2000.06.09 Amica Wronki - Wisła Kraków 3:0
Z Historia Wisły
| Amica Wronki | 3:0 (2:0) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 5.500 | ||||||||||
| sędzia: Tomasz Mikulski z Lublina | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje meczowe
Dziennik Polski. 2000, nr 133 (8 VI) = nr 17016
Trener Wisły Adam Nawałka nie dał się we wtorek zaskoczyć reporterce TVN. Na jej sugestię, że remis 2-2 to raczej niekorzystny dla krakowian wynik, odpowiedział, iż dopiero piątkowy rewanż we Wronkach rozstrzygnie, kto zdobędzie Puchar Polski. Chwalił swoich zawodników za dobrą grę, docenił umiejętności rywali z Arniki. Wczoraj, już po przemyśleniach i analizie występu drużyny, nie stracił optymizmu. - Jedziemy po sukces! - podkreślał. W takim samym tonie wypowiadają się piłkarze. Dziś rano, o godz. 10, wyruszą na najważniejszy mecz sezonu (który to już z kolei?) wszyscy zawodnicy Wisły, z Ryszardem Czerwcem, który nie będzie mógł jutro wystąpić z powodu żółtych kartek, z poturbowanymi we wtorek - Grzegorzem Lekkim (doznał kontuzji pachwiny) i Kazimierzem Moskalem. Pojedzie oczywiście pauzujący dwa dni temu (kartki) Brasilia, ale według nieoficjalnych wieści, nie przedłuży kontraktu z krakowskim klubem. Cena 280 tys. dolarów wydała się podobno szefom Wisły wygórowana. Prezes Stanisław Ziętek sugerował, że kluczowe decyzje w sprawie obsady trenera i umów z zawodnikami ostatecznie nie zapadły. Typowanego na następcę Adama Nawałki - Oresta Lenczyka nie można spotkać na stadionie przy ul. Reymonta. We wtorek złożył tam natomiast wizytę Albin Mikulski. Na razie, wszyscy żyją jutrzejszym rewanżem. Dziś Adam Nawałka zaplanował trening na stadionie Arniki. Ekipa zatrzyma się w okolicach Wronek. - Na pewno nie w Szamotułach - zapewnił trener „Białej Gwiazdy”. Wiosną zatruli się tam piłkarze Petro Płock. (SAS)
Zarząd klubu Amica Wronki poinformował wczoraj Wisłę, że jej kibice nie będą mieli możliwości nabycia biletów na rewanżowy mecz w finale Pucharu Polski (9 czerwca o godz. 18.05). Amica rozpoczęła przedsprzedaż biletów wczoraj i wszystkie wejściówki rozeszły się w kilka godzin. Stadion we Wronkach może pomieścić niewiele ponad 3 tysiące osób. Działacze z Wronek nie pozostawili wolnych miejsc dla krakowian, tłumacząc się tym, że do wczoraj Wisła nie złożyła zapotrzebowania na bilety przeznaczone dla jej fanów. Transmisję z rewanżu we Wronkach planuje Wizja Sport.
Dziennik Polski. 2000, nr 134 (9 VI) = nr 17017
Kto dzisiaj zwycięży w piłkarskim Pucharze Polski - zdobędzie to trofeum po raz trzeci. Wisła triumfowała w rozgrywkach w 1926 i 1967 roku; w sumie tak dawno, że większość kibiców nie pamięta tych chwil. Amica zaś ma w dorobku zdobycie pucharu też dwukrotnie, ale to najbliższe lata: 1998 i 1999. Czy zespół z Wronek osiągnie swoisty hat-trick? Takie jest marzenie całego, 11-tysięcznego miasteczka, znanego dotąd z... zakładu karnego, następnie - z producenta kuchenek, a ostatnio z coraz lepiej grających piłkarzy. Pierwszy finałowy mecz Arniki i Wisły w Krakowie przyniósł wynik 2-2. To był sukces gości, bowiem to w zespole gospodarzy upatrywano faworyta. Krakowianie nie wykorzystali atutu swego terenu i mimo ambitnej gry jedynie zremisowali. Amica zagrała bardzo dobrze taktycznie, wybijając atak Wisły z impetu i stosując szybkie kontry. Tylko 57 min grał kadrowicz Paweł Kryszałowicz, strzelec po 661 minutach posuchy goła dla reprezentacji, ale zasiał wiele niepokoju w defensywie krakowian. Był bardzo szybki, umiał z pucharem? dokładnie rozegrać i strzelić. - Nie znaleźliśmy recepty na Kryszałowicza - przyznał po meczu w Krakowie trener Adam Nawałka. - Postaramy się jednak znaleźć sposób na niego w rewanżu. Kiedyś interesowała się nim Wisła. Obecnie wartość tego piłkarza wzrosła. - Ale teraz nie jest na sprzedaż - twierdzą działacze z Wronek. - My też chcemy dochować się zespołu na miarę europejskich pucharów. Słowa uznania pod adresem trenera Wronek skierował też wielokrotny reprezentant Polski Antoni Szymanowski z Wisły: - Znam Stefana od lat, jeszcze z kadry. Był ambitnym i pracowitym oraz, co ważne, myślącym zawodnikiem. Podobne walory wykazuje jako szkoleniowiec. Oczywiście Stefan Majewski wierzy w sukces swych podopiecznych: - Skoro w Krakowie omal nie wygraliśmy, to dlaczego nie mamy osiągnąć sukcesu u siebie? Arnice wystarczy do triumfu nawet remis 0-0,1-1. Ale ostrożnie należy ważyć szanse gospodarzy. Wisła też ma swoje atuty i nieraz udowodniła, że potrafi skutecznie zagrać na wyjeździe. Tak było w dwóch wygranych meczach z Polonią i Legią. Szacując siły Arniki - przy pełnym szacunku dla tego rywala - to raczej Polonia i Legia mają więcej indywidualności niż zespół z Wronek. Wisła więc może pokusić się o korzystny rezultat. Wisła niezależnie od wyniku dzisiejszego rewanżu ma zapewniony udział w Pucharze UEFA, Amica zaś walczy o ten start. O ile zwyciężą krakowianie, to wolne miejsce w rozgrywkach europejskich zajmie Legia. Po przybyciu wczoraj przed godz. 19 do Wronek, wiślacy przeprowadzili 60-minutowy rozruch na głównym boisku Arniki. Na prośbę gospodarzy ćwiczyli o 30 minut później, niż pierwotnie ustalono. Trener Nawałka postanowił dokładnie obserwować poturbowanych nieco we wtorkowym spotkaniu: Grzegorza Lekkiego i Kazimierza Moskala. Ostateczny skład poda jednak dopiero na dzisiejszej przedmeczowej odprawie. Podczas autokarowej podróży z Krakowa, wiślacy mieli dłuższą przerwę, na obiad, w Kaliszu. Mecz we Wronkach rozpocznie się o godz. 18 (transmisje ma przeprowadzić Wizja Sport i Polskie Radio Kraków). (JOT-S)
Dziennik Polski. 2000, nr 135 (10/11 VI) = nr 17018
Krakowianie nie znaleźli sposobu na rywala Na stadionach Belgii I Holandii Pucharowy hat-trick Euro 2000 Amica - Wisła 3-0 (2-0) 1-0 Biliński 6 min 2-0 Zieńczuk 44min 30 Sobociński 85 min AMICA: Stróżyński (35 Michniewicz) - Wódkiewicz, Bajor, Bosacki, Pęczak (67 Siara) - Zieńczuk (86 Dawidowski), Sobociński, Sokołowski, Biliński - Kryszałowicz, Król. Biliński strzela pierwszego gola dla Arniki WISŁA: Sarnat - M. Zając, Głowacki, Węgrzyn, Kosowski (80 Pater) - Moskal, Kałużny, Moskalewicz, Kulawik (46 Kaliciak) - Frankowski, Brasilia (46 Żurawski). Sędziował Tomasz Mikulski. Żółte kartki: Pęczak - Brasilia, Głowacki, Kaliciak, Węgrzyn i Kałużny. I mecz 2-2. Puchar Polski dla Arniki. Zaczęło się od pecha Frankowskiego pod bramką gospodarzy. Niebawem Sokołowski rzucił piłkę na pole karne, wbiegł tam Biliński, uprzedził wybiegającego Sarnata i skierował piłkę do siatki. Za moment Sobociński znakomicie uderzył z dystansu. Sarnat z wysiłkiem przerzucił piłkę na róg. Po stracie gola Wisła zyskała przewagę, ale była to tzw. przewaga optyczna. Ataki gości kończyły się na linii pola karnego gospodarzy. W 20 min Sobociński uwolnił się spod opieki obrońców, z bliska strzelił mocno, niemniej Sarnat pewnie obronił. Za moment Stróżyński miał duże kłopoty z samobójczym uderzeniem Wódkiewicza. w 28 min Brasilia egzekwował rzut wolny z 22 metrów, piłka trafiła w poprzeczkę i wyszła w pole. Potem był Moskal w polu karnym, naciskany, strzał obronił bramkarz Arniki. Z kolei Kałużny uderzył z daleka, bramkarz odbił strzał. W 35 min w miejsce dobrze spisującego się Stróżyńskiego, który doznał kontuzji, wszedł Michniewicz. W 44 min gorąco zrobiło się pod bramką Wisły, Kryszałowicz znalazł się tuż przed bramkarzem Wisły, jednak przegrał ten pojedynek. Za moment zagapili się obrońcy gości, dalekie podanie otrzymał Zieńczuk, pozostawiony bez opieki ograł Sarnata. Po zmianie stron trener Adam Nawałka puścił w bój Żurawskiego i Kaliciaka. Wiślacy starali się odrobić straty, ale kontry gospodarzy były groźne. Zieńczuk w 59 min technicznym strzałem chciał zaskoczyć Sarnata, bramkarz „Białej Gwiazdy” był na posterunku. W 72 miń w zamieszaniu podbramkowym Michniewicz faulował Kałużnego (trzymał za koszulkę), ale sędzia nie widział tego przewinienia. Michniewicz chwilę potem odbił potężne uderzenie Żurawskiego. Za niesportowe zachowanie sędzia usunął z ławki rezerwowych Bogdana Zająca. Finisz należał do gospodarzy. W 82 min Kryszałowicz zdecydował się na strzał z woleja, z daleka uderzona piłka spadła na siatkę bramki Wisły. Co nie udało się kadrowiczowi, wyszło Sobocińskiemu. Po krótkiej akcji strzelił płasko, celnie i Sarnat po raz trzeci musiał sięgać po piłkę do siatki. Wczoraj wszystko ułożyło się po myśli Arniki. Szybko zdobyty gol pozwolił gospodarzom przejść do ulubionej taktyki: zagęszczonej defensywy i kontr. Zespół z Wronek był w dodatku bardziej dynamiczny, szybki, wałczący. Krakowanie zagrali z kolei jeden z najsłabszych meczów tej rundy. Sytuacji strzeleckich pod bramką obu golkiperów Arniki stworzyli bardzo mało, jedno uderzenie w poprzeczkę nie mogło zmienić obrazu gry. Wiślacy szarpali się w środku pola, ale nie znaleźli sposobu na mur gospodarzy. Amica wywalczyła puchar trzeci raz pod rząd, to taki piękny pucharowy hat-trick. Wisła, wicemistrz Polski, zagra w Pucharze UEFA. Wyniki finałów PP spowodowały, że w europejskich pucharach nie wystąpi Legia. (JOT)
Adam Nawałka (trener Wisły): - Gratuluję Stefanowi zdobycia Pucharu Polski i życzę mu powodzenia i jego drużynie w Pucharze UEFA. Wierzę, że Amica zajdzie daleko w tych rozgrywkach. Przyjechaliśmy do Wronek po zwycięstwo, bo tylko taki wynik nas satysfakcjonował, zapewniał zdobycie Pucharu. Stworzyliśmy dogodne sytuacje strzeleckie, dyktowaliśmy warunki gry, ale bramki zdobyła Amica. To ustawiło mecz. Po przerwie w wyniku dokonanych przeze mnie zmian z naszej strony gra wyglądała dużo lepiej, panowaliśmy na boisku. Absolutnie gratuluję sukcesu Arnice, lecz chciałbym zobaczyć zapis wideo kilku sytuacji na jej polu karnym. Miałem propozycje z innych klubów, nie mogę jednak zdradzić jakich. To tajemnica zawodowa. Stefan Majewski (trener Amiki): - Spodziewaliśmy się, że Wisła będzie atakować. Nastawiłem więc zespół defensywnie, choć na pozór wyglądało to inaczej, bo mieliśmy aż trzech napastników. Najważniejsze, że strzeliliśmy trzy piękne gole. Zawodnikom należą się słowa uznania za świetną realizację założeń taktycznych. Czy to był mój pożegnalny mecz? Należy się przede wszystkim cieszyć dziś, jutro, pojutrze, a potem... zobaczymy. Udało nam się zdobyć Puchar Polski po raz trzeci z rzędu. Powinniśmy chyba go dostać go na własność.
BEZ CHĘCI
Amica już drugi raz w tym sezonie pozbawiła Wisłę cennego trofeum. Po raz pierwszy dokonała tego pokonując krakowian 1:0 w Superpucharze Polski. Teraz z łatwością odprawiła Wisłę z bagażem trzech bramek i skończyła jej sen o Pucharze Polski. Przykro, że w tym ostatnim meczu sezonu wiślacy zagrali tak słabo. Ale coż, jak śpiewali kibice Wisły już w pierwszym meczu (przy stanie 1:2) - "Nadeszła kara - nie będzie %#@*! (Legii) w pucharach"...
Mecz rozpoczął się całkiem nieźle. Już w drugiej minucie Wisła mogła objąć prowadzenie. Radosław Kałużny ładnie podał do Kazimierza Moskala, ten dośrodkował z prawej strony na długi słupek. Główkował do bramki Frankowski, lecz jego cień w tym meczu - Paweł Pęczak zdołał przeciąć lot piłki. Nieco ponad pięć minut później gospodarze objęli prowadzenie. Tomasz Sokołowski podał do nieobstawionego Radosława Bilińskiego, który nie zmarnował dogodnej sytuacji. Bramka ta była efektem słabej współpracy pomiędzy dwoma środkowymi obrońcami - Głowackim i Węgrzynem, także w późniejszych minutach. Minutę później szybką kontrę strzałem z dystansu zakończył Sobociński, lecz Sarnat sparował mocny strzał na róg. W tych początkowych minutach to Wisła miała wizualną przewagę, lecz gospodarze atakowali znacznie groźniej. Wyglądało to jakby Wisła grała u siebie, a Amica czyhała tylko na dogodne okazje do kontry.
W 20 minucie Sobociński ubiegł słabo grającego Głowackiego, lecz strzał z 14 metrów nie zaskoczył Sarnata. Po tej akcji doszło do kuriozalnej sytuacji. Kałużny zagrał prostopadłą piłkę na pole karne, tam jej lot przeciął obrońca Amiki Wódkiewicz, tak nieszczęśliwie, że trafiła ona w poprzeczkę bramki zdezorientowanego Stróżyńskiego. 8 minut później piłka ponownie trafiła w poprzeczkę - po strzale Brasilii z wolnego z odległości 25 metrów. Za chwilę groźnie strzelał Kałużny, piłkę obronił Stróżyński wprost pod nogi Kulawika, lecz ten źle dośrodkował i nic z tej akcji nie wyszło.
Po tym okresie naporu Wisły gra znów się wyrównała, a końcówka pierwszej połowy należała tylko i wyłącznie do gospodarzy. Najpierw Paweł Kryszałowicz wkręcił w ziemię Głowackiego, lecz trafił prosto w Sarnata. Minutę później było już 2:0. Po niemal identycznym podaniu piłkę na 16 metrze otrzymał Zieńczuk, minął Sarnata i skierował piłkę do bramki. Gdzie byli obrońcy? Bramka "do szatni" podłamała wiślaków. Wydaje się, że piłkarze gospodarzy zobaczyli, że współpraca obrońców Wisły nie układa się należycie i postanowili skorzystać z tego w stu procentach. W przerwie Adam Nawałka dokonał dwóch zmian w składzie. Swój ostatni (?) występ w barwach Wisły po pierwszej połowie zakończył Brasilia. Nie wypadł imponująco, co z pewnością będzie rzutować na jego najbliższą przyszłość. Do boju dysygnowany został Grzegorz Kaliciak, który powoli jakby zaczynał przypominać sobie o co chodzi w tej grze.
Dwie minuty po przerwie Frankowski świetnie zakręcił Pęczakiem w polu karnym, lecz piłka po strzale wyszła na rzut rożny. Po tej akcji mecz stracił szybkie tempo z pierwszej połowy. Nie dochodziło do klarownych sytuacji podbramkowych. Ładnym rajdem popisał się Maciej Żurawski, lecz stracił piłkę tuż przed polem karnym.
W 72. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Wychodzący Michniewicz (zmienił kontuzjowanego Stróżyńskiego) zderzył się z Kałużnym po czym chwycił go wpół i nie pozwolił dojść do piłki. Ewidentne przewinienie nie zostało dostrzeżone przez sędziego, a szkoda bo bramka przy stanie 2:0 mogła dodać wiślakom skrzydeł. Chwilę później w polu karnym padł podcinany Frankowski, co również nie spotkało się z należytą reakcją sędziego. Takie decyjze wywoływały żywą reakcję na ławce rezerwowych (najpierw złość, później już tylko pusty śmiech), za co sędzia usunął z niej Bogdana Zająca. Kibice skandowali "za Wójcika!" (patrz - mecz w Krakowie). Żółtą kartkę otrzymał za chwilę Radosław Kałużny za to, że stanowczo domagał się rzutu rożnego. Miał rację...
Coż, finały Pucharu Polski z udziałem Amiki zawsze wywoływały dużo kontrowersji w stosunku do sędziowania, nie inaczej było w piątek. Należy się cieszyć, że w europejskich pucharach nie zagra Legia :)
Dosyć dziwna presja dotycząca tej kwestii wywierana na piłkarzach Wisły z pewnością wpłynęła w pewnym stopniu na ich psychikę i zaangażowanie. Do tego doszedł fakt, że według ostatnich obliczeń zdobywca Pucharu Polski również będzie musiał grać w eliminacjach Pucharu UEFA. Mimo wszystko, żal straconej szansy...
Mateusz Miga
ZAWSZE DRUDZY...
Zakończył się sezon 1999/2000. Trzeba niestety przyznać, że był on niezbyt okazały dla piłkarzy "Białej Gwiazdy". Ktoś powie: przecież wiślacy zdobyli wicemistrzostwo Polski, byli finalistami Pucharu Polski, wiele drużyn w Polsce może tylko pomarzyć o takim osiągnięciu. Już ode mnie dodam, że wicekrólem strzelców został Tomek Frankowski. Tyle, że ambicje kibiców, zawodników i włodarzy Wisły sięgają znacznie dalej. A drużyna z takimi ambicjami jak Wisła nie może sobie pozwolić na tak kompromitujące porażki, jak ta ostatnia - 0:3 z Amicą Wronki.
Wisła mogła myśleć o zdobyciu Pucharu Polski, tylko w przypadku wygranej, bądź wysokiego remisu w tym meczu. W obu przypadkach koniecznym warunkiem było strzelenie przynajmniej jednej bramki. Ta sztuka niestety nie udała się, na domiar złego wiślacy stracili tych goli aż 3. A zaczęło się całkiem nieźle: już w piątej minucie meczu bardzo groźnie główkował Tomek Frankowski, Stróżyński obronił jednak ten strzał nogami. I podobnie jak to było w Krakowie po niewykorzystanej sytuacji Wisły padła bramka dla Amiki: po bardzo ładnym dośrodkowaniu Sokołowskiego piłkę na klatkę piersiową przyjął Biliński i lekko strzelił obok bezradnie wybiegającego Sarnata. Bardzo pasywnie przy całej sytuacji zachowywał się Arkadiusz Głowacki.
Podobnie jak to było w pierwszy meczu po stracie bramki Wisła ruszyła do ataku. Zagrania wiślaków były jednak niedokładne, zaś obrońcy Amiki skutecznie wybijali gości z uderzenia. W pierwszej połowie piłkarze Adama Nawałki stworzyli sobie bardzo mało sytuacji podbramkowych. Piłka dwa razy uderzyła w poprzeczkę bramki Amiki: raz po kiksie jednego z obrońców gospodarzy, za drugim razem po ładnym strzale Brasilii z rzutu wolnego. Pod koniec pierwszej części gry ładnie po ziemi strzelał też Kałużny, ale Michniewicz (w 35 minucie zmienił Stróżyńskiego) obronił. Pod bramką Wisły również niewiele się działo, raz bardzo groźną akcję przeprowadził Paweł Kryszałowicz, który ograł Głowackiego, wpadł w pole karne, jednak jego strzał obronił Sarnat.
W 45 minucie atak Amiki okazał się skuteczny. Dokładne podanie otrzymał Zieńczuk, minął Sarnata i skierował piłkę do pustej bramki. Wiślaccy obrońcy sygnalizowali w tej sytuacji spalonego, powtórki telewizyjne nie pokazały tej sytuacji w taki sposób, aby można było tę kwestię rozstrzygnąć. Tak więc do przerwy Wisła przegrywała z Amicą 0:2.
Na drugą część gry trener Nawałka desygnował do gry Kaliciaka i Żurawskiego, którzy zmienili Kulawika i Brasilię; niestety nie byli w stanie zmienić sposobu gry Wisły. Nadal brakowało reżystera gry, a wykonywanie wrzutek na pole karne Amiki w dalszym ciągu nie przynosiło rezultatu. Między 60 a 75 minutą meczu obserwowaliśmy z kolei "popisy" sędziego Tomasza Mikulskiego, który nie zauważał fauli na wiślakach, karając ich żółtymi kartkami za protesty. Nie zauważył m.in faulu bramkarza na Kałużnym: Michniewicz ewidentnie przytrzymywał krakowskiego pomocnika. Mikulski wyrzucił też z ławki rezerwowych ...Bogdana Zająca.
Postawa sędziego nie zmienia jednak faktu, że wiślacy grali po prostu źle. W drugiej połowie oddali oni praktycznie tylko 2 groźne strzały na bramkę Michniewicza. Gwoździem do trumny krakowian okazał się strzał Sobocińskiego w 85 minucie. Piłkarz ten w każdym z trzech ostatnich meczów z Wisłą strzelał bramkę, nie inaczej było i tym razem.
Kilka minut później sędzia zakończył mecz, zaś gospodarze mogli już fetować zdobycie po raz trzeci z rzędu Pucharu Polski. Szkoda, że wiślacy nie potrafili nawiązać skutecznej walki w tym dwumeczu.
Rafał Oramus
Źródło: wislakrakow.com
