1952.12.14 Legia II Warszawa - Wisła Kraków 1:0

Z Historia Wisły

1952.12.14, Puchar Polski, 1/2 Finału, Warszawa,
CWKS Warszawa Ib 1:0 (0:0, 0:0) Gwardia Kraków
widzów: 10.000
sędzia: Edmund Sperling z Łodzi
Bramki
Józef Wieczorek 107' 1:0
CWKS Warszawa Ib
3-2-5
Jan Kłaczek
Roman Korynt
Edward Zieliński
Paweł Budziński
Józef Wieczorek
Zdzisław Bieniek
Wacław Sąsiadek
Kazimierz Górski Grafika:Zmiana.PNG 16' (Longin Janeczek)
Henryk Szymborski
Marian Olejnik
Wilhelm Glajcar

trener: Wacław Kuchar
Gwardia Kraków
3-2-5
Jerzy Jurowicz
Leszek Snopkowski
Mieczysław Szczurek
Stanisław Flanek
Kazimierz Ślizowski
Ryszard Jędrys
Zbigniew Kotaba
Zbigniew Jaskowski
Józef Kohut (Rudolf Patkolo)
Włodzimierz Kościelny
Antoni Rogoza

trener: Michał Matyas

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


  • mecz transmitowany przez radio.

Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy" z 1952.12.15

CWKS drugim finalistą Pucharu Polski Dopiero w 257 minucie padło rozstrzygnięcie w meczu z Gwardią Kraków

CWKS Ib - Gwardia Kraków 1:0 (0:0, 0:0). Jedyna bramka padła w 107 min. gry ze strzału Wieczorka (CWKS). Sędziował uważnie Sperling (Łódź). Widzów ok. 10.000.

[...]

Niewiele brakowało, aby druga z kolei rozgrywka półfinałowa o Puchar Polski między CWKS Ib i Gwardią Kraków nie przyniosła ponownie żadnego rozstrzygnięcia. Trzeba było dopiero dogrywki i energicznego strzału pomocnika Wieczorka, by mecz dał rezultat. Nim to jednak nastąpiło, trenerzy obu zespołów, większość zawodników i tysiące widzów przeżywały denerwujące momenty, w których nieporadność strzałowa napastników wołała po prostu o karę.

W polu wszystko szło jeszcze stosunkowo dobrze. Zwłaszcza wojskowi podawali celnie i z myślą, kombinowali spokojnie, ale gdy piłka dochodziła w okolice bramek... żal było patrzeć! Jakieś anemiczne, niecelne podania do bramkarzy, a nie strzały, których przecież można wymagać od napastników I ligi. Takich pokazów indolencji strzałowej, jakie oglądaliśmy w wykonaniu Szymborskiego czy Kościelnego, trzeba się po prostu wstydzić.

Zaszczytne prawo do walki w finale Pucharu Polski wywalczył sobie zespół wyraźnie lepszy - CWKS. Wojskowi górowali nad Gwardią nie tylko kondycją (co jest ich stałą bronią), ale i taktyką. Gwardziści, zespół jeśli chodzi o wiek bardzo "mieszany" zawiedli. Z weteranów można pochwalić tylko Jurowicza i Flanka. Szczurek, który kiedyś słynny był z rajdów do przodu, tkwił teraz pod bramką Jurowicza, jakby czuł, że kondycja nie pozwala już na takie harce. Kohut, idąc często nieprzepisowo na przeciwnika, przekoziołkował parę razy po twardym, chociaż śliskim boisku i stracił ochotę do walki. I tu też widać było braki kondycyjne. Patkolo, wstawiony do zespołu w drugiej połowie gry, był bardziej ruchliwy w czasie rozgrzewki za bramką, niż w walce o piłkę.

Młodzi gwardziści z wyjątkiem Jaśkowskiego, który nie może wrócić do wiosennej formy, to muzyka przyszłości, ale przyszłości niedalekiej.

W drużynie CWKS zaimponowali przede wszystkim obrońcy i pomocnicy. Interweniowali twardo, szybko i zdecydowanie. Szli na piłkę po błyskawicznym starcie i najczęściej bezapelacyjnie wygrywali pojedynki. Dobrze zasilali napad celnymi piłkami i tu zaczynała się denerwująca zabawa. Napastnicy CWKS w jakiejś nadgorliwości do zespołowej gry, podawali jeden drugiemu, górą, dołe, w bok i w tył, byle tylko nie oddać strzału. Tak, jakgdyby bali się odpowiedzialności, czuli swą słabość i nie chcieli się kompromitować. Nie wiemy, co zrobi ze swymi napastnikami "profesorek" Kuchar, przypuszczamy jednak, że nie ograniczy się do wykładu o konieczności strzelania w meczach piłki nożnej...

Pierwsze 45 minut gry nie były interesujące, 10 napastników obu drużyn nie zdobyło się na oddanie więcej, jak 10 strzałów i to jakich... Po pauzie CWKS przygniata, jednak bramka nie pada. Gra nieco ożywia się, gdy zamiast Górskiego pojawia się na boisku Janeczek, sędzia musi troszkę więcej pogwizdać, ale... bramka wciąż nie pada.

Zaczyna się dogrywka. CWKS znów gniecie i nic... żadnych strzeleckich sukcesów. Zmiana pól po 15 min. i wreszcie publiczność oddycha z ulgą... Wieczorek, rezygnując z pomocy kolegów-napastników, sam podprowadza piłkę na 20 m od bramki Jurowicza i piłka grzęźnie w lewym górnym rogu. Teraz rozpaczliwy zryw Gwardii, energiczna obrona CWKS i koniec.

Powtórzony półfinał mamy za sobą. Przed nami perspektywa interesującego finału, bo chyba 21 grudnia napastnicy CWKS wykażą lepszą nieco formę strzelecką, starając się pod tym względem dorównać Kolejarzom.