Transfery w Wiśle

Z Historia Wisły

40 Najbardziej Kuriozalnych Transferów Ery Bogusława Cupiała

12. czerwca 2009, 02:12


W ciągu 11 lat rządów Bogusława Cupiała do Wisły trafiła grubo ponad setka piłkarzy. Postanowiliśmy poszukać tych, których sprowadzenia żałowano niedługo po podpisaniu kontraktu.

Rankingu dokonaliśmy w redakcyjnym gronie. Celem naszych poszukiwań był transfer najbardziej kuriozalny. Nie skupialiśmy się więc tylko na aspekcie finansowym. W ten sposób powstałaby lista najgorszych transferów, a czołówka byłaby dobrze znana. A my zgrywalibyśmy przemądrzałych ekspertów, którzy wymądrzają się po fakcie. Szukaliśmy transferów, które od początku, jeszcze przed podpisaniem odpowiednich dokumentów wydawały się skazane na porażkę. Zapraszamy do lektury.

40. Branko Radovanović

Gdy po czterech kolejkach sezonu 2006/07 miał na koncie dwie bramki wydawało się, że będzie bardzo poważnym wzmocnieniem. Później okazało się, że wynalazek Dana Petrescu jest niezły i nic więcej. Po sezonie pożegnano się z nim bez żalu.

39. Arunas Pukelevicius

Litwin trafił do Wisły w ramach pierwszego potężnego zaciągu Bogusława Cupiała. Wtedy skuteczność była niemal stuprocentowa. Niemal, bo Litwin nie okazał się wzmocnieniem. Wyróżniał się jedynie fryzurą, na którą nikt nie mógł patrzeć. Ktoś uwierzył na słowo, że Pukelevicius to talent jakich mało.

38. Michał Wróbel

Gdyby nie on Kamil Kuzera nigdy nie potrąciłby Huberta Skrzekowskiego! Właśnie od niego "Kuzi" pożyczył furę, którą wjechał w kolano kolegi z drużyny. W jednej sekundzie zepsuł dwie dobrze zapowiadające się kariery. Wróbelkowi Henryk Kasperczak obiecywał, że będzie co najmniej drugim bramkarzem. Chyba postanowił sobie zażartować. Michał to przesympatyczny chłopak, ale nie bramkarz na miarę mistrza Polski. Od kilku lat z powodzeniem broni w Unii Janikowo.

37. Dudu

- Jestem goal-machine; - Jestem pewny siebie gdy idę ulicą, gdy siedzę w pokoju i gdy śpię; - Jestem bardzo, bardzo dobry. Niemal jak Thierry Henry - trzeba przyznać, że Nigeryjczyk był mistrzem autoreklamy. Szybko okazało się jednak, że polska Ekstraklasa jest lepsza od tej indyjskiej (ufff, a jednak) i Dudu musiał opuścić Kraków. Zakotwiczył w Debreczynie i dziś jest mistrzem Węgier.

36. Tomasz Wisio

Po co sprowadzano go do Krakowa, skoro pozbyto się przy pierwszej lepszej okazji? Od tego czasu całkiem nieźle radził sobie głównie w Austrii. Odpowiednio prowadzony mógł być solidnym wzmocnieniem. Niestety zabrakło konsekwencji.

35. Brasilia - powrót

O ile pierwszy pobyt Brasilii w Wiśle był całkiem udany, to już drugie podejście niezupełnie. Brazylijczyk wrócił do Krakowa po pobycie w Zagłębiu Lubin i Energie Cottbus. Nie był w stanie zastąpić Kamila Kosowskiego i po pół roku rozwiązano z nim kontrakt.

34. Kelechi Iheanacho

W 1998 roku Wisła ponoć sprzątnęła go sprzed nosa Bayernowi Monachium. Gdyby na koncie miał tyle goli, ile kobiet napotkał w swoim życiu, to dziś jego nazwisko kibice wymienialiby jednym tchem z Frankowskim, Żurawskim czy Brożkiem. Ale i tak zdołał przejść do historii dzięki meczowi z Saragossą.

33. Hristu Chiacu

Szkoda, że nikt nie spytał go jak czuje się, gdy dłużej jest z dala od domu. A czuł się fatalnie. Przesiadywał u Emiliana Dolhy, który gotował mu obiady. Za to Chiacu strzelił gola w meczu stulecia z Sevillą i na zawsze zapisał się w historii klubu.

32. Grzegorz Lekki

Jakiś to był taki dziwny pomysł. Wisła wypożyczyła na jedną rundę wiecznego średniaka w polskiej lidze. To tak jakby teraz wypożyczyć choćby takiego Grzegorza Barana z Ruchu. Dziwne? Lekki pograł trochę w Wiśle, wrócił do Górnika i dalej spokojnie grał sobie w piłeczkę.

31. Krzysztof Smoliński

Ktoś źle ocenił skalę jego talentu. W Wiśle nie miał szans, by przebić się do defensywy trzymanej przez takich weteranów jak Węgrzyn czy Kałużny. Potem nie dało się go sprzedać nawet za 200 tysięcy zł.

30. Jacek Paszulewicz

Henryk Kasperczak uznał, że "Paszul" będzie tym, który zatrzyma rywali w walce o Ligę Mistrzów. Pomylił się. Paszulewicz w mistrzowskim sezonie 2002/03 rozegrał 22 mecze i chwała mu za to. Ale to nie on był tym, który ciągnął tę drużynę. A jeśli już to w złą stronę. Na siłę robiono z niego środkowego pomocnika.

29. Adam Paluszek

Znany głównie dzięki Tomaszowi Frankowskiemu. Gdy "Franek" podjął pierwsze treningi z Wisłą, ćwiczył właśnie w koszulce z napisem "Paluszek" na plecach. Tak dla zmyłki. Ten prawdziwy Paluszek trafił do Wisły w szale pierwszych zakupów Bogusława Cupiała. Do 23 roku życia utknął w wiślackich rezerwach.

28. Michael Thwaite

Pierwszym transferem rumuńskiego trenera do polskiego klubu był Australijczyk. Miał chłop pecha, bo najpierw wprowadził w błąd Wisłę (że nie ma ważnego kontraktu z Rumunami), potem musiał kilka miesięcy obyć się bez gry, aż wreszcie z własnej kieszeni zapłacić karę. Bolesna pomyłka. O jego zarobkach długo krążyły legendy (ponoć wraz z Burnsem znalazł się na szczycie listy płac).

27. Tomasz Owczarek

Do Wisły trafił ponoć przez pomyłkę z GKS Katowice. Pewnego jesiennego wieczora Bogusław Cupiał po spotkaniu ze swoim przyjacielem Marianem Dziurowiczem wrócił do Krakowa z jego kartą zawodniczą. Nie dowiedział się jednak o tym nikt ze sztabu szkoleniowego ani władz klubu. Jakże wielkie było zaskoczenie, kiedy na pierwszym po przerwie zimowej treningu Owczarek pojawił się w klubie i z rozbrajającą szczerością zapytał prezesa, o której jest trening, bo on ma tutaj grać. Ostatnio był widziany w Polonii Bytom.

26. Sławomir Paluch

Już po kilku miesiącach było widać, że to nie to. Paluch miał jedynie przebłyski. Jego ligową karierę przerwała potem groźna kontuzja kolana.

25. Mikołaj Kałuda

Adam Nawałka rozpływał się nad umiejętnościami młodziana z fryzurą Limahla. I niektórzy dali się nabrać! Wyciągnięty z Ciechocinka (gdzie grał wtedy z powodzeniem także Dawid Nowak) już roztaczał wizję w której odbiera miejsce w składzie Maciejowi Stolarczykowi. Wg 90minut.pl obecnie bez klubu. W wieku 22 lat. Ups!

24. Martins Ekwueme

Brat notorycznie spóźniał się z powrotem z kraju, więc młody Martins nie miał dobrych wzorców. Jakiś tam był szwindel ponoć, ktoś komuś nie zapłacił, było trochę żalów. Do Wisły pchał się też jego starszy brat Pascal. Na szczęście na testach potwierdził, że choć w ich rodzinie grać w piłkę może i potrafią, to jednak nie na tyle, by walczyć o mistrzostwo Polski.

23. Andrzej Niedzielan

Jego transfer kosztował 500 tysięcy euro. Nie poszukano odpowiedzi na pytanie czemu ostatnio zupełnie mu nie szło. Przyznajemy jednak bez bicia - też myśleliśmy, że coś z tego będzie. Kasa, którą Wisła straciła na tym transferze przeraża, stąd miejsce dla "Wtorka" w trzeciej dziesiątce.

22. Konrad Gołoś

Holuje piłkę? Wyrośnie z tego - zapowiadali. A jednak długo wyrosnąć nie mógł i nie wiadomo czy wreszcie do tego doszło, bo na boisku nie widziano go od dawna. Gdy grał w drugiej drużynie "dziadki" przesiadujące na stadionie Wawelu ochrzcili go per "holownik". Kosztował milion złotych, choć nikt tak naprawdę nie był przekonany, że będzie wzmocnieniem. Podobno mocno namawiał na ten transfer Mirosław Szymkowiak.

21. Jacob Burns

Czy piłkarz wyciągnięty z angielskiej trzeciej ligi może być wzmocnieniem dla drużyny walczącej w europejskich pucharach? Odpowiedź nasuwa się sama. Jego pojawienie się zasiało ferment w drużynie, bo większość piłkarzy narzekała, że gra on, a nie Mauro Cantoro. Australijczyk kosztował 100 tys. euro.

20. Jacek Kowalczyk

Kilka miesięcy trwały negocjacje z GKS-em Katowice w sprawie jego transferu. W ramach rozliczenia do GieKSy trafił... Paweł Brożek (jedyna pociecha jest taka, że poszedł tylko na wypożyczenie). Wydawało się, że "Jabol" faktycznie ma talent, ale już po pierwszych meczach było widać, że to nie jest to. Dziwne, że futbolowi eksperci nie dostrzegli tego wcześniej i przez kilka miesięcy walczyli o młodego obrońcę.

19. Paweł Kryszałowicz

- Wypadają tylko zęby mleczne, trzonowe zostają - uśmiechał się Jerzy Engel. Odszedł Tomasz Frankowski, w jego miejsce w trybie ekspresowym ściągnięto "Kryszała". Miał dobre momenty, ale na tym się skończyło. Gdy strzelił bramkę z 35 metrów, wyglądało to tak, jakby nie miał siły biec dalej w kierunku bramki.

18. Ivan Trabalik

Trzeba było widzieć jak składa swoje dwumetrowe ciało, by zająć miejsce za kierownicą skody felicii. Testowany przez kilka miesięcy wraz z Radostinem Stanewem. W końcu zdecydowano się na Słowaka, a Bułgar trafił do Legii. Wybrano źle. Po raz kolejny okazało się, że wzrost to nie wszystko. W meczu ze Stomilem Olsztyn popisał się fantastycznym kiksem. Miał szczęście, że mecz zakończył się wynikiem 6:1. Gdy w końcówce meczu minął się z piłką wyglądał jakby chciał pobiec prosto do szatni i schować gdzieś przed całym światem, co przy jego rozmiarach możliwe nie było.

17. Mariusz Kukiełka

Przewrażliwiony na swoim punkcie. Potrafił się pokłócić nawet z masażystą Zbigniewem Woźniakiem, który znany jest z tego, że... nigdy się nie kłóci. Chciał być wielką gwiazdą. Został przepłacony.

16. Aleksander Kwiek

Oluś bierz piłkę i rozgrywaj. Dyryguj Frankowskim i Żurawskim. Jak ktoś o zdrowych zmysłach mógł uznać, że ten piłkarz będzie dyrygował drużyną walczącą o mistrzostwo Polski? Oluś brał piłkę, ale nie rozgrywał. Fajny z niego chłopek, w lidze jeszcze trochę pogra, jednak Wisła to nie ten rozmiar kapelusza. Wystarczyło chwilę z nim porozmawiać, by to zrozumieć.

15. Vlastimil Vidlicka

Najniżej notowany piłkarz, który znalazł się na listach wszystkich osób biorących udział w debacie. Miał zastąpić Baszczyńskiego. - Jesteśmy na to gotowi - triumfował Werner Liczka, gdy sfinalizował kontrakt Vidliczki. Duet Liczka - Vidliczka nie okazał się jednak dobrym pomysłem. To tak jakby Skorża ściągnął piłkarza Vidskorża. Videngel, Vidlenczyk, Vidnawałka... Nie, nie, nie. Nic by z tego nie wyszło. Choć Vidokuka akurat karierę mógłby zrobić.

14. Marcin Kuźba - powrót

"Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Przysłowie jak każde inne, czasem się sprawdza, czasem nie. Tym razem się sprawdziło. W Olympiakosie zagrzał miejsce bardzo krótko (w debiucie w meczu sparingowym w stuprocentowej sytuacji, mając przed sobą pustą bramkę, potknął się o murawę i przewrócił). Wrócił kontuzjowany, zupełnie odmieniony, niestety in minus. Kilka bramek jeszcze strzelił, jednak nie spełnił ogromnych oczekiwań związanych z jego osobą. Zabrakło zdrowia.

13. Igor Sypniewski

Historię upadku "Sypka" wszyscy doskonale znamy. W szatni Wisły nie odnalazł się zupełnie. Po kilku latach przyznał, że żarty Frankowskiego czy Żurawskiego raczej go nie śmieszyły. Lepiej napisać, że go wkurw****. I tak cud, że nie doszło do rękoczynów. Poza tym wkurzała go milicyjna przeszłość klubu, którą ponoć czuł na każdym kroku. Po kilku tygodniach "poważnie się rozchorował". Sprawę załatwiono po cichu, poza światłami reflektorów.

12. Norbert Varga

Chyba nikt nie spytał go, czy naprawdę chce grać w Polsce. Gdy jednak Wisła wyłożyła na stół 400 tysięcy euro, Rumuni siłą wypchnęli go do Krakowa. Na boisku twardy, psychikę ma chyba niczym dziecko. Na szczęście część zainwestowanej kasy udało się odzyskać wypożyczając go do UTA Arad. Jako pierwszy człowiek na ziemi cierpiał na pewne nietypowe schorzenie. Gdy był w Krakowie - zawsze był kontuzjowany. Gdy był w Rumunii - zawsze był zdrów. Gwoli przypomnienia - nadal jest piłkarzem Wisły.

11. Deci

Chwilę trwało nim przypomnieliśmy sobie na jaką pozycję był w ogóle szykowany ten piłkarz. Franciszek Smuda ściągnął go w pakiecie z Brasilią. W porównaniu do niewysokiego skrzydłowego okazał się kompletnym łamagą. Zagrał w kilku meczach i wrócił do siebie. A kosztował Wisłę wówczas niemalże 200 tysięcy dolarów. Podobno zawiesił już buty na kołku.

10. Radosław Matusiak

Wydawało się, że to może być dobry ruch. Tylko przez chwilę. Wraz z tatą bawił się w taśmy prawdy, wcześniej w holenderskim średniaku nie zrobił sztycha. Na szczęście do Wisły był tylko wypożyczony, ale i to kosztowało klub około 350 tysięcy euro.

9. Edno

Przyszedł z czeskiej Viktorii Pilzno. Miał pecha, bo czeski język jest całkiem podobny do polskiego. Jeszcze zanim trafił do Krakowa, dotarła opinia jednego z czeskich fanów Viktorii - "Edno Cunha je nejhorší brazilský střelec, kterého jsem kdy viděl." Trafił do Wisły dzięki Markowi Koźmińskiemu, który przywiózł pod Wawel płyty DVD z jego występami. Po jego pierwszym meczu ówczesny prezes Tadeusz Czerwiński powiedział, że to najlepszy transfer Wisły. "Perełka" - zachwycał się sympatyczny pan Tadek. Szybko jednak wylądował w rezerwach i po kilku miesiącach spakował walizki. Gdzieś tam potem strzelił piękną bramkę i niektórzy żałowali, że jednak u nas nie został. Według większości było to jednak Eeee-dno.

8. Wyn Belotte

I on chciał grać w Wiśle z numerem 10! - Z tym numerem w Montrealu grał mój najlepszy przyjaciel, który niestety nie żyje. Od tego czasu w meczach reprezentacji grałem właśnie z numerem "10" - stwierdził w dniu podpisania kontraktu. Piękna historia, chwytająca za serce, ale wiślacka dycha zobowiązuje. Trzeba umieć grać w piłkę i mieć sylwetkę sportowca. Tak wielki tyłek to może przejść u Boruca, ale nie u napastnika z kraju, w którym w piłkę nożną gra się, gdy zabraknie krążka, kija, piłki do rugby i kilku innych przedmiotów. Działacze Górnika Zabrze powinni zimą uważnie przyjrzeć się transferom dokonywanym przez Henryka Kasperczaka, nim dali mu do ręki pięć milionów złotych. Według wikipedii, po odejściu z Wisły trafił do Rysia Toronto, potem grał dla Zdrajców Czerwonego Jelenia, a skończył w Piekarni Filipa FC.

7. Temple Omeonu

Już na wstępie coś śmierdziało. Najpierw miał to być Kelechi Omeonu, potem Kelechi Temple, w końcu piłkarzem Wisły został Temple Omeonu. Przez cztery miesiące czekał na podpisanie kontraktu. No ale gdy strzelił trzy gole reprezentacji Podhala Henryk Kasperczak nie musiał już więcej nikogo namawiać. Oto snajper na jakiego czekaliśmy! Pytanie brzmi czy ktoś go przebadał, jeśli tak to kto. Nigeryjczyk cierpiał na paskudne schorzenie stóp, które utrudniało chodzenie, bieganie było męką, a strzelanie na bramkę torturą.

6. Andre Barreto

Szok i niedowierzanie! W ostatnim dniu okienka transferowego w lecie 2005 roku Wisła zaskoczyła wszystkich. "Wisła Kraków podpisała 5-letni kontrakt z Andre Barreto, 26-letnim środkowym pomocnikiem jednego z czołowych klubów I ligi portugalskiej, Boavista AC" - brzmiał komunikat wywieszony na oficjalnej stronie internetowej. Gdy na konferencji prasowej Barreto zobaczył kilkunastu dziennikarzy, nie mógł uwierzyć, że wszyscy przyszli tylko dla niego. - Czuję się jak Ronaldo - stwierdził z uśmiechem. Czasem każdy z nas czuje się jak Ronaldo. Na defensywnego pomocnika zbyt miękki, na boku obrony nigdy się nie przebił. Za to szybko zaczął tęsknić za swoją drugą ojczyzną. Był wypożyczany kolejno do czterech portugalskich klubów, a w Wiśle grał tylko przez pierwsze pół roku. A jednak warto było sprowadzić Barreto, by ujrzeć na twarzy Jerzego Engela ten uśmieszek skryty pod wąsem, gdy komunikował zdziwionym dziennikarzom, że Wisła ma nowego piłkarza.

5. Lantame Ouadja

Jakoś tak się złożyło, że jesienią 2003 roku Henryk Kasperczak akurat nie chciał wzmocnień. Uznał, że jego drużyna jest już gotowa do walki o Ligę Mistrzów. W jego układance zabrakło tylko jednego puzzla. Był nim Lantame Ouadja. Mistrz Tunezji z roku 1995, który miał za sobą grę w Chinach, a właśnie tułał się po niższych ligach w Szwajcarii. "Henry" długo trzymał swojego asa atutowego w rękawie. W meczu z Anderlechtem w walce o Ligę Mistrzów na murawie Ouadja pojawił się dopiero po przerwie. Choć było wtedy już 2:0 dla Belgów, kibice z Krakowa odetchnęli - "Teraz się zacznie frajerzy!". Nie zaczęło się. Definitywnie skończyło się za to, ale trzy miesiące potem, gdy rozstał się z Wisłą. Ostatnio widziany w Indonezji.

4. Beto

Najświeższa sprawa z pierwszej dziesiątki. Kolejny, po Decim, przykład, że nie warto ściągać piłkarzy w pakiecie. Zazwyczaj ten drugi jest po prostu kolegą, który chciałby zobaczyć trochę świata. Czemu Wisła nie wygrała z Lechem w Poznaniu? Bo na boisko wszedł ten jakże sympatyczny Brazylijczyk. OK to chamskie uogólnienie, chłop naprawdę chciał dobrze. W ciągu 12 minut zawalił jednak ten mecz. Najpierw łatwo stracił piłkę, a Lech szybko wyprowadził akcję. W jej efekcie Arkadiusz Głowacki faulował Roberta Lewandowskiego tuż przed polem karnym. Z wolnego piłkę do siatki skierował Semir Stilić. Futbolówka przedarła się przez mur. A precyzyjniej - przeleciała między nogami Beto. Rozegrał sześć ligowych meczów, ale nie oddał ani jednego strzału na bramkę. To napastnik z naturalną zdolnością do niezdobywania bramek! Gola zdobył tylko w meczu sparingowym z Polonią Bytom. Potem śmiali się z niego w szatni, bo podobno myślał, że był to mecz ligowy. Zabrakło jeszcze czegoś. Mimo, że już w grudniu wiedział, że będzie grał w Wiśle, przez miesiąc balował zamiast pracować nad zniwelowaniem braków treningowych. Do Krakowa dotarł bez choćby podstawowej znajomości języka angielskiego. Jakoś nikt nie przejął się też ilością klubów zaliczoną przez niego zanim trafił do Krakowa.

3. Stanko Svitlica

"Stanko Svitlica, kocha cię cała stolica" - śpiewali mu kibice Legii, gdy sięgał po koronę ligowych strzelców. Ale nawet wtedy w Krakowie nie był doceniany. Nagle stało się tak, gdy trenerem Wisły został Dragomir Okuka. - Jest szansa, że do nas trafi - stwierdził serbski szkoleniowiec nawet nie przeczuwając, że to początek ogromnej "krizy", która wkrótce dotknie drużynę. Nie zrażało go nawet to, że od czasu gry w Legii Stanko nic nie osiągnął. Przebadano i przetestowano go ponoć bardzo dokładnie. W trakcie jednego z testów Serb źle zrozumiał polecenia trenerów i zbyt szybko skończył bieg na elektrycznej bieżni. Niestety nikomu nie dało to do myślenia. Trzeba było ogłosić, że oblał testy i byłoby pozamiatane. Potem jednak w gierce strzelił kilka razy "na pustaka", powiedział, że da Wiśle dwa razy tyle co Legii, stwierdził, że niczego się nie boi i nawet Jerzy Jurczyński uwierzył. Rozegrał dwa mecze ligowe i zniknął.

2. Paweł Kaczorowski

Plan był prosty. Bierzemy reprezentanta Polski i szykujemy go na następcę Marcina Baszczyńskiego. Nikt jednak nie zadał sobie pytania, czemu przez ostatnie pół roku pozostawał bez klubu? Taki piłkarz? Reprezentant? Bez klubu? Cóż za okazja! Niestety nikt nie zauważył, że na dole ulotki było napisane coś małym drukiem. Zanim trafił do Wisły pozostawał w kadrze Legii, a zanim trafił do warszawskiego klubu, śpiewał o nim wulgarne piosenki. Niezbyt dobrze fakt ten znaczy o jego zdrowym rozsądku. W zimie Baszczyński podpadł Danowi Petrescu (wyjazdem na testy do West Ham) a i tak nim zaczął się sezon, "Kaczor" był już w drugim zespole, a "Baszczu" grał w podstawowej jedenastce. - A właśnie, gdzie jest Kaczorowski?! - zapytał na jednym z treningów rumuński trener. Nie wiedział nikt. Na debiut "Kaczorek" czekał prawie rok, gdy wreszcie wybiegł na boisko, na koszulce nie miał nawet wydrukowanego nazwiska (- No cóż, może się sprało - zauważył. Niezbyt przytomnie, bo jego meczowa koszulka do tej pory leżała w magazynie). Nie docenił faktu, że Wisła w trudnej sytuacji (wbrew zdrowemu rozsądkowi) podała mu rękę. I gdy po roku padła propozycja rozwiązania kontraktu ostro walczył o swoje. No i dostał 6 tysięcy euro.

1. Tomasz Dawidowski

Kiedyś był "piątek trzynastego", teraz jest "czerwiec osiemnastego". W tym dniu Wisła już nigdy nie powinna podpisywać kontraktów z żadnym zawodnikiem. To czarny dzień w historii naszego klubu i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Właśnie 18 czerwca 2004 roku pięcioletnią umowę podpisał Tomasz Dawidowski. Piłkarz, który sam zdziwił się, gdy okazało się, że przeszedł testy lekarskie. A przebadano go na wszystkie możliwe strony, co trwało do późnego wieczora. - Pan Tomasz jest teraz trochę zmęczony - skwitował na koniec ówczesny lekarz Wisły Jerzy Zając. - Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jestem zawodnikiem kontuzjogennym. Czas pokaże, czy Wisła zrobiła dobry krok - stwierdził sam zainteresowany. Oj, pokazał nam ten czas, pokazał... Do Wisły "Dawid" przyszedł kontuzjowany i w takim stanie ją opuszcza. Za jego transfer zapłacono Amice blisko 1,6 mln złotych. Dwa razy tyle trafiło do kieszeni piłkarza w trakcie pięcioletniej umowy. Najbardziej kuriozalny transfer okazał się równocześnie najdroższym. Kilkukrotnie bezskutecznie namawiano "Dawida" by rozwiązał kontrakt. Czemu nikt nie zrobił wcześniej wywiadu środowiskowego? Przecież dla piłkarza mającego problemy z hazardem gra w Wiśle to wymarzone rozwiązanie - ze stadionu do kasyna można dojechać w niecałą minutę (pod warunkiem, że dysponujemy sportowym autem i trafimy na "zieloną falę"). LUDZIE ODPOWIEDZALNI ZA NAJGORSZY TRANSFER W HISTORII WISŁY: Henryk Kasperczak, Zdzisław Kapka, Tadeusz Czerwiński, Jerzy Zając i cała Rada Nadzorcza. Panowie, 18 czerwca zróbcie sobie wolne, wyjdźcie na spacer, poczytajcie gazetę, pooglądajcie przejeżdżające pociągi, wyjdźcie do kina... To już niedługo!

W ten oto sposób dotarliśmy do końca naszej listy. Z pewnością macie swoje uwagi. Chętnie wysłuchamy w komentarzach. I jeszcze jedenastka "Najbardziej kuriozalnych transferów Wisły w erze Bogusława Cupiała":

Trabalik - Kaczorowski, Ouadja, Varga, Deci - Dawidowski, Barreto, Edno - Svitlica, Beto, Omeonu

wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

30 transferowych hitów w erze Bogusława Cupiała

18. czerwca 2009, 02:25


Było już krytycznie, czas na pochwały. W ostatnich latach wiele było transferów, które cieszyły nas jeszcze przez długie lata. Postanowiliśmy znaleźć najlepszy z nich.

Sporządzając nasz ranking pod uwagę wzięliśmy piłkarzy, którzy trafili do Wisły od czasu objęcia rządów przez Tele-Fonikę. Czynnikiem najważniejszym był wynik sportowy, na drugim planie postawiliśmy kwestię finansową. W dalszym planie medialność, osobowość piłkarza, stosunek do kibiców itd.

Jaki transfer według tego rankingu jest idealny? Piłkarz gra w klubie przez kilka lat przyczyniając się do jego sukcesów. Gra w reprezentacji swojego kraju sławiąc imię klubu na świecie. Rachunek finansowy powinien wyjść na plus. O ile piłkarz został sprzedany, kwota powinna być wyższa od tej za którą został zakupiony. Bohater idealnego transferu to piłkarz, którego twarz jest rozpoznawalna, dysponuje ciekawą osobowością, swoją grą gwarantuje show (no chyba, że jest środkowym obrońcą). Zapraszamy do lektury!

30. Jean Paulista

Wyszukany w portugalskiej drugiej lidze. Do Wisły przyszedł za darmo i odszedł w ten sam sposób. Pożyteczny głównie jako zmiennik. Zapamiętany głównie za przepiękną bramkę z Basel. A że było to trafienie szczęśliwe? No cóż, na boisku szczęście jest bardzo przydatne.

29. Grzegorz Kaliciak

To po jego trafieniu w meczu z Legią Grzegorz Szamotulski usiadł na zadku, oparł się o słupek i długo nie mógł się podnieść. Członek pierwszej fali wielkich zakupów Bogusława Cupiała. Wracał do Wisły jako napastnik, później wylądował na lewej obronie, gdzie imponował solidnością. Niestety rozstał się w mało chwalebny sposób. Działaczom Wisły nie spodobało się, że biegał w nocy po ulicy Floriańskiej wymachując pistoletem. Jakby na niego nie patrzeć - jedna z ważniejszych postaci w historii "Białej Gwiazdy". Biorąc pod uwagę także jego pierwszy pobyt w klubie.

28. Krzysztof Bukalski

W sezonie 1998/99 jeden z głównych reżyserów gry Wisły kroczącej po mistrzostwo Polski. Reprezentował Wisłę na arenie międzynarodowej. Niestety po trzech udanych rundach, dopadła go plaga kontuzji, która nie pozostała bez wpływu na formę. Trafił na wypożyczenie do GKS-u Katowice, ale i tam wiele nie pograł. Potem odnalazł się w Górniku Zabrze.

27. Damian Gorawski

Gdyby nie aspekt finansowy pewnie nie znalazłby się na naszej liście. Nie pomógłby mu nawet gol strzelony na Santiago Bernabeu wielkiemu Realowi Madryt. W Wiśle raptem przez 1,5 sezonu. Za to świetnie sprzedany - za 1,9 mln dolarów do rosyjskiego FK Moskwa. Jako wiślak trafił do reprezentacji Polski i w czasie gry w Wiśle zanotował w niej aż 12 występów, strzelił dwa gole.

26. Tomasz Kłos

Etatowy reprezentant Polski. Przez 2,5 sezonu bardzo ważna postać w zespole - jeden z liderów wiślackiej defensywy. Skończył marnie, bo miał podpaść Bogusławowi Cupiałowi. Rok 2006 był dla niego tragiczny. Najpierw Paweł Janas nie zabrał go na Mistrzostwa Świata. Potem sensacyjnie odsunięty od pierwszego zespołu Wisły, przez co stracił pół roku.

25. Junior Diaz

Oby w przyszłości awansował do drugiej dziesiątki. A wydawało się, że transfer skazany jest na porażkę. Gdy leciał do Hiszpanii na zgrupowanie Wisły nie został wpuszczony przez madryckich celników, którzy uznali, że brak odpowiednich dokumentów. Został odesłany na Kostarykę, jednak szybko dołączył do drużyny. Jego determinacja musiała być ogromna, bo nie załamał się nawet wtedy, gdy w pierwszym meczu sparingowym z FC Basel strzelił samobója. Ostatecznie wykupiony za blisko 400 tys. euro. Dziś wart czterokrotnie tyle. Jest bardzo wszechstronny. Ma pewne miejsce w reprezentacji Kostaryki, która z powodzeniem bije się o awans do Mistrzostw Świata.

24. Kamil Kosowski - powrót

Złoty interes. Ściągamy gościa, który przez pół roku zadowala się marną gażą, żeby zasłużyć na lepszy kontrakt. W ciągu tego pół roku swoją grą, zaangażowaniem i charakterem ma taki wpływ na grę ósmej drużyny poprzedniego sezonu, że ta prezentuje najładniejszą piłkę od lat i w cztery miesiące praktycznie zapewnia sobie mistrzostwo. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, gdy jeździł na tyłku trzy razy więcej, niż za pierwszym pobytem w Wiśle. Gdy trzeba zapłacić mu więcej - mówimy mu do widzenia. Rachunek finansowy się zgadza, za to pytanie brzmi, czy ze względów sportowych nie warto było zostawić go w zespole. Chyba jednak tak...

23. Piotr Brożek

Trochę Adam Nawałka najeździł się do Białogoni pod Kielcami zanim ojciec braci Brożków wyraził zgodę na przeprowadzkę do Krakowa. Już wtedy mówiło się, że obaj dysponują bardzo dużym talentem. I choć ich rozwój nie przebiegał tak jak to sobie wyobrażano, dziś Piotr jest podstawowym obrońcą Wisły i coraz głośniej puka do reprezentacji Polski. Bardziej zadziorny od brata. Już pytało o niego kilka klubów, choć wierzymy, że może grać jeszcze lepiej.

22. Patryk Małecki

"Małego" wypatrzył za to Janusz Basałaj. Boiskowy killer z przyszłością u stóp. Szybko dorósł i w wieku 21 lat jest podstawowym piłkarzem. A to wciąż młody zawodnik, nawet jak na standardy europejskie. Kibiców rozpieszcza wypowiedziami, w których na każdym kroku podkreśla swoje przywiązanie do klubu. I chyba nie blefuje. Niedawno stwierdził, że chętnie zostałby tu nawet do końca kariery. 22. miejsce to tylko początek. Musi być lepiej!

21. Dariusz Dudka

Nie wszystkim podobało się, że jasno i otwarcie mówił, że chce odejść. Miał dość roli zapchajdziury. W składzie Wisły nie miał stałego miejsca, mimo, że w ciągu gry w jej barwach stał się etatowym reprezentantem Polski. Po trzech udanych sezonach odszedł do Auxerre. Francuzi zapłacili za niego 2,5 mln euro, więc rachunek jak najbardziej na plus! (Wisła zapłaciła za niego Amice 400 tys. euro). Jeden z tych piłkarzy, którzy mówią to co myślą. I fajnie!

20. Kazimierz Węgrzyn

Gdy ryknął w szatni, ściany drżały. Solidność aż do bólu. Reaktywowany przez Wisłę dla polskiej piłki. Potem grał jeszcze z powodzeniem w Pogoni, Widzewie i Cracovii. W piłce funkcjonuje nadal, jako futbolowy ekspert.

19. Marek Zieńczuk

Mógł być w pierwszej dziesiątce, gdyby w rewanżu z Panathinaikosem wykorzystał którąś ze świetnych okazji i wprowadził Wisłę do fazy grupowej Ligi Mistrzów. A tak jego głównym atutem pozostaje sezon 2007/08, gdy do siatki wpadała niemal każda uderzona przez niego piłka. Nigdy na dobre nie przebił się w reprezentacji Polski, nie udało się też na nim zarobić. Wypełnił kontrakt w całości. Solidny, ale bez szaleńczego błysku.

18. Marcin Kuźba

Gdyby w rewanżowym meczu z Lazio Maciej Żurawski podał mu piłkę zamiast strzelać na bramkę, pewnie awansowalibyśmy do ćwierćfinału Pucharu UEFA. W sezonie 2002/03 wreszcie grał na skalę swojego talentu. W 43 meczach strzelił 28 goli, do tego dorzucił dwa trafienia w reprezentacji. Wtedy też końca dobiegł kontrakt wiążący go z klubem, a Rada Nadzorcza nie wydała zgody na podwyżkę. Trafił do Olympiakosu Pireus, by po roku wrócić i rozczarować.

17. Marcelo

Wydaje się, że z tak przeczesanego rynku jak Brazylia nie da się wyciągnąć takiej perełki nie dysponując rozbudowaną siatką skautów. A jednak udało się. Wisła poszła na wojnę z Santosem, który uważał, że piłkarz ma z nim ważny kontrakt. Prawnika wynajął też zawodnik. Szybko zaadoptował się do europejskiego stylu. Dlatego zdecydowano się sprzedać Clebera w transferze ostatniej szansy i pobrać za niego 200 tys. euro.

16. Olgierd Moskalewicz

Zawsze walczył do upadłego - w przenośni i dosłownie. Kibice zapamiętają bramkę strzeloną Polonii po rajdzie przez pół boiska. Potem podpadł działaczom, a nasz serwis koordynował "Akcję OLO". Moskalewicza nie uratowaliśmy i musiał odejść. Jego dalsze poczynania w piłce potwierdziły jednak, że najwyraźniej nadszedł na to odpowiedni moment. Ocierał się o reprezentację. Jednak w debiucie musiał zagrać na prawym skrzydle (chyba po raz pierwszy w dorosłej karierze) i wyszło jak wyszło.

15. Rafał Boguski

Po kilkuset kilogramach "Futbolu na Tak" miał to być kolejny sposób na wyprowadzenie przez klan Engelów jakichś pieniędzy z Wisły. A tu niespodzianka. Po roku w Bełchatowie rozwinął skrzydła, a kolejne dwa lata to ciągły marsz w górę, z wejściem do reprezentacji włącznie. Zdaniem Leo Beenhakkera najbardziej utalentowany piłkarz w Polsce. Gracz inteligentny, ze sporym potencjałem, który powinien uczynić go jeszcze lepszym. Niechętni mu będą wytykać mu słabą medialność. Ale jak pokazał plakat reklamujący mecz z Legią, i taką twarz można z powodzeniem wykorzystać w działaniach marketingowych.

14. Kalu Uche

Pewnie niektórzy się skrzywią. Ale suche fakty mówią za siebie. Wyciągnięty z rezerw Espanyolu w krótkim czasie stał się piłkarzem grającym na europejskim poziomie. Jedna z głównych postaci drużyny robiącej furorę w Europie w sezonie 2002/03. Pozostawił niesmak przez sposób w jaki koniecznie chciał uciec z Krakowa. Najpierw niby do Ajaxu, potem do Bordeaux, wreszcie do Almerii. Na wypożyczeniu do francuskiego klubu, a potem sprzedaży do hiszpańskiego drugoligowca, Wisła zarobiła ponad milion euro.

13. Mauro Cantoro

Jeśli zawodnik wzięty za darmo (lub prawie darmo) przez osiem lat rozgrywa 150 meczów ligowych i zdobywa z drużyną pięć tytułów mistrzowskich musi to być transfer udany. "El Toro" zaczynał jako napastnik - w debiucie strzelił gola Zagłębiu Lubin, a po pierwszych czterech meczach miał na koncie pięć bramek. Niby wszystko świetnie, ale właśnie wtedy Franciszek Smuda zauważył, że jak na napastnika jest trochę wolny. Wycofał go do pomocy, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Jako defensywny pomocnik długo nie miał sobie równych w całej lidze. Przeżywał także trudniejsze okresy. Henryk Kasperczak początkowo chciał go oddać do Tłoków Gorzyce. Dan Petrescu, gdy tylko zauważył jak Argentyńczyk przeprowadza rozgrzewkę, odsunął go od składu. Cantoro przeżył wszystkie burze i jest jednym z najbardziej utytułowanych obcokrajowców w Ekstraklasie. Przyjął polskie obywatelstwo i niewiele brakowało, by zagrał w polskiej kadrze. Ostatecznie uniemożliwiły mu to przepisy.

12. Radosław Kałużny

Na boisku bali się go wszyscy, nawet koledzy z drużyny. Kupa mięśni, zabójcze spojrzenie, ogromna determinacja. Która nieco przygasła, gdy postanowił, że czas robić karierę na zachodzie. Na chwilę został nawet odesłany do rezerw. Po sezonie najpierw wypożyczony do Energie Cottbus, potem przez Niemców wykupiony. Łącznie na tym transferze Wisła zarobiła dwa miliony euro. To był pierwszy tak duży transferowy zarobek Bogusława Cupiała. "Tata" jako wiślak trafił do reprezentacji Polski i pozostał tam na wiele lat. Trzy bramki w spotkaniu z reprezentacją Białorusi (mecz kwalifikacyjny) mają swoją wymowę.

11. Ryszard Czerwiec

Niby ślamazarny, opóźniający grę drużyny. Potrafił wykonać dwa, trzy kółeczka z piłką, aby nagle rzucić ją tak, by Frankowskiemu pozostało tylko dołożyć nogę. W Krakowie przeżywał drugą młodość, w mistrzowskim sezonie 1998/99 zdobył siedem ligowych goli, co jak na pomocnika jest świetnym wynikiem. Aspekt finansowy schodzi tutaj na drugi plan, bo Rysiu pozyskany został w wieku 31 lat i nikt już nie liczył, że uda się go korzystnie sprzedać. Zabrakło jedynie sukcesu w reprezentacji Polski - w kadrze nigdy się nie przebił. Pozostał przy klubie - obecnie kierownik drużyny.

10. Cleber

Zastosowana została metoda Anglików - strzeliłeś nam gola, musisz być nasz. Świetna gra Clebera sprawiła, że Wisła z kretesem poległa w rywalizacji z Vitorią Guimaraes. Niedługo potem był już piłkarzem Wisły. Co ważne, udało się go wyciągnąć bez kwoty odstępnego. Świetna robota Grzegorza Mielcarskiego do spółki z Mario Branco. Prawdziwy profesjonalista, jednak lubi postawić na swoim. Przekonał się o tym Adam Nawałka, gdy próbował namówić Brazylijczyka do gry na lewej obronie. Przez 2,5 sezonu bardzo ważna postać zespołu. Jedyny piłkarz, który wie jak się wykonuje rzuty karne i robi to z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Gdy wiosną do klubu trafiła oferta z Tereka Grozny postanowiono ją przyjąć i na koniec zarobić na Brazylijczyku 200 tysięcy euro. Bilans podwójnie dodatni - sportowo i finansowo.

9. Mirosław Szymkowiak

W Wiśle zaczął na prawej obronie, potem główny reżyser gry. Świetny wykonawca rzutów wolnych. I niedawno ujawnił, że nawet historia z kłopotami żołądkowymi, które miały dopadać go przed każdym ważniejszym meczem, jest zmyślona. Nie brak głosów, że mógł lepiej spożytkować swój talent, jednak w Wiśle nigdy na niego nie narzekano. Członek ekipy marzeń Henryka Kasperczaka, kolekcjoner tytułów (6-krotny mistrz Polski!), wreszcie dobry duch zespołu. Uwielbiał kłócić się z sędziami i co kilka miesięcy drastycznie zmieniać fryzurę czym przykuł uwagę pism kobiecych. Sprzedany do Trabzonsporu chyba w ostatnim możliwym momencie (za około pół miliona euro). Obecnie szkoli dzieciaki w Akademii Piłkarskiej 21.

8. Kamil Kosowski

Kupiony jako młodzieżowy reprezentant Polski. Dynamiczny i przebojowy. Nigdy nie był wielkim dryblerem, za to potrafił wypuścić sobie piłkę i tak szybko przebierać długimi nogami, że przeciwnicy zostawali kilka metrów z tyłu. Dokładne wrzutki z obu nóg przeplatał podaniami wprost... w trybuny. Nikt jednak nie mógł zarzucić mu braku efektywności. W każdym sezonie strzelał po kilka bramek, notował kilkanaście asyst. W jednej akcji potrafił strzelić najpierw lewą, by ułamki sekundy później równie precyzyjnie poprawić nogą prawą. Barwną osobowością szybko przykuł uwagę pism spoza branży sportowej. Do legendy przejdzie nagranie po jednym z mistrzostw, gdy wyraźnie wstawiony i rozbawiony zapowiada dalszą zabawę. W końcu uparł się, by wyjechać, a umowa transferowa z Kaiserslautern powinna przejść do historii futbolu jako jedna z najbardziej zagmatwanych. Suma summarum Wisła zarobiła na jego transferze dwa miliony euro, a "Kosa" zwiedził Niemcy, Anglię, Włochy, Hiszpanię i ostatecznie wylądował na Cyprze. W wieku 25 lat już reprezentant Polski pełną gębą.

7. Jakub Błaszczykowski

W piłce trzeba mieć czasem szczęście. Jerzy Brzęczek obwoził swojego siostrzeńca po klubach, ale wszędzie było coś nie tak. Albo młodziutki Kuba akurat doznał kontuzji, albo w klubowej kasie była pustka, albo ktoś stwierdził, że po znajomości nie będzie nikogo zatrudniał. I tak Błaszczykowski trafił do Wisły. Werner Liczka miał dwa dni, by zdecydować, czy brać go czy nie. Czech jednak trochę na piłce się zna i podjął trafną decyzję. Kosztem Kelechi Iheanacho Jakub pojechał na zgrupowanie z pierwszą drużyną Wisły, kilka tygodni później był jej podstawowym piłkarzem, a przed końcem roku prawdziwą gwiazdą. Kupiony za grosze, niedługo potem sprzedany do Borussii za ponad 3 mln euro. Fantastyczny rachunek ekonomiczny osiągnięty w krótkim czasie! Piłkarz, który spośród wszystkich zawodników Wisły ostatnich lat ma szansę zrobić największą karierę zagranicą. Byłby w tym rankingu pierwszy, ale grał w Wiśle tylko dwa i pół roku. Zdobył z nią tylko jeden tytuł mistrzowski, był też członkiem zespołu, który zanotował najgorszy sezon w historii Wisły Cupiała (ósme miejsce). Do dziś utożsamia się z Wisłą, podnosząc jej wartość marketingową.

6. Arkadiusz Głowacki

Na jego czole bliznami zapisana jest najnowsza historia Wisły. Dziewięć lat gry, 181 meczów ligowych, sześć tytułów mistrzowskich, dwa Puchary Polski, uczestnik rajdu ekipy Kasperczaka po Europie. Kapitan. Czego trzeba więcej? Zdrowia i szczęścia w meczach reprezentacji Polski. W kadrze rozegrał 19 spotkań, a powinien mieć ich na koncie co najmniej drugie tyle. Udziału w Mistrzostwach Świata w wieku 23 lat nikt mu jednak nie odbierze. Niestety chyba wypadł z reprezentacji już na dobre. Nadal jest w klubie, a to znaczy, że nigdzie nie został sprzedany. Dobrze to czy źle? Z punktu widzenia ekonomicznego źle, bo po pokazaniu się w Europie powinien zostać sprzedany za 2-3 mln euro. Z punktu widzenia sportowego - dobrze, że został. Jego osoba pozwala zachować ciągłość gry wiślackiej defensywy. I choć ma sporo krytyków, poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzi. Gdy tylko jest zdrów - ma pewne miejsce w składzie. I tak było u wszystkich trenerów, a to daje do myślenia.

5. Marcin Baszczyński

Bilans trofeów równie imponujący jak ten u Głowackiego. Postać nieco bardziej barwna, zawsze mająca wiele ciekawego do powiedzenia. Ulubieniec kibiców. Zapracował na przyśpiewkę "Baszczu z nami, kibicami" mimo, że jako młody chłopak kibicował Ruchowi Chorzów. Jeden z pierwszych polskich obrońców grających tak ofensywnie. Niestety co do precyzji i pomysłów na wykorzystanie tego potencjału można było mieć nieco pretensji. Odszedł w glorii i chwale, karierę będzie kontynuował w Grecji.

4. Radosław Sobolewski

Wyciągnięty bez kwoty odstępnego z Dyskobolii, więc księgowi się cieszą. Przychodził jako solidny pomocnik. W ciągu pięciu lat stał się najlepszym defensywnym pomocnikiem w kraju i czołową postacią reprezentacji Polski. Zrezygnował z niej będąc na szczycie, w roli pewniaka do kolejnych powołań. Pewnie otrzymywałby je do dziś, bo wiosną osiągnął życiową formę. Jako wiślak uczestnik Mistrzostw Świata 2006. Niestety nie zakończył ich udanie - w spotkaniu z Niemcami otrzymał czerwoną kartkę. Kilka miesięcy wcześniej z boiska wyleciał w trakcie rewanżowego spotkania z Panathinaikosem Ateny. Najnowsza historia polskiej piłki mogła wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie te dwa kartoniki. Teraz takie zagrywki zdarzają mu się dużo rzadziej. Kuszony ofertami z Anglii i Niemiec, najprawdopodobniej przedłuży kontrakt z klubem. Oby, bo jeszcze przez 2-3 lata może stanowić o jego sile.

3. Paweł Brożek

Długo mówiono o nim jak o niespełnionym talencie. Gdy wywalczył koronę króla strzelców chór krytyków nieco przycichł. Gdy strzelił gola w spotkaniu reprezentacji Polski z Czechami, zwolenników było więcej niż krytyków. Gdy wreszcie obronił koronę, krytycy zeszli do podziemia i tam wydają swoje gazetki. Wypatrzony w młodym wieku, długo zarabiał grosze, jak na juniora przystało. Jego utrzymanie nie kosztowało dużo, dopiero w zeszłym roku doszusował do czołowych wiślaków pod względem zarobków, jednak 180 tys. euro rocznie nie stawia go w pierwszym szeregu z wiślackimi krezusami. Człowiek, który już dał klubowi bardzo wiele, a może dać jeszcze więcej. Pod względem sportowym lub ekonomicznym, jeśli do Krakowa trafi wreszcie konkretna oferta. A jeśli nie, może pozostać w drużynie nawet do końca kariery. Wtedy powinien dogonić Kazimierza Kmiecika i zostać najlepszym strzelcem w historii klubu. Jedna z najważniejszych twarzy obecnej Wisły. Jako wiślak pojechał na Mistrzostwa Świata 2006.

2. Tomasz Frankowski

Trzykrotny król strzelców. Wygrzebany z francuskiej drugiej ligi, mający za sobą przygodę w Japonii. Nieznany szerszej publiczności przedstawił się już w debiucie z łatwością mijając Macieja Szczęsnego i ze stoickim spokojem pakując piłkę do siatki. I tak robił przez osiem lat. Inteligentny człowiek, który w taki sposób się wypowiadał i tak samo grał. Nie miało znaczenia jak, liczyło się tylko, by wepchnąć piłkę do siatki. Zazwyczaj z najbliższej odległości. Długo pomijany przy powołaniach do kadry. Wreszcie nagonka prasowa zmiękczyła nawet Pawła Janasa. Później "Janosik" pewnie był wdzięczny, bo "Franek" udowodnił, że jest dobry nie tylko w polskiej lidze. W meczu z Anglią w Manchesterze w efektowny sposób odpowiedział na gola Michaela Owena i długo remisowaliśmy z Synami Albionu 1:1. Na mistrzostwa jednak nie pojechał - spotkało go to samo co Tomasza Kłosa. Najwięcej kontrowersji wywołało jego odejście z Wisły. Uciekł jak szczur z tonącego okrętu czy po prostu zmienił klub? Każdy może odpowiedzieć sobie sam na to pytanie. Warto jednak spojrzeć na dorobek sportowy i na fakt, że rachunek ekonomiczny także jest na plusie!

1. Maciej Żurawski

Władca muraw wciąż rządzi! Jeden z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy w polskiej piłce nożnej. Postać ocierająca się o świat show-biznesu. Na boisku czterokrotny mistrz Polski, dwukrotny król strzelców. Nie trzeba było tęgich głów, by jeszcze przed transferem do Wisły stwierdzić, że to talent jakich mało. Ale decyzja o wyłożeniu na stół takiej kasy (około milion marek niemieckich) wymagała odwagi. Aklimatyzował się długo i obawiano się, czy wypali. Gdy to się stało, nikt nie żałował zainwestowanych pieniędzy. Bramki strzelane Parmie, Schalke, Lazio. Bohater jednego z najgłośniejszych transferów z polskiej ligi w historii - wprost do Celtiku Glasgow za okrągłe dwa miliony funtów. Z Krakowa pojechał na Mistrzostwa Świata 2002 (szkoda, że w meczu z USA nie wykorzystał karnego), przez kolejne lata stały kadrowicz, aż wreszcie kapitan biało-czerwonych. Dlaczego pierwszy on, a nie "Franek"? Wisła zarobiła na nim więcej, także marketingowo. Odszedł w bardziej elegancki sposób. Warto także, by w klubie pamiętano, że budując drużynę trzeba czasem zainwestować, a nie liczyć tylko na łut szczęścia.

Warto zauważyć, że w naszym zestawieniu nie ma żadnego bramkarza (to też daje do myślenia). Najbliżej listy byli Emilian Dolha i Radosław Majdan. Jeden z nich musi zasilić naszą jedenastkę transferowych marzeń. Oto ona:

Dolha - Baszczyński, Głowacki, Cleber - Błaszczykowski, Szymkowiak, Sobolewski, Kosowski - Frankowski, Żurawski, Paweł Brożek

Tradycyjnie zapraszamy do dyskusji, bo pewnie każdy z nas na ten temat ma swoje przemyślenia.

wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com