1997.05.25 Wisła Kraków - Zagłębie Lubin 2:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 2:0 (1:0) | Zagłębie Lubin | ||||||||
| widzów: 3.000 | ||||||||||
| sędzia: Marek Olech z Gorzowa Wielkopolskiego | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1997, nr 120 (24/25 V) = nr 16090
Piłkarska I liga wchodzi w decydującą fazę. Widzew i Legia walczą o mistrzostwo, krakowskie zespoły zaś chciałyby uchronić się przed spadkiem. Wisła w niedzielę o godz. 18 podejmuje Zagłębie Lubin. Krakowianie pilnie potrzebują 3 punktów; goście są bezpieczni, ale też mają swe aspiracje, walczą o start w Pucharze Lata. Zagłębie zapowiada więc nieustępliwą walkę w Krakowie. Wisła rozegrała ostatnio dobre spotkanie z Legią, ale została bez punktów. Niektórzy obserwatorzy ocenili jej występ jako najlepszy w sezonie. Cóż, przeciwnik był silniejszy. Miejmy nadzieję, że „Biała Gwiazda” potwierdzi jutro wzrastającą formę. - Istotnie, mieliśmy w spotkaniu z Legią dobre momenty - mówi trener wiślaków Wojciech Łazarek. - Trzeba teraz zrobić wszystko, by te momenty w meczu z Zagłębiem trwały jak najdłużej. Chcemy wygrać. Zwycięstwo w niedzielę otwiera nam możliwość pozostania w lidze. Chciałbym, aby mój zespół jak najszybciej zdobył gola, wtedy goście rozluźnią szyki. - W Zagłębiu gra Kałużny, kadrowicz, strzelił bramkę Szwecji. Czy przydzieli mu Pan specjalnego opiekuna? - Znamy walory Kałużnego, ale i my mamy w swych szeregach gracza równie sprawnego, wysokiego, który będzie opiekunem reprezentanta z Lubina. Proszę się domyślić, kto tym opiekunem będzie... - Pewnie Matyja. Czy z kolei dysponuje Pan całą kadrą? - Wrócił po absencji za kartki Giszka, trenuje Zając. Aż do niedzieli wstrzymam się z decyzją desygnowania go na boisko. Uraz nerki to nie przelewki. Zdrowie jest ważniejsze od meczu. Zadecyduje lekarz. Mam nadzieję, że Bogdan jednak zagra. (JOT
Dziennik Polski. 1997, nr 121 (26 V) = nr 16091
Ucieczka znad otchłani Wisła - Zagłębie Lubin 2-0 (1-0) 1-0 Surma 40 min 2-0 Szopa 73 min Sędziował: M. Olech (Gorzów), żółta kartka: Łętocha, czerwona: Kałużny. Widzów 4 tys. To był dla wiślaków mecz z gatunku „nóż na gardle”. Przy ewentualnym niepowodzeniu odsłaniała się dla nich Ii-ligowa otchłań. Dlatego krakowianie byli bardzo spięci, ale co najważniejsze - wykorzystali szansę. W 10 min Pater wszedł z piłką na pole karne, jednak został zablokowany przez obrońców Zagłębia. Kolejne próby wiślaków załamywały się na linii pola karnego gości. Pater znów doszedł w 20 min do pozycji strzeleckiej, ale piłka trafiła w innego wiślaka - Feutchine... Goście rewanżowali się niecelną główką Grzybowskiego i groźnym strzałem Jasińskiego w 21 min obok słupka. Po faulu na Szopie Surma przymierzył z 30 metrów w okienko bramki, bramkarz wyłapał strzał. Kulawik, który w tym meczu wrócił do swej formacji (Zająca na stoperze zastępował Giszka) precyzyjnie wyłożył piłkę Paterowi, a ten strzelił tak aż zatrzepotała siatka. Okrzyk radości kibiców szybko zgasł, bo okazało się, że wiślak trafił w zewnętrzną część bramki. Wisła nie rezygnowała i przed przerwą uzyskała upragnione prowadzenie. Szybka akcja Pater - Pasionek - Surma zakończyła się celnym i silnym strzałem tego ostatniego. Bramkarz dotknął piłki, ale nie był w stanie jej pochwycić. Jeśli Zagłębie jeszcze miało nadzieję na korzystny rezultat, musiało mocno zrewidować swe nadzieje tuż po przerwie. W 49 min kadrowicz, strzelec gola w meczu z Szwecją Kałużny podciął szarżującego Szopę i ujrzał czerwony kartonik, odtąd goście grali w dziesiątkę. Mimo to zaatakowali, w 58 min gorąco było pod bramką Wisły. W 65 min Sarnat brawurowym wybiegiem wybił piłkę daleko w trybuny, w 68 min groźnie dośrodkowa! Lizak i znów bramkarz Wisły był na posterunku. Wiślacy odpowiedzieli w 66 min plasowanym strzałem Surmy, który Kędziora wyłapał. Potem źle wybił piłkę, ale nikt nie skorzystał z prezentu. Wynik meczu ustalił Szopa, zmieniając lot piłki po strzale Kulawika. Gospodarze zainkasowali więc 3 punkty, będąc drużyną skuteczniejszą. JAN OTAŁĘGA
ADAM TOPOLSKI (Zagłębie): - To był ważny mecz dla Wisły, która koniecznie chciała go wygrać. Staraliśmy się jako boiskowi przeciwnicy w tym przeszkodzić. Pierwszy gol padł po błędzie w kryciu Grzybowskiego. Trzeba było zaatakować. Jednak skrzydła podcięła nam czerwona kartka, chyba zbyt pochopna z tego, co widzieliśmy z ławki. Tym meczem praktycznie zakończyliśmy sezon, bo mamy do rozegrania tylko jeden mecz. Na razie zawodnicy zaczną 10-dniowy urlop. WOJCIECH ŁAZAREK (Wisła): - Bardzo się obawialiśmy tego meczu, Zagłębie bowiem czyni postępy. Wygraliśmy i to nas bardzo cieszy. Tymi zdobytymi punktami wyraźnie poprawiliśmy swą sytuację w tabeli i nastrój w drużynie. Z większym spokojem rozegramy ostatnie dwa pojedynki ligowe. Przydałoby się teraz wywieźć choćby remis z Łodzi i pokonać u siebie Stomil. Bardziej pewni bezpiecznej pozycji w tabeli, powinniśmy w tej końcówce ligi jeszcze lepiej grać. Pokonaliśmy Zagłębie, choć sporo jeszcze było bałaganu w grze. Można jednak o tym nie mówić, bo ważniejszy był inny cel - czyli 3 punkty. W trakcie gry wprowadzałem takie zmiany, by wzmocnić grę w defensywie, a przy okazji starać się zdobyć drugiego gola. I tak się stało. Choć szanse na utrzymanie się mamy teraz duże, dobry nastrój zmącą pytanie, co dalej z piłką w Wiśle? Sekcja potrzebuje pomocy. Trzeba jasno sobie odpowiedzieć napytanie, czy w Wiśle ma być zawodowy, silny futbol, czy też obsiać płyty bławatkami i zapraszać wycieczki. Mówię to tylko z zatroskanego serca. Niech zbiorą się mądrzy ludzie w Krakowie i zdecydują, co robić? Czy powstanie tu drużyna na miarę aspiracji, ambicji i sportowej historii tego miasta? Nowy sezon zacznie się z początkiem sierpnia, a już jest późno. Wisła bez wzmocnień nie ma wiele szans. A transfery trzeba robić z rozsądku, a nie z przypadku... (JOT)
