1995.07.30 Wisła Kraków - Unia Tarnów 2:1

Z Historia Wisły

1995.07.30, II Liga, 1. kolejka, Kraków, Stadion Wisły,
Wisła Kraków 2:1 (1:0) Unia Tarnów
widzów: 4.000
sędzia: Piotr Anderwald z Opola
Bramki
Janusz Świerad 9’
Grzegorz Pater 47’

1:0
2:0
2:1


67' Ropski
Wisła Kraków
3-5-2
Mariusz Mucharski
Robert Głownia
Bogdan Zając
Jacek Matyja
Grzegorz Pater grafika: Zmiana.PNG (83’ Marcin Kasprzyk)
Łukasz Surmagrafika: Zmiana.PNG (72’ Mikołaj Kopystijanski)
Paweł Kozak
Tomasz Kulawik
Jarosław Giszka
Janusz Świerad grafika: Zmiana.PNG (41’ Marek Lenard)
Grzegorz Kaliciak

trener: Lucjan Franczak
Unia Tarnów
3-4-3
Szara
Dzięciołowski
D. Popiela
Kijowski
Świątek
Brożek
Foszcz grafika: Zmiana.PNG (46' Klich)
J. Popiela grafika: Zmiana.PNG (72' Wójcik)
Wstępnik
Ropski
Palej grafika: Zmiana.PNG (63' Jasiak)

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Relacje prasowe

Dziennik Polski. 1995, nr 174 (31 VII) = nr 15540

Po ciężkiej walce Wisła - Unia Tarnów 2-1 (1-0) 1-0 Świerad 8 2-0 G. Pater 47 2-1 Ropski 67 Sędziował: P. Anderwald (Opole). Widzów ok. 6 tys. Wisła: Mucharski - Głownia, Zając, Matyja - G. Pater (83 Kasprzyk), Surma (72 Kopystiański), Kozak, Kulawik, Giszka - Świerad (41 Lenard), Kaliciak. Unia: Szara - Dzięciołowski, D. Popiela, Kijowski - J. Popiela (72 Wójcik), Foszcz (46 Klich), A. Wstępnik, Świątek, Brożek (63 Jasiak) - Palej, Ropski. Jeszcze, mniej więcej, na trzydzieści minut przed rozpoczęciem meczu na trybunach nie było wielu widzów. Być może ponad 30-stopniowy upał spowodował, że fani czekali w cieniu drzew do ostatnich chwil, by potem (tuż przed meczem) błyskawicznie zapełnić poszczególne sektory. Trzeba przyznać, że - biorąc pod uwagę tzw. globalną chęć uczęszczania na stadiony oraz okres wakacyjny - frekwencja była wczoraj przy Reymonta wcale niezła. A fani tryskali optymizmem. Słyszało się prognozy zwycięstwa gospodarzy różnicą trzech, czterech, a nawet więcej goli. Cóż, najwyraźniej nie miano większego pojęcia o możliwościach „Jaskółek”... Gdyby oceniać Wisłę jedynie za początkowe 20 minut gry, to cenzurka byłaby więcej niż pozytywna. Wolno powiedzieć, że Unia rzadko wtedy „wąchała” piłkę, bardziej asystowała gospodarzom i momentami rozpaczliwie się broniła. Już w 8 minucie Wisła była na plusie. Po rzucie rożnym (G. Pater) na tarnowskim przedpolu powstało tęgie zamieszanie, w końcu piłka trafiła do stojącego na piętnastym metrze Świerada, a ten pokonał Szarę technicznym, płaskim strzałem w lewy róg. Nie mógł sobie chyba wiślacki napastnik wymarzyć lepszego debiutu; zaraz „szalikowcy” zaczęli skandować jego nazwisko czyli zawodnik jest już „ich”... Za moment w sytuacji sam na sam znalazł się Głownia, ale Szara brawurowo obronił nogami. W 17 minucie ładnie, choć minimalnie niecelnie „główkował” Świerad i... inicjatywę poczęli przejmować tarnowianie. Można było więc zauważyć, że wyszkolenie techniczne jest mocną stroną .Jaskółek”, podobnie jak zmysł do gry kombinacyjnej. W zasadzie już do końca I połowy tzw. optyczna przewaga była po stronie Unii, a Wisła atakowała sporadycznie (niecelny strzał Świerada, po którym odnowił się mu uraz naderwania mięśnia czworogłowego prawej nogi, oraz niedogranie piłki do Kaliciaka przez Kulawika, a mógł być „Kali” oko w oko z Szarą). Na wiślackim przedpolu częściej wtedy było gorąco, najlepszych zaś okazji nie wykorzystali Brożek (22 min - obrona Mucharskiego) oraz Ropski (29 min - minimalnie chybiony strzał z ok. 10 metrów w sytuacji sam na sam, poprzedzonej efektownymi „klepkami” które zaskoczyły stojących w linii krakowskich defensorów). Tuż po przerwie (47 min) wyjątkowo łaskawie Opatrzność potraktowała wiślaków. Zapędzili się oni na prawe skrzydło, tam piłkę dostał G. Pater i raczej zacentrował. Ale futbolówka zatoczyła dziwny łuk i... ku ogólnemu zaskoczeniu wpadła do siatki. Kto wie czy nie był to decydujący moment meczu - uspokoił Wisłę, a jakby podciął skrzydła Jaskółkom”. Strata dwóch goli okazała się zbyt poważna. Ale nie wolno nie powiedzieć, że już do końca tarnowianie starali się atakować, momentami oni właśnie dyktowali warunki, a Mucharski kilkakrotnie bronił tyle skutecznie, co ze szczęściem (59 min - strzał Klicha, 70 min - akcja Ropskiego z A. Wstępnikiem, 74 min - strzał A. Wstępnika z ok. 20 metrów, parę tzw. zamieszań podbramkowych i snajperskich prób Paleja). Unia była jakby świeższa, lepiej rozłożyła siły, słowem mogła się podobać, ale chyba marne to pocieszenie skoro punkty przypadły rywalowi... Oczywiście nie zapominamy o golu zdobytym przez tarnowian w 67 minucie. Wtedy, w efekcie straty piłki w środku pola, „poszła” kontra Unii i Palej znalazł się sam przed Mucharskim. Ten ostatni wybił piłkę przed siebie, ale bałagan w wiślackiej defensywie spowodował, że do futbolówki doskoczył Ropski i - podobnie jak Świerad - trafił do siatki. WOJCIECH BATKO

Lucjan Franczak (Wisła): - Nie wiem skąd brały się opinie, że Unia to zespół słaby, łatwy do ogrania. Przecież w ubiegłym sezonie nieprzypadkowo bez większych, problemów, będąc beniaminkiem, obroniła status drugoligowca. Poza tym od dłuższego czasu występuje w stabilnym składzie, słowem dużo potrafi. Ja mogę być zadowolony z rezultatu oraz gry z pierwszych dwudziestu minut. Potem, nie wiem dlaczego, przestała u nas funkcjonować druga linia, zaczęły się mało produktywne „wrzątki”, słowem wkradł się chaos. A w końcówce pogubili się nawet moi najbardziej doświadczeni zawodnicy. Obiecujący był debiut juniora Surmy. Z niezłej strony pokazał się Świerad oraz obrońcy, ale do czasu kiedy odciążali ich pomocnicy. Na dużo więcej stać Kaliciaka, ale - być może - wpływ na postawę Grześka miał ostatni rozgłos w środkach przekazu, dotyczący jego osoby... Pierwszy mecz w sezonie to naturalnie nerwy, ambicje jak najlepszego pokazania się. Dobrze, że skończyło się to zdobyciem trzech punktów. No i nie mówmy już, że druga grupa drugiej ligi jest słabsza od pierwszej; to nie ma uzasadnienia w praktyce. Zbigniew Kordela (Unia): - Mecz został przegrany więc trudno się radować. Remis był w naszym zasięgu. Dla nas był to test, porównanie się do drużyny, która będzie walczyła o ekstraklasę. Trochę tam pograliśmy, ale tylko za to punktów się nie dostanie. Mam duże pretensje do bramkarza za puszczenie drugiego gola. On się tłumaczył, że liczył na „przecięcie" akcji przez któregoś z obrońców. No i co z tego? To ewidentnie podłamało moich zawodników. Teraz czekają nas kolejne trudne mecze. Trzeba koniecznie coś wygrać, żeby nie wpaść psychiczny dołek! Remisy mało się już opłacają, szczególnie u siebie. (BAT)