1992.04.18 Motor Lublin - Wisła Kraków 3:0
Z Historia Wisły
| Motor Lublin | 3:0 (2:0) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 2.000 | ||||||||||
| sędzia: Krzysztof Słabik z Gdańska | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1992, nr 92 (17-20 IV) = nr 14551
WISŁA zmierzy się w Lublinie z Motorem. Obie drużyny w wiosennej rundzie spisują się bardzo kiepsko. W 4 meczach zdobyły zaledwie po 1 punkcie. Lublinianie ani razu nie zdołali trafić do siatki rywali! Każda passa, nawet najgorsza, kiedyś się jednak musi skończyć. Kto pierwszy przełamie kryzys? Czy Wiślacy pod wodzą nowego duetu trenerów: Kazimierza Kmiecika i Zdzisława Kapki zdołają przywieźć do Krakowa choćby jeden punkt? W Lublinie ostatnio grało im się bardzo ciężko, remis byłby więc ich sukcesem.
Dziennik Polski. 1992, nr 93 (21 IV) = nr 14552
Wielkosobotni dyngus Motor Lublin — Wisła 3.—0 (2—0) Bramki: Banaszek (18), L. Pisz (45). Prokop (63). Sędziował: K. Słabik z Gdańska. Widzów ok. 3 tys. MOTOR: Opolski — Michaiłów. Kuraś, Bąk. S. Wojtowicz — Prokop. Zuchnik. L. Pisz. M. Pisz — Banaszek (69’ Adamczyk), Grzesiak. WISŁA: Bobrowicz — Jałocha. Włodarz, Gałuszka. Giszka — Gręda, Marzec (72’ J. Moskal), D. Wojtowicz, Kulawik — Świętek, R. Moskal (46’ Myślewski). Lublinianie sprawili Wiśle przedwczesnego dyngusa... Do sobotniego meczu gospodarze nie zdobyli jeszcze gola w rundzie Wiosennej, ale właśnie na ..Białej Gwieździe” powetowali sobie Wcześniejszą nieudolność, trwającą dokładnie 378 minut. . „Gole straciliśmy — powiedział menedżer Wisły ROBERT GASZYŃSKI — po ewidentnych błędach w arze defensywnej, ale' trzeba w tym momencie ‘pochwalić lublinian, że potrafili nasze fuszerki wykorzystać. Po raz koleiny formacja, która była czołową w rundzie jesiennej czyli obrona, nie staje na wysokości zadania. Nie pierwszy też raz straciliśmy pola tuż przed zejściem do szatni. Chodzi mi o drugą bramkę. Sami zaś stworzyliśmy praktycznie tylko jedną dogodną sytuację, tuż po przerwie, ale nie wykorzystał jej Gręda zwlekając z oddaniem strzału". W pierwszej połowie krakowianie grali nawet ładnie dla oka. ale cały animusz kończył się na linii początkującej pole karne gospodarzy. Ci z kolei pokazali jak trzeba atakować i strzelać gole. Pierwszego uzyskali po klasycznej kontrze i „wrzutce” piłki na pole karne. Drugiego po sprytnym rozegraniu rzutu wolnego i dokładnym podaniu „skóry” do niepilnowanego Leszka Pisza. Trzeci zaś padł po rzucie wolnym (egzekutor: wspomniany L. Pisz). Po którym piłka odbiła się od słupka, wiślacy spokojnie sobie stali, a Prokop znalazł się tam gdzie być powinien... (bat)
