1996.03.02 Wisła Goldenmajer Kraków - Kolejarz Katowice 3:2
Z Historia Wisły
Relacje prasowe
Siatkówka Wisła/Goldenmajer - Kolejarz Katowice (I liga kobiet), sobota, godz. 18.15, niedziela, godz. 11.
Dziennik Polski. 1996, nr 54 (4 III) = nr 15720
(Sobota) WISŁA GOLDENMAJER - KOLEJARZ Katowice 3-2 (15-6, 6-15, 3-15, 15-12, 15-11). Wisła: Smereka, Fiedczenko, Lehman-Dybała, Barbaszewska, Podoba, Wojno oraz Majka i Niechwiej. Kolejarz uważany jest za najsilniejszy zespół z grupy słabszych. Stąd jawił się wiślaczkom jako rywal praktycznie nie do pokonania. Trudno powiedzieć czy miało to jakiś wpływ na przebieg gry, ale na rozgrzewce katowiczanki były uśmiechnięte, spokojne, jakby pewne swego, krakowianki zaś skupione, aż nazbyt poważne. Być może wyzwalały w sobie tzw. sportową złość, bowiem w I secie dosłownie „zmiotły” Kolejarza z parkietu. Zaryzykowały zagrywkę na pograniczu trafienia piłką w siatkę lub posłania w aut i tym, przede wszystkim, wygrały. Katowiczanki nie mogły sobie poradzić z odbiorem i nawet tak wszechstronna rozgrywająca jak Gil (z domu Kozioł, wychowanka Wisły) nie mogła już nic zdziałać. A jak nie ma rozegrania to można sobie dać spokój z marzeniami o sukcesie... Niestety, w II secie sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Teraz Kolejarz (głównie Chaińska, Wrona i Gil) „gonił” wiślaczki po parkiecie i po 16 minutach gry mógł się cieszyć. Podobnie jak w trzeciej partii, w której naprzeciw „profesorek” ze Śląska stanęły dziewczyny sprawiające wrażenie, jakby pierwszy raz w życiu kazano im grać w siatkówkę... Kiedy spodziewano się łatwego sukcesu katowiczanek niespodziewanie obudziły się krakowianki. WIV secie prowadziły już 8-1 i 12-4 kiedy zaczęły popełniać proste błędy (obrona w polu, asekuracja, rozegranie). Kolejarz „doszedł” na 13-12, ale w końcówce seta on z kolei się pogubił. Emocji jednak nie brakowało. I wreszcie tie-break. Szalenie zacięty i wyrównany. Kiedy Kolejarz wyrównał na 11-11 trener Litwin wziął tzw. czas. Wiślaczki ochłonęły i pokazały lwi pazur; ostatni atak wykonała Lehman-Dybała. (Niedziela)WISŁA GOLDENMAJER - KOLEJARZ 3-1 (13-15, 15-10, 15-11, 15-10). Wisła: nie grała Niechwiej, pozostałe jak w sobotę. Przez 97 minut zacięcie walczono w wiślackiej hali, kibice przezywali też prawdziwą huśtawkę nastrojów. W setach pierwszym i trzecim rozstrzygały silniejsze nerwy w finiszowych fragmentach, choć Wisła w III partii prowadziła już 13-7, ale wygrała dopiero za czwartym setbolem (atak Fiedczenko). Niezwykłej sztuki dokonała natomiast w setach drugim i czwartym. W obu zwyciężyła mimo, że-przegrywała po 1-9! Czyli teraz nie powinny już wiślaczki skarżyć się na słabą odporność psychiczną czy też z góry stawiać się na przegranych pozycjach - walka i wiara mogą czasami zdziałać cuda... - Dziewczyny doskonałe wiedziały, że tylko ostrą, ryzykancką zagrywką mogą „odrzucić” Kolejarza od siatki, a co za tym idzie zneutralizować przyjęcie i potem dokładne rozegranie - oświadczył Ryszard Litwin - To był klucz do naszych wygranych. Chciałbym, aby zawodniczki uwierzyły wreszcie w swoje możliwości; oby ten dwumecz był przełomowy..
