1991.06.08 Ruch Chorzów - Wisła Kraków 3:2
Z Historia Wisły
| Ruch Chorzów | 3:2 (2:2) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 3.500-4.000 | ||||||||||
| sędzia: Krzysztof Perek z Poznania | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1991, nr 131 (10 VI) = nr 14290
Ruch — Wisła 3:2 (2:2) (OBSŁUGA WŁASNA) Bramki: Jaworek (37), Fornalak (41) i Gęsior (49) — Świętek (4), Gręda (18). Sędziował K. Perek z Poznania. Żółta kartka: Małek. Widzów ok. 5 tys. RUCH: Kołodziejczyk — Wagner, Wleciałowski, Fornalik, Fornalak — Szewczyk, Musiał (31’ Bednorz), Gęsior, Łukasik — Mosór (57’ Szuster), Jaworek. WISŁA: Bobrowicz — Gałuszka, Lewandowski (46’ Małek), Giszka — Janik (60’ Jelonek), Gręda, Marzec, Wójtowicz, Kulawik — Świętek, Dziubiński. Już-w 2 min. szybką akcję gości zakończył Świętek „lobem” nad bramkarzem Kołodziejczykiem i najwierniejsi kibice Ruchu odetchnęli z ulgą, gdy piłka minęła nieznacznie bramkę. W niespełna 150 sekund później wspomniany wiślak otrzymał podanie w „uliczkę”, minął w pełnym biegu Wleciałowskiego i widząc próbującego wybiec bramkarza strzelił tak silnie, iż piłka tuż koło ręki Kołodziejczyka ugrzęzła w siatce. 1:0 dla Wisły, która nadal nadawała ton grze. Efektem tego była szybka akcja po lewej stronie boiska, skąd Marzec zacentrował, a nadbiegający Gręda strzałem z powietrza posłał piłkę do siatki obok zaskoczonego bramkarza gospodarzy. Prowadzenie 2:0 zdekoncentrowało widocznie wiślaków, bo zwolnili grę i krótkimi podaniami usiłowali zbliżyć się pod bramkę „niebieskich”. W tych ostatnich natomiast jakby wstąpił nowy duch. Zaczęli walczyć nieustępliwie o każdą piłkę. Być może że przypomnieli sobie sytuację z jesieni w Krakowie, kiedy to oni prowadzili 2:0 i gospodarze zdołali wyrównać a następnie zapewnić sobie efektowne zwycięstwo (5:2)... Odmieniony Ruch zaczął więc coraz sprawniej atakować. Szczególnie Gęsior był b. widoczny i wielokrotnie zagrywał piłki współpartnerom lub sam strzelał na bramkę Bobrowicza. W 28 min. Jaworek nie zdołał dobić strzału Gęsiora, także w 34 min. nie wykorzystał nadarzającej się okazji Łukasik. Ale efekty przewagi dały wreszcie o sobie znać. W 36 min. znów Gęsior zagrał prostopadle i Jaworek w pełnym biegu minął Lewandowskiego, skierowując piłkę do wiślackiej bramki. Już po strzale rozpędzony chorzowianin staranował Bobrowicza. Kto wie, czy efektem tego zderzenia nie była w kilka minut później nadzwyczaj anemiczna interwencja bramkarza gości po strzale z kąta Fornalaka. Inna sprawa, że zawodnik Ruchu po otrzymaniu podania z boku, od Wagnera, przebiegł z piłką niemal pół boiska, mijając rywali, _ w tym Giszkę i Lewandowskiego, jak przysłowiowe tyczki slalomowe. Nie zagrożony też przez nikogo wyrównał wynik meczu na 2:2. Po przerwie trudno coś dobrego o wiślakach powiedzieć. Wyglądało na to, że nie byli oni już zdolni zaskoczyć gospodarzy. Odwrotnie, już w 49 min. stracili 3. bramkę, po strzale najlepszego gracza na boisku — Gęsiora, który przejął podanie od Szewczyka. Taki obrót sprawy sprawił, że Ruch jakby zaczął trochę szanować piłkę. Natomiast gości nie stać było na skuteczną akcję, choć zarówno Marzec jak i Świętek mieli jeszcze okazje na wyrównanie. Ba, tuż przed końcem meczu Małek mógł uratować Wiśle punkt, ale po jego strzale piłka musnęła z góry poprzeczkę. (JAF)
Dziennik Polski. 1991, nr 132 (11 VI) = nr 14291
Kiedy WISŁA po niespełna 20 minutach meczu z Ruchem prowadziła 2:0, mało kto przypomniał sobie, że jesienią w Krakowie też goście prowadzili 2:0, Wystarczyło popatrzeć na markotną minę Gerarda Cieślika, czy choćby Antoniego Piechniczka (byłych zawodników „niebieskich”), aby nie" wierzyć w możliwość poprawy wyniku przez Ruch. A tymczasem chorzowianie jeszcze przed przerwą wyrównali, stan meczu na 2:2 i w drugiej odsłonie nie tylko zapewnili sobie zwycięstwo, ale zbierali od swych kibiców rzęsiste brawa. Z występów przeciwko Ruchowi kontenty może być tylko jeden gracz Wisły — Świętek, który zdobył dotychczas w sezonie dwa gole; pierwszego jesienią w spotkaniu z Ruchem, a drugiego w sobotę przedwczoraj w Chorzowie. Trochę to za skromny dorobek, jak na gracza występującego w pierwszej linii drużyny z aspiracjami. Powroty po przegranych spotkaniach wyjazdowych zwykle odbywają się w minorowym nastroju. Nikomu nie skoro do żartów. Natomiast szkoleniowcy mają wystarczająco dużo czasu, aby przemyśleć przyczyny, jak do utraty punktów doszło. Tak było w sobotę w przypadku wiślaków. Czy stracili oni szanse na zapewnienie sobie wicemistrzostwa i występu w pucharze UEFA? Sytuacja w porównaniu do tej sprzed meczu w Chorzowie, wyraźnie uległa pogorszeniu. Teraz bowiem nie wszystko zależy od postawy krakowian, ale także od wyprzedzających ich w tabeli rywali. Trzeba wygrać obydwa ostatnie mecze i czekać na potknięcie zabrzan.
