1996.02.03 Wisła Goldenmajer Kraków - Stal Mielec 3:0
Z Historia Wisły
| Wisła Goldenmajer Kraków | 3:0 | Stal Mielec | |||||||||||
| () | |||||||||||||
| ilość widzów: | |||||||||||||
| |||||||||||||
| |||||||||||||
| (l) - libero | |||||||||||||
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1996, nr 29 (3/4 II) = nr 15695
Siatkówka Wisła Goldenmajer - Stal Mielec (I liga), sobota godz. 17, niedziela godz. 11.
Dziennik Polski. 1996, nr 30 (5 II) = nr 15696
(Sobota) WISŁA GOLDENMAJER - STAL Mielec 3-0 (15-5, 15-13, 15-4). Wisła: Smereka, Lehman-Dybała, Majka, Barbaszewska, Podoba, Fiedczenko oraz Niechwiej, Śrutowska i Piechota. Kibiców przybyłych do hali przy ul. Reymonta mogła zaskoczyć oprawa spotkania. Solista przygrywał bowiem na organach elektrycznych i chwilami można się było czuć jak w szanującej się hali hokejowej. Pomysł z muzycznymi przerywnikami ocenić jednak wypada jako interesujący; gdyby tak jeszcze siatkarki chciały podobnie grać... Wiślaczki akurat w setach pierwszym i drugim zaprezentowały się z dobrej strony. Dyktowały warunki, dominowały w każdym elemencie. Partie zakończyły się, odpowiednio, autowym blokiem mielczanek i skutecznym atakiem Podoby. Ale w drugim secie zagrała „Biała Gwiazda” tak, jak w... jesieni. Proste, często niewymuszone błędy, beztroska, niedokładność spowodowały, że było już 1-6, 4-11 i 7-12. Wtedy do akcji wkroczył wiślacki szkoleniowiec i reprymenda poskutkowała. Pogubiły się z kolei mielczanki i Wisła wygrała seta (piętnasty punkt po złym odbiorze zagrywki Lehman-Dybały). Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że przebieg tej partii to zapowiedź świątecznego zakalca... (Niedziela) WISŁA GOLDENMAJER - STAL 2-3 (10-15, 14-16,15-7, 15-12, 11-15). Wisła: Nie wystąpiły Śrutowska i Piechota, zagrała Wojno, pozostałe jak dzień wcześniej. Postawę w pierwszym secie można, od biedy, wiślaczkom wybaczyć. Jednak już wtedy dało się zauważyć, przede wszystkim, fatalne przyjmowanie zagrywki, słabą asekurację i mało urozmaicone ataki. Przegrywały krakowianki 0-4, 3-7, „doszły” na 7-7 i inicjatywę przejęły rywalki. W secie drugim dokonała „Biała Gwiazda” rzadkiej sztuki - prowadząc 10-4, 13-6,14-9 i mając trzy setbole przegrała partię! Przy stanie 14-11 trener Litwin wziął „czas”, ale najwyraźniej jego podopieczne myślami były gdzie indziej, gdyż już do końca seta licytowały się tylko w ilości złych zagrań... Decydujący punkt mielczanki zdobyły za sprawą Smereki, która dotknęła siatkę. W trzecim secie wreszcie wiślaczki zagrały poprawnie i zwyciężyły w ciągu niespełna 15 minut. Z kolei w czwartym secie od stanu 3-4 wyprowadziły na 13-6, by się zatrzymać. Gdy było 13-12, Stal miała piłkę w górze i najprawdopodobniej - zdobywając wtedy kolejny punkt - „dobiłaby” krakowianki. Ale akurat pomyliła się w ataku Kicior (wczoraj z reguły niezawodna) i doszło jednak do tie-breaku. W decydującej partii prowadząc 5-2 pozwoliła sobie Wisła na stratę kolejnych dziesięciu punktów (aż dziewięć przy zagrywce Kabat, która rozłożyła krakowianki)! Ostatnie fragmenty seta to już tylko padanie wiślaczek na kolana. - W zasadzie można tylko pytać, dlaczego?! - stwierdził rozdygotany Ryszard Litwin. - Nie pojmuję jak można grać tak beztrosko, tak bezrozumnie... Już wydawało się, że zawodniczki zrozumiały czego się od nich, wymaga. Aż tu nagle zwrot o 180 stopni. Koszmar
