1996.06.05 Wisła Kraków - Hutnik Warszawa 3:0

Z Historia Wisły

1996.06.05, II Liga, 32. kolejka, Kraków, Stadion Wisły,
Wisła Kraków 3:0 (1:0) Hutnik Warszawa
widzów: 3.000-3.500
sędzia: Wojciech Kulaszka z Przemyśla
Bramki
Tomasz Kulawik 4’
Grzegorz Kaliciak 83’
Waldemar Dzierżanowski 87’
1:0
2:0
3:0
Wisła Kraków
5-3-2
Artur Sarnat
Robert Głownia
Bogdan Zając
Jacek Matyja
Wiktor Sydorenko
Dariusz Marzec grafika: Zmiana.PNG (56’ Łukasz Surma)
Krzysztof Łętocha
Grzegorz Pater grafika: Zmiana.PNG (49’ Waldemar Dzierżanowski)
Jarosław Giszka
Tomasz Kulawik
Grzegorz Kaliciak

trener: Henryk Apostel
Hutnik Warszawa
3-5-2
Olczak
Wełna Grafika:Zk.jpg
Dziedzic
Liszewski Grafika:Zk.jpg
Sazanowicz
Barchwic grafika: Zmiana.PNG (90' Księżopolski)
Worotylak
Koc
Wiechowski
Krajewski grafika: Zmiana.PNG (61' Figaszeski)
Milankiewicz grafika: Zmiana.PNG (75' Kalinowski)

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl


Dziennik Polski. 1996, nr 132 (7 VI) = nr 15798

Powrócili!

Wisła - Hutnik Warszawa 3-0 (1-0) 1-0 Kulawik 4 min. 2-0 Kaliciak 82 min. 3-0 Dzierżanowski 86 min. Sędziował W. Kulaszka (Przemyśl). Widzów 5 tys. WISŁA: Sarnat - Głownia, Zając, Giszka - Sydorenko, Łętocha, Marzec (SS Surma), Matyja, Pater (47 Dzierżanowski) - Kaliciak, Kulawik. Wisła grała w I lidze od początku tych rozgrywek, od 1927 r. Pierwsza degradacja nastąpiła w 1964 r., druga w 1985, a trzecia przed dwoma laty. O kwarantannie Ii-ligowej można już pisać w czasie przeszłym. Wygrywając z Hutnikiem, drużyna trenera Apostela zgubiła rywali. Kiedy jednak mecz się zakończył, nawet gdy zawodnicy wychodzili z szatni, podniosłego nastroju jeszcze nie było. Petrochemia bowiem grała później i nie znano wyniku z Płocka. Dopiero po pewnym czasie wieść o remisie rywala ze Stalą dotarła do Krakowa i awans stał się faktem na dwie kolejki przed końcem. Powróciła Wisła do krajowej elity akurat w dniach jubileuszu 90-lecia klubu i jest to ładny prezent dla sympatyków „Białej Gwiazdy”. A wiernych kibiców ma ona wszędzie, nie tylko pod Wawelem. Kiedy Wisła po raz pierwszy doznała degradacji, katowicki „Sport” pisał: - „I liga bez Wisły? Brzmi to niewiarygodnie...” Tak, albowiem Wisła należy do tych markowych klubów w Polsce, którym „nie wypada” grać na niższym szczeblu. Dojdzie więc w na bliższym sezonie do I-ligowych derbów w Krakowie i częstych wizyt najlepszych drużyn kraju. Wiślacy kontynuują zwycięską passę pod wodzą trenera Apostela. W meczu z Hutnikiem jedyną kwestią były rozmiary zwycięstwa. Gdyby goście wyjechali z dwucyfrówką, nie byłoby w tym nic dziwnego. Natomiast dziwne okazało się rozregulowanie celowników drużyny gospodarzy. Wprawdzie po pięknym podaniu Patera Kulawik w 4 min pokonał Olczaka, to jednak na drugiego gola czekano aż 78 minut! Przez ten czas krakowianie zmarnowali szereg okazji. Kaliciak w 16 min główkował nad poprzeczką, za chwilę Olczak desperackim wybiegiem odebrał piłkę zawodnikowi Wisły. Dwa razy próbował Głownia zaskoczyć bramkarza główkami, w 31 min Sydorenko z bliska strzelił nad poprzeczką. Po przerwie Wisła nadal trzymała w szachu gości, ale w żaden sposób nie mogła znaleźć drogi do bramki. W 47 min Łętocha po samotnym rajdzie strzelił obok słupka, a za chwilę Sydorenko podał do Marca, a ten z kilku metrów trafił w słupek. Hutnik parokrotnie zaatakował, w 55 min Sazonowicz z 12 metrów wypróbował umiejętności Sarnata, a w 71 min wiślacy w zamieszaniu bronili się przed utratą gola. Były to jednak krótkie chwile ofensywy gości. Wisła odnalazła skuteczność w końcówce. Kaliciak z pola karnego ładnym lobem zdobył drugiego gola, a wynik ustalił Dzierżanowski. Hutnik zapłacił rzeczywiście najniższą cenę. JAN OTAŁĘGA

D. Marzec - Czym jest dla Pana pierwszoligowy awans? - Wiele dla mnie znaczy. Byłem w drużynie, która przed dwoma laty opuściła ekstraklasę i chciałem być również w tej, która do ligi powróci. Nawet kiedy byłem w Katowicach, marzył mi się awans Wisły, więc jestem bardzo szczęśliwy. - Co się zmieniło w drużynie, której w tym samym składzie przed rokiem nie udało się awansować? - Wówczas zabrakło nam sportowego szczęścia, choć szanse na awans były duże. Tym razem dodatkową motywacją był jubileusz 90-lecia Wisły, który chcieliśmy uczcić. Niewątpliwie korzystnym posunięciem było zatrudnienie trenera Apostela. Jest znakomitym fachowcem, potrafił dostosować metody treningu do naszych możliwości. Mogliśmy też zwrócić się do niego z naszymi problemami, a on zawsze znalazł czas na rozmowę. Atmosfera w drużynie bardzo się poprawiła, trener wzbudził w nas ducha walki. Sprawy organizacyjne w sekcji też były należycie ułożone. Jakiekolwiek kłopoty szefowie usuwali szybko. W tych warunkach łatwiej można było osiągnąć wymarzony cel. - Jak ocenia Pan swój udział w awansie Wisły? - Rozegrałem kilka dobrych spotkań, tylko za ostatni występ przeciwko Hutnikowi należą mi się słowa krytyki. Chyba zjadła mnie trema, bo był to ostatni decydujący praktycznie o awansie mecz. - Czy nie uważa Pan swojego pobytu w Katowicach za stracony? - Nie był to dla mnie łatwy czas, choć pod względem piłkarskim wiele się nauczyłem. Odejście z Wisły było dla mnie koniecznością. Wszyscy przyzwyczaili się do mojej obecności, nie byłem już doceniany. Poszedłem więc do GKS, a tam wszystko zaczęło- się akurat gmatwać. Byłem nowym człowiekiem, więc duża część winy spadła na mnie. Postanowiłem więc wrócić do Wisły i był to udany krok. -Jak uczcicie z kolegami awans? - Nim będziemy świętować, w czwartek trenowaliśmy. Czekają nas jeszcze 2 spotkania w II lidze, których na pewno nie zbagatelizujemy. Radość będziemy dzielić z naszymi kibicami. Rozmawiała: (MAS) Dziennik Polski. 1996, nr 133 (8/9 VI) = nr 15799

Awans - i Po meczu Wisła - Hutnik II trener gości Zbigniew Regulski rzeczowo ocenił przebieg spotkania. Nie szukał, jak jeden z przegranych trenerów, przyczyn porażki w złym sędziowaniu. Powiedział: - Wygrał zespół lepszy pod każdym względem. Wisła miała przewagę, ale długo nie potrafiła udokumentować jej strzeleniem więcej niż jednego gola. Te chwile mogły denerwować trenera Apostela. My, przy odrobinie szczęścia, mogliśmy wtedy wyrównać, ale oczywiście nie odzwierciedlałoby to różnicy klasy między drużynami. Gratuluję wiślakom awansu! Trener Henryk Apostel, choć w głębi ducha z pewnością szczęśliwy z awansu, nie popadł po meczu w euforię. Najpierw zajął się analizą zakończonego spotkania. Nie był z niego zadowolony. - Sytuacji strzeleckich mieliśmy nie na jeden, ale kilka meczów. Jeżeli przy tak olbrzymiej przewadze drugą bramkę zdobywamy dopiero w 82 min, to można przyprawić kibiców o zawał. Trudno dociec, dlaczego np. Marzec z kilku metrów nie co dalej? trafia do siatki... Zawiodła mnie zwłaszcza II linia, bardziej rutynowani zawodnicy. Wygląda na to, że w obliczu awansu do I ligi trema, nerwy dały się we znaki. Nie zapominając więc o błędach z tego meczu i wyciąganiu wniosków, cieszymy się, że nasz cel jest bardzo blisko, zrobiliśmy kolejny krok do ekstraklasy. W chwili, gdy trener Apostel wypowiadał te słowa, jeszcze nie był znany wynik Petrochemii. Niemniej temat I ligi został poruszony. Wiślacki trener powiedział: - Ładnie jest wejść, zwłaszcza na 90-lecie klubu, ale co dalej? Chciałbym, aby euforia z awansu nie przysłoniła potrzeb. Od razu trzeba sobie postawić pytanie: co dalej? Po to się awansuje, by w lidze pograć dłużej niż sezon. Trzeba więc wszystko zrobić, by Wisła zadomowiła się w ekstraklasie. Klub stoi więc przed ogromnym zadaniem. Ja mogę podpowiedzieć działaczom. Trzeba znaleźć pieniądze na niezbędne transfery. Zespół powinien być wzmocniony, by mógł podjąć równorzędną walkę z czołówką kraju. (O)