2000.09.10 Wisła Kraków - Polonia Warszawa 4:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 4:0 (0:0) | Polonia Warszawa | ||||||||
| widzów: 10.000 | ||||||||||
| sędzia: Tomasz Mikulski z Lublina. | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Spis treści |
Relacje meczowe
Dziennik Polski. 2000, nr 210 (8 IX) = nr 17093
Wczoraj przed południem na stadionie Wisły było jeszcze spokojnie. Piłkarze, którzy mieli w kościach cały mecz Pucharu Ligi z Groclinem/Dyskobolią, przeprowadzili pod okiem Andrzeja Iwana krótki rozruch. Potem, dzięki odnowie biologicznej, odzyskali siły i dobre samopoczucie. Wszyscy myślą już o niedzielnym spotkaniu (początek - godz. 16) z mistrzem kraju, Polonią Warszawa. Ryszard Czerwiec, który wziął udział we wczorajszych zajęciach, nie był jednak przekonany, czy zdoła wykurować się do niedzieli. Większym optymistą był Grzegorz Niciński. Rezerwowi ze środowej potyczki: Grzegorz Pater, Łukasz Sosin, Kamil Kuzera, Adam Piekutowski, Tomasz Wisio i Kelechi Iheanacho na tzw. poletku toczyli twarde boje z zawodnikami drugiej drużyny, występującej w IV lidze, także z... Sundayem. Po raz kolejny obserwowany był Yahaya Moussa. - Marzy mi się zwycięstwo nad Polonią - powiedział wczoraj trener Orest Lenczyk - Lecz ciągle powracam do dwóch meczów: z Widzewem i Pogonią. Nieciekawie dla nas byłoby, gdybyśmy stracili punkty z Polonią.
Dziennik Polski. 2000, nr 212 (11 IX) = nr 17095
Pół meczu na sto dwa Wisła Kraków - Polonia Warszawa 4-0 (O-O) 1-0 Frankowski 48 min (z karnego) 2-0 Kosowski 64 min 3-0 Moskalewicz 68 min 4-0 Frankowski 79 min WISŁA (3-5-2) POLONIA (3-6-1) Sarnat 9 Szczęsny 5 Głowacki 6 Wyciszkiewicz 4 Moskal 6 Dziewicki 4 Baszczyński 8 (82 Scherfchen 3) M. Zając 5 Zvirgżdauskas 4 (53 Pater 5) Gołaszewski 5 Kałużny 7 (68 Bartczak 4) Niciński 6 Kaliszan 5 Czerwiec 5 Ekwueme 4 (63 Kulawik 5) (63 Bykowski 4) Kosowski 7 Wieszczycki 4 Moskalewicz 7 Bąk 4 Frankowski 9 Kiełbowicz 5 (79 Żurawski 5) Olisadebe 4 Sędziował Tomasz Mikulski z Lublina. Żółte kartki: Głowacki (39, za sfaulowanie Bąka), Pater (za sfaulowanie Bykowskiego) - Gołaszewski (51, za sfaulowanie Moskalewicza), Wyciszkiewicz (62, za sfaulowanie Frankowskiego). Widzów 10 tysięcy. Gwiazdy” odbiła się od nogi jednego z obrońców. Poprawka z ok, 18 metrów była jednak znakomita. Piłka wpadła w lewy dolny róg bramki, praktycznie bez reakcji bramkarza Polonii. Nieprawdopodobnego wyczynu dokonał w 68 min Olgierd Moskalewicz. Ruszył z piłką z własnej połowy, zostawił za plecami Tomasa Zvirgżdauskasa. Po przebiegnięciu co najmniej 60 metrów wpadł na pole karne i strzelił w przeciwległy róg, ten sam, w który trafił kilka minut wcześniej Kosowski. Piłka, odbiwszy się jeszcze od słupka, wylądowała w siatce. Popis piłkarskiego wyszkolenia i wielkiego sprytu dął w 79 min Tomasz Frankowski. Wręcz ośmieszył swojego „plastra” Zbigniewa Wyciszkiewicza i Macieja Szczęsnego. Trzymany za koszulkę upadł na murawę i właśnie z pozycji leżącej, w sobie tylko wiadomy sposób posłał piłkę pod zupełnie zaskoczonym takim obrotem sprawy Szczęsnym. A Wyciszkiewiczowi ta sytuacja będzie się chyba śniła po nocach. Trzy kwadranse bardzo skutecznej gry piłkarzy Wisły pozwoliły im w efektowny sposób zrewanżować się mistrzom kraju z warszawskiej Polonii za niepowodzenia w poprzednim sezonie pierwszoligowym. Po przerwie, gospodarze - ku radości sympatyków, którzy do ostatniego miejsca wypełnili wczoraj trybuny - zdobyli aż cztery gole. Serię rozpoczął w 48 min Tomasz Frankowski, wykorzystując karnego, podyktowanego za faul Zbigniewa Wyciszkiewicza właśnie na nim. Zawodnik „Czarnych Koszul” złapał wiślaka za koszulkę. Popularny „Franek” pewnie wykonał „jedenastkę”, strzelił przede wszystkim mocno. Maciej Szczęsny nie miał szans na udaną interwencję. Był również bezradny po wspaniałym uderzeniu Kamila Kosowskiego w 64 min. Piłka po pierwszym strzale pomocnika „Białej Gdzie środek? W pierwszej połowie poloniści bardzo konsekwentnie realizowali założenia taktyczne. Już w środku pola starali się likwidować akcje krakowian. Tam skupili zresztą największe siły. W przodzie biegał jedynie Emmanuel Olisadebe. Sporadycznie dołączał do niego Tomasz Wieszczycki. Wiślacy ułatwiali zadanie rywalom, bo nastawili się w tej części spotkania bardziej na rozbijanie ataków niż ich konstruowanie. Kilka dalekich wrzutek gospodarzy nie stanowiło poważniejszego zagrożenia. Dość obiecujący był jednak rajd Radosława Kałużnego prawą stroną już w 4 min. Niestety, nie zakończył go celnym strzałem. Spudłował też Ryszard Czerwiec w 8 min. Gorąco na przedpolu Polonii zrobiło się dopiero w 11 min. Po rogu Tomasz Kiełbowicz uratował warszawian przed samobójczym golem. Stał akurat na linii bramkowej, gdy jeden z jego kolegów niedokładnie odbił piłkę. Poloniści niemal natychmiast zrewanżowali się groźną kontrą. Wyciszkiewicz wyłuskał piłkę Frankowskiemu, zagrał dokładnie do Wieszczyckiego. Sarnat nie dał się zaskoczyć. Bardzo składną akcję udało się krakowianom przeprowadzić w 33 min. Po dośrodkowaniu Marka Zająca Moskalewicz podał piłkę głową do Kałużnego, któremu w zdobyciu gola przeszkodził Arkadiusz Bąk. Po tym starciu Kałużny musiał skorzystać z pomocy lekarskiej. Bezradny Olisadebe Zwiastunem ogromnych emocji w drugiej połowie meczu był minimalnie niecelny strzał z tzw. pierwszej piłki Grzegorza Nicińskiego w 46 min. Po utracie bramki z karnego piłkarze Polonii wyraźnie zaostrzyli grę. Atakowali już większą liczbą zawodników. Lecz mało widoczny był ich najgroźniejszy piłkarz Olisadebe. Marcin Baszczyński świetnie wywiązał się z roli „anioła stróża” czarnoskórego napastnika. W każdej chwili mógł także liczyć na pomoc partnerów. „Emsi” ani raz nie zagroził bardzo dobrze dysponowanemu wczoraj Arturowi Sarnatowi. Najwięcej braw otrzymał bramkarz Wisły za obronę „główki” Kaliszana w 57 min, kiedy Bąk uciekł Grzegorzowi Paterowi i dośrodkowa! sprzed linii końcowej. Ale trzeba dodać, że również wiślacy mogli zdobyć jeszcze co najmniej dwa gole. W 58 : min Moskalewicz trafił z kilku metrów w poprzeczkę, po dośrodkowaniu z lewej strony niezwykle pracowitego, często włączającego się w poczynania ofensywne Kosowskiego. Bardzo groźny był także strzał Moskalewicza w 63 min, po długim podaniu Arkadiusza Głowackiego. Szczęsny wybił piłkę na róg. Wydarzenia po przerwie pozwoliły szybko zapomnieć o niemrawej pierwszej części meczu. W 53 min trener Orest Lenczyk zdecydował się na wprowadzenie Patera za mającego problemy żołądkowe Marka Zająca. Wcześniej opuścił też boisko skarżący się na bóle w nodze Ryszard Czerwiec. Postacią numer 1 był wczoraj Tomasz Frankowski. Grzecznie, ale stanowczo odmówił jednak wywiadu Canalowi Plus. To skutek niesympatycznego felietonu szefa działu sportowego tej stacji Janusza Basałaja. JERZY SASORSKI
Orest Lenczyk (trener Wisły): - Po nieudanych meczach, przede wszystkim wynikach, z Widzewem i Pogonią, to było spotkanie, po którym spodziewałem się pewnej oceny tego, co zespół osiągnął przez ostatnie półtora miesiąca. Pierwsze 45 minut graliśmy tak, jak nam pozwoliła Polonia. Preferowana przez tę drużynę gra na całym boisku i waleczność piłkarzy, wykorzystywanie okazji przez napastników sprawiła, że broniliśmy czasami zbyt dużą liczbą zawodników. Miałem pretensje, że oddaliśmy środek boiska przeciwnikowi. Niciński nie miał rozgrywać, a najczęściej to robił, choć tego nie potrafi. Piłka trzymała się zawodnika, którego nie powinna się trzymać. Ale to dowód, że inni nie szukali gry. W przerwie bardzo smutno było w szatni. Zdawali sobie chyba piłkarze sprawę, że nie rozgrywają najlepszej partii. W drugiej połowie dodali mi optymizmu. To, co było najgorsze, już się odbyło wcześniej. Mecz ułożył się korzystnie dla nas; Cała drużyna walczyła. Nie chcę chwalić Frankowskiego, żeby się nie zdziwił, że to akurat ja go chwalę. Jest jednak piłkarzem dla wielu przeciwników za inteligentnym i wie, co zrobić z piłką. To nie był wielki mecz, ale w drugiej połowie kilku zawodników zagrało naprawdę bardzo dobrze. Brak Pawlaka w Polonii miał wpływ na postawę obrony. Zasmuciły mnie trochę okrzyki z trybun „ole” przed czwartkowym meczem w Saragossie. Jak uniknąć tam tego „ole”?. (SAS)
7 KOLEJKA EKSTRAKLASY, SEZON 2000/2001, 10 WRZEŚNIA 2000, GODZ. 16:00
4 WISŁA Kraków - POLONIA W-wa 0
Frankowski (k) 48'
Kosowski 64'
Moskalewicz 69'
Frankowski 78'
Sędziował: Tomasz Mikulski (Lublin)
Widzów: 10 000
1. Artur Sarnat
6. Arkadiusz Głowacki
7. Kazimierz Moskal
4. Marcin Baszczyński
5. Kamil Kosowski 1
15. Marek Zając do 53'
2. Radosław Kałużny
16. Grzegorz Niciński
10. Ryszard Czerwiec do 63'
29. Olgierd Moskalewicz 1
21. Tomasz Frankowski do 79' 2
8. Grzegorz Pater od 53'
11. Tomasz Kulawik od 63'
9. Maciej Żurawski od 79'
Najlepszy zawodnik Wisły: ?
Polonia: Szczęsny - Żvirgżdauskas, Kaliszan, Dziewicki (81 Scherfchen) - Gołaszewski (Bartczak), Wyciszkiewicz, Wieszczycki, Ekwueme (63 Bykowski), Bąk, Kiełbowicz - Olisadebe.
Ż.K. Gołaszewski, Wyciszkiewicz
OLE!!!
Mało kto spodziewał się aż tak wysokiego zwycięstwa gospodarzy. Nic dziwnego więc, że kibice pod koniec meczu zaczęli skandować "ole!". Nie do końca spodobało się to trenerowi Lenczykowi. Na pomeczowej konferencji stwierdził, że ma nadzieje, iż takich okrzyków nie usłyszy w czwartek, gdy wiślacy mierzyć się będą w Saragossie z miejscowym Realem.
Jak jednak widać forma Wisły wyraźnie rośnie - zwycięstwo z aktualnym mistrzem 4:0 ma swój wymiar.
Padły strzały
Zanim jednak zaczęli strzelać piłkarze doszło do zamieszek. Pod stadion podeszli kibice Polonii wspierani przez sympatyków Cracovii. Zareagowała na to część kibiców z sektora C i doszło do starcia pod bramami wejściowymi. Ucierpieli zdezorientowani ochroniarze próbujący zapanować nad sytuacją - jeden został ranny. Starcia trwały przez niemal całą pierwszą połowę wzdłuż ulicy Reymana oddzielającą stadion od parku. Do akcji wkroczyli policjanci, padły strzały. To pierwsze od dłuższego czasu nieprzyjemne incydenty na stadionie przy Reymonta. Do zamieszek doszło także po spotkaniu. Warto jednak podkreślić, że na trybunach cały czas było spokojnie i nie ucierpieli kibice zainteresowani tylko i wyłącznie meczem.
Dwie połowy
Mecz miał dwie jakże odmienne części. W pierwszej Wisła pozbawiona niemal całkowicie dopingu kibiców - większość obserwowała co się działo w okolicach stadionu - grała dość niemrawo. Raz po raz dochodziło jednak do groźniejszych sytuacji pod bramką ulubieńca kibiców - Szczęsnego. Już w drugiej minucie listę strzelców otworzyć mógł szarżujący Kałużny, lecz piłka po strzale z ostrego konta zatrzymała się na bocznej siatce. Chwilę później "swojaka" mógł ustrzelić Arkadiusz Kaliszan, lecz jego strzał z lini wybił inny polonista. Mocno nastraszył Szczęsnego Moskalewicz silnym strzałem z lewej strony, lecz bramkarz Polonii zdołał sparować piłkę na róg.
Z boiska wiało nudą także dzięki obrońcom Wisły. Trójka Głowacki, Moskal i Kosowski wspierana była przez Marcina Baszczyńskiego, który przez cały mecz opiekował się reprezentantem polski - Emmanuelem Olisadebe. Nigeryjczyk z polskim paszportem nie będzie wspominał gry przeciwko Marcinowi zbyt miło. Ten tak wykonał powierzone mu zadania, że "Oli" był praktycznie niewidoczny i ani raz nie zagroził bramcę Artura Sarnata! Wspierany przez kolegów z bloku defensywnego Marcin nie musiał nawet uciekać się do brutalnych fauli i zakończył mecz bez żółtego kartonika.
Jakże inaczej wyglądała druga połowa. Zaraz po wznowieniu gry powinno być 1:0, ale Grzegorz Niciński w dogodnej sytuacji nie trafił w bramkę z 5 metrów. Jednak co się odwlecze... Dwie minuty później Zbigniew Wyciszkiewicz faulował w polu karnym Tomasza Frankowskiego, który pewnie zamienił rzut karny na bramkę (bez asysty). Faul był ewidentny, jednak trener polonistów w swoim zwyczaju doszukiwał się błędu sędziego. Powinien się cieszyć, że sędzia nie podyktował karnego, gdy jeden z obrońców popchnął i przewrócił na ziemię Grzegorza Nicińskiego.
Bramka znacznie wpłynęła na poziom meczu. Drugą bramkę meczu powinien strzelić Olgierd Moskalewicz dokładnie 10 minut później. Lewym skrzydłem przedarł się Kamil Kosowski, dośrodkował po ziemi, lecz Olo z pięciu metrów trafił z pierwszej piłki w poprzeczkę. Był to okres aktywnej grzy Kosowskiego, który w 64 minucie strzelił drugą bramkę meczu. Pierwszy strzał zablokowali obrońcy, lecz precyzyjna dobitka lewą nogą w dolny lewy róg bramki Szczęsnego przyniosła powodzenie. Po tej bramce wiślacy na chwilę się cofnęlii czyhali na okazję do kontry. Takowa nadarzyła się kilka minut później. Piłkę na środku boiska otrzymał Olgierd Moskalewicz, uciekł obrońcy i po 50 metrowym rajdzie pokonał wychodzącego Szczęsnego strzałem w długi róg. Kibice wpadli w euforie i zaczęli skandować bardzo lubianą (i oby jak najczęściej stosowaną) "na kolana!".
Po tej bramce pikarze obu drużyn wyraźnie zwolnili. Zmęczeni wiślacy nie forsowali już tempa, a goście pogodzili się z myślą, że nie zdołają z Krakowa wywieźć choćby punktu. Nie przeszkodziło to jednak Frankowskiemu w strzeleniu swej piątej bramki w lidze. Z prawej strony dośrodkował Arkadiusz Głowacki, lecz Wyciszkiewicz dobrze krył snajpera Wisły. Wydawało się, że z tej sytuacji już nic nie wyniknie, bo Frankowski został sprowadzony do parteru. Rozglądnął się jednak po trybunach, obrócił na ziemi i leżąc pokonał zaskoczonego nie-Szczęsnego (asysta: Głowacki). Ta bramka to świetny przykład na boiskowy spryt Frankowskiego, o którym Lenczyk wspomniał na konferencji. Przypieczętowała dobry występ. Rośli obrońcy nie oszczędzali Frankowskiego (przodował w tym Żvirgżdauskas), od których "Franek" co rusz odbijał się jak od ściany. Dobrze zagrał partner z ataku - Moskalewicz, lecz na jego ocenę rzutuje nieco słabsza skuteczność. Warto zauważyć, że poloniści obie żółte kartki zarobili po faulach właśnie na aktywnym "Olu". Po czwartej bramce wiślacy przez długie minuty bawili się z bezradnymi polonistami, a kibice skandowali po każdym podaniu słynne "Ole!".
Oby tak dalej!
Podsumowując - Wisła zagrała koncertowo. Świetnie w obronie, skutecznie w ataku. Posunięcia Lenczyka skutecznie wyłączyły z gry najważniejsze ogniwa ofensywnej gry Polonii. Polonii, która w tym meczu straciła więcej bramek, niż w sześciu dotychczasowych. To świadczy o sile, jaką prezentuje w chwili obecnej Wisła.
[Mateusz Miga]
DRUGIM OKIEM
Mistrz pokonany pod Wawelem! I to nie tylko pokonany, ale też rozgromiony, upokorzony, na kolanach. Na nic zdały się buńczuczne wypowiedzi piłkarzy "Czarnych Koszul", którzy zapowiadali zwycięstwo. Przed meczem przechwalali się, że mają sposob na Wisłę, jak widać sposób ten został wybity polonistom z głowy, czego potwierdzeniem 4 gole zdobyte przez wiślaków. Najbardziej upokorzony wraca do stolicy Maciej Szczęsny: najpierw prowokujący sędziego i publiczność, by w końcowej fazie meczu zostać ośmieszonym przez zdobywającego czwartego gola Tomka Frankowskiego.
"Franek" był tylko jednym z bohaterow tego spotkania. Dla mnie numerem jeden był Marcin Baszczyński. "Baszczu" rozegrał znakomite spotkanie, imponując pewnością i spokojem interwencji. Znakomicie wyprzedzał napastników gości, najczęściej kryjąc "od piłki", sprawił, że najgroźniejszy napastnik Polonii - Olisadebe - praktycznie w meczu nie istniał. Baszczyński udzielał się też często w akcjach ofensywnych, skutecznie wspomagając Kamila Kosowskiego. Poza wspomnianą dwójką bardzo dobrze zagrali też: Głowacki, Moskal, Kosowski i Moskalewicz (mimo niewykorzystania dwoch stuprocentowych okazji). Nieco słabiej natomiast zaprezentował się Kałużny (mógł "ustawić" mecz już na samym początku), Czerwiec, Niciński i M. Zając. Ten ostatni gra z resztą w ostatnim czasie dużo poniżej swoich możliwości, schodząc z boiska trzymał się za brzuch, co mogłoby sugerować jakieś kłopoty ze zdrowiem.
Dobra dyspozycja kilku piłkarzy zadecydowała o pogromie mistrza. Mistrza, który na dobrą sprawę chciał chyba udowodnić, że nie potrafi grać w piłkę. Kilku piłkarzy gości, jak Kaliszan, Żwirgżdauskas, Dziewicki, czy Gołaszewski nadają się do zmiany dyscypliny sportu. Jedynie Kiełbowicz i Wieszczycki pokazali umiejętności czysto piłkarskie, ma je też zapewne Olisadebe, ten jednak nie potrafił ich dziś zaprezentować.
W drużynie Polonii zawsze niewielu było "wirtuozów" piłkarskich. Braki techniczne nadrabiali walecznością, nieustępliwością, szybkością i przede wszystkim przygotowaniem kondycyjnym. Tymczasem w dzisiejszym meczu to wiślacy byli mocniejsi i szybsi. Już nie "umierają" po 70 minutach meczu, jak to często miało miejsce w poprzednim sezonie. Widać w tym rękę dobrego trenera, jakim niewątpliwie jest Orest Lenczyk. Po skończonym meczu z Polonią widziałem, jak wiślacy truchtali jeszcze boso po trawie.
[Rafał Oramus]
KONFERENCJA PRASOWA=
Dariusz Wdowczyk:
"Myślę, że przez 45 minut byliśmy równorzędnym partnerem dla Wisły, kontrolując to co się działo na boisku, nie dając możliwości Wiśle stworzenia sobie sytuacji, żeby objęła prowadzenie, albo żeby nam zagroziła. Nie chciałbym oceniać pracy sędziego i rzutu karnego, ale uczulałem w przerwie zawodników, że w sędzia w pierwszej połowie puścił dwa faule na moich zawodnikach. Uczulałem ich, że jeżeli będą dopuszczali zawodników Wisły w pole karne to się może skończyć właśnie tak jak się skończyło. Kolejne bramki to już następstwo tego, że popełnialiśmy zbyt wiele błędów: druga bramka - Gołaszewski nie upilnował Kosowskiego, puścił bardzo ładny strzał z 16 metrów, trzecia bramka indywidualny błąd Żwirgżdauskasa, czwarta - Wyciszkiewicz, także zasłużone tutaj zwycięstwo Wisły 4:0.
Mecz trwa 90 minut a nie 45 i z 45 minut mogę być zadowolony; zawodnicy realizowali wszystko co sobie przed meczem zakładaliśmy, no ale drugie 45 minut było dużo słabsze w ich wykonaniu.
Dlaczego Olisadebe zagrał słabiej? Ja myślę, że i opiekujący się nim Baszczyński i wszyscy zawodnicy Wisły, szczególnie z defensywy, zdają sobie sprawę jaką siłą dysponuje Olisadebe. W momencie każdej próby zagrania piłki przez Olisadebe on zawsze miał na plecach czasami dwóch, a czasami nawet trzech zawodników. Trudno, żeby Olisadebe wygrywał nam każdy mecz, żeby indywidualnymi akcjami ogrywał trzech, czterech przeciwnikow i z dobywał bramki. Ciężar gry muszą także przejąć zawodnicy z drugiej linii i oni też muszą zdobywać bramki. Sam Olisadebe nam tutaj ligi, albo kolejnych spotkań, nie wygra."
Orest Lenczyk:
"Po nieudanych meczach z Widzewem i z Pogonią to był mecz, po którym spodziewałem się pewnej oceny tego co zespół osiągnął przez ostatnie półtora miesiąca, jeżeli chodzi o wyniki i o grę. Jeżeli dzisiaj padały bramki po strzałach odbitych od słupka, to jestem przekonany, że z Pogonią Szczecin gdyby te piłki się nie odbijały, a wpadały do bramki, z pewnością tamten mecz byłby zdecydowanie lepszy i wynik korzystny dla Wisły. Pierwsze 45 minut graliśmy tak jak nam Polonia pozwoliia, spodziewaliśmy się, że preferowana przez Polonię gra na całym boisku, waleczność piłkarzy i wykorzystywanie dwóch, trzech bardzo dobrze grających napastników, będzie nam stwarzać zagrożenie z tyłu, stąd też chyba udzieliło się obrońcom, że broniliśmy się czasem nawet dwoma piłkarzami za dużo. Lecz w sumie doprowadziło to do remisu do przerwy.
Nie ukrywam, że miałem pretensje, że środek boiska był jak gdyby oddany przeciwnikowi. Niciński, który nie miał rozgrywać najczęściej to robił, a robił to najgorzej jak potrafi, bo po prostu nie umie, chociaż w całym meczu włożył bardzo dużo sił w to, aby w tych momentach, gdzie trzeba było podjąć walkę, sprostać temu. Również Niciński był dwa, trzy razy pod bramką Polonii w pierwszej połowie i oddał strzały w kierunku bramki. Było to dowodem, że czasem piłka trzyma się zawodnika, którego się nie powina trzymać, a to jest również dowód na to, że inni zawodnicy za mało szukali gry.
W przerwie byłem troszkę zaskoczony, ponieważ bardzo smutno było w szatni, piłkarze zdawali sobie sprawę, że nie rozgrywają najpszej partii, ale już samo wyjście po przerwie dodało mi trochę optymizmu, ponieważ uznali, że to co było najgorsze już się odbyło w tym meczu.
Mecz się później ułożył korzystnie dla nas, nie ukrywam, że cała drużyna walczyła o zwycięstwo. Nie chcę chwalić Frankowskiego, bo prawdopodobnie by się zdziwił, dlaczego akurat ja go chwalę. Sprawa jest bardo prosta - jest piłkarzem dla wielu przeciwników za inteligentnym i wie co zrobić na boisku. Po prowadzeniu 2:0 przeciwnik nam stworzył możliwość grania takiego, jak np. Polonia lubi stąd też kolejne sytuacje, z których powinny paść bramki
Ja nie sądzę, aby ten mecz był meczem wielkim. Powtarzam: w drugiej połowie kilku conamniej zawodników zagrało bardzo dobrze, ale powtarzam - zagrali tak, jak im przeciwnik pozwolił. Trener Wdowczyk, podobnie jak ja nieraz wpuszczam bardzo młodego zawodnika to mogę liczyć tylko na ambicję, bo z umiejętnościami jest różnie. Tak było też chyba w tym przypadku.
Smuciły mnie oklaski, a przede wszystkim skandowanie "ole" przed czwartkowym występem w Hiszpanii. Zdaję sobie sprawę, ile zawodnicy będą musieli zrobić w Saragossie, żeby tego "ole" nie było. To była zupełnie odwrotna strona odbioru tego."
[Rafał Oramus]
MINUTA PO MINUCIE
1' Zaczyna Polonia.
2' Kałużny szarżuje z lewej strony, lecz z kilku metrów nie trafia w bramkę.
7' Czerwiec strzela lobem ponad poprzeczką.
9' Obrońcy blokują strzał Nicińskiego.
9' Kaliszan bliski strzelenia bramki samobójczej - inny obrońca wybija piłkę z linii.
11' Sarnat pewnie łapie strzał Wieszczyckiego.
12' Strzał Nicińskiego ponad poprzeczką.
23' Szczęsny łatwo broni strzał Głowackiego.
27' Bardzo niecelny strzał Nicińskiego z woleja.
32' Moskalewicz zgrywa głową w pole karne, Kałużny z trudnej pozycji strzela ponad poprzeczką.
37' Szczęsny piąstkuje mocny strzał Moskalewicza z lewej strony.
40' Kałużny z pierwszej piłki strzela za wysoko.
42' Czerwiec próbuje technicznego uderzenia - ponad poprzeczką.
45' Ponownie strzela Czerwiec - Szczęsny łapie.
46' Niciński z woleja strzela z 5 metrów - wzdłuż bramki.
48' 1:0 - Frankowski egzekwuje karnego za faul Wyciszkiewicza na nim.
50' Wieszczycki strzela obok bramki z 5 metrów.
53' Niciński pada w polu karnym - brak decyzji sędziego.
56' Atomowy strzał głową Kaliszana z trudem na róg paruje Sarnat.
58' Kosowski dośrodkowuje po ziemii, Moskalewicz z pierwszej piłki trafia z pięciu metrów w poprzeczkę!
60' Kosowski strzela z wolnego w mur, dobitka ponad bramką.
63' Strzał Moskalewicza z lewej strony Szczęsny paruje na róg.
64' 2:0 - Kosowski strzałem po ziemi pakuje piłkę w lewym rogu bramki.
68' Szczęsny ściąga Paterowi piłkę z głowy.
69' 3:0 - Moskalewicz strzałem w długi róg kończy 50-metrowy rajd przez pół boiska.
72' Kiełbowicz z wolnego nad poprzeczką.
78' 4:0 - Frankowski leżąc zdobywa ostatnią bramkę meczu!
90' Kałużny z wolnego strzela za lekko.
[Mateusz Miga]
Źródło: wislakrakow.com
