2000.05.06 ŁKS Łódź - Wisła Kraków 0:2
Z Historia Wisły
| ŁKS Ptak | 0:2 (0:1) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 1.200 | ||||||||||
| sędzia: Marek Kowalczyk z Lublina | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 2000, nr 106 (8 V) = nr 16989
Dotrzymują słowa ŁKS Łódź — Wisła Kraków 0-2 (0-1) 0-1 Moskal 7 min 0-2 Głowacki 53 min ŁKS (4-4-2) WISŁA (4-4-2) Sławuta 5 Piekutowski 6 Łabędzki 4 Głowacki 6 Batata 5 Lekki 6 Kościuk 4 Moskal 7 Lenart 4 Kosowski 6 (60 Madej) Pater 5 Jakubowski 4 (77 Brasilia) Wyciszkiewicz 5 Kałużny 6 Dombraye 4 (85 Jop) Grzelak 4 Moskalewicz 6 Saganowski 4 Kulawik 6 (66 Hamlet) Żurawski 5 Milar 4 (77 Czerwiec) (60 Treściński) Frankowski 5 Sędziował Marek Kowalczyk z Lublina. Żółte kartki: Dombraye, Batata, Madej, Łabędzki — Głowacki (wszyscy za faule). Widzów 3 tysiące. Po zwycięstwie w rewanżowym, ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski nad GKS Bełchatów, piłkarze Wisły obiecali, że wygrają wszystkie spotkania do końca sezonu. I na razie słowa dotrzymują! Pokonali Ruch Chorzów, Lecha Poznań, za porażkę w lidze zrewanżowali się w czwartek w pucharowej potyczce Polonii Warszawa, a w ostatnią sobotę — po bardzo długiej przerwie — przywieźli komplet punktów z Łodzi. Od połowy sierpnia ubiegłego roku, kiedy w Grodzisku Wielkopolskim uporali się z Groclinem/Dyskobolią (2-1), nie odnosili sukcesów na boiskach rywali. Pracę straciło w tym czasie aż czterech trenerów: Franciszek Smuda, Jerzy Kowalik, Marek Kusto, Wojciech Łazarek. Tylko ten ostatni zachował posadę w Wiśle — dyrektora sportowego. Adamowi Nawałce i Andrzejowi Iwanowi na pewno udało się zażegnać kryzys, choć zespół stracił już szansę na obronę mistrzowskiego tytułu. Mimo zastrzeżeń do stylu gry wiślaków, trzeba zauważyć skuteczność ich poczynań. Szkoleniowcy bez przerwy szukają też optymalnych rozwiązań taktycznych. Kto w obronie? Tak było w sobotę na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego. Wskutek kontuzji Bogdana Zająca i Kazimierza Węgrzyna (złośliwie faulujący w czwartek polonista Jacek Paszulewicz zostawił ślad na nodze krakowianina) oraz absencji Marka Zająca z powodu żółtych kartek, defensywa „Białej gwiazdy” musiała być gruntownie zmieniona. Obok Grzegorza Lekkiego pojawili się: spędzający dużo czasu na ławce rezerwowych, reprezentant „młodzieżówki” Arkadiusz Głowacki i najbardziej doświadczony zawodnik, kiedyś groźny napastnik Kazimierz Moskal. Z lewej strony boiska mieli jeszcze wsparcie, biegającego wzdłuż linii bocznej Kamila Kosowskiego. Mogli też liczyć na walecznego Radosława Kałużnego. W podstawowej „jedenastce” nie pojawił się Ryszard Czerwiec, dlatego budowaniem akcji zajmowali się: Olgierd Moskalewicz i Tomasz Kulawik. Obecność duetu napastników: Maciej Żurawski — Tomasz Frankowski świadczyła o bardziej ofensywnym nastawieniu gości. I tym razem jednak obrońcy Wisły wyręczyli napastników. Gol na powitanie Gol Kazimierza Moskala zapewnił krakowskim piłkarzom duży komfort psychiczny. Grali z większą swobodą, dyktowali tempo, likwidowali w zarodku próby ataków łodzian, którzy jak na drużynę poważnie zagrożoną spadkiem, do II ligi, nie wykazywali należytej determinacji, zaangażowania. - Trudno się więc dziwić, że chwilami mistrzowie Polski oszczędzali siły. Odczuwali jeszcze trudy twardego boju z Polonią, stoczonego dwa dni wcześniej. W 7 minucie, po sprytnym zagraniu piętą Olgierda Moskalewicza, Kazimierz Moskal zdecydował się na strzał z 30 metrów. Mocno uderzona piłka odbiła się od nogi kapitana ŁKS-u Artura Kościuka. To zupełnie zaskoczyło bramkarza Michała Sławutę, który rzucił się w prawy róg, bo tam celował Moskal. Szczęśliwie interweniował natomiast w 13 min po akcji Macieja Żurawskiego i Grzegorza Patera. Piłka trafiła go w nogi. W 18 min otarła się z kolei o poprzeczkę, gdy z dystansu starał się zaskoczyć Sławutę Kamil Kosowski. Wyłącznie zasługą łódzkiego bramkarza była udana obrona strzałów Tomasza Frankowskiego w 20 min, z linii pola karnego i Kazimierza Moskala w 21 min, z 20 metrów. Pomyłka sędziego Frankowskiemu próbował od początku spotkania przeszkadzać Kościuk. Ze zdziwieniem wszyscy przyjęli więc decyzję arbitra Marka Kowalczyka o ukaraniu żółtą kartką w 15 min niewinnego Bataty. Sędzia mylił się często. Na przykład w 27 min podyktował wolnego dla gospodarzy za rzekome przewinienie Kałużnego, ale Zbigniew Wyciszkiewicz zmarnował okazję. Aż 5 żółtych kartek mogłoby sugerować dużą ilość niebezpiecznych fauli. Tymczasem, żaden nie kwalifikował się do tak surowego potraktowania. Najboleśniej odczuli to: wspomniany Batata i Łukasz Madej, bo nie pomogą drużynie w trudnym i niezwykle ważnym dla układu w dolnych rejonach tabeli spotkaniu z Lechem. Asysta Frankowskiego O ile w pierwszej połowie ŁKS kilka razy, aczkolwiek nieśmiało, starał się sprawdzić umiejętności Adama Piekutowskiego (w 12 min Wyciszkiewicz głową tuż obok słupka, w 32 min Batata z 30 m minimalnie spudłował, w 40 min Saganowskiego uprzedził na polu karnym Moskal), to po przerwie tylko w 74 min strzał Wyciszkiewicza był na tyle groźny, że Piekutowski musiał piąstkować piłkę. Za to Wisła stworzyła sporo groźnych sytuacji podbramkowych. Co najmniej trzech nie wykorzystał Tomasz Frankowski (w 49 min po doskonałym podaniu Kałużnego, w 67 min, gdy Kościuk wybił piłkę na róg i w 73 min, znów po prostopadłym zagraniu na wolne pole Kałużnego, kiedy szybciej do piłki dobiegł Sławuta). Ale właśnie Frankowski przyczynił się do zdobycia przez Arkadiusza Głowackiego drugiego gola dla krakowian w 53 min, znakomicie dośrodkowując piłkę z rożnego na głowę kolegi. Swój udział miał w tym także Grzegorz Pater. To on w 52 min dwa razy mocno strzelił, lecz Sławuta najpierw odbił piłkę nogą, a potem wybił ją na róg. Bardzo efektowna była akcja Frankowskiego z Kałużnym w 81 min. Idealne podanie tego pierwszego sprawiło, że rosły pomocnik znalazł się nagle oko w oko ze Sławutą. Gdy już przymierzał się do strzału, resztkami sił dopadł go Rafał Grzelak i zażegnał niebezpieczeństwo. Złość kibiców Prowadzenie Wisły 2-0 odebrało łodzianom resztki ochoty do walki. Już w 65 min Marek Saganowski głośno domagał się zmiany, a w 79 min, przez nikogo nieatakowani, padli na murawę: Brazylijczyk Batata i Nigeryjczyk Dombraye. W 83 min podobnie było ze świetnie dysponowanym w sobotę Kazimierzem Moskalem, jednak dotrwał do końca meczu, o własnych siłach opuszczał boisko. Kibice ŁKS-u całą złość z powodu porażki wyładowali na działaczach. Do przewodniczącego Rady Nadzorczej sportowej spółki Antoniego Ptaka apelowali: - Ptaku, odejdź z godnością. Pytali: - Gdzie są sponsorzy? Zawodników zapewniali, że nie odwrócą się od nich w trudnych chwilach zagrożenia degradacją z ekstraklasy. Antoni Ptak, który mieszka obecnie w Miami na Florydzie, zapowiedział w sobotę, że w czerwcu żegna się z Łódzkim Klubem Sportowym. Nowych pracodawców szukają niektórzy piłkarze. W tym celu wizytę w Berlinie złożyli w ubiegłym tygodniu: Marek Saganowski i Rafał Grzelak. Po meczu długo rozmawiali z mieszkającym we Francji menedżerem Tadeuszem Fogielem. Przegrana z Wisłą zupełnie załamała trenera Ryszarda Polaka i podał się do dymisji. Nieprzypadkowo opuścił stadion przy Alei Unii w towarzystwie prezesa GKS Bełchatów Zdzisława Drobniewskiego. W niedzielę prowadził II-ligowców tego klubu w wyjazdowym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. JERZY SASORSK1
Adam Nawałka (trener Wisły): - Spodziewaliśmy się trudnego spotkania. 1 takie też było. Wiadomo, że graliśmy 48 godzin po ciężkim meczu z Polonią, ale byliśmy odpowiednio nastawieni psychicznie, przygotowani fizycznie na podjęcie walki. To zwycięstwo pozwoliło przełamać złą passę - bez zwycięstw na wyjazdach. Wygraliśmy pewnie. Rysiowi Polakowi i całemu klubowi ŁKS życzę powodzenia w rywalizacji o utrzymanie się w pierwszej lidze. Oszczędzaliśmy Kazimierza Węgrzyna, który w czwartek odniósł kontuzję. Chcemy, żeby zagrał w rewanżowym spotkaniu z Polonią. Długo myślałem nad ustawieniem obrony. W końcu doszedłem do wniosku, że Kazio Moskal ją wzmocni, bo doskonale radzi sobie w grze „jeden na jeden", umie włączyć się do akcji ofensywnych. Mieliśmy najlepszy dowód, gdy zdobył bramkę. Z kilku wariantów wybrałem akurat taki. Słuszny. I z tego się cieszę. Wróciłem też do dwóch napastników. W okresie przygotowawczym do rundy wiosennej dużo ze sobą grali. To, że wcześniej z jednego z nich rezygnowałem, wynikało z braku sukcesów w wielu spotkaniach. Chciałbym przy okazji podkreślić, że Tomek Frankowski wypracował dużo sytuacji, a Maciek Żurawski też wiele zrobił. Kto strzela bramki, jest naprawdę drugoplanową sprawą. Liczy się zwycięstwo. Zadowolony jestem z postawy Ola Moskalewicza. Może wystąpić na każdej niemal pozycji. Ryszard Polak (trener ŁKS-u): - W marzeniach zakładaliśmy przynajmniej remis, bo Groclin znów wygrał. Najgorsza jest jednak sytuacja kadrowa. Mamy bardzo dużo kartek, do tego doszły kontuzje. Batata nie będzie grał w dwóch meczach, Madej - w jednym. Saganowskiemu coś się stało w kolanie. Sporo meczów przegraliśmy z rzędu, w związku z tym prezes Ptak dał mi wolną rękę w podjęciu decyzji, czy zostaję, czy odchodzę. Oczywiście, nie uciekam od odpowiedzialności, ale też nie mogę brać całej odpowiedzialności za to, co się stało. Z klubem jestem związany od lat, próbowałem pomóc. Nie chcę na gorąco podejmować decyzji, muszę spokojnie wszystko przemyśleć. Pójdę do szatni, posiedzę przez chwilę. Wiem, że bardzo ciężko będzie się utrzymać w pierwszej lidze. Nie mam zamiaru pobijać rekordu przegranych meczów (i dlatego m.in. Ryszard Polak zrezygnował ostatecznie z pracy w Łódzkim Klubie Sportowym - przyp. red.)
