1998.05.02 Wisła Kraków - Raków Częstochowa 3:0

Z Historia Wisły

1998.05.02, I Liga, 27. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 17:30, sobota
Wisła Kraków 3:0 (1:0) Raków Częstochowa
widzów: 8.000
sędzia: Jacek Granat z Warszawy
Bramki
Radosław Kałużny 30’
Ryszard Czerwiec 55’
Tomasz Kulawik 71’
1:0
2:0
3:0
Wisła Kraków
Artur Sarnat
Jacek Matyja
Marek Zając
Kazimierz Węgrzyn
Ryszard Czerwiec
Radosław Kałużny
Krzysztof Bukalski grafika: Zmiana.PNG (59’ Łukasz Surma)
Tomasz Kulawik
Daniel Dubicki grafika: Zmiana.PNG (81’ Rafał Wójcik)
Grzegorz Niciński grafika: Zmiana.PNG (64’ Sunday Ibrahim)
Grzegorz Kaliciak

trener: Wojciech Łazarek
Raków Częstochowa
Marek Matuszek
Krystian Kampa
Sebastian Synoradzki
Jaromir Wieprzęć
Tomasz Kiełbowicz
Robert Majchrzak grafika: Zmiana.PNG (68’ Daniel Kosmeľ)
Paweł Konieczko grafika: Zmiana.PNG (51’ Prince Matore)
Jan Spychalski
Marcin Drajer
Krzysztof Stępień
Grzegorz Skwara grafika: Zmiana.PNG (56’ Piotr Bański)

trener: Gotthard Kokott
Bramki: 3 0
Strzały celne: 12 1
Strzały niecelne: 14 3
Rzuty rożne: 12 2

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl


Spis treści

Gazeta Krakowska. 1998, nr 103 (4 V) = nr 15223

Minuta po minucie

  • 10 — wreszcie strzał na bramkę, piłka po uderzeniu Czerwca odbija się od obrońcy i jest rzut rożny
  • 20 — dwa strzały Węgrzyna zostały zablokowane przez obrońców, jeszcze jedna dobitka obrońcy Wisły i bramkarz zdołał sparować piłkę
  • 25 — dokładne dogranie wzdłuż bramki Bukalskiego, ale Niciński nie trafił w piłkę
  • 27 — po zagraniu Czerwca tuż przy słupku strzelił Niciński
  • 30 — podanie M. Zająca ze środka boiska zostało natychmiast przedłużone przez Węgrzyna, piłkę przejął Kałużny i strzałem z lewej strony boiska pokonuje Matuszka — 1:0
  • 45 — po centrze z rogu Kulawika strzał Dubickiego został zablokowany przez obrońcę
  • 46 — wycofanie piłki przez Dubickiego, po strzale Węgrzyna piłka przeleciała przy słupku
  • 49 — po rzucie rożnym strzelali Dubicki i Węgrzyn, piłkę wyłapał w końcu Matuszek
  • 50 — efektowny, ale minimalnie niecelny strzał Czerwca
  • 53 — po rzucie rożnym wykonywanym przez Czerwca strzelał głową Niciński, tuż nad poprzeczką
  • 55 — akcję rozpoczął Bukalski, dograł do Kulawika, który natychmiast przerzucił piłkę na prawą stronę do Czerwca. Wiślak kapitalnym strzałem pod poprzeczkę z narożnika pola karnego pokonuje Matuszka — 2:0
  • 67 — pierwszy strzał, na dodatek niecelny, na bramkę Wisły! Piłka leciała wprawdzie nad poprzeczką, ale Sarnat na wszelki wypadek wybijają na róg
  • 71 — Kałużny zagrał naprawą stronę do Sunday ’a, ten zacentrował wzdłuż pola karnego, Dubicki przepuścił piłkę umiejętnie blokując obrońcę, a Kulawik ładnym strzałem ustalą wynik meczu — 3:0
  • 88 — piłka odbiła się od nóg Surmy i niewiele brakowało, by zaskoczyła bramkarza Rakowa
  • 89 — i wreszcie doczekaliśmy się celnego (!) strzału gości na bramkę Sarnata. Po uderzeniu Bańskiego krakowski bramkarz pewnie łapie piłkę


Wiara w potęgę Wisły jest w Krakowie wielka. Stąd i wielu ludziom nie wystarczają już zwycięstwa zespołu, każdy pragnie tak spektakularnych osiągnięć jak choćby te 6:0 z mistrzem Polski. A że wyszliśmy na boisko spięci, stąd nie potrafiliśmy wykorzystać wielu dogodnych do zdobycia goli sytuacji. Nie wiem, na treningach piłka niczym na rozkaz wpada do siatki. Gdy przyjdzie do meczu, daje o sobie znać presja psychiczna i stąd biorą się błędy. Najwięcej popełniamy ich przy wykańczaniu akcji, bo co do samej płynności ich przeprowadzania większych zastrzeżeń mieć nie można. Przed meczem z Rakowem założyliśmy sobie, że zaatakujemy mocno w pierwszych 20 minutach i byliśmy przekonani, że potem już wszystko będzie układało się po naszej myśli. Tak nie było, bo sytuacje bramkowe nie zostały wykorzystane. W ostatecznym rozrachunku wygraliśmy 3:0,jak na ligowe warunki nie jest to mało. (k) Rakowowi daleko do klasy choćby i osłabionego Widzewa, w sobotę wielu ludziom „śnił” się dwucyfrowy wynik. Wiślacy mieli świadomość, że sama wygrana z outsiderem nie będzie oznaczała wykonania planu, gdy tłum pragnie na stadionie goli niczym w kinie krwi na filmie sensacyjnym. Podopieczni Wojciecha Łazarka wyzwanie podjęli…

Wojciech Łazarek (Wisła)

— Ja nie zawiodłem się na... Rakowie. Zespół mimo że jest outsiderem, podjął walkę i długo dzielnie się bronił. My niestety wyszliśmy na boisko spięci, stąd nie potrafiliśmy wykorzystać wielu dogodnych do zdobycia goli sytuacji. Nie wiem, na treningach piłka niczym na rozkaz wpada do siatki. Gdy przyjdzie do meczu, daje o sobie znać presja psychiczna i stąd biorą się błędy. Najwięcej popełniamy ich przy wykańczaniu akcji, bo co do samej płynności ich przeprowadzania większych zastrzeżeń mieć nie można. Przed meczem z Rakowem założyliśmy sobie, że zaatakujemy mocno w pierwszych 20 minutach i byliśmy przekonani, że potem już wszystko będzie układało się po naszej myśli. Tak nie było, bo sytuacje bramkowe nie zostały wykorzystane. W ostatecznym rozrachunku wygraliśmy 3:0,jak na ligowe warunki niejest to mao.


Galeria kibicowska: