"Wisła Kraków. Sen o potędze", Mateusz Miga (2015)

Z Historia Wisły

Blaski i cienie najlepszej polskiej drużyny XXI wieku

Autor: Mateusz Miga
Tytuł: Wisła Kraków. Sen o potędze
Wydawca: Wydawnictwo SQN
Rok wydania: 6 maja 2015
ISBN: 978-83-7924-389-1
Objętość: 416 tekst + 12 zdjęcia
Oprawa:
Wymiary (mm): 140 x 205 mm


Opis

Osiem mistrzowskich tytułów, pamiętne mecze w europejskich pucharach i piłkarze, którzy przeszli do historii polskiego futbolu. Wisła Kraków ery Bogusława Cupiała, mimo że ostatnio przeżywa słabszy okres, to wciąż bezdyskusyjnie najlepsza polska drużyna XXI wieku. Właśnie startuje przedsprzedaż książki o tym, co działo się w klubie z Reymonta w latach 1998-2015.

Książka w przedsprzedaży dostępna na www.labotiga.pl/wisla-krakow

O książce:

Osiem mistrzowskich tytułów, dwa Puchary Polski, wygrane z Schalke, Parmą i FC Barceloną, pamiętne mecze z Realem Madryt czy Interem Mediolan. I nadrzędny cel: awans do Ligi Mistrzów, do bram piłkarskiego raju, do których pukali siedmiokrotnie. Czasem po cichu, jakby onieśmieleni, innym razem z całych sił, rozpaczliwie łomocząc do utraty tchu. Efekt zawsze był ten sam – wrota pozostawały zatrzaśnięte. Na krajowym podwórku rządzili jednak niemal niepodzielnie przez 13 długich lat…

Kiedy pod koniec 1997 roku do Wisły Kraków przyjechali panowie w garniturach, otwierając walizkę pełną pieniędzy i kupując kilkunastu piłkarzy, nikt nie spodziewał się tego, co wkrótce miało się stać. Że z dnia na dzień zamienią ligowego outsidera stojącego na skraju bankructwa w najlepszą drużynę w kraju. Ta historia jak ze snu kibica wreszcie doczekała się książki!

Maciej Żurawski porównywany do Ronaldo z powodu… wagi. Wódka ze sprite’em, przez którą Kamil Kosowski nie trafił do Benfiki. Turecka dieta Franciszka Smudy i prowadzenie piłki głową zalecane przez Wojciecha Łazarka. Kopalnia anegdot na temat Białej Gwiazdy ery Bogusława Cupiała. Kulisy największych sukcesów i okoliczności wydarzeń, o których przy Reymonta najchętniej by zapomniano. Opowieść, która pomaga znaleźć odpowiedź na pytanie, co poszło nie tak. Dlaczego dziś Wisła znów walczy o przetrwanie.

Fragment książki:

Kasperczak wracał do kraju po 24 latach, szkoleniowcem polskiej drużyny miał zostać po raz pierwszy. Znano go z sukcesów trenerskich we Francji i Afryce. Imponował lwią grzywą i niespotykaną pewnością siebie, ale nikt nie wiedział, czego się po nim spodziewać. Pierwsze zaskoczenie pojawiło się zaraz na początku. „Trener zwracał się do nas po nazwisku. Muszę przyznać, że mnie to uwierało, na szczęście nie trwało to długo”, mówi Żurawski.

Kolejne zaskoczenie spotkało piłkarzy przed pierwszym meczem, z GKS-em Katowice. „Rano poszliśmy na spacer. Trener szedł razem z nami i podchodził do poszczególnych zawodników. Pytał, jak to widzimy, jaka jest sytuacja, uspokajał, mówił, że trzeba czasu, że trzeba to wszystko poukładać. Byliśmy w szoku, bo żaden trener wcześniej nie posiłkował się naszymi opiniami, a już z pewnością nie Smuda”, mówi Baszczyński.

Niedługo później okazało się jednak, że z tych rozmów bardzo niewiele wynika. Kasperczak słuchał, przytakiwał, kiwał ze zrozumieniem głową, by na koniec dyskusji powrócić do tezy postawionej przez siebie na początku rozmowy. „Nie wiem jak inni, ale ja szybko zorientowałem się, że trener w ogóle nie bierze naszych opinii pod uwagę – opowiada Tomasz Frankowski. – Chciał, byśmy odnieśli wrażenie, że jesteśmy nieco ważniejsi, że mamy coś do powiedzenia. Jednak było to na zasadzie: »Fajnie, syneczku, że masz swoje zdanie, ale ja i tak wiem lepiej«”.

„Zdarzało się, że trener zaczynał przemowę po francusku i dopiero po kilku zdaniach orientował się, że coś jest nie tak”, dodaje Jacek Paszulewicz, który – ku nawet swojemu zaskoczeniu – był jednym z pierwszych transferów Kasperczaka.

Piłkarze między sobą mówili o nim Geodeta, bo przed każdym treningiem pieczołowicie układał na boisku pachołki, wszystko było wymierzone co do centymetra. Adam Piekutowski podłapał jego sposób zachowania i styl mówienia. „Trener, ze względu na chore stawy, w specyficzny sposób układa dłonie i zacząłem go naśladować”, mówi. Pewnego razu podszedł do tablicy, ułożył odpowiednio dłonie i zaczął walić ręką o rękę:

– Musimy poprawić jakość! Trzeba zareagować pozitiwnie! – grzmiał, a pozostali piłkarze pękali ze śmiechu.

Bramkarz podszedł do jednego z nich, objął po ojcowsku i zajrzał w oczy:

– A ty się dobrze czujesz? Z czego się tak śmiejesz? – dopytywał z francuskim akcentem.

Ledwie skończył, a do szatni wszedł Kasperczak. Zdezorientowany popatrzył na rozbawiony zespół:

– A wy się dobrze czujecie? Z czego się tak śmiejecie?

Po pierwszych zajęciach Kasperczak zauważył, że zawodnicy mają kłopoty z najprostszymi zagraniami, więc kazał im ćwiczyć przyjęcia i podania na krótkie odległości. Szybko zaczęło przynosić to dobre efekty. Z marszu przestawił także ustawienie drużyny na 4-4-2. To był pełen taktyczny pakiet, przesuwanie w poszczególnych formacjach, szlifowane schematy, przejścia do defensywy, potem wyjście z natychmiastowym atakiem i – słynna już – strefa bazowa, czyli sposób na jak najszybszy odbiór piłki. „Tak naprawdę ja dopiero wtedy, dopiero u Kasperczaka nauczyłem się taktyki”, przyznaje Mirosław Szymkowiak.

Wisła kończyła sezon rozgrywkami pucharowymi – w finale Pucharu Polski dwukrotnie ograła Amicę Wronki, łącznie 8:2. W Pucharze Ligi górą była za to Legia, która triumfowała na stadionie Wisły. Dla Bogusława Cupiała nie mógł to być miły widok. „Dzień po zakończeniu sezonu zadzwonił do mnie i mówi: »Zapieprzamy, musimy jak najszybciej odzyskać tytuł«”, wspomina jeden z byłych pracowników klubu. Odzyskali rok później i nie oddali przez trzy lata. Nastąpił okres pełnej dominacji.

Autor: Mateusz Miga

Data wydania: 6 maja 2015

Cena okładkowa: 39,90 zł

Format: 140 x 205 mm

Liczba stron: 416 tekst + 12 zdjęcia

ISBN: 978-83-7924-389-1