2000.05.14 Wisła Kraków - Górnik Zabrze 6:3
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 6:3 (3:1) | Górnik Zabrze | ||||||||
| widzów: 5.500 | ||||||||||
| sędzia: Marek Mikołajewski z Ciechanowa | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 2000, nr 111 (13-14 V) = nr 16994
Wisła - Górnik Zabrze, niedziela, godz. 14.30 Lekki nie zagra - Nie wyobrażam sobie, żebym nie zagrał w niedzielę przeciwko kolegom z Górnika - mówił w czwartek po meczu z Polonią Warszawa Grzegorz Lekki. Innego zdania jest jednak trener Adam Nawałka. Uważa, że nie można ryzykować i nie skorzysta tym razem z usług obrońcy, który w stolicy naciągnął sobie mięsień dwugłowy i po przerwie nie wyszedł już na boisko. Wczorajsze zajęcia piłkarzy Wisły nie były zbyt intensywne, skorzystali też z basenu w hotelu „Continental”, aby jak najszybciej zregenerować siły. Dopiero po dzisiejszym popołudniowym treningu Adam Nawałka poda skład kadry, z której wybierze jedenastkę na niedzielne spotkanie (początek o godz. 14.30) z Górnikiem Zabrze
Dziennik Polski. 2000, nr 112 (15 V) = nr 16995
Frankowski - show Wisła - Górnik Zabrze 6-3 (3-1) 1-0 Frankowski 6 min 2-0 Frankowski 25 min 2-1 Kompała 43 min, karny 3-1 Frankowski 45 min 4-1 Frankowski 52 min 5-1 Głowacki 59 min 5-2 Kompała 68 min, karny 6-2 Żurawski 78 min 6-3 Gierczak 83 min WISŁA (4-4-2) GÓRNIK (3-6-1) Piekutowski 6 Bledzewski 5 M. Zając 5 Wiśniewski 5 Moskal 6 Kolasa 4 (62 Kosowski) Krzętowski 4 Węgrzyn 6 Probierz 4 Głowacki 7 Gierczak 6 Pater 6 Bonk 4 Kałużny 6 (59 Brosz) (78 Niciński) Kompała 6 Czerwiec 6 Szwed 3 (83 Kaliciak) (46 Kocyba) 3 Moskalewicz 8 Prasnal 3 Frankowski 10 (46 Kołodziejski) 5 Żurawski 6 Kaondera 6 Sędziował Marek Mikołajewski z Ciechanowa. Żółte kartki: Głowacki, Węgrzyn - Prasnal, Probierz (za faule). Widzów 8.tys. Jeszcze bardziej niż upalna pogoda rozgrzały kibiców w Krakowie gole (9 trafień do siatki w meczu to w Polsce absolutna rzadkość). Ustanowiono rekord tej piłkarskiej rundy jednocześnie starszym kibicom przypomniał się inny mecz. 20 lat temu w Krakowie wiślacy pokonali bardzo silny wtedy Widzew również 6-3. Jednego z goli, bardzo ładnego, bo w okienko bramki, zdobył wtedy Adam Nawałka. Wczoraj podopieczni krakowskiego -trenera skopiowali tamten wynik. Tymczasem mecz z zabrzanami nie zapowiadał się łatwo, bo gospodarze podejmowali drużynę, której spadek realnie zagląda w oczy, a w takiej sytuacji walczy się z determinacją. W dodatku w tej kolejce poprzegrywali tacy faworyci, jak Legia i Ruch, toteż konfrontacji z Górnikiem oczekiwano nie bez niepokoju. Najprostszym sposobem na uspokojenie nastrojów było strzelenie Górnikowi jak najszybciej gola. I to zadanie wiślacy zrealizowali bezbłędnie. Atak za atakiem; Wisła parła do przodu, a zabrzanie kontrowali jak umieli. Strzelili aż trzy gole, co przy A potem poszli za ciosem. Ponieważ goście przegrywając nie mogli niczego bronić, mecz nabrał ofensywnego charakteru. Goście mieli w ataku wiele szczęścia, dwa gole zdobył z karnych Kompała, a strzał taki, jak w wykonaniu Gierczaka, podobno zdarza się raz w życiu. Zabrzanin kropnął z ponad 30 metrów, a piłka lecąc lukiem wpadła tuż pod poprzeczkę. Gol nie do obrony! Górnik był drużyną, która dysponowała jedną ze słabszych defensyw, jakie widzieliśmy wiosną w Krakowie. W paru przypadkach wiślacy nie umieli dyskontować olbrzymiej przewagi. Wczoraj było inaczej. Znów w strzeleckiej formie W głównej roli wystąpił Tomasz Frankowski. W lidze ostatni raz strzelił gola Pogoni .i odtąd nie trafiał. Dopiero w czwartek w pucharowym meczu z Polonią znów zaskoczył bramkarza. Wczoraj odblokowany psychicznie Frankowski był znów w takiej formie, kiedy wywalczał tytuł króla strzelców. Zdobył cztery gole, a za taki wyczyn nota może być tylko jedna - najwyższa. Zapoczątkował swą serię pan Tomek, wykorzystując podanie Żurawskiego i momentalnie strzelając z półwoleja. Na 2-0 poprawił, gdy doszedł do długiego podania Kałużnego, ograł Bledzewskiego i mimo trudnego kąta, skierował piłkę do siatki. Tuż przed przerwą podał mu sprytnie górną piłkę za plecy rywali Węgrzyn, wiślacki napastnik przechwycił podanie i zmusił bramkarza po raz trzeci do kapitulacji. Klasyczny hat-trick zepsuł Frankowskiemu Kompała, wykorzystując nieco wcześniej karnego, podyktowanego za przytrzymanie na polu karnym szybkiego Kaondery przez Węgrzyna. Po zmianie stron Frankowski trafił po raz czwarty. Moskalewicz dokładnie wyszukał „Franka” na polu karnym, a ten wykorzystał podanie. Gonili Czereszewskiego Odtąd serię Frankowskiego kontynuowali koledzy. Po kornerze Czerwca Głowacki wyciągnął się jak struna (stare, trafne porównanie...) i głową (nomen omen) skierował futbolówkę do siatki. W wyglądającej na niezbyt groźną sytuacji Pater zderzył się z Kołodziejskim i sędzia podyktował drugą dla zabrzan „jedenastkę”. Znów z karnego trafił Kompała. Tym samym toczył on swój dodatkowy bój z Frankowskim o wysoką lokatę w klasyfikacji strzelców I ligi. Kompała zwiększył stan posiadania do 15 goli, dogonił Czereszewskiego, natomiast Frankowski ma na swym koncie 14 bramek (jak Bizacki). 5-2 to jeszcze było piłkarzom mało. Moskalewicz (dostał kwiaty za swój 200. ligowy występ, z kolei Niciński grał w lidze setny raz) umiejętnie nagrał do Żurawskiego, ten strzelił szóstego gola dla Wisły. A potem Gierczak popisał się wspomnianym, dalekim i celnym uderzeniem. Wisła na finiszu rozgrywek wykazuje dobrą formę; szkoda straconych wcześniej punktów, bo Polonia byłaby w jej zasięgu. Nie grali tym razem kontuzjowani B. Zając, Lekki, Brasilia i Kulawik, ale krakowianie mają długą ławkę. Zasiadł na niej po raz pierwszy po prawie rocznej przerwie Bukalski, ale jeszcze nie wystąpił. JAN OTAŁĘGA
MIECZYSŁAW BRONISZEWSK1 (Górnik): - Mogę tylko pogratulować Adamowi Nawałce. Górnik pokazał tyle, ile mógł. Na - więcej nie było nas stać. Za duże były luki w obronie. Frankowski ; rozstrzygnął mecz, był trudny do upilnowania. Widowisko mogło ' się podobać. 3 gole pokazują, że Górnik jeszcze się nie poddaje. i Najlepiej zagrali 18-latkowie Kaondera i Kołodziejski. Mecz z ŁKS ! zadecyduje, czy utrzymamy się w I lidze. ADAM NAWAŁKA (Wisła): - Chcieliśmy wykorzystać sobotnie \ potknięcia Legii i Ruchu. To się udało, awansowaliśmy na 2. miejsce. Górnik znany jest z walki, toteż nikt nie lekceważył tego rywala. Strzeliliśmy 6 goli, ale straciliśmy 3, co trochę nam popsuło statystykę. Trudno, takie karne, jak dzisiaj, czasem się zdarzają. Frankowski już w Warszawie przełamał złą passę, teraz pokazał, na co go stać. Zmiany w zespole wynikały ze zmęczenia lub zagrożenia kartkami. Na pytanie o przyszłość zespołu i moją jako trenera, odpowiem, że na razie chcemy wygrać wszystko w lidze i w pucharze. O reszcie zadecydują prezesi.
Wlecz w statystyce WISŁA GÓRNIK gole 6 3 kartki 2 2 strzały celne 9 6 niecelne 11 5 kornery 10 6
Był taki mecz: Franek cztery, Wisła sześć, Górnik trzy!
Data publikacji: 27-07-2017 14:00
Po rocznej banicji do Ekstraklasy powrócił zespół, który oficjalnie ma na koncie o jeden tytuł mistrzowski więcej od Białej Gwiazdy. Ostatni raz Górnik Zabrze cieszył się z krajowego triumfu u schyłku lat 80-tych XX wieku. Później Trójkolorowi nie potrafili odtworzyć sukcesów, lecz zawsze stanowili solidną ekipę, z którą Wiśle nigdy nie szło bardzo łatwo. W 2000 roku, za sprawą Tomasza Frankowskiego i spółki, krakusi rozgromili zabrzan aż 6:3. Przed starciem w Zabrzu pora na wspomnienie tamtego spotkania.
Po 26 kolejkach ówczesnej I ligi, Górnik miał tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Chwilę wcześniej czwartym szkoleniowcem drużyny z Roosevelta został Mieczysław Broniszewski, ojciec późniejszego asystenta pierwszych trenerów Białej Gwiazdy, Marcina Broniszewskiego. Trenerskich smaczków mamy jeszcze więcej - opiekun Trójkolorowych desygnował wówczas do gry Michała Probierza i Marcina Brosza, który obecnie odpowiedzialny jest za styl gry Górników. W składzie Wisły natomiast pewne miejsce u… Adama Nawałki miał Kazimierz Moskal.
„Franek” raz, „Łowca Bramek” dwa!
Wiślacy w całym sezonie zawsze strzelali gola u siebie i tak też miało być tym razem. Na pierwsze trafienie kibicom Białej Gwiazdy nie przyszło długo czekać. Z prawej strony akcję zaczął Grzegorz Pater, który uruchomił podaniem Macieja Żurawskiego, a ten wolejem odegrał futbolówkę do Tomasza Frankowskiego. „Franek” uderzył piłkę bez przyjęcia tuż pod poprzeczkę i Andrzej Bledzewski był bezradny. Dziewiętnaście minut później przy Reymonta zrobiło się 2:0! Kapitan Wisły, Radosław Kałużny popisał się prostopadłym podaniem, które pewnie przeciąłby Krzętowski, gdyby w ostatniej chwili zza pleców nie wyskoczyłby mu niepozorny „Łowca Bramek”. Frankowski sprytnym zwodem minął Bledzewskiego i z dość ostrego kąta wpakował futbolówkę do siatki.
Tuż przed przerwą goście zaliczyli kontaktowe trafienie. Kazimierz Węgrzyn, który dowodził wówczas defensywą Wiślaków wraz z… Arkadiuszem Głowackim, nie poradził sobie z szybkim Shingayim Kaonderą. Reprezentant Zimbabwe wykorzystał to, iż rutynowany stoper pociągał go za koszulkę i runął jak długi na pograniczu pola karnego. Sędzia Marek Mikołajewski bez wahania wskazał na wapno, z czym nie mogli się pogodzić podopieczni Adama Nawałki. Pewnym egzekutorem jedenastki był Adam Kompała, który dołożył kolejną cegiełkę w rywalizacji o koronę króla strzelców z Tomaszem Frankowskim. W tamtym momencie gracz Górnika miał na koncie 14 trafień, a Wiślak zaledwie o dwa mniej.
„Franek” trzy, „Łowca Bramek” cztery!
Na odpowiedź „Franka” nie trzeba było długo czekać. Kapitalnym, godnym najlepszego rozgrywającego podaniem popisał się Węgrzyn, który lobem odszukał napastnika Białej Gwiazdy. Linię spalonego złamał Michał Probierz, a Frankowski po raz kolejny z woleja podwyższył prowadzenie. To nie był koniec popisów filigranowego snajpera Wisły. Tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania Andrzej Bledzewski w niesamowity sposób powstrzymał Frankowskiego przed zdobyciem czwartej bramki. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Tym razem idealne podanie do wiślackiego napastnika wykonał Moskalewicz, a „Łowcy Bramek” nie pozostało nic innego, tylko znowu umieścić piłkę w siatce!
Niech strzelają inni!
Cztery trafienia usatysfakcjonowały piłkarza z numerem 21 i od tego czasu zaczęli strzelać inni. W 59. minucie po rożnym wykonywanym przez Ryszarda Czerwca gola głową zdobył „Głowa”! Była to pierwsza bramka Arkadiusza Głowackiego dla Wisły zaliczona na własnym boisku. Dziesięć minut później Kompała za sprawą kolejnego rzutu karnego, tym razem podyktowanego ze wszech miar niesłusznie, zanotował piętnaste trafienie w sezonie. Trójkolorowych zripostował Maciej Żurawski, który jednym zwodem położył trzech Górników i po raz szósty zmusił Bledzewskiego do wyciągnięcia futbolówki z siatki! Ozdobą pojedynku była bomba Piotra Gierczaka z 84. minuty. Zabrzanin huknął z powietrza z około 40 metrów w samo okienko bramki strzeżonej przez Adama Piekutowskiego. Na nic jednak ten gol się nie zdał. Górnicy nie byli w stanie zrobić nic więcej, a Biała Gwiazda spokojnie dowiozła zwycięstwo.
Czteropak Tomasza Frankowskiego, trafienia „Głowy” i „Żurawia” pozwoliły wyjść krakowianom na drugie miejsce w ligowej stawce. Z piłkarzy, którzy wystąpili w tamtym starciu, na poziomie Ekstraklasy gra tylko Arkadiusz Głowacki. Nie mielibyśmy chyba nic przeciwko, by kapitan Wisły powtórzył wyczyn sprzed ponad 17 lat!
(...)
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

