2000.08.19 Wisła Kraków - Pogoń Szczecin 1:2

Z Historia Wisły

2000.08.19, I Liga, 5. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, sobota, 16:00
Wisła Kraków 1:2 (0:1) Pogoń Szczecin
widzów: 10.000
sędzia: Grzegorz Kasperkowicz z Poznania.
Bramki


Tomasz Frankowski (k) 85’
0:1
0:2
1:2
34' Sergiusz Wiechowski
80' Sergiusz Wiechowski

Wisła Kraków
Artur Sarnat
Łukasz Nawotczyński grafika: Zmiana.PNG (46’ Ryszard Czerwiec)
Kazimierz Moskal
Grzegorz Niciński
Marcin Baszczyński
Marek Zając
Radosław Kałużny grafika: Zmiana.PNG (77’ Tomasz Kulawik)
Olgierd Moskalewicz
Kamil Kosowski
Maciej Żurawski grafika: Zmiana.PNG (73’ Łukasz Sosin)
Tomasz Frankowski

trener: Orest Lenczyk
Pogoń Szczecin
Radosław Majdan Grafika:Zk.jpg
Paweł Skrzypek
Piotr Mosór
Kazimierz Węgrzyn Grafika:Zk.jpg
Jacek Bednarz Grafika:Zk.jpg
Dariusz Dźwigała
Dariusz Gęsior
Sergiusz Wiechowski
Grzegorz Kaliciak grafika: Zmiana.PNG (60’ Ferdinand Chi Fon)
Robert Dymkowski grafika: Zmiana.PNG (81’ Veselin Đoković)
Brasília grafika: Zmiana.PNG (71’ Daniel Dubicki)

trener: Edward Lorens

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Relacje meczowe

Dziennik Polski. 2000, nr 192 (18 VIII) = nr 17075

- Czy obecność w zespole Pogoni czterech byłych zawodników Wisły: Kazimierza Węgrzyna, Brasilii, Grzegorza Kaliciaka i Daniela Dubickiego ma dla Pana jakieś znaczenie? - zapytaliśmy wczoraj trenera ORESTA LENCZYKA. - To się okaże po meczu. Natomiast piłkarze Wisły, grając z drużyną, przymierzaną do tytułu mistrza Polski, powinni udowodnić, ile są warci. - Uraz Radosława Kałużnego w Bukareszcie mocno krzyżuje Panu plany? - Na razie nic nie wiem na ten temat. Spodziewam się, że wystąpimy w najmocniejszym składzie. Nie wracajmy już do tego, co się stało w Zabrzu. Nie będę podskakiwał przed meczem z Pogonią. Mieliśmy tydzień spokojnej pracy, szkoda tylko, że zostali wyrwani na spotkania reprezentacji Kałużny i Głowacki. Ale mam nadzieję, że wrócą w takiej dyspozycji, w jakiej wyjechali i w potyczce z Pogonią będą zawodnikami wiodącymi. - Zmierzą się dwa pierwsze zespoły w tabeli. Lubi Pan takie konfrontacje? - Lubię, bo nie ma żartów. Z pewnością, jeśli chodzi o doświadczenie, to wielu graczy Pogoni ma wyższe notowania. Bednarz, Mosór, Węgrzyn walczyli już o najwyższą stawkę. Majdan jest absolutnie jednym z najlepszych bramkarzy w Polsce. Dymkowski to z kolei doskonały myśliwy, potrafiący strzelać bramki. Jeśli do tego towarzystwa dostroi się Dźwigała czy mecz życia rozegra Brasilia, szykuje się atrakcyjne widowisko dla kibiców. Na pewno, nie jesteśmy zdecydowanym faworytem. Byłoby tak, gdyby każdy z naszych zawodników zaprezentował najwyższą formę.


Dziennik Polski. 2000, nr 194 (21 VIII) = nr 17077

Niechciany snajper Wisła - Pogoń Szczecin 1-2 (0-1)

Żółte kartki: Majdan (faul 86 min), Węgrzyn (faul 48 min), Bednarz (ręka 89 min). Sędziował Grzegorz Kasperkowicz z Poznania, widzów ok. 10 tys. 0-1 Wiechowski 34 min. 0-2 Wiechowski 82 min. 1-2 Frankowski (karny) 86 min. W prawie 40-stopniowym upale Wisła przegrała z wiceliderem i straciła pierwszą pozycję w tabeli. Emocji było sporo, trzy bramki, dramatyczna końcówka meczu, cztery słupki i poprzeczki. Gorzej było z poziomem, ale trzeba brać poprawkę na kanikułę. Zaskoczeniem było wystawienie przez trenera Lenczyka młodego obrońcy Łukasza Nawotczyńskiego, ale jak potem zeznał trener, spowodowane to było tym, iż Głowacki nie był w pełni sił. Zaczęło się ciekawie, w 6 min Skrzypek zablokował mocne uderzenie Żurawskiego, w 7 min Frankowski z paru metrów strzelił w... słupek. Goście też atakowali, w 18 min Dymkowski strzelał z 12 m pod poprzeczkę, Sarnat wybił piłkę na róg. Potem gra jakby „siadła”, obie drużyny „szanowały" piłkę, bojąc się podjąć ostrzejsze tempo w tropikalnym upale. W Pogoni błyszczał jeszcze do niedawna wiślak - Brasilia. Tak było w 34 minucie, Brasilia dostrzegł na prawej stronie wolnego Bednarza, ten kryty na „radar” przez Kosowskiego zagrał do środka do zupełnie nieobstawionego Sergiusza Wiechowskiego. Pomocnik Pogoni, nieco z kąta, z 16 metrów, uderzył mocno i precyzyjnie w długi róg bramki, Sarnat, choć wyciągnął się jak struna, był bezradny. Ciekawie zrobiło się w końcówce I połowy. W 41 min po rzucie wolnym bitym przez Moskalewicza piłka odbiła się od poprzeczki, 120 sekund później zaskakująco strzelił z 20 m Brasilia, Sarnat odbił piłkę przed siebie, dobitka Dymkowskiego była niecelna. Jeszcze dwie akcje Wisły, strzały M. Zająca (broni Majdan) i Kałużnego (obok słupka). W przerwie meczu trener Lenczyk przemeblował skład, zdjął Nawotczyńskiego (jego miejsce w obronie zajął Niciński), do II linii wprowadził Czerwca, by ten uporządkował grę. I rzeczywiście Czerwiec „rozruszał” nieco niemrawą do tej pory drugą linię wiślaków, w 49 min podał w pole karne na wolne pole do Kałużnego, temu jednak piłka trochę uciekła w bok i strzał był niecelny. W 50 min Marek Zając strzelił zaskakująco z 20 m, ale po raz trzeci w tym meczu Wisła nie miała szczęścia, piłka trafiła w poprzeczkę. Tym samym zrewanżował się w 55 min Brasilia, wolny - mocne, podkręcane uderzenie i piłka znowu zatrzymała się na poprzeczce. W 67 min szkolny błąd przydarzył się M. Zającowi i o mało co Brasilia nie zdobył gola. W potwornej spiekocie obu zespołom zaczynało brakować sił. Rosła jednak przewaga Wisły, która zamykała rywala na jego połowie. Ale akcjom krakowian brakowało przyspieszenia, prawie wszystkie prowadzone były środkiem boiska. Goście atakowali tylko z kontry. Między 75 a 78 minutą wiślacy zamknęli rywala w jego polu karnym, strzelał groźnie Kosowski z 25 m (Majdan wybił piłkę na róg), za moment Sosin zgrał piłkę do Frankowskiego, ten jednak został zablokowany, potężne uderzenie Kulawika Majdan sparował przed siebie, nikt z wiślaków nie zdążył z dobitką. 82 minuta - kontra gości, Bednarz zagrał po lewej stronie, na wolne do Dubickiego, katastrofalnie zachował się Baszczyński, akcję próbował ratować Moskal, przegrał jednak nieszczęśliwie pojedynek z ekswiślakiem, ten podał do Wiechowskiego, który z paru metrów strzelił do siatki. Ale to nie był koniec emocji. W 82 min zaspała obrona Pogoni, Mosór i Doković mogli z powodzeniem wybić piłkę na róg, stracili ją na rzecz Frankowskiego, którego faulowa! Majdan. Karny! Mocny strzał Franka i już tylko 2-1 dla gości. Sędzia przedłużył męcz o 2 minuty. W doliczonym czasie gry bliski szczęścia był Moskalewicz, strzelał przewrotką z 4 metrów (!) od bramki, ku rozpaczy. kibiców Wisły nad poprzeczką. Czy goście wygrali zasłużenie? Oba zespoły miały po kilka okazji, w strzałach w słupek i poprzeczkę było 3-1 dla wiślaków. Goście wygrali, bo mieli w swoich szeregach kilku wybijających się graczy, takich jak świetny technicznie Brasilia, rutynowany Węgrzyn w obronie czy odkrycie meczu, snajper Sergiusz Wiechowski niechciany w Legii i Widzewie, wręcz tępiony przez Smudę. Wisła nie miała w sobotę takich indywidualności. Trener Lorens zachował się jak doświadczony psycholog, postawił na ekswiślaków (obok Brasilii i Węgrzyna wystawił po raz pierwszy Kaliciaka, wprowadził Dubickiego) i ci zawodnicy wykorzystali swoją szansę. Wisła miała w sobotę za dużo słabych punktów. W obronie nie zawiódł tylko Sarnat, bramek obronić nie mógł. Bardzo słaby mecz Baszczyńskiego, Moskal nie grał źle, ale „asystował” przy obu bramkach. W pomocy Marek Zając nadawał się do zmiany po 45 minutach, a grał do końca meczu. Kosowski po lewej stronie też słaby. W tej formacji najbardziej widoczni (waleczni, bojowi) byli Niciński (przesunięty po przerwie do obrony) i Moskalewicz. Brakowało reżysera gry, dopiero w II połowie lukę tę starał się wypełnić Czerwiec. Bez formy napastnicy, szczególnie Żurawski. Jedna akcja w jego wykonaniu na 73 minut gry to za mało. Czy nie należało znacznie wcześniej wprowadzić w jego miejsce Sosina? ANDRZEJ STANOWSKI

OREST LENCZYK, trener Wisły: - Słowa uznania dla piłkarzy, którzy walczyli w potwornej kanikule. Pogoń wygrała, bo strzeliła dwie bramki. Za słupki i poprzeczki nagród się nie dostaje. Nie graliśmy tak dobrze, aby ograć dzisiaj Pogoń. - Dlaczego od pierwszych minut wystawił Pan do gry Nawotczyńskiego? Dlaczego nie zmienił grającego słabo Marka Zająca? - pytano na konferencji prasowej - Łukasz Nawotczyński na pewno nam meczu nie przegrał. Wystawiłem go do gry, bo Głowacki wrócił z meczu reprezentacji młodzieżowej z rozbitym pośladkiem. Marek Zając stracił sporo sił, biegając tam i z powrotem wzdłuż bocznej linii boiska. Mógł strzelić gola (trafił w poprzeczkę - mój przypis), ale czasem brakowało go w grze obronnej. - Co Pan powiedział swoim graczom w przerwie meczu? - Kazałem im iść pod zimny tusz, apotem mówiłem ze trzy minuty. W przerwie miał zejść z boiska Kałużny, ale wytrwał na boisku jeszcze przez 32 minuty. - Dlaczego Wisła grała w tym meczu od pierwszych minut tak ostrożnie, czy nie nazbyt defensywnie? - Wszyscy, także Wy, dziennikarze, odczuliście na swojej skórze, co to znaczy upał. Nie można było nazbyt szafować siłami, trzeba było grać tak, aby dotrwać do końca meczu. (AS)




5 KOLEJKA EKSTRAKLASY, SEZON 2000/2001, 19 SIERPNIA 2000, GODZ. 16:00
1 WISŁA Kraków - Pogoń Szczecin 2
Frankowski 86' 35' Wiechowski
81' Wiechowski


Sędzia: G. Kasperkowicz (Poznań)
Widzów: 10 000

1. Artur Sarnat 7
4. Marcin Baszczyński 5
7. Kazimierz Moskal 7
19. Łukasz Nawotczyński sub 46 4
15. Marek Zając 4
2. Radosław Kałużny sub 77 6
16. Grzegorz Niciński 6
29. Olgierd Moskalewicz 6
5. Kamil Kosowski 5
21. Tomasz Frankowski 6 1
9. Maciej Żurawski sub 72 5
10. Ryszard Czerwiec on 46 6
20. Łukasz Sosin on 72
11. Tomasz Kulawik on 77
Najlepszy zawodnik Wisły: ?
sub - zdjęcie z boiska, on - wejście na boisko


Pogoń: Majdan- Skrzypek, Mosór, Węgrzyn - Bednarz, Wiechowski, Dźwigała, Gęsior, Kaliciak(60. Chifon) - Brasilia(70. Dubicki), Dymkowski(81. Djoković)

Ż.K. Węgrzyn, Bednarz (zagranie ręką)

POZWOLIĆ ATAKOWAĆ

Orest Lenczyk po raz drugi popełnił ten sam błąd - na własnym stadionie zagrał jak na wyjeździe. Wisła atakowała trzema, czterema zawodnikami co nie mogło przynieść powodzenia w konfontacji z liczną obroną gości. Mimo, że nie stanowiła ona monolitu Wisła jedyną bramkę strzeliła z rzutu karnego.

Lenczyk jak zwykle zaskoczył wszystkich wyjściowym składzie. Od pierwszej minuty wystąpił debiutant na pierwszoligowych boiskach - Łukasz Nawotczyński. Niestety, 18-letni obrońca spalił się psychicznie i zagrał bardzo słabo. Dwukrotnie, poprzez jego nieudolność goście stwarzali dogodne sytuacje.
Wydaje się, że Lenczyk niepotrzebnie namieszał w obronie. Trójka, która zagrała dwa ostatnie mecze (Głowacki, Moskal, Baszczyński) spisywała się bez zarzutu stanowiąc trudną do przedarcia zaporę. Teraz, gdy doszedł Nawotczyński nie każdy wiedział za co jest odpowiedzialny. W wyniku tego obie bramki padły po błędach defensywy. Dwukrotnie Sergiusz Wiechowski znalazł się w polu karnym bez "krycia" i dwukrotnie zaskoczył Artura Sarnata.


Nie lepiej wyglądała sytuacja w pomocy. Tutaj mieliśmy aż dwóch defenswnych pomocników - Nicińskiego i Moskalewicza. Obaj, sczególnie w pierwszej połowie, swoją grę ograniczali do zadań wybitnie defensywnych. I teraz już wiadomo, czemu Wisła nie mogła w pierwszej połowie trafić do bramki rywali - na boisku przybywało sześciu graczy, którzy praktycznie cały czas przebywali na własnej połowie!
Atakujący Frankowski, Żurawski, Kałużny, Kosowski i Marek Zając nie mieli większych szans przeciwko zagęszczonej defensywie portowców.
Nie dziwne, że kibice przypominali piłkarzom i trenerowi, że gramy u siebie...

Trzeba jednak przyznać, że nawet w dej nieudanej pierwszej połowie Wisła mogła, a nawet powinna zdobyć bramkę. Już po pięciu minutach Frankowski trafił w słupek, a na kwadrans przed przerwą Olo Moskalewicz sprawdził poprzeczkę bramki Majdana.
Jednak to Pogoń strzeliła jedyną bramkę w tej połowie. Prawą stroną przedarł się Bednarz, podał do zupełnie nieobstawionego Wiechowskiego, a ten pewnym strzałem w długi róg pokonał Sarnata. W tej sytuacji wypadało zapytać obrońców gdzie byli. Swoją uwagę skupiali na napastnikach - Dymkowskim i Brasilii, a nikt nie raczył zwrócić uwagi na wchodzącego z drugiej linii strzelca obu bramek.


Znacznie lepsza druga połowa nie przyniosła jednak oczekiwanych efektów. Przez około dwadzieścia minut po przerwie Wisła panowała niepodzielnie. Jednak ani Kałużny, ani Marek Zając, ani Czerwiec nie zdołali pokonać niepewnie interweniującego Majdana. Ten dwudziesto-minutowy zryw w takim upale musiał kosztować wiślaków wiele sił i po dziesięciu minutach przerwy ponownie przystąpili do oblężenia bramki gości. Grę uporządkował nieco Ryszard Czerwiec, lecz i tak kilka jego podań nie znalazło adresata. Na 10 minut przed końcem było już po wszystkim. Sfrustrowani kibice zaczęli nawet skandować nazwisko Adama Nawałki (można go było zobaczyć na loży honorowej rozmawiającego z prezesem Pogoni).
Jeśli już o kibicach mowa, warto podkreślić dobre przyjęcie byłych wiślaków grającyh obecnie w Pogoni. Już przed meczem skandowano nazwiska Węgrzyna i Brasilii. Wszyscy czterej zostali przywitani i pożegnani brawami, co przyniosło im wiele satysfakcji. Dziwić mogła tym bardziej szalona radość Kaliciaka i Brasilii, którzy po końcowym gwizdku zaczęli skakać i wpadać sobie w ramiona.
Kibice, nawet z sektora B nie przerwali dopingu nawet po drugiej bramce, choć dało się słyszeć pojedyncze, uzasadnione głosy frustracji.


Chwała wiślakom, że po drugiej bramce Wiechowskiego podnieśli rękawice i ruszyli do szturmu. Już po pięciu minutach kontaktową bramkę zdobył Frankowskiego i przez chwilę wydawało się, że Wisła zdoła doprowadzić do remisu. Powinien tego dokonać aktywny w końcówce Olgierd Moskalewicz, lecz z pięciu metrów strzelił za wysoko.

[Mateusz Miga]

DRUGIM OKIEM

Na trybunach przy ul. Reymonta, mimo lejącego się z nieba żaru zasiadł niemal komplet widzów. Chyba jedyne bilety, jakie zostały niewykorzystane mają jeszcze w rękach koniki, żerujący na kieszeni prawdziwych kibiców. Przed meczem chcąc wyjść na swoim niektórzy sprzedawali wejściówki po cenie z kasy.
Trener Orest Lenczyk znów chciał czymś zaskoczyć rywali. Jeszcze przed meczem na rozgrzewce zjawili się zawodnicy Pogoni, wiślaków na murawie głównego boiska jednak nie było. Rozgrzewali się oni spokojnie w cieniu, na boisku bocznym, chcąc rozpocząć mecz "na świeżo". Tymczasem prawdziwi kibice Wisełki zgotowali bardzo miłe przywitanie Kazimierzowi Węgrzynowi, jak i Brasilii. Obu tych piłkarzy oglądaliśmy niedawno na Reymonta, podobnie jak i Grzegorza Kaliciaka, który też wyszedł w podstawowej jedenastce gości. Jego nie wszyscy poznali w bordowym kostiumie... Trzeba jednak zaznaczyć, że gdy "Kali" schodził z boiska brawa również były mocno słyszalne, zwłaszcza na sektorze A i B.
W pierwszym zestawieniu Wisły pojawił się 19-letni debiutant - Łukasz Nawotczyński. Był to debiut niezbyt udany, można śmiało rzec, że przy każdym zetknięciu z piłką młodemu obrońcy pojawiał się strach w oczach. Nie wiadomo, czy zjadła go trema, czy były inne powody jego słabej dyspozycji: zanotował jedną nieudaną główkę, dwa kiksy (na szczęście niegroźne), oraz kilka skutecznych wślizgów. Gdy jednak któryś ze szczecinian zbliżał się z piłką do prawego narożnika wiślackiego pola karnego, Nawotczyński "wysyłał błagającym spojrzeniem" swoich kolegów do akcji obronnej samemu bojąc się podjąć ryzyka.
Nawotczyński nie był jednak sprawcą porażki Wisły. Obrona zagrała przyzwoicie, zwłaszcza Kazimierz Moskal, skutecznie czyszczący przedpole Sarnata. Przede wszystkim bardzo słabo (zwłaszcza w pierwszej połowie) zagrała pomoc. Radek Kałużny nie miał dziś swojego dnia, co prawda często wygrywał pojedynki główkowe, ale był bez werwy i szybkości, zaś po kilku jego zagraniach chciało się po prostu płakać. Kilkudniowy pobyt w kadrze Engela bardzo mu zaszkodził. Teraz więcej o Olgierdzie Moskalewiczu. Nikt mnie nie przekona, że "Olo" będzie kiedyś dobrym rozgrywającym. To zawodnik z charakterem, potrafiący walczyć w środku, ale nie rozdawać piłki. Zbyt często zaś "holował" futbolówkę, nie bardzo wiedząc co z nią zrobić, jako że reszta zespołu nie bardzo kwapiła się do wychodzenia na czystą pozycję. W najlepszym wypadku pomocnika Wisły faulowano, w najgorszym tracił on piłkę. Moskalewicz jednak był widoczny na boisku, czego efektem poprzeczka po strzale z rzutu wolnego i znakomita też szansa na wyrównanie w doliczonym czasie gry po której wszyscy na stadionie pytali: "jak on tego nie strzelił!!?". Gra w pomocy znacznie uległa poprawie, gdy w drugiej połowie za Nawotczyńskiego wszedł Czerwiec. Już w pierwszej swej akcji popisał się bardzo ładnym podaniem do Kosowskiego, ten jednak za słabo dośrodkował do jedynego(!) na polu karnym gości Frankowskiego.
Zawiedli skrzydłowi. Zarówno Marek Zając jak i Kamil Kosowski nie przeprowadzali rajdów swoimi stronami boiska; na pewno wpływ na to miała pogoda, ale czy wszystko będziemy zrzucać na niekorzystną aurę? Niciński jako defensywny pomocnik grał poprawnie, ale jego akcje ofensywne są biciem głową w mur zawodnika ambitnego, lecz słabego piłkarsko (zwłaszcza szwankuje technika).
Niewiele dobrego mogę też napisać o napastnikach. Zupełnie niewidoczny był Żurawski, podobnie z resztą jak Frankowski, tego drugiego jednak połowicznie rozgresza strzelona bramka. Przyznam, że podobała mi się dosyć gra Łukasza Sosina - to facet bez kompleksów, świetnie wykorzystujący swe warunki fizyczne; raz bardzo sprytnie przedłużył piłkę głową do Frankowskiego, ten jednak ledwo ją musnął.
Pogoń miała w dzisiejszym meczu więcej szczęścia, co przy wyrównanym poziomie obu drużyn okazało się decydujące. Mówię przede wszystkim o sytuacjach, po których bramkarzowi szczecińskiemu - Majdanowi - mocno jeszcze dzwoni w uszach. W poprzeczki strzelali: wspomniany Moskalewicz i Marek Zając, wcześniej zaś po uderzeniu Frankowskiego piłka trafiła w słupek... Do tego dochodzi sytuacja Moskalewicza w ostatniej minucie meczu...
Jakieś plusy po przegranym spotkaniu? No, może jeden: mimo niesamowitego upału oglądaliśmy dziś naprawdę niezły mecz. Wiślacy stracili bardzo dużo sił. Niestety, nie potrafili tego docenić niektórzy "kibice Białej Gwiazdy". Po drugiej straconej bramce grupka ok. 200 widzów opuściła trybuny, twierdząc że już po meczu. Gdy Frankowski strzelił kontaktowego gola niektórzy odwrócili się by końcówkę obejrzeć zza krat. Czy tak wygląda kibicowanie swojej drużynie i bycie z nią na dobre i na złe? Gdy wygrywamy - jest dobrze przyjdę na stadion, Wisła przegrywa - odwracam się i idę do domu. Większość prawdziwych fanów podziękowała swojej drużynie za wysiłek włożony w ten mecz, co sami wiślacy docenili.
Wy, którzy wtedy wyszliście - nie przychodźcie więcej na stadion!!! Wykupcie sobie abonament w Canal+ i tam oglądajcie mecze Wisełki przy piwie, paluszkach i kapciach na nogach!!!


[Rafał Oramus]

KONFERENCJA PRASOWA

Orest Lenczyk: Słowa uznania dla zawodników, którzy grali w dzisiejszym meczu. Wygrała drużyna, która strzeliła dwie bramki. Mecz tak się ułożył, że musieliśmy odrabiać straty, co kosztowało wiele sił.
Nie sądze, że drużyna przegrała przez Nawotczyńskiego. Głowacki wrócił z Rumunii z obtartym pośladkiem, stanem prawie zapalnym. Wolałem wstawić zawodnika zupełnie zdrowego.
Marek Zając powinien strzelić bramkę. Nie muszę narzekać na postawę wielu zawodników. Stworzyli sobie wiele dogodnych sytuacji.
W szatni najpierw wygoniłem zawodników pod zimny prysznic. Mówiłem tylko trzy minuty. Chyba pomogło - drużyna zaczęła grać lepiej.
Mecz rozgrywaliśmy tak, aby dotrwać do końca przy takich warunkach (! - przyp. TWSD)
Edward Lorens: Bardzo się cieszę z tego sukcesu, bo zwycięstwo tutaj jest sukcesem. Obawiałem się tego meczu. Wisła w drugiej połowie miała dużą przewagę. Mieliśmy wiele szczęścia.
Czemu nie grał Mielcarski i Chifon? Bo grali inni.


[Mateusz Miga]

MINUTA PO MINUCIE


0' Początek. Pogoń w swoich barwach, Wisła na biało.
3' Wyimaginowany spalony Wisły.
6' Potężny strzał Żurawskiego trafia w plecy obrońcy.
6' Rzut rożny - piłka trafiła do Frankowskiego, ten strzela po ziemi w słupek.
10' Niegroźny strzał Wiechowskiego ponad popreczką.
17' Sarnat paruje atomowy strzał Dymkowskiego.
24' Szybką kontrę Wisły kończy Mosór, który obiera na polu karnym piłkę Żurawskiemu..
27' Niciński strzela z 35 metrów - obok.
35' 0:1 - Nieobstawiony Wiechowski strzela w długi róg.
41' Świetny strzał Moskalewicza z wolnego z 25 metrów trafia w poprzeczkę.
42' Mogło być 0:2. Brasilia slino strzela na bramkę, do odbitej przez Sarnata piłki dopadł Dymkowski, lecz przestrzelił w świetnej sytuacji.
46' Kałużny strzela obok bramki.
49' Kałużnego strzał z woleja wędruje ponad bramką.
50' Marek Zając decyduje się na strzał z 20 metrów - Wisła po raz drugi trafia w poprzeczkę bramki bezradnego Majdana.
51' Majdan piąstkuje kąśliwe i silne uderzenie Czerwca.
55' Brasilia strzela z wolnego w poprzeczkę.
75' Majdan na róg paruje uderzenie Kosowskiego.
76' Obrońca gości w ostatniej chwili blokuje dobrze ustawionego Frankowskiego.
77' Niciński strzela tuż obok bramki.
78' Kulawik strzela z woleja, Majdan paruje, a Frankowski zamiast strzelać od razu wdaje się w bezproduktywne dryblingi.
81' Daniel Dubicki ośmiesza Zająca, podbiega do bramki, wycofuje piłkę do nieobstawionego Wiechowskiego, którzy mocnym strzałem nie daje Sarnatowi szans.
85' Majdan fauluje szarżującego Frankowskiego, którzy rzut karny pewnie zamienia na bramkę.
91' Moskalewicz strzałem z woleja posyła piłkę z pięciu metrów ponad poprzeczką.
92' Ponownie "Olo", jego strzał trafia w nogi obrońcy.
[Mateusz Miga]

Źródło: wislakrakow.com

Wspomnienia po latach

Pamiętam ten mecz doskonale - mówi uczestnik tamtego spotkania Robert Dymkowski.
Mieliśmy znakomity zespół stworzony przez Sabri Bekdasa, a Wisła była mistrzem Polski i absolutnym krajowym hegemonem.
Mimo to wygraliśmy z nią 2:1 po golach Sergiusza Wiechowskiego.
— 2015-12-17 Robert Dymkowski, 24kurier.pl


Kibice gości
Kibice gości
Kibice gości
Kibice gości
Kibice gości
Kibice gości
Kibice gości
Kibice gości