1992.10.31 Wisła Kraków - Jagiellonia Białystok 6:3
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 6:3 (2:1) | Jagiellonia Białystok | ||||||||
| widzów: 2.500-3.000 | ||||||||||
| sędzia: Andrzej Szczełkun z Jeleniej Góry | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
| Data z biletu: 30 październik | ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1992, nr 255 (30 X-1 XI) = nr 14714
WISŁA — JAGIELLONIA Białystok (początek meczu dziś o godzinie 17). Przyjmując nawet, że krakowianie formą raczej nie imponują to jednak w konfrontacji z „Jagą” będą zdecydowanymi faworytami. Po prostu z najsłabszym — aktualnie — zespołem ligi musi się wygrać. Tym razem trener Karol Pecze będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników, naturalnie za wyjątkiem Lewandowskiego, którego kibice zobaczą na boisku dopiero wiosną. Do wczoraj, do godzin wieczornych, nie dotarła do Krakowa żadna informacja o tym, żeby Jagiellonia miała nie przyjechać na dzisiejszy mecz. Najprawdopodobniej piłkarze beniaminka zjawią się przy Reymonta bezpośrednio przed rozpoczęciem spotkania. „Nie wierzę, aby drużyna pierwszoligowa nie znalazła środków na przyjazd na mecz. Nawet biorąc pod uwagę kłopoty finansowe. To po prostu niemożliwe!” — stwierdził ZDZISŁAW KAPKA.
Dziennik Polski. 1992, nr 256 (2 XI) = nr 14715
Święto Wisła.— Jagiellonia 6—3 (2—1) Bramki: Świętek 3 (61, 64 i ??), Janik (8), Kulawik (39), Grę- (89) — Ostrowski (18), Jurkowski (60 — z wolnego), Ambrożej (68 — z karnego). Sędziował: A. Szczełkun (Jelenia Góra). Widzów ok. 3 tys. WISŁA: Bobrowicz — Jałocha, Włodarz, Gałuszka, Giszka —
9 goli, co jeden to ładniejszy. To piękna premia dla kibiców, zwłaszcza, że równo dopingowali obie drużyny (z „Jagą” szalikowcy Wisły trzymają sztamę), w tej lawinie miłych oku brafftfek grzechem byłoby szukać słabych punktów. Wprawdzie wybredni narzekają, że obrona była dziurawa, ale gdzież tam! Obrony nie było wcale, ani w Wiśle, ani w Jagielloni, więc jak krytykować coś co nie istniało? Goście wyszli na mecz prosto z autobusu. Po 7,5 godzinach spędzonych w drodze przez 90 minut rozprostowywali kości wielokrotnie zagrażając bramce Bobrowicza. Serię goli rozpoczął Janik pięknym strzałem z 20 m w dolny róg, ale kontuzja pachwiny pozbawiła go szans na następne. Mecz był świętem Świętka. Pierwsze dwa gole padły po jego podaniach, trzy następne strzelił sam. Efektownie wpisali się na listę strzelców Gręda (przelobował bramkarza) i Kulawik (precyzyjna główka). W bramce Jagielloni mógł stanął 36-letai trener gości Mirosław Sowiński. Już szron na głowie, już nie to zdrowie, ale 6 goli to by chyba nie przepuścił.. LESZEK RAFALSKI
