1997.09.10 Górnik Konin - Wisła Kraków 2:0

Z Historia Wisły

1997.09.10, 1/16 Pucharu Polski, Konin, 16:00
Aluminium Konin 2:0 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 3 000
sędzia: Andrzej Dymek z Wrocławia
Bramki
Piotr Górski 17'
Tomasz Witek 90'
1:0
2:0
Aluminium Konin
Mariusz Jabłoński
Robert Kolasa
Artur Gajewski
Wojciechowski
grafika:zk.jpg Artur Kościuk
Piotr Czachowski
Dariusz Durda grafika:zmiana.PNG ('75 Jacek Pieniążek)
Tomasz Witek
Robert Kiłdanowicz
Artur Bugaj grafika:zmiana.PNG (71'Andrzej Jaskot)
grafika:zk.jpg Piotr Górski
Wisła Kraków
Artur Sarnat
grafika:zk.jpg Grzegorz Kazimierski grafika: Zmiana.PNG (38’ Marcin Pasionek)
Bogdan Zając
Paweł Weinar grafika: Zmiana.PNG (46' Krzysztof Piszczek)
Jacek Matyja grafika: Zmiana.PNG (59' Guy Armand Feutchine)
grafika:zk.jpg Paweł Adamczyk
Wiktor Sydorenko
grafika:zk.jpg Tomasz Kulawik
grafika:zk.jpg Łukasz Surma
Grzegorz Pater
Marek Koniarek

trener: Wojciech Łazarek

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl


Dziennik Polski. 1997, nr 212 (11 IX) = nr 16182

Łazarek na starych śmieciach Aluminium Konin Wisła 2-0 (1-O) Bramki: Górski 17 min, 90 min. Sędziował Dymek z Wrocławia. Żółte kartki: Górski i Kościuk (Aluminium) oraz Kazimierski, Adamczyk, Surma i Kulawik (Wisła). Widzów: 3500. ALUMINIUM: Jabłoński- Kolasa, Gajewski, Wojciechowski, Witek, Kościuk, Durda (75 Pieniążek), Czachowski, Kiłdanowicz, Bugaj (71 Jaskot), Górski. WISŁA: Sarnat - Kazimierski (37 Pasionek), Zając, Weinar (46 Piszczyk), Matyja (59 Feutchine), Adamczyk, Sydorenko, Kulawik, Surma-Pater, Koniarek. Ten mecz tak naprawdę zaczął się już we wtorkowy wieczór, kiedy w ramiona padli sobie Wojciech Łazarek i Janusz Biedrzycki. Kilkanaście miesięcy temu obaj panowie rozstali się (Łazarek trenował ówczesnego Górnika Konin, a Biedrzycki był prezesem tego klubu) bez należytego szacunku i teraz spotkali się po raz pierwszy od tamtej chwili. Animozje poszły w kąt. Obaj gentlemani pokazali dużą klasę. dym względem. Hutnicy kompletnie rozczarowali. Popełniali wiele błędów w obronie, nie potrafili przejąć inicjatywy w grze, fatalnie strzelali. Ich grę kibice kwitowali gwizdami, salwami śmiechu i niewybrednymi docinkami. Pod koniec meczu zaczęli nawet dopingować... Odrę. Fot. Wacław Klag Wodzisławianie zaprezentowali się z dobrej strony. Wypracowali sporo dogodnych sytuacji, z których cztery zamienili na gole. Dyrygujący obroną Jegor wspomagał swoich kolegów w grze ofensywnej. To on właśnie zdobył pierwszą bramkę ładnym strzałem z rzutu wolnego. Potem z wolnego dośrodkowa! na pole karne, a Polak głową podwyższył wynik. Ten ostatni miał świetną okazję na początku meczu. W 3 min po Wizyta w Koninie 1-ligowca wywołała spore zainteresowanie. Kibice nie zawiedli się, obie drużyny stworzyły interesujące widowisko. Aluminium, licząc mecze ligowe i pucharowe, nie przegrało 24. meczu z rzędu. Lepiej zaczęli gospodarze. Co prawda w 13 i 14 minucie strzały głową Górskiego i Gajewskiego nie znalazły drogi do bramki, ale kilka chwil później było 1-0. Do dośrodkowania Durdy doszedł Górski i mimo asysty obrońcy strzelił głową nad bezradnym Sarnatem. W 25 min kolejna szybka akcja koninian zakończyła się strzałem Bugaja w poprzeczkę. Goście w tej części meczu zagrozili Aluminium tylko raz, ale bardzo poważnie. Uderzenie Matyi z linii bramkowej wybił Kolasa. II połowa rozpoczęła się od zmarnowania 100-procentowej szansy przez Patera. Gospodarze zrewanżowali się już w następnej akcji, ale Sarnat kapitalnie obronił strzał głową Górskiego. Z upływem czasu wzrastała przewaga optyczna podopiecznych Łazarka, którzy nie potrafili jednak wypracować sobie dogodnych sytuacji strzeleckich. Aluminium tymczasem szukało okazji w kontratakach. W 63 min sędzia Dymek wyłapał w polu karnym faul na Bugaju, ale Górski przegrał pojedynek z 11 metrów z Sarnatem. Mimo coraz większych obaw kibiców o losy podopiecznych Janusza Białka, cały czas bliżsi zdobycia gola byli... właśnie oni. W 72 min Jaskot nie opanował piłki, kiedy miał przed sobą już tylko bramkarza Wisły, a minutę przed przerwą Górski „spalił” kontrę gospodarzy w przewadze liczebnej. Kiedy ludzie opuszczali już stadion, piłkę na połowie boiska przejął Witek. Przebiegł z nią na odległość 30 metrów od Sarnata, po czym klasycznym lobem „wrzucił” piłkę „za kołnierz” krakowskiego bramkarza. Prawie identyczny gol, jak ten, którego ten sam zawodnik Aluminium zdobył trzy dni wcześniej w meczu ligowym ze Śląskiem Wrocław. ZBIGNIEW ICIASZEK