1991.11.16 Wisła Kraków - Zagłębie Lubin 2:1
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 2:1 (2:0) | Zagłębie Lubin | ||||||||
| widzów: 5.000-6.000 | ||||||||||
| sędzia: Władysław Dąbrowski z Warszawy | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1991, nr 265 (16-17 XI) = nr 14424
WISŁA — ZAGŁĘBIE Lubin (sobota, godzina 15, sędziuje W. Dąbrowski z Warszawy). Do Krakowa zjeżdża sam mistrz Polski, który jednak — po różnych roszadach personalnych — prezentuje jesienią formę daleką od poziomu godnego najlepszej jedenastki w kraju. Podobnie, jeżeli chodzi o dyspozycje sportową, jest z „Białą Gwiazdą”, z tym, że podopieczni duetu trenerskiego Musiał — Kmiecik „stanęli” po nadzwyczaj efektownym 4—1 w Chorzowie z Ruchem. Akurat w momencie, kiedy spodziewano się dalszego zwycięskiego marszu krakowian... „Mecz z Zagłębiem — stwierdza menedżer wiślaków ROBERT GASZYŃSKI — jest dla nas ostatnią szansą rehabilitacji w oczach naszych licznych i wiernych sympatyków. Tym samym alternatywą staje się tylko zwycięstwo. Pozwoliłoby ono udanie zakończyć jesienne występy na własnym boisku, podtrzymałoby kontakt z czołówką tabeli, Moglibyśmy z umiarkowanym optymizmem jechać za tydzień do Lecha. Wszyscy zawodnicy są zdrowi i gotowi do gry — pozostaje więc walka!”
Dziennik Polski. 1991, nr 266 (18 XI) = nr 14425
Taki duet to skarb Wisła —- Zagłębie Lubin 2:1 (2:0) Bramki: Gręda (17), Małek (40’ głową) — Kudyba (62). Sędziował W. Dąbrowski z Warszawy. Widzów ok. 8 tys. WISŁA: Bobrowicz — Jałocha, Małek, G. Lewandowski, Giszka — Janik, Włodarz, Gręda, Wojtowicz — Myślewski (78' Marzec), Kulawik (67’ Gałuszka). ZAGŁĘBIE: Koszarski — Machaj, Wójcik, Rogowskoj, D. Lewandowski — Gicełow, Czachowski, Góra, Grech (58’ Najdek) — Śliwowski, Kudyba. Zaczęło się od ostrożnej gry i... Wymiany spodenek (błyskawicznej i dyskretnej zarazem) przez Kudybę. Gdzieś po kwadransie krakowianie przeszli do generalnej ofensywy i Koszarski (świetny występ) absolutnie się nie nudził. Już w 17 minucie wyjmował piłkę z siatki, po „bombie” Grędy. Ale współautorem może się czuć Janik, który nagrywał piłkę koledze po rzucie rożnym. Na marginesie.; ten duet ma opracowanych kilka jakże sprytnych zagrywek — sobotni gol to efek.t właśnie jednej z nich. Szturm wiślaków trwał do przerwy, przerwany dwukrotnie kontrami Zagłębia i silnymi choć niecelnymi strzałami wspomnianego już Kudyby. Jeszcze przed golem Grędy poprzeczka (strzelał Kulawik) „uratowała’’ gości przed utratą bramki, a później szanse mieli Janik i ofensywnie nastawiony (w II połowie wyszło, że aż za bardzo...) Jałocha. Aż wreszcie w 40 minucie, znów po „krótkim rogu” Janik—Gręda, ten ostatni dokładnie zacentrował, zaś Małek — zmagając się z ostro atakującymi go lubinianami — nie dał się zmieść z powierzchni, wyskoczył najwyżej i efektowną „główką” po raz wtóry wprawił Koszarskiego w de-' presję, podwyższając na 2—0. Po pauzie goście ruszyli do przodu, czynili sporo „wiatru”, ale okazje strzeleckie mieli — po kontrach — wiślacy. Wymienić trzeba szanse Grędy, Wojtowicza, Janika czy Myślewskiego. Mówi się jednak, że marnowanie lubi się mścić.. I stało się; w 62 minucie właśnie Jałocha „nie zamknął” swojej flanki, centrował Najdek stojący w szeregu wiślacy po kolei mijali się z piłką i Kudyba nie okazał, się frajerem. A więc już tylko 2—1 . i nerwy do końca. Raz Małek ratuje zdawałoby się w beznadziejnej sytuacji (76 min.), zaś. na samym finiszu trzy okazję gospodarzy; z sytuacją sam na sam Gałuszki z Koszarskim i strzale krakowianina cokolwiek wiwat. (W. B.)
Dziennik Polski. 1991, nr 267 (19 XI) = nr 14426
Październikowa przerwa w lidze wpłynęła na piłkarzy Wisły wybitnie demobilizująco. W późniejszych trzech meczach zdobyli raptem jeden punkt. Teraz, w listopadzie, też odpoczywano przez dwa tygodnie, ale dla „Białej Gwiazdy” miało to rezultat także pozytywny. W sobotę mistrz Polski, czyli lubińskie Zagłębie mogło wyjechać z Krakowa z dużo cięższym bagażem bramek. Wypracowali sobie bowiem wiślacy szereg doskonałych pozycji strzeleckich, ale chwilami patałaszyli niemiłosiernie. Zdobyli dwa gole, ale akurat nie z „setek”. Kibice im to jednak na pewno wybaczą, albowiem na powrót zobaczyli swoich ulubieńców grających szybko, pomysłowo i ambitnie. „Chłopcy się wyjątkowo zmobilizowali — powiedział trener ADAM MUSIAŁ. — Przecież gdyby zremisowali lub przegrali to kontakt z czołówką mógłby się urwać na dłuższy czas. No i po ostatnich niepowodzeniach wyszczuplały im trochę portfele... A przecież zbliżają się różne okazje: Mikołaj, Gwiazdka, święta i gotówka się przyda”. . Lubinianie bardzo liczyli na dobry wynik w Krakowie. Wraz z piłkarzami przybyli na mecz najwięksi tamtejsi bossowie, czyli panowie Krzyżanowski i Koziński. Po meczu miny mieli markotne, ale nie ukrywali, że Wisła wygrała zasłużenie i w rozmiarach nawet korzystnych dla ich podopiecznych. „Już do przerwy miast 0—2 mogło być o wiele gorzej i przy przysłowiowej herbacie. A tak przynajmniej do końca emocji nie brakowało" — stwierdził członek kierownictwa sekcji futbolowej Zagłębia. Jerzy Koziński. Pożegnaliśmy więc wiślaków w tej rundzie, na własnym boisku oczywiście. W sobotę zagrają w Poznaniu z Lechem, z którym — na jego terenie — nie wygrali od wiosny 1963 roku...
