2001.06.09 Legia Warszawa - Wisła Kraków 1:2

Z Historia Wisły

2001.06.09, I Liga, 29. kolejka, Warszawa, Stadion Legii, 17:00
Legia Daewoo Warszawa 1:2 (0:1) Wisła Kraków
widzów: 12.000
sędzia: Ryszard Wójcik z Opola
Bramki


Wojciech Kowalczyk 87’
0:1
0:2
1:2
11' (k) Maciej Żurawski
73' Grzegorz Pater

Legia Daewoo Warszawa
Zbigniew Robakiewicz
Tomasz Jarzębowski
Maciej Murawski
Rafał Siadaczka grafika: Zmiana.PNG (65’ Cezary Kucharski)
Giuliano grafika: Zmiana.PNG (80’ Wojciech Kowalczyk)
Jacek Magiera
Adam Majewski grafika: Zmiana.PNG (15’ Marek Citko)
Tomasz Sokołowski I
Tomasz Kiełbowicz
Marcin Mięciel
Marcin Bojarski

trener: Dragomir Okuka
Wisła Kraków
Artur Sarnat
Arkadiusz Głowacki Grafika:Zk.jpg
Bogdan Zając Grafika:Zk.jpg
Marcin Baszczyński
Grzegorz Pater
Kazimierz Moskal
Ryszard Czerwiec grafika: Zmiana.PNG (90’ Grzegorz Niciński)
Mirosław Szymkowiak Grafika:Zk.jpg grafika: Zmiana.PNG (69’ Olgierd Moskalewicz)
Kamil Kosowski
Maciej Żurawski
Tomasz Frankowski grafika: Zmiana.PNG (85’ Łukasz Sosin)

trener: Adam Nawałka

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

WSTĘP DO MECZU

29 kolejka ekstraklasy, 9.06.2001, godz. 17:00 Legia - Wisła


Transmisja: Canal+ oraz LIVE na legia.futbol.pl i www.futbol.pl
Ostatni mecz: 26.11.01 - Wisła 3:1 Legia
Przewidywane składy:
Wisła:
Szczęsny
Baszczyński, B. Zając, Głowacki
Pater, Czerwiec, Moskal, Kosowski
Żurawski
Frankowski, Moskalewicz

Legia:
Mięciel, Kucharski
Kiełbowicz, Magiera, Majewski, Sokołowski, Giuliano
Siadaczka, Murawski, Jarzębowski
Robakiewicz
W Wiśle nie zagrają: M.Zając, Kulawik, Kałużny (kontuzje)
W Amice nie zagrają: Karwan, Zieliński, Piekarski?, Wojtala? (kontuzja)
"Kończ Waść, wstydu oszczędź"
Niczym Kmicic w "Potopie" powiedzą po tym meczu kibice do piłkarzy jednej z drużyn, które spotkają się jutro na Łazienkowskiej. Piłkarze i Wisły, i Legii mocno nadwyrężyli zaufanie swoich fanów. "Biała Gwiazda" jest jednak w lepszej sytuacji - punkt w stolicy zapewni im Mistrzostwo Polski.
Oba zespoły grały ostatnio bardzo słabo. Oba były nawet podejrzewane o piłkarski handel, bo chodziło i o sprzedaż punktów (Orlen) i domniemane próby zakupu... (Amica)
Jaka jednak nie byłaby atmosfera wokół obu drużyn, mecze Wisły i Legii niemal zawsze są piłkarskim świętem. Tak będzie i jutro, do Warszawy wybiera się, spora grupa fanów Wisły. Do tej pory wykupiono nieco ponad 500 biletów (a nie jak podaje Wyborcza 1500). Wiślacy czekają na spełnienie się słów Maćka Szczęsnego, który obiecał tytuł na Legii. Czy będziemy jutro świętować?
Z kolei kibice Legii spotkali się w czwartek z piłkarzami, aby omówić pewne kwestie. Spotkanie zakończyło się skandalem, bowiem kilku "kibiców" rzuciło kamieniami w mówiącego akurat Wojciecha Kowalczyka. Gdy piłkarze opuścili spotkanie zapadła decyzja odnośnie zachowania fanów Legii na jutrzejszym meczu - będzie doping. Zatem jutro na trybunach możemy się spodziewać niesamowitej atmosfery.
Wisła: Najważniejszy mecz w sezonie
"To będzie dla nas najważniejszy mecz w tym sezonie. Dlatego też już teraz w zespole jest pełna mobilizacja i koncentracja. Do Warszawy jedziemy po zwycięstwo, chociaż remis zapewni nam mistrzostwo. Legia to silny rywal, ale stać nas na pokonanie tej drużyny" - mówi przed konfrontacją z Legią trener Nawałka. Wielu powodów do zadowolenia mieć on jednak nie może. Z ostatnich pięciu spotkań Wisła rozegrała tylko jedno poprawne - z Zagłębiem w Lubinie (3:0), co pozwoliło na świętowanie zdobycia Pucharu Ligi. Że forma piłkarzy nadal jest kiepska przekonali się wszyscy oglądając mecz rewanżowy, gdzie Wisła zasłużenie uległa Zagłębiu 1:2.
W drużynie nadal niezdolni do gry są Marek Zając i Tomasz Kulawik. Nie zagra też Radosław Kałużny, który w meczu z Armenią zszedł kontuzjowany z boiska w 39 minucie; lekarz reprezentacji, dr Machowski mówił później, że "Tata" nie zagra już do końca sezonu. Wydaje się jednak, że uraz Kałużnego może być na rękę trenerowi Nawałce - nie będzie miał on dylematu, czy wpuścić na boisko dobre zawodnika, któremu jednak nie chce się już "młócić w naszej lidze".
W bramce powinien pojawić się Maciej Szczęsny, na którego od początku stawiał Nawałka. Dał mu jednak odpocząć na mecze Pucharu Ligi, jednak jak sam mówił - mecze te były sprawdzianem dla zawodników rezerwowych, miał też zapewne na myśli Arka Sarnata.
Znów będą problemy z optymalnym zestawieniem defensywy. Kazimierz Moskal ostatnio spisywał się na środku obrony nieźle, ale najprawdopodobniej zagra on w środku jako defensywny pomocnik. Kierującym obroną będzie więc B. Zając, który po prawej stronie będzie miał Baszczyńskiego, a po lewej słabszego ostatnio Głowackiego.
Przypuszczam, że Czerwiec z Moskalem będą stanowić parę środkowych pomocników, na prawym skrzydle zagra Grzegorz Pater, który wrócił już z Armenii, zaś po lewej stronie - Kamil Kosowski. W rezerwie trener Nawałka będzie miał Mirka Szymkowiaka. Tuż za napastnikami zagra Maciej Żurawski.
A napastnicy to zapewne: uwielbiający strzelać bramki na Łazienkowskiej Tomasz Frankowski i słabiej ostatnio grający, ale zawsze szybki "Olo" Moskalewicz. Ta para wielokrotnie już pokazywała świetną grę, może w najważniejszym meczu sezonu uda im się pokazać swą optymalną grę.
Legia: Jeszcze jest szansa
Mówi się: "dopóki piłka w grze"... Wisła nie zdobyła jeszcze mistrzostwa Polski, teoretyczne szanse na jego zdobycie ma jeszcze warszawska Legia. Musi jednak wygrać w sobotę z Wisłą i to jest ich cel numer jeden.
Tyle, że podobnie jak Wisła, Legia również prezentuje się słabo. Trener Okuka ma też problemy z optymalnym ustawieniem drużyny, jako że wypadło mu ze składu kilku zawodników. Nie zagrają na pewno Jacek Zieliński i Bartosz Karwan, pod znakiem zapytania stoi występ Pawła Wojtali ("to żadna strata" - mówią kibice Legii) i Mariusza Piekarskiego. Trener Okuka tak komentuje problemy kadrowe: "Kilku zawodników jest kontuzjowanych, dlatego bardzo liczę na zmienników. Dla nas konfrontacja z Wisłą będzie pewnego rodzaju sposobem na rehabilitację po słabym występie z Orlenem"
W bramce Legii zagra znakomity jesienią Zbigniew Robakiewicz. Środkowym obrońcą pod nieobecność Zielińskiego będzie Maciej Murawski. To dobry zawodnik, choć mówi się o nim, że jeśli popełni błąd, to już taki, po którym pada bramka. Pomagać mu będą Rafał Siadaczka - wciąż wielu przypomina o jego strzałach z rzutu wolnego i Tomasz Jarzębowski - ostatnio zdobył bramkę przeciw Wiśle, dobrze strzela głową.
W pomocy zabraknie Piekarskiego, dlatego funkcję reżysera gry przejmie Adam Majewski. W środku walczyć będą ponadto Sokołowski i Magiera, zaś na skrzydłach - objawienie jesieni Marinho Giuliano, oraz bardzo dobrze dośrodkowujący Tomasz Kiełbowicz.
Właściwie najmniej problemów trener Okuka będzie miał z zestawieniem linii ataku. Na pewno zagra Marcin Mięciel, lecz poza nim są tacy zawodnicy jak: Kucharski, Kowalczyk, Citko, czy młody Bojarski, który już zdążył się wkupić w zaufanie kibiców Legii. My stawiamy, że zagra Kucharski, kogo wybierze trener Legii - zobaczymy.


Rafał Oramus

Relacje meczowe

We Are The Champions!!!

Żurawski strzela z karnego
Żurawski strzela z karnego
Radość wiślaków
Radość wiślaków


Wisła pokonała Legię na Łazienkowskiej 2-1. Zasłużone zwycięstwo wiślaków, którzy przypieczętowali tytuł w Warszawie, zgodnie z marzeniem Macieja Szczęsnego. Bohaterem meczu był Grzegorz Pater: wypracował rzut karny, sam zdobył drugą bramkę. W czasie meczu doszło do burd na stadionie, pseudofani Legii rzucali kamieniami na murawę. Jednym z nich zaostał trafiony Adam Nawałka. Czy to kolejny argument za budową stadionu narodowego w Warszawie?!?
Trybuny stadionu Legii nie zostały wypełnione do końca. Z Krakowa przyjechała ponad 1000-osobowa grupa wiślackich fanów, którzy w chwili gdy piszę te słowa świętują już mistrzowski tytuł.
W podstawowej jedenastce zespołu zabrakło Macieja Szczęsnego - zastąpił go, z resztą bardzo udanie, Artur Sarnat. Spotkanie rozpocząło się od obustronnego badania sił, przy czym nieco żwawiej poruszali się legioniści. Wisła natomiast grała uważnie w obronie. W 8 minucie podopieczni Adama Nawałki przeprowadzili pierwszą groźną akcję: na czystą pozycję wyszedł Maciej Żurawski, jednak sędzia gwizdnął spalonego, którego po prostu ...nie było. Arbitrzy zrehabilitowali się 120 sekund później. Niezdecydowanie Macieja Murawskiego i Zbigniewa Robakiewicza wykorzystał Grzegorz Pater, który wyłuskał piłkę "Murasiowi", ten zaś ratował się faulem. Rzecz miała miejsce w polu karnym, zatem sędzia Wójcik przynał "jedenastkę" Wiśle, którą pewnie wykorzystał strzałem w lewy dolny róg Maciej Żurawski. Po jedenastu minutach meczu było więc 1-0!
Od tego momentu Wisła panowała już na boisku. Nieliczne akcje Legii kończyły się zazwyczaj przed polem karnym, zaś Wisła bardzo groźnie, choć szalenie nieskutecznie kontrowała. W 16 minucie doskonałą piłkę mógł dostać Frankowski, niestety zachował się zbyt pasywnie i Robakiewicz złapał piłkę. W 21 minucie groźny kontratak przeprowadziła dla odmiany Legia, Kiełbowicz popędził lewym skrzydłem, jego uderzenie zablokował na szczęście Głowacki.
W 26 minucie bardzo ładnie z rzutu wolnego strzela Kosowski, piłkę złapał tuż przy słupku Robakiewicz, zderzając się przy okazji ze słupkiem. W 32 minucie Tomek Frankowski z bardzo dobrej pozycji strzelił obok bramki - to pierwsza z wielu nie wykorzystanych przez "Franka" sytuacji. 2 minuty później w niezłej sytuacji znalazł się Mięciel, strzelił z woleja, ale nieczysto trafił w piłkę i Sarnat nie miał problemów ze złapaniem futbolówki. Znów po dwóch minutach bardzo ładną akcję przeprowadziła Legia: prawą stroną uciekł Giuliano, dośrodkował do Bojarskiego, który strzelił głową pod poprzeczkę - efektowną paradą popisał się jednak Artek Sarnat, zażegnując niebezpieczeństwu. To była praktycznie jedyna sytuacja Legii na zdobycie bramki w pierwszej części gry.
Pod drugą bramką było znacznie ciekawiej. W 37 minucie, po rzucie rożnym niecelnie główkował Głowacki. Po dwóch minutach śliczną kontrę przeprowadzili wiślacy: piłka wędrowała jak po sznurku, ostatecznie fatalnie zachował się Czerwiec, który chciał zagrać z pierwszej piłki do "Franka", jednak skiskował. Nie minęło 60 sekund, jak Frankowski znalazł się w świetnej sytuacji po podaniu Żurawskiego, próbował lobować bramkarza, ale niepotrzebnie, bo do bramki było niewięcej jak 7 metrów - jego strzał minął poprzeczkę.
W 41 minucie nieco zaspał w bramce Sarnat, skutkiem czego Mięciel mógł oddać strzał, ale piłka odbita od Sarnata wyszła na róg. Dwie minuty później oglądaliśmy cudowne uderzenie z 25 metrów w wykonaniu Szymkowiaka. Niestety piłka odbiła się od poprzeczki... Gdy sędzia miał już zakończyć pierwszą połowę wiślacy przeprowadzali kontrę - piłkę z lewej strony otrzymał Czerwiec, środkiem zaś wybiegało dwóch nieobstawionych wiślaków: Frankowski i Żurawski. Niestety pan Ryszard posłał niedokładną piłkę i kontra nie zakończyła się bramką, gdyż na czas wrócili obrońcy Legii.
Było to dobre 45 minut w wykonaniu piłkarzy "Białej Gwiazdy", szkoda tylko że nie prowadzili oni wyżej, bo w pełni na to zasługiwali.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak skończyła pierwsza - źle zagrał Ryszard Czerwiec, który zdecydował się na strzał z ostrego kąta, zamiast podać piłkę do wychodzącego na pozycję Frankowskiego. Uderzenie Czerwca złapał Robakiewicz. W 50 minucie piłkę "Franek" jednak otrzymał - wyszedł sam na sam, będąc przed Robakiewiczem strzelił mocno, lecz trafił w poprzeczkę... Dobijać próbował jeszcze wolejem z 25 metrów Kosowski, ale strzelił obok bramki.
W 55 minucie Sarnat uprzedził Bojarskiego, jednak 4 minuty później nie miałby wielu szans, gdyby Mięciel trafił z woleja w bramkę. Trzeba jednak przyznać, że pozycja Mięciela również nie była zbyt łatwa, po dośrodkowaniu Sokołowskiego trafił w boczną siatkę... Po 3 minutach groźnie było pod bramką Wisły, gdyż rzut wolny z 17 metrów wykonywał Citko - strzelił mocno, po ziemi, ale Sarnat pewnie obronił. W 70 minucie strzelał Giuliano - piłka mało nie opuściła stadionu...
W 73 minucie, po okresie lekkiej przewagi Legii, pada wreszcie druga bramka dla Wisły. Akcję rozpoczął ładnym dryblingiem Pater, podał do Czerwca, ten do Frankowskiego. "Franek" ładnie przerzucił piłkę na lewą nogę i posłał szybką prostopadła piłkę do Patera, który zewnętrzną częścią stopy zmienił kierunek lotu piłki, umieszczając ją w siatce.
Tego nie mogli już znieść pseudofani Legii, którz zaczęli rzucać kamieniami na boisko. Sędzia Wójcik wstrzymał grę na około 8 minut, czekając aż sytuacja się uspokoi. Gdy kamienie przestały wpadać na murawę rozpoczął się szturm pseudokibiców na ogrodzenia dzielące od wiślaków. Na sektorze Wisły też nie było spokojnie, wobec czego policja wypchnęła kibiców "Białej Gwiazdy" poza trybunę. Tuż po meczu piłkarze podbiegli pod sektor Wisły, dziękując fanom im za doping, brawa za postawę piłkarze słyszeli jednak głównie spoza stadionu...
Powróćmy do wydarzeń boiskowych. W 83 minucie bardzo ładnie próbował lobować Pater, ale Robakiewicz końcami palców wybił piłkę na róg. Po minucie pięknie z woleja strzelał Kosowski.
W 88 minucie kontratak Legii zakończył się bramką, którą strzelił Wojciech Kowalczyk, wykorzystujący słabą asekurację w zespole Wisły. Zmienić wynik próbował tuż przed końcem Kucharski, ale strzelił prosto w Sarnata.
Wisła wygrała zasłużenie, można więc już świętować mistrzowski tytuł, bowiem "Biała Gwiazda" ma już po 9 punktów przewagi nad Legią i Pogonią. Śpiewy piłkarzy Wisły w szatni było słychać w całym budynku klubowym Legii. Mimo wszystkich kontrowersji w drużynie - jest to zasłużone Mistrzostwo Polski. Bo żadna drużyna bardziej na ten tytuł nie zasłużyła.
Rafał Oramus

Oceny

29 kolejka ekstraklasy, 09.06.2001, godz. 17:00 Legia 1-2 Wisła
KOWALCZYK 88'
ŻURAWSKI 11'(k)
PATER 73'
Widzów: 10000
Sędziował: R. Wójcik (Opole)

Wstęp do meczu WISŁA
Sarnat 8
Głowacki 7
B. Zając 7
Baszczyński 7
Pater 9
Szymkowiak 7
(71 Moskalewicz)
Czerwiec 6
(90 Niciński)
Moskal 7
Kosowski 8
Żurawski 8
Frankowski 6
(86 Sosin)

trener: A. Nawałka

NAJLEPSZY ZAWODNIK WISŁY:
PATER

LEGIA
Robakiewicz
Jarzębowski
Murawski
Siadaczka
(65 Kucharski)
Giuliano
(85 Kowalczyk)
Magiera
Majewski
(15 Citko)
Sokołowski
Kiełbowicz
Mięciel
Bojawski

trener: D. Okuka

Źródło: wislakrakow.com


Był taki mecz: Mistrzostwo przy Łazienkowskiej? Nic trudnego! Legia - Wisła 1:2

Data publikacji: 18-04-2018 10:44


Prawie 17 lat temu walka o mistrzostwo Polski trwała niemal do ostatniej kolejki. Podobnie będzie najpewniej i w tym roku, z tym, że ekip rywalizujących do samego końca będzie więcej. Teraz najprawdopodobniej będą to Lech, Legia i Jagiellonia - wówczas o miano mistrza Polski sezonu 2000/2001 walczyły Biała Gwiazda i Wojskowi z Łazienkowskiej. Wszystko miało się rozstrzygnąć w 29. kolejce podczas meczu przy Ł3.


Biała Gwiazda, dowodzona przez Adama Nawałkę przystępowała do meczu w Warszawie po trzech porażkach 1:2. Wiślaków w takich rozmiarach pokonywały Amica Wronki, Wisła Płock i Ruch Chorzów. Mimo to krakowianie nadal dysponowali kilkupunktową przewagą nad drugimi Legionistami Dragomira Okuki. Wiśle potrzebny był punkt w dwóch meczach, by nie móc roztrwonić przewagi wypracowanej fantastyczną rundą jesienną, Legia musiała wygrać, by nadal mieć iluzoryczne szanse na mistrzostwo Polski.

Początek - marzenie

"To będzie dla nas najważniejszy mecz w tym sezonie. Dlatego też już teraz w zespole jest pełna mobilizacja i koncentracja. Do Warszawy jedziemy po zwycięstwo, chociaż remis zapewni nam mistrzostwo. Legia to silny rywal, ale stać nas na pokonanie tej drużyny" - zapewniał przed pierwszym gwizdkiem sędziego międzynarodowego Ryszarda Wójcika trener Nawałka, który zaskoczył Legię ustawieniem 3-5-2. Z tyłu bronić mieli Arkadiusz Głowacki, Bogdan Zając i Marcin Baszczyński, zaś z drugiej linii tyły zabezpieczać mieli Kazimierz Moskal i Mirosław Szymkowiak.

Zdobycie tytułu mistrzowskiego na Legii obiecywał jej były zawodnik, Maciej Szczęsny. Trzeba przyznać, że miał nosa, a Wiślacy szybko zaczęli realizować jego życzenie! Już w 10. minucie Grzegorz Pater wyłuskał piłkę Maciejowi Murawskiemu, który chciał puścić futbolówkę do wolno wybiegającego z bramki Zbigniewa Robakiewicza. Obrońca Legii, dziś będący ekspertem jednej z telewizji, zupełnie nie spodziewał się szybkiego i zwinnego „Grzeli” za swoimi plecami. „Muraś” ratował się faulem, a sędzia Wójcik wskazał na wapno. Do piłki podszedł Maciej Żurawski, który strzałem w lewy dolny róg pokonał doświadczonego golkipera Legionistów. Robakiewicz wyczuł intencje strzelca, lecz nie poradził sobie z precyzyjnie wykonaną jedenastką.


Poprzeczka za poprzeczką

Wisła zaczęła dominować na murawie, lecz nie mogła przekuć optycznej przewagi na wyższe prowadzenie. W 26. minucie z wolnego przymierzył Kamil Kosowski, ale Robakiewicz z trudem złapał futbolówkę. Chwilę później dogodną okazję zmarnował Tomasz Frankowski, który huknął obok bramki. Przed zakończeniem pierwszej części spotkania „Franek” powinien był wbić rywalom gola do szatni, lecz jego lob z kilku metrów nieznacznie minął słupek bramki Legionistów. Ostatnim akcentem pierwszej części spotkania była bomba Mirka Szymkowiaka z rzutu wolnego. Specjalista od stałych fragmentów gry huknął tak, że Robakiewicz nawet nie ruszył się z miejsca, ale do szczęścia zabrakło kilkudziesięciu centymetrów - piłka odbiła się tylko od poprzeczki.

Dźwiękiem obijanego aluminium zakończyła się pierwsza cześć spotkania, w taki sam sposób zaczęła się również druga połowa. W sytuacji sam na sam Tomasz Frankowski prawie wszystko zrobił dobrze - przyjął piłkę, zmylił Robakiewicza i oddał mocny strzał - futbolówka ponownie jednak zatrzymała się na poprzeczce. Do głosu zaczęła dochodzić Legia, lecz ani Mięciel, ani Citko nie potrafili zaskoczyć dobrze spisującego się Artura Sarnata. Po chwili przewagi Legionistów Wisła postanowiła ruszyć raz jeszcze pod bramkę wiceliderów ligi. W 73. minucie w końcu udało się podwyższyć na 2:0. Kombinacyjną akcję rozpoczął Ryszard Czerwiec, który rozegrał piłkę z Tomaszem Frankowskim, ten wystawił ją Grzegorzowi Paterowi, któremu pozostało tylko nieco zmienić jej tor lotu. „Grzela” zewnętrzną częścią buta zaskoczył Robakiewicza i wpisał się na listę strzelców po raz trzeci w tamtym sezonie.


Euforia na wyjeździe!

Nie mogący się pogodzić z utratą szans na tytuł pseudofani Legii zaczęli demolować własny stadion i rzucać kamieniami w kierunku Wiślaków. Sędzia Wójcik przerwał spotkanie na kilka minut, by porządkowi i funkcjonariusze dopuścili do względnego spokoju. Szturm fanów Legionistów na ogrodzenia oddzielające je od fanów Wisły zakończył się niepowodzeniem i po chwili można było wznowić mecz. Dobić Legię mógł po chwili Pater, jednak jego lob cudem został zatrzymany przez Robakiewicza. Podopieczni Dragomira Okuki rzucili się do odrabiania strat, lecz udało się im to tylko częściowo. W 88. minucie bramkę na 1:2 zdobył Wojciech Kowalczyk, dla którego był to ostatni gol na polskich boiskach. Na nic więcej gospodarzy nie było stać i marzenie Macieja Szczęsnego stało się faktem!

Wisła pokonała Legię 2:1 i w szampańskich nastrojach mogła cieszyć się z upragnionego mistrzostwa Polski. Śpiewy piłkarzy Wisły w szatni było słychać w całym budynku klubowym Legii. Podłamani Legioniści stracili jeszcze wicemistrzostwo, a z niego mogła cieszyć się Pogoń. Jednak radość szczecinian nie mogła równać się z euforią piłkarzy i fanów Białej Gwiazdy. Wygrana przy Łazienkowskiej zawsze smakuje dobrze - a zwycięstwo zapewniające tytuł jeszcze lepiej!

9.06.2001

Legia Warszawa - Wisła Kraków 1:2 (0:1)

0:1 Żurawski 11’ (k.)

0:2 Pater 73’

1:2 Kowalczyk 87’

Legia: Robakiewicz - Jarzębowski, Murawski, Siadaczka (65’ Kucharski), Giuliano (80’ Kowalczyk) - Magiera, Majewski (15’ Citko), Sokołowski I, Kiełbowicz - Mięciel, Bojarski

Wisła: Sarnat - Głowacki, Zając, Baszczyński - Pater, Moskal, Czerwiec (90’ Niciński), Szymkowiak (69’ Moskalewicz), Kosowski - Żurawski, Frankowski (85’ Sosin)

Żółte kartki: Głowacki, Zając, Szymkowiak

Sędziował: Ryszard Wójcik z Opola

Widzów: 12 000

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

Źródło: wisla.krakow.pl


Dziennik Polski. 2001, nr 133 (8 VI) = nr 17319

Jakakolwiek zdobycz punktowa w meczu z Legią w Warszawie gwarantuje piłkarzom Wisły mistrzostwo Polski. Czy krakowianie postarają się o to na stadionie przy ul. Łazienkowskiej? Na razie prowadzą w tabeli z przewagą 6 pkt nad Legią i Pogonią Szczecin. - - Jedziemy tam po zwycięstwo - zapewnia Grzegorz Pater, który wrócił wczoraj po dwóch wyjazdowych spotkaniach naszej reprezentacji w eliminacjach mistrzostw świata z Walią i Armenią. Prawy pomocnik „Białej Gwiazdy” nie dostał co prawda szansy od selekcjonera Jerzego Engela ani w Cardiff, ani w Erewanie, ale był zadowolony z samego powołania do kadry: - Postaram się udowodnić w lidze, że ta nominacja nie była przypadkowa. Grzegorz Pater i gracz „młodzieżówki” Arkadiusz Głowacki ćwiczyli wczoraj znów z kolegami klubowymi, jedynie na chwilę pokazał się na stadionie kontuzjowany Radosław Kałużny, który w potyczce z Ormianami naderwał mięsień łydki, co wyklucza go nie tylko z udziału w dwóch najbliższych meczach ligowych, ale i z treningów przez ok. 2-3 tygodnie. - Kontuzja Radka Kałużnego bardzo komplikuje nam sprawę - przyznał wczoraj trener Adam Nawałka. - Wiadomo, że jest zawodnikiem, który w trudnych meczach - a na pewno taki będzie w Warszawie - wiele wnosił, potrafił nawet przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Mam jednak nadzieję, że nawet bez Radka Kałużnego oraz Marka Zająca i Tomka Kulawika siła zespołu będzie wystarczająco duża, aby pokusić się o zwycięstwo


Dziennik Polski. 2001, nr 135 (11 VI) = nr 17321


Legia Warszawa - Wisła Kraków 1-2 (0-1) Siódma gwiazdka do kolekcji Wiślacy pod lupą Piłkarze Wisły zapewnili sobie wreszcie oczekiwane od kilku tygodni mistrzostwo Polski. Sukces w pierwszoligowych rozgrywkach przypieczętowali w sobotę w Warszawie, w meczu przedostatniej kolejki z Legią. To ciekawe piłkarskie widowisko zakończyło się, niestety, skandalem. Kamienie na boisku Już na kwadrans przed zakończeniem gry na boisko posypały się kamienie. Nic nie dało ostrzeżenie sędziego głównego Ryszrada Wójcika. Po kolejnej próbie zakłócenia porządku arbiter na kilka minut przerwał grę. Policjanci i ochroniarze z tarczami starali się przywrócić porządek. Nie całkiem skutecznie, bo grupa chuliganów, zupełnie nie zainteresowana wznowionym meczem, zdemolowała jeden z sektorów, krzesełka fruwały na murawę, wzniecono nawet pożar. Z pomocy lekarskiej musiał skorzystać trener Wisły Adam Nawałka trafiony w głowę kamieniem przez widza, znajdującego się na zadaszonej trybunie, z pozoru tylko spokojniejszej. To także stamtąd pod adresem sędziów i krakowskich piłkarzy rozlegały się chamskie, obraźliwe okrzyki. Siódmy tytuł W atmosferze wyjątkowej wrogości odnieśli wiślacy zwycięstwo, zdobywając siódmy w 95-letniej historii klubu tytuł mistrza Polski. Nie dane było z górą tysięcznej rzeszy sympatyków „Białej Gwiazdy” doczekać ostatnich chwil tego bardzo udanego dla ich drużyny meczu, zostali bowiem zepchnięci przez policjantów za koronę stadionu. W tym przypadku była to chyba niepotrzebna nadgorliwość, bo kibice z Krakowa zachowywali się spokojnie. Obok nich, co było zupełnym zaskoczeniem, wyznaczono miejsca dla żon i znajomych piłkarzy Wisły. Na szczęście, w tym tumulcie nikt nie ucierpiał. Ale sędziowie i zawodnicy opuszczali boisko pod osłoną tarcz. Niemal natychmiast podjęto decyzję o zamknięciu stadionu Legii. Newralgiczna druga linia Ustalając skład, szkoleniowcy Wisły zadbali o optymalne zestawienie drugiej linii. Do pomocy wrócił więc Kazimierz Moskal. Natomiast w obronie pojawił się znów Bogdan Zając. Wielkiego wyboru jednak nie było, bo kontuzjowani: Radosław Kałużny i poruszający się o kulach Marek Zając musieli się ograniczyć do kibicowania kolegom. Rekonwalescent Tomasz Kulawik w ogóle nie przyjechał do Warszawy. Krakowianom od początku udało się opanować środek boiska. Szybko objęli prowadzenie. Już pierwsza ich groźna akcja zakończyła się powodzeniem. W 11 min Maciej Murawski sfaulował na polu karnym Grzegorza Patera i sędzia bez namysłu podyktował „jedenastkę”. Znakomicie wykorzystał ją Maciej Żurawski. Legioniści znaleźli się w trudnej sytuacji. Nie zdecydowali się na frontalny atak, obawiając się kontr wiślaków. W 16 min bramkarz gospodarzy Zbigniew Robakiewicz był szybszy od wychodzącego na pozycję Tomasza Frankowskiego, po świetnej akcji Macieja Żurawskiego i Mirosława Szymkowiaka, który skierował piłkę głową w pole karne. 2 minuty później, po minięciu dwóch rywali, Kamil Kosowski zbyt mocno podał do Frankowskiego. Dla warszawian skończyło się na strachu. Groźny był strzał Kosowskiego w 24 min, z wolnego, za faul Tomasza Sokołowskiego na Paterze. Podczas interwencji Robakiewicz uderzył się o słupek. Bramkarz Legii w 31 min nie dał się zaskoczyć Frankowskiemu, który główkował po dośrodkowaniu Patera. A rozpoczął ten atak Moskal. Gospodarze dopiero w 10 ostatnich minutach pierwszej

Legia Warszawa - Wisła Kraków 1-2 (0-1) 0-1 Żurawski 11 min (z karnego) 0-2 Pater 73 min 1-2 Kowalczyk 87 min LEGIA (3-5-2) WISŁA (3-5-2) Robakiewicz 6 Sarnat 8 Jarzębowski 5 Głowacki 7 Murawski 4 B. Zając 6 Siadaczka 4 Baszczyński 7 (65 Kucharski) Pater 9 Giuliano 5 Moskal 7 (84 Kowalczyk) Czerwiec 7 Magiera 4 (90 Niciński) Majewski Szymkowiak 6 (15 Citko 5) (70 Moskalewicz) Sokołowski 5 Kosowski 7 Kiełbowicz 4 Frankowski 7 Bojarski 5 (86 Sosin) Mięciel 5 Żurawski 7 Sędziował Ryszard Wójcik z Opola. Żółte kartki: B. Zając (21, za faul na Citce), Głowacki (56, za faul na Mięcielu), Szymkowiak (70, za krytykowanie orzeczeń sędziego). Widzów 10 tys.

połowy stworzyli kilka groźnych sytuacji podbramkowych. Artur Sarnat potwierdził jednak wysoką formę. W 34 min pewnie złapał piłkę po strzale Marcina Mięciela. W 35 min fantastycznie wybił piłkę na róg, po mocnej „główce” Marcina Bojarskiego, do którego precyzyjnie dośrodkował Giuliano. Minimalnie niecelna była „główka” Mięciela w 39 min, po zagraniu Tomasza Kiełbowicza. Centymetrów zabrakło również mierzącemu w „okienko” w tej samej 39 minucie Tomaszowi Frankowskiemu, gdy wraz z Żurawskim przeprowadzili szybką kontrę. Najbliższy podwyższenia wyniku był w 43 min Szymkowiak. Po świetnej wymianie piłki z Ryszardem Czerwcem strzelił z 20 m w poprzeczkę! W zespole Legii już w 15 min musiała nastąpić zmiana. W starciu z Kosowskim kontuzji kolana doznał Adam Majewski. Zastępujący go Marek Citko omal nie podzielił jego losu, po faulu Bogdana Zająca w 21 min. Część widzów domagała się nawet czerwonej kartki dla krakowianina. Sędzia pokazał mu żółtą. Czysta gra Mimo wysokiej stawki meczu, piłkarze utrzymali nerwy na wodzy. W ich poczynaniach nie było złośliwości. Trudno nawet w tych kategoriach rozpatrywać zachowanie Mięciela w 48 min, gdy nie cofnął nogi i uderzył w kolano odważnie, a zarazem ryzykownie interweniującego Sarnata. Wiele ciekawego działo się tuż po przerwie. W 46 min strzał Czerwca obronił Robakiewicz. Legioniści od razu odpowiedzieli akcją Sokołowski - Mięciel przerwaną przez dobrze ustawionego Bogdana Zająca. W 49 min nie miał znów szczęścia Frankowski, bo trafił w poprzeczkę. Potem groźnie strzelali jeszcze: Pater (w 50 min) i Kosowski (z wolnego, w 56 min). Po godzinie gry krakowianie niepotrzebnie cofnęli się do obrony. Już w 61 min - po faulu Głowackiego na Mięcielu - Citko starał się dołem zaskoczyć Sarnata. I choć piłka ominęła mur, dobrze ustawiony bramkarz bez trudu ją złapał. Pater postawił kropkę Obawy o to, że wiślacy opadli z sił, rozwiał w 73 min Pater, strzelając drugiego gola dla gości. W 75 min dali o sobie znać szalikowcy Legii, rzucając na boisko kamienie. Nie wstrzymała awantur bramka dla Legii zdobyta w 87 min przez Wojciecha Kowalczyka. Z trwogą wszyscy czekali na zakończenie przedłużonego o 5 minut meczu. Piłkarze Wisły wykonali na murawie taniec radości, pobiegli też w kierunku pustego już wtedy sektora, zajmowanego wcześniej przez kibiców z Krakowa. Bezpiecznie poczuli się dopiero w szatni, gdzie chóralnym śpiewom nie było końca. - Lepszego prezentu nie mogli mi zrobić - powiedział obchodzący w sobotę 31. urodziny kierownik drużyny Marek Konieczny. JERZY SASORSK

Adam Nawałka (trener Wisły): - Nie czuję urazy do gospodarzy tego meczu. Może nawet warto było przyjść na konferencję prasową z kawałkiem lodu przy głowie. Cieszę się, że właśnie w Warszawie zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Ale zapewniam, że nie było to planowane. Już dużo wcześniej mieliśmy w lidze zdecydowaną przewagę i wydawało się, że zapewnimy sobie mistrzostwo na wiele kolejek przed zakończeniem sezonu. Może dlatego, że tak długo czekaliśmy na tytuł, wielka jest nasza radość. Mecz był dobrym widowiskiem, akurat układał się pod nasze dyktando, tak jak to sobie założyliśmy. Chcieliśmy opanować środek pola. Wiadomo, że dysponujemy odpowiednią siłą personalną. W tym spotkaniu piłkarze zarówno pod względem przygotowania fizycznego, jak i realizacji założeń taktycznych spisywali się bardzo dobrze. I ani przez moment kontrola gry nam się nie wymknęła. Legii życzę udanych występów w europejskich pucharach, żeby polska piłka, jeśli chodzi o drużyny klubowe, spisywała się coraz lepiej. Dragomir Okuka (trener Legii): - Chciałbym pogratulować Wiśle sukcesu w lidze i zwycięstwa w tym meczu. Wisła pokazała, że jest rzeczywiście najlepszym w Polsce zespołem. Błąd Maćka Murawskiego na początku ustawił mecz. Potem było Wiśle dużo łatwiej grać. Brak odpowiedniej atmosfery w drużynie uniemożliwił nam walkę o mistrzostwo Polski. Ale chyba nie do końca jest to. wyłącznie wina zawodników, trenerów i pracowników klubu. Również kibice muszą nam pomóc, ale nie w taki sposób, jak zaprezentowali to tym razem. Takie zachowanie jedynie przeszkadza. (SAS)

Na samym początku konferencji prasowej rzecznik prasowy Legii, Piotr Strejlau przeprosił Adama Nawałkę za chamskie - jak to określił - zachowanie jednego z widzów, który zranił kamieniem trenera Wisły. Do incydentu doszło pod koniec meczu. Jeszcze kilka godzin później szkoleniowiec skarżył się na ból głowy. Przez ostatni kwadrans sobotniego spotkania i po jego zakończeniu dochodziło na stadionie Legii do dantejskich scen. Warszawscy szalikowcy zdemolowali część trybun. Wyrwane krzesełka rzucili na murawę. Wzniecili też pożar. Zatrzymano 44 sprawców chuligańskich wybryków. Bez szwanku wyszli z tego meczu kibice Wisły, których nie wiedzieć dlaczego, policjanci wypchnęli z sektora za koronę stadionu, używając m.in. gazu łzawiącego. Nic też nie stało się żonom i znajomym piłkarzy „Białej Gwiazdy”, choć siedziały bardzo blisko sympatyków krakowskiej drużyny. Wydział spraw nagłych PZPN podjął decyzję o zamknięciu stadionu. Bez odpowiedzi zostawiono, na razie, pytanie, czy przy ul. Łazienkowskiej odbędzie się we wrześniu eliminacyjny mecz mistrzostw świata Polska - Norwegia. (SAS)


Wspomnienia po latach

Najważniejsza ze zdobytych bramek?

Graliśmy na Legii i zdobyliśmy tam mistrzostwo, wygraliśmy 2:1. Na mnie był rzut karny, Maciek Żurawski zamienił go na gola, potem dostałem fantastyczne podanie od Tomka Frankowskiego i dałem na 2:1. Chyba ta. Fajnie smakowało mistrzostwo zdobyte w Warszawie.

2016-03-03 Grzegorz Pater, weszlo.com


Galeria kibicowska: