1995.06.03 Ślęza Wrocław - Wisła Kraków 4:1
Z Historia Wisły
| Ślęza Wrocław | 4:1 (2:0) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 1.000-2.000 | ||||||||||
| sędzia: Jacek Kasierski z Gorzowa Wlkp. | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1995, nr 126 (3/4 VI) = nr 15492
Czyli dziś o godzinie 12 we Wrocławiu początek drugoligowego meczu piłkarskiego grupy pierwszej Ślęza - Wisła. Nie trzeba chyba przypominać o znaczeniu tego spotkania dla „Białej Gwiazdy”... Krakowianie udali się w podróż wczoraj o godz. 14. Nocować będą we Wrocławiu w hotelu położonym niedaleko stadionu Śląska
Dziennik Polski. 1995, nr 127 (5 VI) = nr 15493
W piłkarskiej II lidze, ale sędziowskiej „ekstraklasie”
Przegrali z ośmiornicą Ślęza Wrocław - Wisła 4-1 (2-0) Bramki: Sorbian 47 i 84, Musiał 10, Tomziński 28 karny - Błoński 71. Sędziował: Jacek Kasierski (Gorzów Wielkopolski). Żółte kartki: Pietraszewski - Giszka, Kulawik, Włodarz, Kozak. Czerwona kartka: Kozak. Widzów: ok. 1,5 tys. (w tym blisko 400 z Krakowa). WISŁA: Mucharski - Głownia (65 G. Pater), Giszka, Matyja - Gorszkow, Kozak, Marzec (65 Błoński), Kulawik, Włodarz - Szeliga, Kaliciak. W swoim 25. kolejnym występie ligowym piłkarze Wisły doznali w sobotę pierwszej porażki. Tym razem Wrocław - na dzień przed Zielonymi Świętami - nie okazał się szczęśliwy, w odróżnieniu od soboty przed kwietniową Wielkanocą. Ale porażki ze Ślęzą nie można odbierać jako poniesionej w sportowej rywalizacji! - Trzydzieści lat jestem trenerem, ale nie miałem jeszcze do czynienia z takim sposobem sędziowania, generalnie z taką postawą arbitra głównego! - powiedział nam wzburzony do granic wytrzymałości Lucjan Franczak. - Sędzia, który zwie się Jacek Kasierski to człowiek arogancki, bezczelny, bez twarzy, po prostu kabotyn! Przyjechał z Gorzowa do Wrocławia z jasnookreślonym zadaniem i wykonał je wręcz popisowo. Mieliśmy przegrać i tak się stało. Okazuje się, że nic już nie jest ważne jeżeli liczą się tylko mafijne układy i takież sposoby postępowania. Polską piłką nożną rządzi ośmiornica! Obywatel Kasierski „wydrukował” sobotni mecz i nie sądzimy, że zrobił to bezinteresownie. Między bajki należy też włożyć ewentualne głosy o wyjątkowo słabym dniu rozjemcy. Ten pan uczynił to co uczynił w sposób perfidny, ale też wzorcowy (jeżeli przyjąć sposób postępowania ludzi z sędziowskiej mafii, powiązanych z klubowymi „działaczami”)! Czerwoną kartkę (po drugiej żółtej) pokazał Kozakowi za - jak to określił - słowne znieważenie poprzez użycie przez piłkarza słów uważanych powszechnie za obelżywe. Zawodnik z kolei (podobnie utrzymuje trener Franczak) twierdzi, że po podyktowaniu rzutu karnego powiedział do sędziego - I tak wygramy ten mecz. Jeżeli nawet przyjąć, że wiślak nie dodał żadnego „epitetu” to i tak... obraził arbitra. Przecież Kasierski miał się przyczynić do porażki Wisły, a tu gracz podważył jego sędziowskie umiejętności... Pan sędzia pracował w sobotę intensywnie. Szczególnie do przerwy. Właściwie każdy kontakt wiślaków z rywalami kończył się odgwizdaniem faulu. Dojście gości do „szesnastki” nie było możliwe (raz, kiedy indywidualnie, „urwał” się Szeliga mijając po drodze rywali to był... spalony szarżującego wiślaka). W 10 minucie sami się goście podłożyli gdyż stracili gola (prawidłowego - błąd bramkarza i skuteczna dobitka). Toż to dar niebios - podyktowało się karnego (po centrze z rogu miał być faul, ale najbardziej zdziwiony był ten rzekomo poszkodowany!) i mecz się ustawiło. Potem spokojnie gwizdało się „swoje”, mając w pogotowiu kolorowe kartki. A zaraz po przerwie wiślacy po raz drugi sami się wystawili (po kiksie przed polem karnym strzał Sorbiana idealnie w „okienko”), więc było już jasne, że nic złego zadaniu postawionemu przed arbitrem stać się nie może. Zresztą gdyby Kasierski nagle doświadczył amnezji to na pewno przywróciłaby go do zdrowia osoba jednego z „działaczy” z Wronek, z zapartym tchem oglądającego boiskowe zmagania... (BAT) P.S. Jeżeli ktoś by jeszcze nie wiedział to za tydzień Śląsk i Arnika wygrają swoje mecze, a 14 czerwca - w spotkaniu między sobą - zremisują...
0 ludzka naiwności! Ewentualności włączenia się piłkarzy Wisły do walki o awans do ekstraklasy nie braliśmy w zimie - prawdę powiedziawszy - pod uwagę. Gdy jednak „Biała Gwiazda” poczęła skrzętnie gromadzić punkty, a rywale je tracić, oraz po efektownym 3-1 we Wrocławiu ze Śląskiem, wyczuliśmy pewną szansę. W swej naiwności (jak się okazuje ogromnej) nie chcieliśmy więc dawać wiary opiniom futbolowego środowiska, sprowadzającym się do jednego - jeżeli Wisła swoich pierwszoligowych aspiracji nie „podeprze” działaniami poza boiskiem, to rywale spokojnie ją wyimpasują! Bo tylko - przepraszamy za wyrażenie - frajer wierzy jeszcze w uczciwą rywalizację! Przed sobotnim meczem ze Ślęzą oczywiste było to, że jeżeli krakowianie przegrają, to stracą praktycznie wszelkie szanse. To, że Ślęza grała wyjątkowo ambitnie i dobrze zarazem, nie powinno budzić zaskoczenia. Dopuszczalnym uznajemy też to, że wrocławianie mogli mieć, za pokonanie Wisły, obiecane ekstrapremie od Śląska lub Arniki (albo obu drużyn). Ale postawa sędziego głównego to już oczywisty skandal. W perfidny sposób człowiek ten „wydrukował" mecz i... włos mu z głowy nie spadnie. Polskie środowisko sędziowskie jest bowiem - w swej większości - skorumpowane, mające za nic, choćby minimum przyzwoitości. Jacek Kasierski, to tylko jeden z wielu, którzy z nieuczciwości (przy rozsądzaniu boiskowych sporów) uczynili kanon postępowania jako futbolowi arbitrzy. Nie od dziś wiadomo - i nie trzeba chyba tłumaczyć dlaczego - że jeżeli sędzia bardzo chce, to może zrobić ogromnie dużo. Kasierski bardzo chciał... Mogliśmy być teraz mądrzy. Mogliśmy wcześniej pisać, że działacze Śląska i Arniki (głównie ci z Wronek) starają się „sponsorować” wszystkich, którzy mogą odebrać Wiśle punkty. Że Piotr Skrobowski i Lucjan Franczak najbardziej obawiają się sędziów. Że ci ostatni wręcz „biją” się, by mieć okazję prowadzenia meczów Arniki (podobno za 90 minut „umiejętnego” gwizdania można sobie nieźle wyposażyć np. kuchnię w swoim mieszkaniu, albo zainkasować minimum 100 milionów starych złotych...). Gdyby Wisła przegrała rzeczywiście po normalnym meczu i tylko z boiskowym rywalem nie robilibyśmy problemu. Ale przecież tak nie było! I coli nic po prostu. A futbolowy światek, a raczej półświatek, śmieje się do rozpuku i wytyka palcami. Śmierć frajerom! WOJCIECH BATKO
Dziennik Polski. 1995, nr 129 (7 VI) = nr 15495
Towarzystwo Sportowe Wisła przebiegiem sobotniego, drugoligowego meczu piłkarskiego wrocławskiej Ślęzy z „Białą Gwiazdą” spróbowało zainteresować Polski Związek Piłki Nożnej. - Wczoraj do Warszawy udał się menedżer Zdzisław Kapka i złożył wizytę w Związku - powiedział nam Ludwik Miętta-Mikołajewicz - Na ręce prezesa Kazimierza Górskiego przekazał pismo z uchwałą Walnego Zgromadzenia Towarzystwa domagającą się unieważnienia wrocławskiego spotkania i powtórzenia go w terminie wyznaczonym przez PZPN.
Wczoraj Zarząd KOZPN oglądnął I zapis wideo piłkarskiego meczu Ślęza - Wisła. Zarząd postanowił zwrócić się do PZPN o wszczęcie śledztwa w sprawie wydarzeń zaistniałych na boisku, ze szczególnym uwzględnieniem oceny sędziego Jacka Kasierskiego.

