1998.04.18 Wisła Kraków – Widzew Łódź 6:0

Z Historia Wisły

1998.04.18, I Liga, 25. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 17:00, sobota
Wisła Kraków 6:0 (5:0) Widzew Łódź
widzów: 15.000
sędzia: Andrzej Kobierski z Kielc.
Bramki
Grzegorz Niciński 15’
Grzegorz Kaliciak 16’
Kazimierz Węgrzyn 22’
Tomasz Kulawik (k) 23’
Tomasz Kulawik 37’
Sunday Ibrahim 84’
1:0
2:0
3:0
4:0
5:0
6:0
Wisła Kraków
Artur Sarnat
Jacek Matyja
Bogdan Zając
Kazimierz Węgrzyn
Marek Zając grafika: Zmiana.PNG (80’ Grzegorz Kazimierski)
Krzysztof Bukalski
Ryszard Czerwiec grafika: Zmiana.PNG (59’ Grzegorz Pater)
Tomasz Kulawik
Daniel Dubicki
Grzegorz Kaliciak grafika: Zmiana.PNG (46’ Sunday Ibrahim)
Grzegorz Niciński

trener: Wojciech Łazarek
Widzew Łódź
Arkadiusz Onyszko
Andrzej Michalczuk Grafika:Zk.jpg grafika: Zmiana.PNG (90’ Krzysztof Pieprzyk)
Daniel Bogusz
Mirosław Szymkowiak
Rafał Siadaczka
Artur Wichniarek
Arkadiusz Świętosławski grafika: Zmiana.PNG (87’ Piotr Głusiński)
Andrzej Kobylański
Sławomir Sałaciński
Piotr Szarpak
Marek Szemoński grafika: Zmiana.PNG (71’ Mariusz Reksuł)

trener: Franciszek Smuda

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Relacje prasowe

WISŁA - WIDZEW 6-0 (5-0)
1-0 Niciński (15 - głową), 2-0 Kaliciak (16), 3-0 Węgrzyn (22 - głową), 4-0 Kulawik (24 - karny), 5-0 Kulawik (37), 6-0 Sunday (84)

Sędziowali: Andrzej Kobierski - nota 7 oraz Mariusz Trofimiec (obaj Kielce) i Kazimierz Kwiatkowski (Gdańsk).

Żółta kartka - Michalczuk {25 - krytykowanie orzeczeń sędziowskich). Widzów 13 000.


Mistrz na kolanach Mimo siąpiącego nieustannie deszczu - stadion Wisły wypełnił się po brzegi. Mistrz Polski, z którym zmierzyć mieli się gospodarze - nawet osłabiony - to zawsze jednak firma! Zainteresowanie było tym większe, że ostatnie łatwe zwycięstwo łodzian nad Petrochemią zdawało się wskazywać, iż jedenastka Franciszka Smudy odzyskuje równowagę i staje się znów groźna.

Wiślacy zdecydowali się postawić od początku na atak. Już w 4. min strzelał Jacek Matyja - wyraźnie za wysoko. W 4. min po zamieszaniu spowodowanym akcją Grzegorza Nicińskiego - w dogodnej sytuacji znalazł się Grzegorz Kaliciak, nie trafił jednak w bramkę. Goście bynajmniej jednak nie tracili rezonu i odgryzali się jak mogli. O ile postawa ich defensywy w czteroosobowym składzie nie budziła zaufania ze względu na zbyt fantazyjne czy też za mało rygorystyczne traktowanie obowiązków (nader swobodne przekazywanie sobie krycia, niezbyt dobra asekuracja środka przy wymianie funkcji między Mirosławem Szymkowiakiem a Danielem Boguszem) - to akcje ofensywne konstruowali szybko i pomysłowo, zyskując jednak początkowo tylko rzuty wolne. Dwukrotnie egzekwował je Rafał Siadaczka, za oboma razami jednak pudłując. Po 10 minutach widzewiacy zaczęli wyraźnie przejmować inicjatywę i niewiele brakowało, by objęli prowadzenie. Obrona Wisły spóźniła się z. pułapką ofsajdową, Szymkowiak znakomicie podał prostopadle do wychodzącego na pozycję Andrzeja Kobylańskiego, ten znalazł się oko w oko z Arturem Sarnatem i... bramkarz Wisły wygrał ten pojedynek sam na sam!

Kto goli nie strzela - ten zwykle je traci. Jakoż goście w ekspresowym tempie dostali dwa gole. Pierwszy - dziwny, gdy stojący tyłem do bramki Nicińiski „główką" przelobował nieoczekiwanie biernego w tej sytuacji Arkadiusza Onyszkę. Drugi - przepiękny, bo z pewnością piekielnic mocny strzał Kaliciaka, oddany z kąta, w pełnym biegu - w okienko krótkiego rogu bramki - byłby ozdobą nawet w meczu najlepszych drużyn Europy.

Mimo tego swoistego nokdaunu - goście nic ustępowali, próbując nieustannie ataków. Nie zdążyli jednak wypracować pozycji strzeleckiej, gdy znów otrzymali dwa trafienia w ciągu jednej minuty. Najpierw Niciński zmylił Onyszkę próbując dojść do strzału po „główce" Kazimierza Węgrzyna, później zaś Tomasz Kulawik wykorzystał rzut karny, choć Onyszko omal nie obronił tego strzału.

Praktycznie - było w tym momencie po meczu. Goście mimo tak niekorzystnego rezultatu ambitnie starali się atakować, ale zagrożenia dla Sarnata nie potrafili stworzyć. Natomiast idący za ciosem wiślacy podwyższyli rezultat dzięki sprytnemu podaniu Kaliciaka do Kulawika, który w biegu strzelił dołem, a piłka po odbiciu się od słupka wpadła do siatki.

Drużyna łódzka zasłużyła na słowa uznania za końcówkę pierwszej połowy meczu. Najpierw (41. min) Kobylański omal nie wrzucił piłki „za kołnierz" Sarnatowi dośrodkowując z lewej strony (bramkarz Wisły wybił tę piłkę z najwyższym trudem i sam przy tym wpadł do siatki), zaś minutę przed przerwą Siadaczka po rzucie wolnym krótko rozegranym przez Piotra Szarpaka - kropnął potężnie z 25 m. jednak Sarnat zdołał sparować piłkę na poprzeczkę.

Po przerwie Wisła utrzymywała cały czas inicjatywę. Szereg ciekawych zagrań pokazał Ibrahim Sudany, dobrze wyszkolony technicznie i mający niewątpliwie zmysł do gry kombinacyjnej. On też wbił gwóźdź do trumny Widzewa strzelając szóstego gola. choć wyróżnić trzeba również Kulawika i Dubickiego, uczestników tej niewątpliwie ładnej i dynamicznej akcji. To był prawdziwy pogrom. Tak wysoko Widzew już bardzo dawno w lidze nie przegrał, choć z Wisłą raz już było jeszcze gorzej, gdy w latach 40, łodzianie przebrali 0-8. To była jednak prehistoria. Któż by się spodziewał. że - nawet osłabiony - mistrz Polski oberwie teraz w Krakowie pół tuzina goli?!

Po meczu trener Franciszek Smuda był wyraźnie speszony rezultatem. Podkreślił jednak, że nie zamierza opuszczać tonącego widzewskiego okrętu. Dorzucił przy tym z goryczą, że jeden z akcjonariuszy S-ki Akcyjnej Widzew opuścił stadion już w przerwie. Lojalność trenera nakazała mu nie wymieniać nazwiska. My jednak nic mamy powodu, żeby je taić: szło o Andrzeja Grajewskiego. Chyba warto tu przypomnieć Mickiewiczowskie „przysłowie niedźwiedzie" że: prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.

Andrzej Skowroński


FRANCISZEK SMUDA (trener Widzewa):

Najpierw muszę zdementować pogłoski o tym, jakobym miał rozstać się z Widzewem. Chcę panom powiedzieć, że Smuda nic tylko był przy drużynie wówczas, kiedy odnosiła ona sukcesy. A nie opuszcza jej również i teraz, kiedy przeżywa ona kryzys i boryka się z rozlicznymi problemami. Właśnie teraz należą się także podziękowania dla tych wszystkich, którzy w tej trudnej sytuacji organizacyjnej i finansowej klubu spieszą mu z pomocą. Niestety, mam aż 10 kontuzjowanych zawodników z kadry, która i tak przecież nie liczyła nigdy więcej niż 13-14 piłkarzy. Przez trzy lata grali oni na okrągło, w lidze i pucharach, nic więc dziwnego, że musiało to się wreszcie posypać. To były zbyt duże obciążenia. O meczu niewiele mam do powiedzenia, bo Wisła była dzisiaj zdecydowanie lepszym zespołem. Mogę jedynie podziękować swoim młodym zawodnikom, że skończyło się to tylko na sześciu straconych bramkach. To można jeszcze przeboleć, ale gdybyśmy przegrali różnicą dziesięciu goli? Mam nadzieję. że niebawem, kiedy zaczną wracać do zespołu rekonwalescenci, będziemy znowu wygrywać, zdobywać punkty i zapewnimy sobie miejsce w rozgrywkach o Puchar UEFA.

WOJCIECH ŁAZAREK (Trener Wisły):

Współczuję Frankowi i jego klubowi, chociaż i my mamy poważne problemy kadrowe, związane z kontuzjami piłkarzy. Cieszę się. że udało się nam rozegrać bardzo dobre spotkanie. Szczególnie w pierwszej połowie chłopcy pokazali kawałek dobrej piłki i grali naprawdę na wysokim poziomie. Przeprowadzili kilka płynnych, dynamicznych akcji i rzeczywiście zapachniało momentami wielką piłką. Wierzę, że taki wynik, uzyskany bądź co bądź z mistrzem Polski, nafaszeruje moich zawodników nadzieją przed kolejnymi spotkaniami. (ml)


Pod szatnią Widzewa
Są kontuzje, nie ma pieniędzy

Wszyscy piłkarze Widzewa opuszczali boisko ze spuszczonymi głowami, ule tak „na oko" najgorzej czuł się Arkadiusz Onyszko: - W zasadzie to nie ma co powiedzieć. Wszyscy widzieli, co się działo. Sześć bramek... Czy był w sianie którejś zapobiec? - Raczej nie. W pewnym okresie wszystko, co leciało w moim kierunku, lądowało w siatce. Trudno się teraz podnieść. Najładniejszy gol? - Kaliciaka. Silny, precyzyjny strzał przy nietypowym rogu. Jak grali obrońcy Widzewa? - Nie będę ich oceniał. Od tego jest trener. Skąd to załamanie Widzewa? - Przyczyny są dwie: mocno przetrzebiony skład i sytuacja w klubie. A co się dzieje na alei Piłsudskiego? - Niektórzy z nas czekają już od pól roku na uregulowanie kwestii finansowych. Pieniądze płacą nam w czterech ratach... To co się dzieje na boisku, jest odbiciem nastrojów w klubie.

Czy bramkarz Onyszko puścił wcześniej tyle goli? - Nie przypominam sobie. Może kiedyś w trampkarzach. Mirosław Szymkowiak ma lepszą pamięć: - Jeszcze w Olimpii, przegraliśmy z ŁKS-em 1-7. No tak, słynna niedziela cudów. gdy Wisła przegrała z Legią 0-6. Szymkowiak początkowo zbywał dziennikarzy: - Nie rozmawiam o taktyce i przebiegu meczu. Ale był tym. który najczęściej strzelał w kierunku bramki Sarnata? - Nie tylko ja, koledzy też próbowali z wolnych. Mógł być graczem Wisły, bo ponoć planowano taki ruch zimą? - Miałem dwie oferty z Włoch i jedną z Brazylii. Zdecydowałem się zostać w kraju, bo warto jeszcze poczekać. Dlaczego warto? - Za rok - dwa - pewnie bym wrócił. Jeszcze nie czas. Zostać w Widzewie,. w świetle zamieszania wokół jego osoby? - Sądzę, że wszystko się ułoży. Cała ta sprawa wokół mojej osoby jest śmieszna. Kontrakt z Widzewem podpisywałem jako człowiek pełnoletni. W prasie - szczególnie w „Przeglądzie Sportowym" - ukazują się dziwne artykuły. Apeluję do dziennikarzy, by przynajmniej podpisywali się pod tym, co piszą.

Artur Wichniarek też był już jedną nogą w Wiśle: - Nie miałem wpływu na to gdzie trafię z Lecha. Padło na Widzew, nie żałuję. Staram się wypełniać swoje obowiązki. Wypełniał źle, podobnie jak i partnerzy. - Na pewno. Choć w drugiej połowie graliśmy już poprawnie. Szkoda, że Kobylański nie trafił na początku, byłby inny mecz.

Andrzej Kobylański ledwie wykrztusił: - Stało się. Nie strzeliłem - trudno. Widzew w fazie upadku czy załamania? - Załamania. Dojdzie tych dziewięciu kontuzjowanych, to Widzew się pozbiera. Znów pokażemy dobrą piłkę. Dzisiaj wzięliśmy na mecz chłopaków z rezerw. Jeszcze się nie ograli.

Łodzianie nic wyszli poza sferę banału, ale i tak w korytarzach budynku klubowego prezentowali się o niebo godniej, niż na murawie. (maro)


Pod szatnią Wisły
Zmęczeni i szczęśliwi

Gdy wchodzili do szatni byli niezwykle zmęczeni. 90 minut morderczej. akr zwycięskiej walki z mistrzem Polski dało się im we znaki. Wynik 6-0 maskował jednak niedawno trudy. - Ze względu na padający deszcz, mecz był niezwykle ciężki - rozpoczął Kazimierz Węgrzyn. Pokonaliśmy samego mistrza Polski i jesteśmy z tego powodu niezwykle szczęśliwi. Widzew, mimo że przyjechał do Krakowa osłabiony, nadal jest silną drużyną. Choć wynik wskazuje na coś zupełnie innego, zwycięstwo wcale nie przyszło lak łatwo. Pierwsza połowa znakomita w naszym wykonaniu. Wychodziło nam dosłownie wszystko, stąd aż pięć strzelonych bramek.

On sam zdobył Jedną z nich. Z trybun wyglądało to pewnie inaczej, bo blisko całej sytuacji był Niciński, który absorbował Onyszkę. Piłka trafiła jednak do siatki po mojej „główce"- wyjaśnia obrońca Wisły. Jako ostatni w korytarzu prowadzącym do szatni pojawił się strzelec dwóch bramek, Tomasz Kulawik. - Wszystkie drużyny, z którymi do tej pory zmierzyliśmy się grały bardzo asekuracyjnie, z pięcioma zawodnikami z tyłu. Widzew zagrał otwartą piłkę, dlatego padło tyle goli. Okazje do strzelenia bramek mieli także łodzianie, którzy kilkakrotnie groźnie nas skontrowali. Na szczęście, świetnie bronił Artek Sarnat. W drugiej połowie staraliśmy się bardziej poszanować piłkę. Padał ciągle deszcz, wynik meczu był już sprawą przesądzoną, a my odczuwaliśmy już trochę zmęczenie... Przy karnym Onyszko wyczuł moją intencję. Piłka poszła mu po rękach, była jednak nisko uderzona, tuż przy słupku, więc nie miał szans jej złapać. Przy drugiej mojej bramce, nie zastanawiałem się przed oddaniem strzału. Miałem piłkę na prawej nodze i uderzyłem po „krótkim". Bramkarz myślał, że będę dogrywał do środka.

Kulawik mógł zdobyć jeszcze jednego gola. ale jego strzał w silniej końcówce sparował na róg Onyszko. - Szkoda, bo byłby to chyba najładniejszy gol meczu. Mistrz pokonany. Umarł król. niech żyje król? - Z każdym zwycięstwem tworzy się w zespole coraz lepsza atmosfera. To się czuje także na boisku. Na razie zwyciężamy, więc póki co grajmy dalej w tym stylu. Tabela wyklaruje się 9 czerwca...

Chwilę później w wiślackiej szatni zawodnicy wspólnie zaśpiewali: - Wisła to jest potęga. Wisła najlepsza jest... (BP)


Pół tuzina goli

1:0 Piłkę z rogu dośrodkowywał Czerwiec, do piłki najszybciej wyskoczył Niciński, musnął ją głową i Onyszko był bezradny. Chwilę wcześniej Sarnat wygrał pojedynek „sam na sam" z Kobylańskim.

2:0 Tuż po rozpoczęciu przez Widzew gry od środka, wiślacy odzyskują piłkę. Wędruje ona do Kulawika, który w tempo wypuszcza na 25. metrze Kaliciaka. Napastnik Wisły podciągnął z nią do narożnika pola karnego i w pełnym biegu oddał lewą nogą piekielnie silny strzał. Choć piłka szybowała w „krótki róg". Onyszko po raz drugi był bez szans na skuteczną obronę. Futbolówka wpadła w samo „okienko" bramki. Fantastyczny strzał, po którym będący w prasowej loży spokojny zazwyczaj prof. Józef Lipiec, daje ponieść się emocjom i epatuje zdobywcę gola.

3:0 Kolejny rzut rożny wykonuje i tym razem z lewej strony Czerwiec. Tym razem do piłki dochodzi Węgrzyn i „główkuje" z 6 metrów. Próbuje jeszcze zmienić kierunek lotu piłki Niciński i choć nie dotyka piłki, skutecznie przeszkadza w interwencji bramkarzowi Widzewa. Jerzy Fedorowicz, dyrektor Teatru Ludowego triumfuje i czyni aluzje do kilkuletniej gry Węgrzyna w Hutniku: - To nasz Kazek, chłopak z Nowej Huty!

4:0 W polu karnym Widzewa do „bezpańskiej" piłki dochodzi Kulawik, ale za moment znajduje się ona w posiadaniu rozpędzonego Dubickicgo. Michalczuk nie widzi innego niż faul sposobu na powstrzymanie napastnika Wisły. „Jedenastkę" wykonuje Kulawik i choć Onyszko wyczuwa jego intencje, nic jest w stanic sięgnąć piłki.

5:0 Kaliciak rewanżuje się Kulawikowi za podanie przy drugim golu i zagrywa między obrońców do swego partnera. Kapitan wiślaków wpada w pole karne, ale uderza nie tak jak „Kali" górą, lecz dołem i śliska piłka znowu grzęźnie w „krótkim rogu" bramki Widzewa. Redaktor Ryszard Niemiec przekornie rekapituluje: - No to Franka Smudy nie będzie w Wiśle...

6-0. Cofający się aż pod własne pole karne Kulawik, odbiera piłkę Świętosławskiemu. Podciąga z nią za połowę boiska i wypuszcza w bój lewą stroną Dubickicgo. Ogrywa on Michalczuka i będąc już. przy końcowej linii, wycofuje piłkę do Sundaya. który jak stary wyga z zimną krwią posyła ją w gąszczu nóg obrońców obok także zdezorientowanego Onyszki. Wszyscy zastanawiają się. kiedy Widzew przegrał tak wysoko w lidze. 50 lat temu. także z Wisłą? Wówczas było 0-8. ale w tym samym roku z Ruchem aż 1-13! (ml)


Gazeta Krakowska. 1998, nr 92 (20 IV) = nr 15212

Minuta po minucie

2 — nieskoordynowany strzał Matyi, piłka przeleciała nad poprzeczką 4 — Kaliciak nie trafia w bramkę mimo dogodnej pozycji strzeleckiej 14 — idealne zagranie Szymkowiaka w „uliczkę”, Kobylański ma przed sobą już tylko Sarnata, który intuicyjnie odbija piłkę po strzale łodzianina 15 — po zagraniu Czerwca z rzutu rożnego i Niciński stojący przy krótkim rogu uderza piłkę głową i lobuje zaskoczonego Onyszkę. Jest 1:0 16 - po podaniu Kulawika piłkę przejął Kaliciak, wbiega z nią w pole karne i z 15 metrów oddaje przepiękny strzał w „okienko” łódzkiej bramki. Jest 2:0 19 — groźny strzał Nicińskiego głową, Onyszko łapie piłkę zmierzającą do bramki tuż przy słupku 22 — Po rzucie rożnym Czerwca Węgrzyn strzela głową na łódzką bramkę, próbowali piłki dotknąć jeszcze bramkarz Onyszko (żeby ją wybić) i napastnik Wisły Niciński (żebyją dobić), ale ta wpada do siatki bezjego pomocy. Jest 3:0 23 — Michalczuk fauluje w polu karnym Dubickiego i sędzia wskazuje na 11 metr 24 — rzut karny wykorzystuje Kulawik, chociaż Onyszko wyczułjego intencje i zdołał piłkę dotknąć. Strzał był na tyle silny, że piłka przeszła bramkarzowi Widzewa pomiędzy rękami i wpadła do siatki. Jest 4:0 28 — groźny strzał Szymkowiaka, na posterunku jest Sarnat 35 — silny strzał z dystansu Węgrzyna, piłka leci nad poprzeczką 37 — akcję rozpoczyna Bukalski, zagrał do Kaliciaka, a ten wypuścił w „uliczkę” Kulawika. Kapitan wiślaków uderzył prawą nogą, piłka odbiła się jeszcze od słupka i gol. Jest 5:0 40 — Szarpak próbował piłkę podawać w pole bramkowe, a wyszedł mu z tego groźny strzał i piłka zmierzała tuż pod poprzeczkę. Sarnat zdołał ją wybić 45 — potężne uderzenie Siadaczki, Sarnat paruje piłkę na poprzeczkę i ta wychodzi w pole 48 — centra Dubickiego, Sunday strzela głową i piłka przelatuje nad poprzeczką 51 — po strzale Szarpaka piłka odbija się od krakowskich obrońców i wychodzi na róg 56 — Sunday dograł piłkę w pole karne, ale Michalczuk wybijają na róg 57 — Sunday strzela głową, piłkę łapie Onyszko 62 — Onyszko broni strzał z rzutu wolnego wykonywanego przez Kulawika 66 — Węgrzyn i Niciński przepychali się w polu karnym łodzian, ten drugi zdołał oddać strzał, a piłka przeleciała obok słupka 70 — centra Patera z rogu, Niciński głową strzela obok bramki 83 — strzał z dystansu Bukalskiego, piłka przelatuje obok słupka 84 — po ładnym zagraniu Dubickiego z lewej strony Sunday stojący przy krótkim rogu uderzeniem z pierwszej piłki pokonuje Onyszkę. Jest 6:0 90 — piłkę po strzale Kulawika na rzut rożny wybija Onyszko

Bramki: Kulawik dwie w 24 z karnego i 37, Niciński 15, Kaliciak 16, Węgrzyn 22 i Sunday 84 min. Sędziował A. Kobierski z Kielc. Żółta kartka: Michalczuk (Widzew). Widzów 10 tys. WISŁA: Sarnat — Matyja, B. Zając, Węgrzyn — M. Zając (81. Kazimierski) — Czerwiec (59. Pater), Bukalski, Kulawik — Dubicki, Niciński, Kaliciak (46. Sunday). WIDZEW: Onyszko — Bogusz — Michalczuk (90. Pieprzyk), Szymkowiak, Siadaczka — Wichniarek, Świętosławski (86. Gusiński), Kobylański, Salaciński, Szarpak — Szemoński (71. Reksul).

Ten wynik nie jest pomyłką! Mistrz Polski, łódzki Widzew, został zdeptany w Krakowie niczym ligowy nowicjusz. Wprawdzie trener Franciszek Smuda próbował po meczu sugerować, że coś z tych nowicjuszy jego obecny zespół ma, bo przecież kontuzjowanych jest aż ośmiu widzewiaków, ale protokół zawodów nakazuje zweryfikować przyjętą przez Smudę linię obrony. W podstawowym składzie tylko Świętosławski i Salaciński są nowicjuszami, pozostałych dziewięciu piłkarzy miało w ostatnich latach swój pokaźny udział w sukcesach krajowych i międzynarodowych Widzewa. To prawda, że bez Łapińskiego, Michalskiego mistrzowie Polski nie są tym zespołem, który potrafi wygrywać z każdym. Ale też i bez nich — Citki nie liczymy, bo nie gra od dłuższego czasu, a Widzew i tak prezentował „swój” futbol — nie powinni mimo wszystko być chłopcami do bicia. Przecież w chwilach dobrych istniało coś takiego jak widzewski charakter. Czyżby w chwilach złych mit o charakterze musiał prysnąć? Problem dotyczy nie tylko piłkarzy, mieniący się kibicem Widzewa numer 1 Andrzej Grajewski uciekł ze stadionu przy ul. Reymonta już po pierwszej połowie, gdy Wisła prowadziła 5:0...

Statystyka meczowa WISŁA-WIDZEW

Bramki: 6 0
Strzały celne: 11 4
Strzały niecelne: 9 5
Rzuty rożne: 7 2
Żółte kartki: 0 1

Wojciech Łazarek — Wisła — Współczuję trenerowi Smudzie i Widzewowi, że znaleźli się w takiej sytuacji. My w I części gry pokazaliśmy kawał dobrego futbolu, mogę spokojnie powiedzieć, że kilka akcji zapachniało wielką piłką! A co ważne jest w nas wiara, że możemy grać jeszcze lepiej. Nasza taktyka zakładała, że wciągniemy rywala na własną połowę boiska, żeby pod ich bramką było więcej miejsca do oddawania strzałów, czy rozegrania akcji. Przyznaję, że nie spodziewaliśmy się, iż w tak ekspresowym tempie strzelimy tyle goli. Później siłą rzeczy gra była już nieco spokojniejsza, ale przecież my też mamy kłopoty zdrowotne. Stąd wzięły się między innymi zmiany w składzie po przerwie. Nie wszyscy bowiem piłkarze, którzy wyszli do gry byli w pełni sprawni. (j)


Galeria sportowa:


Galeria kibicowska:

Wideo

>>> II połowa meczu: VHS Retro Sport