1947.01.26 Wisła Kraków - Cracovia 3:2

Z Historia Wisły

1947.01.26, Mistrzostwa Polski. Finały, Łódź,
Wisła Kraków 3:2 Cracovia
(1:2, 1:0, 1:0)
widzów: 1000
sędzia: Kuchar i prof. Paruszewski
Bramki


Kazimierz Cisowski
Mieczysław Palus
Zenon Peter
0:1
0:2
1:2
2:2
3:2
Wołkowski
Kasprzycki



Wisła Kraków
W. Bratek
S. Bałaj
Kazimierz Sokołowski
Tomasz Jasiński
Mieczysław Palus
Bolesław Kolasa
Korzeniowski
Zenon Peter
Kazimierz Cisowski
Grzegorz Kowalski
Andrzej Dziubiński
Cracovia
Cracovia: Maciejko
Kasprzycki
Godek
Marchewczyk
Wołkowski
Pochwalski
Bereza
Więcek
Kopczyński
Ostrowski
Popiel.

Przegląd Sportowy, 23 stycznia 1947r., Nr. 7 , strona 1

Kto będzie mistrzem w hokeju na rok 1947 rozstrzygnie najbliższa niedziela w Łodzi Cracovia i Wisła faworytami

Hokeiści mają szczęście. Bez trudu przeprowadzili gry okręgowe a obecnie, gdy zbliża się pula finałowa, niemal w ostatniej chwili chwycił lód.

Drugie mistrzostwa Polski w hokeju na lodzie odbędą się więc ściśle wedle programu w Łodzi.

W ciągu piątku, soboty i niedzieli zobaczymy na lodowisku ŁKS w walce cztery czołowe zespoły: zeszłorocznego mistrza - Cracovię, wicemistrza ŁKS, zeszłorocznego uczestnika puli finałowej Lechię z Poznania i nowicjusza - WISŁĘ.

Ocena szans nie jest łatwa. Cracovia, która przed rokiem była pewnym faworytem, tym razem budzi wiele zastrzeżeń. Brak wszędobylskiego szybkiego Ursonia wpłynął na bitność drużyny, w której poprawił się wprawdzie Wołkowski, jednak nie na tyle by jak dawniej odegrać mógł decydującą rolę.

Cracovia odpoczywała w Krynicy i odżywiona jest ambicją powtórzenia zeszłorocznego wyniku. Identyczne plany ma ŁKS. Wicemistrzostwo łodzian było w ub. roku niespodzianką. Starano się podkopać ich pozycję przez puszczanie fantastycznych podejrzeń pod adresem pewnych graczy łodzkich. Pochodziły one z zatrutego źródła ludzi, którzy sami mogliby się zdobyć na gesty, jakie podsuwali zawodnikom Łodzi.

W tym roku Łódź ma wyjątkową szansę. Jest nią własne lodowisko. Gdy chodzi jednak o nasze zapatrywanie, to nie wydaje nam się, by ŁKS mógł pretendować do miana faworyta. Drużyna ma zbyt wiele zaufania do starych gwiazd, których blask dawno już mocno przybladł. Czy odnajdą go w decydującym momencie, w to jakoś wątpimy!

Z zainteresowaniem oczekujemy występu Wisły, która nagle wysunęła się na czoło polskich drużyn. Posiada ona w składzie swym wprawdzie również graczy nie najpierwszej "hokejowej" młodości, ale są oni zawsze jeszcze młodsi od kolegów z Łodzi.

Nie przypuszczamy, by Lechia odegrała decydującą rolę. Niemniej jednak napsuć może wiele krwi.

Losy mistrzostw rozstrzygną się prawdopodobnie pomiędzy Cracovią i Wisłą.

Nie wątpimy, że Łodzianie dołożą starań, by organizacja wypadła jak najlepiej. Liczyć należy na poważną frekwencję, gdyż Łódź posiada zawsze chętną publiczność.

Pretensję mamy do organizatorów, gdy chodzi o rozkład gier. W jednym dniu przewidziane są dwa spotkania. Jest to w porządku, gorzej tylko, że pierwsze mecze odbędą się w piątek i w sobotę o 16-ej, a drugie o 20-ej.

Przerwa między jednym a drugim spotkaniem ma rzekomo na celu uporządkowanie lodu. W rzeczywistości chodzi o - kasę! Organizatorowie wolą sprzedawać dwa razy bilety zamiast raz. Chcielibyśmy jednak wiedzieć, co ma robić widz, który chciałby zobaczyć wszystkie spotkania. Czy przerwę między jednym meczem a drugim spędzić ma w najbliższym barze?

Niestety i pod tym względem natrafi na trudności, gdyż lodowisko ŁKS jest zbyt oddalone od centrum, by można było wrócić tymczasem do miasta.

Byliśmy niemal na wszystkich mistrzostwach hokejowych Polski, nie przypominamy sobie jednak, by kiedykolwiek i gdziekolwiek obowiązywał tego rodzaju rozkład zajęć. Jest to może korzystne komercyjnie, ale niekoniecznie sportowy. Nie zdziwimy się, jeśli kalkulatorzy się przeliczą i ludzie miast siedzieć na obu meczach, zdecydują się na jedno spotkanie lub drugie.

Dokładny program przedstawia się następująco:

Piątek, godz. 16-a: Cracovia - Lechia, godz. 20-a ŁKS - Wisła

Sobota: godz. 16-a: Wisła - Lechia, godz. 20-a.: Cracovia - ŁKS

Niedziela: godz. 12-a: Wisła - Cracovia, godz. 17-a: ŁKS - Lechia.


Przegląd Sportowy, 27 stycznia 1947r., Nr. 8 , strona 1

Hokej polski jeszcze bez mistrza.


ŁÓDŹ, 26.1. (tel. wł.). Turniej finałowy drugich po wojnie mistrzostw hokejowych Polski upłynął pod znakiem niespodzianek. Goniły bowiem jedna drugą od piątku do niedzieli wieczorem. Zaczęło się niespodziewanym zwycięstwem ŁKS-u nad Wisłą w pierwszym dniu, w drugim nastąpił z kolei nieoczekiwany - w takich rozmiarach - rozgrom łodzian przez Cracovię, która następnego dnia uległa dla odmiany Wiśle. Po tym meczu myśleliśmy wszyscy, że mamy już spokój, czyli, że Wisła stosunkiem bramek przewyższała Cracovię, a ŁKS nawet wyraźnie przed Lechią ustępował krakowskim drużynom stosunkiem bramek - wybuchła nowa bomba.

Okazało się nagle, że przeoczyliśmy wszyscy nowy regulamin rozgrywek, który powiada wyraźnie, że o pierwszym i drugim miejscu nie może decydować stosunek bramek, lecz przy równości punktów nastąpić musi nowa decydująca rozgrywka. A tu, jak na dobitek, jeszcze jedna komplikacja, gdyż groziło, że trzy drużyny uzyskają równą ilość punktów, a takiej ewentualności regulamin nie przewidywał... Całe szczęście, że ŁKS zrobił nam grzeczność i znów, wbrew przewidywaniom, osiągnął z Lechią poznańską punkty remisowe, tak, że na placu pozostała jedynie Wisła i Cracovia, które zmierzą się raz jeszcze na lodowisku.

Decydujący mecz o mistrzostwo Polski pomiędzy Cracovią, a Wisłą wyznaczony został na niedzielę 2 lutego do Krakowa. W razie odwilży przesunięty zostanie na czwartek 30 bm.

Czy ostateczny rezultat turnieju jest słuszny? Do pewnego stopnia tak. To znaczy, że nie mamy wątpliwości, co do tego, że dwa pierwsze miejsca należą się zespołom krakowskim. Jeśli chodzi o kolejność, to Wisła pokonała wprawdzie Cracovię, jednak przegrała z ŁKS-em, z którym biało-czerwoni rozprawili się gładko 4:0. Inna rzecz, że przy powtórce na miejscu Cracovii nie czulibyśmy się tak pewni nawet w wypadku wzmocnienia szeregów Kowalskim, który w Łodzi nie grał. Wisła wykazała, że nie jest drużyną gorszą, jedynie może mniej doświadczoną i źle wyzyskującą swoje walory. Jeśli skoryguje błędy, to do boju pójdzie z niemałymi szansami. Cracovia zaś, nauczona doświadczeniem, będzie się miała na baczności.

Trzecie miejsce przypadło ŁKS-owi. Łodzianie mieli do nas cichy żal, że w horoskopach odnieśliśmy się sceptycznie do aspiracji ich na pierwsze miejsce. Przypuszczamy, że przyznają nam słuszność, nawet mimo zwycięstwa nad Wisłą. Zwolennicy klubu łódzkiego w ocenie swej zapomnieli bowiem o jednej rzeczy, a mianowicie o tym, że pula finałowa, to nie jeden mecz. Skład ŁKS-u jest tego rodzaju, że siły nie mogą wystarczyć w walce na dłuższy dystans. Okazało się to choćby w trzecim i ostatnim spotkaniu, kiedy nie zdołali pokonać Lechii, która nie była groźnym przeciwnikiem, ani dla Cracovii, ani dla Wisły.

Lechia zajęła czwarte miejsce i nie ma chyba o to do nikogo żalu. W każdym razie mogliśmy dzisiaj stwierdzić, że udział w turnieju wyszedł jej na dobre i w porównaniu z poprzednimi występami znacznie się podciągnęła. Szczegółowe omówienie drużyn i graczy i wniosków, jakie nasunęły się w trzydniowej obserwacji z konieczności odkładamy na później.

Do stron dodatnich trzydniowego turnieju w Łodzi zaliczamy jeszcze wyjątkową, jak na nasze zwyczaje sportowe, punktualność i ograniczenie części oficjalnej do najkonieczniejszego minimum.

Złożyły się na nią w piątek popołudni krótkie przemówienia p. Langego i prezesa PZHL, dry. Boczara z Krakowa w obecności niestrudzonego protektora łódzkiego sportu wicewoj. Szudzińskiego.

Składy:

Wisła: Bratek, Bałaj, Sokołowski, Jasiński, Palus, Kolasa, Korzeniowski, Peter, Cisowski, Kowalski, Dziubiński.



Przegląd Sportowy, 27 stycznia 1947r., Nr. 8 , strona 2

Trzy dni na lodowisku Łodzi

Zacięta walka o prymat w hokeju

(...)

Wisła - Cracovia 3:2 (1:2, 1:0, 1:0) Bramki dla Wisły zdobyli: Cisowski, Palus i Peter, dla Cracovii: Wołkowski i Kasprzycki. Sędziowali pp. Kuchar i prof. Paruszewski, widzów ok. 1.000. Derby krakowskie na lodowisku łódzkim zakończyły się zwycięstwem Wisły. Zasłużonym od tej chwili, gdy zaczęła grać mądrze, kombinować i ustawiać się. Zaniedbanie tych zasad, a przede wszystkim krycia umożliwiło Cracovii zdobycie już w pierwszej tercji dwu bramek niemal w identyczny sposób. Po gwałtownym ataku Wisły Pochwalski dostał krążek, Wołkowski wyjechał na prawe skrzydło, gdzie zupełnie nieobstawiony otrzymał krążek, który ukośnym strzałem skierował do siatki, przyczm Bratek znów nie zdobył laurów. Nie długo trwało i sytuacja powtórzyła się. Po nieskoordynowanych atakach Wisły tym razem na prawym skrzydle znalazł się niepilnowany Kasprzycki - gdy otrzymał krążek podjechał i wynik brzmiał 2:0. Mimo fatalnego początku Wisła się nie załamała. Korzeniowski, grający bardzo ambitnie walczy i zdobywa krążek, nieegoistycznie wysuwa go Cisowskiemu, który celnym strzałem zmusza do kapitulacji Maciejkę. Jest 2:1. Sytuacje się zmieniają. Gorąco jest pod jedną i druga bramką. - Wołkowski zostaje wykluczony. Za chwilę przy interwencji Maciejko dostaje kijem w twarz, na szczęście niegroźnie. Tercja kończy się 2:1 dla Cracovii. Druga tercja przynosi zacięte ataki Wisły, która ma w polu przewagę. Cracovia nie chcąc ryzykować wyniku gra ostrożnie. Wisła naciska, jednak akcje jej są chaotyczne. Nareszcie Jasiński, wywalczywszy krążek, rezygnuje z indywidualnego popisu podaje go daleko ukośnie wprzód pod bramkę, gdzie właściwie ulokował się Polus, ten zwodzi Maciejkę i wyrównanie gotowe. Trzecia tercja ma przynieść rozstrzygnięcie. Zaszczyt zadecydowania o tym przypada młodemu graczowi. Jest nim Peter z Wisły, który już w uprzednich spotkaniach wpadł nam w oko. Z właściwej strefy obronnej wyjeżdża, sam przechodzi całe pole i przeciwników, strzela i... winduje swój klub na mistrzowski tron. Cracovia rzuca się do ataku, Wisła nie mniej energicznie walczy o swą pozycję. Wędrują za bandę dwa razy Wołkowski, Korzeniowski i Kolasa. Wszystkie wysiłki Cracovii nie dają rezulatatu. Mecz kończy się zwycięstwem Wisły 3:2!

Grafika:Start 1947-01-28a.JPG Grafika:Start 1947-01-30a.JPG Grafika:Start 1947-01-30b.JPG