1949.10.23 Wisła Kraków - Ruch Chorzów 1:1

Z Historia Wisły

1949.10.23, I ligi, 21. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 12.00
Gwardia Kraków 1:1 (1:0) Ruch Chorzów
widzów: 20.000
sędzia: Julian Brzuchowski z Warszawy
Bramki
Władysław Giergiel 20’

1:0
1:1

70' Kubicki
Gwardia Kraków
3-2-5
Jerzy Jurowicz
Mieczysław Dudek
Stanisław Flanek
Adam Wapiennik
Tadeusz Legutko
Jan Wapiennik
Władysław Giergiel
Zbigniew Jaskowski
Józef Kohut
Mieczysław Rupa
Kazimierz Cisowski

trener: Josef Kuchynka
Ruch Chorzów
3-2-5
Wyrobek
Gebur
Borys
Suszczyk
Bartyla
Gelong
Przycherka
Cieślik
Alszer
Cebulak
Kubicki

trener: Gerard Wodarz

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Afisz zapowiadający mecz
Afisz zapowiadający mecz


Relacje prasowe

”Piłkarz” z 1949.10.24

WISŁA KRAKÓW MISTRZEM POLSKI

Tytuł mistrzowski na rok 1949 w piłce nożnej zdobyła Gwardia.

Mimo, iż czerwoni w meczu na swoim boisku ustalili wynik remisowy z Ruchem, dzieki porażce Cracovii, która zostawiła dwa punkty w Warszawie, przegrywając 1:2 tytuł mistrzowski przypadł w udziale Gwardii. Czerwoni zostali wiec po raz trzeci w historii rozgrywek piłkarskich Mistrzem Polski. Poprzednio zdobyli tytuł mistrzowski w roku 1927 i1928. Od tego okresu drużyna krakowska kilkakrotne znajdowała o krok od mistrzostwa, jednak w ostatniej chwili brakło gwardzistom szczęścia.

Dopiero w roku bieżącym Gwardia zdobyła upragniony tytuł. Walka o wicemistrzostwo jeszcze się nie rozstrzygnęła. Szanse na zdobycie tego tytułu mają trzy drużyny: Cracovii, ZZK i Polonia, a która z nich uplasuje się na drugim miejscu, zobaczymy dopiero 6 listopada, w ostatnią niedzielę walk ligowych.

W grupie spadkowej sytuacja jeszcze nie jest całkowicie wyjaśniona. Ruch mimo zdobycia jednego punktu nie zapewnił sobie egzystencji na rok następny, gdyż Polonia bytomska zdobyła dwa punkty w meczu z ŁKS-em i ma jeszcze szanse na utrzymanie się w lidze. Zapewniła sobie pobyt w pierwszej lidze Legia, zwyciężając Lechię 3:0. Ta ostatnia po rocznym pobycie wraca do drugiej ligi, a w roku następnym powitamy „beniaminków" Garbarnie i Górnika - Rymer, którzy uzyskali ponowny awans do pierwszej ligi.

Hurra! Zdobyliśmy mistrzostwo!... Jak zareagował Kraków na zdobycie mistrzostwa przez Gwardię...

Po ogłoszeniu o godzinie 3 przez megafon „piłkarza" wyniku meczu Cracovia — Polonia Wwa, zebrani licznie pod gmachem redakcji „Echa Krakowskiego” kibice Gwardii-Wisły głośnymi oklaskami objawiali swoje zadowolenie ze zdobycia przez ich drużynę zaszczytnego tytułu mistrza Polski.

Jeden z kibiców zaczął śpiewać hymn Wisły — zaczynający się od słów „Jak długo na Wawelu…” podchwycony następnie przez całą grupę.

Jednym a najszczęśliwszych kibiców Wisły był p. L. Kowalski — funkcjonariusz poczty, który dowiedziawszy się o sukcesie swojej druzyny rozczęstował wśród przygodnych słuchaczy audycji „Piłkarza" całą paczkę „Mocnych", powtarzając co chwilę:

— „Dwadzieścia jeden lat czekałem na tę chwilę, panowie, bardzo proszę papierosika…"

Kibice Gwardii-Wisły mając mistrzostwo swojej drużyny w kieszeni, czuli się bardzo pewnie, a niektórzy z nich przybierając protekcjonalny ton mówili:

,Módlcie się „płaczki", żeby w ostatniej rundzie Ruch wygrał z ZZK, a ŁKS z Polonią Warszawa, bo wtedy tylko możecie zdobyć wicemistrzostwo".

Mniej szczęśliwi byli kibice Cracovii, którzy w zanadrzu kryli nadzieję na mistrzostwo. Wiadomość a porażce „bialo-czerwonych" w Warszawie przyjęli milczeniem i zrezygnowanym machaniem rękami.

Czarę goryczy dopełniło jeszcze spadnięcia Cracovii na czwarte miejsce na skutek zwycięstwa ZZK z Szombierkami. Nie jedna szpetne słowo padło pod adresem graczy b. mistrza Polski, a szczególnie Gędłka, który przestrzelił rzut karny.

Niektórzy kibice Cracovii próbowali się pocieszać i jednocześnie dokuczać „wiślakom" twierdzeniem, to nie Wisła, ale Gwardia zdobyła mistrzostwo.

Wiślacy nie reagowali jednak na docinki. Widocznie musieli być bardzo szczęśliwi. Nieobeszło się także bez dyskusji jak to będzie w przyszłym roku. „Wiślacy" a właściwie obecnie już „gwardziści” twierdzili, że powtórzą sukces, kibice biało-czerwonych natomiast zapowiadali, że w przyszłym sezonie nie przepuszczą okazji tak łatwo jak w tym roku.

W tym momencie wtrącił się da dyskusji stojący z boku i obojętną miną młody człowiek, który powiedział: — „Na przyszły rok my was pogodzimy". Jak się okazało, był to kibic Garbami, beniaminka ekstraklasy. — Ha — zobaczymy…

Z. B.


Anioła na czele tabeli najlepszych strzelców

Anioła, który po kilkutygodniowej nieobecności powrócił na boisko, uzyskał w meczu z Szombierkami trzy bramki, umacniając się tym samym na pierwszym miejscu w tabeli najlepszych strzelców. Jest on najpoważniejszym kandydatem do tytułu najlepszego strzelca w pierwszej lidze.

Po niedzielnych meczach czołówka najlepszych strzelców przedstawia się następująco:

21 bramek— Anioła
18 bramek— Łącz
17 bramek — Cieślik
16 bramek— Kohut
13 bramek— Krasówka
12 bramek — Białas
11 bramek— Baran i Ochmański
10 bramek— RózankowskiII

"Przegląd Sportowy" z 1949, nr 85

Zagrożony Ruch dotrzymał kroku mistrzowskiej Gwardii z Krakowa 1:1

KRAKÓW, 23.10 (Tel. wł.) – Gwardia – Ruch 1:1 (1:0). Bramkę dla Wisły zdobył Giergiel, dla Ruchu – Kubicki. Sędziował inż. Brzuchowski z Warszawy. Widzów ponad. 20 tys.

Gwardia: Jurowicz: Dudek – Flanek: Wapiennik I, Legutko, Wapiennik II: Giergiel, Jackowski, Kohut, Rupa, Cisowski.

Ruch: Wyrobek, Gebur, Borys, Suszczyk, Bartyla, Gelong, Przycherka, Cieślik, Alszer, Cebulak, Kubicki.

Ruch ma w Krakowie dobrą markę. Od wielu lat jest najbardziej kasowym przeciwnikiem i choć w meczu dzisiejszym walczył o egzystencję w Lidze, to jednak przedstawił się jako zespół bardziej stylowy od lidera Ligi. Ta ,,stylowość” była przede wszystkim zasługą linii napadu. Akcje napadu śląskiego były przemyślane i miłe dla oka, miały przy tym jeszcze tę zaletę, że padały po nich strzały. Natomiast z celnością było gorzej. Poczynaniami piątki ofensywnej Wisły kierował przypadek i ,,przymus”, nakazywany przez dobrze grającą pomoc.

Legutko w przeciwieństwie do Bartyla pilnującego własnego pola karnego – hasał wybitnie w przodzie, a obaj bracia Wapiennikowi wyręczali słabych skrzydłowych Wisły w dośrodkowaniach, a nawet i w strzałach. Obrona Gwardii, była lepsza od dwóch graczy – Borys i Gebur. Jurowicz był również lepszy od Wyrobka, ale zlekceważył strzał Kubickiego w przekonaniu, że piłka idzie na aut. Tymczasem voley lewoskrzydłowego Ruchu miał tyle fałszu, że piłka zatoczyła w locie łuk i wpadła do bramki.

Ogólną charakterystykę gry napadu trzeba z uwagi na obecność internacjonałów uzupełnić charakterystyką indywidualną. Nikogo to nie zdziwi, że wśród 10 napastników pierwsze miejsce należy się Cieplikowi. Dzięki jego grze napad Ruchu nabierał rumieńców. Zarówno Przycherka, jak i Alszer otrzymywali od Cieślika wykładane piłki. Przyjmowanie piłek przez Cieślika jest wzorowe, jego przeboje szybki i rasowe, a kapitalna główka po centrze Kubickiego tylko dlatego nie znalazła drogi do siatki, że Jurowicz zademonstrował najpiękniejszą paradę, na jaką stać reprezentacyjnego bramkarza. W pewnym oddaleniu za Cieplikiem postawić należy Alszera Kubickiego pozostałą trójkę napastników Ruchu, a dopiero za nimi napad Wisły w tej kolejności: Jackowski, Kohut, Cisowski, Giergiel, Rupa. O pierwszej lokacie Jackowskiego decyduje pełna ambicji i równomierna przez cały ciąg meczu gra, podczas gdy Kohut tylko okresami ,,wkładał serce w grę”.

Tak poziomem, jak i ilością emocjonujących momentów odbiegał mecz Gwardii z Ruchem znacznie od meczu AKS – Gwardia sprzed tygodnia. W pierwszej fazie stroną atakującą byli miejscowi. Zdobyli oni prowadzenie w 20 min. przez Giergiel, który wyszedłszy z piłką na pozycję łącznika, strzelił dołem w róg bramki. Po przerwie nastał krytyczny okres dla gospodarzy. Przez 10 min. nie mogli oni uwolnić się od naporu przeciwnika. Dopiero po kwadransie gra się wyrównała i Gwardia miała wiele szans zdobycia dalszych bramek. Jedną z nich zmarnował Giergiel, nie decydując się na strzał z odległości 5 m, usiłując robinzonadą pod nogi skrzydłowego, zażegnał niebezpieczeństwo. W momentalnym kontrataku zaś omal nie doszło do wyrównania. Padło ono jednak w 25 min., przy czym Jurowiczowi zdarzył się opisany na wstępie ,,casus pascudens(?)”. Od tego momentu gra się zaostrzyła, ale dobry i czujny sędzia umiał utrzymać na wodzy krewkość i temperamenty zawodników.