1991.10.05 Ruch Chorzów - Wisła Kraków 1:4
Z Historia Wisły
| Ruch Chorzów | 1:4 (1:2) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 4.470-5.000 | ||||||||||
| sędzia: Tadeusz Ignatowicz z Wrocławia | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1991, nr 229 (3 X) = nr 14388
W najbliższą sobotę, o godzinie 16 w Chorzowie, rozpocznie się spotkanie piłkarskiej ekstraklasy pomiędzy tamtejszym Ruchem, a krakowską Wisłą. Wyjazd kibiców „Białej. Gwiazdy” nastąpi z Dworca Głównego PKP w Krakowie o godzinie 11.55. Przedstawiciele Koła Sympatyków TS Wisła apelują o wcześniejsze wykupienie biletów kolejowych oraz przykładne zachowanie.
Dziennik Polski. 1991, nr 231 (5/6 X) = nr 14390
RUCH — WISŁA (sobota, godz. 16, sędziuje T. Ignatowicz s Wrocławia). W poprzednim sezonie mecze tych drużyn były bardzo zacięte, dramatyczne. Przypomnijmy, że w obu goście prowadzili 2:0, ale ostatecznie zwyciężali gospodarze: w Krakowie 5:2, a w Chorzowie 3:2. Jak będzie tym razem? Zenon Małek jest ostrożnym Optymistą: Na pewno nie powtórzy się sytuacja z Sosnowca, gdzie trochę podświadomie zlekceważyliśmy przeciwników. Chcąc myśleć o wysokiej pozycji w lidze nie możemy przegrywać spotkań. Dodajmy, że. za czerwone kartka nadal pauzować będą Lewandowski i Włodarz.
Dziennik Polski. 1991, nr 232 (7 X) = nr 14391
Efektownie i skutecznie Ruch-Wisła 1:4 (1:2) (OBSŁUGA WŁASNA) Bramki: Szewczyk (45)— Gręda 2 (34 i 59), Janik (38’ z karnego), Jałocha (88). Sędziował T. Ignatowicz z Wrocławia. Żółte kartki: Bednarz, Lech, Gałuszka, Marzec.’ Widzów ok. 6 tys. RUCH: Lech — Fornalak, Walaszczyk, Fornalik, Wleciałowski — Łukasik, (70’ Posiłek), Szewczyk. Gęsior, Bednarz — Jaworek-(76’ Nikodem), Śrutwa, WISŁA: Bobrowicz — Myślewski. Gałuszka, Małek, Kulawik — Janik, Gręda, Marzec, Wojtowicz — Świętek (79’ Jałocha), Jelonek (87’ R. Moskal). „Biała Gwiazda” wygrała wysoko i po grze nadzwyczaj efektownej. Ale dopiero od 30 minuty. Wcześniej na murawie dominowali gospodarze i Bobrowicz musiał się sporo napracować, aby neutralizować ofensywne zapędy „niebieskich”. W 28 minucie wygrał pojedynek z szarżującym Szewczykiem, który przedarł się przez wiślackie linie zaporowe. Chorzowski pomocnik nie dość, że zmarnował wyśmienitą pozycję strzelecką to na dodatek, w 33 minucie „ciął” Świętka na swoim polu karnym (krakowianin był sam na sam z bramkarzem Ruchu), a podyktowaną „jedenastkę” bezbłędnie wykorzystał Janik. Cztery minuty wcześniej Gręda — po otrzymaniu piłki od Janika wykonującego rzut rożny — „zakręcił” Fornalakiem i mierzonym strzałem uzyskał prowadzenie. Chorzowskie nadzieje odżyły tuż przed przerwą za sprawą Szewczyka (finalizacja sprytnie rozegranego przez duet Gęsior— Bednarz rzutu wolnego).. Ale tylko do... drugiej minuty po wznowieniu gry. Wtedy właśnie 200- procentową pozycję zmarnował — strzelając na wiwat — Jelonek. Stało się to jednak początkiem autentycznego popisu „Białej Gwiazdy”. Iście profesorskie poczynania defensywne całego zespołu (Ruch zmuszony został do atakowania pozycyjnego i tylko szamotał się jak ryba w sieci — jedyny wyjątek to trafienie piłką w poprzeczkę autorstwa Waleszczyka w 81 minucie, ale już przy stanie 1—3) oraz efektowne „żądlenie” gospodarzy musiały zaimponować. Dwukrotnie więc-jeszcze poprawiano rezultat na świetlnej tablicy. Po ,Jobie.” Grędy w 59 minucie (wzorowe podanie piłki przez Marca, podobne jej przyjęcie przez krakowskiego pomocnika i takiż drybling) oraz strzale Jałochy na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem sędziego (po błyskawicznej akcji Moskal—-Wojtowicz). Wcześniej wiślacki rekonwalescent ..główkował” w poprzeczkę, zaś dobre pozycje mieli Janik, Gręda i Marzec. WOJCIECH BATKO
Dziennik Polski. 1991, nr 233 (8 X) = nr 14392
Nic więc dziwnego, że trener ADAM MUSIAŁ promieniał ze szczęścia: „Mój zespół zaprezentował radosną piłkę, pobił chorzowian doświadczeniem, lepiej „poukładał” sobie grę i gole były tylko tego konsekwencją, Ruch jest przecież dobrym zespołem, a jednak został klasycznie wypunktowany. Mieliśmy też trochę szczęścia. choćby w przypadku sytuacji. w której Szewczyk był sam na sam z Bobrowiczem. Ale generalnie dyktowaliśmy warunki gry. Cieszę się też, be było to naprawdę dobre widowisko. Takie, na które kibice chcą przychodzić. Były walka, bramki, trup padał gęsto, nikt się nie oszczędzał. Czy trzeba czegoś więcej?”.

