1995.08.12 RKS Radomsko - Wisła Kraków 2:0

Z Historia Wisły

1995.08.12, II Liga, 3. kolejka, Radomsko, Stadion RKS-u, 17:00
RKS Radomsko 2:0 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 7.000
sędzia: Andrzej Mamotiuk z Wrocławia
Bramki
Mak 67'
Dopierała 82'
1:0
2:0
RKS Radomsko
3-5-2
Jabłoński
Grafika:Zk.jpg Kurek
Mak
Kowalski
Błaszczyk
Adamowicz grafika: Zmiana.PNG (46' Nowicki)
Iwanicki
Grafika:Zk.jpg Stelmach
Krzynówek grafika: Zmiana.PNG (71' Solarek)
Malagowski grafika: Zmiana.PNG (46' Michaliszyn)
Dopierała

trener:
Wisła Kraków
3-5-2
Mariusz Mucharski
Robert Głownia
Bogdan Zając
Jacek Matyja
Wiktor Sydorenko Grafika:Zk.jpg
Grzegorz Pater
Paweł Kozak Grafika:Zk.jpg grafika: Zmiana.PNG (46’ Mariusz Wójcik)
Tomasz Kulawik grafika: Zmiana.PNG (56’ Łukasz Surma)
Jarosław Giszka
Janusz Świerad
Grzegorz Kaliciak

trener: Lucjan Franczak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Relacje prasowe

Dziennik Polski. 1995, nr 185 (12/13 VIII) = nr 15551

Po raz pierwszy w bieżącym sezonie WISŁA zagra na boisku rywala. Dziś zmierzy się ona z beniaminkiem ligi RKS Radomsko. Obie drużyny są sąsiadami w tabeli. Goście zajmują czwarte a gospodarze piąte-szóste (wspólnie ze Świtem) miejsce, mając od krakowian o jeden punkt mniej. W Radomsku zapowiada się piłkarskie święto. Wizyta tak znanej drużyny jak Wisła będzie dużą atrakcją dla miejscowych kibiców. Gospodarze mają sporo respektu wobec doświadczonych rywali, ale zapowiadają twardą walkę o... komplet punktów. Co na to goście? Trener Wisły, Lucjan Franczak woli dmuchać na zimne: - Jedziemy po zwycięstwo, choć nie ukrywam, że to będzie trudny, twardy mecz. RKS to wprawdzie beniaminek, ale są w nim piłkarze, którzy grali już w drugiej lidze. Jest tam siedmiu zawodników, którzy występowali w GKS Bełchatów. Jest bardzo doświadczony Iwanicki i Michaliszyn. Obaj grali w pierwszej lidze. Wiślacy udadzą się na mecz po obiedzie. Prawdopodobnie drużynę wzmocni Świerad, który nie tak dawno naciągnął sobie' mięsień czworogłowy uda. Być może nie będzie jeszcze grał przez cały mecz, ale powinien zwiększyć siłę uderzeniową krakowskiej „jedenastki”. Trener krakowian liczy także na Sydorenkę, który został uprawniony do gry w Wiśle przez PZPN. Wznowił już treningi Sarnat, jednak nie podjął jeszcze specjalistycznych zajęć. Przypomnijmy, że na zgrupowaniu przed sezonem doznał on złamania kości policzkowej.

Dziennik Polski. 1995, nr 186 (14/15 VIII) = nr 15552

Sierpniowy luzik... Radomsko - Wisła 2-0 (O-O) Sędziował M. Nowak (Katowice). Żółta kartka Gontarz. Widzów ok. 2,5 tys. Bramki: Mak 67 karny, Dopierała 83. Sędziował: A. Mamotiuk (Wrocław). Żółte kartki: Kurek, Stelmach - Kozak, Sydorenko. Widzów ponad 5 tys. WISŁA: Mucharski - Głownia, Zając, Matyja - Pater, Sydorenko, Kozak (46 M. Wójcik), Kulawik (56 Surma), Giszka - Świerad, Kaliciak. Sobotnia wizyta „Białej Gwiazdy” była prawdziwym świętem dla Radomska. Dlatego gospodarze bardzo starannie przygotowali się do meczu, biorąc pod uwagę oprawę widowiska. Obawiali się tylko rezultatu i... wizyty wiślackich „szalikowców”. Wyodrębnili więc dla nich fragment trybun, który był swoistą klatką w której mogło się zmieścić, maksymalnie, 300 osób. I taka też, mniej więcej, liczba krakowian - ponoć wcześniej powiadomionych o pojemności trybuny dla gości - zjawiła się na stadionie beniaminka. Wspomniane obawy gospodarzy okazały się przedwczesne. „Szalikowcy” z Krakowa nastawieni byli raczej pokojowo, podobnie zresztą jak... futboliści Wisły, którzy zaprezentowali nadzwyczaj luzackie podejście do boiskowych powinności. Wprawdzie Radomsko to beniaminek, posiadający jednakże w swoim składzie wielu doświadczonych ligowców, niektórych ze stażem nawet w ekstraklasie (m. in. Iwanicki i Michaliszyn). Ale też Wisła zagrała po prostu słabiutko! Tak po prawdzie to nie można mieć zastrzeżeń do Mucharskiego oraz większych pretensji do debiutanta Sydorenki. Co zaś w grze Wisły - naturalnie obok małego zaangażowania większości zawodników - raziło najbardziej? Po raz trzeci, w dopiero co rozpoczętym sezonie, postawa drugiej linii. Jedyny sensowny w sobotę pomocnik czyli Sydorenko - kiedy miał jeszcze „parę w płucach” - niewiele mógł zdziałać nie mając wsparcia kolegów. A kiedy dodamy do tego zerową skuteczność (przy nielicznych szansach strzeleckich) będziemy mieć niezbyt budujący obraz drużyny z pierwszoligowymi aspiracjami. Najlepsze wiślackie okazje bramkowe, za każdym razem po podaniach Kaliciaka z lewego skrzydła, zmarnował Świerad. W 73 minucie miał klasyczną „setkę”, ale po przyjęciu piłki nogi mu się poplątały, co skończyło się wywrotką krakowianina i złapaniem futbolówki przez bramkarza Jabłońskiego. Sam na sam z golkiperem Radomska był też Świerad w 89 minucie. W słupek zaś, w 26 minucie po centrze Kaliciaka, wymierzył „głową” Głownia (nie było nikogo do dobitki), a wcześniej, w 8 minucie, Sydorenko strzelił z linii pola karnego i Jabłoński wybił piłkę na rzut rożny. Rozpisaliśmy się o Wiśle, choć przecież była w sobotę zespołem słabszym, przegrywając zasłużenie. Gospodarze bowiem mogli zaimponować zaangażowaniem, czym nadrabiali braki w wyszkoleniu. No i potrafili trafiać do siatki... - Wprawdzie w trakcie meczu wiele osób, chociażby łódzcy dziennikarze, twierdziło, że były wtedy spalone, aleja nie podejmuję się zgodzić z takimi opiniami. Nawet obraz telewizyjny z tych akcji, nie jest czytelny w stu procentach, więc nie ma sensu biadolić - stwierdził Lucjan Franczak. 1-0: kontra, faul Mucharskiego na Dopierale, rzut karny. Strzela Mak, „Mucha” broni, ale jest bezradny wobec dobitki. 2-0: Iwanicki „rzuca” tzw. długą piłkę za plecy stojących w linii krakowskich obrońców, Dopierała pędzi sam, ogrywa przed „szesnastką” Mucharskiego i kieruje futbolówkę do pustej bramki. (BAT)

Trener wiślaków LUCJAN FRANCZAK bardzo przeżywał sobotnie boiskowe zmagania. Po mecz dało się wyczuć zdenerwowanie szkoleniowca... - Jestem zaskoczony wynikiem w tym sensie, że przegranej nie brałem raczej pod uwagę. Ale, z drugiej strony, trudno się dziwić takiemu obrotowi sprawy kiedy spotykają się ze sobą drużyna, która chce walczyć zrywałem, który pragnie przejść obok gry, a najlepszym przypadku niewiele się napracować. Szczególny żal mam do tych piłkarzy, którzy już wielokrotnie stanowili o obliczu zespołu; kibice doskonale będą wiedzieć o kogo chodzi... Nie jest jeszcze za późno, aby drużyna prezentowała się przynajmniej tak jak w rundzie wiosennej. Bo przecież moi piłkarze grać potrafią! Ale muszą zrozumieć, że ich rolą jest przed wszystkim ofiarna praca na treningach i gra na maksimum możliwości. Dopiero potem możemy rozmawiać o nagrodach; we wszystkich ich aspektach. Sobotnią porażką skończył się też okres swoistej kwarantanny dla drużyny. Teraz już trzeba działać, ale w sposób przemyślany, aby nie wylać dziecka z kąpielą. (BAT)

Galeria kibicowska: