1954.11.21 Gwardia Warszawa - Wisła Kraków 1:0

Z Historia Wisły

1954.11.21, I liga, 19. kolejka, Warszawa, Stadion Skry,
Gwardia Warszawa 1:0 (1:0) Gwardia Kraków
widzów: 5.000
sędzia: Szlajfer ze Szczecina
Bramki
Hachorek 44' 1:0
Gwardia Warszawa
3-2-5
Stefaniszyn
Sobczak
Maruszkiewicz
Ochmański
Wiśniewski
Zientara
Olszewski
Brzozowski
Hachorek
Beszkiewicz
Chichocki

trener:
Gwardia Kraków
3-2-5
Jerzy Jurowicz
Jerzy Piotrowski
Mieczysław Szczurek
Stanisław Flanek
Leszek Snopkowski
Ryszard Jędrys
Stanisław Adamski
Zbigniew Kotaba
Zdzisław Mordarski
Wiesław Gamaj
Józef Mamoń Grafika:Zmiana.PNG (Józef Kohut)

trener: Czesław Skoraczyński i Mieczysław Gracz

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy" z 1954.11.22

Po słabej nieciekawej grze Gwardia Warszawa wygrywa ze swą imienniczką z Krakowa 1:0

Warszawa, 21.11. Gwardia Warszawa – Gwardia Kraków 1:0 (1:0). Bramkę w 44 min strzelił Hachorek. Sędziował Szlejfer, widzów 5000.

Gwardia Warszawa: Stefaniszyn, Sobczak, Maruszkiewicz, Ochmański, Wiśniewski, Zientara, Olszewski, Brzozowski, Hachorek, Beszkiewicz, Chichocki.

Gwardia Kraków: Jurowicz, Piotrowski, Szczurek, Flanek, Snopkowski, Jędrys, Adamski, Kotaba, Mordarski, Gamaj, Mamoń (Kohut).

Mecz dwu Gwardii i tym razem nie dał powodów do zachwytu. Grały one ze sobą po raz czwarty w tym sezonie (dwa razy w mistrzostwach i 2 razy w Pucharze) i za każdym razem raczej słabo, poniżej normalnego poziomu. Drużyna krakowska, sądząc na podstawie niedzielnej formy, jest tylko cieniem groźnej, bojowej jedenastki, która potrafiła zwyciężać najsilniejsze nawet zespoły. A jeżeli już nie zwyciężać, to w każdym razie umiała strzelać bramki. Dziś tego nie potrafi zrobić, ponieważ brak jej kompletnie napastników, zdolnych podtrzymać dobre tradycje klubu. Słabo, nawet bardzo słabo grający atak krakowski nie miał nic do powiedzenia przy dobrej defensywie warszawiaków. Stefaniszyn nie miał ani jednego groźniejszego strzału, a tylko dla rozgrzewki wybiegał do piłki idącej daleko w aut.

Czwórka napastników krakowskich (Kotaba grał raczej jako trzeci pomocnik) była najsłabszą formacją na boisku. Wymiana Mamonia, który przesadnymi dryblingami zepsuł wiele akcji, na Kohuta nie przyniosła poprawy w ataku gości. Doskonały ongiś napastnik i bardzo dobry strzelec, dziś pozbawiony szybkości i ciągu na bramkę, statystował raczej na boisku i ani razu nie pomógł swym kolegom w sforsowaniu defensywy gospodarzy.

W obu drużyna najlepiej zagrały linie obronne, Szczurek, Flanek, Piotrowski i Snopkowski z jednej oraz Maruszkiewicz, Ochmański, Wiśniewski i Zientara z drugiej strony – to zawodnicy, którym można wystawić dodatnią notę. Reszta – niżej normalnego poziomu. Nawet bramkostrzelny tandem warszawski Baszkiewicz – Hachorek. Przeprowadzili oni na tym meczu zaledwie kilka udanych akcji, z których jedna, bardzo błyskotliwa i szybka, przyniosła gospodarzom zwycięstwo.

Gra była bezbarwna i z wyjątkiem 10 minut przed przerwą, nieciekawa. Akcje ofensywne obu drużyn kończyły się przeważnie na przedpolu przeciwnika, bramkarze byli mało zatrudnieni. Jurowicz interweniował kilka razy w groźnych sytuacjach, a w 2 wypadkach tylko dziki jego olbrzymiej rutynie krakowianie nie stracili jeszcze jednej bramki. Stefaniszyn zmarzł chyba tak samo jak i publiczność, której rozgrzać nie mogło ani przebijające zza chmur jesienne słońce, ani gra I-ligowców na boisku.