1991.10.19 Wisła Kraków - Stal Stalowa Wola 0:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 0:0 | Stal Stalowa Wola | ||||||||
| widzów: 4.553-7.000 | ||||||||||
| sędzia: Zygmunt Ziober z Przemyśla | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1991, nr 244 (21 X) = nr 14403
Okrutne rozczarowanie!
Wisła — Stal St. Wola 0:0 Sędziował Z. Ziober z Przemyśla. Żółte kartki: Brytan i Sajdak. Widzów ok. 7 tys. WISŁA: Bobrowicz'— Gałuszka, Małek, Giszka — Myślewski, Janik, Gręda, Marzec (70’ R. Moskal), Wojtowicz (14’ Jałocha) — Jelonek, Świętek. STAL: Cebrat — Rybak, Mścisz, Adamus, Gzdyra — Jasina, Drapiński. Kopeć, Jaskulski (79’ Stelmach) — Brytan, Sajdak. Kiedy sędzia Ziober oznajmił koniec meczu, w obozie stalowowolskich piłkarzy nastąpiła istna eksplozja radości. I nie ma się co dziwić — „urwanie” punktu wiceliderowi tabeli, i to na jego terenie, jest przecież dużym sukcesem beniaminka. Trener przyjezdnych Marian Geszke' stwierdził zaś: „Jechaliśmy do Krakowa z duszami na ramieniu. Moi chłopcy bardzo, się bali Wisły. Marzyli o remisie i ostatecznie, po nadzwyczaj ciężkiej batalii, wywalczyli go. Trudno więc się nie cieszyć. Ten punkt ma dla Stali ogromną wartość. Choć myślałem, że Wisła będzie groźniejsza...”. Nic dodać, niestety... „Biała Gwiazda” po prostu rozczarowała. Raziła przede wszystkim boiskową bezmyślnością, jednostronnością poczynań ofensywnych, niechlujstwem i chaosem w przeprowadzanych akcjach. Napastnicy — Jelonek i Świętek — byli nimi tylko nominalnie, stanowiąc zerowe zagrożenie dla „stalowców”. Pomocnicy i obrońcy wikłali się w atak pozycyjny i .raz po raz wpadali w zasieki obronne gości. Nie doczekaliśmy się zagrywek z elementem zaskoczenia, bodaj ich prób. Same chęci to zbyt. mało. . Stworzyła wprawdzie Wisła kilka dobrych pozycji strzeleckich, ale ich finalizacja była fatalna. Choćby w 41 min., kiedy to Gałuszka „główkował” z ok. 5 metrów, ale Drapiński (drwal co się zowie, sam trener Geszke przyznał, że żółta kartka należała mu się bez dwóch zdań) zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. Lub też w 59 min., gdy Gręda z ok. 9 metrów bardziej podał piłkę Cebratowi niż oddał strzał. Wypada też pogratulować refleksu Bobrowiczowi. W 13 min. strzelał Brytan i pan Jacek w sobie tylko wiadomy sposób uratował Wisłę od utraty gola. Tak więc co niektórzy szykowali się w sobotę na snajperskie fajerwerki, ale efekt to okrutne rozczarowanie! (W.B.)
Dziennik Polski. 1991, nr 245 (22 X) = nr 14404
Wśród kibiców królował przed meczem Wisły ze Stalą Stalowa Wola niczym nie zmącony optymizm. „Pociągniemy frajerów przynajmniej trójką. A dwie brameczki to by się przydały tak na początek, żeby się rozgrzać. Bo zimno jak na biegunie" — ogłosił, przemieszczając się z trudem przez kołowrotek, pewien korpulentny jegomość. Jednakże im dłużej trwał bój na zielonej murawie, tym wiślacki „balon optymizmu” tracił powietrze. Gospodarze bowiem chcieli a nie mogli — goście zaś marzyli tylko o udaniu się do szatni bez straty bramki. I właśnie im dane było naprawdę cieszyć się z osiągniętego rezultatu. Jest to zresztą zrozumiale — Dawid „urwał” punkt Goliatowi.
