1993.11.20 ŁKS Łódź - Wisła Kraków 1:1

Z Historia Wisły

1993.11.20, I Liga, 17. kolejka, Łódź, Stadion ŁKS, sobota
ŁKS Łódź 1:1 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 2.978-3.000
sędzia: Ryszard Wójcik z Opola.
Bramki
Dariusz Podolski 4'

1:0
1:1

75’ Rafał Kupidura
ŁKS Łódź
3-5-2
Andrzej Woźniak
Tomasz Lenart
Marek Chojnacki
Rafał Pawlak
Grafika:Zk.jpg Artur Krysiak
Zdzisław Leszczyński
Tomasz Wieszczycki
Dariusz Podolski
Andrzej Ambrożej
Tomasz Cebula
Jacek Płuciennik grafika: Zmiana.PNG (71' Janusz Kaczówka)

trener: Ryszard Polak
Wisła Kraków
3-5-2
Artur Sarnat
Jacek Matyja
Jarosław Giszka
Robert Włodarz
Jerzy Moskal
Grzegorz Lewandowski
Paweł Kozak
Grzegorz Kaliciak
Tomasz Kulawik
Grzegorz Szeliga
Dariusz Lament grafika: Zmiana.PNG (24’ Rafał Kupidura Grafika:Zk.jpg)

trener: Marek Kusto

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Relacje prasowe


Dziennik Polski. 1993, nr 270 (22 XI) = nr 15032


Kupidura = punkt ŁKS — Wisła 1—1 (1—0) Bramki: Podolski (5) — Kupienia (73). Sędziował: R. Wójcik (Opole). Żółte kartki: Krysiak — Kupidura. Widzów ok. 3 tys. ŁKS: Woźniak — Lenart, Chojnacki, Pawlak — Leszczyński, Wieszczycki, Krysiak, Podolski, Ambrożej — Płuciennik (70’ Kaczówka), Cebula. WISŁA: Sarnat — Matyja, Giszka, Włodarz — Moskal, Lewandowski. Kozak, Lament (26’ Kupidura), Kulawik, Kaliciak — Szeliga. Co bardziej zapalczywi fani „Białej Gwiazdy” tzw. temat Rafała Kupidury jeszcze niedawno kończyli kategorycznym: „drewienko”. Co to oznacza tłumaczyć chyba nie trzeba... Nawet niektórzy dziennikarze kwalifikowali zawodnika co najwyżej do roli chłopca podającego piłki na meczach ligowych... Dobrze, że trenerowi Markowi Kuście starczyło cierpliwości — owo „drewienko” w ciągu trzech tygodni zapewniło Wiśle dwa jakże cenne punkty! 30. października w bydgoskim meczu z Zawiszą, w ostatnią sobotę na łódzkim stadionie przy alei Unii. Wiślacki szkoleniowiec wielokrotnie powtarzał: „Ten chłopak potrafi grać, umie zaskakująco strzelić, myśli na boisku. Musi się tylko przełamać. Trzecią ligę, mimo wszystko, dzieli od pierwszej spora różnica...”. Wydaje się, iż trenerskie słowa ciałem, a raczej golami się stały. Trochę więc chyba szkoda, że kolejne mecze dopiero na wiosnę... W obozie ŁKS liczono, że piłkarze w efektownym stylu zakończą tegoroczne ligowe występy. Nie- ' którzy — nie tylko w Łodzi(!) — zacierali przy okazji dłonie będąc przekonanymi, iż zostanie Wiśle wypłacona „premia za czerwiec”... Na iście lodowej nawierzchni (temperatura minus 9 stopni C.) początek meczu zdawał się potwierdzać te przewidywania. Już w 5 minucie skapitulował bowiem debiutujący w lidze w barwach „Białej Gwiazdy” Artur Sarnat. Pokonał go precyzyjnym „szczurem” w róg bramki Podolski. Obecny na trybunach łachman nie tylko bramkarski czyli Jan Tomaszewski stwierdził: „Młokos nie miał szans, był zasłonięty, a łodzianin strzelił tam gdzie powinien”. Z upływem czasu jednak „Tomek” co rusz komplementował krakowianina, by na koniec oświadczyć, że może być z niego gość... Przyznać trzeba, iż Sarnat zaprezentował się dobrze, a to jak obronił w 72 minucie strzał Podolskiego (z metra!) pozostanie słodką tajemnicą... Akurat po tym zdarzeniu „poszła” krakowska kontra, umiejętnie dośrodkowa! Kaliciak, wspomniany Kupidura stojąc tyłem do bramki sprytnie przyjął piłkę, obróci! się I z ok. 8 metrów skierował „skórę” gdzie chciał! Generalnie — biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne i terenowe — spotkanie wypada ocenić pozytywnie. Gospodarze przeważali w I połowie (bramkowe szanse m. in. Cebuli, Podolskiego, Wieszczyckiego i Ambrożeja). Po pauzie bardziej przekonywająca była krakowska młodzież. Choć akurat najlepszą okazję strzelecką mieli wiślacy w 44 minucie — Lewandowski (chyba był spalony), znalazł się oko w oko z Woźniakiem, wybrał wariant rozwiązania siłowego i chybił: wspomniany Tomaszewski rzucił krótko: i winien lobować i byłaby brameczka”. (BAT)


Wspomnienia po latach

Pamiętam swój debiut w Wiśle. Graliśmy ostatni mecz jesieni 1993 w Łodzi z ŁKS-em. Przy temperaturze około -10 stopni Celsjusza, zremisowaliśmy 1:1.
Artur Sarnat, "Biała Gwiazda" nr 2 - 11.1997 roku