1995.04.08 Wisła Kraków - Bałtyk Gdynia 3:1
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 3:1 (1:1) | Bałtyk Gdynia | ||||||||
| widzów: 2.000 | ||||||||||
| sędzia: Marian Pyzałka z Wrocławia | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
http://www.baltyk.gdynia.pl/archiwum/
Dziennik Polski. 1995, nr 85 (10 IV) = nr 15451
Regularność „Kalego”! Bramki: Kaliciak 17 i 85 (obie głową), G. Pater 73 - Skrzypczak 2. Sędziował: M. Pyzałka (Wrocław). Żółte kartki: Pudysiak, Abraham. Widzów ok. 3 tys. WISŁA: Sarnat - Gorszkow, Owca, Głownia, Giszka - G. Pater, Marzec, Włodarz, Kulawik - Szeliga (69 Błoński), Kaliciak. Dobra passa Wisły trwa - 16. mecz ligowy bez porażki to naprawdę spore osiągnięcie. W pewnym stopniu przypomina się jesień 1977 roku; wtedy krocząca do mistrzowskiego tytułu „Biała Gwiazda” goryczy porażki zasmakowała dopiero w dziewiętnastym występie, wcześniej wygrała pięć spotkań z rzędu. Teraz jest wprawdzie Wisełka w lidze drugiej, ale przecież walczy o sporą stawkę, czyli awans (powrót) do ekstraklasy. A piąty mecz (kolejny) tej wiosny zwycięski... - Panował w Krakowie ogromny optymizm przed tym spotkaniem - powiedział trener Lucjan Franczak. - Wśród moich piłkarzy również. Musiałem więc trochę studzić ich rozgrzane głowy. Bałtyk przecież nie przegrał tej wiosny, czyli grać potrafi. Potwierdził to zresztą na boisku. Grał w piłkę, nie myślał tylko o defensywie. Szybko, wykorzystując nasz błąd, zdobył gola i trzeba było się sporo natrudzić, żeby zwyciężyć. Znowu kłania się nasza skuteczność, mam też inne uwagi do różnych zawodników. Cieszę się więc z wygranej, tym bardziej że przecież czujemy presję kibiców i środowiska. Ale nie ma sensu oglądać się na rywali, tylko samemu brać ile się tylko da. Cieszę się też, że Kaliciak potwierdza, iż jest tzw. rasowym napastnikiem. Smuci mnie natomiast dyspozycja Szeligi. On też się musi tak po piłkarska otworzyć; może już w sobotę we Wrocławiu w meczu ze Śląskiem... Wiślacki szkoleniowiec wspomniał o przeświadczeniu fanów, że „Biała Gwiazda” odeśle Bałtyk do domu z pokaźną ilością straconych goli. To prawda, najczęściej typowano sukces gospodarzy w wymiarze cztero-, pięciobramkowym. Zresztą sami, gdynianie wyszli na murawę na tzw. miękkich nogach. Ponoć trener Andrzej Bussler nie krył swych obaw co do „rozjechania” jego zespołu przez Wisłę. I nim się mecz na dobre rozpoczął - w 2. minucie - Bałtyk objął prowadzenie! Szeliga „główkował” mało precyzyjnie, „poszła” kontra, wiślacy dziwnie się zagapili, a Skrzypczak - w sytuacji sam na sam - sprytnie strzelił w tzw. długi róg. Czyli 0-1. Szok? Bardziej konsternacja, i początek wiślackiej ofensywy. Ciekawe akcje, sporo okazji (m. in. piłka trafiała i w poprzeczkę i w słupek) i nic. Aż wreszcie - w 17. minucie - z prawej strony zacentrował Marzec, a celną „główką” (troszkę w stylu Szarmacha lub Iwana) popisał się - oczywiście - Kaliciak. Czyli 1-1. I kolejne zaskoczenie - gospodarze trochę wyhamowali. A po przerwie jakby się pogubili. Zasługa w tym też gości, którzy wcale sprawnie poczynali sobie w defensywie i w środku pola. W 54. minucie mieli nawet wspaniałą szansę strzelecką, ale będąc przed Sarnatem nie zdołał Pudysiak dokładnie dograć piłki do Nowackiego. Co na to Wisła? Starała się, ale bez efektów. Nerwy, ciężka murawa, nieustępliwy przeciwnik. Ale do czasu. W 73. minucie typowa dla Marca koronkowa akcja, podanie do G. Patera i 2-1; na trybunach eksplozja radości. Bałtyk już nie „rzucił” się do przodu, a rezultat „przyklepał” - oczywiście - Kaliciak. W 85. minucie idealnie zacentrował mu Kulawik i „Kali” po raz drugi uderzając piłkę głową pokonał Zagórskiego. Po raz siódmy tej wiosny Kaliciak trafił do siatki, a w trzecim mecz z rzędu uczynił to dwukrotnie w ciągu regulaminowych 90 minut! Pogratulować regularności, a kibice pewnie by powiedzieli - tak trzymać do czerwca... WOJCIECH BATKO
