikt nie mógł od niego wymagać, aby brał udział w takim teatrze.

A potem nastąpiło najlepsze. Wisła urządziła za ogrodzeniem boiska F.C. uroczystość zwycięstwa, do której przygotowania musiały być poczynione już wcześniej – tak dobrze była zorganizowana. Nawet orkiestra była obecna i zagrała pieśń Piłsudskiego. Nastąpiło wznoszenie okrzyków na cześć strzelców bramek i sędziego (!!); rzeczywiście Wisła miała wszelkie powody, by temu panu złożyć podziękowania, z pewnością jest mu wiele winna. W końcu krakowski klub wraz ze swoim orszakiem, na czele z kapelą, pomaszerował do „Chrześcijańskiego Hospicjum”, aby tam świętować zwycięstwo. Jak się słyszy, miało tam jeszcze dojść do ekscesów.

Wszystko razem wzięte, wczorajsze wydarzenia były bardzo smutnym rozdziałem w polskim futbolu, świadczącym o tym, że 1. F.C. nigdy nie będzie brany pod uwagę jako kandydat do mistrzostwa Polski. W tych okolicznościach rozgrywanie polskich mistrzostw piłkarskich stało się farsą, która z samym pojęciem sportu (najlepsze zwycięstwo i mistrzostwo) nie ma właściwie nic wspólnego.

Jak się dowiadujemy, katowiczanie zamierzają złożyć protest przeciwko temu spotkaniu. Wisła dzięki temu „zwycięstwu” ma trzy punkty przewagi w tabeli, co powinno wystarczyć jej do triumfu w mistrzostwach ligi krajowej. Jednak mowy być nie może o tym, że krakowski klub jest już teraz mistrzem Polski, jak błędnie podała dziś jedna niemiecko-górnośląska gazeta, bo rozgrywki wcale nie dobiegły końca. Wisła ma jeszcze do pokonania groźnych rywali, zanim sięgnie po ten tytuł.

Skoro 1. F.C. nie było dane osiągnąć sukcesu sportowego, to jednak sukces finansowy był nadzwyczajny. Około 15 tysięcy widzów oblegało wczoraj trybuny boiska F.C., a wpływy pozwolą wreszcie katowickiemu klubowi na realizację od dawna planowanego projektu budowy nowego stadionu. Tak więc 1. F.C. pozostaje przynajmniej ta pociecha – i to z pewnością niemała.

Wymarsz mas.

Wielkie wydarzenia zawsze rzucają swój cień z wyprzedzeniem. Tak było i tym razem. Już od wczesnego rana przyjeżdżały z Krakowa pociągi całkowicie przepełnione, a na ulicach widać było wiele obcych twarzy. Także niemiecko-górnośląscy sympatycy futbolu byli reprezentowani bardzo licznie. Wszędzie spotkanie 1. F.C. z Wisłą stanowiło niezwykle obfity temat rozmów. Około godziny pierwszej rozpoczęły się wędrówki na boisko F.C. Wystawa stanowiła przeszkodę, by obrać prostą drogę na stadion, więc trzeba było iść przez Park Południowy, którego trawniki – mimo starannej ochrony – zostały poważnie uszkodzone.

Samochód za samochodem pędził w kierunku wystawy, a parking przed nią przeżywał takie natężenie ruchu, jakiego dotąd chyba nigdy nie widział. Katastrofalne było także tłoczenie się w tramwajach. Przed wagonami tworzyły się prawdziwe ludzkie gromady przy wsiadaniu. Policja była tym razem na posterunku i zapobiegła najgorszemu.

Pomimo tego stopnie wejściowe niemal wszystkich wagonów były silnie oblegane i biedni konduktorzy mieli niemały kłopot, by zebrać należne opłaty.

Przed boiskiem 1. F.C. napływ tłumów stawał się coraz większy. Kontrola przy kasach działała sprawnie, a na samym stadionie organizacja funkcjonowała doskonale, mimo że trzeba było pracować w bardzo trudnych warunkach. – W uznania godny sposób także tym razem zarząd 1. F.C. oddał się w służbę dobrej sprawy i troszczył się o prasę oraz gości honorowych. Odpowiednia liczba policjantów czuwała w różnych miejscach stadionu nad porządkiem i trzymała w ryzach fanatyków obu stron. Tym samym przynajmniej pod tym względem spełnione zostały wszelkie warunki dla bezproblemowego przebiegu meczu.

Mecz może się rozpocząć.

Właśnie dwie drużyny juniorskie w najuczciwszy sposób starały się propagować ideę piłki nożnej w jej najpiękniejszym wymiarze i na kwadrans przed rozpoczęciem wielkiego spotkania opuściły boisko po tradycyjnym sportowym pozdrowieniu. Napięcie wśród publiczności osiągnęło szczyt. Na pięć minut przed godziną trzecią pojawiła się Wisła ze swymi znanymi biało-czerwonymi kokardami. Oklaski, próbne strzały, fotografowanie. Punktualnie o trzeciej zjawił się 1. F.C., w czarno-białych barwach z niebieskimi getrami. Krótka rozgrzewka, każdy próbuje piłkę, a trener udziela swoim ostatnich wskazówek. Tymczasem na boisku pojawił się także sędzia Hanke-Łódź. Trzy gwizdki wyznaczają wybór stron. Görlitz I i Reimann udają się na środek. Wisła wygrywa losowanie, a 1. F.C. ma rozpocząć grę.

Drużyny wystąpiły w następujących składach:

Wisła: Folga – Kotlarczyk I i II, Czullak, Balzer – Pychowski, Skrynkiewicz – Makowski, Adamek, Reimann III, Reimann I.

1. F.C.: Görlitz II – Pohl, Heidenreich – Wylezol, Wieczorek, Bischoff – Kossok I, Geißler, Görlitz I, Jonczyk, Joschke.

Wisła więc w najsilniejszym zestawieniu, podczas gdy 1. F.C. musiał grać bez swojego skutecznego lewego łącznika Kossoka II. Heidenreich, po chorobie, znów daje swój debiut.

Osiem minut po godzinie trzeciej rozpoczyna Görlitz. Obie strony są bardzo nerwowe i gra nie stoi na szczególnym poziomie. Heidenreich ma od razu okazję, by udowodnić, że odzyskał swoją dawną formę. Po kilku atakach 1. F.C. nadchodzi pierwsza groźna sytuacja pod bramką katowiczan. Wieczorek główkuje z dalszej odległości prosto w ręce bramkarza Görlitza, przez co niebezpieczeństwo zostaje zażegnane. W ataku F.C. daje się jednak zauważyć niespotykana niespójność. Brakuje spokojnego punktu oparcia – Kossoka II, który dotąd przeciw Wiśle zawsze był najskuteczniejszym zawodnikiem. Skrzydłowi katowiczanie nie dochodzą do podań i marnują tym samym najlepsze okazje. Wreszcie Geißler ma piłkę dogodną do strzału, lecz w ostatniej chwili zostaje powstrzymany. Zgranej akcji ofensywy F.C. za nic nie można się doczekać. Za to pomoc i obrona pracują bez zarzutu. Również Wisła nie osiągnęła jeszcze formy, do jakiej przyzwyczaiła w ostatnim meczu przeciw Ruchowi. Doskonale gra Wylezol, który swojego groźnego skrzydłowego Adamka świetnie trzyma w szachu.

Wreszcie Kossok I otrzymuje piłkę na czystej pozycji. Strzela, ale piłka zostaje zablokowana. W 12. minucie F.C. uzyskuje pierwszy, a w 15. minucie drugi rzut rożny. Katowiczanie prowadzą grę. Spotkanie toczy się niemal nieustannie na połowie Wisły. Dobra centra Kossoka przechodzi wzdłuż bramki krakowian, a chwilę później Folga ratuje w ostatniej chwili przed nacierającym Görlitzem.

Wisła zaczyna teraz grać ostro, a szczególnie wyróżnia się tu Reimann I, który potrafi w ukryty sposób, tak że sędzia tego nie zauważa, najpierw unieszkodliwić Görlitza ciosem w biodro, a potem Jonczyka. W 26. minucie Jonczyk musi opuścić boisko, podczas gdy Görlitz może dalej uczestniczyć w grze jedynie statystując, ustawiony na prawym skrzydle.

Przebój Adamka zostaje w ostatniej chwili powstrzymany przez Görlitza. Chwilę potem powstaje groźna sytuacja pod bramką Wisły, gdy Geißler wybija Foldze piłkę z rąk, lecz ta zostaje wybita do przodu przez jednego z obrońców.

Wisła uzyskuje w 28. minucie swój pierwszy rzut rożny. Nieporadny rajd Adamka ze spalonego kończy się na aucie. Reimann I znowu „wyróżnia się” tym, że podcina wyskakującego do góry Wieczorka. Groźnie wyglądający upadek środkowego pomocnika F.C. na szczęście kończy się bez następstw. Kossok II jest zbyt wolny – znów, choć ma świetną pozycję, piłka zostaje mu odebrana dwa metry przed bramką.

Piłkarze Wisły „maszerują” w swoim dobrze znanym stylu – przy najlżejszym starciu kładą się na ziemię i głośno wzywają arbitra na pomoc. Publiczność bawi się tym znakomicie.

Do przerwy 0:0.

Kiedy Wisła zrozumiała, że w takich okolicznościach nie zdoła odnieść czystego sukcesu, postanowiono „rozegrać sprawę” inaczej. Sędzia, który dotąd jeszcze potrafił się podobać, całkowicie się załamał. Nastąpiły cztery błędne decyzje z rzędu. Obiecujące akcje 1. F.C. były przerywane rzekomymi spalonymi. Faule graczy Wisły karano natomiast podyktowaniem rzutów wolnych przeciw katowiczanom.

Wisła, ośmielona tym, przyspiesza i teraz ma więcej z gry. Adamek przebija się, Görlitz wychodzi mu naprzeciw. Dośrodkowanie jednak mija całkowicie niepilnowanego Czullaka. Chwilę później pada pierwsza bramka dla Wisły. Po przepychance pod bramką F.C. piłka trafia do Adamka, który centruje, a całkowicie niekryty krakowski prawy łącznik z trzech metrów posyła ją do siatki. 10. minuta: 1:0 dla Wisły.

Wściekłe kontrataki 1. F.C. zaczynają się. Joschke strzela mocno i ostrożnie, piłka mija słupek o centymetry. Wisła jednak dalej naciska. Nagle, w 19. minucie, niepilnowany Reimann I przebija się i mimo przeszkadzania zdobywa bramkę z bardzo bliskiej odległości. 2:0 dla Wisły. Reimann I chwilę potem „pada”, ale zaskakująco szybko wstaje i okazuje się w pełni zdolny do gry.

W 26. minucie drugiej połowy dochodzi do tragicznego finału. W zamieszaniu pod bramką Wisły Joschke dwukrotnie z rzędu strzela z dystansu. Pierwszy strzał zostaje obroniony, drugi – wymyka się bramkarzowi z rąk, odbija się od poprzeczki i wpada wraz z nim za linię bramkową. Publiczność krzyczy: „Gol!”. Sędzia jednak odgwizduje rzut wolny z powodu rzekomego spalonego.

Skandal staje się faktem. Tysiące gardeł krzyczy: „Gol! Gol!”. Z tylnych rzędów niesie się: „Oszustwo! Oszustwo! Oszustwo!”. Protesty sędziego liniowego i działaczy 1. F.C. nic nie dają. Arbiter nie uznaje gola, który – jak twierdzą wszyscy – był całkowicie prawidłowy i nawet bezstronna publiczność go takim uznała. Nawet sympatycy Wisły wbiegają na boisko i mogą zostać odciągnięci dopiero dzięki interwencji policji.

Po około pięciominutowej przerwie gra zostaje wznowiona. Nagle, jak już wspomniano, sędzia Hanke odgwizduje koniec… 12 minut przed czasem. Pomylił się w rachubie. Drużyna F.C. opuściła już murawę, tylko kilku zawodników zostało na boisku. Uświadomiony o błędzie, arbiter ponownie daje znak do gry – choć większość katowiczan wciąż była w szatni. Joschke przez pomyłkę bierze piłkę w ręce, a bezstronny dyktuje rzut karny.

Katowiczanie uznają, że gra nie została prawidłowo wznowiona i wyciągają konsekwencje z takiego postępowania sędziego – opuszczają boisko. Arbiter i zawodnicy Wisły pozostają na murawie do upływu regulaminowego czasu; w 45. minucie Hanke kończy spotkanie. Wisła oddaje sportowy pozdrowieńczy okrzyk. Mecz dobiegł końca.

Drużyny.

1. F.C. mógł wczoraj zadowolić jedynie swoją defensywą. Wywiązała się ze swego trudnego zadania w pełni satysfakcjonująco, a jeśli ktoś zasługuje na szczególne wyróżnienie, to pracowity Wylezol i cała obrona, która górowała zdecydowanie nad przeciwnikiem. Nie można natomiast wyciągać jednoznacznych wniosków o sile ofensywy F.C., skoro drużyna straciła dwóch zawodników. Najbardziej ruchliwy był Geißler, ale pilnowano go bardzo uważnie. Bez dwóch kontuzjowanych graczy zwycięstwo Wisły wcale nie byłoby pewne, a gdyby na lewej połówce grał Kossok II, krakowianie zapewne nie uniknęliby porażki.

Wisła również nie zaprezentowała się na najwyższym poziomie. Być może winna była nerwowość zawodników, być może skuteczność rywala. Szczególnie rzucało się w oczy, że środkowy pomocnik Kotlarczyk I nie rozgrywał tak, jak zwykle to u niego bywa. Także Reimann I w ataku i Adamek nie potrafili się tak pokazać, jak w dotychczasowych meczach. Balzer, dzięki swoim szybkim rajdom, był może jeszcze najgroźniejszy. Natomiast lewy łącznik Czurllak zawiódł – wikłał się w niekończące dryblingi i w rażący sposób psuł płynność kombinacji ofensywy Wisły. Obrona Wisły nie mogła się równać z defensywą katowiczan i przy pełnym składzie ofensywy 1. F.C. zapewne zostałaby rozbita. Folga w bramce był jednak jak zwykle pewny.

Sędzia.

Sędzia Hanke mógł się podobać jedynie w pierwszej połowie. W drugiej był już katastrofą. Jego decyzje – czy świadome, czy nie – były tak rażąco jednostronne, że trudno uwierzyć, iż arbiter z renomą w Łodzi mógł sobie pozwolić na tak niegodne zachowanie. Na Górnym Śląsku Hanke jest tym meczem jako sędzia przekreślony. Na pewno coś tu nie było w porządku – takie wrażenie wynieśli zapewne wszyscy widzowie.



Kattowitzer Zeitung z 28 września 1927

Pressestimmen zum Spiel Wisla-1.F.C.

Komentarze prasowe po meczu Wisła-1.F.C.

Kattowitzer Zeitung, 28 września 1927
Das sonntägliche Spiel Wisła – 1. F. C. hat in der gesamten Presse ein lebhaftes Echo gefunden. Wir bringen im Folgenden eine ganze Reihe deutscher und polnischer Stimmen, die sich eingehend mit dem großen sportlichen Ereignis befassen:

Einen außerordentlich objektiven Bericht bringt die „Polonia“. Sie schildert die einzelnen Phasen des Kampfes, in dem der 1. F. C. in der ersten Halbzeit, und die Wisła in der zweiten Halbzeit das Übergewicht hatten. Sie gibt zu, daß Jonczyk (es war in Wirklichkeit Joschke) ein Kopftor erzielt hätte, das der Schiedsrichter nicht anerkannte. Als Grund für den Abbruch des Kampfes gibt sie die Unruhe im Publikum an. Sie wirft weiterhin dem 1. F. C. Unsportlichkeit vor, da er das Spiel nicht bis zum Ende durchgeführt hätte. Der Schiedsrichter Hanke hätte in der ersten Halbzeit gut fungiert, in der zweiten jedoch den Kopf verloren.

Der „Kurjer Codzienny“ lamentiert in der üblichen Weise wegen der angeblichen Rohheiten des brutalen Spiels des 1. F. C. und erklärt das Spiel mit 3:0 (Walkover) für die Wisła gewonnen, da die Mannschaft des 1. F. C. auf Aufforderung des Schiedsrichters, innerhalb von 5 Minuten auf dem Platz zu erscheinen, in unsportlicher Weise zum Weiterspielen nicht mehr angetreten sei. Er spricht von den Ovationen, die die Wisła auf den Straßen von seiten der Kattowitzer Bevölkerung erfuhr, verschweigt aber die Entrüstungsrufe, die allenthalben über die Krakauer Mannschaft wie den Schiedsrichter ertönten. Den Schluß des sehr umfangreichen Artikels bildet ein Appell an die Wisła-Mannschaft, in dem es heißt, daß sie noch drei sehr schwere Spiele vor sich habe, von denen das wichtigste das mit dem polnischen Meister Pogoń in Lemberg sei. Und erst dieses Treffen würde über den moralischen Sieger in der Landesliga entscheiden.

Die „Polska Zachodnia“ bringt über das Spiel gleich zwei räumlich vollkommen voneinander getrennte Artikel. In dem einen schreibt sie, sie hätte schon seit langem auf die Gefahren hingewiesen, die dem Schiedsrichter und der polnischen Mannschaft drohten. Zwei Kompanien Polizei, unter Mithilfe des Militärs und des sportlich wie kulturell erzogenen polnischen Publikums, hätten die Mannschaft und den Unparteiischen in Schutz genommen. Die Schuld an diesen Exzessen schiebt sie wie gewöhnlich der „Gazeta Kattowicka“ zu, die seit langem das Publikum in dieser Richtung beeinflusst habe. Gleiche Schuld treffe aber auch die „Polonia“, die auf Schritt und Tritt den 1. F. C. fördere und Lobeshymnen auf das Wohl dieser Mannschaft schreibe, die das deutsche Element in Oberschlesien repräsentiere. In einem besonderen Artikel beschäftigt sie sich mit den deutschen „Pfui“-Rufen und schiebt dem 1. F. C. die Verantwortung dafür zu.

Den Vogel an Ausfälligkeiten schießt die „Gazeta Robotnicza“ ab. In ihrem Artikel fährt sie fort mit dieser „Provokation“. Unter anderem fordert sie die Auflösung des 1. F. C. und behauptet, daß die Einnahmen bei diesem Spiele politischen Zwecken dienten, u. a. zur Finanzierung einer ganzen Masse von Klubs, die ohne Geld dastünden. Herr Ulitz sei persönlich erschienen, um die Minderheitsbanden anzuführen. Man müsse den Platz dem 1. F. C. wegnehmen und dem Komitee für körperliche Ertüchtigung zur Verfügung stellen. Der Artikel strotzt dermaßen von Gemeinheiten, daß es sich nicht lohnt, auf diese näher einzugehen.

Der „Oberschlesische Kurier“ findet nur ein Haar in der Suppe, nämlich daß die 73er Kapelle schon vor dem Spiele zur Feier des Siegers bestellt sein mußte, und fragt an: „Woher wußte man, daß Wisła Sieger wird?“

Der „Volkswille“ Kattowitz nimmt entschieden Stellung gegen die Unfähigkeit des Schiedsrichters Hanke und erklärt, daß er allmählich zu einer Katastrophe aufgelaufen sei. „Nach seinen früheren Leistungen“, so meint er wörtlich weiter, „schenkte man ihm das größte Vertrauen, er hat es aber nicht gerechtfertigt.“

Die „Ostdeutsche Morgenpost“ bringt ebenfalls in einem längeren Artikel einen Spielbericht, der u. a. die unsportlichen Eigenschaften der Wisła-Spieler und Hanke als unangenehmste Überraschung des Tages hervorhebt. Zwischendurch stellt sie ebenso wie der „Oberschlesische Kurier“ die Frage, woher die Wisła schon vor Spielbeginn wußte, daß sie Sieger bleiben würde. Ihre zum Schluß angeführte Behauptung, daß der Schiedsrichter Hanke-Łódź vom 1. F. C. besonders angefordert worden sei, weil man zu ihm aufgrund seiner früheren Leistungen das nötige Vertrauen gehabt habe, stimmt nicht. Der 1. F. C. hatte für dieses Spiel fünf Schiedsrichter angefordert, die alle von der Wisła abgelehnt worden sind. Hanke wurde eigens vom Schiedsrichter-Kollegium der Liga für die Leitung des Spieles bestimmt.

Der „Oberschlesische Wanderer“ bezeichnet als Grund allen Übels den Schiedsrichter Hanke-Łódź. Er erklärt, daß nur Eingeweihte wußten, daß Hanke trotz seiner bis dato gezeigten Qualitäten bei einem schweren Kampfe vollkommen die Nerven und damit das richtige Urteil verlieren würde. Und es kam auch so. Zunächst Fehlentscheidungen gegen beide Seiten, dann (vielleicht zufällig) gegen den Klub in der zweiten Hälfte. Den Becher des Unglücks voll machte das einwandfreie Tor des Klubs, das er als Abseits erklärte, obwohl 1000 Zeugen, sogar aus dem feindlichen Lager, dagegenstanden. Der Berichterstatter dieser Zeitung bezeichnet das vom 1. F. C. erzielte Tor als das regulärste Tor, das man sich überhaupt denken könne, und macht sich zum Schluß über die im voraus bestellte Musik lustig.

Die in Beuthen erscheinende „Oberschlesische Zeitung am Morgen“ rügt die allzu große Parteilichkeit des Schiedsrichters Hanke, der die Wisła-Mannschaft in der zweiten Halbzeit bevorzugte. Auch sie bezeichnet das vom F. C. erzielte Tor als regulär. Die Schuld an dem unglücklichen Ende des Spiels schreibt sie einzig und allein dem parteiischen Schiedsrichter zu.

Auf die in den heutigen polnischen Zeitungen erschienenen Angriffe auf die „Kattowitzer Zeitung“ lehnen wir es ab, weiter einzugehen, da diese sämtlich von rein politischen Tendenzen diktiert sind. Die polnische Presse versucht, die Vorwürfe der „Kattowitzer Zeitung“ gegen die Leitung der Liga mit mehr oder weniger Geschick, z. T. sogar mit an den Haaren herbeigezogenen Sachen zu entkräften. Wir bestehen nach wie vor auf den in unserer Montagsnummer aufgestellten Behauptungen und halten damit die Angelegenheit für endgültig erledigt.


Niedzielny mecz Wisła – 1. F. C. znalazł żywy oddźwięk w całej prasie. Poniżej przytaczamy szereg głosów niemieckich i polskich, które szczegółowo zajmują się tym wielkim wydarzeniem sportowym:

Bardzo obiektywną relację zamieściła „Polonia”. Opisuje ona poszczególne fazy spotkania, w którym w pierwszej połowie przewagę miał 1. F. C., a w drugiej Wisła. Przyznaje, że Jonczyk (w rzeczywistości Joschke) zdobył bramkę głową, której sędzia nie uznał. Jako powód przerwania meczu podaje zamieszki na trybunach. Równocześnie zarzuca 1. F. C. niesportowe zachowanie, polegające na tym, że nie dokończył gry. Sędzia Hanke miał dobrze prowadzić zawody w pierwszej połowie, lecz w drugiej całkowicie stracił panowanie.

„Kurjer Codzienny” natomiast w zwyczajowy sposób ubolewa nad rzekomymi brutalnościami w grze 1. F. C. i ogłasza wynik 3:0 (walkower) na korzyść Wisły, ponieważ drużyna katowicka – wezwana przez arbitra do stawienia się na boisku w ciągu 5 minut – w niesportowy sposób odmówiła dalszej gry. Gazeta pisze o owacjach, jakie Wisła otrzymała na ulicach ze strony ludności Katowic, ale przemilcza okrzyki oburzenia, jakie wszędzie rozlegały się pod adresem krakowskiej drużyny i sędziego. Artykuł kończy się apelem do zespołu Wisły, w którym podkreśla się, że ma ona jeszcze przed sobą trzy bardzo trudne mecze, z których najważniejszy to spotkanie z polskim mistrzem Pogonią we Lwowie. Dopiero ten pojedynek miałby rozstrzygnąć, kto jest moralnym zwycięzcą w lidze państwowej.

„Polska Zachodnia” zamieszcza na temat meczu aż dwa artykuły, całkowicie od siebie niezależne. W jednym z nich pisze, że już od dawna ostrzegała przed niebezpieczeństwami, które groziły sędziemu i polskiej drużynie. Dwie kompanie policji, przy współudziale wojska oraz sportowo i kulturalnie wychowanej polskiej publiczności, miały wziąć drużynę i arbitra w obronę. Winę za ekscesy gazeta zrzuca – jak zwykle – na „Gazetę Katowicką”, która od dawna miała w tym kierunku oddziaływać na publiczność. Równie winna jest jednak także „Polonia”, która na każdym kroku popiera 1. F. C. i wypisuje peany na cześć tej drużyny, reprezentującej element niemiecki na Górnym Śląsku. W osobnym artykule „Polska Zachodnia” zajmuje się też niemieckimi okrzykami „Pfui”, a odpowiedzialność za nie przypisuje 1. F. C.

Prym w napastliwości wiedzie jednak „Gazeta Robotnicza”. W swoim artykule idzie dalej w tonie „prowokacji”. Domaga się m.in. rozwiązania 1. F. C. i twierdzi, że dochody z tego meczu zostały przeznaczone na cele polityczne, m.in. na finansowanie całej masy klubów, które bez pieniędzy nie mogłyby istnieć. Pan Ulitz miał osobiście pojawić się na meczu, aby prowadzić „bandy mniejszościowe”. Gazeta konkluduje, że należy odebrać boisko 1. F. C. i udostępnić je Komisji Wychowania Fizycznego.

Artykuł jest tak naszpikowany insynuacjami, że nie warto szczegółowo się do nich odnosić.

„Oberschlesischer Kurier” znalazł tylko jedną „dziurę w całym”, mianowicie że orkiestra „73er Kapelle” została zamówiona jeszcze przed meczem, aby uczcić zwycięzcę, i pyta: „Skąd wiedziano, że zwycięży Wisła?”

„Volkswille” z Katowic stanowczo wystąpił przeciwko nieudolności sędziego Hanke i stwierdził, że stopniowo doprowadził on do katastrofy. „Na podstawie jego dotychczasowych występów” – pisał dalej dosłownie – „obdarzono go największym zaufaniem, ale tego zaufania nie usprawiedliwił.”

„Ostdeutsche Morgenpost” również zamieściła obszerniejszy artykuł ze sprawozdaniem z meczu, w którym m.in. podkreślono niesportowe zachowania zawodników Wisły oraz uznano Hanke za najprzykrzejszą niespodziankę dnia. Gazeta ta, podobnie jak „Oberschlesischer Kurier”, stawia pytanie: skąd Wisła jeszcze przed rozpoczęciem meczu wiedziała, że pozostanie zwycięzcą? Na końcu przytacza też twierdzenie, że sędzia Hanke z Łodzi został rzekomo specjalnie zażądany przez 1. F. C., ponieważ darzono go zaufaniem z racji wcześniejszych występów. To się jednak nie zgadza. 1. F. C. zgłosił pięciu sędziów do tego meczu, których wszystkich Wisła odrzuciła. Hanke został specjalnie wyznaczony do prowadzenia meczu przez kolegium sędziowskie ligi.

„Oberschlesischer Wanderer” jako źródło całego zła wskazuje sędziego Hanke z Łodzi. Twierdzi, że tylko wtajemniczeni wiedzieli, iż Hanke – mimo swoich dotychczasowych dobrych występów – w trudnym meczu całkowicie straci nerwy, a tym samym zdolność do wydawania prawidłowych ocen. I tak też się stało. Najpierw błędne decyzje przeciwko obu stronom, później (być może przypadkiem) w drugiej połowie na niekorzyść Klubu. Miarkę goryczy dopełniła sytuacja, gdy prawidłowo zdobyta bramka Klubu została przez niego uznana za spalonego, mimo że tysiąc świadków, nawet z obozu przeciwników, widziało inaczej. Sprawozdawca tej gazety określił gola zdobytego przez 1. F. C. jako najbardziej prawidłowego z możliwych, a na koniec wyśmiał orkiestrę zamówioną jeszcze przed meczem na uczczenie zwycięzcy.

Ukazująca się w Bytomiu „Oberschlesische Zeitung am Morgen” gani z kolei zbytnią stronniczość sędziego Hanke, który w drugiej połowie faworyzował Wisłę. Ona także uznaje bramkę F. C. za prawidłową. Całą winę za nieszczęśliwe zakończenie meczu przypisuje wyłącznie stronniczemu sędziemu.

Na ataki, które ukazały się dziś w polskich gazetach pod adresem „Kattowitzer Zeitung”, nie będziemy dalej odpowiadać, gdyż wszystkie są dyktowane wyłącznie względami politycznymi. Polska prasa stara się podważyć zarzuty „Kattowitzer Zeitung” wobec kierownictwa ligi z większym lub mniejszym powodzeniem, czasem nawet za pomocą całkowicie naciąganych argumentów. My natomiast w pełni podtrzymujemy twierdzenia zamieszczone w naszym poniedziałkowym numerze i uznajemy sprawę za ostatecznie zakończoną.



Kattowitzer Zeitung z 29 września 1927

Der 1. F. C. protestiert.

1. F. C. składa protest.

Kattowitzer Zeitung, 29 września 1927
Wie wir erfahren, ist indessen der Protest des 1. F. C. gegen das Spiel Wisła – 1. F. C. an die Landesliga abgegangen. Es wird interessant sein, zu erfahren, wie sich die Leitung der Landesliga zu dieser Angelegenheit stellen wird. Gleichzeitig wird bekannt, dass der Protest des 1. F. C. gegen das Spiel Touristen Łódź – 1. F. C., wie vorauszusehen, abgelehnt wurde.

Jak się dowiadujemy, protest 1. F. C. przeciwko meczowi Wisła – 1. F. C. został skierowany do władz Ligi Krajowej. Ciekawe będzie zobaczyć, jakie stanowisko w tej sprawie zajmie kierownictwo ligi. Jednocześnie ogłoszono, że protest 1. F. C. dotyczący meczu Turyści Łódź – 1. F. C. został, jak można było przewidzieć, odrzucony.



Der Oberschlesische Kurier z 25 września 1927

Landesliga-Meisterschaften. Wisła-Krakau 1. F. C. Kattowitz.

Mistrzostwo Ligi Państwowej. Wisła Kraków - 1.F.C. Katowice

Der Oberschlesische Kurier, 25 września 1927


Der Oberschlesische Kurier z 27 września 1927

Der Oberschlesische Kurier, 27 września 1927


Volkswille z 27 września 1927

1. F. C. Kattowiz Wisla Krakau 0:2

Die größte Sportsensation in Polen. - Unsähigkeit des Schiedsrichters endet mit Spielabbruch. 20 000 Zuschauer. Ein schwaches Spiel.


1. F.C. Katowice Wisła Kraków 0-2 Największy skandal sportowy w Polsce. - Niekompetencja sędziego doprowadziła do przerwania meczu. 20 000 widzów. Słaby mecz.

Volkswille, 27 września 1927
Lange vor Spielbeginn pilgerten unendliche Menschenmassen zu dem großen Treffen der beiden Spitzenkandidaten 1. F. C. gegen Wisła auf den 1. F. C.-Platz. Endlos schien die Schlange der Autos und Droschken, die sich im Schneckentempo bis in die Nähe des Südparks durchkämpften. Ein seltenes Bild bot sich an den Kassen. Polizei zu Pferde und zu Fuß, etwa 200 Mann stark. Vorsorglicherweise mußte der 1. F. C. zu solcher Maßnahme greifen, da einige polnische Zeitungen das Spiel weniger von der sportlichen Seite, sondern mehr vom politischen Standpunkt aus beschrieben. Diese Vorsicht erwies sich als berechtigt, da im Verlauf der zweiten Halbzeit eine Anzahl von Wisła-Anhängern auf das Spielfeld kamen, um den Schiedsrichter und die Spieler zu beeinflussen. Nur der vorbildlichen Ruhe der Zuschauer ist es zu verdanken, daß es nicht zu Ausschreitungen kam. Viele unter den Zuschauern wußten gar nicht, wie ein Fußballspiel aussieht, sie kamen nur, um zu sehen, wie die „Hakatisten" verlieren mußten. Der Vorfall wäre vermieden worden, wenn der Schiedsrichter das völlig einwandfrei vom

F. C. erzielte Tor anerkannt hätte. Von diesem Zeitpunkt an verlor der Schiedsrichter die nötige Ruhe und lief zur vollen „Katastrophe" aus. Erst nach langen Debatten und Verhandlungen gab er statt Tor „Abstoß“ wegen Abseits. Kurz darauf pfiff er wiederum. Spieler sowie Publikum waren sich nicht klar, warum, bis zu aller Erstaunen der Schiedsrichter auf die Elfmetermarke des 1. F. C. verwies. Nachdem wieder ein paar Minuten mit Verhandlungen vergingen, erklärte der Schiedsrichter das Spiel für beendet, trotzdem noch 18 Minuten zu spielen waren. Da aber die Zuschauer damit nicht einverstanden waren, pfiff er das Spiel noch einmal an. Doch es kam zu keiner Einigung und der 1. F. C. verließ den Platz.

Jetzt kommt der Knalleffekt. Daraufhin serenierte die Musikkapelle des 73. Infanterie-Regiments den Sieger Wisła durch Blasmusik und Tanzaufzug. Woher wußte man denn vor dem Spiel, daß Wisła Sieger bleiben wird? Ob sie auch gespielt hätten, wenn der 1. F. C. gewonnen hätte! Dem ganzen Spielverlauf nach hätte der 1. F. C. siegen müssen, da er eine leichte Überlegenheit hatte. Das Spiel selbst brachte als Überraschung das bessere Zusammenarbeiten der Kattowitzer. Leider kamen bereits nach etwa 30 Minuten Spielzeit Verletzungen vor, wodurch sie im weiteren Spielverlauf nur als Statisten mitwirken konnten. In der ersten Halbzeit mußte der 1. F. C. eine Zeitlang mit neun, ja sogar mit acht Mann spielen. Ein selten großes Spiel zeigte die Läuferreihe des 1. F. C. Reimann (Wisła), der ein fast brutales Spiel zeigte, fand in Wieczorek seinen Meister. Auch die Verteidigung der Kattowitzer mit Görlitz im Tor war dem Gegner überlegen. Die Wisła-Elf besteht aus prächtigen Fußballfiguren. Aber bei fast allen Spielern haften unsportliche Eigenschaften an.

Hanke, Łódź, der Held des Tages, beginnt um 1/2 4 Uhr mit der Auslosung. Der 1. F. C. hat Anstoß, der abgefangen wird. Doch auch die Angriffsaktionen der Krakauer verlaufen ergebnislos. Vom ersten Augenblick an verfolgt das Publikum das Spiel in atemloser Ruhe. Eine gefährliche Situation rettet Wieczorek durch Zurückspielen des Balles an den Tormann. Die ganze erste Halbzeit drängt der 1. F. C., läßt aber die günstigsten Gelegenheiten aus. Wie schon erwähnt, zeichnet sich Reimann durch andauernde Holzereien aus, die aber vom Schiedsrichter gar nicht geahndet werden. Prächtig spielte die Läuferreihe des 1. F. C., die die Wisła-Flügelmänner gar nicht zur Entfaltung kommen ließ.

Nach der Pause zieht Wisła mächtig nach vorn, beginnt auch gefährliche Angriffe, die in der 20. Minute zum ersten Tor führen. Der Rechtsaußen Adamek hat im schnellen Tempo den Ball vors Tor gebracht und flach an dem herauseilenden Görlitz vorbei, so daß Czulak mühelos einschießen kann. Den zweiten Erfolg erzielte die Wisła durch Reimann, der mehrere Mann umspielte und unhaltbar einschießen konnte. Kurz darauf erzielte der 1. F. C. ein Tor, das der Schiedsrichter aber nicht anerkennen will. Hierauf wurde das Spiel abgebrochen. Eine Kompagnie Polizei mit Kavalleristen sicherte das Spielfeld, damit der Schiedsrichter sowie der zweifelhafte Sieger Wisła heil den Platz verlassen konnten.

Hanke, Łódź, der Schiedsrichter, befand sich in Hochform, denn er lief zur „Katastrophe“ aus. Nach seinen früheren Leistungen schenkte man ihm das größte Vertrauen, er hat es nicht gerechtfertigt.


Na długo przed rozpoczęciem meczu nieprzeliczone tłumy ludzi ciągnęły na wielkie spotkanie dwóch czołowych kandydatów F. C. i Wisły – na boisko 1. F. C. Niekończący się wydawał się sznur samochodów i dorożek, które w żółwim tempie przepychały się aż w okolice Parku Południowego. Rzadki widok prezentowały kasy biletowe. Policja konna i piesza, w sile około 200 ludzi. 1. F. C. musiał podjąć takie środki ostrożności, ponieważ niektóre polskie gazety przedstawiały mecz mniej od strony sportowej, a bardziej z politycznego punktu widzenia. Ostrożność ta okazała się uzasadniona, gdyż w trakcie drugiej połowy na boisko wtargnęła grupa zwolenników Wisły, aby wywierać presję na sędziego i zawodników. Jedynie wzorowa postawa i spokój widzów sprawiły, że nie doszło do zamieszek. Wielu spośród publiczności w ogóle nie wiedziało, jak wygląda mecz piłkarski – przyszli tylko po to, aby zobaczyć, jak „Hakatystów” spotka porażka. Do incydentu nie doszłoby, gdyby sędzia uznał całkowicie prawidłową bramkę zdobytą przez 1. F. C. Od tego momentu arbiter stracił jednak potrzebny spokój i popadł w całkowitą „katastrofę”. Dopiero po długich debatach i pertraktacjach orzekł zamiast gola „odrzut” (wykop od bramki) z powodu spalonego. Wkrótce potem ponownie zagwizdał. Ani zawodnicy, ani publiczność nie wiedzieli dlaczego, aż ku ogólnemu zdumieniu sędzia wskazał na punkt karny przeciwko 1. F. C. Po kolejnych minutach dyskusji arbiter ogłosił zakończenie meczu, choć do końca pozostawało jeszcze 18 minut gry. Ponieważ widzowie nie godzili się na takie rozstrzygnięcie, ponownie dał sygnał do gry. Jednak do porozumienia nie doszło i 1. F. C. opuścił boisko.

Teraz nadchodzi punkt kulminacyjny. Orkiestra wojskowa 73. pułku piechoty uświetniła zwycięstwo Wisły marszami i występem tanecznym. Skąd jednak było wiadomo jeszcze przed meczem, że Wisła zostanie zwycięzcą? Czy także by grali, gdyby wygrał 1. F. C.? Patrząc na cały przebieg spotkania, to 1. F. C. powinien był zwyciężyć, ponieważ miał lekką przewagę. Sam mecz przyniósł niespodziankę w postaci lepszej współpracy drużyny katowickiej. Niestety, już po około 30 minutach gry doszło do kontuzji, przez co w dalszej części spotkania mogli występować jedynie w roli statystów. W pierwszej połowie 1. F. C. musiał przez pewien czas grać w dziewiątkę, a nawet w ósemkę. Na szczególnie wysokim poziomie zaprezentowała się linia pomocy 1. F. C. Reimann z Wisły, który grał niemal brutalnie, trafił na swojego mistrza w osobie Wieczorka. Także defensywa katowiczan z Görlitzem w bramce przewyższała rywali. Drużyna Wisły składa się z wspaniałych piłkarskich postaci. Jednak u prawie wszystkich jej zawodników dają się zauważyć cechy niesportowe.

Hanke z Łodzi, bohater dnia, rozpoczął o godz. 1/2 do 16 losowanie. 1. F. C. miał rozpocząć grę, lecz jego atak został zatrzymany. Także akcje ofensywne krakowian kończyły się bez rezultatu. Od pierwszych chwil publiczność śledziła mecz w pełnym napięciu. Groźną sytuację uratował Wieczorek, odgrywając piłkę do bramkarza. Całą pierwszą połowę napierał 1. F. C., ale nie wykorzystał najkorzystniejszych okazji. Jak już wspomniano, Reimann wyróżniał się nieustanną grą faul, co jednak w ogóle nie było karane przez sędziego. Znakomicie grała linia pomocy 1. F. C., która nie pozwalała skrzydłowym Wisły na rozwinięcie akcji.

Po przerwie Wisła ruszyła mocno do przodu i zaczęła stwarzać groźne sytuacje, które w 20. minucie przyniosły pierwszego gola. Prawoskrzydłowy Adamek w szybkim tempie poprowadził piłkę pod bramkę, zagrał płasko obok wychodzącego Görlitza i Czulak mógł bez trudu wbić ją do siatki. Drugie trafienie dla Wisły zdobył Reimann, który minął kilku zawodników i strzelił nie do obrony. Wkrótce potem 1. F. C. strzelił bramkę, której jednak sędzia nie uznał. Wówczas mecz został przerwany. Kompania policji wraz z kawalerią zabezpieczała boisko, aby sędzia oraz wątpliwy zwycięzca, Wisła, mogli bezpiecznie je opuścić.

Sędzia Hanke z Łodzi był w najwyższej „formie”, gdyż doprowadził do „katastrofy”. Po jego dotychczasowych dobrych występach obdarzono go wielkim zaufaniem, czemu jednak nie zadośćuczynił.



Sporttagblatt z 29 września 1927

Wisła Ligameister von Polen.

Wisła mistrzem ligi Polski.

Sporttagblatt, 29 września 1927
Die alten Vereine im Hintertreffen. Krakau, 25. Sept. (Von unserem Korrespondenten.)

In Kattowitz fiel Sonntag die Entscheidung in der ersten Ligameisterschaft von Polen. Wisła siegte in einem grandiosen Kampfe gegen den I. F. C. Kattowitz mit 3:0 Toren und sicherte sich mit diesem Siege den ersten Meistertitel in der Ligameisterschaft. Die Krakauer befinden sich derzeit in einer derart blendenden Verfassung, daß sie diese Auszeichnung wohl vollauf verdienen. Ein Sprung von begeisterten Wisła-Anhängern begleitete die Mannschaft nach Kattowitz und gestaltete die ganze Veranstaltung zu einem wahren Triumphzug für die Kratauer Weißiterne. Kralau aber hat endlich wieder eine Meistermannschaft, da Pogon, ber ben seltenen Relord aufstellte, die Meisterschaft durch fünf aufeinanderfolgende Jahre zu gewinnen, heuer feineswegs mit glänzenden Leistungen auswarten konnte. Auch bei Pogon zeigt es sich eben, daß man mit denselben Kräften nicht in sieben Meisterschaften starten kann. Die Stars sind überspielt, und es sehlt dem Altmeister an entsprechendem Nachwuchs.


Stare kluby pozostają w tyle.

Kraków, 25 września. (Od naszego korespondenta.) W Katowicach zapadło w niedzielę rozstrzygnięcie pierwszych ligowych mistrzostw Polski. Wisła odniosła wspaniałe zwycięstwo nad I. F. C. Katowice w stosunku 3:0 i tym zwycięstwem zapewniła sobie pierwszy tytuł mistrzowski w rozgrywkach ligowych. Krakowianie znajdują się obecnie w tak znakomitej formie, że w pełni zasługują na to wyróżnienie. Tłumy entuzjastycznych sympatyków Wisły towarzyszyły drużynie do Katowic, nadając całemu wydarzeniu charakter prawdziwego triumfalnego pochodu krakowskiej „Białej Gwiazdy”. Kraków wreszcie doczekał się mistrzowskiej drużyny, zwłaszcza że Pogoń – która ustanowiła rzadki rekord, zdobywając tytuł pięć razy z rzędu – w tym sezonie nie zdołała zaprezentować się na miarę swoich możliwości. Sytuacja Pogoni dowodzi, że nie da się walczyć o mistrzostwo w siedmiu kolejnych sezonach, opierając się na tym samym składzie: gwiazdy są przemęczone, a utytułowanym weteranom brakuje odpowiedniego wsparcia ze strony wschodzących młodych talentów.



Ostdeutsche Morgenpost z 22 września 1927

Entscheidungskampf um die polnische Fußballmeisterschaft 1. F. C. Kattowitz gegen Wisła Krakau

Mecz decydujący o mistrzostwie Polski 1. F. C. Katowice kontra Wisła Kraków

Ostdeutsche Morgenpost, 22 września 1927
Der kommende Sonntag bringt dem oberschlesischen Fußballsport ein Ereignis, das nicht nur in der ganzen polnischen Sportwelt dem größten Interesse begegnet. Wisła Krakau und der 1. F. C. Kattowitz, die führenden Mannschaften im Kampf um die Landesmeisterschaft von Polen, messen am 25. September, nachmittags 3½ Uhr, ihre Kräfte. Der Ausgang des Spieles wird entscheiden, welcher der beiden Vereine auf den Titel „Landesmeister von Polen“ Anspruch erheben darf.

Die beiden Vereine werden voraussichtlich in folgender Aufstellung gegeneinander antreten:

1. F. C.: Görlitz II; Pohl, Heidenreich; Bischoff, Wylezol, Wieczorek; Geißler, Kossok I, Görlitz I, Kossok II, Joschke.

Wisła: Folga; Skrynkiowicz; Pychowski, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II; Makowski, Adamek, Reimann I, Reimann III, Balzer.

Die Leistungen und das Können des 1. F. C. sind hinreichend bekannt. Vom Torhüter bis zu den Außenstürmern ist jeder Mann der kommenden Aufgabe gewachsen.

Die Wisła, die in der nationalen Presse großes Vertrauen genießt, ist zur Zeit die beste Mannschaft Polens. Sie errang Resultate bis 15:0! Folga, der Torhüter, ist beste Klasse. Skrynkowicz und Pychowski sind Verteidiger von außerordentlichem Stellungsvermögen und befreiendem Schlag. Vor ihnen steht eine seit langen Jahren zusammenarbeitende Läuferreihe.

Die beste Waffe hat die Wisła im Sturm. 100-prozentige Flügelspieler wie Balcer und Adamek fordern größte Aufmerksamkeit der gegnerischen Außenläufer. Beide verstehen es glänzend, die Bälle gerecht vorzulegen. Im Innensturm ist es der mit allen Waffen gewandte Reimann, dessen heimtückischer, harter und platzierter Schuß in Polen seinesgleichen sucht.

Es ist schwer, für diesen Kampf einer oder der anderen Mannschaft den Vorrang zu geben. Man kann sich lediglich auf das Gefühl verlassen. Die Wisła hat insofern einen Nachteil, weil sie sich auf dem mangelhaften Gras­tep­pich der Kattowitzer weniger wohl gefühlt hat. Doch muß man immer bedenken, daß der vorzügliche Wisła-Sturm sich diesmal kaum aus dem Rhythmus bringen lassen wird.

Zu wünschen bleibt, daß Polens bester Schiedsrichter, Hanke-Lodz, der für dieses Spiel angesagt ist, keine Ablage erteilt. Er ist der Mann, der sich nur von einem Gerechtigkeitsgefühl leiten läßt und dementsprechend auch seine Entscheidungen trifft.

Da mit weit über 10.000 Zuschauern gerechnet wird, empfiehlt es sich, Karten im Vorverkauf zu beschaffen: Sportgeschäft Friemel, Dyrekcyjna-Straße; „Sport“, Sebanstraße.


Nadchodząca niedziela przyniesie górnośląskiemu futbolowi wydarzenie, które wzbudza największe zainteresowanie w całym polskim świecie sportowym. Wisła Kraków i 1. F. C. Katowice, czołowe drużyny w walce o mistrzostwo Polski, zmierzą się 25 września o godz. 15.30. Wynik tego spotkania rozstrzygnie, który z klubów będzie mógł rościć sobie prawo do tytułu „mistrza Polski”.

Obie drużyny wystąpią prawdopodobnie w następujących składach:

1. F. C.: Görlitz II; Pohl, Heidenreich; Bischoff, Wylezol, Wieczorek; Geißler, Kossok I, Görlitz I, Kossok II, Joschke.

Wisła: Folga; Kotlarczyk I, Kotlarczyk II; Balcer, Pychowski, Skrynkiewicz; Makowski, Adamek, `Czulak, Reimann I, Reimann III, Balzer.

Forma i umiejętności 1. F. C. są dobrze znane. Od bramkarza po skrzydłowych każdy zawodnik jest przygotowany do tego wielkiego wyzwania.

Wisła, która cieszy się dużym zaufaniem w prasie krajowej, jest obecnie najlepszą drużyną w Polsce. Osiągała wyniki nawet 15:0! Bramkarz Folga to klasa sama w sobie. Skrynkowicz i Pychowski to obrońcy o wyjątkowym ustawieniu i umiejętności pewnego wybicia. Przed nimi stoi linia pomocy, współpracująca ze sobą od wielu lat.

Najsilniejszą bronią Wisły jest jednak atak. Skrzydłowi najwyższej klasy, tacy jak Balcer i Adamek, wymagają od bocznych obrońców przeciwnika maksymalnej czujności. Obaj potrafią znakomicie dogrywać piłki. W środku ataku gra Reimann – piłkarz wszechstronny, którego podstępny, mocny i precyzyjny strzał nie ma sobie równych w Polsce.

Trudno wskazać, która z drużyn ma w tym meczu przewagę. Można kierować się jedynie przeczuciem. Wisła ma o tyle niekorzystną sytuację, że nie czuje się najlepiej na nierównym trawiastym boisku katowickim. Jednak należy pamiętać, że znakomitego ataku Wisły tym razem raczej nic nie wytrąci z rytmu.

Pozostaje życzyć, aby najlepszy polski sędzia – Hanke-Łódź, wyznaczony do prowadzenia tego spotkania – nie popełnił błędów. To arbiter, który kieruje się wyłącznie poczuciem sprawiedliwości i zgodnie z tym podejmuje swoje decyzje.

Ponieważ spodziewanych jest dobrze ponad 10 000 widzów, zaleca się wcześniejszy zakup biletów: w sklepie sportowym Friemel przy ul. Dyrekcyjnej oraz w sklepie „Sport” przy ul. Sebastianskiej.



Ostdeutsche Morgenpost z 25 września 1927

Aus Ost-Oberschlesien Wisła Krakau – 1. F. C. Kattowitz

Z Górnego Śląska Wschodniego Wisła Kraków – 1. F. C. Katowice

Ostdeutsche Morgenpost, 25 września 1927
Das wichtigste Treffen des Jahres wird von beiden Vereinen in stärkster Ausstellung bestritten. Spielbeginn pünktlich 3½ Uhr nachmittags. Im Übrigen verweisen wir auf den Artikel in der Donnerstagausgabe, in dem wir uns ausführlich mit dieser Begegnung befasst haben.

Najważniejsze spotkanie roku obie drużyny rozegrają w najsilniejszych składach. Początek meczu punktualnie o godz. 15.30. W pozostałych kwestiach odsyłamy do artykułu w czwartkowym wydaniu, gdzie szczegółowo omówiliśmy to spotkanie.



Ostdeutsche Morgenpost z 26 września 1927

Ostdeutsche Morgenpost, 26 września 1927


Wspomnienia

Relacja Henryka Reymana

"Największy nasz mecz"

„Dzień sławy

Było to niespełna 10 lat temu, w pierwszym roku założenia Ligi i wprowadzenia nowego do dziś obowiązującego systemu mistrzostw. Tabela ligowa ułożyła mi się w ten sposób, iż mistrzostwo Polski rozstrzygnąć się miało między "Wisłą: a "I.F.C." (Erster Fussballclub) z Katowic. Sytuacja wyglądała groźnie, gdyż decyzją zapaść miała w dniu 25 września 1927 r., na boisku I.F.C. w Katowicach, co dawało z góry pewną przewagę gospodarzom. Dla sportu polskiego nadchodziła przykra chwila, gdyż zdobycie tytułu mistrzowskiego na 13 rywalizujących ze sobą klubów polskich przez jeden klub niemiecki, subwencjonowany do tego przez obce nam czynniki, byłoby niemiłym upokorzeniem i zadraśnięciem czegoś więcej, niż tylko ambicji sportowej.

Na "Wisłę" spadł ciężki i odpowiedzialny obowiązek obrony barw polskich, aby nie dopuścić do rzeczy dla każdego przykrej - przejścia tytułu mistrza Polski w obce ręce. Już kilka tygodni przedtem cała prasa w licznych artykułach podkreślała doniosłość tego spotkania oraz odpowiedzialność, jaka przypadła w udziale zawodnikom "Wisły". Wszyscy sportowcy żyli tą wielką nadzieją sportową, a najbiedniejsi to byli zawodnicy, którzy musieli słuchać całymi tygodniami rad i zaklęć, byle nie dopuścić do przegranej. Ja sam, będąc kapitanem drużyny i kierownikiem napadu, zdawałem sobie z tego sprawę, że specjalny obowiązek przypada mnie, że mam prowadzić drużynę na bój z którego musi się wyjść z honorem. Stąd też przeżywałem osobliwe chwile przed meczem, nie mogłem spokojnie przejść ulicami Krakowa, gdyż zewsząd łapano mnie, wypytywano o drużynę, o siły, o horoskopy, dodawano otuchy i wiary, w domu zasypywany byłem listami, błagającymi o zwycięstwo.

W tych warunkach drużyna nasza była podniecona i zdenerwowana, ale z drugiej strony zespolona i każdy zdawał sobie sprawę, iż tylko współpraca nas wszystkich może dać nam zwycięstwo. Mieliśmy tylko pewne obawy, że ze względu na obce boisko (w Krakowie pierwszy mecz wygraliśmy z 1.F.C. 3:1) i te zapowiadane tysięczne tłumy zwolenników "I.F.C.", by nie zdołali nam oni wytrącić z równowagi naszego zespołu. Od ostatniego treningu czwartkowego znajdowaliśmy się pod troskliwą opieką zarządu, który starał się izolować nas od przejętych i więcej szkodzących, jak przynoszących pożytku kibiców. Tak minęła sobota. W niedzielę od rana odchodziły już do Katowic specjalne pociągi z tłumami widzów na te decydujące zawody. Drużyna nasza ulokowała się w osobnym wagonie wraz z zarządem i nie odstępującym nas w każdej ciężkiej czy też radosnej chwili mistrzem Wlastimilem Hoffmanem.

Na dworcu w Katowicach na widok nas wielkie poruszenie, a zarazem z wielu stron powitanie. Dowódca pułku, komendant miasta w Katowicach p. pułkownik Szafranowski przygotował wszystko i na ucho mi powiedział" "Wygrajcie tylko, a zobaczycie, co będzie".

Punktualnie o godzinie 16 znaleźliśmy się na boisku I.F.C. otoczeni 25-tysięcznymi masami widzów. Był to rekord publiczności, do tej pory nieosiągnięty, nie tylko ma meczach ligowych, ale nawet międzypaństwowych. Boisko przedstawiało naprawdę imponujący, groźny widok, gdyż otoczone było poza liniami autowymi, wielką liczbą pełniącej służbę policji, a poza parkanem, okalającym boisko - jak się po zawodach dowiedziałem - około dwie kompanie wojska w pogotowiu. W tych warunkach rozpoczyna się mecz w wielkim naprężeniu i podnieceniu nie tylko zawodników, ale także i całej widowni, wśród której było sporo Niemców, przybyłych z niemieckiego Śląska. Gra prowadzona była już od pierwszej minuty niezwykle zacięcie i wielkim tempie. Sytuacje zmieniały się nieustannie, a obie drużyny grały dobrze. Zawodami kierował prezes łódzkiego Kolegium Sędziów, p. Hanke, który stał przed niezmiernie ciężkim zadaniem i choćby z tego powodu był silnie zdenerwowany. W pierwszej połowie wynik utrzymał się bezbramkowy. Okazało się jednak, że publiczność, zwłaszcza niemiecka bierze żywy udział w grze, dopingując silnie swój zespół i usiłując zdetonować naszą drużynę. Atmosfera stawała się coraz cięższa, a pomruk niechętnej nam widowni coraz groźniejszy. Myśmy lepiej przetrzymali gorsze chwile od Niemców i zdobycie bramki wisieć zaczęło już na włosku.

W 10 minucie po pauzie, otrzymałem piłkę od Kotlarczyka I, wypuściłem wówczas Balcera, który po przejechaniu kilku metrów oddał centrę. Wówczas po zmyleniu obrońcy przeniosłem piłkę na Czulaka, strzelającego bezpośrednio potem pierwszą bramkę ku niebywałej radości Polaków, z których dużo zjechało się nie tylko z Krakowa i okolicznych miast, ale z całego Zagłębia Dąbrowskiego. Teraz dopiero zaczęła się prawdziwa walka, tempo wzmogło się do niebywałych na meczach ligowych granic, a każdy z zawodników zdobywał się na najwyższy wysiłek.

Gwałtowne ataki napadu niemieckiego likwidowała dzielna nasza obrona. Nasze lotne skrzydła, puszczane w wir walki w wysokim stopniu odciążały nasze tyły, które miały czas na pewne wytchnienia i nabranie sił do nowego starcia z przeciwnikiem. Niemożność zdobycia bramki, brak sukcesu wyprowadzał publiczność z równowagi. Zwolennikom "I.F.C." nie podobały się orzeczenia sędziego i w pewnym momencie wtargnęli na boisko, aż policja widziała się zmuszoną do oczyszczenia placu, aby można było kontynuować grę. Dopiero w 20 min. nadszedł drugi decydujący moment. Otrzymawszy piłkę od Adamka ze skrzydła, wyszedłem zwycięsko z pojedynku z obrońcą "I.F.C." i korzystając z chwilowego nieporozumienia w linii obrony przeciwnika, przejechałem środkiem między mini i stanąłem oko w oko z bramkarzem Goerlitzem,. Wówczas to, mając - murowaną - już pozycję strzeliłem drugiego goala, zmyliwszy bramkarza, który rzucił się w przeciwny róg bramki.

Gra przybierała teraz na ostrości, sędzia wkracza co chwilę, Niemcy nie mogą znieść zbliżającej się klęski. Na kilka minut przed końcem meczu ostry strzał Balcera łapie obrońca "I.F.C." Pohl ręką, za co sędzia dyktuje rzut karny. Drużyna niemiecka, widząc swą klęską, zupełnie przypieczętowaną, opuszcza boisko, a bramkarz zostawia pustą bramkę. Publiczność niemiecka przyjmuje wrogą postawę wobec nas. Ja strzelam do pustej bramki. Sędzia nie mogąc się doczekać powrotu niemieckiej drużyny, odgwizduje koniec zawodów. Tak się zakończył mój najcięższy mecz, prawdziwy finał pierwszych walk o tytuł mistrza Ligi Piłki Nożnej, który dzięki zwycięstwu przypadł nam w udziale".

"Wisła"" została mistrzem Polski

Na cześć zwycięstwa naszej drużyny uformował się olbrzymi pochód, w którym wzięli udział wszyscy widzowie Polacy, obecni na meczu. Na czele szła orkiestra wojskowa, a w ślad za moją drużyną ze śpiewem na ustach "Pierwsza Brygada", posuwaliśmy się ulicami Katowic aż do hotelu, a potem na dworzec kolejowy. Wiwatom, okrzykom radości a nawet pewnym starciom z wyrostkami niemieckimi, rzucającymi kamienie nie było końca. Przed hotelem musiałem wygłosić przemówienie, w którym podziękowałem tłumom za okazaną nam życzliwość, sympatyczne przyjęcie oraz spontaniczną owację. Całe społeczeństwo polskie przyjęło z prawdziwą radością wieść o naszym zwycięstwie. Radość Polaków śląskich zamieniła się w swego rodzaju manifestację narodową, była dla niej czynnikiem krzepiącym duchowo. Miły był powrót do Krakowa, gdzie na dworcu czekały nas tysięczne zwolenników, orkiestra zagrała "Krakowiaka", a graczy wyniosła uradowana brać na ramionach z wagonu. Okrzykom i składaniom gratulacyj nie było końca.

Dla nas zaś największą satysfakcją było nie tylko zdobycie samego tytułu mistrzowskiego, ale także i radość, że pracą swoją i wysiłkiem mogliśmy zdziałać coś, czego wartość leżała nie tylko w samym wysiłku sportowym, ale wychodziła poza szersze ramy i miała większe jeszcze znaczenie. Tak się zakończył nasz największy mecz w dziejach "Wisły", mecz, który oby był zachętą do pracy tym zawodnikom, co będą kontynuować po nas historię ukochanego klubu”. Za: 30 lat TS Wisła..., s. 17 i następne – wspomnienia Henryka Reymana.

50 lat TS Wisła

Rewanż z FC Katowice traktowano nie tylko jako obronę barw swego klubu, "ale nie dopuszczenie do tego, by tytuł mistrza dostał się w posiadanie drużyny subwencjonowanej przez wrogie Polsce czynniki", co "byłoby niemiłym upokorzeniem i zadraśnięciem czegoś więcej, niż tylko ambicji sportowej Za: [50 lat TS Wisła, str. 15]

50 LAT TS Wisła i inne

Piłkarze Wisły byli odizolowani od kibiców na trzy dni przed meczem (od czwartku). Zjawili się w Katowicach razem ze swymi sympatykami w liczbie 5 tysięcy, którzy od wczesnych godzin tej pamiętnej niedzieli zjeżdżali specjalnymi pociągami do Katowic

Przy stanie 2:0 (gol Reymana) Katowice zeszły z boiska z powodu nieuznania bramki zdobytej w 73 min. przez Geisslera. Krótko po wznowieniu gry, po podyktowaniu przez sędziego Hankego karnego dla Wisły (po strzale Balcera piłkę obronił ręką Pohl) znowu zeszli z boiska. Karnego strzelił Reyman do pustej bramki. Ponieważ drużyna niemiecka nie wróciła na boisko sędzia Hanke odgwizdał koniec meczu. Atmosfera była wówczas napięta wobec wrogiej postawy niemieckiej części widowni. Euforia wśród kibiców, którzy piłkarzy Wisły na ramionach zanieśli ulicami Katowic do pociągu. Dwie kompanie wojska stały obok w pogotowiu, a boisko było otoczone kordonem policji, gdyby Niemcy chcieli sprowokować awantury. W trakcie meczu nawet widzowie wtargnęli na boisko (policja przywróciła porządek. Po meczu "uformował się olbrzymi pochód, w którym wzięli udział wszyscy obecni na meczu widzowie - Polacy. Na czele tego pochodu szła orkiestra wojskowa, za nią drużyna Wisły, intonując hymn wiślacki: 'Jak długo na Wawelu...', który uczestnicy pochodu podchwycili". Przed hotelem w Katowicach, w którym mieszkali zawodnicy, kapitan drużyny Wisły H. Reyman musiał na żądanie manifestantów wygłosić przemówienie. Również w Krakowie na dworcu tysiące zwolenników Wisły witały nowego mistrza Polski. Piłkarzy "wyniesiono z wagonu na ramionach w takt "Krakowiaka" granego przez orkiestrę - a okrzykom, wiwatom i gratulacjom nie było końca". Na podstawie: 50 LAT TS Wisła, str. 15-17; 70 LAT TS Wisła, str 21; S. Mielech, Sportowe sprawy i sprawki.., str. 200.

'Piąta kolumna' w sporcie śląskim

Niemieckie kluby były zasobne finansowo dzięki wsparciu magnatów przemysłowych. Na mecz Wisły z 1.FC ściągnęli Niemcy nie tylko z Górnego Śląska, ale i z Bytomia, Gliwic i Zabrza. Polacy byli w mniejszości. Po golu Czulaka wściekli Niemcy grają brutalnie, a widzowie wiślakom grożą i rzucają na nich obelgi. Wreszcie wpadają na boisko, ale nie mogąc dopaść graczy Wisły swą nienawiść wyładowują na piłce, "Którą tną nożami na kawałki. Wśród rozpasanej łobuzerii niemieckiej wyróżniał się m. in. gracz FC Joschke, późniejszy hitlerowski 'kreisleiter' pow. katowickiego". Po wyparciu Niemców z boiska gra jest kontynuowana: pada gol Reymana, a na kilka minut przed końcem meczu ma miejsce zagranie ręką Pohla, który wyłapuje w ten sposób strzał Balcera. Sędzia gwiżdże rzut karny: Niemcy opuszczają boisko przy wyjącej publice. Goerlitz opuszcza bramkę, a Reyman strzela do pustej bramki, po czym sędzia odgwizduje koniec meczu. Po meczu trzeba było chronić wiślaków przed pobiciem. Pomagali w tym Krakowianie i mieszkańcy z Zagłębia Dąbrowskiego przybyli na mecz. ‘Formuje się wielki pochód wokół graczy Wisły" - co staje się wielką manifestacją patriotyczną. Wyrostki niemieckie rzucają w maszerujących kamieniami, "ale dostają należytą odprawę i muszą pierzchać". Na podstawie: artykuł okolicznościowy Sport i Wczasy: "'Piąta kolumna' w sporcie śląskim". Kapitulacja 1.FC".


Wspomnienia kibiców

Wspomnienia starych kibiców Wisły Rudolfa Piekurskiego i Bronisława Natanka: Mecz z 1.FC w 1927 - "Niemcy wtargnęli na boisko, musieli interweniować 'kirasjerzy' na koniach. Ale wracało się do Krakowa uroczyście, z muzyką. Byli to czasy, byli". Na podstawie: Głos Sportowca nr 32 z 1958.

Sport i Wczasy. R.3, 1949, nr 73

Piąta kolumna w sporcie śląskim. Kapitulacja I FC.
Sport i Wczasy, 19 września 1949
Pisaliśmy już w poprzednim artykule stanowiącym wstęp do niniejszego cyklu, że walka na terenie sportowym pomiędzy elementem polskim i niemieckim na Śląsku toczyła się od pierwszej chwili po wytyczeniu granic. Niemieckie kluby sportowe były wówczas zasobne w środki finansowe, czerpane od niemieckich magnatów przemysłowych i posiadały własne boiska oraz bogaty sprzęt.

Organizujące się dopiero polskie kluby walczyły z wielkimi trudnościami, pozbawione nie tylko pomocy władz nie doceniających jeszcze znaczenia sportu, ale cierpiały przede wszystkim na brak rutynowanych zawodników i trenerów. Tak było w lekkiej atletyce, w pływactwie, w boksie i w piłce nożnej.

Szczególnie w piłce nożnej kluby polskie nie mogły się mierzyć z niemieckimi. Przez długi czas prowadził tu bezapelacyjnie IFC („Erster Fussball Club"), który w roku 1927 sięgał nawet po palmę mistrza Ligi Państwowa, Wytworzyła się wówczas taka sytuacja, że konkurentami do tytułu mistrza była krakowska Wisła . i jedyny spośród trzynastu klubów .polskich w Lidze, — niemiecki I. F. C. Decydujący mecz odbył się 25 września 1927 r. na boisku I. F. C. w Katowicach.

Na boisko ściągnęli już na długo przed meczem Niemcy z całego Górnego Śląska a nawet z Bytomia, Gliwic i Zabrza. Pomiędzy 25.000 widzów Polacy stanowili mniejszość. Nastrój był wybitnie] podminowany, bo Niemcy zdecydowani byli postawić wszystko na jedną kartę i wygrać mecz choćby silą. I. F. C. był zdecydowanym faworytem niemieckich widzów.

Wiśle przypadło trudne zadanie niedopuszczenia do tego, aby mistrzem Polski została drużyna niemiecka Zadanie trudne, bo Niemcy mieli przewagę własnego boiska i całkowitą sympatię większości widowni.

A oto, jak opisuje niektóre momenty tego meczu kap. Wisły mjr.

Henryk Reyman w książce jubileuszowej. wydanej na 30-lecie istnienia klubu.

„...Boisko przedstawiało naprawdę imponujący, ale i groźny uń.1 dok, gdyż otoczone było poza liniami autowymi wielką liczbą pełniącej służbę policji, a poza parkanem, okalającym boisko, były — jak się po zawodach dowiedziałem — dwie kompanie wojska w pogotowiu. W tych warunkach rozpoczyna się mecz w wielkim naprężeniu g podnieceniu nie tylko zawodników, ale i widowni.

W pierwszej połowie wynik u-1 trzymał się bezbramkowy. Okazało się jednak, że publiczność, zwłaszcza niemiecka, bierze żywy udział w grze, dopingując silnie swój zespół i usiłując zdetonować naszą drużynę. Atmosfera stawała się coraz cięższa, a pomruk niechętnej nam widowni coraz groźniejszy".

W 10 minucie po przerwie. Czulak strzela pierwszą bramkę dla Wisły, co doprowadziło Niemców do wściekłości. Rozpoczyna się brutalna gra napadu niemieckiego. Z widowni padają pod adresem graczy Wisły coraz częstsze groźby i obelgi. W pewnej chwili rozżarta publiczność niemiecka przerywa kordon policyjny i wdziera się na boisko. Napastnicy chcą poturbować graczy Wisły ale bronią ich.

jak i sędziego p. Hankego, porządkowi. Niemcy wywierają więc swoją zemstę na piłce, którą tną nożami na kawałki Wśród rozpasanej łobuzerii niemieckiej wyróżnia się m. In. gracz FC Joschke, późniejszy hitlerowski „kreisleiter" pow. katowickiego, oraz wielu Niemców którzy w 1939 r. organizowali bandy dywersyjne na Śląsku.

Po opanowaniu sytuacji i wyrzuceniu napastników z boiska, gra potoczyła się dalej, przy czym w 20 minucie Reyman strzela drugą bramkę. Gra jest coraz ostrzejsza i brutalniejsza. Na kilka minut przed końcem meczu obrońca IFC, Pohl, wyłapuje ręką ostry strzał Balcera, wobec czego sędzia dyktuje rzut karni Odpowiedzią na to są wściekle ryki i gwizdy publiczności niemieckiej. drużyna I. F, C. opuszcza boisko, zaś bramkarz Goerlita pozostawia pustą bramkę, do której strzela Reyman.

Wobec tego, że drużyna niemiecka nie wraca na boisko, sędzia odgwizduje mecz, zakończony wynikiem1 3:0 dla .Wisły.

Po meczu dochodzi do nowych awantur. Trzeba chronić graczy polskich przed pobiciem. Pomagają w tym porządkowym dzielnie powstańcy śląscy oraz polska publiczność, przybyła na mecz z Krakowa i Zagłębia Dąbrowskiego. Formuje się wielki pochód wokół graczy Wisły, a jej zwycięstwo staje się przyczyną prawdziwej manifestacji narodowej.

Niemieckie wyrostki usiłują zaatakować Polaków, napadają-: na uczestników pochodu i obrzucając ich kamieniami. ale dostają należytą odprawę i muszą pierzchać.



Gazeta Krakowska. 1986, nr 52 (3 III) nr 11543

Historyczny mecz

Rok 1927 — po burzliwej dyskusji powołana zostaje do życia I liga piłkarska. 3 kwietnia 1927 roku odbyła się historyczna, pierwsza kolejka, w której Wisła pokonała Jutrzenkę z Krakowa 4:0. Pojedynki cieszyły się dużym zainteresowaniem, a o tytule mistrzowskim miał rozstrzygnąć ostatni mecz w Katowicach między tamtejszym zespołem IFC (był to klub mniejszości niemieckiej na Śląsku) z Wisłą.

„Był to jeden z najcięższych i chyba najbardziej dramatycznych meczów w historii naszego klubu — wspominał nieżyjący już dzisiaj JÓZEF REYMAN, jeden z trzech braci Reymanów, którzy występowali w koszulce z „Białą Gwiazdą”. — Jego wynik miał podwójne znaczenie — sportowe i polityczne. Porażka w Katowicach oznaczała prymat w polskiej lidze klubu mniejszości niemieckiej. Do tego nie mogliśmy dopuścić! Do Katowic udało się z nami około 5 tysięcy najwierniejszych sympatyków z flagami narodowymi. Polacy zamieszkali na Śląsku zgotowali nam po przyjeździe na dworcu entuzjastyczne przyjęcie, kilkutysięczny tłum odprowadził nas do hotelu.

Na stadionie zebrało się ok. 20 tys. widzów, co na owe czasy było swoistym rekordem. Mecz rozstrzygnięty został na naszą korzyść już w pierwszej fazie gry. Najpierw w 10 min. CZUBAK po raz pierwszy ulokował piłkę w bramce rywali, w 20 min. mój brat HENRYK REYMAN podwyższył na 2:0. Drużyna IFC nie mogła pogodzić się z porażką, kiedy tuż przed końcem sędzia podyktował przeciwko nim karnego, nasi rywale opuścili boisko. Cała nasza drużyna na rękach rozentuzjazmowanych kibiców powędrowała ulicami Katowic aż na dworzec kolejowy”.

Autorami tego sukcesu byli bramkarze — Folga, Ketz, obrońcy — Skrynkiewicz, Pychowski, pomocnicy — Kotlarczyk I, Kotlarczyk H, Bajorek, Makowski, napastnicy — Reyman I, Reyman II, Adamek, Czulak, Balcer.

W czym tkwiła siła ówczesnej Wisły? „Drużyna stanowiła — wspominał J. Reyman — zgrany kolektyw, w którym obowiązywała zasada — wszyscy za jednego, jeden za wszystkich. Mieliśmy dwóch wspaniałych piłkarzy Jaśka Kotlarczyka i mojego brata Henryka, którzy w ówczesnym systemie WM spełniali kluczowe role. W przeciwieństwie do innych drużyn, które hołdowały grze kombinacyjnej, technicznej, graliśmy stylem zbliżonym do angielskiego. Dużo zagrań szło skrzydłami, a na tych pozycjach występowali Adamek i Balcer, obaj obdarzeni dużą szybkością, biegający setkę w granicach 11—11,2 sek.

Po ich błyskawicznych rajdach najczęściej padały bramki.

Strzelcem numer jeden był w zespole oczywiście Henryk (w ciągu 18 lat gry w drużynie Wisły strzelił aż 422 bramki!), ale każdy z nas, napastników miał w sezonie po kilkanaście trafień. Podobnie jak całe ówczesne polskie piłkarstwo ustępowaliśmy zagranicznym rywalom w przygotowaniu kondycyjnofizycznym (trenowaliśmy zaledwie dwa razy w tygodniu), ale nigdy nie brakowało nam ambicji, zaciętości. Można powiedzieć, iż ambicja często przerastała nasze umiejętności”.

W rok później w 1928 — „złota drużyna” obroniła prymat w kraju. O dalszych „złotych jedenastkach” Wisły — w następnych odcinkach.

(AS)



Hasło Łódzkie : dziennik bezpartyjny. 1927-09-25 R. 1 nr 10

HOROSKOPY DZISIEJSZYCH WALK O MISTRZOSTWO POLSKI,
Hasło Łódzkie, 25 września 1927
Kilka bardzo ważnych spotkań o mistrzostwo Polski odbędzie się w dniu dzisiejszym, które u dołu tabeli mistrzostwa, mogą spowodować doniosłe przesunięcia, Natomiast na pozycjach czołowych tabeli nie będzie żadnych zmian, gdyż zespoły zajmujące tam swe stanowiska, zbyt mocno usadowiły się na nich.

Jednym z najważniejszych jednak meczów, będzie bezsprzecznie walka pomiędzy Wisłą i L F, C, na boisku tego ostatniego, O ile bowiem Wisła jest obecnie, niezawodnie, wykończonym technicznie i bojowo zespołem, wskutek czego zwycięstwo nad nią, należy do krainy marzeń, o tyle I. F. C. stanie tym razem po raz pierwszy w obecnym sezonie w swym kompletnym składzie, Prócz tego I. F, C, płonie do Wisły wielką nienawiścią, zarzucając jej, że Wisła dzięki swym przemożnym wpływom w P. K. S., nasyła nań stronniczych sędziów, którzy zdaniem Í. F. C. pozbawili go kilku zasłużonych punktów.

Nie mniej jednak, czy zwycięży Wisła, czy też I. F. C, czego nie można przewidzieć, obie drużyny pozostaną, zdaje się, aż do końca walk o mistrzostwo na dotychczasowych pozycjach w tabeli.

Bardzo trudne zadanie przypadło dzisiaj Turystom, zmuszonym grać z Wartą na jej własnem boisku. I jeżeli zważymy, że Warta, jako niezwyciężona dotychczas przez Turystów, jest faworytem, nie mniej jednak wierzyć należy, że i Turyści, po ostatniej, niespodziewanej słabej grze z Wisłą, dołożą wszelkich sił, aby się zrehabilitować.



Warszawianka. R. 4, 1927 nr 264 (26 IX)

Katowice-Wisła - I. F. C. 2:0 (0:0)
Warszawianka, 26 września 1927
Do przerwy gra równa, na niskim poziomie. Wreszcie jednak Wisła otrząsnęła się ze zdenerwowania i pokazała ładną grę. W 25 minucie po1 przerwie I. F. C, schodzi z boiska niezadowolona z sędziego p. Haukego z powodu nieuznania Przez niego bramki strzelonej przez Geisllera, Z powodu ostrej gry Wisły Katowiczanie grali po przerwie w dziewiątkę. Bramki uzyskali Reyman i Czulak. Widzów przeszło 15.000,


Ilustrowana Republika. 1927-09-26 R. 3 no 26 [właśc. 264]

Katowice, Wisła — I, F. C, 2:0 (0:0). Decydując” o mistrzostwie Polski mecz pomiędzy Wisłą i I. F. C. zgromadził 17 tysięcy widzów i zakończył się zwycięstwem Wisły w stosunku 2:0 (0:0), przyczem drużyna I, F. C. grała przez pewien czas w dziesiątkę, z powodu kontuzji Goerlitza : Cejzlera, Na 17 minut przed końcem gry I F, C, opuścił boisko na znak protestu przeciwko sędziemu p. Hankemu z Łodzi.

Przypisy

1. Można uznać że był to najważniejszy mecz w historii rozgrywek ligowych w Polsce, bowiem w meczu tym ważyły się losy mistrzostwa Polski. Gdyby zwyciężyła niemiecka drużyna 1.FC Katowice, wówczas tytuł mistrzowski trafiłby w ręce Niemców, co zdawało się rzeczą bez precedensu.


Stadion 1.FC Katowice współcześnie

W latach 20. XX wieku w Parku Kościuszki powstało boisko z murawą dla 1.FC Kattowitz. Mecze rozgrywała tu także Diana Katowice.

Obecnie miejsce położone jest w pobliżu skrzyżowania ulic Tadeusza Kościuszki i Alfonsa Zgrzebnioka w Katowicach. Po drugiej Wojnie Światowej obiekt należał do Gwardii Katowice. Betonowe pozostałości przypominają historie powojennego stadionu.


</br>