1992.06.20 Wisła Kraków - Lech Poznań 0:2
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 0:2 (0:1) | Lech Poznań | ||||||||
| widzów: 4.000-5.000 | ||||||||||
| sędzia: Marian Dusza z Katowic. | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1992, nr 143 (20-21 VI) = nr 14602
Wisła — Lech (I liga), sobota godz. 17
Dziennik Polski. 1992, nr 144 (22 VI) = nr 14603
Futbolowe zoo Wisła — Lech 0—2 (0-1) Bramki; Trzeciak (11), Podbrożny (52). Sędziował: M. Dusza (Katowice). Żółte kartki: Myślewski, Korniejec, Araszkiewicz. Widzów ok. 4 tys. WISŁA: Bobrowicz — Jałocha, Lewandowski, Gałuszka, Giszka — Włodarz, Janik, Derewiński, Kulawik (77’ Brumer) — Świątek (61’ Myślewski), Gręda. LECH: Sidorczuk — Bereszyński (51’ Wywrót), Kryger, Wojtala, Korniejec — Moskal, Skrzypczak, Kofnyt (51’ Remień) — Podbrożny, Araszkiewicz, Trzeciak. W 1976 r. w Krakowie Wisła rozgromiła Lecha 8—0, a 5 goli zdobył Kazimierz Kmiecik. W 1983 r. krakowianie wygrali z poznaniakami 6—0, a 3 gole zdobył Zdzisław Kapka. W sobotę żaden z krakowskich piłkarzy nie poszedł w ślady obu eks-snajperów, obecnie trenerów pierwszej drużyny Wisły. „Biała Gwiazda” nie miała nic do powiedzenia, a jeszcze jesienią zremisowała ,w Poznaniu 1—1. Lech, jak na mistrza Polski przystało, był pod każdym względem lepszy: szybciej rozgrywał piłkę, groźniej strzelał, demonstrował lepsze wyszkolenie techniczne. Pierwszego gola w 11 min. zdobył Trzeciak po krótkiej indywidualnej akcji. Podprowadził sobie piłkę, obrońcom powiedział dobranoc i z 20 m lewą nogą trafił w samo okienko. Druga bramka była prezentem od Bobrowicza dla Podbrożnego. W 52 min. krakowski bramkarz wypuścił piłkę po strzale Korniejec, a stojący obok poznański napastnik dobił ją do pustej bramki. Mógł być także trzeci gol, ale w 44 min. Podbrożny będąc sam na sam z Bobrowiczem z 10 m nie trafił do bramki. I to ma być król strzelców (dzieli tytuł z Waligórą — obaj po 20 bramek) ekstraklasy? Krakowianie grali miernie, mimo to wypracowali trzy okazie do zdobycia goli: Lewandowski w 9 min. wślizgiem chciał wepchnął piłkę do bramki, ale Sidorczuk wykazał doskonały refleks i złapał piłkę na linii. Świętek w 29 min. z 5 m strzelił obok słupka. Jałocha w 39 min. sam wypracował sobie pozycję, strzelił mocno w róg z 20 m, lecą i tym razem Sidorczuk był sprytniejszy. Porażka Wisły nie popsuła humoru kibicom-szalikowcom z X sektora. W ostatniej minucie wykrzykiwali: „jesteśmy najlepsi” Absolutnie najlepsi — w wulgarnych porykiwaniach i w masowym zawodzeniu wciąż tych samych epitetów. Pod tym względem nikt im w Polsce nie dorówna. Takie futbolowe zoo. LESZEK RAFALSKI
Dziennik Polski. 1992, nr 146 (24 VI) = nr 14605
Przeciętność
7. miejsce odpowiada możliwościom tej drużyny. Wyżej to już strefa marzeń, w którą mógł wprowadzić „Białą Gwiazdę” co najwyżej wyjątkowy przypływ szczęścia, które w piłce nożnej gra niemałą rolę. Wprawdzie do wiosny Wisła przystąpiła z 5. pozycji mając zaledwie 2 pkt. straty do wicelidera, ale był to górny pułap możliwości, nie do utrzymania w dłuższej perspektywie. W ramach oddawania co trenerskie trenerowi trzeba przyznać, że Adam Musiał umiał tak nastroić ten przeciętny zespół, by zdobywał więcej niż się należało. Zgrzytem, który zachwiał Wisłą i zsunął ją w okolice strefy zagrożonej były nieporozumienia na linii kierownictwo sekcji — trener zakończone tradycyjnie, dymisją szkoleniowca. Białe rękawiczki, w których sprawę załatwiano nie przysłoniły konfliktowej atmosfery. . Jest przysłowie, które mówi, że „przy przeprawie przez rzekę nie zmienia się koni”. O woźnicy wprawdzie nie wspomina, ale można przyjąć, że i jego nie powinno się wymieniać. A tymczasem wbrew przysłowiu, przy przeprawie zwanej ligą, furman został podmieniony. Do zatopienia był tylko krok. Nowy trener Kazimierz Kmiecik z trudem nadał zachwianemu zespołowi nowy rytm. Wisła jest średniakiem, poza Jackiem Bobrowiczem nie ma żadnych gwiazd. Brak indywidualistów, którzy mogą szarpnąć grę i dodać reszcie skrzydeł. Dziś w Wiśle jest za dużo przeciętności, żeby marzyć o udziale w europejskich pucharach. (raf)
