1931.11.08 Wisła Kraków - Warszawianka 1:1

Z Historia Wisły

1931.11.08, I liga, 21. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 11:15
Wisła Kraków 1:1 (1:0) Warszawianka Warszawa
widzów: 2.500
sędzia: R. Brzeziński z Poznania
Bramki
Walerian Kisieliński 15'

1:0
1:1

48' Pliszek
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian KoźminGrafika:Kontuzja.png Grafika:Zmiana.PNG 58' (Olewski)
Aleksander Pychowski
Eugeniusz Oleksik
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Bronisław Makowski
Aleksander Stefaniuk
Stefan Lubowiecki
Artur Woźniak
Walerian Kisieliński
Mieczysław Balcer

trener: brak
Warszawianka Warszawa
2-3-5
Keller Grafika:Kontuzja.pngGrafika:Zmiana.PNG (Domański)
Zwierz
Rusin
Fert
Gazur
Hahn
Jung II
Pliszek
Kotkowski
Pollak
Wróblewski

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 310 (9 XI)

Warszawianka — Wisła.

Dziś w niedzielę o godz. 11.15 przedpołudniem od będzie się na boisku Wisły jedno z ostatnich spotkań ligowych miedzy drużynami Warszawianki i Wisły. Zawody powyższe posiadają specjalne znaczenie dla obydwu zespołów.

Warszawianka, znajdująca się na szarym końcu tabeli i zagrożona bardzo poważnie ze spadku z Ligi, przystępuje do meczu wzmocnionym składzie z nowo pozyskanymi graczami Rusinem j Pollakiem. Rzecz zrozumiała, że pierwszy wystąp tych zawodników w Krakowie, przyczyni się również do zwiększenia zainteresowania meczem.

Wisła wystąpi do tych zawodów w pełnym składzie. Ceny biletów wyjątkowo niskie, bo na trybunę 2.11 zł., a na miejsca stojące 1.19 zł.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 311 (10 XI)

Kraków, 9 listopada.

Po wczorajszych wynikach ligowych kwestja zdobycia mistrzostwa przez Garbarnię została w zupełności zdecydowaną, istnieje tylko jeszcze możliwość, iż tytuł ten przypadnie Pogoni, ale tylko teoretycznie a mianowicie w wypadku, o ile Garbarnia przegra pozostały jej mecz z Wisłą, a Pogoń wygra wszystkie pozo stałe spotkania z taką różnicą bramek, iż prze ścignie pod tym względem Garbarnię. Ponieważ na to trzeba Pogoni zdobycia w pozostałych jej 3 meczach aż czterdzieści parę bramek a nie Stracenia żadnej, jasnem jest, iż taki wypadek uznać trzeba za wykluczony i uznać już Garbarnię, jako mistrzowską drużynę Polski. Zdobycie przez Garbarnię tytułu mistrzowskiego jest zupełnie zasłużone, gdyż c kazała się ona drużyną ze wszystkich ligowych najrówniejszą. Zarazem fakt ten oznacza w dalszym ciągu trwającą supremację piłki nożnej krakowskiej nad innemi miastami. Od powstania Ligi tytuł ten dzierżyła dwukrotnie Wisła, raz Cracovia, a obecnie zdobyła go Garbarnia, która zresztą była właściwie mistrzem Polski i w r. 1939, choć oficjalnie uznano wówczas za mistrza War tę na podstawie głośnego walkoweru. Był to je dyny wypadek, iż tytuł mistrzowski przypadł drużynie niekrakowskiej. Tak więc śmiało można twierdzić, iż drużyny krakowskie reprezentują stale od powstania Ligi najwyższą klasę piłkarską w Polsce i są właściwie mistrzowskie mi zespołami naszego kraju.

O ile sytuacja w górze jest całkiem już jasną o tyle kwestja spadku nie jest zdecydowaną, gdyż ta niemiła niespodzianka może spotkać tak Czarnych, jak Warszawiankę jak i Lechję. Ta ostatnia znajduje się właściwie w najgorszej sytuacji, podczas gdy remisowy wynik Warszawian ki polepszył już znacznie jej szanse, wystarczy jej tylko bowiem jeden punkt w pozostałych 3 meczach, a Warszawianka wyratuje się podobnie jak w ub. roku od spadku z Ligi jeszcze trzecia doniosła decyzja zapadła w dniu wczorajszym na zielonej murawie, a miano wicie wyjaśniło się już, kto wejdzie roku bieżącym do Ligi Zaszczyt ten spotkał drużynę 22 p p. z Siedlec który w drugim meczu pokonał faworyta tych rozgrywek, tj. drużynę Naprzodu.

Wisła-Warszawianka 1:1 (1:0).

Przepiękna pogoda ściągnęła wyjątkowo liczną publiczność na powyższe zawody, które dla nioślejsze znaczenie, jak dla krakowskiej. Tej drużyny stołecznej miały bez porównania do ostatniej już tylko mogło zależeć na zajęciu lepszego miejsca w tabeli, podczas gdy Warszawiance chodziło już o utrzymanie się w Lidze, do czego jej potrzeba było dwu punktów (obecnie już tylko jednego, wobec wyniku remisowe go z Wisłą).

To wyjątkowe znaczenie meczu dla drużyny warszawskiej odbiło się też i na przebiegu gry, który stał pod znakiem ustawicznej zażartej walki, prowadzonej ze strony gości o punkty, leszcze większy jednak wpływ na przebieg zawodów wywarły fatalne decyzje sędziego p. Brzezińskiego z Poznania. Dwu kontuzjonowanych bramkarzy, którzy opuścili boisko tuż po przerwie, jedna bramka zdobyta ręką — oto plon wcale bogaty nieudolności tego arbitra, nasłanego przez Polskie Kolegjum Sędziów z Warszawy. Zresztą polityka tego organu PZPN u w tym. Jak i w wielu innych podobnych wypadkach zasługuje na jak najostrzejsze napiętnowanie, — zainteresowany bowiem klub zgodnie z życzeniem samego Kolegjum skreśla z początkiem sezonu sędziego Brzezińskiego z listy proponowanych sędziów, a w końcu w rezultacie otrzymuje tego samego sędziego na ważne zawody, zapowiadające się jako ostra walka i musi płacić horrendalne sumy, idące blisko w dwieście złotych za sprowadzenie tego Pana... i Poznania, tak, jakby nie było lepszych sędziów np. Sosnowca. Bielska itp. Krakowska publiczność musi sobie wyprosić podobne metody PKS-u warszawskiego i podobnych sędziów. Wracając do przebiegu gry podkreślić należy, iż Wisła wystąpiła w tym samym składzie, co na ostatnich dwu zawodach i opaskami czarnymi na rękawach na znak żałoby po śp. Skrynkowiczu, zaś zespół Warszawianki przedstawiał się nast.: Keller, Zwierz i Rusin, Fert, Gazur i Hahn, Jung, Piliszek, Kotkowski, Pollak: Wróblewski.

Przed zawodami uczczono pamięć zmarłego obrońcy Wisły ś. p. Skrynkowicza „minutą milczenia“.

Publiczność, która była świadkiem ostatnio pięknej gry na zawodach Wisły, tym razem rozczarowała się. Wprawdzie formacje tyłowe grały niemal bez zarzutu, zato jednak linja ataku przedstawiała obraz bezładnej kopaniny bez jakiegokolwiek planu i myśli przewodniej. Wyjątkiem były tylko skrzydła, z których Balcer był lepszym, jednak nie znalazł żadnego zrozumienia u Kisielińskiego, który grą bez głowy i nie potrzebnymi, rażącymi „faulami" przypomniał tylko swe najgorsze czasy. Bardzo a bardzo słabi byli też i Artur oraz Lubowiecki, którego beznadziejna forma staje się już niemal stałą. Pomoc a zwłaszcza Kotlarczykowie grali niemal bez zarzutu, z obrońców lepszy Pychowski, Oleksik miał niedokładne wykopy, Koźmin bardzo dobry, rezerwowy Olewski nie miał nic do roboty.

D Warszawianki podkreślić trzeba wyjątkową ambicję i ofiarność, z jaką grała cała drużyna, zaciętością i startem nadrabiali Warszawianie swe braki techniczne, do najlepszych graczy należeli Zwierz, Poliszek, Kotkowski (choć za powolny), Gazur i Hahn Bardzo dobrym był bramkarz Keller, jak i rezerwowy Domański. Do przerwy gra równa, choć graczy Warszawianki, dzięki lepszemu startowi, widziało się częściej przy piłce. W 14 min. z podania Kotlarczyka II pada pierwsza bramka dla Wisły, zdobyta przez Kisielińskiego, który pomógł sobie przytem ręką. Reklamacyj Warszawianki sędzia nie uznaje. Gra ostra i zacięta, przyczem razi słaba forma ataku Wisły. Po przerwie pierwsze minuty należą do Warszawianki, dla której w 3 min. strzela wyrównującego goala Piliszek z podania Kotkowskiego. Gra coraz bardziej się zaostrza na skutek błędów sędziego, który na nic nie zważa. W rezultacie schodzą z boiska kontuzjonowani bramkarze Koźmin i Keller. Wisła ma teraz wielką przewagę, ale nie umie jej wyzyskać, przyczem i szczęście sprzyja trochę Warszawiance, gdyż w groźnych chwilach piłka trafia poprzeczkę, bądź też groźne strzały Balcera ratuje bramkarz wyjątkowo przyjemnie, ustawiając się. bądź też robinzonując. Wysiłki obustronne nie doprowadzają już do zmiany wyniku.


Przegląd Sportowy nr 90/1931 strona 5:

Mecz, który zadecydował o mistrzostwie Ligi
Remis Warszawianki z Wisłą 1:1 w Krakowie zapewnia ostateczny triumf Garbarni


KRAKÓW. 8.11. (Tel. wł. Przeglądu Sportowego).

Warszawianka: Keller (Domański): Zwierz, Rusin: Fert, Gazur, Hahn, Jung II, Pliszek, Kotkowski, Pollak, Wróblewski.

Wisła: Koźmin (Oleski): Pychowski, Oleksik: Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Makowski: Stefaniuk, Lubowiecki, Artur, Kisieliński, Balcer.

Znowu mamy sensację ligową. Mimo że ogólnie oczekiwano namiętnej gry ze strony Warszawianki, mimo że wiedziano z góry jak bardzo dążyć będzie do osiągnięcia choćby jednego punktu nikt nie przypuszczał, że drużyna stołeczna potrafi stawić tak skuteczny opór, a nawet uzyskać pewnego rodzaju przewagę nad twardym zespołem Wisły. Faktycznie Warszawiance należą się oba punkty, gdyż bramkarz jej nie bronił „strzału” Kisielińskiego, strzału… wykonanego pięścią, który zaliczony został jako regularnie zdobyta bramka. Kilkakrotnie występy Warszawianki w Krakowie wyrobiły tej drużynie – mówiąc otwarcie – markę nieszczególną. Dopiero obecne zawody wykazały, że posiada ona dużo cech dodatnich. Możliwe, że cechy te ujawniły się, doszły do głosu i wcieliły się w formę gry dopiero w związku z groźbą spadku z ligi., nakazującego jak największy wysiłek dla uratowania się przed degradacją. W każdym razie po omawianych zawodach można stwierdzić, że Warszawianka nie jest predysponowana do zajęcia ostatniego miejsca w lidze i że szeregi ligi posiadają zespoły słabsze i gorsze. Przestawienie składu gości przyniosło także zmianę na lepsze, Pollak okazał się poważnem wzmocnieniem ataku, wniósł doń dużo ruchliwości a jego walka o piłkę oraz szybki start przyniosą dużo korzyści drużynie. Rusin w obronie nie był dużo gorszy od mającego swój dobry dzień Zwierza. Kotkowski na pozycji centra napadu posuwa umiejętnie całą linję naprzód. Pliszek na łączniku był inteligentnym wykonawcą poczynań kierownika ofensywy. Skrzydła jednakże były raczej kulą u nogi, szczególnie po przerwie, gdyby tą pozycję w dniu tym zajmował szybki Korngold, to wtedy niewiadomo czy bramkarze Wisły (było ich dwu) nie musieliby więcej, niż raz kapitulować.

W pomocy Gazur i Hahn okazali się wystarczającymi do skutecznego przeciwstawienia się odpowiedniej części ataku gospodarzy. Tylko Fert, mając trudne zadanie pilnowania Balcera, nie zupełnie się z niego wywiązał. Przyszedł mu w tym jednak w pomoc Zwierz, może najlepszy gracz na boisku. On był murem, o który rozbijały się ataki pary Kisieliński – Balcer. Sekundował mu dzielnie Rusin, wykazując jednakże zbyt mało rutyny. Keller zrobił wszystko, co do niego należało, a nawet więcej, dzięki czemu zmuszony był opuścić plac boju dotkliwie w ciżbie poturbowany. Domański krótki tylko czas sprawował funkcje obrońcy świątyni, to też nie miał sposobności do pokazania, co umie. W drużynie obecnego i prawdopodobnie przyszłego wicemistrza coś się popsuło, być może chwilowo. Kto wie czy gracze, z których ogromna większość przeszła całą młóckę ligową, nie są poprostu przemęczeni. Takie tuzy jak Pychowski i Kisieliński spadli poważnie w formie, niekiedy przypominając tylko okresy dalszej świetności. Koźmin zatrudniony może częściej, aniżeli jego vis a vis, byłby bez zarzutu, gdyby nie momenty, których gra jego obliczona była raczej dla galerii. Wyrównał to jednakże ofiarnością przy wybiegach, z których jeden (zderzenie się z Pollakiem) spowodowało konieczność zejścia z boiska. Oleski, który go zastąpił nie miał powodu do narzekania, nie trudzono go bowiem zbytnio. Rezerwowy obrońca Oleksik wyrabia się powoli. W linji pomocy wybijał się Kotlarczyk II, najlepszy w tym dniu gracz Wisły. Słabszym trochę, ale niewiele, był jego brat na środku. Makowski nie popełniał zasadniczych błędów. Balcer jak zwykle szybki i pracowity, otoczony był specjalną opieką pomocnika i obrońcy gości, co mu utrudniało należyte rozegranie się. Artur nie pozbył się jeszcze zbytniego wózkowania zamiast szybkiego i celowego podawania piłki nieobstawionemu współpartnerowi, ale jako młodziutkiemu zawodnikowi musi się to wybaczyć, tembardziej, że posiada dużo celnych dla zespołu zalet. Powrót do formy Lubowieckiego coś się przeciąga, ale wiadomo – służba wojskowa to nie drużba. Stefaniuk na prawem skrzydle potrzebuje szlifu i dużej opieki.

Opis meczu

Zawody rozpoczęły się minutą ciszy celem uczczenia pamięci ś. p. Skrynkowicza.

Gdy powtórnie rozległ się gwizdek, gospodarze zabierają piłkę rozpoczynającej Warszawiance i Balcer centruje, lecz Lubowiecki przenosi. Jakby dla równowagi, wysoko idzie także strzał Pollaka. Raz jedna, a raz druga strona zdobywa teren. Tempo jest żywe i obustronne ataki są wzajemną próbą sił. Koźmin w sposób ryzykowny ale jednocześnie nonszalancki broni strzał Pliszka. W 15-ej minucie następuje atak Wisły. Stefaniuk dośrodkowuje, a Kisieliński nie mogąc dosięgnąć piłki ani nogą, ani głową, kieruje ją ręką do bramki. Mimo protestu Warszawianki i publiczności a nawet znaku sędziego linjowego, p. Brzeziński wskazuje palcem na środek boiska. Wisła uzyskuje w dalszym ciągu gry dwa rogi. Po drugim Keller rzuca się ofiarnie w las nóg i piłka znajduje się w jego posiadaniu. Przewaga jest po stronie miejscowych, mimo to jednak atak warszawianki niepokoi Koźmina, niezbyt zresztą groźnemi strzałami. Hiperkombinacja napastników Wisły nie pozwala jej mimo szeregu sytuacyj na zdobycie bramki, nie mniej jednak więcej zatrudnienia ma Koźmin.

Po przerwie Warszawianka napiera i w trzeciej minucie Pliszek po kombinacji z Pollakiem strzela wyrównującą bramkę. Gol ten widownia, niezadowolona z niesłusznie przyznanego poprzednio punktu dla Wisły, przyjmuje gromkiem brawem. Balcerowi w ostatniej chwili przed strzałem zabiera piłkę Zwierz, wykopując ją na róg. Przy następnym ataku Warszawianki zderza się Koźmin z Pollakiem w wyniku czego Oleski wchodzi do bramki. Teraz napiera goręcej Warszawianka, choć i Wisła nie pozostaje w tyle. Zbyt krewkie posunięcia Kisielińskiego zmuszają sędziego do przywrócenia porządku gwizdkiem. Keller znów wspaniale broni. Róg dla Wisły. Gdy piłka znalazła się w okolicy bramki, tworzy się tam kłębowisko ciał i nagle słychać gwizd arbitra, zarządzającego rzut wolny dla gości. Okazuje się, że Keller nie jest zdolny do dalszej gry i na widownię występuje Domański. Zaciętość rośnie, wzmaga się również tempo, gdyż Wisła chce uzyskać zwycięstwo, a warszawianie dążą co najmniej do utrzymania wyniku. Kisieliński zmienia miejsce z Lubowieckim. Jung ma okazję zdobycia bramki, ale jej nie wykorzystuje, tracąc zarazem szansę zwycięstwa swych barw. Ostatnie minuty należą do gości, którzy niezdolni są do zmiany wyniku. Widzów przeszło 2500. Sędzia p. Brzeziński z Poznania nieszczególny.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1931, nr 30

Wisła-Warszawianka 1:1 (1:0).

Ambitny zespół warszawski ratuje sią za w szelką ceną od spadku z Ligi. Kraków, 8 listopada.

Zwycięstwo Garbarni w sobotę nad Lechją, odebrało spotkaniu temu posmak większych emocji, wobec czego widownię zapełniło tylko około 2.500 widzów, oczekujących ze strony drużyny gości walki, której wynik ma zadecydować o jej losie.

Istotnie też gra w drugiej połowie stała się walką, prowadzoną twardo i z zaciętością.

Inicjatorem takiej gry była Warszawianka, zdradzająca od pierwszej minuty gry wolę zwycięstwa, a z niem ratunek w krytycznej sytuacji. Ta silna wola zwycięstwa, poparta tam była rzadko spotykaną pracowitością i zaciętością, która niestety przy końcu gry wyradzała się w brutalność. Czynniki te spowodowały, że drużyna warszawska była przez cały czas zawodów ffroźłeyw, przeciwieństwem Wisły, która w tym dniu zadowolić nie mogła. W drużynie krakowskiej gra nie kleiła się, brak było serca w decydujących momentach a i szybkość niektórych zawodników szwankowała. Wynik remisowy o tyle nie odpowiada rzeczywistości, że Wisła miała na ogół przewagę, natomiast bramka Wisły została uzyskana nieprawidłowo ręką, czego sędzia nie zauważył.

Drużyna krakowska nie spełniła oczekiwań. Mając przewagę techniczną nad przeciwnikiem, nie mogła zdobyć się na odpowiedni wysiłek w sytuacjach podbramkowych. Powolność i brak zdecydowanego strzału stały się powodem zmarnowania wielu pozycyj. Wyjątkiem w nieproduktywnej grze ataku czerwonych był Balcer. Obstawiony niejednokrotnie przez dwu przeciwników umiał uciec, by w biegu strzelić groźnie, względnie podać do środka. Tu jednakże było gorzej.

Kisieliński, dobry w polu i pracowity, nie może powrócić do dawnego dobrego strzału. I siła i kierunek jego rzutów są niedostateczne. Część winy gry ataku obciąża Artura. Zawodnik ten, rozumny i dobry technicznie, zbyt późno oddaje piłkę, pozwalając w ten sposób obstawić partnera. Poza tem zamało pamięta o lewem skrzydle. Forma Lubowieckiego nieznacznie tylko poprawiła się. Drugi skrzydłowy Stefaniuk będzie znacznie mocniejszym, gdy przyśpieszy moment oddawania piłek do środka. Słabszej grze ataku nie zawsze dobrze pomagała pomoc, co w pewnej mierze usprawiedliwić należy warunkami gry. Najlepszy tu Kotlarczyk II, dawał sobie lekko radę z lewą stroną ataku gości. Kotlarczyk l i Makowski grali poniżej zwykłej formy, w każdym razie jednak przewyższali pozostałych kolegów. Gra obrońców raziła brakiem pewności wykopów. Młody Oleksik był pod tym względem lepszym od Pychowskiego, który za to skuteczniej pracował w rozbijaniu ataków. Trudną w tych warunkach rolę bramkarza spełniał Koźmin, pracując naogół bez błędu.

Gra Warszawianki była lepszą niż na poprzednich jej występach. W porównaniu z Lechją przedstawia się ona znacznie korzystniej. Warszawianka stoi wyżej od Lechji. Linją, która zadowoliła całkowicie, byli obrońcy. Zwierz, dawny napastnik i pomocnik i na tej pozycji jest pełnowartościowym. Był on też najlepszym graczem warszawian.

Jego partner Rusin, energiczny i szybki, uzupełniał tę linję dobrze. Keller w bramce miał kilka tylko groźnych momentów, z których obrona strzału Balcera była najpiękniejszą. Godnie przystosował się on do poprzedników. Zastępujący go potem Domański wywiązywał się dobrze z zadania.

Defenzywna gra pomocy odniosła skutek. Wszyscy trzej pomocnicy prześcigali się w ofiarności. Fert, mający za zadanie pilnowania Balcera, bywał często skuteczną przeszkodą dla niego. Odwrotnością skuteczności defenzywy była kwestja utrzymania kontaktu z własnym atakiem. Ten otrzymywał prawie wyłącznie długie, nie zawsze celowe piłki i o te musiał dopiero walczyć. Nie przyczyniło się to oczywiście o ułatwienia zadania napastników, których kierownictwo spoczywało na Kotkowskim. Ten jednakże zbyt wiele pozostawał w tyłach, operując ustawicznie lewą stroną ataku, gdzie Wróblewski nie przedstawiał najmniejszej wartości. Nowy nabytek Pollak (dawny gracz Zwierzynieckiego) posiada siłę fizyczną i zrozumienie dla gry kombinacyjnej. Piliszek na prawym łączniku, był bodaj najsłabszym w tej linji. Jung 11 dzięki swym biegom dochodził do pozycyj strzałowych, tu zabrakło wykończenia. Skład drużyn i przebieg gry .

Składy obu drużyn przedstawiały się następująco: Wisła: Koźmin — Pychowski, Oleksik — Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Adamowski — Stefaniuk, Lubowiecki, Artur, Kisieliński, Balcer.

Warszawianka: Keller — Zwierz, Rusin — Fert, Gazur, Hahn — Jung I, Piliszek, Kotkowski, Pollak, Wróblewski.

Dwuminutowe milczenie, poświęcone pamięci śp. Skrynkowicza, poprzedziło rozpoczęcie zawodów. Pierwszy atak Wisły od strony Balcera, przynosi centrę, którą Artur przenosi głową z najbliższej odległości. Gra wyrównuje się. Na ataki Wisły odpowiada Warszawianka niebezpiecznemi wypadami, którym brak strzału.

Tymczasem niespodziewane podanie pomocy Wisły daje napastnikom możliwość uzyskania bramki, lecz Zwierz w ostatniej chwili ratuje. Za rękę podyktowany w 13 min. rzut przeciw Warszawiance, wykonuje Kotlarczyk II; piłka górą dostaje się do środka, gdzie Kisieliński ręką skierowuje ja do bramki, czego sędzia nie zauważył. Po krótkich bezskutecznych protestach gra toczy się dalej. Obie drużyny docierają tylko do pól karnych. Bramkarze wyłapują raczej złe podania niż strzały. W 41 min. ma Wisła możność podwyższenia wyniku. Rusin nie trafia piłki, którą otrzymuje Lubowiecki. Zamiast strzelać podaje Kisielińskiemu, a ten pudłuje górą. I Warszawianka naciera, lecz Koźmin wybiegiem ratuje w trudnej sytuacji. Ostatnia minuta kończy się atakiem Balcera, któremu tuż pod bramką rzuca się w nogi Keller, ratując w ten sposób pewny punkt.

Pierwsze minuty po przerwie wykazują wzmożenie intenzywności ze strony Wisły. Tymczasem atak Warszawianki przynosi podanie Kotkowskiego do Piliszka, który i niego uzyskuje wyrównanie u>3 min. Koźmin nie interwenjował, Wisłą prze teras energicznie, Kisieliński dwukrotnie przenosi, to znowu bieg Balcera kończy się kornerem, Zderzenie Pollaka z Koźminem powoduje ustąpienie ostatniego. Olewski zajmuje jego miejsce. Okres ataków Wisły. Stefaniuk po biegu strzela górą, za chwilę Balcer pięknie strzela, ale Keller broni. 17 min. tłok pod bramką gości przerwany gwizdem sędziego. Kontuzjonowany Keller, zastąpiony zostaje Domańskim. Wisła ma kilka dogodnych pozycji. Jedną z nich przestrzeliwuje Lubowiecki dosłownie w bramce stojąc. Warszawianka wycofuje 2 napastników do tyłu. Gra zaostrza się, czemu sędzia nie przeciwdziała należycie. Słaba gra obu ataków nie wróży zmiany rezultatu i tak x się też staje. Sędzia p. Brzeziński dopuścił do zbyt ostrej gry.

J.K.