1946.05.03 Cracovia - Wisła Kraków 1:0

Z Historia Wisły

1946.05.03, mecz towarzyski, Kraków, Stadion Garbarni, 17:30
Cracovia 1:0 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 6.000
sędzia: Flumenkier
Bramki
Henryk Bobula 30' 1:0
Cracovia
Wisła Kraków
Przemysław Smolarek
Michał Filek
Tadeusz Kubik
Tadeusz LegutkoGrafika:Kontuzja.png
Edward Kwinta
Artur Woźniak
Tadeusz Mącznik

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

"Start" z 1946.04.26.

K. O. Z. P. N.
BOISKO K. S. GARBARNIA
W dniu 3 maja z okazji „Dnia P. Z. P. N-u" rozegrany zostanie mecz piłkarski Cracovia-Wisła. Początek o godzinie 17:30 Ze względu na duży natłok przy kasach należy zakupić bilety w przedsprzedaży w firmach: „START", Sukiennice 23, „POLONIA" ul. Karmelicka 21a, P. B. P. „ORBIS” Rynek Gł. 41, „RAMZA" ul. Sławkowska, „VOIGT" ul. Floriańska 47. W dzień zawodów będą do nabycia bilety na boisku przy kasie od godziny 10-tej przed południem. Kasy będą zamknięte na 1 godzinę przed zawodami.

"Dziennik Polski" z 1946.05.04.

Cracovia-Wisła 1:0 (1:0)
Jedyne zawody piłkarskie, rozegrano w Krakowie w dniu 3 maja, w ramach „dnia PZPN": pomiędzy Wisłą a Cracovią przyniosły zwycięstwo Cracovii 1:0 (1:0). Przed rozpoczęciem spotkania powitali drużyny przedstawiciele PZPN płk. Reyman, prez. Filipkiewicz oraz kpt. Sznajder.
Zawody nie stały na zbyt wysokim poziomie. Na Wiśle znać było zmęczenie spowodowane trzema rozegranymi w tym tygodniu zawodami w Czechosłowacji. Gra jej nie mogła mieć tej ciągłości akcji, na jaką ją niewątpliwie stać, oraz najważniejsze odpowiedniego zakończenia w należycie ostrym strzale. Przy tym prześladował napastników Wisły szczególnie do przerwy mocny pech. Czy gdyby nie pech, potrafiliby zdobyć bramkę to jest też problem, gdyż Rybicki, najlepszy zawodnik nie tylko Cracovii, ale w ogóle całego spotkania bronił swej świątyni znakomicie. Wisła mimo wszystko zagrała ładnie i była nawet drużyną lepszą, Smolarek w bramce poza paroma ładnymi chwytami, wykazał jednak dużą niepewność. Ponosi winę puszczonej bramki, gdyż niepotrzebnie wybiegał. Wzór wybiegów miał u Rybickiego. Jeden z kilku innych wybiegów, też fatalnych, mógłby niepotrzebnie zakończyć się dla niego nawet gorzej. Obrońcy i pomoc na ogół zadowolili, w ataku najlepszy Artur, cóż z tego, kiedy do jego wspaniałych wystawień nie by ło odpowiedniego strzelca. Cracovia w grze ustępowała Wiśle, prowadziła ją raczej wypadami, czy to Rożankowskim II do przerwy, czy Bobalą. Wypady te jednak były zawsze bardzo groźne. Każdy z nich groził bramką. Szybkie i zdecydowane jednak wkraczanie obrońców Wisły Filka i Kubika odżegnywało niebezpieczeństwo. Najlepszych zawodników miała Cracovia ze wspomnianym już Rybickim, oraz obrońcach bardzo spokojnie grających Gędłku i Domańskim. Między pomocą a atakiem nie było stałej łączności, akcje Cracovii mocno się rwały. Bobula w ataku jest nadal najlepszym napastnikiem Cracovii. Rożankowski I nie wykazywał swej znanej bojowości, a inni grali słabo. Osobny rozdział należy poświęcić arbitrowi tego spotkania ob. Flumenkierowi. Popełnił bardzo wiele błędów, orzeczenia wydawał często sprzeczne. Natomiast zasłużył mimo wszystko na pochwałę; zachował spokój, nie pozwolił się wyprowadzić żadnymi okrzykami publiczności z równowagi, panował nad grą i nad sobą. Musimy też z uznaniem stwierdzić, iż publiczność biorąca żywy udział w grze i oczekująca sprawiedliwych orzeczeń, zachowała się jednak na poziomie. Gra mimo słabszych obustronnie zagrań w polu przyniosła w sumie bardzo dużo emocjonujących obustronnie sytuacji podbramkowych. Gdyby dyspozycja strzałowa napastników obu drużyn była lepsza, bylibyśmy świadkami dużej liczby bramek. Padła tylko jedna, w 30 min. po rzucie wolnym bitym przez Bobulę, ze strzału Majora. Smolarek wybiegł, obrońcy przy nim, a piłka miała lot dłuższy i Major spokojnie ulokował ją w pustej bramce. Było parę zdarzeń, na szczęście zakończonych tylko upadkami. Najnieoczekiwaniej najgorzej przy jednym z nich wyszedł Legutko, gdyż musiał opuścić boisko. Padła jeszcze jedna bramka: ze strzału Różankowskiego I, lecz ze spalonego, oczywiście nie uznana. Ostatnie sekundy przyniosły szanse podwyższania wyniku przez Cracovię lecz Major z dwóch metrów strzelając do pustej bramki trafił w słupek.

"Start" z 1946.05.07

Cracovia—Wisła 1:0 (1:0)
Publiczność krakowska ma naprawdę „nosa". Na boisku Garbarni zjawiło się bowiem o połowę mniej widzów, aniżeli na poprzednich zawodach Cracovii i Wisły. Oprócz wielkiego upału wpłynął na to i ten fakt, że liczono się z mocno rezerwowymi składami obu zespołów i w związku z tym ze słabym poziomem gry. Przypuszczenia odnośnie do składu nie potwierdziły się, gdyż drużyny wystąpiły w najsilniejszych jakie mają w tej chwili do dyspozycji składach — natomiast przypuszczenia odnośnie poziomu gry sprawdziły się aż zanadto. Tak słabego meczu tych dwóch drużyn nie oglądano już dawno w Krakowie. Jeszcze ci, którzy przyszli trochę wcześniej przed zawodami mieli pewną rekompensatę, patrząc na zawody juniorów Cracovii i Garbarni, rozgrywających przedmecz przed głównymi zawodami we wcale znośnym — jak na upał — tempie i na poziomie dowodzącym, że dłuższy okres pracy instruktora mgr Z. Jesionki i znacznie krótszy instruktora związkowego K. O. Z. P. N.-u Soosa, wydaje już właściwe owoce.
...
Przed głównym meczem powitali obie drużyny na boisku delegaci P. Z. P. N-u dyr. pułkownik H. Reyman, kpt. Schneider i prezes Filipkiewicz. Już od pierwszych kopnięć piłki widać jasno, że drużyna Wisły ma w nogach trzy ciężkie mecze z Czechosłowacją, rozegrane w trzech po sobie następujących dniach —a Cracovia poza niektórymi doskonałymi jednostkami, kilka tragicznie słabych punktów. Do nich należy w pierwszym rzędzie pomocnik Dębski, który w dodatku braki swoje nadrabia ostrą i brutalną grą, w czym sekunduje mu grający przed przerwą na prawym skrzydle w Wiśle — Mącznik. Gracze tego typu powinni raz na zawsze zniknąć z naszych boisk. Wnoszą oni do gry element brutalności, który łatwo udziela się potem kolegom i powoduje, że przyjacielskie spotkanie dwóch zbratanych dziś klubów toczy się w atmosferze pełnej niezrozumiałej nienawiści, antagonizmu i mnożących się fauli. Że przy tym jeszcze cześć naszej publiczności zachowuje się w sposób skandaliczny — a że i sędzia zawodów, Flumenkehr nie stanął na wysokości zadania — tedy w sumie mecz Cracovia—Wisła był widowiskiem raczej przykrym, w którym zawodnicy najlepszych klubów krakowskich, a może i polskich, odsłonili kardynalne jeszcze braki do jakich w pierwszym rzędzie zaliczyć jeszcze trzeba brak celnego zaskakującego, a skutecznego strzału. Naliczyliśmy ich w ciągu 90 minut aż... 51. Dwa razy Bobula, dwa razy Różankowski i raz Kwinta, oto wszystko. Bramkarze obu drużyn mieli jednak ... ?

"Przegląd Sportowy", nr 19

Rozegrany w ramach PZPN w dniu 8 maja na boisku Garbarni mecz powyższych drużyn zakończył się nikłym zwycięstwem drużyny biało-czerwonych. Wisła wystąpiła do tych zawodów po trzech ciężkich spotkaniach na terenie Czechosłowacji - mimo to potrafiła nawiązać grę równorzędną, a wynik remisowy byłby sprawiedliwszy. Sam mecz stał na bardzo niskim poziomie. W obu drużynach najlepiej spisywały się jeszcze linie defenzywne.

Wisła miała nieco lepszą pomoc, a Cracovia więcej bojowy atak. Obaj bramkarze tj. Rybicki i Smolarek zatrudnieni byli dosyć często nie tyle przy likwidowaniu groźnych strzałów, ile przy wyłapywaniu dalekich niecelnych podań. Jedyną bramkę dnia strzelił Różankowski II w 30 min. gry pierwszej połowy po rzucie wolnym bitym przez Bobulę.

Widzów tylko 6.000.