Z Historia Wisły
1995.09.30, II Liga, 11. kolejka, Nowy Dwór Mazowiecki, Stadion Świtu,
| Świt Nowy Dwór Mazowiecki
| 3:2 (2:2)
| Wisła Kraków
|
|
| widzów: 800-1.000
|
| sędzia: Zbigniew Lisiecki z Poznania
|
|
|
| Świt Nowy Dwór Mazowiecki
|
3-5-2 Romanowski Rasztęborski Zygarek Sluta Kucharski Nowakowski Włódarczyk Krakowiak Pucharz (74' Figaszewski) Gontarz Szeląg
trener:
|
|
|
|
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
21 fanów Wisły na meczu w Nowym Dworze Mazowieckim.
Dziennik Polski. 1995, nr 227 (2 X) = nr 15593
Kompleks beniaminków 0-1 Pater 8 min. 0-2 Kaliciak 22 min, wolny. 1-2 Szeląg 40 min. 2-2 Rasztęborski 43 min. 3-2 Włodarczyk 83 min. Sędziował: Z. Lisiecki (Poznań). Żółta kartka: Głownia. Widzów ok. 1 tys. Wisła: Mucharski - Głownia, Zając, Matyja - Pater, Sydorenko, Kozak, Kulawik, Giszka - Świerad, Kaliciak. Jeżeli jakaś drużyna chce mieć pewność wygrania meczu z Wisłą powinna jak najszybciej... stać się ligowym beniaminkiem. Wyraźnie wskazuje na to sierpniowo-wrześniowy dorobek „Białej Gwiazdy” w konfrontacjach z niedawnymi jeszcze trzecioligowcami - 4 mecze i 3 porażki (Radomsko, Cracovia, Świt) przy jednym remisie (KSZO). A jeszcze zagrają krakowianie z Jeziorakiem... Sobotni mecz w Nowym Dworze Mazowieckim rozpoczął się dla Wisły więcej niż pomyślnie. W 8 min, po składnej akcji, piłka trafiła do Kozaka, ten głową odegrał ją Paterowi, który dopełnił formalności; -1. Gospodarzy zaskoczyła utrata gola, oddali gościom inicjatywę. W 22 min w odległości ok. 25 metrów od bramki Świtu sfaulowano Sydorenkę. Rzut wolny egzekwował Kaliciak, strzelił bardzo silnie, bramkarz Romanowski interweniował trochę nieudolnie i było już 0-2. Wydawało się, że jedyną niewiadomą będą tylko rozmiary zwycięstwa gości. - Trzeci sezon, pełnię obowiązki kierownika drużyny, ale tak słabo grających chłopaków jeszcze nie widziałem; taki jest mój pogląd na ich sobotni występ - powiedział Kazimierz Antkowiak. - Mecz ułożył się dla nas wspaniale, ale przecież trwa dziewięćdziesiąt minut, a nie dwadzieścia kilka. Przy naszym prowadzeniu świetnej okazji strzeleckiej nie wykorzystał Świerad i zespół przestał grać. Oddał przeciwnikowi pole praktycznie bez walki. Dość powiedzieć, że pretensji nie można zgłaszać w zasadzie tylko do Macharskiego. Skoro pewny siebie rywal uznał, że już wygrał, to ambitny beniaminek zapragnął mu pokrzyżować szyki. Nie mając nic do stracenia zaatakował. Co ciekawe, nie napotkał specjalnego oporu ze strony wiślaków. W 40 min, po błędzie gości w okolicach własnego pola karnego, piłka trafiła do Szeląga i padł tzw. gol kontaktowy. Za moment liczna grupa krakowian przyglądała się jak Świt przeprowadza akcję ofensywną, a Rasztęborski plasowanym strzałem wyrównuje. Po pauzie sytuacja o tyle uległa zmianie, że gospodarze - jakby uszczęśliwieni strzeleniem dwóch goli - trochę zwolnili tempo. Ale i tak goście nie zdołali uratować remisu. W 83 min na strzał zdecydował się Włódarczyk; piłka otarła się jeszcze o Patera i przelatując nad bezradnym Mucharskim wpadła do siatki. Jakby mało było Wiśle fatalnej postawy i przegranej to w drodze powrotnej do Krakowa, w okolicach Białobrzegów, w autokar trafiły trzy kamienie. Jeden z nich rozbił szybę, a odłamki szkła pokiereszowały trochę twarz kierownika Antkowiaka. (BAT)