1997.11.08 Goldenmajer Wisła Kraków – Pałac Bydgoszcz 1:3
Z Historia Wisły
Relacje prasowe
SIATKÓWKA I liga kobiet: Goldenmajer Wisła - Skra Warszawa (s. 18), Goldenmajer Wisła - Pałac Bydgoszcz (n. 11)
Dziennik Polski. 1997, nr 262 (10/11 XI) = nr 16232
Tylko połowicznym sukcesem zakończyły się sobotnio-niedzielne potyczki siatkarek Goldenmajer Wisły w serii A I ligi. Wiślaczki sięgnęły po zwycięstwo 3-2 w meczu ze Skrą, ale nie poradziły sobie z Pałacem Bydgoszcz, ulegając mu 1-3. W obydwu meczach prezentowały typowo kobiecą zmienność. GOLDENMAJER WISŁA - SKRA WARSZAWA 3-2 (10, -3, -13, 6, 13). Goldenmajer: Śrutowska, Skibicka, Fiedczenko, Krawczyk, Kwaśniewska, Dybała oraz Niechwiej, Barbaszewska, Piekarz. Skra: Tekiel, Gujska-Makowska, Śmierzchalska, Kosmol, Aleksandrowska, Famulska oraz Nowak, Gregorczuk. Spotkanie zaczęte od zwycięstwa 15-10 w I secie, w drugim przybrało przykry dla wiślaczek obrót. Przegrały bowiem 3-15. Potem miały wielką szansę na wygranie III odsłony. Prowadziły nawet 9-3, ale zrobiło się 9-9 i szansa uciekła. Wprawdzie jeszcze zdobyły się na 3-punktową przewagę, ale ostatecznie przegrały 13-15. Po przegranych dwóch setach wiślaczki wykazały się sporą psychiczną odpornością, wygrywając czwartą odsłonę. Od początku objęły w niej wysokie prowadzenie 6-2, 7-3, 10-4. Kiedy warszawianki przybliżyły się do stanu 10-6, trener Marian Fiedor w porę wziął czas, a po nim wszystko się krakowiankom udawało. Sprytnie atakowała Kwaśniewska, precyzyjnym blokiem popisały się Śrutowska z Piekarz, wreszcie zakończył tego seta as serwisowy Kwaśniewskiej. Emocjonujący piąty set wynagrodził kibicom prawie 2-godzinne dopingowanie krakowianek. Na tablicy co chwilę pojawiał się remis (2-2, 7-7, 10-10). W końcówce udanie atakowały Fiedczenko i Niechwiej, a ostatni punkt znów należał do Lucyny Kwaśniewskiej. GOLDENMAJER WISŁA - PAŁAC CENTROSTAL BYDGOSZCZ 1-3 (-5, -12, 14, -4). Goldenmajer: skład jak w sobotę Pałac: Archangielska, Kamińska, Beżenar, Nogowska, Rutkowska, Obremska oraz Jagodzińska, Winiarska, Wosiek. W niedzielę zabrakło wiślaczkom żywiołowości, którą pokonały Skrę. Przespały I seta, zdobywając w nim zaledwie 5 punktów, żwawiej zagrały dopiero w secie II. Były w nim nawet bliskie zwycięstwa. Udana zamiana Krawczyk na Barbaszewską ożywiła grę i Wisła prowadziła wysoko 8-3. Wtedy jednak znów coś się w wiślackiej machinie zablokowało i przeciwniczki odrobiły straty. Bydgoszczanki uderzały piłkę lekko ponad krakowskim blokiem, okazywało się to jednak trudniejsze w odbiorze niż inne, nawet silne ataki i zrobiło się 8-8. To jakby obudziło Wisłę, która znów przypomniała sobie o grze i znów objęła prowadzenie 10-8 i 12-10. Kolejne 5 punktów należało jednak do Pałacu, najpierw lekki atak kadrowiczki Nogowskiej, a potem dwa bloki bydgoszczanek i schodziły z parkietu prowadząc w setach 2-0. Całkowitym zaskoczeniem była więc postawa Wisły w III secie. Pałac prowadził w nim już 12-4, kiedy krakowskie siatkarki zdecydowały się wreszcie na trudniejszą zagrywkę i odważniejsze ataki. Pałac pogubił się do tego stopnia, że pozwolił na wyrównanie 13-13. Trochę odwagi Agnieszki- Lehman i trochę szczęścia, kiedy mocne i zazwyczaj precyzyjne uderzenie Nogowskiej wylądowało w aucie i Wisła niespodziewanie triumfowała. Czwarty set nie przyniósł podobnej niespodzianki. Skoncentrowane bydgoszczanki tym razem utrzymały prowadzenie do końca, zwyciężając 15-4. Po meczu Agnieszka Lehman-Dybała mówiła: - Pałac nie był o wiele trudniejszym przeciwnikiem niż Skra. Miałyśmy jednak kłopoty z odbiorem mocnych ataków Nogowskiej, ale przede wszystkim brakowało nam konsekwencji, wiary we własne umiejętności. Udowodniłyśmy przecież, że je mamy, ale kiedy wynik jest zagrożony, rezygnujemy np. z trudnej zagrywki, która przynosi nam punkty, bo boimy się podjąć ryzyko. Na szczęście to początek rozgrywek, będziemy nadal pracować nad zgraniem zespołu
