1995.11.05 Wisła Goldenmajer Kraków - Chemik Police 0:3
Z Historia Wisły
| Wisła Goldenmajer Kraków | 0:3 | Chemik Police |
| ||||||||||
| () | |||||||||||||
| ilość widzów: | |||||||||||||
| |||||||||||||
| |||||||||||||
| (l) - libero | |||||||||||||
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1995, nr 255 (4/5 XI) = nr 15621
Siatkówka Wisła Goldenmajer - Chemik Police (I liga kobiet), sobota godz. 18, niedziela godz. 10.30.
Dziennik Polski. 1995, nr 256 (6 XI) = nr 15622
(Sobota) WISŁA GOLDENMAJER - CHEMIK Police 0-3 (6-15, 6-15,11-15). Wisła: Smereka, Lehman-Dybała, Majka, Podoba, Wojno, Fiedczenko oraz Barbaszewska i Niechwiej. Przed meczem, w szatni, twierdziły krakowianki, że nie boją się konfrontacji z mistrzowskimi policzankami. Jednakże już na parkiecie te deklaracje nie zostały potwierdzone. Dwa sety Chemik wygrał bezproblemowo. Wiślaczkom w tym czasie trzęsły się ręce, zawodziły nawet w sytuacjach klarownych, w których popełniały błędy w żaden sposób nie wymuszone akcjami przeciwnika. I nagle „obudziły” się w trzeciej partii, czym zaskoczyły całkowicie rozprężone rywalki. Prowadziła Wisła 9-4,10-6 i wtedy bardzo już zdenerwował się spokojny dotąd trener Chemika, Waldemar Kuczewski. Wziął tzw. czas i w „żołnierskich” słowach przemówił do swoich zawodniczek. Poskutkowało, policzanki szybko odrobiły straty pozwalając Wiśle na zdobycie jeszcze tylko jednego punktu. Mecz zakończyła „kiwką” najlepsza polska rozgrywająca, była wiślaczka Magdalena Śliwa... (Niedziela) WISŁA - CHEMIK 1-3 (14-16, 5-15, 15-5, 9-15). Wisła: skład jak w sobotę. Krakowianki rozpoczęły wyjątkowo bojowo nastawione, Chemik zaś spokojny i chyba nie w pełni skoncentrowany. 3-0, 4-4, 10-9, 10-11, 14-11 i pierwsza piłka setowa, obroniona przez policzanki. Druga szansa zakończenia seta była przy stanie 14-13, niestety bez ostatniego akordu. Za to doświadczone rywalki zrobiły to już za pierwszym razem... Partia druga bez historii, podobnie jak trzecia z tym, że ta niespodziewanie dla „Białej Gwiazdy”. Zaistniała trudna do odbioru zagrywka, zaczął funkcjonować blok, nieźle było z obroną i asekuracją, ciężar atakowania wzięła na siebie młodziutka Barbaszewska (od początku meczu w pierwszej „szóstce”, dysponuje najsilniejszymi „ścięciami” w zespole). Czyli jednak można... Cóż, ewentualne nieśmiałe nadzieje na niespodziankę krakowscy kibice musieli nader szybko zweryfikować. W secie czwartym dominował już Chemik; w ciągu pięciu minut objął prowadzenie 9-0, potem „poczekał” na Wisłę (9-6), by znowu przyspieszyć i zwyciężyć za drugą piłką meczową. - Zdawałem sobie sprawę z klasy Chemika, który jest teraz personalnie chyba silniejszy niż kiedykolwiek - oświadczył trener Ryszard Litwin - To jednak absolutnie nie tłumaczy postawy moich zawodniczek, szczególnie słabej w meczu sobotnim. Wczoraj bowiem okazało się, że nawet z tak dobrym rywalem można skutecznie powalczyć. Żal mi pierwszego seta, którego - w sytuacji punktowej jaka zaistniała - należało wygrać. Kto wie jak wtedy potoczyłoby się to spotkanie...

