1991.04.20 Wisła Kraków - Zawisza Bydgoszcz 3:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 3:0 (1:0) | Zawisza Bydgoszcz | ||||||||
| widzów: 8.000 | ||||||||||
| sędzia: Marek Dardas z Wrocławia | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1991, nr 92 (20/21 IV) = nr 14251
Wisła — Zawisza (I liga), sobota godz. 17
Dziennik Polski. 1991, nr 93 (22 IV) = nr 14252
Wisła — Zawisza 3:0 (1:0) Bramki: Dziubiński z rzutu karnego (30), Lewandowski (87) i Marzec (89). Sędz. M. Dardas z Wrocławia —- słabiutki. , Widzów ok. 7 tys. Żółte kartki: Marzec (W) i Jarosz (Ż). WISŁA: Bobrowicz — Jałocha, Lewandowski, Małek, Giszka — Janik (64’ Kulawik), Gałuszka, Marzec, Wojtowicz — Gręda, Dziubiński. ZAWISZA: Brończyk —- Pasieka, Szuflit, Jarosz Kwiatkowski, Modracki, Burda, Kot — Arndt, Berendt. Przez 85 minut lider nie był pewny zwycięstwa, choć występował przed własną publicznością i po dwóch kwadransach prowadził 1:0. A wszystko za sprawą Dziubińskiego, który najpierw (po faulu na Marcu) wykorzystał podyktowany rzut karby, ale w niespełna 20 minut później zdecydowanie spatałaszył „jedenastkę” podyktowaną dla Wisły. Tym razem za to, że Jałocha został nieprawidłowo zatrzymany przez najstarszego (40 lat) bramkarza naszej ekstraklasy (ale nadal jednego z najlepszych). Od tego momentu wiślacy wyraźnie spasowali, a tymczasem bydgoszczanie poczuli „wiatr w żaglach’’. Nie przypadkiem krakowianie mają opinię, że ich linia obronna zdolna jest zneutralizować każdą akcję ofensywna rywali (Inna sprawa, że główna w tym zasługa Bobrowicza w bramce, a dużo mniejsza pozostałych kolegów). Zakusy zawodników Zawiszy kończyły się na bramkarzu, chociaż Arndt i młodziutki, ale szybki i zdecydowany Berendt próbowali różnych sztuczek, aby doprowadzić do wyrównania. . Napór bydgoszczan zmalał, gdy trener Adam Musiał zdecydował sic zmienić kulejącego Janika na Kulawika. Ten nowy nabytek poderwał do energiczniejszej postawy kolegów. Było to ostatnie dzwonienie, gdyż przez kilka wcześniejszych minut goście zamknęli gospodarzy pod. bramką Bobrowicza niczym w hokejowym zamku. Dwukrotnie Kwiatkowski oraz Modracki mieli kapitalne okazje do wyrównania stanu pojedynku na 1:1. Przez ostatnie 20 minut trwała wymiana ciosów między obu zespołami. Same ręce składały się do oklasków, ponieważ gra mogła się podobać. Tylko zagorzali fanatycy jednej z drużyn mogli utyskiwać, że ich drużyna pozwala rywalowi na zbyt wiele. Tymczasem byłą to gra szybka, zdecydowana, emocjonująca... Do wiślaków uśmiechnęło się szczęście w ostatniej chwili. Kto zresztą wie, czy nie było w tym nieco winy bydgoszczan, ale musieli się odkrywać, gdy przegrywali zaledwie 0:1. Wiślacy zarobili w 87 min. rzut rożny, Dziubiński dostrzegł lukę w bliższym narożniku pola karnego, gdzie nadbiegał nieobstawiony Lewandowski i efektowną główką zmienił lot piłki w samo, okienko bramki bydgoszczan. Jeszcze goście nie „oprzytomnieli’. a już następny korner Dziubińskiego zakończył się wycofaniem piłki przez Jałochę na linię pola karnego, skąd Marzec (efektownym, precyzyjnie plasowanym strzałem) ustalił wynik meczu na 3:0. Wiślacy wypunktowali więc Zawiszę, choć ten absolutnie nie zasługiwał na tak wysoką przegraną. Cóż, nie zawsze wynik odzwierciedlą przebieg gry. Wreszcie dwa słowa o arbitrze. Nie spaczył wyniku, ale popełniał omyłki. Rażącym tego dowodem było podyktowanie żółtej kartki Marcowi za najnormalniejszy, nie -mający cech złośliwości, faul. Natomiast przymykał oczy na kilka złośliwości a odgwizdane spalone z pewnością pogrążyły go w oczach kwalifikatora i publiczności. Szkoda, mecz nie był trudny do. prowadzenia. (JAF

